bene_gesserit
02.08.09, 20:59
A tymczasem w Tygodniku Powszechnym spor o kaplanstwo kobiet.
Najpierw ks Alfons Skowronek:
Sięgnijmy do prostego porównania: żaden pracodawca nie mógłby
się ostać przed sądem pracy, gdyby odmówił zatrudnienia kobiecie
tylko dlatego, że jest kobietą. Zatrważające manko kapłańskich
powołań jest, ogólnie biorąc, problemem wyprodukowanym przez sam
Kościół i dlatego nie pomogą tu żadne formy ubolewania. Ale – nawet
gdy warunki dopuszczenia do kapłaństwa zostałyby zmodyfikowane,
problem braku kapłanów rozwiązany byłby dopiero w połowie. Druga
połowa może okazać się jeszcze bardziej skomplikowana.
Kapłańska samoświadomość staje dzisiaj w obliczu decydujących
przemian:
1) tradycyjnie autorytarnie i hierarchicznie ukonstytuowany urząd
rozumieć należy w jeszcze większym stopniu jako braterskie
posługiwanie, względnie jako „kościelny urząd posługi” (ministerium
ecclesiasticum; KK 28);
2) nałożony całemu stanowi duchownemu obowiązek celibatu mierzyć
musi się dzisiaj z obowiązkiem posługi zbawienia szerokich mas, w
obliczu wręcz dramatycznego braku kapłańskich powołań;
3) powstrzymywanie kobiet od dostępu do tej służby nie da się
utrzymać na dłuższą metę, ponieważ nie liczy się z godnością
kobiety, a ponadto nie daje się przekonywająco uzasadnić danymi
biblijnymi.
Zacytujmy jeden tylko koronny biblijny przekaz z Listu św. Pawła do
Galatów o równouprawnieniu kobiet: „Nie ma już Żyda ani poganina,
nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny
ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie
Jezusie” (3, 28). Nad tym słowem warto się zamyślić. Albowiem nie
ma ani jednego przekonującego argumentu przeciwko równouprawnieniu
kobiety w Kościele. Św. Edyta Stein, karmelitanka zamęczona w
Oświęcimiu, kanonizowana przez Jana Pawła II, oświadcza w dłuższym
wywodzie, że nic nie stoi na przeszkodzie, by zrealizować kapłańską
ordynację kobiet.
Odpowiada mu ortodoks, pracownik Centrum Mysli Jana Pawla
II, niejaki Tomasz Rowinski:
Mężczyzna jest powołany do bycia kapłanem, tak jak kobieta jest
powołana do bycia matką. Tylko skażona niemądrymi prądami teologia
może widzieć w kapłaństwie bastion męskiej dominacji, tak jak
widziałaby w macierzyństwie bastion dominacji kobiety.
(...)
Spójrzmy na fragment kończący list apostolski „Ordinatio
sacerdotalis” Jana Pawła II z 1994 r.: „Choć nauka o udzielaniu
święceń kapłańskich wyłącznie mężczyznom jest zachowywana w
niezmiennej i uniwersalnej Tradycji Kościoła i głoszona ze
stanowczością przez Urząd Nauczycielski w najnowszych dokumentach,
to jednak w naszych czasach w różnych środowiskach uważa się ją za
podlegającą dyskusji, a także twierdzi się, że decyzja Kościoła, by
nie dopuszczać kobiet do święceń kapłańskich, ma walor jedynie
dyscyplinarny. Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak
wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła,
mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22, 32) oświadczam,
że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich
kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich
wiernych Kościoła uznane za ostateczne”.
To faktycznie powinno zamknąć wszelką dyskusję. Warto podkreślić,
że sprawa kapłaństwa kobiet nie jest tylko sprawą z zakresu
dyscypliny kościelnej, ale wywodzi się z prawa Bożego, w które
Kościół nie ma prawa ingerować.
(calego tekstu jeszcze w necie nie ma, ale bedzie niebawem)
tygodnik.onet.pl/32,0,30809,zamknieta_sprawa,artykul.html
Ciekawe sa tez dyskusje pod artykulami - zwlaszcza glos dziewicy
konsekrowanej pod pierwszym.