Dodaj do ulubionych

ladacznice, lupanary etc.

15.02.04, 23:20
Pojawilo się na naszym forum wiele wątków poruszających temat prostytucji.
Jak podchodzicie do tego zjawiska? Przychodzą mi do głowy różne stanowiska.

Pierwsze jest takie: że jest pierwotna forma wymiany dóbr fizjologiczno -
socjologicznych: kobiety oddawały się bądź za jedzenie, bądź za zjedanie
sobie przychylności jakiegoś samca - który za monopol seksualny oferował jej
ochronę. Myslę, że geneza prostytucji i małżeństwa ma to samo źródło (monopol
seksualny). Jest to jednak wariant wyzuty z romantyzmu, dlatego
niesatysfakcjonujący dramaturgicznie (żaden z tego scenariusz). Rozbudowałam
zatem tą historyjkę (o małżeństwie pisać nie będę, bo nie o tym wątek):
prostytucja a la federico fellini - uwikłana w powojenną biedę (noce
cabirii), dlatego nad prostytutką nalezy się zlitowac (podobnie jak nad
dziewczynami z ballady o lekkim zabarwieniu e.).

drugi wariant to wariant a la don juan: pozwólcie, że przytoczę dykteryjkę:
mam kolegę, który po prostu uwielbia kobiety. można nazwać go babiarzem,
erotomanem, ale to nie będzie jego pełny portret. Jest superprzystojny,
bardzo kulturalny, i kobiety uwiebiają z nim sypiać z powodu jego
bezpretesjonalności (tzn. takie odnoszę wrażenie), braku obaw, że G. zacznie
je napastować telefonami, wizjami wsólnego zycia itp. Dla niego prostutucja
też jest formą wymiany, do której podchodzi z pasją, nie z pretensjami do
kobiecości, bądź z podejsciem, powiedźmy, onanisty spragnionego nowych
doznań. (De facto tą miłość do kontaktów seksualnych równiez możemy odnaleźć
u Federica Felliniego - dlatego twórczosć i biografia byłyby pomocnym
materiałem badawczym;-)
myślicie że taką formę prostytucji można wpisać w nurt romantyczny? Szczerze
mówiąc w postach (prowokacjach?) warszawiaka wkurza mnie właśnie brak
jakiejkolwiek pasji poza pasją wydawania pieniędzy. u niego nawet namiętność
za pieniążek jest tylko namiętnoscią konsumenta, którego nudzą kolejne
modele, ponieważ stac go na nie. pogardzam właśnie tym brakiem utraty
kontroli, oddaniem się czemuś, co w pełni oddaje np. koran - namiętność jest
tak wielką siłą, ze żaden człowiek nie jest w stanie stanąć jej na drodze.

co do osoby prostytutki - jeśli to swiadomy wybór (nacisk na słowo WYBÓR -
nie chodzi o alternatywę: prostytucja - śmierć z głodu i mrozu), to nie widzę
powodu, dla którego mielibyśmy jako społeczeństwo taką osobą pogardzać.
ostatecznie za 100 lat to małżeństwo moze okazać się pogardzaną formą relacji
społecznej, seksualnej (uczuciowość jak zawsze będzie tu najmniej ważna): i
to z tej samej przyczyny - monopol seksualny nie będzie traktowany jako
dobrowolny dowod miłości zasługujący na szacunek, lecz będzie sankcją prawną,
zbyt jawnym elementem przetargowym. Stanie sie tak jedynie wtedy, gdy
rozmnażanie się i opieka nad potostwem będą iały jakąś alternatywę, więc na
razie status prostytutki nie ulegnie zmianie.

Wracając do prostytucji - myślę, że na pogardę bardziej zasługują agresywni
alfonsi, handlarze żywym towarem (również szerszy temat) i ludzie, którzy na
cudzej niedoli zaspokajają swoje hucie (czyli klienci, ktorym wydaje się, że
mają władzę - myslę, że to jest jakaś forma gwałtu).

I ostatnia rzecz - trochę na inny temat, ale również dotycząca cielesności -
panowie i panie - czy jesteście zazdrośni o przystojnych aktorów, aktorki,
postaci z reklam itp. nie chodzi mi o spektakularne sceny zazdrości, tylko
takie uszczypnięcia gdzieś w sercu - które ja odczuwam, gdy oglądam z moim
chłopcem film z halle berry, albo, gdy zahaczę o fashion tv. rozumowo - żeby
osiągnąć pewien pułap piękna musiałabym 90% swojego czasu poświęcić na
pielęgnację ciała (na co nie mam czasu, i co wydaje mi się jednak nieco
nudne...). ale emocjonalnie - cóż - nie jestem halle berry:/ (wiem to mimo
zapewnień, żem najpiękniejsza)

pozdrawiam postwalentynkowo i refleksyjnie
zula, która nie jest halle berry
Obserwuj wątek
    • nadszyszkownik.kilkujadek Dałoby się wpisać w nurt romantyczny... 16.02.04, 04:09
      ...gdyby nie fakt, że na koniec trzeba zapłacić. Nic nie zamienia nurtu w
      bajoro tak, jak portfel w garści i szmer odliczanych banknotów.

      (-) Kilkujadek

      -
      Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
    • agrafek Re: ladacznice, lupanary etc. 16.02.04, 10:37
      Stosunek do prostystucji uzależniony jest od stosunku do seksu. Jeśli patrzysz
      na seks przez pryzmat "uświęconego związku małżeńskiego", prostytucja będzie
      złem i już. Jeżeli seks ma być dla Ciebie niezwykłym etc. przeżyciem dostępnym
      wyłacznie kochającym się parom, prostytucja będzie dla Ciebie zbyt uboga by się
      nią przejmować. Jeśli, zaś, koniec końców, seks będzie dla Ciebie po prostu
      dobrą zabawą, prostytucja stanie się zjawiskiem całkowicie naturalnym i
      nieszkodliwym. Ot, tyle.
      Ode mnie - a niech sobie będzie, byleby nikogo do niej nie zmuszać.
      pozdrawiam.
    • e_wok Re: ladacznice, lupanary etc. 16.02.04, 11:41
      A mnie się to kojarzy w ogóle nieambitnie. Mianowicie ze Scarlett O'Hara "nigdy
      już nie będę głodna" i gromadzeniem, zagarnianiem do siebie pieniędzy i
      przedmiotów, wkupywaniem się w towarzystwo, kupowaniem roztrwonionej kiedyś
      reputacji, przekonaniem, że można kupić szacunek, przyjaciół,odbudować
      świetność rodziny, zrealizować marzenie swojego życia - stać się damą. I po
      linii tego skojarzenia wyszło mi, że kupowanie przyjemności seksualnej może być
      rodzajem kompensacji - kupuję, więc ja tu rządzę - złudnym poczuciem
      kontrolowania sytuacji, dominacji nad kupowanym człowiekiem. Tyle, że dominacja
      jest sprawą względną, równie dobrze prostutytka może uważać, że ona panuje nad
      sytuacją (wystarczy, że założę czerwoną bieliznę i już lecą i kasę z portfela
      wyciągają). W którą stronę by nie patrzeć kupowanie poczucia dominacji świadczy
      wedle mnie, o bylejakości kupującego.
      • Gość: stradivarius Re: ladacznice, lupanary etc. IP: *.aster.pl 16.02.04, 12:30
        U feministek uderza mnie to notoryczne nieodróżnianie seksu od dominacji. Dla
        nich heteroseksualny stosunek to po prostu kolejny spektakl dominacji samca.
        Pogwizdywanie za przechodzącą dziewczyną to dla nich wchodzenie w jej granice.
        Nie ma takiej możliwości, żeby to był wyraz uznania dla atrakcyjności.
        Seks za pieniądze to kupowanie człowieka. Nie ma takiej możliwości, żeby
        rozróżnić seks od człowieka? Ano nie ma dla feministek, jako że dla nich seks z
        samcem jest równoznaczny z poddaniem się w niewolę.
        Oglądanie nagiej kobiety to dla nich branie jej w posiadanie. Czy krajobrazy też
        bierzemy w posiadanie kiedy na nie patrzymy?
        Mężczyzna który próbuje na ulicy poznać kobietę jest dla nich agresorem. Jeśli
        powie o jedno zdanie za wiele, nie zareaguje na dosłownie pierwszą
        najdrobniejszą formę odmowy to natychmiast należy się na niego wydrzeć bo to
        manipulator który zawłaszcza należną kobiecie przestrzeń. Czy naprawdę tak
        trudno zobaczyć, że to wszystko razem jest zwyczajnie chorobliwe?
        Im dłużej się temu przyglądam tym bardziej dochodzę do wniosku, że niezależnie
        od pewnych niewątpliwie cennych spostrzeżeń feministek u podstaw ich ideologii
        leży jakaś forma histerycznego lęku przed heteroseksualnym seksem.
        Czy ktoś kiedyś zadał sobie trud policzenia jak się ilość homoseksualistów i
        homoseksualistek wśród zwolenników feminizmu ma do ich ilości w całej populacji?
        Stawiałbym na to, że wśród aktywnych ideowo feministek przynajmniej 40% to lesbijki.

        Strad
        -------------
        Karaoke to moje życie
        • e_wok Re: ladacznice, lupanary etc. 16.02.04, 12:49
          O czym ty piszesz, czlowieku? I na czyj post odpowiadasz, bo na pewno nie na
          moj.
          • Gość: Stradivarius Re: ladacznice, lupanary etc. IP: *.aster.pl 16.02.04, 13:22
            Pisałaś o kupowaniu dominacji, czyli ja rozumiem że twoim zdaniem kupowanie
            seksu za pieniądze jest kupowaniem dominacji. To, że jest to kupowanie dominacji
            nie jest faktem tylko twoim założeniem opartym na niczym prócz fantazji.
            Ponieważ w twojej fantazji kupowanie seksu i kupowanie dominacji zbiegają się a
            jesteś jak mi się zdaje feministką naturalne jest moje skojarzenie z innymi
            wypadkami, kiedy feministkom seksualność mężczyzn zdaje się równoznaczna z
            dążeniem tych mężczyzn do zniewolenia kobiet.

            I o tym właśnie pisałem. Ponieważ feministkom seks heteroseksualny jawi się jako
            zniewolenie kobiety wszelkie sprawy związane z takim seksem, czyli uliczny
            podryw, prostytucja lub zdjęcia nagich kobiet w ponętnych pozach są dla nich też
            jakąś formą zniewolenia. Próbą lub wstępem do tego.

            Strad
            ---------------------
            Karaoke to moje życie
            • e_wok Re: ladacznice, lupanary etc. 16.02.04, 13:33
              Trzeba było uważać, jak mawiał pewien kasiarz. A nie napadać "bo wam,
              feministkom". Ten watek jest wypadkową dwóch zaistniałych na tym forum
              sytuacji - wątku warszawiaka o chodzeniu na dziwki oraz wątku jakiejś
              dziewczyny o naciąganiu frajerów. Poczucie dominacji, związanej z pieniędzmi
              nie jest związane z płcią, przykłady znajdziesz właśnie w tych wątkach. Jest,
              pod tym względem, uniwersalne. Tak jak wszelkie inne sposoby kupowania sobie
              ludzi. Zawężanie sprawy do "wam feministkom", które tobie wydało się logiczną
              interpretacją mojego postu, a które z logiką, tak jak ją przedstawiłeś powyżej,
              nie ma wiele wspólnego, za to z naginaniem i nadinterpretacją - sporo, jest
              trywializowaniem calej sprawy. Oczywiście możemy dyskutować w stylistyce :

              "- gdzie jest w W-wie dobre przedszkole?
              - jasne, wy feministki to byście dzieci w przedszkolach pozamykały, bo przecież
              kariera najważniejsza, a najlepiej to pozabijac wszystkie bezbronne dzieciątka,
              wy podłe hitlerówy"

              tylko po co?


              -


              Nie żyjemy po to, żeby jeść. Jemy po to, żeby żyć.
              • Gość: Stradivarius Re: ladacznice, lupanary etc. IP: *.aster.pl 16.02.04, 13:44
                > Ten watek jest wypadkową dwóch zaistniałych na tym forum
                > sytuacji - wątku warszawiaka o chodzeniu na dziwki oraz wątku jakiejś
                > dziewczyny o naciąganiu frajerów.

                to trzeba było inaczej wątek zatytułować. Skąd zresztą wiesz czego wypadkową
                jest moja odpowiedź?

                > "- gdzie jest w W-wie dobre przedszkole?
                > - jasne, wy feministki to byście dzieci w przedszkolach pozamykały, bo
                > przecież kariera najważniejsza, a najlepiej to pozabijac wszystkie bezbronne
                > dzieciątka, wy podłe hitlerówy"

                kiedy ja was wcale nie uważam za hitlerówy. Ani za podłe też nie. Jedyne
                zastrzeżenie jakie bym mógł do feministek mieć dotyczy właśnie ich stosunku do
                seksu. A że zamiast siedzieć z dzieckiem wolicie pozostawić to imigrantkom to
                przecież trudno się dziwić. My też przecież wolimy to kobietom zostawiać niż
                sami się na to skazywać ;-)

                Strad
                --------------------
                Karaoke to moje życie
        • uli Re: ladacznice, lupanary etc. 16.02.04, 13:09
          odnosze wrazenie, ze nie przeczytales mojego listu, bo to co piszesz
          uniemozliwia jakakolwiek polemike. czy gdybym zamiescila ten post na forum
          film, podpierajac tekst filmowymi cytatami dot. prostytucji, ktorych jest
          przeciez niemalo szukajac nawet tylko w ambitniejszym kinie ('Paryz - Texas'
          Wima Wendersa, 'Lauotrec', 'Fur", filmy Felliniego itd), to moglabym liczyc na
          adekwatna odpowiedz? Bo post nie jest o wzrokocentrycznej kulturze
          patriarchalnej, tylko o prostytucji. jesli interesuje cie ten temat, to zaloz
          prosze odpowiedni watek.
          niemniej jednak dziekuje za wypowiedz
          zula
        • tad9 Re: ladacznice, lupanary etc. 16.02.04, 16:01
          Gość portalu: stradivarius napisał(a):

          > U feministek uderza mnie to notoryczne nieodróżnianie seksu od dominacji. Dla
          > nich heteroseksualny stosunek to po prostu kolejny spektakl dominacji samca.

          Bardzo celna uwaga. Jako znany feminizmolog chętnie wyjaśnię o co tutaj chodzi.
          Otóż, nie chodzi tutaj tylko o niechęć do heteroseksualizmu czy mężczyzn (choć
          rzeczywiście w ruchu feministycznym mamy do czynienia z zadziwjającą
          nadreprezentacją mizoandrycznych lesbijek). Codzi tu też o to, że feministki
          podnieca WŁADZA. To, co piszą jest projekcją ich obsesji. Tak, jak erotomana
          podniecić może i noga stołowa, tak feministce wszystko kojarzy się z "władzą"
          czy "dominacją". Dlatego standarodwym wytłumaczeniem wszystkiego, jest dla
          feministki stwierdzenie "tak naprawdę chodzi tutaj o władzę". Nieważne, czy
          będzie to pornografia, małżeństwo, gwałt, szarmanckość - feministka we
          wszystkim tym dopatrzy się "problemu władzy".
          • e_wok NIe chciałam o tym rozmawiać, ale widzę 16.02.04, 17:03
            że mi się nie upiecze. Przez długi czas mężczyźni starali się kontrolować
            kobiecą seksualność, uważając ją za coś nieczystego, co musi być
            podporządkowane mężczyźnie, bo inaczej stanie się groźne (vide historia o
            Abelardzie i Heloizie). Dziwisz się, że się feministkom seks kojarzy z męską
            dominacją? Jest to oczywiście stereotyp, nie mający związku z fizjologią, każdy
            seksuolog powie, że seks jest znacznie bardziej korzystny dla kobiety niż dla
            mężczyzny.
            • tad9 Re: NIe chciałam o tym rozmawiać, ale widzę 16.02.04, 17:54
              e_wok napisała:

              > że mi się nie upiecze. Przez długi czas mężczyźni starali się kontrolować
              > kobiecą seksualność, uważając ją za coś nieczystego, co musi być
              > podporządkowane mężczyźnie, bo inaczej stanie się groźne (vide historia o
              > Abelardzie i Heloizie).

              I znów te nieznośne feministyczne stereotypy! Doprawdy, nie spodziewałem się
              tego akurat po Tobie!. To nie jest tak, że "mężczyźni starali się kontrolować
              kobiecą seksualność". To ludzie starali się kontrolować swoją seksualność.
              Zarówno seksualność mężczyzn jak i seksualność kobiet. Nie ma chyba
              społeczności ludzkiej, która nie wytworzyłaby norm regulujących tą sferę. Norm,
              dla mężczyzn i dla kobiet. Oczywiście, te normy nie były takie same dla kobiet
              i dla mężczyzn - w końcu mężczyzna nie może zajść w ciążę, ale przedstawianie
              tego w taki sposób, że to mężczyźni "uciskali" kobiety, to po prostu
              feministyczny slogan i nic ponadto. Nawiasem mówiąc, w "kontrolowaniu
              seksualności kobiet" wcale dużą rolę grały same kobiety - babki, matki,
              teściowe itd. Tą "kontrolę" równie dobrze można nazwać "ochroną". Wyobraź sobie
              świat w jakim żyli ci ludzie i sama sobie odpowiedz ile w tym było "kontroli",
              a ile "ochrony".

              >Dziwisz się, że się feministkom seks kojarzy z męską
              > dominacją?

              Wcale mnie to nie dziwi. Feministki nie są zbyt lotne. Nic lepszego nie
              przyjdzie im do głowy. Ale Ty? Tobie się dziwię.


              >Jest to oczywiście stereotyp, nie mający związku z fizjologią, każdy
              > seksuolog powie, że seks jest znacznie bardziej korzystny dla kobiety niż
              >dla mężczyzny.

              W jakim sensie "bardziej korzystny"?
              • stradivariusz Re: NIe chciałam o tym rozmawiać, ale widzę 16.02.04, 18:35
                tad9 napisał:

                > tego akurat po Tobie!. To nie jest tak, że "mężczyźni starali się kontrolować
                > kobiecą seksualność". To ludzie starali się kontrolować swoją seksualność.

                dokładniej rzecz ujmując starali się kontrolować seksualność innych ludzi i
                ominąć metody kontroli stosowane przez tych innych wobec siebie. To spora różnica.

                > Oczywiście, te normy nie były takie same dla kobiet
                > i dla mężczyzn - w końcu mężczyzna nie może zajść w ciążę

                w twoim tekście kryje się sugestia, że te normy mają swoje podłoże w biologii i
                są wspólne dla wszystkich kultur. Nie mają podłoża w biologii i nie są wspólne
                dla wszystkich kultur. Są pochodną stosunków społecznych w danej kulturze,
                regionie i epoce. Dlatego na przykład nasze dzisiejsze normy seksualności różnią
                się od norm wiktoriańskiej Anglii, te z kolei od zwyczajów azjatyckich plemion
                matrylinearnych itd.

                > świat w jakim żyli ci ludzie i sama sobie odpowiedz ile w tym było "kontroli",
                > a ile "ochrony".

                była kontrola zewnętrzna której podporządkowanie się prowadziło do ochrony przed
                sankcjami społecznymi za brak tego podporządkowania. Przekładając na najprostsze
                przykłady - jeśli nie będę cię pilnować i pozwolę ci się puszczać zajdziesz w
                ciążę, a wtedy lokalna społeczność cię zniszczy. To nie jest żadna ochrona tylko
                wieloaspektowy i wielopoziomowy terror.

                Strad
                ---------------------
                Karaoke to moje życie
                • Gość: facet Re: NIe chciałam o tym rozmawiać, ale widzę IP: *.aster.pl / *.aster.pl 22.02.04, 14:06
                  oczywiscie ze normy maja podłoze biologiczne i jeszcze zalezne od warunkow
                  zewnetrznych. z twojego tekstu wynika ze nie dostrzegasz tego ze kultury
                  funkcjonyjace w podobnych warunkach i na podobnym poziomie rozwoju maja
                  baaardzo podobne normy. Mało tego - niektore normy sa wspolne w zasadzie
                  wszystkim kulturom - dlaczego wszyscy słyszeli o Amazonkach? bo to jeden z
                  bardzo nilicznych wyjatkow...
                  • stradivariusz Re: NIe chciałam o tym rozmawiać, ale widzę 23.02.04, 18:45
                    Gość portalu: facet napisał(a):

                    > oczywiscie ze normy maja podłoze biologiczne i jeszcze zalezne od warunkow
                    > zewnetrznych.

                    czyli są wypadkową czynników biologicznych i warunków zewnętrznych, a wiec są
                    zmienne tak jak te warunki są zmienne

                    > z twojego tekstu wynika ze nie dostrzegasz tego ze kultury
                    > funkcjonyjace w podobnych warunkach i na podobnym poziomie rozwoju maja
                    > baaardzo podobne normy.

                    "poziom rozwoju" to pojęcie oparte na ukrytym założeniu że istnieje jakiś cel
                    rozwoju wspólny dla wszystkich kultur. Co jest nieprawdą. Do dalszych
                    konsekwencji poslugiwania się takim pojeciem nalezy na przykład wniosek że są
                    kultury stojące wyżej i niżej a co za tym idzie że te wyższe mają prawo
                    "nauczać" te niższe. Oczywiście najwyżej stawia się kulturę własną czyniąc tym
                    samym dobre podłoże do przyszłej kulturowo ekonomicznej kolonizacji. Zresztą
                    właśnie z potrzeby stworzenia takiego podłoża owo pojęcie poziomu rozwoju się
                    bierze.

                    Istnieje cała masa możliwych systemów społecznych, choćby wystarczy wskazać tu
                    na podstawowy podzial na matrylinearne i patrylinearne.
                    Patrylinearne to znane nam i podobne do nas- ród identyfikuje się po linii
                    męskiej, kobieta zawierając małżeństwo przechodzi pod władzę rodziny męża,
                    przejmuje nazwisko męża (nazwiska matek odchodzą w historyczną niepamięć) bóstwo
                    dominujące jest rodzaju męskiego, kobieta jest zaliczana do majątku męża (nie
                    pożądaj żony bliźniego swego ani żadnej rzeczy która jego jest) itd.

                    Dawniejsze społeczności były w dużej części matrylinearne. Ród identyfikowano po
                    linii zeńskiej. Ludzie istnieli społecznie jako dzieci matek a nie ojców,
                    zamiast malżeństwa monogamicznego lub wielożeństwa działały złożone układy
                    klanowego pokrewieństwa, ojcostwo biologiczne nie miało znaczenia, bóstwo
                    dominujące było żeńskie, kobiety posiadały na równi z mężczyznami i same
                    reprezentowały swój interes, miały prawo zawierania kontraktu handlowego itd.
                    Współcześnie takie społeczności przetrwały cześciowo w Azji - np. w Nepalu,
                    Tybecie, w pewnych prowincjach Chin itd.
                    Jest sporo na ten temat materiałów, ale to jest nowy temat w antropologii i
                    zapoznanie się z tym wymaga pewnego nakładu pracy.
                    Najbardziej znanym miejscem gdzie odnajduje się współcześnie dobrze zachowane
                    ślady matriarchatu to Catal Huyuk. Możesz poszukać w sieci na ten temat. Powinno
                    być sporo.

                    > Mało tego - niektore normy sa wspolne w zasadzie
                    > wszystkim kulturom - dlaczego wszyscy słyszeli o Amazonkach? bo to jeden z
                    > bardzo nilicznych wyjatkow...

                    amazonki to jeden z mnóstwa przykładów mitów których treść zmieniała się w
                    czasie i w których odnaleźć można ślady dawnego porządku. Wszyscy o nich
                    słyszeli podobnie jak o złej czarownicy Morganie z Avalonu. Więcej poszukasz,
                    więcej poczytasz, więcej zrozumiesz.

                    Strad
                    ---------------------
                    Karaoke to moje życie
              • e_wok Nie po mnie, Tad, nie po mnie 16.02.04, 18:41
                tylko po panu G. Duby.
                • tad9 Re: Nie po mnie, Tad, nie po mnie 16.02.04, 20:12
                  e_wok napisała:

                  > tylko po panu G. Duby.
                  >


                  Zatem Duby powtarza tanie stereotypy feministyczne (lub do nich podobne).
                  Przykro mi, bo skądinąd go cenię. Cóż - nie ma ludzi doskonałych (może tylko ja
                  jeden).
                  • e_wok Re: Nie po mnie, Tad, nie po mnie 16.02.04, 22:14
                    Jest to watek (te, jak to nazywasz tanie stereotypy)powtarzajacy sie zarowno
                    w "Damach XII wieku" - stamtad wlasnie czerpie wiedze o Abelardzie i Heloizie
                    jak i w "Historii życia prywatnego" - gwoli scislosci tam powtarza go caly
                    zastep historykow.
                    • tad9 Re: Nie po mnie, Tad, nie po mnie 17.02.04, 16:23
                      e_wok napisała:

                      > Jest to watek (te, jak to nazywasz tanie stereotypy)powtarzajacy sie zarowno
                      > w "Damach XII wieku" - stamtad wlasnie czerpie wiedze o Abelardzie i Heloizie
                      > jak i w "Historii życia prywatnego" - gwoli scislosci tam powtarza go caly
                      > zastep historykow.


                      Damy XII wieku znam. Nie wydaje mi się, by "kontrola kobiecej seksualności
                      przez mężczyzn" była głównym tematem tej książki.
                      >
                      • e_wok Re: Nie po mnie, Tad, nie po mnie 17.02.04, 17:45
                        "Czy czytelnik zdaje sobie sprawe, jak bardzo mizogiczniczny charakter ma
                        dzielo (listy Abelarda i Heloizy), ktorego sens staram sie wydobyc? Czyz nie
                        jest przede wszystkim rozprawa o funkcjonalnej wyzszosci mezczyzny z
                        najbardziej namietnymi argumentami umiesczonymi zrecznie w ustach kobiety?
                        Slabosc Heloizy, slabosc kobiet, czyniaca je niebezpiecznymmi i koniecznosc
                        trzymania ich krotko - wszystko to jest owa slaboscia ciala, sklaniajaca je ku
                        rozwiazlosci"
                        "Uwazam za znamienne, ze w tekscie powstalym w XII wieku (...) glosi sie, ze
                        przywiazanie fizyczne kobiety do mezczyzny i zarliwosc podtrzymywana przez
                        wspolnie przyzywana rozkosz moze przyczynic sie do udoskonalenia regulujacej
                        funcji malzenstwa, w tym samym stopniu, w jakim wiez malzenska poddaje zone
                        ciezarowi wladzy meza - jedynego posiadacza tak jej ciala jak i duszy. Wydana
                        zamaz Heloiza nie nalezy juz do siebie. Oddala sie mezowi calkowicie. Nie
                        oczekuje w zamian niczego, stara sie zaspokoic "zadze" czy "zadania" swego
                        pana - jego, nie swoje"
                        "W kazdym razie przywodcy Kosciola byli zgodni w tym, ze nalezy koniecznie
                        uniemozliwic kobiecie szerzenie zla. A zatem trzeba ja wlaczyc do zbiorowosci.
                        Na przyklad wydajac ja zamaz. Kobieta doskonala to ta, ktora kocha swojego
                        pana, a co najwazniejsze, boi sie go. I sluzy mu. Wreszcie to ta, ktora placze
                        i nie otwiera ust, jest posluszna, lezy u stop swojego mezczyzny. Dziewczyna
                        musi wiec natychmiast po osiagnieciu dojrzalosci plciowej zostac zona. Zona
                        swojego pana, ktory bedzie ja krotko trzymal. Albo malzonka Chrystusa zamknieta
                        w klasztorze. W przeciwnym razie prwie na pewno stanie sie ladacznica".
                        A Ty jaka ksiazke czytales, Tad?
                        • tad9 Re: Nie po mnie, Tad, nie po mnie 17.02.04, 20:46
                          e_wok napisała:


                          > A Ty jaka ksiazke czytales, Tad?
                          >
                          >

                          Tą samą droga Ewok i doprawdy nie widzę sprzeczności między tym, co ja pisałem
                          o chęci kontrolowania przez LUDZI swojej seksualności, a tym co pisze Duby. To
                          Ty sprowadziłaś to, co on pisze do taniego feministycznego schematu.
                          • Gość: EWOK Re: Nie po mnie, Tad, nie po mnie IP: *.acn.waw.pl 17.02.04, 21:40
                            Konrolowanie przez ludzi swojej seksualnosci? Tzn. kazdy swojej, tak? Kobiety
                            kobiecej a mezczyzni meskiej? Przeciez to oczywista bzdura chocby w swietle
                            podleglosci kobiety mezczyznie. Sam Duby pisze o mizoginii, przeoczyles to czy
                            zignorowales?
                            • tad9 Re: Nie po mnie, Tad, nie po mnie 18.02.04, 16:39
                              Gość portalu: EWOK napisał(a):

                              > Konrolowanie przez ludzi swojej seksualnosci? Tzn. kazdy swojej, tak? Kobiety
                              > kobiecej a mezczyzni meskiej? Przeciez to oczywista bzdura chocby w swietle
                              > podleglosci kobiety mezczyznie.

                              Bzdurą jest to, co napisałaś - to fakt, rzecz w tym, że przypisujesz mi coś
                              czego nie twierdziłem. W Twoim (feministycznym) ujęciu ludzkość rozpada się na
                              dwie "partie płciowe", toczące walkę, której stawką jest "kontrola
                              seksualności" przedstawicieli partii przeciwnej. I to mężczyźni są tą partią,
                              która dokonuje agresji na "partię kobiecą". To dopiero jest bzdura! Pisząc, że
                              ludzie starają się kontrolować seksualność miałem na myśli to, że w
                              społecznościach ludzkich funkcjonują normy mające regulować sferę seksualności.
                              Normy te nie są "wymyślane" przez mężczyzn po to, by "niewolić kobiety".




                              Sam Duby pisze o mizoginii, przeoczyles to >czy zignorowales?

                              Przeczytałem i ulżyło mi. Myślałem, że rzeczywiście Duby plecie takie smalone
                              duby, jakie mu przypisałaś, a tu okazało się, że to tylko Twoja interpretacja.
                              I cóż z tego, że pisze o "mizoginii"? Istniał średniowieczny mizoginizm, tak
                              jak istniał średniowieczny antyklerykalizm, antyintelktualizm, antychłopskość,
                              antymiesczańskość i całe mnóstwo innych "anty..."
            • Gość: Stradivarius Re: NIe chciałam o tym rozmawiać, ale widzę IP: *.aster.pl 16.02.04, 17:55
              > Przez długi czas mężczyźni starali się kontrolować
              > kobiecą seksualność, uważając ją za coś nieczystego, co musi być
              > podporządkowane mężczyźnie,

              ja się nie zgadzam z tym tłumaczeniem. Rzeczywiście kobieca seksualność jest w
              naszej kulturze blokowana w sposób całkowicie irracjonalny, czego przykładem
              jest choćby właśnie irracjonalny, bo pełen sprzeczności stosunek feministek do
              prostytucji. Ale nie wydaje mi się, żeby to mężczyźni byli za to odpowiedzialni.
              Mężczyźni od czasów upadku matrylinearyzmu mieli więcej władzy i więcej
              posiadali. Kobiety musiały to jakoś wyrównać. Najprostszą metodą jest właśnie
              ograniczenie mężczyznom dostępu do własnej seksualności. Jeśli w grupie kobiet
              znajdzie się taka, która swojej seksualności nie ogranicza to właśnie pozostałe
              kobiety a nie mężczyźni staną się animatorkami wrogich działań przeciw tej
              kobiecie. To one pierwsze zaczną gardłować za wywiezieniem latawicy ze wsi na
              kupie gnoju. Zresztą to widać nawet w procesie wychowania. Nie kto inny tylko
              właśnie matka a nie ojciec wpaja córce irracjonalne seksualne zahamowania.
              No i ma to pewien sens, bo faktycznie w świecie w którym mężczyźni mają wszystko
              gdyby kobiety "puściły" seks nie zostałoby im nic.

              Strad
              --------------------
              Karaoke to moje życie
          • nadszyszkownik.kilkujadek Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy! 16.02.04, 18:03
            Slogan pasuje umiarkowanie, ale jest taki uroczy, że nie mogłem się oprzeć. Do
            rzeczy: tadowa 'teoria władzy' bardzo mi się podoba. Feministki jako kobiety,
            które pragną władzy... To by tłumaczyło, dlaczego kobiety z najwyższych
            szczebli deklarują się często jako nie-feministki. Bo i po co by miały nimi
            być, skoro już mają to, o co im chodziło...

            W samym pragnieniu, dodać trzeba, nie ma zupełnie nic niestosownego
            i 'nienaturalnego'. Oczywiście, o ile nie przeradza się w obsesję.
            • e_wok Nic nowego pod sloncem 16.02.04, 18:45
              Seks i wladza - to zawsze krecilo ludzi. Nie ma tu zadnej Ameryki do odkrycia.
              Dlatego staralam sie o tym NIE ROZMAWIAC. Jak zwykle nie wyszlo.
    • tad9 Re: ladacznice, lupanary etc. 16.02.04, 15:47
      uli napisała:

      > Pierwsze jest takie: że jest pierwotna forma wymiany dóbr fizjologiczno -
      > socjologicznych: kobiety oddawały się bądź za jedzenie, bądź za zjedanie
      > sobie przychylności jakiegoś samca - który za monopol seksualny oferował jej
      > ochronę. Myslę, że geneza prostytucji i małżeństwa ma to samo źródło (monopol
      > seksualny).

      Mylisz się ponieważ "prostytucja" nie oznacza "monopolu seksualnego", a wręcz
      przeciwnie, oznacza brak takiego monopolu - każdy, kto płaci zostaje obsłużony.


      > co do osoby prostytutki - jeśli to swiadomy wybór (nacisk na słowo WYBÓR -
      > nie chodzi o alternatywę: prostytucja - śmierć z głodu i mrozu), to nie widzę
      > powodu, dla którego mielibyśmy jako społeczeństwo taką osobą pogardzać.
      > ostatecznie za 100 lat to małżeństwo moze okazać się pogardzaną formą relacji
      > społecznej, seksualnej (uczuciowość jak zawsze będzie tu najmniej ważna): i
      > to z tej samej przyczyny - monopol seksualny nie będzie traktowany jako
      > dobrowolny dowod miłości zasługujący na szacunek, lecz będzie sankcją prawną,
      > zbyt jawnym elementem przetargowym.

      Oryginalny argument: "ponieważ za sta lat może być inaczej, nie zwracajmy uwagi
      na to, jak jest dziś". To już jest postępowość do kwadratu! Skoro wyznjanesz
      poglądy tak postępowe, to na jakiej podstawie oburzasz się np. na klepanie
      kobiet po pupie, skoro za sto lat być może będzie to zwykły sposób powitania,
      lub wręcz wyrażania szacunku?



      >Stanie sie tak jedynie wtedy, gdy
      > rozmnażanie się i opieka nad potostwem będą iały jakąś alternatywę, więc na
      > razie status prostytutki nie ulegnie zmianie.

      Co jest alternatywą rozmnażania się i opieki nad potomstwem? Nierozmnażanie
      się?


      > Wracając do prostytucji - myślę, że na pogardę bardziej zasługują agresywni
      > alfonsi, handlarze żywym towarem (również szerszy temat) i ludzie, którzy na
      > cudzej niedoli zaspokajają swoje hucie (czyli klienci, ktorym wydaje się, że
      > mają władzę - myslę, że to jest jakaś forma gwałtu).

      Skoro "dobrowolna prostytucja" jest OK, to na jakiej właściwie podstawie
      pogardzasz kimś, kto korzysta z takich usług i dlaczego niby miałaby to
      być "jakaś forma gwałtu"?



      > I ostatnia rzecz - trochę na inny temat, ale również dotycząca cielesności -
      > panowie i panie - czy jesteście zazdrośni o przystojnych aktorów, aktorki,
      > postaci z reklam itp. nie chodzi mi o spektakularne sceny zazdrości, tylko
      > takie uszczypnięcia gdzieś w sercu - które ja odczuwam, gdy oglądam z moim
      > chłopcem film z halle berry, albo, gdy zahaczę o fashion tv. rozumowo - żeby
      > osiągnąć pewien pułap piękna musiałabym 90% swojego czasu poświęcić na
      > pielęgnację ciała (na co nie mam czasu, i co wydaje mi się jednak nieco
      > nudne...). ale emocjonalnie - cóż - nie jestem halle berry:/ (wiem to mimo
      > zapewnień, żem najpiękniejsza)


      Nie odczuwam. Niech oni mi zazdroszczą!
    • bd_007 Re: ladacznice, lupanary etc. 16.02.04, 16:06
      Witam,

      A ja się tylko zastanawiam, skąd bierze się rynkowa cena usług prostytutek.
      Biorąc pod uwagę, że nie jest to praca wymagająca specjalnych kwalifikacji, te
      ceny są horrendalnie wysokie (porównując je z, dajmy na to, dobrym fryzjerem).

      Ciekawe, czy doczekamy czasów, gdy te usługi bedą podlegały regulacjom anty-
      monopolowym, czy może np. dofianasnowaniu przez państwo (w ramach lewicowej
      retoryki o prawie do szczęścia, równych szansach etc).

      > nudne...). ale emocjonalnie - cóż - nie jestem halle berry:/ (wiem to mimo
      > zapewnień, żem najpiękniejsza)

      Uff, dobrze że jako Agent 007 nie mam problemów, że moją partnerką nie jest
      Halle Berry :-)))

      pozdrawiam,

      BD
      • e_wok Ryzyko i popyt 16.02.04, 16:58
        Moze to z tego wynika? Ryzyko zarażenia się jakimś świństwem - od zwykłej
        grzybicy poprzez rózne warianty aż do takich, które zagrażają życiu. Ryzyko, że
        się trafi jakiś zboczeniec. Ryzyko, że się zajdzie w ciążę.
        No i przecież wiadomo, że coś kosztuje nie więcej niż tyle ile klient jest
        zdecydowany zapłacić. Więc nie uważam, żeby ceny były wywindowane. Byłyby gdyby
        klienci się zniechęcili i przestali przychodzić. Np. męscy prostytutkowie są
        średnio dwa razy drożsi niż damscy. No i trudno się dziwić - jest ich mniej
        więc popyt przewyższa podaż, są nowością rynkową (pamiętasz jakie drogie były
        plazmy jak się pojawiły w sklepach? A teraz kosztują o połowę mniej), są
        pewnego rodzaju snobizmem, rozniw dobrze moglibyśmy się zastanawiać czy
        faktycznie nowy model komórki, który rózni się od poprzedniego kolorowym
        wyświetlaczem wart jest tego, żeby zaplacić 2.000 więcej. Ale póki znajdzie się
        ktoś, dla kogo warto to nie ma się nad czym zastanawiać.
        • Gość: BD Re: Ryzyko i popyt IP: 195.136.36.* 17.02.04, 09:21
          Witam,

          e_wok napisała:

          > No i przecież wiadomo, że coś kosztuje nie więcej niż tyle ile klient jest
          > zdecydowany zapłacić. Więc nie uważam, żeby ceny były wywindowane

          Ceny są wywindowane, jak marża producenta jest wysoka. Ceny narkotyków są
          wywindowane, choć kupujących nie brakuje. Mnie zastanawia tzw. elastyczność
          cenowa, np. jak wzrósłby popyt, gdyby ceny spadły dwukrotnie.

          > wyświetlaczem wart jest tego, żeby zaplacić 2.000 więcej. Ale póki znajdzie
          > się ktoś, dla kogo warto to nie ma się nad czym zastanawiać.

          Jak to nie ma? Równie dobrze można powiedzieć, że skoro ludzie płacą podatki to
          nie ma sensu zastanawiać się nad ich wysokościa, skoro masowo nie emigrują nie
          ma sensu zastanawiać się nad kondycją polskiego państwa.

          Ot tego mamy rozum, by się zastanawiać dlaczego rzeczywistość jest taka jaka
          jest i co byłoby, gdyby zmienić to i owo. Nie spotkałem się z ekonomicznymi
          analizami sektora usług seksualnych, a to mogłoby być dość interesujące
          poznawczo. Ot i tyle.

          pozdrawiam,

          BD
          • Gość: uli a jak plasują się ceny? n/txt IP: *.tvn.pl 17.02.04, 10:42
          • e_wok Re: Ryzyko i popyt 17.02.04, 10:45
            Mozna sie oczywiscie zastanawiac, dlaczego pewne rzeczy sa drozsze inne tansze,
            kiedys tu juz podawalam przyklad damskiej i meskiej odziezy tych samych marek -
            damskie sa drozsze i czesto gorsze jakosciowo - po prostu kobiety zwracaja
            uwage na inne sprawy (jak lezy, czy pasuje do kupionych wczesniej spodni, czy
            jest modne) i producenci ustalajac ceny ten sposob myslenia wykorzystuja. Dla
            maniaka gadzetowego, ktory MUSI miec najnowsze komorki i najnowsze palmtopy,
            cena nie odgrywa decydujacej roli. Osobiscie znam czlowieka, ktory przed
            dluzszy czas zyl wylacznie bialym serem, bo sprowadzil sobie z zagranicy jakies
            super kolumny glosnikowe i twierdzil, ze mu wszystko inaczej brzmi, chociaz
            wiekszosc osob nie dostrzegala roznicy. Moje mieszkanie malowal facet, ktory
            pracowal bardzo ciezko, po kilkanascie godzin, czesto w weekendy. I wszystko co
            zarobil wydawal w agencjach towarzyskich oraz na bulki z kielbasa. Mial taka
            gradacje wartosci po prostu. Nie sadze, ze gdyby ceny tego typu uslug poszly w
            gore, on by z nich zrezygnowal. Moze pracowalby wiecej, moze oszczedzalby na
            kielbasie.
            To co napisalam o cenach i popycie ma sie nijak do podatkow, ktore po pierwsze
            sa odgornie narzucone a po drugie moze ludzie nie emigruja masowo z kraju, ale
            daja wyrazny przekaz polskiemu panstwu, lokujac pieniadze w rajach podatkowych
            albo uciekajac w szara strefe,a to, ze Hausner et consortes wola przymykac oko
            zamiast wziac sie do roboty swiadczy dobitnie o nich a nie o masowej
            akceptacji wysokich podatkow.

            Post Warszawiaka poddal mi inna mysl - wezmy np. takich skoczkow narciarskich,
            maja spore dochody, nie tylko z premiowanych miejsc na zawodach ale tez i z
            reklam i ja tam im nie zaluje, bo wiadomo, jak ryzykowny jest to sport i jakim
            jest obciazeniem fizycznym. Kariera trwa dosc krotko. W przypadku prostytutek
            rozniez trwa krotko i rowniez jest mocno wypalajaca. I w przypadku modelek na
            przyklad. Albo tancerzy baletowych.
            • uli Re: Ryzyko i popyt 22.02.04, 22:11
              Ewok sorry ze tak zadko odpisuje, mam czas tylko w weekendy:/
              Czy sadzisz, ze mozliwe jest w polsce jednoczesne opodatkowanie prostytucji i
              (teraz wyciagnę trupa z szafy) uparte, nieuczciwe, tchórzliwe chowanie pod
              biurko ustawy o ochronie zycia poczetego? (+ obiecywanie w kolejnych programach
              wyborczych niewiadomo czego)

              choćby wzgląd ekonomiczny powinien przesadzić o jej liberaliacji. ale być może
              politycy sądzą że poparcie kościoła jest bardziej oplacalne. no cóż, nie tylko
              kościół chodzi do urny (chodza tam też ludzie, którzy zyją innymi sprawami, niz
              tylko sprawy ducha).

              co do prostytucji, to myślę, że powinna być usankcjonowana prawnie,
              opodatkowana, bardziej ucywilizowana. tak jak pisałaś o malarzu - on zawsze
              znajdzie forsę na swoje hobby, więc czemu by nie odprowadzać podatku od tych
              wcale nie drobnych kwot, czemu by nie odprowadzać częsci z nich na
              ubezpieczenie zdrowotne pań (to przecież b. ważne - dla nich i dla klientów).
              seks ostatecznie jest zdrowszy niż np. alkohol i papierosy - jedynie płaszczyk
              hipokryzji każe kłaść rączki na kołderkę miast do banknotów za podwiązkami pań
              z agencji.

              pozdrawiam:)
              • e_wok Re: Ryzyko i popyt 23.02.04, 18:59
                Mysle, ze zalegalizowanie prostytucji nie jest latwe. Byc moze nawet jest
                niemozliwe. Bo co z tego, ze w Holandii prostytucja jest traktowana ja normalna
                dziedzina zarobkowania z gatunku uslug, skoro i tak obok istnieje prostytucja
                nielegalna. Problemem nie jest sama usluga seksualna tylko to, ze wiaze sie ona
                z mnostwem nielegalnych spraw - streczycielstwem, handlem zywym towarem,
                porwaniami kobiet, narkotykami itd.
      • Gość: warszawiak Re: ladacznice, lupanary etc. IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.02.04, 20:34
        Ta praca jednak pewnych kwalifikacji wymaga. Paza tym jak dziewczyna jest zimną
        rybą to kariery nie zrobi (chyba, że w sado-maso). Nie wspominam o takich
        sprawach jak uroda i dbanie o siebie. Brzydkie i zapuszczone dużo nie zarobią.
        Należy jeszcze zaznaczyć, że z reguły okres wyciągania po parę tysięcy za
        spotkanie jest krótki, nawet w przypadku naprawdę pięknych kobiet. Dobrze, jak
        dziewczyna jest oszczędna i umie sobie odłożyć. Znam takie co pokończyły studia
        i dziś zarabiają spore pieniądze w branżach nie mających nic wspólnego seksem.
        To by było na tyle.
      • Gość: linda Re: ladacznice, lupanary etc. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.04, 20:59
        >(...)w ramach lewicowej retoryki o prawie do szczęścia, równych szansach etc)

        trochę nie w temacie, ale ciekawa jestem czy to "etc" oznacza np coś takiego?:

        "(...)godność jest tak ściśle związana z naturą człowieka i jego powołaniem, że
        nie ma i nie może być takiej racji dobra wspólnego , która nie musiałaby być jej
        podporządkowana. Godności człowieka odpowiada taki poziom życia , w którym ma
        on zapewnioną żywność, odzież, mieszkanie, wypoczynek, opiekę zdrowotną
        oraz niezbędne świadczenia ze strony władz(...)"


        A dofinansowanie usług prostytutek to wcale nie SF:

        "W Holandii 30 lat temu również nie do pomyślenia były rozmowy o sprawach seksu
        ludzi niepełnosprawnych, nie dostrzegano płciowości tych osób i ich potrzeb
        seksualnych, ale dziś istnieje organizacja SAR, świadcząca usługi seksualne
        osobom niepełnosprawnym, opłacane ze skarbu państwa. "
      • Gość: linda BD IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.04, 14:42
        Niedługo znikam stąd i nie wiem czy do tego czasu będzie bardziej
        adekwatny do tego tematu wątek,dlatego mam do Ciebie prośbę,
        żebyś napisał jak oceniasz pierwszy cytat z mojego poprzedniego posta,
        jako lewicowy czy prawicowy?
        Na pewno wiesz, że jest to stanowisko KK- dlatego bardzo mnie interesuje Twoja
        interpretacja.
        • Gość: BD Re: BD IP: 195.136.36.* 17.02.04, 16:12
          Witam,

          Gość portalu: linda napisał(a):

          > żebyś napisał jak oceniasz pierwszy cytat z mojego poprzedniego posta,
          > jako lewicowy czy prawicowy?

          Kościół sytuuje się poza polityką i poza ziemską klasyfikacją systemów
          ekonomicznych, przeczytaj sobie stosowne encykliki.

          Co do cytatu, to - poza sematyczną dwuznacznością (ciekawe, czy ją dostrzegasz)-
          co on mam współnego z wspomnianymi przeze mnie "prawem do szczęscia" i
          pojęciem "równych szans"?

          pozdrawiam,

          BD
          • Gość: linda Re: BD IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.04, 17:09
            > co on mam współnego z wspomnianymi przeze mnie "prawem do szczęscia" i
            > pojęciem "równych szans"?

            Wiązałam to raczej z "etc", ale nieważne - dzięki za odpowiedź.
    • Gość: miłka Re: ladacznice, lupanary etc. IP: *.chello.pl 17.02.04, 11:32
      Moim zdaniem prostytucja jest i będzie, a więc trzeba ją zalegalizować. Tylko
      tak jest szansa na wyeliminowanie ciemnych stron tego zawodu. Prostytucji nie
      pochwalam, bo jest niemoralna i upadla duszę (zarówno tego co daje, jak i tego
      co bierze). Jednak nie czuję pogardy do prostytutek, bo ogólnie nie gardzę
      ludźmi, chyba że są bardzo źli, tj. krzywdzą innych.
    • Gość: facet Re: ladacznice, lupanary etc. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 22.02.04, 14:22
      wiesz, trodno mowic ze geneza prostytucji jest...monopol seksualny...zasadniczo
      małżenstwo to pomysł kobiety bo bardzo na tym zyskiwała a prostytucja to wynik
      tego ze chłop był skołonny płacic za seks bez zobowiazan...
      zadnej prostytucji nie da sie wpisac w nurt romantyczny - to tak jak bys
      chciala wpisac w nurt romantyczy zakupy albo czyszczenie kibla...
      a co do prostytutki to jesli jest to swiadomy WYBOR to SZCZEGOLNIE zasługuje na
      POGARDE!!!poniewaz oznacza ze nie ma zadnego kosca etyczno moralnego - chce
      zarabiac pieniadze w najmniej wymagajacy sposob, nie che sobie pobrudzic rak
      np.jako sprzataczka...
      co do przyszłosci - od tysiecy lat prostytucja jest pogardzana(dletego
      niewykształcona kobieta moze razobic 100 w godzine) a małzenstwo szanowane i
      naszczescie nic sie nie zmieni

      p.s. czy nie agresywny alfons tez zsaługuje na pogarde?
      co to znaczy alternatywa dla rozmanzania??
      • uli Re: ladacznice, lupanary etc. 22.02.04, 22:37
        > zasadniczo małżenstwo to pomysł kobiety bo bardzo na tym zyskiwała

        nie sądzę. jest to raczej pomysł społeczno-polityczny uwikłany w religię. jak
        najłatwiej zapewnić dzieciom opiekę, jeśli nie przez połączenie jego
        rodziców "świętym węzłem" "aż do śmierci"? gdyby jednak chodziło tylko o dobro
        dzieci...mężczyni chcieli mieć pewność, że dzieci są ich (no a to wie tylko
        kobita), więc wymyślili małżeństwo. ja z resztą nie kwestionuję tego
        rozwiązania - myślę, że całkiem nieźle się sprawdza (mówię to jako córka, i
        pewnie przyszła żona).

        > zadnej prostytucji nie da sie wpisac w nurt romantyczny - to tak jak bys
        > chciala wpisac w nurt romantyczy zakupy albo czyszczenie kibla...

        hmmm, w jakimś wierszu słowackiego? mickiewicza? pojawił się wątek orientalnej
        kurtyzany...więc chyba jednak jest coś na rzeczy.

        > a co do prostytutki to jesli jest to swiadomy WYBOR to SZCZEGOLNIE zasługuje
        na POGARDE!!!poniewaz oznacza ze nie ma zadnego kosca etyczno moralnego - chce
        > zarabiac pieniadze w najmniej wymagajacy sposob, nie che sobie pobrudzic rak
        > np.jako sprzataczka...

        coż, być może. a jak oceniasz klienta?

        > co do przyszłosci - od tysiecy lat prostytucja jest pogardzana(dletego
        > niewykształcona kobieta moze razobic 100 w godzine)

        a gejsze w japonii?

        > a małzenstwo szanowane i naszczescie nic sie nie zmieni

        tzn zacni ojcowie i mężowie będą dalej zadawać się z prostytutkami na boku - to
        jest to na szczęście? dziwne to dla mnie szczęście, takie dwulicowe (czyżby
        miłoszowskie multibingo?), ale nie o moim zdziwieniu jest ten wątek.

        > p.s. czy nie agresywny alfons tez zsaługuje na pogarde?
        > co to znaczy alternatywa dla rozmanzania??

        nie wiem co to znaczy. napisz mi.
        • e_wok Uli 23.02.04, 19:01
          Gejsz bym w to nie mieszala. To nie jest prostytucja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka