kot_behemot8
19.09.05, 10:34
Czytając to forum nie sposób nie zadać sobie w końcu tego pytania. Głównym,
a właściwie jedynym argumentem świadczącym ponoć o tym, że dyskryminacja
kobiet nie istnieje ma być to, że pracodawca nie dyskryminuje przecież bez
powodu, lecz dltatego ze kobiety zachodzą w ciążę, chorują im dzieci – i to
statystycznie obniża wartość pracy kobiet i wpływa na ich wynagrodzenie.
Zawsze mnie bawiło to orginalne wyjaśnienie: dyskryminacja nie istnieje,
bo... jest spowodowana określonymi przyczynami. Logicznie jest to bełkot,
czego nikt z wyjaśniających zdaje się nie zauważać – dyskryminacja nie
istnieje, bo... dyskryminacja istnieje (skoro ma powody to istnieje...)
Dlatego właśnie chyba pora zapytać, czy przeciwnicy dyskryminacji uznają
istnieneie samego pojęcia „dyskryminacja” (kogokolwiek, niekoniecznie kobiet).
Przecież jeśli „dyskryminacji nie ma” zawsze wtedy gdy ona „jest, ale ma
powody” (sic!!!), to pojęcie dyskryminacji w ogóle nie może istnieć. Jakieś
powody by dyskryminować (traktować w sposób nierówny) są przecież zawsze.
Okaże się więc, że niegdysiejsze tramwaje tylko dla białych w USA czy nasze
Polskie getto ławkowe dla Żydów wcale nie były dyskryminacją, bo przecież
dyskryminujący mieli swoje powody...
Być może więc przeciwnicy feminizmu faktycznie są zdania, że pojęcie
dyskryminacji w ogóle nie istnieje i że nikt nigdy w całej historii świata
nie był dyskryminowany?
Załózmy, że oni tak własnie myślą (choć moim zdaniem jest to pogląd
absurdalny). Czym w takim razie tłumaczyć to, że sami bardzo chętnie powołują
się na dyskryminację mężczyzn, np. w sądach rodzinnych albo w stosunku do
obowiązku wojskowego? Skoro nie ma dyskryminacji tam gdzie jest powód do
dyskryminacji (jeszcze raz zwracam uwagę na komizm takiego stawiania
sprawy!), to dlaczego mają pretensje de sędzi rodzinnych lub do popierających
pobór tylko dla mężczyzn. Pamiętam też krzyk jaki się podniósł gdy chciano
wprowadzić autobusy tylko dla kobiet (czyli dyskryminujące mężczyzn). Czyż
nie ma powodów do tego typu dyskryminacji? A skoro tak, to gdzież tu
dyskryminacja... (oczywiście według tego specyficznego rodzaju logiki jaki co
rozmówcy prezentują)
Więc jak to w końcu jest: istnieje coś takiego jak dyskryminacja, jakakolwiek
dyskryminacja, czy nie istnieje?