Dodaj do ulubionych

CIEMNA strona EMANCYPACJI

IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.03, 17:53
Truizmem jest stwierdzenie, że "każdy medal ma dwie strony". Nieczęsto mamy
do czynienia w historii z procesami wyłącznie pozytywnymi. Nie inaczej jest .
z tzw "emancypacją kobiet". Feministki zazwyczaj podnoszą pod niebiosa zalety
owej "emancypacji" (mocno ją przy okazji mitologizując), nie mają zaś
wielkiej ochoty rozmawiać o "ciemniej steonie" owego procesu. Czy
tutejsze "feministki" i feministki będą w stanie to zrobić? Założyłem tu
byłem niegdyś wątek pod tytułem "Feminizm - zmierzch Zachodu". Odświerzam ten
temat, uważam bowiem, że nie spotkał się on wtedy z zainteresowaniem, na
jakie zasługuje. Pretekstem jest recenzja książki P. Buchanana "The Death of
the West", powtarzająca w istocie to, co napisałem we wspomniamym wątku, a
której fragmenty przytaczam: "Uważa się od dawna, że utrzymanie przez daną
populację stałej liczebności wymaga średnio 2,1 urodzin na jedną kobietę. W
Europie ów współczynnik wynosi 1,4. Na przykład w Niemczech na jedną kobietę
przypada od 10 lat 1,3 narodzin. Jeśli ten trend się utrzyma ludność Niemiec,
dziś licząca 82 mln, spadnie w ciągu najbliższych 50 lat do 59 mln. Przy tym
1/3 Niemców będzie miała więcej niż 65 lat. Jedynym krajem europejskim ze
współczynnikiem rozrodczości większym niż 2,1 jest mułzumańska Albania. Do
tego nic nie wskazuje, by się w tej dziedzinie miało wiele w Europie zmienić.
W chwili obecnej, jak wynika z komunikatu Josepha Chamiego, dyrektora
Wydziału Ludności i Badań Demograficznych ONZ, 50% wzrostu liczby ludności na
Ziemi zawdzięczamy 6 krajom - Indiom, Chinom, Pakistanowi, Nigerii,
Bangladeszowi i Indonezji.(...). W rezultacie praktycznir cały przytrost
ludności w następnym 50-cioleciu (...) będziemy zawdzięczać półkuli
południowej, mimo, że także tam przyrost naturalny będzie zapewne niższy niż
jest obecnie. Buchanan uważą następujące przyczyny kurczenia się rdzennej
populacji Zachodu za szczególnie oczywiste. Po pierwsze, to co miało być
przyczynkiem do społecznego awansu kobiety, czyli otworzenie przed nią
możliwości pracy i zawodowej kariery, szybko stało się ekonomiczną
koniecznością, następnie zaś postawiło karierę tejże kobiety przed jej
rodziną i dziećmi. Po drugie Buchanan zgadza się z holendrskim demografem,
Dirkiem van de Kaaem, że antykoncepcja, która miała być pomocą w planowaniu
rodziny dla (rzekomego) dobra pierwszych dzieci, stała się środkiem
zabezpieczającym przed posiadaniem dzieci wogóle i w ten sposób okazała się
sposobem na tzw. "bezpieczny seks". Po trzecie, rodziny są coraz częściej
zastępowane przez nietrwałe i luźne związki. Znaleźmy się w czasach, w
których miejsce związków międzyludzkich podstawia się pochwałę użycia oraz
zmysłową przyjemność, to co ludzkie zostaje zastąpione przez to co
nieludzkie. Aborcja jest dziś na Zachodzie normą, pisze słusznie Buchanan, i
takąż ma stać się eutanazja, nota bene bajpewniej już wkrótce jako
ekonomiczna konieczność (ludzie w wieku emerytalnym będą umierające,
hedonistyczne społeczeństwo kosztować zbyt wiele). Buchanan szczegółowo
dokumentuje stan rozkładu społeczeństw Zachodu. By przytoczyć kilka z
dziesiątków liczb: obecnie w USA 1 na 4 dzieci białej matki jest nieślubne (w
roku 1960 było 2% takich dzieci. W Kanadzie były 4% takich urodzin w roku
1960, natomiast w roku 2000 już 31%, w Wielkiej Brytanii było 5%, a jest 38%,
we Francji liczba wzrosła z 6% do 36%). Liczba rozwodów wzrosła o 350% w
stosunku do roku 1962. 1/3 amerykańskich dzieci mieszka z jednym rodzicem.
Buchanan przypomina, że przemiany cywilizacyjne oraz państwowa opiekuńczość
przyniosła prawie moralną zagładę czarnej ludności USA. Wśród tej populacji
69% dzieci, to dzieci pozamałżeńskie, 2/3 dzieci ma tylko jednego rodzica,
28,5% chłopców może oczekiwać znalezienia się w więzieniu, albo cieszyć się
wolnością jedynie dzięki zawieszeniu wyroku, lub pozostawaniu pod opieką
kuratora" (J. Koronacki, Śmierć Zachodu według Buchanana, Arcana nr.49). Co
do owego wpływu rozkładu rodziny na wzrost przestępczości (zdaje się, że
jakiś czas temu molestowano tu Macieja o przykłady badań na ten temat) -
trafiłem na ciekawy materiał:"Pod koniec 2001 roku interdyscyplinarna grupa
francuskich specjalistów - prawników, kryminologów, pedagogów, policjantów -
opublikowała wyniki kilkuletnich badań nad źródłami stałego wzrostu
przestępczości, i to zarówno pod względami liczby przestępstw, jak i coraz
większej ich brutalności. Wniski do jakich doszli autorzy opracowania,
potwierdzają to, co wiadomo było już z wielu wcześniejszych opracowań. Wbrew
twierdzenim lewicy, która od lat zdominowała nauki społeczne i massmedia, do
tego stopnia, że do szerokiej publiczności docierają praktycznie tylko jej
poglądy, przedstawiane jako niepodważalne fakty, to nie społeczeństwo
(oczywiście "kapitalistyczne") ponosi "odpowiedzialność" za ten wzrost
przestępczości. Podstawowe przyczyny są zupełnie inne, chociaż niepoprawne
politycznie: braki w wychowaniu dzieci i młodzieży spowodowane abdykacją i
dezintegracją zarówno rodziny, jak szkoły, permisywność; brak skutecznego
przeciwdziałania i ścigania, zbyt niskie kary, oraz paraliż organów mających
stać na straży bezpieczeństwa obywateli" (A. Arciuch, Spirala przestępczości,
Nowe Państwo 5/335). Cd - w 2 części.
Ponawiam pytanie: czy tutejsze sympatyczki (płci obojga) feminizmu będą w
stanie rozmawiać o CIEMNEJ stronie emancypacji? Czy wogóle taką dostrzegają?
Obserwuj wątek
    • Gość: breskva Re: CIEMNA strona EMANCYPACJI IP: 195.117.242.* 06.07.03, 20:38
      www.realchange.org/buchanan.htmPozdrawiam
      • Gość: breskva CIEMNA strona ANTYFEMINIZMU IP: 195.117.242.* 06.07.03, 20:39
        www.realchange.org/buchanan.htm
        • Gość: tad Re: CIEMNA strona ANTYFEMINIZMU IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.03, 20:45
          Gość portalu: breskva napisał(a):

          > www.realchange.org/buchanan.htm

          Tekstu nie czytałem, przejrzałem tylko nagłówki. Jak się wydaje, z tekstu
          wynika, że Buchanan jest gorszy niż Belial i Hitler razem wzięci. Nie o
          Buchanana tu jednak chodzi Breskvo. Chodzi o to, czy to co napisał jest czy nie
          jest prawdą. Czy dane, które podaje są czy nie są wyssane z palca. itd.
          • Gość: breskva Re: CIEMNA strona ANTYFEMINIZMU IP: 195.117.242.* 06.07.03, 21:35
            Moze jednak przeczytaj... tekst jest calkiem obiektywny, sklada sie gl. z
            cytatow z Pata... Nie brak tez listy jego dobrych cech :-) Chyba nalezy uwazac
            na jakie autorytety sie powolujemy...
            Co do ciemnych stron to na pewno ich nie brakuje, ale wybacz jakos nie chce mi
            sie na nich skupiac bo jednak jasniejsze dominuja (chociazby takie jak
            dzialalnosc feministek opisana przez ostatnie WO.
            www2.gazeta.pl/obcasy/1,25364,1550947.html
            i bardziej potrzebne wydaje mi sie ich podkreslanie--negatywnych stereotypow
            feminizmu w Polsce jest naprawde nadmiar.
            • Gość: tad Re: CIEMNA strona ANTYFEMINIZMU IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.03, 22:59
              Gość portalu: breskva napisał(a):

              > Moze jednak przeczytaj... tekst jest calkiem obiektywny, sklada sie gl. z
              > cytatow z Pata... Nie brak tez listy jego dobrych cech :-) Chyba nalezy
              >uwazac na jakie autorytety sie powolujemy...

              Powtarzam - NIE o Buchananie tu rozmawiamy. Nie wiem, czy tekst jest czy nie
              jest obiektywny. Przeczytam go.





              > Co do ciemnych stron to na pewno ich nie brakuje, ale wybacz jakos nie chce
              >mi sie na nich skupiac bo jednak jasniejsze dominuja (chociazby takie jak
              > dzialalnosc feministek opisana przez ostatnie WO.


              Ale ten wątek jest o CIEMNYCH stronach emancypacji. Potrafisz coś o nich
              napisać?


      • Gość: tad Re: CIEMNA strona EMANCYPACJI IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.03, 20:41
        Gość portalu: breskva napisał(a):

        > www.realchange.org/buchanan.htmPozdrawiam

        Ten adres "nie wchodzi"
        • Gość: KR$ Re: CIEMNA strona EMANCYPACJI IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 07.07.03, 12:04
          Gość portalu: tad napisał(a):

          > Gość portalu: breskva napisał(a):
          >
          > > www.realchange.org/buchanan.htmPozdrawiam
          >
          > Ten adres "nie wchodzi"


          Nie rznij glupa bo kompromitujesz mezczyzn - wytnij Pozdrawiam z tego adresu...
    • Gość: doku Ludzi jest za dużo, mniejszy przyrost naturalny to IP: *.chello.pl 06.07.03, 22:24
      zjawisko obecne na całym świecie - to powód do optymizmu. Oczywiście najlepiej
      ma Europa, bo rysuje się u nas szansa na znaczący spadek gęstości zaludnienia -
      to by było piękne osiągnięcie cywilizacyjne.

      Ludzkość mnożąca się jak króliki, nienawidzące się stłoczone ludy, wojny i
      choroby zakaźne, to marzenia różnych religijnych mizantropów. Ale my, światli
      liberałowie i feministki, nie chcemy takiego świata. Cieszymy się przestrzenią
      i przyrodą. Jeśli to zasługa emancypacji, to chyba moja sympatia dla feministek
      jeszcze wzrośnie.
      • Gość: ted Re: Ludzi jest za dużo, mniejszy przyrost natural IP: *.035-48-73746f21.cust.bredbandsbolaget.se 07.07.03, 10:57
        Gość portalu: doku napisał(a):

        > zjawisko obecne na całym świecie - to powód do optymizmu. Oczywiście
        najlepiej
        > ma Europa, bo rysuje się u nas szansa na znaczący spadek gęstości
        zaludnienia -
        >
        > to by było piękne osiągnięcie cywilizacyjne.
        >
        > Ludzkość mnożąca się jak króliki, nienawidzące się stłoczone ludy, wojny i
        > choroby zakaźne, to marzenia różnych religijnych mizantropów. Ale my, światli
        > liberałowie i feministki, nie chcemy takiego świata. Cieszymy się
        przestrzenią
        > i przyrodą. Jeśli to zasługa emancypacji, to chyba moja sympatia dla
        feministek
        >
        > jeszcze wzrośnie.

        Wszystko to pieknie ladnie, tylko ze owe nadal rozmnazajace sie czesci swiata
        (cala Afryka plus Azja na zachod od Birmy - srednio 5-7 dzieci na fertylna
        kobiete) zaleja nasza wyludniona Europe. A beda to prawie wylacznie muzulmanie,
        z religia i ideologia, ktora jest lata swietlne od tych resztek dobrotliwego
        europejskiego patriarchatu, a jezeli chodzi o feminizm - to jest przeciez inna
        galaktyka. Nie wiem jak bedzie z przestrzenia i przyroda, ale feministki beda
        musialy zejsc pod ziemie. Gleboko. I to w czadorze.
        • Gość: KR$ Re: Ludzi jest za dużo, mniejszy przyrost natural IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 07.07.03, 12:14
          Tutaj dobrze prawisz - najsmutniejsze jest to, ze jesli do tego dojdzie to my
          bedziemy musieli tych feministek bronic i byc moze za nie umrzec - a one
          przezyja, czesc z nich zginie ale wiekszosc zostanie tylko zgwalcona i
          sprowadzona do roli przypisanej kobiecie od zarania dziejow.

          Mam nadzieje ze nie mam racji.
          • Gość: doku Panikujecie jak cioty w kinie gdy krzyknąć "pali s IP: *.chello.pl 07.07.03, 13:08
            Żadna hołota nam Europy nie zaleje. Wpuszczamy ich tu tylu, ilu potrzebujemy do
            roboty, której nasi bezrobotni nie chcą. Oczywiście coś za coś - są pewne
            problemy, ale one nie mają nic wspólnego z żadną groźba inwazji, czy co tam w
            waszych przerażonych duszyczkach się uroiło.

            NATO jest zdolne dokonać inwazji wszędzie, gdzie nam się spodoba. I ten dystans
            między nami a tamtymi masami, które mnożą się jak króliki będzie się stale
            pogłębiał, dopóki oni będą nadal tak się mnożyć. Każdy myślący człowiek
            rozumie, dlaczego takie głodne tłumy, umierające z epidemii, nie mogą osiągnąć
            żadnego postępu technicznego, ale skazują się same na nędzną wegetację na
            pograniczu życia i śmierci. Tylko kraje, które ograniczą przyrost naturalny,
            mają szansę na znaczący postęp techniczny, który mógłby nam potencjalnie
            zagrozić.
            • Gość: ted Re: Panikujecie jak cioty w kinie gdy krzyknąć 'p IP: *.035-48-73746f21.cust.bredbandsbolaget.se 08.07.03, 21:13
              Gość portalu: doku napisał(a):

              > Żadna hołota nam Europy nie zaleje. Wpuszczamy ich tu tylu, ilu potrzebujemy
              do
              >
              > roboty, której nasi bezrobotni nie chcą. Oczywiście coś za coś - są pewne
              > problemy, ale one nie mają nic wspólnego z żadną groźba inwazji, czy co tam w
              > waszych przerażonych duszyczkach się uroiło.
              >
              > NATO jest zdolne dokonać inwazji wszędzie, gdzie nam się spodoba. I ten
              dystans
              >
              > między nami a tamtymi masami, które mnożą się jak króliki będzie się stale
              > pogłębiał, dopóki oni będą nadal tak się mnożyć. Każdy myślący człowiek
              > rozumie, dlaczego takie głodne tłumy, umierające z epidemii, nie mogą
              osiągnąć
              > żadnego postępu technicznego, ale skazują się same na nędzną wegetację na
              > pograniczu życia i śmierci. Tylko kraje, które ograniczą przyrost naturalny,
              > mają szansę na znaczący postęp techniczny, który mógłby nam potencjalnie
              > zagrozić.


              Doku! Miejzesz zmilowanie! Toz to jakies kazania w Swiatyni Politycznej
              Poprawnosci prawisz! Nie powiem na jaki odruch mi sie zrywa... (I nie jest to
              ziewanie) Mam nadzieje - for Your sake, nor for mine - ze to powyzej to byl
              zart, ironia, dowcip albo napisane w upojeniu C2H5OH.


              • Gość: Zły Wilk nie łudź się Ted... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.03, 22:54
                Gość portalu: ted napisał(a):

                > Doku! Miejzesz zmilowanie! Toz to jakies kazania w Swiatyni Politycznej
                > Poprawnosci prawisz! Nie powiem na jaki odruch mi sie zrywa... (I nie jest to
                > ziewanie) Mam nadzieje - for Your sake, nor for mine - ze to powyzej to byl
                > zart, ironia, dowcip albo napisane w upojeniu C2H5OH.

                Doku nie umie zartować. Ja też kiedyś łudziłem się, że ma takie specyficzne
                poczucie humoru, ale, niestety, to chyba nieprawda. On to wszystko, co pisze,
                traktuje serio. Nieprawdopodobne, ale chyba prawdziwe...
                Pozdrawiam -
            • Gość: Sebastian Re: Panikujecie jak cioty w kinie gdy krzyknąć 'p IP: 212.14.61.* 09.07.03, 15:37
              W starozytnym Rzymie tez pewnie wszyscy mysleli, ze ich legiony sa
              niezwyciezone.
    • Gość: breskva Re: CIEMNA strona EMANCYPACJI IP: 195.117.242.* 07.07.03, 12:57
      Mi sie wydaje ze nie o emancypacje tu chodzi ale o ogolny trend do ktorego
      przyczynia sie spoleczenstwo konsumpcyjne, promujace rzeczy latwe i szybko
      strawne. Stad brak glebokich zwiazkow na dlugie lata, odwrot od posiadania
      dzieci, odwrot od wyzszej kultury itp. Smieszy mnie troche przyklad
      antykoncepcji przypisywanej do feminizmu--nie tak dawno forumowi anty pisali ze
      sowbode seksualna kobiety zawdzieczaja nie feminizmowi (bo on przeciez nic
      kobietom nie dal :-) ale wynalazcy pigulki.
      Wydaje mi sie tez ze problemem jest nieumiejetnosc mezczyzn do przystosowania
      sie do zwiazkow partnerskich z kobietami (i kobiet tez, ale w mniejszym stopniu)
      Mam nadzieje ze to przejsciowy kryzys.
      Emancypacja moim zdaniem daje szanse na gleboka refleksje nad kobiecoscia i
      meskoscia, na szukanie swoich wlasnych definicji, na WOLNOSC. Mi osobiscie
      feminizm pomogl w polepszeniu relacji z Ukochanym, widze ze wazne jest
      dopelnianie sie w zwiazku a nie rywalizacja,oraz ze moge widziec nas oboje
      jako wazne podmioty. no i przyczynimy sie tez wkrotce do podniesienia wskaznika
      demograficznego :-)
      • zly_wilk antyfeminizm w feministce...? 07.07.03, 15:26
        Gość portalu: breskva napisał(a):


        > Wydaje mi sie tez ze problemem jest nieumiejetnosc mezczyzn do przystosowania
        > sie do zwiazkow partnerskich z kobietami (i kobiet tez, ale w mniejszym
        > stopniu )

        A gdzie Ty byłaś, jak taka kobieta prosiła tutaj o radę ( w wątku "Niezaradny
        mężczyzna")? Dlaczego jeszcze nie wytłumaczyłaś jej, że on ma prawo być
        niezaradny, jeśli taki jest jego wybór?

        > Emancypacja moim zdaniem daje szanse na gleboka refleksje nad kobiecoscia i
        > meskoscia, na szukanie swoich wlasnych definicji, na WOLNOSC.

        I to jest właśnie kłopot. W patriarchacie celem związku między kobietą i
        mężczyzną było posiadanie i wychowanie dzieci. Teraz każdy definiuje swoje cele
        sam, jak mu wygodniej, związek może być wolny i/lub jednopłciowy. W wielu
        wypadkach celem związku ma być doraźna przyjemność - i takie m.in. są tego
        skutki.


        > Mi osobiscie
        > feminizm pomogl w polepszeniu relacji z Ukochanym, widze ze wazne jest
        > dopelnianie sie w zwiazku a nie rywalizacja,oraz ze moge widziec nas oboje
        > jako wazne podmioty. no i przyczynimy sie tez wkrotce do podniesienia
        > wskaznika
        > demograficznego :-)

        To kolejne nieporozumienie. "Dopełnianie zamiast rywalizacji" to pomysł
        patriarchalny. Feminizm natomiast postuluje brak specjalizacji i wymienność ról
        (zapytaj np. Suzume albo Soso). Fakt, że wkrótce urodzisz dziecko, to także
        przejaw patriarchalnej, "fałszywej świadomości", dałaś się bowiem potraktować
        jak samica rozpłodowa, zapominając, że "instynkt macierzyński jest wymysłem
        patriarchatu" (zapytaj Zulę), zaś tak naprawdę istnieje tylko "instynkt
        samorealizacji" (zapytaj Suzume). ;-)

        Pozdrawiam -
        • Gość: lolyta Re: antyfeminizm w feministce...? IP: *.mia.bellsouth.net 07.07.03, 21:45
          zly_wilk napisał:

          Teraz każdy definiuje swoje cele
          >
          > sam, jak mu wygodniej, związek może być wolny i/lub jednopłciowy. W wielu
          > wypadkach celem związku ma być doraźna przyjemność - i takie m.in. są tego
          > skutki.

          Wilku Zly, jezeli KAZDY sobie teraz sam definiuje cele zwiazku, to chyba trudno
          obwiniac o to emancypacje kobiet li i jedynie? No bo jesli KAZDY, to znaczy
          mezczyzni rowniez, wlacznie z takimi zyjacymi w zwiazkach jednoplciowych (bez
          udzialu dam).
        • Gość: zula Maciej, jak ty piszesz do przyszłej matki!? IP: *.crowley.pl 08.07.03, 08:54
          nie wstyd ci? powinieneś, w obliczu tematów podjętych w niniejszym wątku,
          napisać piesń pochwalną na cześć breskvy i maleństwa. a ty co? "patriarchat ci
          wmówił..." toż to całkowity brak wartości, negatywizm moralny, bewstydne
          zaprzeczanie samemu sobie...teraz widzimy - normalny mężczyzna (w odróżnieniu
          od zapalczywego antyfeministy) pogratulowałby breskvie, a nie pastwił się nad
          każdym słóweczkiem jak krowa na pastwisku nad źdźbłami trawy.

          ps. nie polecaj mnie w sprawach instynktu macierzyńskiego, poleć kogoś, kto ma
          dzieci.
    • suzume Re: CIEMNA strona EMANCYPACJI 07.07.03, 13:43
      no właśnie.
      bo gdyby nie ta emancypacja, to by się babę wzięło za twarz i przymusiło. a tu
      się takiej jednej z drugą kontroli urodzin zachciewa. i jeszcze - to już szczyt
      bezczelności - wbrew
      _dowiedzionym_i_jedynie_słusznym_poglądom_normalnych_mężczyzn_(i_kobiet)_ na
      instynkt macierzyński, wcale nie chcą mieć w domu przedszkola - jedno lub dwoje
      dzieci im do zaspokojenia tego instynktu wystarcza...
      tak mi się jakoś głupio skojarzyło, ale podejdźmy do problemu wolnorynkowo -
      chcecie więcej dzieci, to coś tym kobietom zaproponujcie, zamiast krzyczeć, że
      same są winne swoim niższym zarobkom, bo zachodzą w ciążę...

      ps1: a ile dzieci masz Ty, tadzie. ile dzieci mają nasi etatowi antyfeminiści
      szczęśliwie ożenieni z _normalnymi_ kobietami?

      ps2: jeśli mało- lub bezdzietność jest oznaką feminizmu, to nie chcę Was
      martwić, chłopaki, ale w Polsce nie jest dobrze... ;-)
      • jasmina22 Re: CIEMNA strona EMANCYPACJI 07.07.03, 15:23

        A pamiętacie kto napisał ....


        "
        Otóż, mitem jest twierdzenie, że sufrażystki "wywalczyły" dla kobiet prawo
        wyborcze, wbrew całemu światu, że gdyby nie one, to "kobiety nigdy by go nie
        dostały" itd.


        W istocie przyznanie praw wyborczych było skutkiem
        rozprzestrzeniania się ideii "równości". Kobiety dostałyby prawa wyborcze,
        nawet gdyby sufrażystki tego się nie domagały


        (Ruch sufrażystek był żałośnie nieliczny i

        trudno wyobrazić
        sobie, by stanowił wystarczającą siłę nacisku na "system", gdyby ktoś
        naprawdę poważnie chciał bronić status quo, tym bardziej, że ruch ten nie
        był traktowany zbyt poważnie




        Pamietacie kto to napisał?

        "Nie nalezy zupełnie odmawiać
        sufrażystkom wpływu, ale faktem jest, że były raczej skutkiem niż przyczyną.



        Ich ruch, był to po prostu epifenomen procesu zmian społecznych, kulturowych,
        ekonomicznych i politycznych.

        Posługując się schematem
        Huningtona da się opisać "I falę feminizmu" jako epifenomen "I fali
        demokratyzacji" - skoro termin "lud" zaczęto rozumieć inkluzywnie -
        "równouprawnienie" kobiet stało się praktycznie nieuniknione, zgodnie z
        logiką systemu." (koniec cytatu)




        a zatem : posługując się schematem Huningtona ( czy raczej Tadowskim tokiem
        myślenia )da się opisac równiez "ciemną strone emancypacji" jako epifenomen
        kolejnej fali demokratyzacji.

        pozdrawiam
        • jasmina22 Re: CIEMNA strona EMANCYPACJI 07.07.03, 15:26
          sorry za bałagan w poprzednim wpisie .To chyba ta ciemna strona feminizmu .
        • Gość: tad do Jasminy/spirala przestępczości IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.03, 16:25
          jasmina22 napisała:
          > A pamiętacie kto napisał ....
          "
          > Otóż, mitem jest twierdzenie, że sufrażystki "wywalczyły" dla kobiet prawo
          > wyborcze, wbrew całemu światu, że gdyby nie one, to "kobiety nigdy by go nie
          > dostały" itd.(..........)


          Jasmino - zdajesz się sugerować, że popadłem w jakąś sprzeczność. Nie wiem
          jednak na czym miałaby ona polegać Zwracam uwagę, że w tym wątku nie użyłem
          bodajże WCALE słowa "feminizm" (ta uwaga jest też do Suzume). Nie chodzi w nim
          też (przynajmniej dotąd) o to czego wynikiem jest "emancypacja", ani jak się
          da, czy nie da ją opisać (choć oczywiście jesli masz na to jakieś pomysły
          chętnie je poznam). O tym wszystkim mówiliśmy w innych wątkach, z których
          cytaty przedstawiłaś. Nigdzie nie twierdziłem, że emancypacja jest w głównym
          stopniu wynikiem działania feministek, ani, że nie da się jej opisać jako
          epifenomenu kolejnej fali demokratyzacji (a to zdajesz się sugerować). Zdarzyło
          mi się nadać pewnemu wątkowi tytuł "Feminizm - Zmierzch Zachodu", co nie było
          właściwie niczym więcej jak aluzją do słynej w swoim czasie książki Spenglera,
          i od tej pory tutejsze "feministki" twierdzą z uporem godnym lepsze sprawy, że
          napisałem iż uważam, że feminizm to główna przyczyna owego "zmierzchu", choć we
          wspomnianym wątku dokładniej rzecz wyjaśniłem. Mniejsza z tym. W tym wątku
          chodzi bowiem nie o te sprawy, ale o NEGATYWNE SKUTKI emancypacji jakiekolwiek
          były jej przyczyny i mechanizmy i niezależnie od tego jak się da czy nie da ją
          opisać. Postawiłem pytanie: czy tutejsze "feministki" są w stanie porozmawiać
          na ten temat, i - jak dotąd - wygląda na to, że idzie im to bardzo trudno.
          Dlasza część to obiecany materiał o raporcie mówiącym o czynnikach
          sprzyjających wzrostowi przestępczości:
          "Autorzy raportu "Przyczyny spirali przestępczości" stwierdzają, że istnieje
          ścisły związek między przestępczością a sytuacją rodzinną. Wydawałoby się, że
          nie jest to nic odkrywczego, gdyż i zwolennicy uzasadniania i tłumaczenia
          zachowań przestępczych czy naruszających ład społeczny z reguły powołują się na
          argumenty socjalne, w tym trudne warunki rodzinne (ubóstwo, bezrobocie,
          wielodzietność itd). Zasługą autorów jest jednak zwrócenie uwagi na istotny
          fakt przemilczany lub nie dostrzegany przez politycznie poprawnych naukowców.
          Otóż, status materialny rodziny nie ma większego wpływu na przestępczość.
          Znacznie bardziej liczy się jej spójność i ład. Dzieci z rodzin ubogich, ale
          pełnych i zyjących w harmonii, niczym się nie wyróżniają na niekorzyść w
          statystykach zarówno niewłaściwych zachowań jak wykroczeń czy przestępstw. Co
          więcej, w rodzinach nawet biednych, ale wielodzietnych, z reguły te statystyki
          są znacznie niższe od średniej, gdyż wówczas dzieci wzajemnie się wychowują i
          dbają o siebie. Za to dzieci żyjące z samotną lub rozwiedzioną matką aż
          trzykrotnie częściej niż w normalnych rodzinach przejawiają zabużenia
          osobowości i brak dyscypliny w szkole, co potem logicznie także częściej
          prowadzi je na drogę występków i przestępczości. Z najnowszej ankiety
          (przeprowadzonej w USA - tad) wynika, że ponad połowa wszystkich osadzonych w
          amerykańskich więzieniach i aż 2/3 recydywistów odsiadujących wyrok za
          przestępstwa dokonane z uzyciem siły pochodzi z innych środowisk niż rodzina
          tradycyjna (w tym ok. 24% to dzieci samotnych lub rozwiedzionych matek, a 27%
          dzieci adopotowane lub wychowankowie przeróznych istytucji (...) podczas, gdy w
          skali kraju liczby te wynoszą odpowiednio 13 i 7%). Ponad połowa skazanych za
          najcięższe przestępstwa stwierdziła, że w okresie ich dzieciństwa jedno z ich
          rodziców lub oboje przebywali co najmniej raz w więzieniu. Tak więc rozkład
          rodziny jest jedną z podstawowych przyczyn przestępczości".


          • Gość: EWOK Re: do Jasminy/spirala przestępczości IP: 213.241.18.* 07.07.03, 17:32
            Gość portalu: tad napisał(a):



            > "Autorzy raportu "Przyczyny spirali przestępczości" stwierdzają, że istnieje
            > ścisły związek między przestępczością a sytuacją rodzinną. Wydawałoby się, że
            > nie jest to nic odkrywczego, gdyż i zwolennicy uzasadniania i tłumaczenia
            > zachowań przestępczych czy naruszających ład społeczny z reguły powołują się
            na
            >
            > argumenty socjalne, w tym trudne warunki rodzinne (ubóstwo, bezrobocie,
            > wielodzietność itd). Zasługą autorów jest jednak zwrócenie uwagi na istotny
            > fakt przemilczany lub nie dostrzegany przez politycznie poprawnych naukowców.
            > Otóż, status materialny rodziny nie ma większego wpływu na przestępczość.
            > Znacznie bardziej liczy się jej spójność i ład. Dzieci z rodzin ubogich, ale
            > pełnych i zyjących w harmonii, niczym się nie wyróżniają na niekorzyść w
            > statystykach zarówno niewłaściwych zachowań jak wykroczeń czy przestępstw. Co
            > więcej, w rodzinach nawet biednych, ale wielodzietnych, z reguły te
            statystyki
            > są znacznie niższe od średniej, gdyż wówczas dzieci wzajemnie się wychowują
            i
            > dbają o siebie.

            To właśnie zawsze mi się podobało w rodzinach wielodzietnych - beztroskie
            zwalanie na głowę posiadanym już dzieciom młodszego rodzeństwa. Po co dzieciaki
            mają się bawić z kolegami skoro mogą przecież wychowywać braciszka albo
            siostrzyczkę.


            Za to dzieci żyjące z samotną lub rozwiedzioną matką aż
            > trzykrotnie częściej niż w normalnych rodzinach przejawiają zabużenia
            > osobowości i brak dyscypliny w szkole, co potem logicznie także częściej
            > prowadzi je na drogę występków i przestępczości.

            Mówimy o dyscyplinie w szkole amerykańskiej? W tej, w której można palić,
            trzymać nogi na stole i mówić do nauczyciela po imieniu ? Litości! Najpierw
            ktoś dostaje hopla na punkcie "szkoły przyjaznej dzieciom" i bezstresowego
            wychowania, a potem jak już widać, że sytuacja wymyka się spod kontroli,
            zaczyna zwalać winę na rodziców. Rozumiem, że do strzelaniny w szkole potrzebne
            jest wyłącznie posiadanie rozwiedzionych rodziców? Ciekawe tylko, że np. w
            krajach europejskich takie incydenty nie mają miejsca. Czyżby to kwestia innej
            edukacji? Mniej przemocy w telewizorze? Ograniczonego dostępu do broni palnej?
            Nieeee, niemożliwe, przecież autorzy raportu wyraźnie stwierdzają, że wyłączną
            winę ponoszą samotne matki.


            Z najnowszej ankiety
            > (przeprowadzonej w USA - tad) wynika, że ponad połowa wszystkich osadzonych w
            > amerykańskich więzieniach i aż 2/3 recydywistów odsiadujących wyrok za
            > przestępstwa dokonane z uzyciem siły pochodzi z innych środowisk niż rodzina
            > tradycyjna (w tym ok. 24% to dzieci samotnych lub rozwiedzionych matek, a 27%
            > dzieci adopotowane lub wychowankowie przeróznych istytucji (...) podczas, gdy
            w
            >
            > skali kraju liczby te wynoszą odpowiednio 13 i 7%). Ponad połowa skazanych za
            > najcięższe przestępstwa stwierdziła, że w okresie ich dzieciństwa jedno z ich
            > rodziców lub oboje przebywali co najmniej raz w więzieniu. Tak więc rozkład
            > rodziny jest jedną z podstawowych przyczyn przestępczości".

            Ja bym raczej wysnuła wniosek o kiepskim systemie resocjalizacji i
            reedukacji.Interesuje mnie także zależność przyczynowo skutkowa jaka wedle
            autorów zachodzi pomiędzy rozpadem rodziny a przebywaniem w więzieniu. Proszę
            mi przypomnieć, od kiedy rozwód implikuje karę więzienia... Po tym tekście
            można domniemywać, że jeśli kochający się rodzice w idealnej zgodzie, gruchając
            niczym zakochane gołąbki, zajmowali się przemycaniem narkotyków, a potem, nadal
            trzymając się za rączki,przyłapani na gorącym uczynku, powędrowali za kratki to
            ich dziecko nie ma prawa wstąpić na drogę przestępstwa.
            >
            >
            • Gość: miłka EWOK podziwiam twój heroizm. nt IP: *.chello.pl 08.07.03, 11:25
          • jasmina22 Re: do Jasminy/spirala przestępczości 07.07.03, 17:42
            Gość portalu: tad napisał(a):

            > W tym wątku
            > chodzi bowiem nie o te sprawy, ale o NEGATYWNE SKUTKI emancypacji
            jakiekolwiek
            >
            > były jej przyczyny i mechanizmy i niezależnie od tego jak się da czy nie da

            > opisać. Postawiłem pytanie: czy tutejsze "feministki" są w stanie porozmawiać
            > na ten temat, i - jak dotąd - wygląda na to, że idzie im to bardzo trudno.


            sorry jesli nie odczytałam intencji , ale wydawało mi się naturalne ,że
            dyskusja potoczy sie w kierunku wiadomym , i raczej ku temu zmierzały wpisu
            meskiej częsci forumowiczów .


            czy nie sądzisz ,ze jeszcze bliższą korelacje odnajdziemy badając związek
            między przestępczością a wykształceniem lub raczej jej brakiem . Nie posiłkuje
            sie zadnymi statystykami , jest to jedynie wynik tzw obserwacji
            otoczenia .



            • jasmina22 Re: do Jasminy/spirala przestępczości 07.07.03, 18:32


              Nie negując wpływu rodziny na kształtowanie sie przyszłych postaw ,
              zastanawiam się jednak w jakim naprawde stopniu ma to miejsce .

              Pamiętam dosc zaskakujące wyniki badań na grupie uczniów szkół Polskich ,z
              których wynikało ze 70% zdobywanej wiedzy ma miejsce poza szkolą .

              Jesli to własnie rodzina miałaby byc tym decydującym czynnikiem , to jak
              zrozumiec przez wszystkich odczuwalny gwałtowny wzrost przestepczości po 1989 w
              krajach postkomunistycznych ? Czyżbyśmy zaobserwowali porównywalny kilkakrotny
              wzrost liczby rozwodów ? Nie sadzę . Myśle ,że istnieje wiele ważnych czynników
              odpowiedzialnych za taki a nie inny obraz poszanowania prawa w danym
              społeczenstwie .


              Przecież na listach najmniej skorumpowanych krajów przoduja właśnie te gdzie
              proces emancypacji jakkolwiek by go rozumiec jest znacznie bardziej
              zaawansowany - Dania , i inne kraje skandynawskie .



    • jackie.brown Przestepczosc wynika z biedy 07.07.03, 19:22
      duzo dzieci=bieda=przestepczosc=wielkie miasta ameryki poludniowej.
      • Gość: KR$ Re: Przestepczosc wynika z biedy IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 07.07.03, 22:21
        Nie zebym byl zwolennikiem wielodzietnosci ale twoje rozumowanie ma pewne
        bledy. Przez kontrast moznaby chyba powiedziec (no tak prawie):

        malo dzieci=brak ludzi=brak przestepczosci=pustynia


        ?
    • Gość: zula Tad, nie ściemniaj IP: *.crowley.pl 08.07.03, 08:59
      Przyłączam się do zapytania Su:

      ile masz dzieci? co zrobiłes dla ojczyznyw kwestii prokreacji?

      to samo do Virginii_Złego_Woolfa
      • Gość: tad o ściemnianiu IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.03, 10:38
        Zula wzywa mnie bym nie ściemniał, a ja pytam: kto tu ściemnia? Zapytałem, czy
        dostrzegacie jakieś ciemne strony emancypacji, a w odpowiedzi dowiedziałem się,
        że pan Buchanan jest łajdakiem, że ciemną stronę ma antyfeminizm (gdyby była tu
        Barbinator dowiedziałbym się niechybnie, że ciemną stronę ma też i KK), że są
        tacy, którzy chcieliby wziąźć kobiety za twarz, mogłem przeczytać długi zestaw
        cytatów z moich postów, które - jak zgaduję -miały czegoś dowieść w kontekście
        mojego pyania o ciemne strony emancypacji, ale - jako żywo - nie wiem właściwie
        czego, Breskvę setnie ubawiło powiązanie feminizmu z antykoncepcją, choć - nie
        mogę sobie przypomnieć, by ktokolwiek takie powiązania tu opisywał (wogóle po
        raz pierwszy słowa "feminizm" użyłem w tym wątku, po to, by poinformować, że w
        w wątku tym wcale nie używałem słowa "feminizm"). Wreszcie zapytano mnie ile
        mam dzieci, a na koniec zarzucono "ściemnianie". Cóż ....
        Ktoś mógłby powiedzieć, że dane które przytoczłem nie mają związku z
        emancypacją, to jednak nie uniemozliwia rozmowy o jej ciemnych stronach. Można
        wszak powiedzieć: "to co napisałeś nie wiąże się z emancypacją. Moim zdaniem
        jej ciemne strony (o ile ktoś mówiący te słowa je dostrzega) to: ............"
        • Gość: miłka Żadna emancypacja nie ma ciemnych stron. IP: *.chello.pl 08.07.03, 11:31
          Wijesz sie jak piskorz. Moze cos w tym jest? Czy może pytanie o ilość
          posiadanych dzieci jest zbyt intymne?
          • Gość: tad-piskorz Re: Żadna emancypacja nie ma ciemnych stron .... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.03, 14:52
            ....napisała Miłka. Breskva twierdzi tymczasem, że emancypacja kobiet ma owych
            ciemnych stron całkiem sporo, ale pisać o nich się jej nie chce. Coś wreszcie
            zaczyan się dziać.
            • Gość: breskva Re: Żadna emancypacja nie ma ciemnych stron .... IP: 195.117.242.* 08.07.03, 15:00
              oj tam czepiasz sie. Kazda zmiana niesie z soba roznorakie efekty, nie zawsze
              pozytywne. Np. zapewne po zniesieniu niewolnictwa w USA wzrosla cena bawelny.
        • jasmina22 Re: o ściemnianiu 08.07.03, 13:20
          Gość portalu: tad napisał(a):

          > Zula wzywa mnie bym nie ściemniał, a ja pytam: kto tu ściemnia? Zapytałem,
          czy
          > dostrzegacie jakieś ciemne strony emancypacji, a w odpowiedzi dowiedziałem
          się,
          >
          > że pan Buchanan jest łajdakiem, że ciemną stronę ma antyfeminizm (gdyby była
          tu
          >
          > Barbinator dowiedziałbym się niechybnie, że ciemną stronę ma też i KK), że są
          > tacy, którzy chcieliby wziąźć kobiety za twarz, mogłem przeczytać długi
          zestaw
          > cytatów z moich postów, które - jak zgaduję -miały czegoś dowieść w
          kontekście
          >
          > mojego pyania o ciemne strony emancypacji, ale - jako żywo - nie wiem
          właściwie
          >
          > czego, Breskvę setnie ubawiło powiązanie feminizmu z antykoncepcją, choć -
          nie
          > mogę sobie przypomnieć, by ktokolwiek takie powiązania tu opisywał (wogóle po
          > raz pierwszy słowa "feminizm" użyłem w tym wątku, po to, by poinformować, że
          w
          > w wątku tym wcale nie używałem słowa "feminizm"). Wreszcie zapytano mnie ile
          > mam dzieci, a na koniec zarzucono "ściemnianie". Cóż ....
          > Ktoś mógłby powiedzieć, że dane które przytoczłem nie mają związku z
          > emancypacją, to jednak nie uniemozliwia rozmowy o jej ciemnych stronach.
          Można
          > wszak powiedzieć: "to co napisałeś nie wiąże się z emancypacją. Moim zdaniem
          > jej ciemne strony (o ile ktoś mówiący te słowa je dostrzega) to: ............"




          Emancypacja, (emancipatio), uwolnienie się od zależności, ucisku, przesądów
          itp., równouprawnienie,

          1) w starożytnym Rzymie uwolnienie syna spod władzy ojca.

          2) emancypacja kobiet - zrównanie kobiet z mężczyznami w prawach społecznych i
          politycznych.

          3) emancypacja nauki, szkolnictwa i wychowania - pojęcie wprowadzone przez H.
          Kołłątaja.

          Celem emancypacji było ograniczenie teologii, usunięcie scholastyki i
          astrologii na Uniwersytecie Krakowskim, wprowadzenie do studiów nauk
          przyrodniczych i filozofii oraz upowszechnienie nauki, oświaty i wychowania
          publicznego. Emancypacja nauki, szkolnictwa i wychowania stała się głównym
          zadaniem Komisji Edukacji Narodowej.


          To może sprecyzuj , o czym chcesz dyskutowac ?



          • Gość: zula Brawo dla tej rzeczowej pani:-)! (n/t) IP: diak:* / 10.2.12.* 08.07.03, 13:31
          • b.u.zz Re: o ściemnianiu 08.07.03, 14:33
            jasmina22 napisała:

            >
            >
            > Emancypacja, (emancipatio), uwolnienie się od zależności, ucisku, przesądów
            > itp., równouprawnienie,
            >
            > 1) w starożytnym Rzymie uwolnienie syna spod władzy ojca.
            >
            > 2) emancypacja kobiet - zrównanie kobiet z mężczyznami w prawach społecznych
            i
            > politycznych.
            >
            > 3) emancypacja nauki, szkolnictwa i wychowania - pojęcie wprowadzone przez H.
            > Kołłątaja.
            >
            > Celem emancypacji było ograniczenie teologii, usunięcie scholastyki i
            > astrologii na Uniwersytecie Krakowskim, wprowadzenie do studiów nauk
            > przyrodniczych i filozofii oraz upowszechnienie nauki, oświaty i wychowania
            > publicznego. Emancypacja nauki, szkolnictwa i wychowania stała się głównym
            > zadaniem Komisji Edukacji Narodowej.
            >
            >
            > To może sprecyzuj , o czym chcesz dyskutowac ?
            >

            to przeciez jasne. p.buchanan jest uznanym w swiecie biografem kollataja!

            b.

            >
            >
          • Gość: tad Re: o ściemnianiu IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.03, 14:44
            jasmina22 napisała:


            > Emancypacja, (emancipatio), uwolnienie się od zależności, ucisku, przesądów
            > itp., równouprawnienie,
            >
            > 1) w starożytnym Rzymie uwolnienie syna spod władzy ojca.
            >
            > 2) emancypacja kobiet - zrównanie kobiet z mężczyznami w prawach społecznych
            i
            > politycznych.
            >
            > 3) emancypacja nauki, szkolnictwa i wychowania - pojęcie wprowadzone przez H.
            > Kołłątaja.
            >
            > Celem emancypacji było ograniczenie teologii, usunięcie scholastyki i
            > astrologii na Uniwersytecie Krakowskim, wprowadzenie do studiów nauk
            > przyrodniczych i filozofii oraz upowszechnienie nauki, oświaty i wychowania
            > publicznego. Emancypacja nauki, szkolnictwa i wychowania stała się głównym
            > zadaniem Komisji Edukacji Narodowej.
            >
            >
            > To może sprecyzuj , o czym chcesz dyskutowac ?


            Doprawdy Jasmino - nieodmiennie mnie zaskakujesz w tym wątku. Przecież temat
            sprecyzowałem w wątku założycielskim, gdzie piszę wyraźnie o "emancypacji
            kobiet" (jakkolwiek do definicji, którą tu podałaś mam pewnie zastrzeżenia, to
            nie będę wybrzydzał). Skoro mam coś dorzucić, to ową "emancypację kobiet"
            chciałbym potraktować tu dość szeroko, ale nie narzucam tego współrozmówcom.

            >
            >
            • jasmina22 Re: o ściemnianiu 08.07.03, 15:30
              Gość portalu: tad napisał(a):


              >
              >
              > Doprawdy Jasmino - nieodmiennie mnie zaskakujesz w tym wątku. Przecież temat
              > sprecyzowałem w wątku założycielskim, gdzie piszę wyraźnie o "emancypacji
              > kobiet" (jakkolwiek do definicji, którą tu podałaś mam pewnie zastrzeżenia,
              to
              > nie będę wybrzydzał). Skoro mam coś dorzucić, to ową "emancypację kobiet"
              > chciałbym potraktować tu dość szeroko, ale nie narzucam tego współrozmówcom.


              mam wrażenie że oczekujesz na coś w tym stylu :

              "EMANCYPACJA GROZI ŚMIERCIA LUB KALECTWEM

              Kinga Dunin 21-06-2002 12:00

              " Śmiertelna pułapka emancypacji! Piekło kobiet! Nie można mieć wszystkiego!
              Czytam takie hasła, coraz obficiej pojawiające się ostatnio, i zaczynam się
              bać. Z jednej strony dane, twarde fakty, z drugiej - dramatyczne wyznania
              schwytanych w pułapkę kobiet. Wszystko to z pewnością nie ma poprawić mi
              samopoczucia. O, nie! To raczej głośny ostrzegawczy dzwon:



              emancypacja grozi śmiercią lub kalectwem, a w najlepszym razie nieszczęśliwym,
              przegranym życiem.

              Gdybym miała nieco oleju w głowie, wyciągnęłabym natychmiast właściwy wniosek:
              wczesne macierzyństwo, powrót do garów i bogaty mąż - tylko to może uratować
              kobiety. "Na swoje miejsce, baby" - krzyczą "Wprost" i "Newsweek".

              Dobrze, już dobrze, zawijam kiecę i lecę, ale przedtem jeszcze przez chwilę
              pomyślę.

              Chociaż o czym tu myśleć, skoro konsekwencje podejmowania przez kobiety ról
              dotąd zarezerwowanych dla mężczyzn mają wyglądać tak: "Kliniki onkologiczne,
              kardiologiczne, ośrodki odwykowe nie nadążają z przyjęciami pacjentek. Lawinowo
              rośnie wśród kobiet liczba samobójstw, miliony dzieci tracą matki..."
              ("Wprost", 31 marca 2002).

              Można by na przykład pomyśleć o mężczyznach. W końcu, biedacy, wszędzie na
              świecie żyją krócej niż kobiety. Załóżmy, że naprawdę emancypujące się kobiety
              utracą tę przewagę, bo goniąc za męskim sukcesem, jednocześnie będą narażone na
              stres, przemęczenie, a w końcu wpadną w alkoholizm, narkomanię, wymrą na zawał.
              Czy warto tak równać w dół?

              Może nie warto, ale czy wolno myśleć tak egoistycznie? Skoro męska rola jest aż
              tak niezdrowa, może należy ją zlikwidować? Uwolnić mężczyzn z pułapki tradycji
              nakazującej im konkurować, zapracowywać się, dowodzić swojej męskości,
              wystawiając na liczne niebezpieczeństwa.

              A gdyby tak nieco inaczej urządzić świat, żeby był zdrowszy dla wszystkich?
              Czyżby mężczyźni zostali stworzeni przez naturę jako rodzaj skazany na
              przedwczesne wymieranie? Kiedyś można byłoby tak sądzić, ale dziś, gdy kobiety
              na własnej skórze przetestowały, że męskie wzory zachowania szkodzą? Zamiast
              odsyłać kobiety do zdrowych garów, lepiej zająć się edukacją panów prowadzących
              aż tak niezdrowe życie.

              No tak, ale kłopoty kobiet wynikają nie tylko z tego, że męskie życie jest dla
              nich niezdrowe, ale też z tego, że muszą łączyć je z powołaniem kobiety -
              rodzeniem, wychowywaniem i opiekowaniem się prowadzącym zabójcze życie
              mężczyzną.

              "Newsweek" (19 maja 2002) ubolewa z kolei nad strasznym losem kobiet, które
              zajęte pracą nie zaszły w porę w ciążę. Im później, tym trudniej. W końcu, koło
              pięćdziesiątki, rezygnują. Są zdruzgotane i niespełnione, co zostało opisane w
              jednej amerykańskiej książce.

              Oczywiście, gdyby ktoś chciał napisać drugą książkę, mógłby oprzeć się na
              relacjach kobiet, które całe życie poświęciły rodzinie, a po odejściu dzieci, a
              czasem i męża z jakąś karierowiczką, czują się równie nieszczęśliwe, choć może
              spełnione. Ja jednak znowu pochylę się nad mężczyzną. Czytając dramatyczne
              opowieści o kobietach, które nie mogą zajść w ciążę, wciąż rozglądałam się za
              jej sprawcą. Czyżby mężczyźnie nie zależało, czyżby był tylko trutniem? Myślę,
              że kobieta po czterdziestce, która decyduje się na trudne leczenie bezpłodności
              czy skomplikowane zabiegi zapłodnienia in vitro, działa zazwyczaj we współpracy
              i porozumieniu z przyszłym ojcem dziecka. Może on też cierpi, bo nie
              zrealizował się jako ojciec?

              Dlaczego nie próbowali wcześniej? Bo ona i on, my, żyjemy we wspólnym świecie,
              który nie jest zbyt łaskawy dla dzieci, opiekuńczości i rodzinnego ciepła.

              Jednym ze sposobów poradzenia sobie z tym jest odesłanie kobiet na ich właściwe
              miejsce. Przy okazji należałoby też zaprzestać ich kształcenia, bo po co? Niech
              żyją długo, zdrowo i zgodnie z naturą, i niech nie marzą o niczym innym. Bo
              marzenia takie, nie mówiąc już o ich realizacji, mogą im śmiertelnie zaszkodzić.



              Na szczęście są jeszcze inne rozwiązania - prawne, ekonomiczne, obyczajowe -
              pozwalające ludziom na bardziej harmonijne łącznie różnych sfer życia.
              Kapitalizm z ludzką twarzą musi mieć przede wszystkim twarz kobiety "

              pozdrawiam




              • Gość: tad Re: o ściemnianiu IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.03, 20:39
                jasmina22 napisała:


                > mam wrażenie że oczekujesz na coś w tym stylu :
                >
                > "EMANCYPACJA GROZI ŚMIERCIA LUB KALECTWEM
                >
                > Kinga Dunin 21-06-2002 12:00
                >
                > " Śmiertelna pułapka emancypacji! Piekło kobiet! Nie można mieć
                wszystkiego!
                >
                > Czytam takie hasła, coraz obficiej pojawiające się ostatnio, i zaczynam się
                > bać. Z jednej strony dane, twarde fakty, z drugiej - dramatyczne wyznania
                > schwytanych w pułapkę kobiet. Wszystko to z pewnością nie ma poprawić mi
                > samopoczucia. O, nie! To raczej głośny ostrzegawczy dzwon (.....)


                Czy oczekuję czegoś w tym stylu? Wolałbym raczej wypowiedzi autorskie
                uczestników tej dyskusji. Zwracam jednak uwagę, że KD wcale nie "rozprawia się"
                z "ciemną stroną emancypacji". Jesli temu służyć miał jej tekst - jest
                nietrafiony. KD podkpiwa sobie z tych, którzy o ciemnych stronach piszą, odnosi
                to wszystko do mężczyzn - ot i wszystko (czyli - niewiele).
                • jasmina22 Re: o ściemnianiu 09.07.03, 12:41
                  Gość portalu: tad napisał(a):


                  >
                  >
                  > Czy oczekuję czegoś w tym stylu? Wolałbym raczej wypowiedzi autorskie
                  > uczestników tej dyskusji. Zwracam jednak uwagę, że KD wcale nie "rozprawia
                  się"
                  >
                  > z "ciemną stroną emancypacji". Jesli temu służyć miał jej tekst - jest
                  > nietrafiony. KD podkpiwa sobie z tych, którzy o ciemnych stronach piszą,
                  odnosi
                  >
                  > to wszystko do mężczyzn - ot i wszystko (czyli - niewiele).



                  Jeśli ma byc całkiem poważnie i autorsko to sądze ,że emancypacja kobiet
                  oznacza przede wszyskim możliwość nowych szans , wyborów i wyzwań , a to jak
                  wiadomo , może dla niektórych (dotyczy to oczywiscie i kobiet )stanowić
                  problem .

                  Są tacy co twierdzą ,że nadmiar oszałamia ,grozi sprowadzeniem na
                  manowce ,czasami przyprawia człowieka myślacego o ból głowy . Czy jednak jest
                  to problem tylko kobiet ?




        • Gość: zula :-) IP: diak:* / 10.2.12.* 08.07.03, 13:28
          ciemną stroną emancypacji jest to, że tad zamiast zajmować się prokreaCJĄ,
          przesiaduje godzinami na forum i poucza feministki, że powinny się rozmnażać.
          • Gość: tad Re: :-) IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.03, 14:50
            Gość portalu: zula napisał(a):

            > ciemną stroną emancypacji jest to, że tad zamiast zajmować się prokreaCJĄ,
            > przesiaduje godzinami na forum i poucza feministki, że powinny się rozmnażać.

            No to mamy w końcu pierwszy konkret. Faktycznie, gdybym czas spędzany na forum
            przeznaczył na działania prokreacyjne, to napłodziłbym już sporo. Pociesza mnie
            tylko fakt, że zajmując feministki uniemożliwiam im prowadzenie w tym czasie
            propagandy feministycznej w miejscach, dzie mogłyby odnieść sukces.
            • Gość: milka Rzeczywiscie, to jedno ci się udaje. IP: *.chello.pl 08.07.03, 14:59
              Gość portalu: tad napisał(a):

              > fakt, że zajmując feministki uniemożliwiam im prowadzenie w tym czasie
              > propagandy feministycznej w miejscach, dzie mogłyby odnieść sukces.


              • Gość: breskva Re: Rzeczywiscie, to jedno ci się udaje. IP: 195.117.242.* 08.07.03, 16:14
                e tam. przeciez to publiczne forum.
    • Gość: Halka Re: CIEMNA strona EMANCYPACJI IP: Kasza.gjpoland.com.pl:* / 172.16.20.* 08.07.03, 14:51
      Drogi Tadzie, daruj, ale Twój post przywodzi mi na myśl gadanie
      średniowiecznego nawiedzonego kaznodziei, wmawiającego tłumowi, że to kobieta
      jest źródłem wszelkiego zła na tym świecie. Nie rozumiem, co emancypacja ma
      wspólnego ze wzrostem przestępczości, a cytowane przez Ciebie fragmenty
      bynajmniej niczego w tej kwestii nie wyjaśniają. Wyjaśnij mi proszę jedna
      rzecz: JAKA POWINNA BYĆ wg Ciebie kobieta, aby nie przypisywać jej winy za
      wojny, wzrost przestępczości, aborcje, eutanazje, rozwody, niski poziom
      edukacji, konsumpcyjny styl życia i upadek wartości moralnych.Może w ogóle nie
      powinno być kobiet? Może świat bez kobiet byłby w takim razie rajem?

      PS Jakie są ciemne strony emancypacji? Czyli co jest złego w zrównaniu praw
      kobiet i mężczyzn, tak? Cóż, zastanów się, jakie wsytawiasz sobie świdectwo,
      światły człowieku XXI wieku, zadając pytanie, jakie ciemne strony mają rowne
      prawa wszystkich ludzi. Bo kobieta to mam nadzieję dla Ciebie człowiek?
      • Gość: tad Re: CIEMNA strona EMANCYPACJI IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.03, 20:36
        Gość portalu: Halka napisał(a):

        > Drogi Tadzie, daruj, ale Twój post przywodzi mi na myśl gadanie
        > średniowiecznego nawiedzonego kaznodziei, wmawiającego tłumowi, że to kobieta
        > jest źródłem wszelkiego zła na tym świecie.

        A to czemu?

        >Nie rozumiem, co emancypacja ma
        > wspólnego ze wzrostem przestępczości, a cytowane przez Ciebie fragmenty
        > bynajmniej niczego w tej kwestii nie wyjaśniają.

        No cóż, mógłbym powiedzieć tak - głoszenie poglądu (co zdarza się np.
        feministkom, a więc zwolenniczkom "emancyopacji")), że każdy rodzaj związku
        jest równie dobry jak rodzina sprzyja osłabienu pozycji rodziny, a osłabienie
        pozycji rodziny sprzyja wzrostowi przestępczości.

        >Wyjaśnij mi proszę jedna
        > rzecz: JAKA POWINNA BYĆ wg Ciebie kobieta, aby nie przypisywać jej winy za
        > wojny, wzrost przestępczości, aborcje, eutanazje, rozwody, niski poziom
        > edukacji, konsumpcyjny styl życia i upadek wartości moralnych.

        Po pierwsze - nie zajmuje mnie zbytnio projektowanie "kobiety idealnej" -
        zostawiam ten trud feministkom, które oddają mu się z dużym zapałem. Po drugie
        nie pisałem tu nigdzie o "winie kobiet".


        >Może w ogóle nie
        > powinno być kobiet? Może świat bez kobiet byłby w takim razie rajem?

        Co za pomysł! Świat bez kobiet byłby piekłem. Jak wyobrażasz sobie
        istnienie "patriarchatu" bez kobiet?

        > PS Jakie są ciemne strony emancypacji? Czyli co jest złego w zrównaniu praw
        > kobiet i mężczyzn, tak? Cóż, zastanów się, jakie wsytawiasz sobie świdectwo,
        > światły człowieku XXI wieku, zadając pytanie, jakie ciemne strony mają rowne
        > prawa wszystkich ludzi.

        Owszem, jestem człowiekiem początku XXI wieku, i męczy mnie trochę ta moja
        nowoczesność. O wiele bardziej wolałbym być tak wzruszająco XX wieczny, jak np.
        tutejsze "feministki", które szczerze wierzą w swoją utopię, ale jakoś nie
        mogę. Czy kobieta i mężczyzna są "równi"? Nie są. Ludzie wogóle nie są "równi".
        Przekonanie o ludzkiej równości, to akt wiary, któremu przeczy doświadczenie, i
        słusznie śp. o. Bocheński umieścił "równość" wśród zabobonów. Oczywiście można
        mówić, że ludzie są równi po takim czy innym względem, ale jednocześnie jest
        pomiędzy nimi tyle nierówności, że ogólne zdanie "ludzie są równi" jest jawnym
        absurdem. Czy kobiety i mężczyźni powinni mieć "równe prawa". Nie powinni.
        Absurdem jest "zrównanie" wobec prawa istot, które dzieli tak wiele róznic
        przypadłościowych. w takiej sytuacji zrównanie = skrzywdzenie. Prawo powinno te
        różnice brać pod uwagę i - na szczęście - bierze. Głosiłem niegdyś ze w Polsce
        mamy do czynienia z "równouprawnieniem", ale było to mocno naciągane, i muszę
        przyznać rację Maciejowi - w pewnych obszarach prawa nie ma równouprawnienia
        (na szczęście). Ten filut, który wpisał do konstytucji zdanie
        o "równouprawnienu" umieścił w konstytucji fikcję. I ciesz się z tego, bo
        RZECZYWISTE "zrównanie" uderzyłoby w kobiety, a nie w mężczyzn. Paradoksem
        (smutnym) jest to, ze feministki często domagają się nierówności, akurat w tych
        obszarach, gdzie rozsądniej jest traktować k i m "równo" (pomysł parytetów),
        i "zrównania" w tych obszarach, na które rzutują wspomniane już różnice
        przypadłościowe.


        >Bo kobieta to mam nadzieję dla Ciebie człowiek?

        Czy kobieta jest człowiekiem? To trudne pytanie. Jak bowiem twierdzi Kinga
        Dunin "człowieczeństwo nie jest kategorią bezdyskusyjną", więc to, czy kobieta
        jest czy nie jest człowiekiem zależy od przyjętej definicji człowieczeństwa. Ja
        wierzę, że jednak jest, ale przyznaję, że nie potrafię tego dowieść w sposób
        bezdyskusyjny.
    • Gość: EWOK Tak sobie myślę... IP: 213.241.18.* 08.07.03, 15:36
      że najwięcej szkody to nam wyrządził katolicyzm. Bo jeśli przyczyną wszelkiego
      zła jest zrównanie w prawach mężczyzn i kobiet to w jakim świetle jawi się nam
      Chrystus??? Głosząc wywrotową na owe czasy ideę równości wobec Boga bez względu
      na płeć, jest w zasadzie głównym odpowiedzialnym za upadek i zgniliznę
      cywilizacji. Zgroza!
      • Gość: Zły Wilk Re: Tak sobie myślę... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.03, 22:49
        Gość portalu: EWOK napisał(a):

        > że najwięcej szkody to nam wyrządził katolicyzm. Bo jeśli przyczyną
        wszelkiego
        > zła jest zrównanie w prawach mężczyzn i kobiet to w jakim świetle jawi się
        nam
        > Chrystus??? Głosząc wywrotową na owe czasy ideę równości wobec Boga bez
        względu
        >
        > na płeć, jest w zasadzie głównym odpowiedzialnym za upadek i zgniliznę
        > cywilizacji. Zgroza!


        Katolicyzm uznaje, że kobieta ma duszę, tak jam męzczyzna, ale nic nie mówi o
        równości. Dlatego Kościół konsekwentnie odrzuca np. kapłaństwo kobiet.
        Pozdrawiam -
        • Gość: zula reszta won? IP: diak:* / 10.2.12.* 08.07.03, 23:40
          no tak, Chrystusowi wcale nie chodzilo o równość. A gdy mówił, że fajnie by
          było, żebyśmy się dla odmiany kochali i szanowali, to pewnie nie miał na myśli
          wszystkich ludzi. Miał na myśli tylko Macieja i jemu podobych (Kochajcie się
          Macieje między sobą). I za to go ukrzyżowali (zginął tylko za ludzi pokroju
          Macieja, bo to była jego grupa, jego target duszyczek do nieba).

          Po raz kolejny widzę, że to nonsens wspominać tutaj o przesłaniu
          chrześcijaństwa...

          Aż przykro to czytać.
        • Gość: ??????????? Re: Tak sobie myślę... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.07.03, 00:00
          Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):

          > Katolicyzm uznaje, że kobieta ma duszę, tak jam męzczyzna,

          A czy to prawda, że tak uznaje dopiero od 1900r.?

          Co w takim razie z kobietami żyjącymi na przełomie wieków- jak moja
          prababcia- jednego dnia nie miały, a drugiego tak?

          pozdrawiam
          • b.u.zz Re: Tak sobie myślę... 09.07.03, 09:38
            Gość portalu: ??????????? napisał(a):


            > A czy to prawda, że tak uznaje dopiero od 1900r.?

            nie.

            b.
            • Gość: ??????????? Re: Tak sobie myślę... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.07.03, 16:23
              b.u.zz napisał:


              >
              > > A czy to prawda, że tak uznaje dopiero od 1900r.?
              >
              > nie.

              No to widocznie na studiach wprowadzili mnie w błąd (a tyle kasy poszło...)
              Ale czy to "nie" znaczy, że KK zawsze uznawał, że "niewiasty" mają duszę?
    • Gość: barbinator do Tada IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.03, 10:49
      Choć walizki jeszcze nie rozpakowane to jak sam rozumiesz po TAK prowokacyjnie
      napisanym tekście z twojej strony po prostu MUSZĘ skrobnąć chociaż parę słów
      (na początek...)
      Odpowiem ci w stylu który sam bardzo lubisz i często stosujesz.
      To leci jakoś tak: cóż, życie już takie jest - ciężkie, okrutne i
      niesprawiedliwe...
      I przypominam ci twoją własną wielokrotnie powtarzaną tezę - do emancypacji
      kobiet doprowadziły różne procesy historyczne a zwłaszcza demokratyzacja życia.
      Kobiety musiały sie wyemancypować, czy tego chciały czy nie.
      Skoro tak, to jaki sens ma płakanie nad rozlanym mlekiem? Bądź mężczyzną, Tad i
      znoś tę potworną rzeczywistość po męsku - zwłaszcza że jak dobrze wiesz ze
      swoich własnych referatów, to mężczyźni mężczyznom zgotowali ten los...
      To tyle na razie, odezwę się po przeczytaniu całego wątka i zorientowaniu się
      jak przebiega dyskusja.
      Pozdr. B.
      • rob_i do barbinatora 09.07.03, 15:48
        Gość portalu: barbinator napisał(a):

        > Choć walizki jeszcze nie rozpakowane

        jak bylo na wakacjach?
        • Gość: barbinator Dzięki, było super! no/txt IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.03, 16:59
          rob_i napisał:

          > Gość portalu: barbinator napisał(a):
          >
          > > Choć walizki jeszcze nie rozpakowane
          >
          > jak bylo na wakacjach?



      • Gość: tad Re: do Tada IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.03, 16:24
        Gość portalu: barbinator napisał(a):

        (.......)

        > Kobiety musiały sie wyemancypować, czy tego chciały czy nie.
        > Skoro tak, to jaki sens ma płakanie nad rozlanym mlekiem? Bądź mężczyzną, Tad
        >i znoś tę potworną rzeczywistość po męsku - zwłaszcza że jak dobrze wiesz ze
        > swoich własnych referatów, to mężczyźni mężczyznom zgotowali ten los...
        > To tyle na razie, odezwę się po przeczytaniu całego wątka i zorientowaniu się
        > jak przebiega dyskusja.

        Doprawdy B. tylko Twoim powakacyjnym pośpiechem wytłumaczyć mogę sobie post
        który napisałaś. Przecież ten wątek NIE JEST O TYM! Mogę powtórzyć tutaj tylko
        to, co napisałem Jsminie. Nie chodzi tu o dochodzenie czego wynikiem jest
        emancypacja, ani o "płakanie nad rozlanym mlekiem". Chodzi o rozmowę o ciemnych
        stronach emancypacji. Tylko tyle, i aż tyle. Dorzucam do tego wątku pewnien
        staroć (i proszę nie koncentrować się na tytule wątku):


        http:/forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=3679022





        > Pozdr.
        • Gość: barbinator Re: do Tada IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.03, 16:57
          Gość portalu: tad napisał(a):

          >
          > Doprawdy B. tylko Twoim powakacyjnym pośpiechem wytłumaczyć mogę sobie post
          > który napisałaś. Przecież ten wątek NIE JEST O TYM! Mogę powtórzyć tutaj
          tylko
          > to, co napisałem Jsminie. Nie chodzi tu o dochodzenie czego wynikiem jest
          > emancypacja, ani o "płakanie nad rozlanym mlekiem". Chodzi o rozmowę o
          ciemnych
          >
          > stronach emancypacji.

          No własnie - rozmowa o "ciemnych stronach emancypacji" to dla mnie to samo co
          płakanie nad rozlanym mlekiem...
          Przecież emancypacja już się dokonała, nikt z nas nie miał na jej przebieg
          wpływu, odwrócić się jej skutków nie da - więc o czym tu dyskutować?
          Zresztą zgadzam się z kilkoma innymi dyskutantkami (teraz już przeczytałam
          całość wątka): ściemniasz, Tad.
          Powinieneś postawić jasno sformułowaną tezę po czym ją udowodnić.
          Ty tymczasem robisz to samo co w paru innych wcześniejszych wątkach. Wyjaśnię
          to na przykładzie pamiętnego "Feminizm - zmierzch Zachodu". Zakładasz wątek o
          jednoznacznie brzmiącym tytule, następnie w długim wywodzie mnożysz sugestie
          jak to przez feministki świat schodzi na psy (nie pisząc tego wprost) po czym
          dziwisz się gdy twój referat zostaje odebrany w sposób jednoznaczny i oczywisty.
          Ułatwię ci sprawę. Jeśli chcesz by twój wywód był jasny i klarowny i dało się
          nad nim dyskutować, to postaw wyraźną tezę, np. "feminizm prowadzi do wzrostu
          przestępczości" po czym UDOWODNIJ JĄ!! W możliwie mało zawikłany sposób!
          Jeśli masz dowody na to, że rozpad rodziny prowadzi do przestępczości, to
          bardzo ładnie że je masz, ale należy jeszcze udowodnić, że feministki ponoszą
          odpowiedzialność za rozpad rodziny - zaznaczam, że nie wystarczy dowieść, że
          feminizm jest przeciwny rodzinie tradycyjnej. Trzeba jeszcze udowodnić, że
          rodzina partnerska częściej się rozpada niż tradycyjna.
          Masz takie dowody?
          Pozdr. B.




          Tylko tyle, i aż tyle. Dorzucam do tego wątku pewnien
          > staroć (i proszę nie koncentrować się na tytule wątku):
          >
          >
          > http:/forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=3679022
          >
          >
          >
          >
          >
          > > Pozdr.
          • Gość: tad Re: do Tada IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.03, 20:44
            Gość portalu: barbinator napisał(a):


            > No własnie - rozmowa o "ciemnych stronach emancypacji" to dla mnie to samo co
            > płakanie nad rozlanym mlekiem...
            > Przecież emancypacja już się dokonała, nikt z nas nie miał na jej przebieg
            > wpływu, odwrócić się jej skutków nie da - więc o czym tu dyskutować?

            Mylisz się. Rozmowa o ciemnych stronach emancypacji ma sens mniej więcej taki,
            jaki sens ma rozmowa o jej stronach jasnych. To co napisałaś jest swoją drogą
            bardzo dziwne (to chyba wpływ wakacyjnego rozleniwienia). Zastanów się proszę
            przez chwilę: przecież rzeczywiste skutki jakiegoś procesu możemy omówić
            najlepiej właśnie wtedy, gdy ów proces się DOKONA (czy gdy jest już w jakimś
            stopniu zaawansowany). Zanim to nastąpi możemy snuć prognozy, przeprowadzać
            symaulacje itd, za to, gdy proces trwa, (czy - tym bardziej - gdy już się
            zakończył) mamy już do czynienia z faktami: to i to nastąpiło, to i to nie
            nastąpiło. To i to jest skutkiem pozytywnym, to i to negatywnym. Zauważ też, że
            rozmowa o skutkach procesu NIE ozacza jeszcze chęci "odwracania" tych skutków.
            Gdybym zaproponował np. temat: "Negatywne skutki uprzemysłowienia",
            czy "negatywne skutki globalizacji", albo "skutki uboczne leków", to nie sądzę,
            byś wytaczała przeciw takim tematom, argumenty, jakie wytaczasz tutaj: "mleko
            się rozlało, nie ma o czym gadać" itp (czy nigdy nie zetknęłaś się z
            rozważaniami tego rodzaju?). Pytanie brzmi: dlaczego robisz to w przypadku
            tematu: "negatywne skutki emancypacji"?


            > Zresztą zgadzam się z kilkoma innymi dyskutantkami (teraz już przeczytałam
            > całość wątka): ściemniasz, Tad.
            > Powinieneś postawić jasno sformułowaną tezę po czym ją udowodnić.

            Jak już pisałem nieco wyżej, by rozmawiać w tym wątku na temat, wcale nie
            trzeba zgadzać się z tym, co napisałem. Nie trzeba też wcale ze mną
            polemizować. Można po prostu napisać: "Uważam, ze nie masz racji, ale -
            ponieważ tego nie wymagasz - więc nie będę wykazywał/a błędów w twojej
            argumentacji. Według mnie emancypacja nie ma ciemniej strony (lub: według
            mnie "ciemne strony emancypacji wyglądają tak .......")". I tyle.


            > Ty tymczasem robisz to samo co w paru innych wcześniejszych wątkach. Wyjaśnię
            > to na przykładzie pamiętnego "Feminizm - zmierzch Zachodu". Zakładasz wątek o
            > jednoznacznie brzmiącym tytule, następnie w długim wywodzie mnożysz sugestie
            > jak to przez feministki świat schodzi na psy (nie pisząc tego wprost) po czym
            > dziwisz się gdy twój referat zostaje odebrany w sposób jednoznaczny i
            >oczywisty

            Dlaczego "pamiętnego"? Chyba tylko dlatego, że tytuł wywołał u części bywalczyń
            prawdziwą obsesję. Ciekawe, że takiej obsesji nie wywołał np. tytuł "Świat bez
            kobiet". Czyż nie jest ZBYT jednoznaczny? Polemizowałem z tezami Graff, ale na
            tytule jej książki aż tak bardzo się nie skupiałem. Tytuły mają swoje prawa.
            Zerkam na półkę obok i widzę "Nowe średniowiecze", "Bunt elit", "Zmierzch
            Zachodu", "Zniewolony umysł", "Droga do zniewolenia". "Paranoja polityczna".
            Same bardzo jednoznaczne tytuły, tylko - co z tego? Wogóle dziwię się, że tak
            często znajdujesz w tym co piszę, coś czego tam właściwie nie ma. Zarzucasz mi,
            że to i owo "sugeruję nie wprost". A może to Ty NADINTERPRETUJESZ to co piszę?
            Nie jestem panem Twoich interpretacji. Zarzucasz mi np, że wzywam do powrotu
            do "starych dobrych czasów". Napisałem tu już pewnie ponad 1000 postów i nie
            pamiętam ani jednego postu tego rodzaju. Pamiętam, za to, że pisałem, o tym, że
            zyjemy w czasach bardzo dobrych, może najlepszych jakie się zdarzyły (nie każ
            tylko mi tego szukać, bo w gąszczu ponad 1000 postów miałbym zajęcie do 2004),
            mogłem co najwyżej dodać, że żałuję, iż feministki robią co mogą, by te czasy
            się skończyły. Nie tak dawno zarzuciłaś mi, że "robię z feministek
            terrorystki", i znów na żądanie dowodu odparłaś, że "sprytnie to sugeruję",
            tymczasem ja pisałem o DWÓCH KONKRETNYCH organizacjach feministycznych, które
            stosowały "środki siłowe", co jest po prostu faktem historycznym. Takich
            przykładów pewnie dałoby się znaleść więcej.


            > Ułatwię ci sprawę. Jeśli chcesz by twój wywód był jasny i klarowny i dało się
            > nad nim dyskutować, to postaw wyraźną tezę, np. "feminizm prowadzi do wzrostu
            > przestępczości" po czym UDOWODNIJ JĄ!!

            Po raz bodajże trzeci powtarzam: w tym wątku słowa "feminizm" używam głównie po
            to, by informować, że nie odnoszę się w nim do feminizmu (choć w jednym poście
            pisałem coś zdaje się, o tym, że feministki głosząc "rowność każdego rodzaju
            związku" przyczyniają się do osłabienia prestizu rodziny). Chcę rozmawiać o
            negatywnych skutkach emancypacji. Oczywiście feminizm jest z emancypacją
            związany, ale jej nie wyczerpuje.


            > Jeśli masz dowody na to, że rozpad rodziny prowadzi do przestępczości, to
            > bardzo ładnie że je masz, ale należy jeszcze udowodnić, że feministki ponoszą
            > odpowiedzialność za rozpad rodziny - zaznaczam, że nie wystarczy dowieść, że
            > feminizm jest przeciwny rodzinie tradycyjnej. Trzeba jeszcze udowodnić, że
            > rodzina partnerska częściej się rozpada niż tradycyjna.

            Skoro juz mowa o sugerowaniu, to znów przeciwstawisz "rodzinę partnerską"
            rodzinie "tradycyjnej". Możesz wyjaśnić na jakiej podstawie z góry wykluczasz
            partnerstwo w rodzinie "tradycyjnej"?

            > Masz takie dowody?


            Jak pisałem wyżej - wcale nie uznaję podziału na rodzinę "tradycyjną"
            i "partnerską", trudno mi więc dyskutować na Twoich warunkach.




            > Pozdr.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka