Gość: barbinator
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
31.08.04, 20:03
Czytałam dzisiaj w Wyborczej o „nowym rewelacyjnym wynalazku emerytalnym”.
Polega to z grubsza na tym, ze delikatnie daje się nam do zrozumienia, ze kto
mądry, ten sam sobie odłoży emeryturę (kto głupi będzie liczył na ZUS ;))
Zainteresowały mnie konkretne wyliczenia. Otóż wyliczono (za ekspertami ING),
że osoba odkładająca przez 30 lat 300 PLN miesięcznie może liczyć na 2085 PLN
dodatkowej emerytury.
A dlaczego ja w ogóle o tym piszę?
Pisze, bo przypomniał mi się pomysł Jacka Żakowskiego, do krwi ostatniej
broniony w co najmniej dwóch wątkach przez co najmniej kilka osób. Przypomnę,
że chodziło w tym pomyśle o to, by 10-20% składki emerytalnej dzieci było
przekazywane rodzicom, co miało rzekomo zachęcić ludzi do „inwestowania”
(brrrr, co za określenie...) w dzieci z nadzieją na przyszłe zyski (brrr
jeszcze raz). Proponuję zostawić na boku emocje i skupić się na konkretach –
jak konkretnie te zyski z inwestycji pod nazwą „dzieci” miałyby wyglądać.
Powiedzmy, że państwo Kowalscy mają trójkę bardzo udanych dzieci – wszystkie
pracują i zarabiają ponad średnią krajową... 3000 PLN brutto dajmy na to.
Część emerytalna składki to chyba 37% zarobków (proszę mnie poprawić jeśli
się mylę). Trójka dzieci państwa K. Oddaje więc ZUS-owi w sumie 3330 PLN. Z
tego rodzice dostają – wybieram hojniejszy, 20% wariant –666 PLN miesięcznie.
Co z kolei daje 333 na ojca/matkę.
Tyle więc możemy zarobić – jeśli wszystko się uda, syn się nie rozpije, córka
nie wyjdzie za Araba a drugi syn nie pójdzie na zasiłek ;))
Policzmy teraz ile należy zainwestować aby osiągnąć zysk 333 PLN miesięcznie.
To najtrudniejsza i najbardziej uznaniowa część wyliczeń. Cóż, moim zdaniem
nie daje się dobrze wychować dziecka (dziecka traktowanego jako „inwestycja
kapitałowa”) za mniej niż ok. 700 PLN miesięcznie. Oczywiście nie ma za tę
sumę mowy o luksusach w rodzaju dobrej, prywatnej szkoły – starczy tylko na
płatne zajęcia dodatkowe plus skromne koszty standardowe. Tak więc państwo K.
muszą wydać miesięcznie na swoją „inwestycję kapitałową” co najmniej 2100 PLN
czyli 1050 PLN na osobę – do ukończenia studiów przez dziecko czyli przez ok.
25 lat.
Pora wrócić do obliczeń emerytalnych ING:
Przypomnę: 300 miesięcznie = 2085 emerytury.
Czyli 1050 miesięcznie = ok.7300 emerytury (ale przez 30 lat: przez 25 będzie
mniej... powiedzmy wyjdzie ok. 6000 PLN)
Tyle dostanie każdy z małżonków Kowalskich jeżeli pozostaną bezdzietni i będą
wpłacali do banku dokładnie tyle, ile musieliby wydać na utrzymanie dzieci.
Natomiast jeśli zdecydują się na dzieci, to W NAJLEPSZYM RAZIE dostaną 333
PLN.
Czy różnica między sumą 6000 a 333 jest wystarczającym wyjaśnieniem dlaczego
pomysł przez sporą częśc forum tak zażarcie broniony jest kompletnie
pozbawiony sensu?
Na koniec: niejako przy okazji wyszło także, że nasi państwo Kowalscy mogą
się w ogóle wypiąć na emeryturę obiecywaną im przez ZUS – tę którą mają im
ponoć fundować „cudze dzieci” i z racji czego są oni ponoć pasożytami (jak to
z wdziękiem nazywa Tytus). Mając 6000 prywatnej emerytury ani ZUS,
ani „pasożytowanie na cudzych dzieciach” nie jest im do niczego
potrzebne... "cudze dzieci" mogą dać się wypchać;)
Pozdr. B.