feminizm NA raty

27.07.04, 14:42
czy feminizm, tak jak się rozwija - np. w krajach zachodnich - tzn. kobiety
zyskują kolejne prawa

czy tak samo może się zwijać? tzn stopniowo prawa te są ograniczane

czy też rozwój jest liniowy aż do pełnego równouprawnienia?

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=51&w=14467609
    • avant-garde Re: feminizm NA raty 28.07.04, 10:47
      To dość ciekawe zagadnienie. Patrząc na problem historycznie, można niestety
      zauważyć, że często prawa były ograniczane. Nikt nie jest więc w stanie
      zagwarantować, że tak się nie stanie w przysdzłości w Europie.
      • Gość: Jacenty Re: feminizm NA raty IP: 217.96.29.* 28.07.04, 11:32
        Biorąc pod uwage sprzeczność radykalnego feminizmu z podstawowymi potrzebami
        kobiet, mężczyzn i dzieci, można mieć nadzieje, że bedzie się zwijał. Jeśli
        nawet nie bedzie się zwijał w sferze formalno-prawnej to zapewne jego przepisy
        jak i najważniejsze cele feminizmu, pozostana martwe.
        -Cóż bowiem jest atrakcyjnego w modelu kobiety pracującej zawodowo-biorąc pod
        uwagę banalność wiekszości zajęć zawodowych wykonywanych przez ludzi (dylemat:
        lepiej być kasjerką w Auchan czy pracować jako matka wychowująca np trójkę
        dzieci?).
        - Cóż jest atrakcyjnego w rodzeniu dzieci po 30 albo i 40 i narażaniu się na
        rozmaite komplikacje (szczyt płodności kończy się ok 25-27 roku życia kobiety).
        - Co jest atrakcyjnego w modelu rodziny jednodzietnej, czasem z tata
        dochodzącym i mama pracującą - problemy dzieci syndrom jedynactwa, skłonności
        do patlogii itp.
        - Co jest atrakcyjnego w spędzeniu własnego życia z dręczącą myślą, że być może
        aborcja, której dokonałam była morderstwem na moim dziecku dokonanym w chwili
        gdy to dziecko najbardziej mnie potrzebowało i najbardziej doświadczało
        bezpieczeństwa, które mu dawało moje łono?
        - I wreszcie co jest atrakcyjnego w kobiecie żołnierzu (seksualne aberracje
        wykluczam)?
        Futurologicznie rzecz ujmując tak sobie mysle, że za kilkanaście(dziesiąt?) lat
        radykalny feminizm ograniczy się do zamkniętych środowisk lesbijskich. Mądre
        kobiety będą żeniły się z mądrymi mężczyznami, będą wspólnie wychowywali
        kilkoro mądrych dzieci (patrz np. na nowy model bogatej niemieckiej rodziny),
        którym zona i matka zapewni swoja obecność i miłość, a ojciec doda do tego
        pieniądze, które sam będzie zarobiał. To zapewne bedzie społeczny ideał dla
        biednych i bogatych.
        Pozdrawiam.
        • sagan2 Re: feminizm NA raty 28.07.04, 12:13
          czy Ty zdajesz sobie sprawe, ze wiekszosc kobiet zwyczajnie *musi* pracowac
          zawodowo, aby mozliwe bylo utrzymanie rodziny??? przeciez te kasjerki (i im
          podobne) naleza do grupy ludnosci, w ktorej kobiety zapewne od *zawsze*
          pracowaly zawodowo (bo musialy, a nie bo mialy "fanaberie" robienia kariery)???
          i ze "zajmowanie sie domem" bylo dla nich zawsze *drugim* etatem??? pokazm mi
          jak, no jak, kazda rodzina moze sobie pozwolic na *luksus* zycia z jednej pensji
          na dostatecznie wysokim poziomie, aby nie kusilo wyslanie do pracy zony...
          ... wtedy porozmawiamy o "idealnym" modelu rodziny...
          • Gość: bezdenny Re: feminizm NA raty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 13:21
            sagan2 napisała:

            > czy Ty zdajesz sobie sprawe, ze wiekszosc kobiet zwyczajnie *musi* pracowac
            > zawodowo, aby mozliwe bylo utrzymanie rodziny??? przeciez te kasjerki (i im
            > podobne) naleza do grupy ludnosci, w ktorej kobiety zapewne od *zawsze*
            > pracowaly zawodowo (bo musialy, a nie bo mialy "fanaberie" robienia
            kariery)???
            > i ze "zajmowanie sie domem" bylo dla nich zawsze *drugim* etatem??? pokazm mi
            > jak, no jak, kazda rodzina moze sobie pozwolic na *luksus* zycia z jednej
            pensj
            > i
            > na dostatecznie wysokim poziomie, aby nie kusilo wyslanie do pracy zony...
            > ... wtedy porozmawiamy o "idealnym" modelu rodziny...
            Na tym właśnie polegają absurdy państwa opiekuńczego. Piszez, że kobieta musi
            pracować. A więc to nie jest wybór. Musi bo z jednej pensji nie da się utzrymać
            rodziny. A dlaczego się nie da? Bo zarobki są zbyt niskie. A dalczego zarobki
            sa zbyt niskie? bo państwo zabiera większość z nich w postaci podatku. A po co
            zabiera? M.in. po to by pobudować jak najwięcej przedszkoli, żeby zmuszone do
            pracy panie miały gdzie oddać dziecko. A dlaczego one są zmuszone? Bo trzeeba
            pobudować więcje przedszkoli.I tak to się kółeczko zamyka. to oczywiście
            uproszczony model, ale oddaje istotę problemu
            Dla jasności: nie mam nic przeciwko przedszkolom, uważam, że każdy kto chce to
            niech sobie praucje, uważam że partnerzy/małżonkowie sami powinni sobie ustalac
            jak chcą zyć - czy jedno ma pracować, czy żadne, czy oboje etc
            tam gdzie wkracza ideologia i jej ramię - czyli państwo zaczyna ja się
            problemy. W jednym z watków dotyczących równości płac, bardzo dobrze pokazał to
            Mario - na przykładzie szwecji, gdzie absurdalna polityka równania wszystkiego
            i wszystkich doprowadziła do największego rozwarstwienia zarobków kobiet i
            mężczyzn.
            Sądzę, że są dwie możliwości, czyli jedna. Feminizm jako część lewicowych
            ideologi będzie nadal się rozwijał. Ale państwa, w których będziemy mieli do
            czynienia z kolejnymi postępami postępu będą się zwijać. Zwyczajnie nie
            wytzrymają konkurencji. Bogate kraje zachodniej Europy, będą sobie tkwiły w
            stagnacji przez dziesięciloecia - we względnym dostatku. Ale państwa biedne -
            takie jak Polska, jesli zaszczepiąs obie takie ideologie, będą miały kłopoty. W
            tym sensie feminizm rozwijając się będzie się zwijał.
            Drugi wariant jest prostszy - feminizm i lewicowe ideologie nie będą się
            rozwijać. tak więc mamy dawa warianty czyli jeden. oczywiście pytanie jest
            takie: na który wariant my się załapiemy z naszym życiem?
          • Gość: Jacenty Re: feminizm NA raty IP: 217.96.29.* 28.07.04, 13:51
            Oczywiście Saganie, że zdaję sobie z tego sprawę! Wiem także jaki to ruch
            społeczny deprecjonuje kobiety pracujące w domu i buduje tym samym dobry klimat
            dla pracy działów Human Resources sieci Auchan. Rozumiem także, że zmuszanie
            kobiet do pracy zawodowej dodatkowo (obok pracy w domu)jest to sytuacja wroga
            naszemu gatunkowi. I to jest jeden z powodów mojej niechęci do feminizmu. Weź
            takze prosze pod uwage, że napisałem o wzorcu, do którego w/g mnie będą dążyć
            ludzie, ale którego osiągnięcie nie będzie łatwe. Tak więc wzorem jest
            kochająca sie rodzina, w której kobieta nie musi pracować w kasie Auchan, a
            może zamiast tego wychowywać czwórkę rumianych dzieci :). Nie bedzie tym wzorem
            samotna kobieta wychowująca dziecko z socjalem zamiast męża nie będą tez dwie
            lesbijki wychowujące synka ze sztucznego zapłodnienia. Nie staną się wzorcami
            bowiem w społecznej rywalizacji jakościowej i ilościowej o dominacje pozostają
            bez szans. Paradoksalnie radykalny feminizm jest swoim największym wrogiem-
            wyzwolone kobiety twworzące małe rodziny przegrają w dziejowej rywalizacji z
            taką na przykład: Ligą Polskich Rodzin, a dokładnie z modelem rodzinnym, który
            ona lansuje. Chciałbym Ciebie jednak pocieszyć: myslę, że choć feminizm przegra
            nieodwołalnie to równie nieodwołalnie spowoduje wzmocnienie roli kobiety w
            tradycyjnej i patriarchalnej rodzinie, do której należy przyszłość. Dzieki temu
            Patriarcha będzie musiał bardziej sie starać;) o swoją białogłowę.
            Pozdrawiam
            • Gość: sagan Re: feminizm NA raty IP: *.desy.de 28.07.04, 14:14
              duzo slow i brak odpowiedzi na moje pytanie - jak zapewnic godne zycie z jednej
              pensji 6-cio (dla przykladu) osobowej rodzinie...

              kobiety musily (z przyczyn ekonomicznych) pracowac DUZO wczesniej, niz
              ktokolwiek pomyslal o feminizmie czy panstwie opiekunczym... kogo za to teraz
              obwinic?... pewnie komuchow...
              • tad9 Re: feminizm NA raty 28.07.04, 15:58
                Jak to ujął Korwin Mikke - kobiety powiedziały "nikt nie będzie nam niczego
                dyktował!", po czym poszły do biur i zostały sekretarkami.
              • Gość: Jacenty Re: feminizm NA raty IP: 217.96.29.* 28.07.04, 16:03
                Odpowiedź makroekonomiczna jest taka: jesli kobiety nie pójda do pracy to ich
                pensje i ich zajęcia przejma mężczyźni i wtedy będą zarabiać zdecydowanie
                więcej.
                • Gość: ggigus do Jacentego IP: *.dip.t-dialin.net 28.07.04, 22:35
                  ten poglad, ze kobieta powinna siedziec w domu i zajmwac sie dziecmi, a mezcz.
                  pracwoac, jest konstruktem, zakorzenionym mniej wiecej od czasow Rewolucji
                  Franc. Tak, tak, te hasla - wolnosc, rownosc, braterstwo byly zarezerwowane
                  tylko dla mezczyzn.
                  czego to dowodzi? przed Rew. Franc. kobiety pracowaly na tych samych prawach,
                  co mezczyzni
                  czyli praca niekoniecznie jest zarezerwowana dla mezczyzn. W kazdym razie
                  przekoanie, ze tak bylo OD ZAWSZE jest bledne i niczym nie poparte
                  • Gość: misiu Re: do Jacentego IP: 5.2.* / *.chello.pl 29.07.04, 08:46
                    Upiła się, czy co?
                    W średniowieczu było zatem pełne równouprawnienie i dopiero Rewolucja Francuska
                    położyła temu kres? A to heca!
                  • Gość: Jacenty Re: do Jacentego IP: 217.96.29.* 29.07.04, 09:41
                    Ggiusie jeden TY, a kto to Ci naopowiadał, że praca jest zarezerwowana dla
                    mężczyzn? Ty chyba nie wiesz jaka to charówa i odpowiedzialność wychować dzieci
                    na porządnych ludzi. Życzę Ci żebyś poznała jaka to cieżka i nalewajaca oleju
                    do głowy praca.
                    • apetyt_na_zycie Re: do Jacentego 29.07.04, 12:48
                      Rozumiem, że z miłości do "swojej białogłowy" sam się zająłeś tą ciężką i
                      niewdzięczną pracą?
                      • Gość: Jacenty Re: do Jacentego IP: 217.96.29.* 29.07.04, 15:18
                        Ratuje mnie empatia:), a na powaznie: myslę, że białogłowy w opiece i
                        wychowaniu maluchów nikt nie zastapi! A ja jak się włączam pod jej światłym
                        kierownictwem.
                • Gość: barbinator nagroda Darwina IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.07.04, 22:32
                  To naprawdę genialny w swej prostocie pomysł. A więc jeśli te wszystkie
                  kasjerki, ekspedientki i sekretarki zrezygnują pewnego pięknego dnia z pracu
                  zarobkowej, to nagle stanie się cud w wyniku którego rentowność wszelkiego
                  handlu i wytwórczości wzrośnie do tego stopnia, że panowie kasjerzy,
                  ekspedienci i sekretarze dostaną dwukrotnie większe zarobki... Domyślam się, że
                  jeśli to samo uczynią salowe, pielęgniarki, lekarki i nauczycielki to zaraz nam
                  się poprawi służba zdrowia i szkolnictwo - niejako przy okazji, bo przecież ci
                  dwukrotnie lepiej opłacani mężczyźni z pewnością będą dużo lepiej pracowali (np
                  będą wynosili baseny i robili zastrzyki dwa razy szybciej)
                  Czy nie myślałeś czasem o zgłoszeniu swojej kandydatury do Nobla z ekonomii?
                  Jeśli skromność stoi ci na przeszkodzie, to poproś któregoś z kolegów z forum -
                  wielu z nich jest równie wybitnymi ekonomistami jak ty i z pewnością docenią
                  twój pomysł.
                  Mnie się on w każdym razie bardzo podoba - mój typ do nagrody Darwina.

                  Pozdr. B.

                  PS
                  Tylko proszę, daruj sobie uwagi na temat tego jaka to ja ponoć jestem złośliwa.
                  Doprawdy, wierz mi... takie nonsensy jak to co tam napisałeś można tylko
                  wyśmiać. I tak zrobiłam to delikatnie.
                  • Gość: bezdenny Re: nagroda Darwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 23:00
                    Barbinator, niestety on z makroekonomicznego punktu widzenia ma rację. To
                    wszystko brzmi z pozru absurdalnie, ale tak jest. 1 osoba może utrzymac 7
                    niepracujacych. przy optymalizacji warunków, prawdopodobnie byłaby w stanie
                    utzrymać kilkanście. nie chodzi o to, że pielegniarze robiliby dwa razy
                    szybciej zastrzyki, ale chodzi o zupełnie inny rozkład zatrudnienia. zauważ:
                    więcej kobiet zostaje w domu - potrzeba mniej przedszkoli, a więc mniej
                    zatrudnionych pracowników w przedszkolach. Ci, którzy chcieliby w nich pracowac
                    nie znajduja zatrudnienia w związku z tym podejmują inny zawód - np.
                    pielęgniarza. Mniej przedszkoli to mniejsze potrzeby budzetu, a więc mniejsze
                    podatki - mniej urzędników do ich ściagania. zamiast byc urzednikiem trzeba
                    szukac innej kariery. więcej osób w domu to mniej osób poruszających sie - a
                    więc mniejsza komunikacja w mieście. zamiast kierowcami - zostają
                    pielęgniarzami, czy kimkolwiek. Itd to mozna ciagnąc oczywiście dalej. Model
                    tak naprawdę już istnieje, tyle że nikt go nie wprowadzi.
                    Sam bym go nie wprowadził, więc od razu mozna sobie darowac zarzut, iz chce by
                    kobiety siedziały w domu przy dzieciach, a faceci zarabiali.
                    na szczęcie w pomoc przychodzi nam technologia. Zaczynamy miec zupełnie nowe
                    paradygmaty - juz dawno temu opisywał to Capra. Inaczej mówiąc coraz więcej
                    pracy będziemy wykonywac nie ruszając się z domu. Wystarczy linia, telefon i
                    sieć. mam mnóstwo znajomych, którzy sie tak przestawiają i sam to coraz
                    częściej robie. I coraz mniejsza jest różnica czy siedzę akurat w domu, tu, czy
                    tam, czy na zakładzie. Dokonując takiego wyboru sprawiam np. że mnóstwo ludzi
                    musi sobie szukac nowych innych zajęć. Bo jak jestes w domu to nie jesz na
                    mieście, więc kucharz w knajpie ma mniej roboty, kelner etc. W skali to daje
                    nowe efekty.
                    • sagan2 Re: nagroda Darwina 30.07.04, 12:35
                      ale co z zarobkami??? przeciez problem jest w tym, ze kobiety *musza* pracowac
                      zawodowo, aby pomoc w utrzymaniu rodziny. czy jesli kobiety zrezygnuja z pracy,
                      a ich miejsce zajma mezczyzni, to zarobki tychze mezczyzn wzrosna wystarczajaco,
                      by byc rowne sumie poprzednich pensji kobiety+mezczyzny??? jak to sie ma niby
                      stac? dlaczego "wolny" rynek mialby nagle placic ~2 razy wiecej mezczyznie na
                      stanowisku, ktore wczesniej wykonywala (powiedzmy, ze porownywalnie tak samo)
                      kobieta??? no naprawde nie rozumiem
                      • Gość: bezdenny Re: nagroda Darwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.04, 13:00
                        Bo na rynku będzie mniej pracowników. Będzie mniejsza podaż pracy przy tym
                        samym popycie na pracę. Pracodawca chcąc zdobyć pracownika będzie musiał więcej
                        mu zapłacić.
                        Ale to są modele. Nikt nie ma zamiaru przecież dekretować: "paniom juz
                        dziękujemy, prosimy wracac do domu i zająć się obiadem". Wiele rozwiązań nie
                        jest optymalnych ze względu na rozwój gospodarczy, ale to nie znaczy, że są
                        złe. I tak Polacy np by kraj się szybiej bogacił mogliby pracować 6 dni w
                        tygodniu zamiast 5. Ale wszyscy uznajemy, że koszt takiego szybszego bogacenia
                        się byłby zbyt duży. Podobnie z ta pracą. Model, który w wielkim skrócie
                        opisałem powoduje większą racjonalność zatrudnienia. Bo jest mniej zmiennych.
                        Dziś jak się idzie do knajpy to jeden facet otwiera drzwi, drugi daje ci kartę
                        i wskazuje stolik, trzeci odbiera płaszcz, czwarty podsuwa krzesło pod tyłek i
                        rozkłada sztućce a kolejny zajmuje się daniami. Gdyby połowy ich nie było to
                        zjadłbym tak samo, wydałbym tyle samo pieniędzy - byłby ten sam efekt
                        ekonomiczny (pomijam tu kwestię konkurencji)
                  • Gość: trevik Nagrody darwina, czy ignobel? IP: *.dip.t-dialin.net 30.07.04, 12:52
                    Nagrody darwina z tego co wiem, to nagrody posmiertne za wybitna glupote
                    implikujaca smierc niemyslacego.
                    Absurdy naukowe sa nagradzane nagroda Ig Nobel (po polsku nazywaja to Anty-noble).
              • Gość: bezdenny Re: feminizm NA raty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 16:22
                Gość portalu: sagan napisał(a):

                > duzo slow i brak odpowiedzi na moje pytanie - jak zapewnic godne zycie z
                jednej
                > pensji 6-cio (dla przykladu) osobowej rodzinie...
                >
                > kobiety musily (z przyczyn ekonomicznych) pracowac DUZO wczesniej, niz
                > ktokolwiek pomyslal o feminizmie czy panstwie opiekunczym... kogo za to teraz
                > obwinic?... pewnie komuchow...
                Dużo wcześniej to nawet dzieci musiały pracować, a i tak można było pomrzeć z
                głodu.
                jak zapewnić godne życie z jednej pensji. O tym napisano tomy, ale rzecz
                sprowadza się i tak do 2 spraw. Do maksimum ograniczyć rolę państwa w
                stosunkach gospodarczych i cywilnoprawnych. Oraz do maksimum ograniczyć
                redystrybucję dochodów przez państwo - czyli maksymalnie ograniczyć
                opiekuńczość państwa.
                • Gość: diablica do Jacentego IP: *.infinity.net.pl / *.infinity.net.pl 29.07.04, 03:03
                  - komplikacje związane z przebiegiem ciąży i porodu występują także u kobiet
                  przed trzydziestką; nigdy nie ma gwarancji, że nie będzie powikłań,
                  - patologie również zdarzają się w wielodzietnych rodzinach,
                  - nie pisz co czuje kobieta po usunięciu ciąży, bo nie masz i nie będziesz mieć
                  o tym bladego pojęcia i to z prostej przyczyny - nie jesteś kobietą
                  - nie po to zostaje się żołnierzem, żeby być dla kogoś atrakcyjnym, to dotyczy
                  zresztą każdego innego zawodu,

                  Każdy człowiek rodzi się wolny i ma prawo decydować o swoim życiu oraz
                  kształtować je według własnych upodobań, nie istnieje jeden słuszny wzorzec,
                  według którego wszyscy powinni postępować, żeby Tobie sprawić przyjemność.
                  Byłoby świetnie, gdyby każdy człowiek ( z wyjątkiem dzieci, chorych i
                  niedołężnych)pracował na swoje utrzymanie. Jeżeli kobieta chce zostać w domu i
                  opiekować się dziećmi powinna być świadoma ryzyka, które ponosi. Zależność
                  finansowa od męża może utrudnić jej ewewntualne odejście od niego. Budowanie
                  całego swojego świata w oparciu jedynie o męża i dzieci, może okazać się
                  budowaniem kolosa o glinianych nogach. Każdy z nas jest indywidualną jednostką,
                  która musi dbać o swój rozwój, jeśli chce szczęśliwie i godnie przejść przez
                  życie.
                  • Gość: Jacenty Re: do Jacentego IP: 217.96.29.* 29.07.04, 09:25
                    Twoje spostrzeżenie dotyczące patologii ciąży trzeba odnieść do danych
                    statystycznych i predyspozycji biologicznych, a nie do tego co może byśmy sobie
                    życzyli. Dane te są nieubłagane i bezdyskusyjne. Po przkroczeniu 25-27 roku
                    zycia przez kobietę (i 40 roku przez mężczyznę-ewidentny brak równości!), z
                    każdym "dniem" wzrasta zagrożenie większością z podstawowych nieprawidłowości
                    ciąży. Polecam Ci dane dotyczace np. wzrostu prawdopodobieństa wystapienia
                    Zespołu Dauna, wad genetycznych, nadciśnienia itp. dla wybranych grup
                    wiekowych. Nie pisałem, że to jest prosta zależność-przekroczyłaś 30tke
                    spotkają Cie powikłania (chociaz nadciśnienie raczej tak). Napisałem, że
                    wzrasta zagrożenie bowiem optymalny wiek płodności przypada właśnie wtedy kiedy
                    radykalne feministki zalecaja zabawę i karierę. Tymczasem "pociąg" odjeżdża.

                    Życie generalnie wiąże się z niepewnością i nie ma znaczenia czy szukasz
                    bezpieczeństwa w rodzinie, za kasą Auchan czy też w super karierze zawodowej
                    pani ministry. Wszędzie może dopaść Cie kataklizm. Żadne rozwiązanie nie jest
                    doskonałe ale w mojej opinii najlepsze jest to oparte na związku emocjonalnym
                    (nie tylko z mężem także z dziećmi!) czyli rodzina. Budowanie swojego świata w
                    oparciu o przekonanie, że moze będę musiała odejść od męża jest wybacz mi ale
                    tragiczne. Doradzam pozytywne cele i pozytywne rozwiązania. Obawę przed
                    rozpadem rodziny, o którym piszesz (ale także np śmiercią małzonka) mozna
                    rozwiązać np. poprzez ubezpieczenie albo sensowną intercyzę, ale nie nalezy
                    pozwolić aby obawa ta decydowała o całym naszym życiu np o tym czy masz albo
                    ile masz, dzieci.
                    Wybacz ale pomimo tego, że nie jestem kobietą mam prawo pisać i rozważać to co
                    czują kobiety po zabiciu dziecka. Równie dobrze mógłbym napisać, że nie wiesz
                    co czuje palona na stosie czarownica bo Ciebie diablico jeszcze nikt nie
                    spalił:). Mamy taką umiejetność i jest to jedna z podstawowych cech czowieka,
                    umiejętność empatii. A co do aborcji ... już bardzo subiektywnie... sądzę, że
                    także i Ty możesz wczuć się w to jak dziecko w łanie matki odczuwa, że jest
                    rozrywane na strzępy albo chemicznie duszone i nie ma dla Twojego odczuwania
                    znaczenia np płeć dziecka.
                    Pozdrawiam
                    • apetyt_na_zycie Re: do Jacentego 29.07.04, 12:53
                      Skoro już się tak ładnie opieramy na statystykach, to zauważyć należy, że mówią
                      one o znacznie niższych emeryturach kobiet, bo jakoś za tę cięzką pracę w domu
                      nikt im nie płaci... Wielu mężów (sic!) uważa, ze to nei jest żadna praca,
                      tylko zwykłe "siedzenie w domu".
                      Problemem nie jest szukanie bezpieczeństwa w rodzinie, czy w kasie Auchan.
                      problemem jest bardzo wymierne zabezpieczenie finansowe, które, póki co, daje
                      właśnie praca zawodowa. powiesz, że kochający mąż jest świetnym zabezpieczeniem
                      finansowym?.. Być może, ale spróbuj się wczuć (skoro tak sobie świetnie radzisz
                      z empati, że wiesz nawet, co czuje zygota, która jeszcze nic nie czuje) w
                      sytuację kboiety, która nie pracuje zawodowo, więc nie zarabia i przez całe
                      życie musi prosić o pieniądze...
                      • Gość: trevik Zabezpieczenie finansowe IP: *.dip.t-dialin.net 29.07.04, 15:32
                        > Wielu mężów (sic!) uważa, ze to nei jest żadna praca,
                        > tylko zwykłe "siedzenie w domu".

                        To, czy jest to praca, czy zwykle siedzenie w domu, zalezy od kobiety - jedne
                        pracuja, inne spokojnie siedza w domu. Jak wejde do takiego domu w ktorym
                        mieszka kobieta niepracujaca zarobkowo, to od razu moge Tobie powiedziec, czy
                        pracuje i dba o dom, czy raczej oglada telewizor przez caly dzien i czyta prase
                        kobieca.

                        A co proszenia o pieniadze przez cale zycie, to roznie z tym to wyglada i zalezy
                        od modelu rodziny: np. na slasku popularne onegdaj bylo oddawanie kasy zonie w
                        dniu wyplaty _calej_ i to maz czasem musial o kase prosic.
                        A tak na powaznie, to nie jest kwestia proszenia o pieniadze, ale sposobu
                        zarzadzania pieniedzmi w domu - jesli jest jakis sep w malzenstwie to nigdy
                        dobrze z tym nie ma, czy maja wlasne fundusze, czy wspolna kase.
                      • Gość: Jacenty Re: do Jacentego IP: 217.96.29.* 29.07.04, 15:38
                        Mężowie, którzy utrzymują, że ich żony siedzą w domu i nic nie robią tylko
                        bawia sie dziećmi są odpowiedzialni za narodziny choroby zwanej feminizm.
                        Bezpieczeństwo życiowe nie wynika tylko z pieniędzy ale i z oparcia we własnej
                        grupie najbliższych, a więc rodzinie (dzieci, mąż). Kochający mąż nie jest
                        zabezpieczeniem finansowym ale emocjonalnym (czy swojego apetytu na życie nie
                        sprowadziłaś aby do konsumpcji?). Właśnie dlatego zapobiegliwi małżonkowie
                        myslą o sytiuacji rozstania np śmierci. Własnie dlatego w poście powyżej
                        proponowałem sensowne intercyzy małżeńskie albo ubezpieczenia emerytalne dla
                        kobiet pracujących w domu.
                        Jesli pisząc o nic nie odczuwającej zygocie masz na mysli dziecko do 11
                        tygodnia polecam wiedzę medyczna wskazującą jak wiele taki człowiek czuje i na
                        jak wiele bodźców reaguje.
                        Z tym proszeniem o pieniądze troche dramatyzujesz. Znam rodziny gdzie pracuje
                        facet, a baba trzyma kasę. Jeśli małzonkowie są ze soba, a nie przeciwko sobie,
                        nie ma znaczenia kto zarabia. Jesli w swym związku ze sobą walczą i dążą do
                        zdominowania drugiej osoby to i tak nie będzie z tego dobrej rodziny, a powód
                        zawsze sie znajdzie...może byc nim kaska.
                        • apetyt_na_zycie Re: do Jacentego 30.07.04, 09:09
                          Nie zauważasz niestety tego, że traktujesz kobiety przedmiotowo. Mój apetyt na
                          życie to własnie apetyt na ŻYCIE, a nie jego namiastkę, jaką ktoś łaskawie
                          zechce uznać za możliwą do "oddania". Wiele kboiet zostaje w domu, bo tego
                          chcą. Ale jest naprawdę wiele kboiet, które tego NIE CHCĄ. I w tym momencie
                          całe opowieści o tym, jak by to było cudnie w skali makroekonomicznej, czy
                          jakiejkolwiek innej można odłożyć na półkę. Każdy człowiek ma prawo do
                          samorealizacji. Niezależnie od płci. Są kobiety, które się realizują w
                          rodzinie. Nikt ich do pracy nie wypycha na siłę. Są też kobiety, które
                          realizują się poza domem. Niech nikt ich na siłę do tego domu nie wpycha. Po
                          prostu.
                    • Gość: diablica Re: do Jacentego IP: *.infinity.net.pl / *.infinity.net.pl 29.07.04, 21:29
                      Feministki " nie zalecają zabawę i karierę " kobietom w wieku 25-27lat.
                      Feminiski chcą by kobiety ( bez względu na ich wiek) żyły w zgodzie z sobą,
                      robiły to czego pragną. Może to być zarówno kariera jak i urodzenie dziecka,
                      lub i jedno i drugie. Ważne jest, żeby był to ich wolny wybór, żeby nie
                      kierowały się tym co mówią im inni, że powinny lub nie powinny czegoś robić. Co
                      do zagrożeń to ciąża zawsze jest pewnym ryzykiem. Jest to duże obciążenie dla
                      organizmu i nigdy nie da się wszystkiego przewidzieć. Kobiety będą coraz
                      częściej rodzić po trzydziestce, czy Ci się to podoba czy nie. Nic na to nie
                      poradzisz. I nie chodzi tu zawsze o " zabawę i karierę", ale o zabezpieczenie
                      przyszłośći dziecka, a łatwiej to zrobić, gdy jest się stabilnym finansowo oraz
                      dojrzałym i odpowiedzialnym. Nie każdy w wieku 25 lat czuje się wystarczająco
                      dorosły, żeby wziąć na siebie odpowiedzialność za wychowanie dziecka. Urodzenie
                      dziecka po trzydziestce jest więc czymś zupełnie normalnym, żeby nie powiedzieć
                      wręcz naturalnym :). Gdyby moja mama przejmowała się tym, jak duże jest
                      zagrożenie patologią ciąży to by mnie pewnie nie było teraz na tym pięknym,
                      bożym świecie, bo urodziła mnie w wieku 36 lat.

                      Zgadzam się ,że życie wiąże się z niepewnością i dlatego właśnie każdy powinien
                      umieć samodzielnie przez nie przejść. Samodzielnie nie znaczy samemu. Dobrze
                      jest mieć oparcie w rodzinie, ale nie można założyć,że zawsze się je będzie
                      miało. Jasne, że trzeba myśleć pozytywnie, zakochany człowiek nie myśli o
                      rozstaniu, to oczywiste. Jednak życie zgodnie z powiedzeniem " jakoś to będzie"
                      nie jest najlepszym rozwiązaniem. Jak myślisz dlaczego rodzice kształcą swoje
                      dzieci? Czyżby dla własnej fanaberii? A może chcą im zapewnić dobry start w
                      przyszłe życie, żeby umiały dać sobie radę? Według Twojego rozumowania powinni
                      wykupić dla nich polisę zamiast kształcić... Własne, zarobione pieniądze dają
                      niezależność, która jest potrzebna nawet związku uczuciowym dwojga ludzi. Wtedy
                      ludzie mogą być dla siebie partnerami. Poza tym nie przyszło Ci do głowy, że
                      kobiety chcą pracować zawodowo? Albo, że praca niektórym oprócz przychodów
                      przynosi także przyjemość?

                      Nie wiem i nie mogę wiedzieć co czuje człowiek palony na stosie. Owszem mogę
                      wykazać się empatią i próbować wczuć się w jego sytuację, ale to nie to samo(
                      dzięki Bogu). Nigdy nie będziesz wiedział czym jest strach przed niechcianą
                      ciąża, niechciana ciąża czy usunięcie ciąży. A tego co czuje zygota gdy jest
                      usuwana, też wiedzieć nie możesz. Nikt zresztą. Zygota to nie człowiek , który
                      jest w stanie odczuwać ból i cierpienie. Zarodek nie ma wykształconego układu
                      nerwowego, on się dopiero kształtuje. Będziesz pewnie się kłócił, kiedy układ
                      nerwowy jest wykształcony. Czytałam, że w czterdziestym dniu, choć trudno mi
                      powiedzieć czy to prawda. Pewnie powiesz, że to jest znacznie mniej niż 12
                      tygodni. Zgoda, ale nie można porównywać zygoty do człowieka, który czuje,
                      myśli, ma swoje życie i po prostu nie chce urodzić dziecka...Nie można zmuszać
                      kobiet do rodzenia dzieci wbrew ich woli, bo to pachnie totalitaryzmem.

                      • Gość: trevik Totalitaryzm IP: *.dip.t-dialin.net 30.07.04, 13:37
                        > Nie można zmuszać
                        > kobiet do rodzenia dzieci wbrew ich woli, bo to pachnie totalitaryzmem.

                        A mozna zmuszac ludzi to pomagania innym ludziom, ktorzy pomocy potrzebuja...
                        Totalitaryzm?!?

                        KK art. 162 par. 1
                        "Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim
                        niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela
                        pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na
                        niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega
                        karze pozbawienia wolności do lat 3. "

                        Pomijajac drobny szczegol, ze potencjalnie pomagajacy nie mial zadnego udzialu w
                        polozeniu osoby oczekujacej pomocy a kobieta przy poczeciu dziecka miala na ogol
                        swoj aktywny udzial ("antyaborcja" dziecka bedacego efektem gwaltu, czy w
                        malzenstwie, czy poza nie jest prosta, czy nawet mozliwa do obrony i nie jestem
                        zwolennikiem zaostrzania obowiazujacego prawa w tym zakresie).
Pełna wersja