IP: *.blueyonder.co.uk 03.05.04, 00:01
Chyba jestem wariatka. Kolejny raz , kiedy tak sama siebie
nazywam...dlaczego? bo jak pomysle nad tym co robie, to wydaje mi sie to
szalenstwem. Ale zacznijmy od poczatku . To zaczelo sie jakies 3 lata temu.
Poznalam mezczyzne, wydawalo mi sie, ze to mezczyzna mego zycia ,
dogadywalismy sie doskonale, w lozku jeszcze lepiej , poczucie humoru
identyczne...po jakims czasie okazalo sie ze ukochany oklamal mnie w paru
istotnych sprawach z jego zycia, pogodzilam sie z tym, staralam sie byc przy
nim , podnosic na duchu. Powiedzial, ze kiedys lubil wypic, gdy go poznalam
nie pil ani kropli. Znow po jakims czasie sprobowal. Najpierw jakis
kieliszeczek. Coz nie bede ukrywac, z tego zrobilo sie picie prawie
codziennie. Probowalam sie oszukiwac, bo nie upija sie na zaboj, bo byla
impreza, bo sie zdenerwowal, bo mial ciezki tydzien....zawsze mialam ( on
takze oczywiscie) wytlumaczenie na to , ze nic zlego sie nie dzieje. a
teraz? Mijaja 3 lata...moje i jego zycie to wieczne kolo picia i nie picia,
weekend trzeba wypic bo przeciez jest wolne, wiec trzeba sie wyluzowac...w
srodku tygodnia- bo mial ciezki dzien. I wiecie co? mi tez to staje sie
potrzebne, musze sobie cos strzelic, bo jak tak patrze na niego, to zaczynam
go nienawidzic, a jak wypije to wszystko sie zamazuje. Czasami sie nie
zamazuje i wtedy wpadam w furie...dostaje szalu i chce mu zrobic krzywde, za
to, ze on mnie krzywdzi. Siegam do rekoczynow, ja mloda, wyksztalcona kobieta
bije go , kiedy jest pijany, bije bo moja wscieklosc, bezsens musza miec
gdzies ujscie ...inaczej chyba bym pekla. Nastepnego dnia trzezwieje i wiecie
co? czuje sie winna, za awantury, chce go przepraszac, ze uderzylam, bo
przeciez on jest taki kochany jak jest trzezwy, taki cudowny, juz pewno nie
bedzie. I tak do nastepnego razu.
Boze pomozcie i powiedzcie mi jaka idiotka jestem, niech ktos obiektywny da
mi kopa, moze w ten sposob utwierdze sie, ze powinnam uciekac gdzie pieprz
rosnie???????
a MOZE TO MI JEST POTRZEBNA POMOC???????
Obserwuj wątek
    • venus22 Re: WARIACTWO 03.05.04, 01:03
      Tak jest ci potrzebna pomoc.

      Profesjonalna.
      Alkoholizm to jest choroba, nalog i samemu bardzo rzadko udaje sie z tego
      wygrzebac.
      Tak samo ty jako osoba zyjaca w zwiazku alkoholikem potrzebujesz wskazowek co
      robic.

      Nie wiem jakie w Polsce sa mozliwosci ale mysle ze poradna AA i psychiatra z
      pewnoscia moga byc pomocni.

      Venus
    • Gość: Artur Re: WARIACTWO IP: *.sasknet.sk.ca 03.05.04, 01:09
      Wiem o tym od dawna. A tu w tym watku jeszcze jeden dowod na to, ze kobiety uwielbiaja czarne charaktery.
      • beba2 Re: WARIACTWO 03.05.04, 11:32
        Piszesz,że go bijesz...ale lepiej nie czekaj do momentu,kiedy to on podniesie
        na Ciebie rękę.Może i jest kochany,gdy jest trzeźwy,ale to przecież zdarza się
        coraz rzadziej.W końcu po Twojej kolejnej awanturze(choćby i słusznej) on nie
        wytrzyma i "dostaniesz kopa",ale od niego.Pryskaj póki możesz,póki nie wpadłaś
        sama w nałóg,póki nie macie dzieci...Wtedy będzie jeszcze gorzej, trudniej
        odejść.
        Ja wiem,że kochasz,że łatwo się mówi :"odejdź",ale musisz wziąć się w garść i
        odpowiedzieć sobie na pytanie czy chcesz tak żyć?
        Ja, ponad 10 lat temu zwiałam gdzie pieprz rośnie.I nie tłumaczyłam sobie ,że
        jest dobry i mnie kocha,i że nie ma awantur.Dla mnie problem był wielki,a on
        dodatkowo nie chciał tego zmienić twierdząc,że nic złego się nie dzieje...
        Życzę słusznej,rozsądnej decyzji.
        Pozdrawiam
        • Gość: Majka Powinna Mu pomóc IP: *.wroclaw.mm.pl 03.05.04, 13:36
          No własnie Beba2, to ważne co Facet o tym myśli...
          Jeśli Ona kocha, tak naprawdę to jak ma uciekać od Kogoś kto najpewniej jest
          chory? Nie chodzi o to czy mają ślub i dzieci...Jest sie z kimś, jest miłość na
          dobre i złe. Przecież nie można Kochanej Osoby raptem ot, tak sobie zostawić bo
          ma kłopoty, bo zachorowała. Powinna Mu teraz pomóc. Problem w tym czy On tę
          pomoc przyjmie.
          Niech oboje idą do poradni AA. On chyba na leczenie a Ona na zdiagnozowanie się.
          Co innego jeśli On nie będzie się godził na leczenie. Wtedy rzeczywiście
          powinna odejść, bo nikłe są szanse, ze będzie dobrze. Z pewnością będzie coraz
          gorzej.
          • Gość: chyba_szalona Re: Powinna Mu pomóc IP: *.blueyonder.co.uk 03.05.04, 20:19
            dziekuje za wszytskie listy, tylko czy taka profesjonalna pomoc czyni cuda? czy
            kazdemu pomoze? czy nie bedzie to czasem zycie na bombie, ktora moze z kazda
            chwila wybuchnac????
            Zgadzam sie z wypowiedzia, ze powinnam odejsc, nie wiem ale jakos nie wierze w
            cuda, ale jestem za slaba. Oczywiscie, ze wciaz go kocham tak samo jak tabuny
            kobiet w podobnej sytuacji, ktore trwaja i poswiecaja swe szczescie, spokoj,
            zdrowie , zycie. A gdy odchodza w koncu zmaltretowane i tak uslysza, ze to one
            sa winne, ze to one to te szmaty.
            Tak ale co powiedziec temu sercu , ktore wciaz wyrywa> jak pozbyc sie fatalnego
            uczucia i w koncu zadbac o sama siebie???
            czy psychiatra badz psycholog mi pomoze? czy ktos z was podjal taka decyzje (
            beba 2) i jak poradzil sobie z bolem i samotnoscia???
            Majko probowalam juz nie raz sugerowac mu problem, prosic o nie picie, ale jak
            kazdy alkoholik on nie uwaza, ze ma problem, w jaki sposob mam go zmusic do
            leczenia? On tego nie chce i tyle. Moze mi obieca, jak znowu bede probowala
            odejsc, aby mnie zatrzymac ...ale po jakims czasie wszystko wroci do normy .
            koszmar
            • Gość: beba2 Re: Powinna Mu pomóc IP: *.autocom.pl 03.05.04, 20:46
              To co ja przeżyłam było dawno temu (tym bardziej wydaje mi się odległe i
              nierealne,że teraz od 8 lat żyję ze świetnym facetem,mamy 5,5 letniego synka).
              Wiadomo,że było mi bardzo ciężko,ale w mojej decyzji utwierdził mnie fakt,że
              kiedy zagroziłam odejściem (po raz trzeci)on nie poprosił bym została,nie
              obiecał,że się zmieni.Wręcz sugerował,że zmarnuję sobie z nim życie.Na początku
              zaprzeczałam,za wszelką cenę chciałam walczyć o niego,ale się nie udało.Brak
              chęci współpracy z drugiej strony rokuje tylko niepowodzenie.
              Z tego co wiem, do dziś nie przestał pić,ale nie upodlił się do reszty.Pozostał
              na tym samym etapie (kontrolowany alkoholizm???).Nie żałuję swej decyzji,bo
              moje życie dobrze się ułożyło.On z kolei co jakiś czas próbuje ułożyć sobie
              życie z inną dziewczyną,ale chyba powiela te same błędy,bo było tych "nowych"
              już kilka.To też o czymś świadczy. Moim zdaniem jest niereformowalny.Żadne
              wielkie uczucie nie jest dla niego ważniejsze od własnej osoby.
    • martini_very_bianco Re: WARIACTWO 03.05.04, 20:23
      zajrzyj na forum uzaleznienia (po sasiedzku), tam sa nie tylko sami
      zainteresowani z nazwy:), ale tez ich rodziny. Na forach prywatnych w dziale
      zdrowie jest tez forum alkoholikow, bogate w posty

      16%VOL
      22%VAT

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka