Ostatnio, wśród zaprzyjaźnionych pań, rozgorzała dyskusja o jednej z nich (spotykamy się wszystkie z racji wspólnego kiedyś pobierania nauki), a potem, w miarę ubywania wody rozmownej, o całym zjawisku. Z definicji tejże wynikało, że kobietka to taka kobieta, która w diametralnie różny sposób traktuje mężczyzn i inne kobiety. Do tych pierwszych się mizdrzy, kokietuje, komplementuje, no jednym słowem bez wazeliny, natomiast kobietom przywala złośliwie, atakuje bez przyczyny i paskudnie. Wszystko to dzieje się przy jednym stole, a nie pod

, więc nie ma tu pola do plotek. Kobietkę znamy od dawna, zawsze taka była, ale ostatnimi czasy widocznie kobietom się przelało, no i kobietce się dostało. Wrzask podniosła straszny, że to jest całkiem odwrotnie, że to my ją niszczymy. Z zazdrości wielkiej, bo takie powodzenia u naszych kolegów ma. Ma, to fakt. Panowie jak te, nie przymierzając, barany potakują jej, bronią, otaczają opieką męskiego ramienia. Jakby byli ślepi i głusi. Bo poza tym, że jest kobietką, niczym się nie wyróżnia. Przynajmniej na plus.
Zmęczona byłam, w akcji udziału nie brałam, bo szkoda mi było strzępić języka, ale za to uważnie przyglądałam się z boku, czasem oczom i uszom nie wierząc.
Kolejne spotkanie za miesiąc, a ja już dziś nie mam ochoty na nie pójść. Kuluarowo, telefonicznie znaczy

mówi się, bo czegoż to się w złości nie mówi

, żeby się spotkać bez kobietki i jej wielbicieli, ale czy to dobry pomysł? Nasi koledzy, to w sumie fajni i mądrzy faceci i naprawdę nie wiem, co ich powstrzymuje, żeby powiedzieć kobietce kilka słów prawdy. Nie załamie się przecież, jest silna i jędzowata oraz odporna na krytykę. Kobiet. Męskiej nie zaznała, więc nie wiem, jak z tym jest

No, nic to. Czas mi się kończy. Zołza rejestratorka wyznaczyła mi termin o 7-mej