Gość: tad
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
06.07.03, 17:53
Truizmem jest stwierdzenie, że "każdy medal ma dwie strony". Nieczęsto mamy
do czynienia w historii z procesami wyłącznie pozytywnymi. Nie inaczej jest .
z tzw "emancypacją kobiet". Feministki zazwyczaj podnoszą pod niebiosa zalety
owej "emancypacji" (mocno ją przy okazji mitologizując), nie mają zaś
wielkiej ochoty rozmawiać o "ciemniej steonie" owego procesu. Czy
tutejsze "feministki" i feministki będą w stanie to zrobić? Założyłem tu
byłem niegdyś wątek pod tytułem "Feminizm - zmierzch Zachodu". Odświerzam ten
temat, uważam bowiem, że nie spotkał się on wtedy z zainteresowaniem, na
jakie zasługuje. Pretekstem jest recenzja książki P. Buchanana "The Death of
the West", powtarzająca w istocie to, co napisałem we wspomniamym wątku, a
której fragmenty przytaczam: "Uważa się od dawna, że utrzymanie przez daną
populację stałej liczebności wymaga średnio 2,1 urodzin na jedną kobietę. W
Europie ów współczynnik wynosi 1,4. Na przykład w Niemczech na jedną kobietę
przypada od 10 lat 1,3 narodzin. Jeśli ten trend się utrzyma ludność Niemiec,
dziś licząca 82 mln, spadnie w ciągu najbliższych 50 lat do 59 mln. Przy tym
1/3 Niemców będzie miała więcej niż 65 lat. Jedynym krajem europejskim ze
współczynnikiem rozrodczości większym niż 2,1 jest mułzumańska Albania. Do
tego nic nie wskazuje, by się w tej dziedzinie miało wiele w Europie zmienić.
W chwili obecnej, jak wynika z komunikatu Josepha Chamiego, dyrektora
Wydziału Ludności i Badań Demograficznych ONZ, 50% wzrostu liczby ludności na
Ziemi zawdzięczamy 6 krajom - Indiom, Chinom, Pakistanowi, Nigerii,
Bangladeszowi i Indonezji.(...). W rezultacie praktycznir cały przytrost
ludności w następnym 50-cioleciu (...) będziemy zawdzięczać półkuli
południowej, mimo, że także tam przyrost naturalny będzie zapewne niższy niż
jest obecnie. Buchanan uważą następujące przyczyny kurczenia się rdzennej
populacji Zachodu za szczególnie oczywiste. Po pierwsze, to co miało być
przyczynkiem do społecznego awansu kobiety, czyli otworzenie przed nią
możliwości pracy i zawodowej kariery, szybko stało się ekonomiczną
koniecznością, następnie zaś postawiło karierę tejże kobiety przed jej
rodziną i dziećmi. Po drugie Buchanan zgadza się z holendrskim demografem,
Dirkiem van de Kaaem, że antykoncepcja, która miała być pomocą w planowaniu
rodziny dla (rzekomego) dobra pierwszych dzieci, stała się środkiem
zabezpieczającym przed posiadaniem dzieci wogóle i w ten sposób okazała się
sposobem na tzw. "bezpieczny seks". Po trzecie, rodziny są coraz częściej
zastępowane przez nietrwałe i luźne związki. Znaleźmy się w czasach, w
których miejsce związków międzyludzkich podstawia się pochwałę użycia oraz
zmysłową przyjemność, to co ludzkie zostaje zastąpione przez to co
nieludzkie. Aborcja jest dziś na Zachodzie normą, pisze słusznie Buchanan, i
takąż ma stać się eutanazja, nota bene bajpewniej już wkrótce jako
ekonomiczna konieczność (ludzie w wieku emerytalnym będą umierające,
hedonistyczne społeczeństwo kosztować zbyt wiele). Buchanan szczegółowo
dokumentuje stan rozkładu społeczeństw Zachodu. By przytoczyć kilka z
dziesiątków liczb: obecnie w USA 1 na 4 dzieci białej matki jest nieślubne (w
roku 1960 było 2% takich dzieci. W Kanadzie były 4% takich urodzin w roku
1960, natomiast w roku 2000 już 31%, w Wielkiej Brytanii było 5%, a jest 38%,
we Francji liczba wzrosła z 6% do 36%). Liczba rozwodów wzrosła o 350% w
stosunku do roku 1962. 1/3 amerykańskich dzieci mieszka z jednym rodzicem.
Buchanan przypomina, że przemiany cywilizacyjne oraz państwowa opiekuńczość
przyniosła prawie moralną zagładę czarnej ludności USA. Wśród tej populacji
69% dzieci, to dzieci pozamałżeńskie, 2/3 dzieci ma tylko jednego rodzica,
28,5% chłopców może oczekiwać znalezienia się w więzieniu, albo cieszyć się
wolnością jedynie dzięki zawieszeniu wyroku, lub pozostawaniu pod opieką
kuratora" (J. Koronacki, Śmierć Zachodu według Buchanana, Arcana nr.49). Co
do owego wpływu rozkładu rodziny na wzrost przestępczości (zdaje się, że
jakiś czas temu molestowano tu Macieja o przykłady badań na ten temat) -
trafiłem na ciekawy materiał:"Pod koniec 2001 roku interdyscyplinarna grupa
francuskich specjalistów - prawników, kryminologów, pedagogów, policjantów -
opublikowała wyniki kilkuletnich badań nad źródłami stałego wzrostu
przestępczości, i to zarówno pod względami liczby przestępstw, jak i coraz
większej ich brutalności. Wniski do jakich doszli autorzy opracowania,
potwierdzają to, co wiadomo było już z wielu wcześniejszych opracowań. Wbrew
twierdzenim lewicy, która od lat zdominowała nauki społeczne i massmedia, do
tego stopnia, że do szerokiej publiczności docierają praktycznie tylko jej
poglądy, przedstawiane jako niepodważalne fakty, to nie społeczeństwo
(oczywiście "kapitalistyczne") ponosi "odpowiedzialność" za ten wzrost
przestępczości. Podstawowe przyczyny są zupełnie inne, chociaż niepoprawne
politycznie: braki w wychowaniu dzieci i młodzieży spowodowane abdykacją i
dezintegracją zarówno rodziny, jak szkoły, permisywność; brak skutecznego
przeciwdziałania i ścigania, zbyt niskie kary, oraz paraliż organów mających
stać na straży bezpieczeństwa obywateli" (A. Arciuch, Spirala przestępczości,
Nowe Państwo 5/335). Cd - w 2 części.
Ponawiam pytanie: czy tutejsze sympatyczki (płci obojga) feminizmu będą w
stanie rozmawiać o CIEMNEJ stronie emancypacji? Czy wogóle taką dostrzegają?