Dodaj do ulubionych

Dzieci niewierzących

21.11.07, 05:27
I jeszcze jeden tekst o prześladowaniu niewierzących w Polsce, na
przykładzie tych, którzy znajdują się pod presją skłaniającą ich do
poddawania swoich dzieci obrządkowi chrztu.

Czy_mam_ochrzcić_dziecko,_chociaż_jestem_niewierząca?

Wilk w owczej skórze czyli zakłamana i bezwzględna religia.
Obserwuj wątek
    • dagmama Re: Dzieci niewierzących 21.11.07, 10:50
      Kusi mnie, żeby się wymądrzyć, że jakiś błąd ta pani w relacjach z
      dzieckiem popełniła. Może nie miała odwagi głosić swoich poglądów,
      skoro mąż-katolik? Smutne: rozwód, dziecko ustawia mamę na
      marginesie (nie wolno jej podziwiać malarstwa sakralnego), bo nie
      wierzy w Boga. Dziecko nawet nie wie na czym to polega. Nie na tym,
      że mama nie wierzy w Boga, tylko na tym, że według mamy Boga w ogóle
      nie ma.
      A cała nagonka na nią wypływa może z faktu, że kiedyś wierzyła, jest
      zagubioną owieczką, którą poprzez dziecko można nauczyć uległości.
    • tyfatomek Re: Dzieci niewierzących 21.11.07, 11:01
      Czesc wszystkim.
      Szczerze mowiac to nie jestem zdziwiony tym tekstem. To jest
      normalka wszedzie, z tym ze ludzie religijni uparcie twierdza, ze
      pod przymusem nic sie nie osiagnie... Problemem jest tu nie religia,
      ale jej interpretacja przez glupich ludzi.
      Osobiscie uwazam, ze dziecko powinno zostac ochrzczone: jako maluch
      nie bedzie rozumialo o co te wszystkie krzyki i bedzie powtarzalo to
      co jego rowiesnicy. Bedzie cierpialo, bo nie bedzie rozumialo
      dlaczego jest odrzucane (bo taka jest niestety kolej rzeczy). Jak
      dziecko dorosnie to samo podejmie decyzje.
      Ja rowniez jestem ochrzczony, wierzylem swiecie w Trojce Swieta,
      jezdzilem na pielgrzymki, modlilem sie przed swietymi obrazami... No
      i co z tego? W ktoryms momencie zdajesz sobie sprawe, ze cos jest
      nie tak. Jak jestes dorosly, to potrafisz (przewaznie) myslec
      samodzielnie i podeprzec swoje decyzje argumentami. Dziecko tego nie
      potrafi - przynajmniej nie w sprawach religii.
      • dagmama Re: Dzieci niewierzących 21.11.07, 11:57
        tyfatomek napisał:

        > Osobiscie uwazam, ze dziecko powinno zostac ochrzczone: jako
        maluch
        > nie bedzie rozumialo o co te wszystkie krzyki i bedzie powtarzalo
        to
        > co jego rowiesnicy. Bedzie cierpialo, bo nie bedzie rozumialo
        > dlaczego jest odrzucane (bo taka jest niestety kolej rzeczy). Jak
        > dziecko dorosnie to samo podejmie decyzje.

        Ale co to za podjecie decyzji, jeśli jest ochrzczone? Siłą rzeczy
        należy do KK przecież.

        Piszesz, że jesteś ochrzczony. No i co? Straciłeś wiarę? Wystąpiłeś
        z Kościoła? Czy nadal radośnie zaliczasz się do wspólnoty
        katolickiej?

        Ja jestem nieochrzczona, więc w MOIM przypadku chrzest byłby
        świadoma decyzją.
        • tyfatomek Re: Dzieci niewierzących 21.11.07, 12:08
          Doczytalem artykul do konca. Przeraza mnie poglad
          kapelana: "Ośmiolatek jest często tak samo mądry jak
          pięćdziesięciolatek - odpowiada ksiądz Indrzejczyk. I dodaje: - Mały
          obserwuje świat, widzi kościół i mówi, że chce się ochrzcić.
          Obojętnie wobec tego przejść nie można. Nie można mu powiedzieć, że
          jest głupi. Nie można go zbywać, pomijać jego prośbę."
          Czyli zakladajac, ze wybor religii jest wyborem na cale zycie to
          osmioletnie DZIECKO takiego wyboru moze dokonac...

          Witaj Dagmama,

          "Ale co to za podjecie decyzji, jeśli jest ochrzczone? Siłą rzeczy
          należy do KK przecież."

          Zle mnie zrozumialas. Nie chodzilo mi o podjecie decyzji o chrzcie,
          tylko o tym, w co sie wierzy.


          " Piszesz, że jesteś ochrzczony. No i co? Straciłeś wiarę?
          Wystąpiłeś z Kościoła? Czy nadal radośnie zaliczasz się do wspólnoty
          katolickiej?"

          Nie, nie stracilem wiary, tylko zweryfikowalem ja. Odrzucam wiele
          dogmatow KK i w niektorych sprawach zgadzam sie z ateistami.
          Nie wystapilem z kosciola, wiec chyba zaliczam sie do wspolnoty
          katolickiej. Na pasterke chodze do kosciola ze wzgledu na tradycje i
          atmosfere po mszy.

          " Ja jestem nieochrzczona, więc w MOIM przypadku chrzest byłby
          świadoma decyzją."

          W moim przypadku swiadoma decyzja nie byl.
          • dagmama Re: Dzieci niewierzących 21.11.07, 12:22
            Witajsmile

            Straszne w tym tekście wydaje mi się, że za "decyzją" dziecka stoi
            cała instytucja, za matką nikt.
            Sama nie wiem, co zrobię, kiedy moje dziecko zechce być "bliżej
            Boga", ale racaej się nuie zgodzę. A jeśli jednak się zgodzę, to nie
            ma mowy, żebym się w jakikolwiek sposób sama angażowała. Już prędzej
            powiem dziecku, że może sobie robić, co mu sie podoba, ale jak
            skończy 18 lat.
            Sama miałam 8 lat, koleżanki szły do komunii, poszłam ze dwa razy na
            religię, ale chrzest? Mimo, że rodzice uważali, że Boga nie ma?
            Niemożliwe.
            Rodzice są ważniejszą "instytucją".
            • tyfatomek Re: Dzieci niewierzących 21.11.07, 13:31
              "Sama nie wiem, co zrobię, kiedy moje dziecko zechce być "bliżej
              Boga", ale racaej się nuie zgodzę. A jeśli jednak się zgodzę, to nie
              ma mowy, żebym się w jakikolwiek sposób sama angażowała."

              Dagmama, dorosly nie umie sobie wyobrazic co to / kim jest Bog, a co
              dopiero dziecko. Zapytaj go jak rozumie zdanie "Byc blizej Boga" to
              Ci nawet nie odpowie. Przyczyna prosta: powtarza to, co mowi
              wiekszosc i nie ma co sie dziwic. Czuje sie wtedy bezpieczniejsze.
              Odczuwanie potrzeby bycia indywidualista zaczyna sie w wieku
              dojrzewania, a nie w wieku 8 lat smile Uwazam, ze w kwestii wiary nie
              nalezy narzucac dziecku swojej woli, bo to sie potem odbije na nas.
              Im bardziej zakazujesz, tym bardziej jest na odwrot. Religia na
              dobra sprawe to swiatopoglad, ideologia - a tej chocbys nie wiem jak
              sie starala sila nikomu nie narzucisz. Dlatego machnij reka. Jak
              bede mial dzieci to na pewno je ochrzcze, po to, by nie bylo
              dyskryminowane w kraju, w ktory glosi wolnosc religijna. W zadnym
              kraju, ktory jest nazywany mianem "katolicki" "muzulmanski" czy inny
              nie ma czegos takiego jak wolnosc religijna. Do doroslego potrafia
              sie przyczepic, bo niby zle wierzy, a co dopiero do dziecka? Dorosly
              jednak potrafi bronic swojego swiatopogladu/ ideologii - dziecko
              nie, dlatego, ze takowego zwyczajnie nie posiada.

              Gdybym byl nieochrzczony, to raczej nie zdecydowalbym sie na chrzest
              dzisiaj. Zostalem ochrzczony bo taka byla wola rodzicow, a oni mnie
              ochrzcili, bo taka byla wola ich rodzicow... Tak sie tworzy Dzieci
              Boze: z przymusu spolecznego.
              • dagmama Re: Dzieci niewierzących 21.11.07, 13:42
                tyfatomek napisał:


                Zostalem ochrzczony bo taka byla wola rodzicow, a oni mnie
                > ochrzcili, bo taka byla wola ich rodzicow... Tak sie tworzy Dzieci
                > Boze: z przymusu spolecznego.

                I to samo chcesz zrobić Twojemu dziecku? W ten sposób ten przymus
                będzie się powielał.
                Moje dziecko jest nieochrzczone, ma trzy i pół roku. Jeśli zechce
                pójść na religię czy do kościoła: jego sprawa, nie zamierzam
                zakazywać, niech chodzi, ale nie ze mną.
                Ale o chrzcie zadecyduje jako osiemnastolatek.
                Nie mam zamiaru machać ręką, bo to powinna być wiara, a nie jakiś
                cielęcy pęd za większością. W ten sposób przecież ta dyskryminacja
                bedzie trwała.
                • tyfatomek Re: Dzieci niewierzących 21.11.07, 14:26
                  Chce zaoszczedzic mojemu dziecku tego co widzialem u siostry mojej
                  mamy. Ona jest wierzaca acz niepraktykujaca. Ma trojke dzieci, z
                  czego 2 nieochrzczone. Bylem swiadkiem jak pozostala 2 wracala do
                  domu z placzem, bo dzieci nie chcialy sie z nimi bawic, bo byly
                  wyzywane, bo pani katechetka nastraszyla je, ze jak mama ich nie
                  ochrzci, to beda smazyc sie w piekle i bedzie bardzo bolalo itp.
                  My nie napedzamy dyskryminacji, napedzaja ja "religijni", ktorzy nie
                  potrafia zrozumiec innosci czlowieka. Czasem lepiej ustapic niz za
                  wszelka cene postawic na swoim narazajac na cierpienia ludzi na
                  ktorych najbardziej nam zalezy.
                  Ja, mimo, ze nie utozsamiam sie z religia, w ktorej zostalem
                  ochrzczony, jestem wdzieczny rodzicom za ich decyzje, bo ominelo
                  mnie wiele niemilych przezyc. Jako dorosly i inaczej myslacy niz
                  niby 90 % naszego religijnego spoleczenstwa nieraz slyszalem roznego
                  rodzaju epitety o sobie i niestety o swoich rodzicach - bo nie
                  potrafili mi wpoic glebokiej wiary. Boli mnie to jako doroslego,
                  choc umiem sie obronic. A co ma powiedziec nic nie rozumiejace
                  dziecko?
                  • dagmama Re: Dzieci niewierzących 21.11.07, 14:32
                    Czyli oboje zrobimy naszym dzieciom to samosad
                    Bo ja byłam wyzywana, raz obrzucona kamieniami i niektóre
                    dziewczynki miały zakaz zabawy ze mną. Skoro ja to przeżyłam i (tak
                    jak Ty) jestem wdzięczna rodzicom, to mój syn też to może znieść.
                    Moi rodzice wychowali mnie w zgodzie ze sobą. Sądzę, że nie
                    szanowałabym ich, gdyby, jako niewierzący, ochrzcili mnie. To by
                    była hipokryzja i komformizm.
                    Ja nie jestem komformistkąsad
                    • tyfatomek Re: Dzieci niewierzących 21.11.07, 15:00
                      Ja czasem jestem, czasem nie jestem, w zaleznosci od sytuacji...
                      Nie wierze, ze przez cale swoje zycie ani razu nie
                      wykorzystalas "zalet" komformizmu smile
                    • grgkh Konformizm 21.11.07, 15:06
                      Gdy Hitler doszedł do władzy Niemcy, jako cały naród, nie popierali go. Potem przyszła propaganda i różnego rodzaju przymusy i ruszył proces lawinowy. Na jego końcu, gdy zaczęły się dziać rzeczy naprawdę straszne, Niemcy byli już innym narodem. Teoretyczne, gdzieś po drodze, mogli się sprzeciwić, coś zmienić, ale ten sprzeciw był za mały, a im dalej, tym trudniej było na taki opór liczyć.

                      To jest historia i zjawiska dotyczące społeczeństw. W panowaniu religii w Polsce widzę coś analogicznego. Są kraje, w których nie do pomyślenia byłoby polskie RM albo modły o deszcz w parlamencie. A jednak jesteśmy gdzieś tak bardzo w to mentalnie uwikłąni, że nikt nie ma odwagi się sprzeciwiać. No, może nie nikt, ale tak zwana większość. Brak odwagi na poziomie jednostek skutkuje mentalnością narodu. Kto się zdobędzie na akcję przeciwko temu, czemu niemal wszyscy nadają status sacrum? Jak dużo trzeba przełamać obaw, strachu, fałszywych uprzedzeń? Konformizm? Zakłamanie, które akceptujemy?

                      I teraz najważniejsze. Jeśli nie znajdą się ludzie, którzy poświęcą swój spokój, którzy skażą siebie lub swoje dzieci na opór, to nic się nie zmieni. Pozwoliliśmy religii na zbyt wiele, na zapanowanie nad naszymi losami, na wtrącanie się w życie prywatne nas wszystkich i teraz bez ofiar się nie może obyć. Te ofiary to dyskomfort. Ja to sam mam, więc wiem o czym mówię, ale też wiem, że warto to zmieniać.
                      • tyfatomek Re: Konformizm 21.11.07, 15:12
                        "I teraz najważniejsze. Jeśli nie znajdą się ludzie, którzy poświęcą
                        swój spokój, którzy skażą siebie lub swoje dzieci na opór, to nic
                        się nie zmieni."

                        Ok, moge skazac siebie, bo robie to swiadomie. Ale nie swoje dzieci.
                        • tyfatomek Re: Konformizm 21.11.07, 15:27
                          Jeszcze jedno - w tym przypadku komformim nie niesie ze soba takich
                          nastepstw jak popieranie Hitlera dla swietego spokoju, wiec na ten
                          komformizm moge sobie pozwolic. KAZDY jest czasem komformista. Przy
                          przechodzeniu przez ulice na czerwonym swietle, bo inni tak robia
                          tez stajemy sie komformistami - a stawianie jednych (tych od
                          Hitlera) i drugich (tych od czerwonego swiatla) na tym samym miejscu
                          to przegiecie. Gdy nie smakuje mi zupa, ktora ugotowala moja
                          dziewczyna, to nie powiem jej: "Sorry, niedobre", tylko zjem. Tu tez
                          wybiore bycie komformista.
                          Dziecko chce sie czuc czescia spolecznosci, wiec uwaza, ze powinno
                          robic to co one. Komformizm przy piciu alkoholu (bo inni pija),
                          braniu narkotykow (bo inni biora) jest szkodliwy. Czym mi grozi
                          ochrzczenie dziecka? Tym, ze w wieku lat 20 pojdzie do klasztoru?
                          Wtedy juz bedzie odpowiadalo za siebie i mialo swoja upatrzona
                          sciezke.
                          • dagmama Re: Konformizm 21.11.07, 15:35
                            tyfatomek napisał:

                            > Jeszcze jedno - w tym przypadku komformim nie niesie ze soba
                            takich
                            > nastepstw jak popieranie Hitlera dla swietego spokoju, wiec na ten
                            > komformizm moge sobie pozwolic. KAZDY jest czasem komformista.

                            Sądzę, że zwolennicy Hitlera też tak na początku myślelismile


                            Przy
                            > przechodzeniu przez ulice na czerwonym swietle, bo inni tak robia
                            > tez stajemy sie komformistami - a stawianie jednych (tych od
                            > Hitlera) i drugich (tych od czerwonego swiatla) na tym samym
                            miejscu
                            > to przegiecie.

                            Zgódźmy się, że są takie sprawy jak prawo i przepisy. Prawo ani
                            przepisy nie regulują (jeszcze) naszych światopoglądów.


                            Gdy nie smakuje mi zupa, ktora ugotowala moja
                            > dziewczyna, to nie powiem jej: "Sorry, niedobre", tylko zjem. Tu
                            tez
                            > wybiore bycie komformista.

                            Nie, wybierzesz to, że ktoś za Ciebie ugotuje zupę. Wszystko jedną
                            czy dobrą czy nie.


                            > Dziecko chce sie czuc czescia spolecznosci, wiec uwaza, ze powinno
                            > robic to co one. Komformizm przy piciu alkoholu (bo inni pija),
                            > braniu narkotykow (bo inni biora) jest szkodliwy. Czym mi grozi
                            > ochrzczenie dziecka? Tym, ze w wieku lat 20 pojdzie do klasztoru?
                            > Wtedy juz bedzie odpowiadalo za siebie i mialo swoja upatrzona
                            > sciezke.

                            Tobie niczym nie grozi, bo cały czas piszesz, jak to świetnie udaje
                            Ci się unikać zagrożeń i konfrontacji. Moje dziecko może sobie robić
                            wszystko, co zechce, byle nie szło z owczym pędem.
                          • grgkh Re: Konformizm 21.11.07, 16:01
                            tyfatomek napisał:

                            > Jeszcze jedno - w tym przypadku komformim nie niesie ze soba takich
                            > nastepstw jak popieranie Hitlera dla swietego spokoju, wiec na ten
                            > komformizm moge sobie pozwolic. KAZDY jest czasem komformista. Przy
                            > przechodzeniu przez ulice na czerwonym swietle, bo inni tak robia
                            > tez stajemy sie komformistami - a stawianie jednych (tych od
                            > Hitlera) i drugich (tych od czerwonego swiatla) na tym samym
                            > miejscu to przegiecie.

                            wink Mówisz - przegięcie? Ciekaw byłem, czy ktoś w ten sposób zareaguje. A jednak. A przecież pisałem wyraźnie, że traktuję to jako zjawisko społeczne. Chodziło mi o zasięg, skalę, o to, że dotyczy to całego społeczeństwa, że lokuje się u źródeł światopoglądu, że w końcu decyduje o życiu codziennym i historycznym losie narodu. Bo religia ma tak wielki wpływ i koniecznie chce go w takim zasięgu odgrywać. Nie zrezygnuje z tej roli bez zdecydowanego oporu.

                            A Ty podporządkowałeś się sacrum, temu nadzywyczajnemu choć nieuzasadnionemu przywilejowi zdobytemu przez religię. A przecież żaden bóg nigdy nie istniał, bo NIKT i NIGDY nie udowodnił, że tak jest. I nikomu się to nie uda. A więc w imię fikcji rządzi nami system. Jest wszędzie i nigdzie. Jest w naszych głowach. I z tym trzeba walczyć. I dlatego ta walka jest taka trudna. Bo nie chodzi o to, by pojechać do Torunia i stanąć do walki wręcz z Rydzykiem, ale o to by zmienić historycznie ugruntowane poglądy każdego z nas. Chodzi o to byśmy dopuścili, że religii trzeba odebrać jej przywileje, przede wszystkim te w naszych umysłach.

                            System religijny, odporny i niemal nieusuwalny. I system nazistowski lub jakiś inny. Też system. Z systemami bardzo trudno się walczy.
                            • tyfatomek Re: Konformizm 21.11.07, 16:07
                              No i masz zupelna racje.
                            • marketa0 Re: Konformizm 21.11.07, 16:08
                              z tego co napisałeś wynika, że powinnam pójść do parafii i jakieś tam papiery
                              wypełnić i jakiś świadków przedstawić. Otóż na takie działania to ja czasu nie
                              mam, ani też chęci. I mam wiadomo gdzie statystyki takie czy inne.....

                              marta
                              • grgkh Re: Konformizm 23.11.07, 17:48
                                marketa0 napisała:

                                > z tego co napisałeś wynika, że powinnam pójść do parafii
                                > i jakieś tam papiery
                                > wypełnić i jakiś świadków przedstawić.

                                Nie to miałem na myśli. Sam dotychczas nie uważałem, że taki gest - bo to tylko przecież formalność - w moim wykonaniu ma jakieś znaczenie i jeszcze tego nie zrobiłem. Ale może kiedyś...
                        • dagmama Re: Konformizm 21.11.07, 15:30
                          Ale Ty się na nic nie skazujesz. Niczym nie ryzykujesz. Ochrzcili
                          Cię i wierzyłeś, a jak zacząłeś mieć wątpliwości, to przestałeś
                          chodzic do kościoła i tyle. Ale dziecko poślesz.

                          Jakie zalety ma konformizm? Społeczeństwu złożysz ofiarę, zrobisz,
                          jak od Ciebie wymaga, a rozmawiając z nonkomformistami, jak ja,
                          możesz świecić w oczy, żeś taki wolnomyśliciel.
                          I cały zadowolony.
                          • tyfatomek Re: Konformizm 21.11.07, 15:46
                            Jako dziecko myslalem jak myslalem i wierzylem jak wierzylem, bo moi
                            rowiesnicy tez tak mysleli czy wierzyli. Moja matka do kosciola nie
                            chodzila i nie chodzi, ale koledzy tak, wiec ja z nimi.
                            Dagmama, czy chcesz czy nie, Twoje dziecko bedzie szlo wilczym pedem
                            do jakiegos czasu, jak nie w sprawach religii, to w innym "temacie".
    • grzrzybek Re: Dzieci niewierzących 22.11.07, 17:03
      zastanawiam się, po jaką cholerę ta kobieta posłała swoje dziecko na religię,
      skoro deklaruje się jako niewierząca, a dziecka nie ochrzciła. ten artykuł
      pokazuje tylko skutki ludzkiej niekonsekwencji i braku pomyślunku - a naprawdę
      nie trzeba być Einsteinem, żeby wpaść na to, że na religii zrobią temu dziecku w
      głowie zamęt.
      chłopak sam przyznał, że poza religią z kolegami wcale o bogu nie gadają, tylko
      grają w kapsle. jakby na religię nie poszedł, pewnie nawet by nie odczuł tej
      swojej "inności". moim zdaniem, dzieci same z siebie mają gdzieś, czy ktoś na
      religię chodzi, czy nie. gorzej, jak taka katechetka zacznie wobec całej grupy
      wskazywać takiego "rodzynka" i mówić, że coś z nim nie tak. wtedy rzeczywiście
      mogą na niego dziwnie spoglądać.
      • jolunia01 Re: Dzieci niewierzących 02.12.07, 18:18
        grzrzybek napisała:

        > zastanawiam się, po jaką cholerę ta kobieta posłała swoje dziecko
        > na religię, skoro deklaruje się jako niewierząca, a dziecka nie
        > ochrzciła.

        Myslę, że po taka cholerę, żeby nie błakało sie po korytazru, bo -
        niestety - te cholerne lekcje sa w środku zajęć i trudno małemu
        dziecku po prostu wyjść ze szkoły. A może (naiwnie, fakt) zdawało
        sie jej że to będa lekcje religi - w końcu wiedza nie szkodzi - a
        nie wyłącznie katokatecheza.
    • nowa_na_forum Re: Dzieci niewierzących 23.11.07, 08:41
      Mój synek też niedługo zetknie się z religią. Ciekawe co z tego będzie.
      Nie jest ochrzczony, wie że ludzie wierzą w Boga, ale jego ten
      problem nie zajmuje specjalnie.
      • baba_z_magla Re: Dzieci niewierzących 23.11.07, 12:01
        Dagmamo, czytając Cię zdałam sobie sprawę, dlaczego NIE mam
        problemów z powodu nieochrzczenie córki. Na indagowanie katolików
        wyraźnie odważnie i krótko odpowiadaliśmy z mężem: nie ochrzciliśmy
        dziecka, bo boga nie ma, piekła nie ma, ani życia wiecznego. I
        koniec.
        Zwróciłaś uwagę na bardzo istotny szczegół, jeśli jedno z rodziców
        manifestuje swoją wiarą jako jedyny prawdziwy światopogląd ("Bóg
        jest), a druga z rodziców milczy, a potem odmawia dziecku chrztu, to
        dziecko jest w rozterce (przecież jest Bóg i mama nie pozwala mi się
        do niego zbliżyć). Wystarczyłoy odważnie powiedzieć: Nie ma Boga.
        Pzdr

        • dagmama Re: Dzieci niewierzących 23.11.07, 13:07
          Dlatego współczuję tej pani.
          To mogłyśmy być my, gdybyśmy wybrały katolików za partnerów
          życiowych i ojców dziecisad

          Taki mąż - katolik mógłby nie dopuścić do dyskusji, że "mama uważa,
          że Boga nie ma, ja uważam, że jest". To co innego niż "mama nie
          wierzy w Boga, ja wierzę". To drugie stwierdzenie w ogóle nie
          poddaje w wątpliwość istnienie Boga.

          • baba_z_magla Re: Dzieci niewierzących 24.11.07, 00:37
            I tu upada kolejny argument: "Ochrzcze dziecko, bo gdyby musialo
            wziac slub koscielny ze wzgledu na przyszlego meza, to bedzie mialo
            latwiej" - skoro ewentualny partner bedzie uwazac, ze wazniejszy niz
            milosc jest slub koscielny, to znaczy ze jest katolickim talibem. A
            skoro laczymy sie z drugim czlowiekiem i na wstepie nie szanuje on
            naszego swiatopogladu, to do widzenia. To nie moze sie udac. skoro
            podczas slubu decydujemy sie na zycie z kims do konca swiata i o
            jeden dzien dluzej (ja przynajmniej tak mam), to musimy byc soba w
            tym zwiazku. Zycze powodzenia wszystkim parom mieszanym, - gdzie
            ateista milczy wobec katolika.
            • grgkh Re: Dzieci niewierzących 24.11.07, 02:26
              Jestem przykładem pary mieszanej i milczącego przez długi czas
              ateisty.

              Żona to katoliczka i dzieci także. Niestety, dałem się nabrać, bo
              kiedyś mi wmówiono, że one same sobie kiedyś "wybiorą", jak będą
              chciały. Prawda jest taka, że wybrały jedyną opcję, religijną, a ja
              jestem odszczepieńcem, człowiekiem złym, który ma śmiałość mówić źle
              o religii.

              Indoktrynacja pozostawia u dzieci ślad, którego - jeśli
              ktoś "uwierzył" szczerze i głęboko - nie da się do końca usunąć. W
              przypadku żony ponadto wciąż działa efekt pewnego rodzaju
              rywalizacji. Rywalizacja (ze mną i z ateizmem czyli złem) dotyczy
              obrony wiary u dzieci, jakby broniła jej u siebie, bo to rodzaj
              misji i gdyby ona poniosła klęskę, to w swojej imaginacji osobiście
              odpowiadałaby za to przed urojonym Bogiem.
              • dagmama Re: Dzieci niewierzących 24.11.07, 21:36
                grgkh napisał:
                Niestety, dałem się nabrać, bo
                > kiedyś mi wmówiono, że one same sobie kiedyś "wybiorą", jak będą
                > chciały. Prawda jest taka, że wybrały jedyną opcję, religijną, a ja
                > jestem odszczepieńcem, człowiekiem złym, który ma śmiałość mówić
                źle
                > o religii.

                Oj, współczuję.
                Dziwnie jest z tym "wybraniem". Rodzice ateiści też stwierdzili, że
                sama wybiorę, jak dorosnę, jakąś religię albo brak religii.
                Siedzieli ze mną nad ikonami i taką książką "Śladami prapradziadka"
                (nie pamiętam tytułu dokładnie) o ewolucji człowieka a kiedy
                zapragnęłam poświęcić jajka, tata poszedł ze mną do kościoła.
                No i wybrałam ateizm.
                A tak naprawdę nie miałam wyboru.
                Tak, jak Twoje wychowane w wierze dzieci. Wychowanie to podstawa.

            • xtrin Re: Dzieci niewierzących 01.12.07, 00:22
              baba_z_magla napisała:
              > I tu upada kolejny argument: "Ochrzcze dziecko, bo gdyby
              > musialo wziac slub koscielny ze wzgledu na przyszlego meza,
              > to bedzie mialo latwiej" - skoro ewentualny partner bedzie
              > uwazac, ze wazniejszy niz milosc jest slub koscielny,
              > to znaczy ze jest katolickim talibem.

              Ale przecież wcale nie trzeba podejmować takiego wyboru, istnieje w KK coś
              takiego jak małżeństwo mieszane. Mogą być problemy z załatwieniem takiego ślubu,
              ale jeżeli obydwojgu zależy to jest to wykonalne. Co więcej w takich przypadkach
              KK przychylniejszym okiem patrzy na osoby nieochrzczone niż ochrzczone, które z
              własnej woli odeszły od Kościoła.
    • grgkh Re: Dzieci niewierzących 28.11.07, 08:10
      citrine.blog.onet.pl/2,ID268227678,index.html
      • baba_z_magla Re: Dzieci niewierzących 28.11.07, 10:56
        Tak zupełnie na boku, przy tym temacie często pojawia się zabawny
        błąd. Ludzie piszą ochrzszczony - aż trzy szczelinowe zgłoski jedna
        po drugiej - to lepsze niż Brzęczyszczykiewicz smile
        • alexa195 Re: Dzieci niewierzących 29.11.07, 12:43
          > Jestem przykładem pary mieszanej i milczącego przez długi czas
          ateisty.
          Żona to katoliczka i dzieci także. Niestety, dałem się nabrać, bo
          kiedyś mi wmówiono, że one same sobie kiedyś "wybiorą", jak będą
          chciały. Prawda jest taka, że wybrały jedyną opcję, religijną, a ja
          jestem odszczepieńcem, człowiekiem złym, który ma śmiałość mówić źle
          o religii.


          Grgh, masz duzo racji. Ale czy Ty nie byles wychowywany w wierze
          katolickiej? Moze tez masz wszystkie sakramenty "swiete". A te Cie
          nie uchronily - zostales ateista, a wiec jest mozliwa u dziecka
          opcja "samo wybierze jak dorosnie". U mnie tez tak bylo, choc co
          prawda do pogladow ateistycznych mi jeszcze dosc daleko.
          W kazdym razie mysle, ze bardzo dobrze ujales problemy religijne par
          mieszanych. Najwiekszy problem jest wtedy, gdy ktorys z partnerow
          jest bardzo wierzacy i polem do walki staja sie dzieci: >Rywalizacja
          (ze mną i z ateizmem czyli złem) dotyczy
          obrony wiary u dzieci, jakby broniła jej u siebie, bo to rodzaj
          misji i gdyby ona poniosła klęskę, to w swojej imaginacji osobiście
          odpowiadałaby za to przed urojonym Bogiem.

          Pewna pani rowniez bedaca w zwiazku mieszanym powiedziala mi, ze
          wiara jej dzieci jest bardzo wazna i wazne jest, by wierzyly tak jak
          ona, bo tylko wtedy (!!!!) pojda do raju... Widzialam jak kaze
          dzieciom sie modlic, wlasnie po to, by Bog widzial jak ona sie stara
          i by nie odpowiadala za ich (nie) wiernosc po smierci...

          Mam pytanie do "dzieciatych" jako ze nie mam jeszcze dzieci smile
          Aktualnie mam podejscie takie, ze dzieci same wybiora wiare, ja im
          moge tylko opowiedziec jaki mam swiatopoglad. Maz, "innowierca", ma
          podejscie takie jak ja. Mam juz jednak watpliwosci, czy to dobre
          podejscie, bo widze, ze jedno z Was tak myslalo i teraz zaluje...
          • grgkh Re: Dzieci niewierzących 29.11.07, 22:34
            alexa195 napisała:

            > Ale czy Ty nie byles wychowywany w wierze katolickiej?
            > Moze tez masz wszystkie sakramenty "swiete". A te Cie
            > nie uchronily - zostales ateista, a wiec jest mozliwa u dziecka
            > opcja "samo wybierze jak dorosnie".

            Byłem tak wychowywany, ale u mnie zadziałała mieszanka dwóch okoliczności - wychowanie religijne nie było zbyt intensywne i nauczyłem się myśleć racjonalnie, całkowicie odrzucając podporządkowanie dogmatom.

            > Mam pytanie do "dzieciatych" jako ze nie mam jeszcze dzieci smile
            > Aktualnie mam podejscie takie, ze dzieci same wybiora wiare,
            > ja im moge tylko opowiedziec jaki mam swiatopoglad.
            > Maz, "innowierca", ma podejscie takie jak ja.
            > Mam juz jednak watpliwosci, czy to dobre podejscie,
            > bo widze, ze jedno z Was tak myslalo i teraz zaluje...

            Człowiek w skrajnych warunkach jest zdolny do wszystkiego, nawet do kanibalizmu. "Odpowiednią" indoktrynacją prawie każdego można niemal dowolnie urobić, a dotyczy to zwłaszcza dzieci. A więc chrońmy dzieci przed zbyt brutalną indoktrynacją religijną i... podsuwajmy im pytania, które sieją wątpliwości w sprawach religii. To drugie jest bardzo ważne, bo niczego nie ceni się wyżej, niż tego, do czego dochodzi się samemu smile. I dopiero wtedy możemy mieć nadzieję na samodzielne "szczęśliwe" rozwiązanie dylematu - wierzyć, nie wierzyć.
            • kazeta.pl55 Re: Dzieci niewierzących 01.12.07, 20:16
              grgkh napisał:

              > Człowiek w skrajnych warunkach jest zdolny do wszystkiego, nawet do kanibalizmu
              > . "Odpowiednią" indoktrynacją prawie każdego można niemal dowolnie urobić, a do
              > tyczy to zwłaszcza dzieci. A więc chrońmy dzieci przed zbyt brutalną indoktryna
              > cją religijną i... podsuwajmy im pytania, które sieją wątpliwości w sprawach re
              > ligii. To drugie jest bardzo ważne, bo niczego nie ceni się wyżej, niż tego, do
              > czego dochodzi się samemu smile. I dopiero wtedy możemy mieć nadzieję na samodzie
              > lne "szczęśliwe" rozwiązanie dylematu - wierzyć, nie wierzyć.

              Tak czytam Cię Drogi GRGKH na wielu różnych forumach i zastanawiam się jak tak
              niby beznamiętny naukowiec może takie herezje pisać.
              Zastanów się, czy istnieje aby dla logicznie rozumującego człowieka możliwość
              szczęśliwego rozwiązania dylematu "wierzć-niewierzyć" na gruncie czystego
              rozumu, kiedy w każdej sytuacji ilość "za i przeciw" jest tak duża i prawie równa?
              Chrześcijańska indoktrynacja dziecka nawet o niebywałej intensywności nie daje
              gwarancji zrobienia z niego dorosłego wierzącego. Podobnie w przeciwnym
              przypadku, przy indoktrynacji ateistycznej.
              Życie dało na to już b. wiele dowodów, że szkoda czasu na ich przytaczanie. Czy
              to prawda, czy nie, ale jak to mawiał stary baca Tischner: "by wiara u człowieka
              wyrosła trzeba ździebko łaski", bo ona przechyla wagę argumentów na jej korzyść
              w rozumie człowieka.
              Pozdr.
              • grgkh Re: Dzieci niewierzących 01.12.07, 22:53
                kazeta.pl55 napisała:

                > grgkh napisał:
                >
                > > Człowiek w skrajnych warunkach jest zdolny do wszystkiego,
                > > nawet do kanibalizmu.
                > > "Odpowiednią" indoktrynacją prawie każdego można niemal
                > > dowolnie urobić, a dotyczy to zwłaszcza dzieci.
                > > A więc chrońmy dzieci przed zbyt brutalną indoktrynacją
                > > religijną i... podsuwajmy im pytania, które sieją wątpliwości
                > > w sprawach religii. To drugie jest bardzo ważne,
                > > bo niczego nie ceni się wyżej, niż tego, do czego dochodzi się
                > > samemu smile.
                > > I dopiero wtedy możemy mieć nadzieję na sam odzielne
                > > "szczęśliwe" rozwiązanie dylematu - wierzyć, nie wierzyć.
                >
                > Tak czytam Cię Drogi GRGKH na wielu różnych forumach i
                > zastanawiam się jak tak niby beznamiętny naukowiec może
                > takie herezje pisać.
                > Zastanów się, czy istnieje aby dla logicznie rozumującego
                > człowieka możliwość szczęśliwego rozwiązania dylematu
                > "wierzć-niewierzyć" na gruncie czystego rozumu,
                > kiedy w każdej sytuacji ilość "za i przeciw" jest tak duża
                > i prawie równa?

                Nie wynika z Twojego wpisu jednoznacznie po której stronie jesteś. A jednak nie mówię herezji.

                Pierwsze - "na gruncie czystego rozumu" dochodzi się do tego, że należałoby w przypadku wiary przyjąć prawdziwość dogmatu. Racjonalizm zdecydowanie odrzuca dogmat i Pan Bozia kaput - jest zbędny, a więc nieistniejący, tak jak dorastające dzieci odrzucają Sw. Mikołaja i krasnoludki. Trzeba być tylko konsekwentnym.

                I drugie - co jest naprzeciwko tego atgumentu "po drugiej stronie"? Chyba nic nie znajdziesz, a jeśli nawet, to i tak Ci to obalę. Założymy się o kratę piwa? wink

                "Szczęśliwe zakończenie dylematu #wierzyć - nie wierzyć#" to odpuszczenie niewolnictwa w służbie dogmatu. To zwątpienie jako stałe rozwiązanie.

                Kiedyś kolega powiedział mi, że był w klasie, w której jeden z nauczycieli, właśnie metodą podsuwania niewygodnych pytań, uczynił z uczniów wcale spore grono ateistów i im podobnych, odebrał ich religii. Człowiek powinien mieć odwagę myśleć i nie podporządkowywać się jakiejś, durnej, wymyślonej przez cwaniaków "świętości", która oczywiście jest fikcją i nie istnieje. Takie są małe dzieci. One nie znają siły absolutnego zakazu. Są ciekawe świata ciekawością homo sapiens. Dopiero religia wtłacza im do głów tę podległość, czyni ich niewolnikami umysłowymi. W sprawie swoich poglądów powinniśmy pozostawać na zawsze wątpiący i szukający prawdy. Nikt nie ma prawa nam tego odbierać. To jest elementarna wolność myślenia. A ci, co się poddadzą, mogą się stać szachidami opasanymi trotylem albo przynajmniej milczącymi obserwatorami jawnej nieuczciwości Rydzyka, ale nie dającymi sobie przetłumaczyć, że to jest złe.

                > Chrześcijańska indoktrynacja dziecka nawet o niebywałej
                > intensywności nie daje gwarancji zrobienia z niego dorosłego
                > wierzącego. Podobnie w przeciwnym przypadku,
                > przy indoktrynacji ateistycznej.

                A cóż to za bzdurę mówisz? Indoktrynacja ateistyczna? Toż KAŻDE dziecko rodzi się ateistą i dopiero czas, miejsce i środowisko czyni z niego wyznawcę jakiejś mitologii. Ateizm jest próbą obronienia tego stanu neutralności lub powrotu do niego.

                > Życie dało na to już b. wiele dowodów, że szkoda czasu na ich
                > przytaczanie.

                Jakie dowody i czego dotyczące? Przytocz coś.

                > Czy to prawda, czy nie, ale jak to mawiał stary baca Tischner:
                > "by wiara u człowieka wyrosła trzeba ździebko łaski", bo ona
                > przechyla wagę argumentów na jej korzyść w rozumie człowieka.

                Stary gawędziarz, dobrze znający psychikę człowieka... smile
                Nie łaski, ale ździebko niewoli. I nie w rozumie, ale w rezygnacji z rozumu, bo rozum to czysty racjonalizm. A to zasadnicze różnice. Obydwie. Aha, i trzecia nieprawda to to, że to "korzyść". wink

                Jak widzisz, opierasz się na fałszach. Budowla na nich zbudowana, cała jest fałszywa i - słowami Tischnera mówiąc - g.... warta.

                > Pozdr.

                pzdr
    • xtrin Re: Dzieci niewierzących 01.12.07, 00:46
      Problem niechrzczenia dziecka w ogólnie katolickim środowisku jest poważny i
      wiele czynników odgrywa tutaj swoją rolę, ale warto zwrócić uwagę na jeden
      niezwykle ważny - praktycznie obowiązkową religie w szkole.

      Część dzieci osób niewierzących zetknie się z religią przez swoją rodzinę
      (dziadków, ciotki, kuzynów), ale wszystkie zetkną się się z nią w przedszkolu
      czy szkole. Obecny system sprawia, że jak się nie wybierze będzie źle.
      Pomijając już wszelakie dylematy etyczne wysyłania dziecka na religię czy
      problem chrztu opisany w artykule narażamy tym dziecko i na inne
      nieprzyjemności. Na lekcjach szybko wyjdzie, że nie było wychowywane w wierze,
      że rodzice nie są wierzący/praktykujący. Zdarza się nawet, że katecheta-idiota
      będzie takie dziecko karać za zachowanie rodziców, ale nawet i bez tego reakcja
      rówieśników będzie nieprzyjemna. Jeżeli jeszcze dziecko przejmie się ową religią
      to dochodzi strach, że niewierzący rodzice pójdą do piekła.
      Jeżeli jednak dziecka na ową szkolną religię nie poślemy to będzie napiętnowane
      jako odszczepieniec.

      Religia w szkole zmusza dziecko do konfrontacji z wiarą, bez względu na to czy
      rodzice sobie tego życzą czy nie. Oczywiście, i bez niej do takiej konfrontacji
      jakoś tam dojdzie, ale niekoniecznie aż w tak poważnym zakresie.
      Religia poza szkołą nie jest aż tak narzucająca się, nieuczęszczanie na nią nie
      rzuca się aż tak w oczy.
      Mieliśmy w klasie dziewczynę, która była Świadkiem Jehowy. Nie ona jedna nie
      chodziła z większością klasy na religię do salki przykościelnej, część chodziła
      na lekcje do innej parafii, część w inne dni, etc. Więc nikt prawie w klasie nie
      miał pojęcia o tym, że ona jest "inna". Dopiero go wprowadzono religię do szkół
      (byliśmy już w siódmej klasie chyba) nagle okazało się, że jako jedyna w klasie
      spędza te lekcje na korytarzu. I dopiero wtedy została napiętnowana.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka