kawuel
01.03.07, 06:30
Piesku mój kochany, dlaczego to zrobiłeś?
Przecież miałeś u mnie tak dobrze jak w raju.
Starałem się bardzo być dla ciebie najlepszym panem, pozwalałem ci na
wszystko, rozpieszczałem, gotowałem ci smaczne obiadki.
Przecież wiem że ty też mnie bardzo kochasz, dawałeś temu wyraz każdego dnia
gdy budziłeś mnie rano swoim mokrym noskiem i ciepłym językiem, a wracając z
pracy musiałem z całych sił trzymać drzwi wejściowe z drugiej strony żebyś
ich nie wypchnął z szaleńczej radości.
Teraz siedzę sam w nocy, bo spać nie mogę z rozpaczy która rozdziera mi
serce, i nasłuchuję czy nie zadrapiesz swoją kochaną łapą w drzwi żeby cię
wpuścić do domu. Światło za domem masz zapalone żebyś mógł łatwiej trafić tu
gdzie jest twój dom, zdemolowany przez dwadzieścia miesięcy gdy tu mieszkałeś
ze mną. Nie mam o to do ciebie żalu, tylko wróć do mnie kochany Onyksiu...
Wiem, że przez moje chore nogi nie mogłem wyprowadzać cię na tak długie i
wyczerpujące spacery jak byś chciał ale przecież miałeś dużo swobody na
trawniku za domem.
Jednak twój nieposkromiony temperament kazał ci badać wciąż nowe i
niedostępne dla ciebie tereny poza naszą działką. Jak to się mogło stać, że
odczepiłeś się od swojej linki wyznaczającej ci twoje terytorium po którym
mogłeś sobie biegać dowoli? Czy ktoś cię odczepił i zabrał ze sobą? Ale jak
mógł by to zrobić nie zostawiając żadnych śladów na miękkim śniegu? Wszędzie
są tylko ślady twoich kochanych łap. Wiem nawet w którą stronę pobiegłeś, bo
zostawiłeś w śniegu ślady u sąsiada, dalej niestety śnieg jest ubity i ślad
się urywa. Przez pół dnia jeździłem po okolicy nawołując twoje imię i
wypytując wszystkich napotkanych ludzi czy cię nie widzieli. Niestety,
przepadłeś jak kamień w wodę.
Gdzie ty teraz jesteś, czy nie śpisz tak jak ja z tęsknoty i rozpaczy? Gdzie
mogło być ci lepiej jak w twoim kąciku w którym leży teraz straszące pustką
twoje posłanie? Nie chcę, nie mogę nawet myśleć że marzniesz gdzieś na dworze
z trwogą spoglądając na powoli opadający słupek termometru za oknem.
Wróć do mnie piesku, bo chyba umrę z tęsknoty za tobą...
Jedyna nadzieja w tym, że jakiś dobry człowiek cię przygarnął, dał ci
tymczasowe schronienie, i zawiadomi tutejsze schronisko dla zwierząt w którym
zgłosiłem twoje zaginięcie.
Wszystko bym oddał żebyś tylko się znalazł i wrócił do mnie jak najprędzej.
Nie mogę już dłużej znieść tej ciszy i pustki w domu... wychodzę i będę
jeździł po okolicy przez całą noc, a gdybyś jakimś cudem znalazł drogę do
domu gdy mnie tu nie będzie, to zostawiam ci otwarte drzwi na werandę i twoje
miski z jedzeniem i ciepłą wodą do picia żeby szybko nie zamarzła...