Dodaj do ulubionych

wracać - nie wracać

01.07.10, 12:01

po rozwodzie pół roku, wczesniej separacja 2,5 roku, mam żale i
pretansje ale każdy ma swoje wady, tak jak zalety. Było ciężko, był
kryzys, osobne mieszkanie na próbę, w tym czasie dziś ex-mąż
zaprzyjaźnił się z - koleżanką z pracy. Nie żebym była głupia czy
naiwna, nie mam o to pretensji, mieszkaliśmy osobno, próbowaliśmy
życ inaczej, wszystko nie ważne. Tęsknie za nim strasznie od samego
początku końca, nie zanosze sie juz smiechem, nie jadam jajecznicy
na boczku nie kupuję kiełbasy z czosnkiem co sobotę do kanaapek i
takie tam. Skoro mineło tyle czasu a mnie tesknota nie opuszcza to
może trzeba wrócić? Dodam tylko, że nie moge się go pozbyć z mojego
życia nie tylko mentalnie, ale i fizycznie. Przychodzi często do
córki, zagaduje, żartuje, pomaga w różnych sprawach i mówi, że czuje
się w obowiązku dbac o mnie do póki sobie życia nie ułożę? Litość
czy tęsknota? I drugą rzecz dodam: nie byłoby w tym nic dziwnego,
gdyby takie dwie osoby dały sobie jeszcze jedna szansę, tylko w
trakcie separacji Ex utrzymywał mnie w przekonaniu, że to wszystko
moja wina, że to ja chciałam separacji, że to ja kupiłam mieszkanie
i się wyprowadziłam, że to ja sie spotykam z kimś (co nie było
prawdą, to tylko zwyczajny kumpel, zakochany, ale kumpel i to bez
seksualnych uniesień) a prawda była taka, że w tym samym czasie
przyjaźnił się z "pracą", przychodził był miły z jednej strony robił
wyrzuty, z drugiej wyglądał jakby mu zależało. Wiem, odpowiecie,
gdyby mu zależało to nie byłoby rozwodu i to jest jedyna rozsądna
myśl, która mnie powstrzymuje, żeby nie wyskoczyć z pytaniem "a może
zaczniemy jeszcze raz"? co myślicie?
Obserwuj wątek
    • eutherpe Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 12:11
      Zrób tak jak podpowiada "środek" ale ponownie do tej samej rzeki chyba nie
      powinno się wchodzić.Chociaż ja już sama też nie wiem...Może pogubiliście się po
      prostu-terapia?
      • scibor3 Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 16:17
        Jak widzę tą ludową interpretację starożytnej filozofii to mi się nóż w kieszeni
        otwiera. I każdy sąd mnie uniewinni.
        • bramstenga Re: wracać - nie wracać 02.07.10, 14:31
          Jeśli Cię nie uniewinni, to obiecuję, że pierwsza zorganizuję pikietę. Mnie też
          to wkurza - podobnie jak interpretowanie niepokalanego poczęcia jako poczęcia
          bez seksu.
          ~bramstenga
    • katarinaa77 Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 12:14
      troszkę moje życie wygląda podobnie bez wdawania się w szczegóły.
      moim zdanie daj sobie spokój dwa razy nie wchodzi się do tej samej
      rzeki. ale zrobisz jak uważasz
      pozdrawiam
      • anka_cyganka35 Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 12:38
        bzdura z tym nie wchodzeniem do tej samej rzeki (moim zdaniem). problem jest
        gdzie indziej: czy on czuje to samo co Ty? czy też myśli o tym, że moglibyście
        być razem? czy może w końcu samotność i czas wyidelaizowały jego obraz i
        tęskonote do niego?
        • sbelatka Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 12:45
          a co Cie pwostrzymuje pzred ponowną próbą?

          że rzeka dwa razy.. że co ludzie powiedzą... a co Cie to obchodzi???

          nie spytasz - sie nie dowiesz
          nie spróbujesz - nie dowiesz się tym bardzoiej..

          co możesz starcić?
          trochę czasu.. złudzenia...

          a co możesz zyskać?
          wiele..
          może głębszy niż do tej pory związek - bo pewnie każde z Was ma jakies
          przemyślenia
          może rozczarowanie - a co za tym idzie - wolność... nie pętaną
          pytaniami:a może? a jesli?

          tak czy siak - moim zdanim możesz tylko zyskać...
        • niedowiary77 Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 12:45
          Podobno nic nie dzieje się bez przyczyny ?
          • zuczek_sz Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 13:06

            co mnie powstrzymuje? napeno nie co ludzie powiedzą, nie jestem tego
            typu osobą. Problem w naszym małżeństwie był taki, że ja co w sercu
            to na ustach a od niego nigdy nie można było nic wyciągnąć,
            rozumiem, szanuję po czasie ale jednak, natomiast ten moment przez
            który poczułam sie oszukana. Mamy dobre kontakty, a mój poziom
            tolerancji jest naprawdę szeroki, może to dziwne dla większoć ale ja
            mu mówiłam, że jak z kimś jest to dobrze, bo uważałam, że jest
            dobrym czlowiekiem, takim bezpiecznym o ironio a ja mam dość
            ekscentryczny charakter więc z dwojga złego niech przynajmniej jedno
            sobie życie ułoży ale on własciwie nie mówił nic, ja wtedy
            odczytywałam to w taki sposób, że podejżewam go bezzasadnie, że nic
            go z nikim nie łączy i pogłębiaam się w poczuciu winy, że zawiodłam
            jako człowiek, kobieta, żona. Okazało się, że moja intuicja
            podpowiadała mi prawdziwie, teraz czuję się zraniona, oszukana, czy
            bedę mogła zaufac jeszcze raz? a zdrugiej strony tak jego bezustanna
            dbałość o mnie i moje sprawy. Ja nie byłam kryształowa, popełniłam
            błędy ale odebrałam gorzką lekcję życia i mam nadzieję wyciągnęłam
            wnioski. Nie umiem się obronić przed tą jego dobrocią. Ktos tu
            napisał: nic nie dzieje sie bez przyczyny. I ja cholera bezustannie
            się zastanawiam czy cokolwiek sie nie dzieje, to przypadkiem nie
            ukrywa się wtym jakieś drugie dno. Poza tym moja rodzina go kocha i
            pożera łyżkami, szwagier jego najlepszy przyjaciel, gdzie sie nie
            odwrócę ON. Mętlik mam czy to tylko próba czy zrządzenie losu.
            Oj baby to są jednak durne :+))))
            • wiosenka.pl Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 13:53
              Razem źle i bez siebie źle, no tak bywa w życiu.
              Ja też uważam, że najważniejsze jest teraz, co on tak naprawdę czuje. Może tak
              ma Cię w nosie, a to wszystko pozory, aby utrzymać dobry obraz samego siebie? A
              może też tęskni za dawnym? Sprowokuj szczerą rozmowę, wyłóż kawę na ławę, napisz
              list, w każdym razie przerwij obecny stan iluzji i albo wóz, albo przewóz. Jeśli
              on tez jest zainteresowany, aby dać sobie szansę raz jeszcze, to cóż stoi na
              przeszkodzie? To nie może być TWOJA decyzja, ale WASZA. A jeśli zauważysz, że
              kręci - przerwij tę nić raz na zawsze i odetnij się, na ile możesz. W każdym
              razie życzę powodzenia!
    • adaria38 Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 15:19
      Wyłóż mu spokojnie kawę na ławę. Że nadal Ci zalezy a widzisz, że on też nie
      chce z twojego życia odejść na dobre, że jesteś gotowa spróbowac drugi raz ale
      to musi być wasza obopólna decyzja, czy on chce odnowić związek, jeśli tak to na
      jakich zasadach, wypunktujcie sobie oboje szczerze i jasno co wam nie
      odpowiadało w drugiej osobie, w dotychczasowym układzie, z obu stron, może nawet
      oboje spiszcie to na kartce i wymieńcie się tymi kartkami, dajcie sobie
      tydzień-dwa na przemyślenie propozycji powrotu na nowych zasadach, przemyślcie
      czy stać was osobiście na zmiany i ustępstwa i zadecydujcie w te lub wewte.
      Obie strony muszą naprawdę chcieć, muszą tez pracować nad tym żeby związek był
      inny niż dotychczas. Bo inaczej będzie klapa i skończy się tak samo jak było.
      A jesli on nie chce powrotu do pełnego związku (moze tak być, może tylko jest w
      nim poczucie własności w stosunku do "jego" kobiety) albo nadal będzie "wracał"
      na zasadzie oskarżeń i zrzucania winy na ciebie - to daj sobie spokój. I postaw
      granice Twojego życia i jego życia, twojego domu i jego domu, zacznij go
      traktowac jak gościa, który ma się wcześniej zapowiedzieć z wizytą a nie jak
      domownika który moze wpadać kiedy chce i robić co chce= bo inaczej uwiążesz
      sobie przy nim emocje i jemu podporządkujesz i nie będzie cię stac na zbudowanie
      czegoś innego.

      • zuczek_sz Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 21:35
        dzięki za wszystkie podpowiedzi, teraz muszę zebrać myśli czego tak
        naprawdę chcę bo może i z mojej strony to tylko "przynależność" ale
        sądzę, że porozmawiamy. Czy wystarczy mi zaufania, się okaże,
        pozdrawiam wszystkich. A skąd innąd bardzo mądre te Wasze
        odpowiedzi, dojżałe aż dziw co takie osoby robią w takim miejscu na
        forum :+)
        • adaria38 Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 22:48
          W teorii wszyscy jesteśmy mocni wink
          a praktyka..wiadomo..kuleje tongue_out.
          Czasem to na zasadzie "wiem co spieprzyłam/em u siebie, ty próbuj, może tobie
          uda się zrobić lepiej i dojść bliżej ideału"
          • enesta Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 23:59
            adaria38 napisała:

            > W teorii wszyscy jesteśmy mocni wink
            > a praktyka..wiadomo..kuleje tongue_out.

            smile) zgadzam się w stu procentach.
            Do autorki-zastanów się czy nie patrzysz na niego przez pryzmat
            własnych uczuć. Może po prostu jest dobrym człowiekiem i tyle.
            Ja zadałabym mu proste pytanie- kochasz mnie? Gdy się określi w
            zależności od odpowiedzi-konkretne ustalenia. Na razie nic nie
            wiesz. Tylko co zrobić jak odpowie - sam nie wiemsmile
            Zależy Ci na nim, to koniecznie rozwiej wątpliwości.
            Powodzenia
    • dorata351 Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 21:53
      Mam podobnie, ale postanowiłam , że palcem nie ruszę, z mojej strony nie padnie
      propozycja. Jeśli padnie z jego, pewnie się zastanowię. Ja zrobiłam już wszystko
      żeby uratować to małżeństwo, teraz jego kolej, jeśli oczywiście coś takiego
      rozważa, bo tego nie wiem. Ja buduję sobie powoli swój nowy swiat, wiele w nim
      jeszcze brakuje, ale wiele też osiągnęłam. Chcę kiedyś spokojnie patrzeć w
      lustro, mieć do siebie odrobinę szacunku, nawet jeżeli miałabym już pozostać
      sama.. Zdarza się, ze tęsknię, czasem wydaje mi się, że jakieś ciepłe uczucia we
      mnie są,na pewno są, ale , no właśnie, zbyt wiele mnie to kosztowało, żeby teraz
      tak po prostu zaproponować: spróbujmy jeszcze raz.
      • kalpa Re: wracać - nie wracać 01.07.10, 23:56
        uczucia mają to do siebie, że są. I niewiele mozna z nimi zrobic. Kochasz go
        nadal, prawdopodobnie on ciebie też. Może teraz znajdziecie nowy sposób na nową
        relację?
        • sauber1 Re: wracać - nie wracać 02.07.10, 01:17
          Czasem tak myślę sobie, że może i dobrze, że u nas nie ma jak w USA
          ogólnodostępności i tradycji posiadania broni ?wink
      • zuczek_sz Re: wracać - nie wracać 02.07.10, 10:55

        U mnie było tak samo Dorato, było mi źle i postanowiłam więcej nie
        ruszac palcem bo to jest jednak poniżej pewnej godności rzucic się
        do stóp i błagać przygarnij mnie ale dziś patrzę na niektóre
        wydarzenia inaczej, dostrzegam swoją winę, bo kto jest bez winy?
        Dużo osiągnęłam od czasu rozstania przede wszystkim poczucie
        godności, wartości ale też pewnego rodzaju pokory. Widzę i patrze
        teraz inaczej, czasem zacietrzewiamy sie zupełnie bez sensu, chora
        godność powstrzymuje nas żeby przeprosić, podziękować, wybaczyć a w
        czasie naszej separacji były takie momenty kiedy M powiedział Tobie
        jest źle, mnie jest nie fajnie może zamieszkajmy znowu razem, ja na
        to ok porozmawiajmy - nie wrócił do tematu, na ostatniej sprawie
        rozwodowej płakał, ja go pytam czego teraz beczysz? sam zawiozłeś
        wniosek ten rozwód jest dla mnie nie dla Ciebie - nic nie
        odpowiedział, szwagier kiedyś mi powiedział, że M może i by wrócił
        ale boi się że to się nie uda. No było kika takich momentów kiedy
        już już wydawało mi się że jakoś damy radę ale zabrakło odwagi, żeby
        spóbowac jeszcze raz. Potem kolega mi tłumaczył jak to z facetami
        jest, nie z każdym ale z kilkoma jego znajomymi: facet się
        zacietrzewi i do końca pary nie puści potem żałuje, w skrytości
        duszy beczy. Rozstanie to trudny czas ale najważniejsze żeby
        wybaczyć samemu sobie, pogodzić się z własnym ja, a moje "ja" i ja
        się pogodziłysmy i skoro oba ja ciągle są związane emocjonalnie z
        moim ex to zastanawiam się może on i jego ja też się pogodzili? Ale
        fakt, chyba trochę boję sie odrzucenia, mimo że z jego wypowiedzi
        wynika, że nie jest z nikim związany, to że jednak oszukuje mnie jak
        poprzednio, po prostu to ukrywa, wyrzuty tuszuje swoja pomocnością i
        jak ja sie o tym przekonam, czy dam radę to znieść?
        pozytywnie nastawiona
        • sbelatka Re: wracać - nie wracać 02.07.10, 13:54
          nie spróbujesz - nie będziesz wiedzieć...

          a czy zniesiesz?
          nie spróbujesz nie będziesz wiedzieć.. że TAK

          bo jakoś ostatecznie każdy i każda z nas znosi wszytsko to co nas
          spotykasmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka