"Z innej beczki"

07.09.07, 23:31


Chciałbym tu na forum podać pewną informację, nie związaną z
tematyką forum. Przyczyniło się do tego oglądnaie (n-ty raz)
filmu "Krzyżacy" jak był emitowany na programie TV. Jest tam scena
związana z pewnym zwyczajem jaki tylko był honorowany w Polsce i był
swego czasu niuansem. Polegał on na tym, że skazany na śmierć za
jakieś przewinienia rycerz, gdy miał ponieś publicznie smierć na
szafocie z ręki kata, mógł być uratowany, jeśli jakaś panna
zarzuciła mu na głowę chustę i wypowiedziała słowa - "Jest on mój,
nie kata!". Tak uratowany, musiał sie rychło ożenić z tą panną i
miał szansę uratowania życia. taka scena jest pokazana
w "Krzyzakach" gdzie Danuska ratuje Zbyszka, który miał zginąć.
Sienkiewicz opisał tu dawny zwyczaj jaki miał niepisane prawo i
takie przypadki zdarzały się w dawnej Polsce.
Z ksiązki Szymona Kobylińskiego dowiadujemy się o takim prawdziwym
zdarzeniu, które spowodowało zapamiętanie pewnego powiedzenia, a
które mozna znaleźć w "cytatach i powiedzeniach". Był to autentyczny
wypadek na podkarpaciu, gdzie schwytano młodego zbójnika i skazano
go na publiczną śmierć przez powieszenie. W tym czasie wyroki
wykonaywał znany zawodowy kat - pan Jakub, który był znany ze swego
rzemiosła. Zbójnik, młody, przystojny męzczyzna, stanął na szafocie
i wtedy jakiaś panna, rzuciła mu chuste na głowę i wypowiedziała tą
wymaganą regułe - "jest on mój, nie kata!!!". Jak zapis kronikarski
podaje, zbójnik spojrzał na pannę (która była więcej niż mało
urodziwa) i spokojnie odrzekł - "Wieszaj, panie Jakubie!", co stało
się porzekadłem. Zbójnika powieszono. Kronika nic nie wspomina o tej
pannie, a przecież to też było straszne dla niej.
    • adam81w Re: "Z innej beczki" 08.09.07, 00:51
      rotfl rotfl rotfl

      uwielbiam Cię.

      PS taka prawda niestety. Czasem lepiej dać się powiesić bo niektóre panny są
      "mniej urodziwe". smile
      • kociak40 Re: "Z innej beczki" 08.09.07, 01:49

        Historie powstania pewnych powiedzeń, choć same znane w przekazie
        słownym, nie zawsze są wiadome dlaczego tak powiedziano. W książce
        Szymona Kobylińskiego jest duzo takich powiedzeń i to wraz z
        okolicznościami w jakich powstały. Dośc ciekawą okolicznoscią jest
        powstanie powiedzenia - "słowo się rzekło, kobyła u płota!". Jakiś
        szlachcic z kresów jechał do króla (Jan Sobieski) w sprawie
        niesprawiedliwego dla siebie wyroku sądowego. Wczesnym rankiem
        dotarł do Wilanowa i zobaczył samotnie przechadzającego się jakiegoś
        człowieka (był to sam król, który w skromnym stroju przechadzał się
        dla zdrowia po parku). Szlachcic nie rozpoznał króla i spytał się o
        drogę i mozliwość stanięcia przed majestatem królewskim.
        Jednocześnie podał powód swojego przyjazdu i pewność, że król uzna
        jego słuszną skargę. Nierozpoznany król, z ciekawości, spytał się
        szlachcica - "a jeśli król potwierdzi wyrok?". Tu szlachcic oburzył
        się i rzekł - "jesli nie uzna, to karzę mu swoją kobyłe pod ogon
        pocałować!". W ciągu dnia szlachcic stanął przed majestatem
        królewskim, wtedy zorientował się, że to właśnie rano z królem
        rozmawiał. Król usmiechnął się i rzekł - "No i co teraz będzie?", na
        to szlachcic - "słowo się rzekło, kobyła u płota!"
Pełna wersja