Dodaj do ulubionych

Najbardziej takich obywateli nam potrzeba!

IP: 217.96.29.* 13.07.04, 10:11
Dr Konstanty Radziwiłł. Szef Naczelnej Izby Lekarskiej. Zagorzały przeciwnik
mordowania dzieci przed urodzeniem, wróg obciążania mnie, ciebie i reszty
społeczeństwa, kosztami "taniej kopulacji gówniarstwa i marginesu
społecznego" czyli refinansowania środków antykoncepcyjnych. Stawia na
odpowiedzialność i rodzinę. Ojciec siedmiorga dzieci.
Obserwuj wątek
    • sagan2 Re: Najbardziej takich obywateli nam potrzeba! 13.07.04, 10:16
      oczywiscie, kopulujace gowniarstwo i margines spoleczny do gazu!
      czy pan doktor ma pomysl, co zrobic z "efektami" taniej kopulacji (dzieci mam na
      mysli...). bo chyba nie wierzy, ze znajdzie sposob, aby nie kopulowali...
      ... i tak, jak zwykle, cierpiec beda niewinne dzieci...
      ale pan doktor bedzie mial satysfakcje moralna...
      ... brawa dla tego pana...
      • Gość: Jacenty Re: Najbardziej takich obywateli nam potrzeba! IP: 217.96.29.* 13.07.04, 10:38
        Lepiej nie mieć żadnego pomysłu niż mordować małe dzieci. A tak na marginiesie
        może, któreś z siedmiorga dzieci opisanych w polityce nie skończy w kryminale
        ale np rozwiąże problem, o który pytasz? Dałbym mu szansę
        • sagan2 Re: Najbardziej takich obywateli nam potrzeba! 13.07.04, 10:42
          ja nie mowi o mordowaniu malych dzieci (bo chyba nie miales na mysli aborcji,
          nazywajac ja "mordowaniem malych dzieci"???...). ja mowie o "swiadomosci"
          antykoncepcyjnej i doplatach do niej dla najbiedniejszych.
          albo nieumiejetnosc czytania ze zrozumieniem, albo zla wola z Twojej strony.
          przeciwnikow aborcji nie bede potepiac za poglady (jesli *czynami* na to nie
          zasluza), przeciwnikow taniej i dostepnej antykoncepcji dla biednych - tak
          • Gość: Jacenty Re: Najbardziej takich obywateli nam potrzeba! IP: 217.96.29.* 13.07.04, 11:06
            Oczywiście, że pisząc powyżej o mordowaniu małych dzieci mam na mysli aborcję.
            Jeśli antykoncepcja ma charakter wczesno-poronny to ja nie mam checi na to
            płacić własnych podatków. Czy wiesz ile kosztuje prezerwatywa? Czy sądzisz, że
            obniżenie jej ceny o połowe spowoduje, że margines zacznie je kupować? Moim
            zdaniem wcale nie zacznie. Margines przytomnieje zazwyczaj w momencie gdy test
            ciążowy (kosztujący tyle co kilkanaście prezerwatyw) da wynik pozytywny. W
            przypadku kobiet opisanych w Polityce nie chodzi o żadną antykoncepcję ale o
            aborcję.
            • sagan2 Re: Najbardziej takich obywateli nam potrzeba! 13.07.04, 13:28
              Gość portalu: Jacenty napisał(a):

              > Oczywiście, że pisząc powyżej o mordowaniu małych dzieci mam na mysli aborcję.

              aha, rozumiem. juz nie plod czy dziecko poczete, ale male dziecko. byle tak
              dalej...

              > Jesli antykoncepcja ma charakter wczesno-poronny to ja nie mam checi na to
              > placic wlasnych podatków.

              a kto mowi o srodkach wczesnoporonnych? czy Ty rowniez uwazasz, ze wszelka
              antykoncepcja to srodki wczesnoporonne???
              jest wiele dosc skutecznych metod, ktore bynajmniej wczesnoporonne nie sa.

              > Czy wiesz ile kosztuje prezerwatywa? Czy sadzisz, ze obnizenie jej ceny o
              > polowe spowoduje, ze margines zacznie je kupowac? Moim zdaniem wcale nie
              > zacznie.

              samo obnizenie ceny duzo nie da. nalezy szerzyc *oswiate seksualna* i
              antykoncepcyjna, zarowno ta "dozwolona" przez kosciol, jak i ta przez kk
              "zabroniona". dobrze nauczone i stosowane naturalne metody planowania rodziny sa
              skuteczne...
              ... tylko trzeba o nich wiedziec, ktos musi nauczyc, pokazac i zrobic to
              *dobrze*.
              poza tym jest gama innych srodkow, ktore moga byc wykorzystywane, niektore z
              nich nie sa wcale zbyt kosztowne, jesli sie o nich wie (spirale, wkladki). nie
              musza byc nawet finansowane. musi byc natomiast wiedza i chec ich
              wykorzystywania.

              a o ile pamietam, Ty jestes przeciwnikiem edukacji seksualnej w szkolach?
              edukacji pomyslanej glownie jako etyka wspolzycia oraz tzw "bezpieczny seks"
              (moze to Piter, w takim razie przepraszam). ze niby powinni sie tym zajmowac
              rodzice...
              ... wszystko swietnie, gdy rodzice sami sie na tym znaja. a co maja poczac
              dzieci tzn "marginesu", ktory nie ma pojecia o antykoncepcji i go to nie
              interesuje? gdzie te dzieci maja zdobyc wiedze??? raczej nie w domu rodzinnym...
              i tak oto mamy powielajacy sie schemat - "pozycje" poleczna sie "dziedziczy",
              wlasnie dzieki przeciwnikom "oswiaty w szkolach" (bo przeciez to rodzice
              powinni). jesli rodzic jest menel - dziecko musi wyrosnac na menela, bo kto i
              gdzie je nauczy?...

              > W przypadku kobiet opisanych w Polityce nie chodzi o żadną antykoncepcję ale o
              > aborcję.

              a co maja kobiety opisane w polityce wspolnego z panem doktorem, ktory z duma
              jest przeciwko "taniej kopulacji mlodziezy i marginesu spolecznego"???
              przeciez o tym piszemy, nie o aborcji!!!
              powtarzam (jesli nie doczytales). za *poglady* antyaborcyjne nie mam zamiaru
              nikogo potepiac. za anty-antykoncepcyjne - tak. i o tym pisalam, a nie o
              aborcji, do czego uporczywie wracasz.
              • Gość: Jacenty Re: Najbardziej takich obywateli nam potrzeba! IP: 217.96.29.* 13.07.04, 16:31
                > aha, rozumiem. juz nie plod czy dziecko poczete, ale male dziecko. byle tak
                > dalej- w tym zakresie jestem i byłem "niereformowalnym fanatykiem".
                a kto mowi o srodkach wczesnoporonnych? czy Ty rowniez uwazasz, ze wszelka
                > antykoncepcja to srodki wczesnoporonne???
                Kto mówi? np feministki-żeglarki, które uzyskały znaczące poparcie środowisk
                feministycznych w Polsce. A co do innych środków to jak wspomniałem wyżej nie
                znajdują one zainteresowania na tzw. marginesie społecznym. Zapewniam cie, że
                skoro mają na "jabcola" to i znaleźliby na prezerwatywę. Problemem jest, że nie
                chcą znaleźć... Oświata sexualna-śmiem twierdzić, że to niejest antykoncepcja.
                A co do oświaty czy: czy miałaś kiedys kontak ze środowiskami patologicznymi, w
                których bywa, że całe miesiące się nie trzeźwieje? Kobiety, które już dawno nie
                pamiętają kiedy miały okres albo jacy faceci spali obok nich? Tutaj
                antykoncepcją jest nie pić albo wykastrować, a nie tabletki albo prezerwatywa.
                A co do sexedukacji dzieci- jest oczywiste, że dzieci z marginesu nie wyniosą
                żadnej wiedzy z rodziny(na jakikolwiek ważny temat, także i sexu). Nie wyniosą
                tej wiedzy własnie dlatego, że właściwie nie mają rodziny, a nie dlatego, że
                edukuje ich rodzina. Możesz się zatem zastanawić nad koncepcją uczenia takich
                dzieci bezpiecznego sexu ale też uczciwości, szacunku, pracowitości itpitd. Ale
                nie próbuj zastanawiać się nad tym jak sexedukować np moje dzieci, czy tez
                dzieci zdecydowanej większości naszych rodaków. Tak jak sie orientuję wiekszość
                moich znajomych wydrapała by oczy babie-nauczającej ich późnoprzedszkolne
                (ostatni projekt SLD) pociechy zasad bezpiecznego sexu. Może dlatego w
                badaniach dotyczących np niechcianych ciąż czy chorób przen. droga płciową
                Polska wypada lepiej niz np taka postępowa Anglia?
                Pozdrawiam i do jutra.
            • Gość: Klarysa Małe sprostowanie: IP: *.devs.futuro.pl 13.07.04, 19:12
              Margines przytomnieje zazwyczaj w momencie gdy test
              > ciążowy (kosztujący tyle co kilkanaście prezerwatyw) da wynik pozytywny.

              Sprostowanie: "Margines" nie kupuje testów ciążowych,bo są za drogie,mogłoby
              zabraknąć na "coś mocniejszego",albo w ogóle, nie wie o ich istnieniu.Jak to
              nazywasz "margines" orientuje się zazwyczaj sam około 3 miesiąca ,a ile wódki
              wypił do tego czasu to jego sprawa ( i sprawa układu nerwowego płodu).Od razu
              widać,że w życiu nie byłeś w żadnym ośrodku pomocy społecznej itp
              miejscu.Smutne..
              • Gość: Jacenty Re: Małe sprostowanie: IP: 217.96.29.* 14.07.04, 09:54
                Ale co właściwie sprostowałaś? To, że "margines" nie robie testu? Myslę, że
                świadomość prokreacyjno-seksualną "marginesu" oceniasz tak jak ja (pomijając
                spór o ten test ciążowy). Przecież to właśnie ja w tej dyskusji utrzymuję,
                że "margines" nie jest zainteresowany antykoncepcją ale aborcją. Utrzymuję
                także, że mówienie o świadomości seksualnej może nastapic dopiero po
                wytrzeźwieniu, a do tego ostatniego dochodzi sporadycznie.
    • veritas oraz jeden z ojców "białej mafii", zwolennik ... 13.07.04, 10:21
      ... zapisów wg. których "etyczny" lekarz powinien dbać przede wszystkim o
      opinię i reputację kolegi po fachu, natomiast dobro pacjenta stawiać na dalszym
      planie, dzięki którym lekarze są praktycznie bezkarni. Który doprowadził do
      obecnej sytuacji, w której lekarze wskazujący na (ewidentne !) błędy innych
      muszą liczyć się ze znacznie poważniejszymi konsekwencjami zawodowymi niż
      konowałowie, których wskazują. Dla którego problem korupcji w słuzbie zdrowia
      to wymysł mediów (jak rozumiem, także znakomitej większości społeczeństwa,
      która wskazała na służbę zdrowia jako najbardziej skorumpowaną część
      gospodarki).
      Ciekaw, dlaczego w przypadku lekarzy "odpowiedzialność" dla p. Radziwłła nie
      odgrywa żadnej roli? Dzień, w którym przestanie być szefem NIL, będzie można
      uznać za początek zmian w mentalności naszej służby zdrowia.
      • Gość: Jacenty Re: oraz jeden z ojców "białej mafii", zwolennik IP: 217.96.29.* 13.07.04, 10:50
        AAAA czyli to ten facet, który już w kolejnym rządzie wprowadza reformę służby
        zdrowia, a wcześniej "sterował zdrowiem" za Bieruta, Gomułki i pozostałych.
        Ostatnio chyba nazywał się Łapiński. To ten, który podzielił świat na lekarzy
        (notorycznie wybierających go na szefa NIL) i tych których lekarze prześladują
        czyli pacjentów. A wracając do meritum wątku powinieneś jeszcze dodać, że
        jeździ samochodem bez pasów bezpieczeństwa, nie segreguje śmieci i nie
        oszczędza wody. Wtedy to już naprawdę trzeba by uznać, że to mało
        odpowiedzialny gość (no i przeciwnik aborcji).
        • veritas do Jacentego 13.07.04, 11:22
          Gość portalu: Jacenty napisał(a):

          > AAAA czyli to ten facet, który już w kolejnym rządzie wprowadza reformę
          służby
          > zdrowia, a wcześniej "sterował zdrowiem" za Bieruta, Gomułki i pozostałych.
          > Ostatnio chyba nazywał się Łapiński.
          Nie

          > To ten, który podzielił świat na lekarzy (notorycznie wybierających go na >
          szefa NIL) i tych których lekarze prześladują
          > czyli pacjentów.
          Tak - z tym ze wg. Radziwiłła lekarzy prześladują głównie media.

          > A wracając do meritum wątku powinieneś
          powinnam, jesli chodzi o ścisłość

          > jeszcze dodać, że jeździ samochodem bez pasów bezpieczeństwa, nie segreguje
          > śmieci i nie oszczędza wody.
          Na ten temat nie mam żadnych informacji. Jak widzę, Ty masz lepsze.

          > Wtedy to już naprawdę trzeba by uznać, że to mało
          > odpowiedzialny gość (no i przeciwnik aborcji).
          Dawno to uznałam. Chociaż to nie jego poglądy na aborcję mi przeszkadzają, ale
          cyniczna obrona za wszelką cenę kolegów po fachu.
          • Gość: Jacenty Re: do Jacentego IP: 217.96.29.* 13.07.04, 13:23
            Ok. juz sie nie irytuję. Dyskusyjna obrona kolegów po fachu to inna sprawa.
            • veritas do Jacentego - 2 13.07.04, 14:33
              No cóż, ja w tym nic dyskusyjnego nie widzę.

              Przy okazji: kto to na tym forum napisał kiedyś, że feministki na wszystko
              patrzą z punktu widzenia feminizmu, i to im przesłania cały świat? Tutaj mamy
              dowód, że dla przeciwników aborcji ta kwestia moze zasłaniać wszystko inne -
              pan, którego działania (co sam Jacenty przyznaje) są co najmniej dyskusyjne,
              zostaje postawiony jako wzór do naśladowania dlatego tylko, że jest
              przeciwnikiem przerywania ciąży.
              • Gość: Jacenty Re: do Jacentego - 2 IP: 217.96.29.* 13.07.04, 15:54
                To akurat jest dowód, którego nie nikt nie ukrywa. Aborcja pozostaje z
                moralnego punktu widzenia zupełnie innego rodzaju zagadnieniem niz
                np. "feministyczne parytety" czy manipulacje historią. Dyskusyjny oznacza tyle,
                że mozna o tym dyskutować. A Radziwiłła podałem jako przykład nie tyle
                przeciwwnika aborcjii (tutaj sa lepsze przykłady np serbski aborter, który
                zamordował - jak dzisiaj przyznaje - ponad 30 tysięcy ludzi) ale jako przykład
                ojca wielodzietnej rodziny, która nie znajduje sie na marginesie ale w centrum
                życia naszego społeczestwa. Zadziwił mnie bowiem post gragi, w którym łączyła
                margines społeczny z wielodzietnością.
                • veritas do Jacentego - ostatni 14.07.04, 16:06
                  > To akurat jest dowód, którego nie nikt nie ukrywa.
                  Cieszę się.

                  > Aborcja pozostaje z moralnego punktu widzenia zupełnie innego rodzaju
                  > zagadnieniem niz np. "feministyczne parytety" czy manipulacje historią.
                  Co rozumiem jako stwierdzenie, ze ocenianie ludzi tylko pod względem ich
                  stosunku do aborcji jest w porządku, natomiast wg innych kryteriów nie. Z tym
                  się nie zgadzam.

                  > A Radziwiłła podałem (...)
                  Tu Twój post założycielski trochę wprowadza zatem w błąd, bo piszesz głównie o
                  stosunku Radziwiłła do aborcji, w ostatnim tylko zdaniu pisząc o dzietności.
                  NB. moim zdaniem też nie liczba posiadanych dzieci powinna być podstawowym
                  kryterium oceny człowieka.

                  IMHO ludzi pokroju Pana Konstantego Radziwiłła bynajmniej nie potrzeba nam jak
                  najwięcej.
        • sagan2 Re: oraz jeden z ojców "białej mafii", zwolennik 13.07.04, 13:30
          nie rozumiem? uwazasz, ze lekarze to "swieci", nie ma wsrod nich korupcji,
          zlodziejstwa, zwyklego s...synstwa? to wszystko "plotki i pomowienia"???
          uwazasz, ze polska sluzba zdrowia dziala jak zegarek?
          oczywiscie powyzsze nie odnosi sie do wszystkich i wszystkiego, jest na pewno
          mnostwo wspanialych lekarzy, ale afery i "nieprzemakalnosc" srodowiska jest
          powszechnie znana.
          i oczywiscie, ze lekarze na szefa NIL wybiora kogos, kto "dobrze im sluzy"...
          • Gość: Jacenty Re: oraz jeden z ojców "białej mafii", zwolennik IP: 217.96.29.* 13.07.04, 16:07
            Muszę chyba coś wyjaśnić. Mój post był nieco prowokacyjną formą polemiki z
            postem gragi, która wspomniała tekst z polityki opisujący patologiczne rodziny,
            których wspólna cechą była wielodzietność. Takie teksty odzwierciedlają typowe
            uprzedzenie społeczne-"wiele dzieci oznacza patologię". Jakoś jestem na tego
            typu stereotypy wyjątkowo uczulony i buntuję sie przeciwko utwierdzaniu takich
            stereotypów. Tekst Polityki w wersji cytowanej przez Gragę sprawiają wrażenie
            jaby własnie wielodzietność była źródłem tych patologii. Tymczasem bieda
            zazwyczaj nie wynika z wielodzietności ale z niskich zarobków. Radziwiłła nie
            znam, nie wiem czy bierze łapówki czy przypadkiem nie sypia ze swoim kotem albo
            nie sika na wycieraczke sąsiada. Wiem jednak, że tak jak można zgadzać się (lub
            nie) z polityka którą uprawia w NILu to jednak nie można (kierując się
            uczciwością) powiedzieć o nim, że jest przykładem nieudacznika i marginesu.
          • Gość: Bruford Re: oraz jeden z ojców "białej mafii", zwolennik IP: *.cskmswia.pl 14.07.04, 10:25
            Czy mogłabyś wykazać na czym polega "powszechnie znana nieprzemakalność"?Czy
            znasz realia wyborów di Izb Lek.skoro twierdzisz że wybór Radziwiłła służy
            lekarzom????
      • Gość: Verbal Re: oraz jeden z ojców "białej mafii", zwolennik IP: *.cskmswia.pl 14.07.04, 10:24
        Osobiście nie jestem wielbicielem omawianej osoby ale mogłabyś zacytować owe
        zapisy???Czy mogłabyś uzasadnić twierdzenie że lekarze są praktycznie
        bezkarni????Czy mogłabyś uzasadnić jaki to wpływ ma osoba Radziwiłła
        na "mentalność środowiska" o ile coś takiego w ogóle istnieje.
        • veritas o kodeksie, odpowiedzialności leakrzy i Panu R. 14.07.04, 16:14
          Owszem - nie mam problemu z podaniem, skąd wypłwyają moje twierdzenia:
          A. Art 52 Kodeksu Etyki Lekarskiej:" Art. 52.
          2. Lekarz powinien zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o
          działalności zawodowej innego lekarza, w szczególności nie powinien publicznie
          dyskredytować go w jakikolwiek sposób.
          3. Lekarz wszelkie uwagi o dostrzeżonych błędach w postępowaniu innego lekarza
          powinien przekazać przede wszystkim temu lekarzowi. Jeżeli interwencja okaże
          się nieskuteczna albo dostrzeżony błąd lub naruszenie zasad etyki powoduje
          poważną szkodę, konieczne jest poinformowanie organu izby lekarskiej.
          4. Poinformowanie organu izby lekarskiej o zauważonym naruszeniu zasad
          etycznych i niekompetencji zawodowej innego lekarza nie stanowi naruszenia
          zasad etyki.
          5. Jeżeli dostrzeżony błąd, popełniony przez innego lekarza, ma niekorzystny
          wpływ na stan zdrowia pacjenta należy podjąć działania dla odwrócenia jego
          skutków."

          B. Przykład działania zapisów w praktyce:
          "„ Paragraf 52
          - Zmowa milczenia: lekarze kryją błędy kolegów
          Lekarz nie powinien wypowiadać (...) niekorzystnej oceny działalności zawodowej
          innego lekarza lub dyskredytować go w jakikolwiek sposób”. Art. 52 kodeksu
          etyki lekarskiej. W Polsce lekarz, który dostrzega rażącą niekompetencję swego
          kolegi, ba, zaniedbanie prowadzące do śmierci pacjenta i domaga się wymierzenia
          sprawiedliwości, zachowuje się – w myśl kodeksu etyki lekarskiej – haniebnie.
          Tak interpretuje artykuł 52 bardzo wielu lekarzy – jako zobowiązanie do
          milczenia. Dla pacjentów to po prostu zmowa milczenia powodująca, że wobec
          błędów lekarskich są bezradni i bezbronni. Zaś tym medykom, którzy złamią
          fałszywie pojmowaną zawodową solidarność, jak pokazują przykłady opisane
          poniżej, środowisko solidarnie łamie kariery.
          Profesora Jana Kuydowicza, wirusologa, znają nie tylko w jego rodzinnej Łodzi.
          Z publikacji, z wykładów, także tych poza Polską.
          Doktor P., utalentowany chirurg, rok temu dostał pierwsze ważne w życiu
          stanowisko: ordynaturę w małomiasteczkowym szpitalu. Konkretnie – p.o.
          ordynatora.
          Profesor to choleryk. Doktor jest pragmatykiem. Różni ich styl życia,
          doświadczenie, temperament, poglądy polityczne. Łączy pewna cecha osobowości.
          – Żałosna donkiszoteria – nazywa ją prof. Jan Kuydowicz.
          – Brak wyobraźni – ma na to określenie doktor P.
          Etap pierwszy: zrobić coś dla pacjenta
          Prof. Kuydowicz pierwszą wizytę pana Szczupaka pamięta z detalami:
          – (…) Przyszedł do mnie trzydziestolatek, słaby, chudy i znerwicowany, papieros
          za papierosem. Potrzebował zaświadczenia dla ZUS, że nie jest zdolny do pracy.
          I nie był. Zdarzyło mu się przysnąć za sterem tramwaju.
          Profesor zlecił badania, m.in. te podstawowe, na obecność wirusa żółtaczki. Pro
          forma, bo był przekonany, że wyniki poprzednich takich badań gdzieś się w
          papierach zapodziały. Kolega zza ściany od 5 lat leczył Szczupaka na złośliwą
          mutację wirusowego zapalenia wątroby. Kolega, myślał profesor, wie co robi.
          Ale nazajutrz asystentka przyniosła profesorowi wyniki: wątroba Szczupaka była
          jak szwajcarski ser z orzechami, jak po 20 latach u innych chorych nieleczonych
          wcale. Badanie HCV – wynik dodatni. Żadna mutacja. Zwykła, prosta, wirusowa
          żółtaczka typu C.
          Profesor: – Żeby się upewnić, że to nie pomyłka, raz jeszcze przedarłem się
          przez papiery. Ale wszystko było jasne. Chorego leczono nie na to, co trzeba i
          nie tym, co pomaga. I to w moim szpitalu, za ścianą. Więcej. Kolega temu
          choremu straszliwie szkodził.
          Na przemyślenia, co z tym wszystkim zrobić, profesor potrzebował tygodnia
          W sylwestra, jakoś po północy, podjął decyzję, że pójdzie. Do prokuratury.
          Zawiadomić o popełnieniu przestępstwa.
          Kuydowicz: – Wiem, że byłem wśród polskich profesorów medycyny pierwszy.
          – Ja być może zostałem tym drugim lekarzem – mówi doktor P., były ordynator.
          Był styczeń 2001 r. P. siedział w pierwszym w życiu własnym gabinecie i
          rutynowo przeglądał dokumentację.
          – Trafiłem na przypadek śmierci młodego chłopaka. Wstrząsnęło to mną –
          wspomina. – Pobitego, przywieźli go do nas w środku nocy. Doktor dyżurny wyczuł
          od niego alkohol. Dał kroplówkę, trzy razy zmierzył ciśnienie i tak chorego
          zostawił. Porządnie przebadano go dopiero rano w innym szpitalu. Z czaszką
          pękniętą w trzech miejscach wtedy już nie miał szans.
          Doktor P., inaczej niż profesor Kuydowicz, wezwał kolegę natychmiast do siebie.
          Nie usłyszał nic konkretnego. Wziął więc papier w kratkę i jeszcze tego samego
          dnia napisał do dyrekcji: „Zawiadamiam o przypadku rażącego niedopełnienia
          obowiązków. Chory nie żyje. Uważam, że o tej sprawie należy powiadomić
          prokuraturę”.
          Etap drugi: bitwa
          Doktor P: – Czekałem przekonany, że sprawa jest oczywista. Koledzy na oddziale
          najwyraźniej mieli mi za złe, że postąpiłem tak a nie inaczej. Ale nie brałem
          sobie tego do serca. Po pierwsze, to ja byłem ich szefem. Po drugie, to ja się
          czułem moralnie w porządku.
          W maju nowy dyrektor szpitala wezwał doktora P. na dywanik.
          – Dowiedziałem się, że swoim donosem naraziłem na szwank dobre imię szpitala. I
          żebym się rozglądał za innym miejscem pracy, najlepiej jak najdalej od
          miasteczka.
          W sierpniu prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie błędu na oddziale, a
          doktor P. dostał wymówienie
          Trzy kolejne miesiące chirurg przeczekał bez pracy. Nikt ze znajomych ze
          szpitala nie próbował mu pomóc. Siedział w domu, myślał: jeśli nie szpital, to
          co? Roboty sezonowe w Niemczech?
          – Nawet było mi go żal – mówi wicestarosta miasteczka, który pośrednio
          zadecydował o odwołaniu ordynatora. – Zwłaszcza że początkowo byłem po jego
          stronie. Ale skoro prokuratura uznała, że nie było błędu, ordynator musiał
          ponieść konsekwencje wyrywania się przed orkiestrę. Atmosfera na oddziale
          zrobiła się bardzo zła, środowisko przestało go akceptować, a nam potrzebny
          jest dobrze działający szpital.
          Sprawa po kilku tygodniach wróciła do prokuratury. Trwa. Ale to nie zmieniło
          wiele w położeniu P. (…)Z jednego takiego, wyłowionego w Internecie, doktor
          zrobił sobie w komputerze wygaszacz ekranu: „Lekarz nie powinien wypowiadać
          (...) niekorzystnej oceny działalności zawodowej innego lekarza lub
          dyskredytować go w jakikolwiek sposób”. Art. 52 kodeksu etyki lekarskiej.
          Dlatego dziś oficjalnie, pod własnym nazwiskiem, doktor już nic nikomu nie
          powie. Nieoficjalnie mówi: złamali mnie.
          Prof. Kuydowicz musiał tłumaczyć się z naruszenia tego paragrafu. Prokuratura
          jeszcze czytała akta, gdy Okręgowa Izba Lekarska w Łodzi już wzywała profesora
          przed komisję etyki.
          – Duża sala, pośrodku wielki stół. Naprzeciw koledzy, w większości młodsi.
          Prawie jak w tej scenie z „Psów”.
          Koledzy pytali: „Dlaczego swoich podejrzeń w sprawie domniemanego błędu nie
          zgłosił Izbie Lekarskiej, lecz prokuraturze?”. „Czy zdaje sobie sprawę z faktu,
          że jego postępowanie naruszało kardynalne zasady kodeksu etyki
          lekarskiej?”. „Co nim powodowało, że wewnętrzne lekarskie sprawy wyniósł poza
          środowisko?”. I tak dalej.
          Tymczasem sprawę Stanisława Szczupaka w prokuraturze umorzono. Nie było
          biegłego, który potrafiłby ją ocenić. Kuydowicz dowiedział się o tym tego
          samego dnia, w którym pacjent Szczupak przyszedł podpisać oświadczenie na
          standardowym szpitalnym druku: ma świadomość, że w obecnym swoim stanie kuracji
          może nie przeżyć.
          Kuydowicz: – Człowiek na skraju śmierci, a prokuratura nie może znaleźć
          biegłego. Zacisnąłem pięści. Przedłożyłem panu Szczupakowi listę 10 nazwisk
          autorytetów od chorób zakaźnych, z adresami i telefonami.
          Pacjent osobiście zaniósł listę do prokuratury. Lekarze z Krakowa, Bydgoszczy i
          Warszawy zapoznali się z aktami. „To był błąd” lub „można było inaczej”
          • veritas o kodeksie, odpowiedzialności lekarzy i Panu R.-cd 14.07.04, 16:34
            C. Zdanie p. Radziwiłła o Kodeksie (ze wstępu do KEL):
            "Myślę, że mieliśmy dobry kodeks etyki lekarskiej i mamy kodeks jeszcze lepszy.
            (…)Uważam, że te regulacje w pełni wychodzą naprzeciw oczekiwaniom społecznym,
            ale również potwierdzają jak gdyby to, że lekarze w swojej ogromnej liczbie nie
            są za tym, żeby ukrywać błędy, są za tym, żeby wyjaśniać sprawy. Natomiast na
            pewno jest to obszar szczególnie wymagający dużej ostrożności ze względu na to,
            że czasem różnica zdań między nami załatwiana poprzez pacjenta mogłaby po
            prostu zagrozić jego [lekarza] poczuciu bezpieczeństwa (!), i to też jest
            zapisane."

            D. Pan Radziwiłł podczas afery 'łowców skór':
            „Prasa zapomina, ze wszystkie wątpliwości interpretowane są na korzyść
            oskarżonego (…) Dopóki sąd nie skaże za to prawomocnym wyrokiem nie jestem w
            stanie uwierzyć, że lekarze mogli dopuszczać się takiego procederu.” - mówił w
            rozmowie z RMF (24.01.2002) Konstanty Radziwiłł. Według niego, Naczelna Izba
            Lekarska nie miała żadnych sygnałów o handlu zwłokami.
            "Opisany w GW proceder nie mieści się w głowie. Dopóki nie będę miał dowodów
            zamiast doniesień prasowych, nie mogę nikogo potępiać ani nawet próbować
            komentować sytuacji. Opisane fakty w tak rażący sposób naruszają nie tylko
            etykę lekarską, ale także etykę ogólnoludzką, że trudno w nie uwierzyć,
            zwłaszcza w udział lekarzy w tym procederze. Szczególnie bolesne jest to, że
            doniesienia o handlu zwłokami, a zwłaszcza o zbrodniczym działaniu lekarzy,
            próbuje się ukazywać jako przejaw kryzysu etyki całego środowiska lekarskiego.
            To jest niesprawiedliwe i nieprawdziwe. (…) negatywnie należy ocenić też
            atmosferę, jaka panuje w tej chwili w mediach - atmosferę budowania zagrożenia,
            podkopywania zaufania chorych do ich lekarzy." („Służba zdrowia” z 31 stycznia -
            4 lutego 2002)

            E. Pan Radziwiłł o korupcji wsród lekarzy:
            "Pytanie (P): Dużo mówi się o załatwianiu zaświadczeń np. o niezdolności do
            służby wojskowej, prokuratorzy i sędziowie trąbią o gangsterach przynoszących
            do sądu historie fantastycznych chorób. Wystawiają je lekarze. Czy to etyczne?
            (Radziwiłł) To pytanie retoryczne (śmiech). Oczywiście, że nieetyczne. Lekarz
            to zawód zaufania publicznego, lekarzom stawia się wyższe wymagania. Z drugiej
            strony krzyk wokół korupcji wśród lekarzy jest tematem zastępczym.
            P) Jak to?
            (R) Na lekarzy zwala się całą winę. Tymczasem nie mogą być odpowiedzialni za
            system i organizację służby zdrowia. Tak naprawdę leczą nas politycy.
            (P)Czy chce Pan powiedzieć, że lekarze biorą, bo mało zarabiają?
            (R) To też nie do końca prawda. W naszym kraju zwyczajowo pacjenci wyrażają
            swoją wdzięczność za leczenie, dając prezenty". (Życie z 2000-09-28)
            [Zdaniem szefa NIL winni korupcji w służbie zdrowia są zatem politycy i
            pacjenci - na temat lekarzy Pan Radziwiłł nawet się nie zająknął)

            I na koniec mały komentarz (z Polityki), z którym się zgadzam:
            "Już trzy lata temu [tj w 2000 r.], na podobnym zjeździe w Mikołajkach,
            odrzucono projekt uchwały głoszącej, że „uzależnienie rozpoczęcia leczenia od
            uzyskania jakichkolwiek korzyści materialnych jest niezgodne z etyką i może
            spowodować wykluczenie lekarza z szeregów korporacji zawodowej”. Teraz mamy w
            kodeksie sformułowanie o zakazie żądania przez lekarzy wynagrodzenia od
            chorych, ale ani słowa o przyjmowaniu słynnych dowodów wdzięczności. – Lekarze
            nie dostrzegają potrzeby dyscyplinowania samych siebie, pod tym względem są
            bardzo pobłażliwi – ocenia prof. Jacek Hołówka z Instytutu Filozofii
            Uniwersytetu Warszawskiego. (…)Samorząd lekarski woli jednak nie zauważać
            postaw, które szkodzą zawodowej reputacji. W maju pytaliśmy na
            łamach „Polityki” (nr 20), czy nie należałoby zmienić artykułu 52 kodeksu
            etyki, zezwalającego lekarzowi na ujawnianie błędów popełnianych przez innych
            lekarzy tylko przed organami izby lekarskiej? W nowelizacji artykuł, owszem,
            zmieniono. Teraz lekarz o dostrzeżonych błędach powinien poinformować
            wyłącznie... zainteresowanego kolegę – nawet o potrzebie zawiadomienia izby nie
            ma już ani słowa! Wszystko najlepiej zamieść pod dywan zgodnie z kodeksowym
            przykazaniem: lekarz ma zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o
            działalności zawodowej innego lekarza, w szczególności nie powinien publicznie
            dyskredytować go w jakikolwiek sposób. Ewentualnie, jeśli dostrzeżony błąd ma
            niekorzystny wpływ na stan zdrowia pacjenta, powinien podjąć działania dla
            odwrócenia jego skutków."
            • Gość: Verbal Re: o kodeksie, odpowiedzialności lekarzy i Panu IP: *.aster.pl / *.aster.pl 14.07.04, 17:28
              Zabawne jest akurat to że rzeczony artykuł 52 reguluje zupełnie inną kwestię
              niż ta którą podnosi artykuł , z bodajże Polityki( dość już chyba
              stary).Kwestię bowiem zgłaszania zauważonych przestępstw reguluje inny kodeks i
              kodeks etyki lek.nie musi się do tego odnosić w ogóle , oczywiste chyba jest że
              lekarz podlega wszystkim ogólnym normom prawnym.Trudno zatem czynić z art 52
              jakiś zarzut chyba że interpretuje się źle jego przesłanie.

              Korupcja wśród lekarzy istnieje , podobnie jak błędy.Nie mam zamiaru tego
              kwestionować.Niemniej jednak , rację ma Radziwiłł twierdząc że zjawiska te
              bywają traktowane jako tematy zastępcze i bywają też celowo
              przerysowywane.Dowody na to są liczne.

              Nie odniosłaś się do pozostałych dwóch pytań.Ciekawe dlaczego.

              • veritas do Verbal/ Bruforda/ elo... 14.07.04, 18:37
                Z mojego pierwszego postu zginął koniec (zapewne był za długi - słusznie
                podzieliłam na dwa!) - jutro go podrzucę i podam, z którego numeru Polityki
                pochodzi.

                Problem polega na tym, że w praktyce - jak widać - to lekarz zgłaszający
                przestępstwo do prokuratury ma problemy. Artykuł 52 jest szkodliwy właśnie nie
                dlatego, że nie dość jasno reguluje pewne kwestie, ale dlatego, że na jego
                podstawie (za złamanie 'etyki lekarskiej') można oskarżyć lekarza działającego
                dla dobra pacjenta.

                > rację ma Radziwiłł twierdząc że zjawiska te
                > bywają traktowane jako tematy zastępcze i bywają też celowo
                > przerysowywane.Dowody na to są liczne.
                Zatem przytocz chociaż kilka.

                Co do pytań - jeśli chodzi ci o pytanie dotyczące związku Radziwiłła z
                mentalnością, odpowiedź jest prosta: lekarze wybierają na przewodniczącego NIL
                człowieka, dla którego problemy służby zdrowia (korupcja, tak szokujące
                zjawiska jak handel zwłokami, a nawet uśmiercanie pacjentów) nie są winą
                lekarzy. Jak napisał profesor Hołówka - "Lekarze nie dostrzegają potrzeby
                dyscyplinowania samych siebie, pod tym względem są bardzo pobłażliwi." Wybór
                innego szefa NIL może (chociaż oczywiście nie musi) być znakiem, że ten sposób
                myślenia odchodzi w przeszłośc.
                • Gość: Verbal Re: do Verbal/ Bruforda/ elo... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.07.04, 00:40
                  Istotnie to jedna osoba.Nicku Bruford uzwam tylko na forach czysto
                  medycznych.Sorry.

                  Art 52 nie stwarza takiego niebezpieczeństwa bo odnosi się do innych relacji.Na
                  podstawie art 52 nie można sformułować a już napewno obronić takiego jak
                  sugerujesz oskarżenia.Byłoby to niezgodne z kodeksami podstawowymi.Innymi słowy
                  kupa szumu tylko nie na temat.

                  Jeśli twierdzisz że lekarze wybierają Radziwłła bo itd... to po prostu nie
                  znasz realiów tego środowiska.Błąd niestety powszechny także dla co bardziej
                  powierzchownych mediów.
                  • veritas do Verbal/ Bruforda/ elo... 15.07.04, 16:21
                    > Na podstawie art 52 nie można sformułować (...)
                    Można. Patrz wyżej.

                    Domyślam się, że sam jesteś lekarzem. Nie dziwi zatem twoje zdanie na temat
                    tego środowiska ani jego przedstawiciela - Prezesa NIL.
                    • Gość: Verbal Re: do Verbal/ Bruforda/ elo... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.07.04, 16:50
                      Z całą pewnością stwierdzić można że nie znasz ani mojego zdania na temat
                      środowiska ani mojej opinii o rzeczonej osobie , Twoje uogólnienia zatem nie
                      mają podstaw.Podniosłem jedynie kwestię supozycji w twoim poście , które uważam
                      za mało uzasadnione.Do jednego z pytań nadal się nie ustosunkowałaś.Powtórzę ,
                      oskarżenie można bez sensu formułować( jak w owym artykule stało) ale obronić
                      go nie sposób bowiem art.52 dotyczy czego innego.Ale oczywiście można nie
                      przyjmować prostych wniosków do wiadomości.
                      • veritas do Verbal/ Bruforda/ elo... 16.07.04, 19:45
                        > Z całą pewnością stwierdzić można że nie znasz ani mojego zdania na temat
                        > środowiska ani mojej opinii o rzeczonej osobie
                        Dlaczego jej nie przedstawisz?

                        > Powtórzę, oskarżenie można bez sensu formułować
                        Nie powtarzasz - poprzednio twierdziłeś, że oskarżenia na podstawie art 52
                        sformułować nie można.

                        > ale obronić go nie sposób
                        Skąd pewność? O ile wiem, dr Kuydowicz otrzymał upomnienie. Uniewinniony zatem
                        nie został. Czyżbym źle pamiętała - napisz zatem, jak się skończyły obie
                        prowadzone przeciw niemu sprawy.

                        > Ale oczywiście można nie przyjmować prostych wniosków do wiadomości.
                        Oczywiście. Można na przykład przeczytać o lekarzu, który za doniesienie do
                        prokuratury na kolegę po fachu leczącego pacjenta w sposób grożący utratą życia
                        został na podstawie przepisu kodeksu Etyki Lekarskiej postawiony przed sądem
                        lekarskim i nie przyjmować do wiadomości, że przepis taką możliwość stwarza.
          • veritas o kodeksie, odpowiedzialności lekarzy i Panu R-cd. 15.07.04, 16:17
            Tylko numer jeden na liście autorytetów, krajowy konsultant do spraw chorób
            zakaźnych prof. Andrzej Gładysz, dwa lata zwlekał z odpowiedzią. Wreszcie
            napisał. Że nie dopatrzył się błędu w leczeniu pana Szczupaka.
            – Zdziwiło mnie to – mówi Kuydowicz. – Ale dopiero uzasadnienie wprawiło mnie w
            osłupienie. To nie była opinia. To był stek bzdur, w dodatku łatwych do
            zweryfikowania.
            Kuydowicz napisał więc list do Gładysza: „Drogi Andrzeju, wyjaśnij mi...”.
            „Drogi Janku – odpisał Gładysz – jestem zdziwiony i zażenowany twoją postawą.
            Nie wciągaj pacjenta do swoich własnych spraw, to nieetyczne i naganne.
            Załatwiajcie konflikty między sobą”.
            – Moja opinia medyczna była równie rzetelna jak wszystkie inne – mówi dziś
            prof. Gładysz, przekonany, że prof. Kuydowicz rozgrywał konflikt ze swoim
            kolegą. – Pacjent posłużył za pretekst i to jest odrażające. Czy moje zdanie na
            temat tego przypadku mogło mieć wpływ na brzmienie opinii? Ależ skąd! (…)Prof.
            Kuydowicz dwa tygodnie później napisał znów do prokuratury i do Ministerstwa
            Zdrowia. W pięciu punktach, czarno na białym, wyłuszczył: cytat z opinii
            profesora Gładysza i listę podręczników medycznych, które się z tym fragmentem
            kłócą. Kolejny cytat i fragmenty wcześniejszych, sprzecznych z wydaną opinią,
            publikacji samego prof. Gładysza.
            Kuydowicz: – Liczyłem, że wobec takiego argumentu przeprosi, pokaja się,
            cokolwiek. Ale dopiero wtedy tak naprawdę wszystko się zaczęło.
            Krajowy konsultant wytoczył konsultantowi wojewódzkiemu proces o zniesławienie.
            Kuydowicz: – Żeby ratować swój autorytet, poszedłem z tą sprawą do gazet.
            Prof. Gładysz tłumaczy się: – Są pewne środowiska, jak medyczne czy prawnicze,
            które powinny szczególnie dbać o autorytet. Lekarz nie może pomawiać innego
            doktora publicznie, poza środowiskiem, bo to uderza we wszystkich jego kolegów.
            Podkopuje zaufanie pacjenta do lekarza. A bez zaufania nie sposób dobrze
            leczyć. Właśnie dlatego, gdy minister zdrowia zwrócił się do mnie z prośbą o
            wyrażenie opinii w sprawie pana prof. Kuydowicza, wyraziłem sugestię, że taka
            osoba, zwłaszcza pozostająca w konflikcie z doktorem z innego oddziału, nie
            powinna pełnić funkcji konsultanta. Przynajmniej do czasu wyjaśnienia sprawy.
            Prof. Kuydowicz o tym, że przestał pełnić funkcję, dowiedział się z lokalnej
            gazety – ujrzał po prostu zdjęcie swego następcy na tym stanowisku.
            Etap czwarty: kojenie nerwów
            Kuydowicz: – Zrobiono mi też jeszcze jedną komisję etyki. Tym razem w sprawie
            Gładysza. Rzecznik odpowiedzialności przy Izbie Lekarskiej pan Januariusz
            Kaczmarek osobiście uznał to za konieczne.
            Rzecznik Kaczmarek przychyla się bowiem do opinii prof. Gładysza, że są zawody,
            w których brudów nie powinno się prać publicznie. Kuydowicz: – To znamienne. W
            przypadku błędu wobec pana Szczupaka do takiego postępowania w Izbie nigdy nie
            doszło.
            – Nie znam tego przypadku – tłumaczy rzecznik. – W tak nagłośnionych medialnie
            sprawach jak afera łowców skór, owszem, możemy wszcząć postępowanie z urzędu.
            Ale przecież historia pana Szczupaka to nie była głośna sprawa. Rzecznika nie
            przekonał nawet sam chory, który w lutym 2003 r., po dwóch wartych 70 tys. zł
            kuracjach interferonem, miał się na tyle dobrze, że założył nieformalne
            stowarzyszenie pokrzywdzonych przez doktora D. (czyli tego, na którego doniósł
            Kuydowicz); na razie należą do niego dwie osoby. Szczupak: – Ten cały rzecznik
            zasłania się przedawnieniem. Uparli się, żeby sprawie ukręcić łeb. (…)
            [Koydowicz]: – Czy drugi raz pokusiłbym się o walkę o prawdę wbrew własnemu
            środowisku? Przykro mi, twarde słowa, ale nie. Nawet w imię dobra pacjenta. Nie
            warto.(Polityka 20/2003)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka