anshe30
13.02.11, 17:13
Rozwodze się, mam 30 lat, dwojke dzieci. Staram sie nie przejmowac tym co ludzie mówią, ale wczoraj ktos dla mnie bliski, ktory poczatkowo mnie bardzo wspierał i psychicznie "stawiał do pionu" na moją "odmowę",ze między nami nic nigdy nie będzie, (bo wczoraj juz bezposrednio mi to zaproponował) zmienił ton rozmowy(GG). Był grubiański, szorstki, niemiły, w koncu mi napisał " a jeszcze jedno, jak myslisz ze jakis facet cie zechce z 2 dzieci... to sie grubo mylisz, moze przeleciec i tyle, ale nie na serio, faceci nie lubią uzywanych babek". To był policzek poczułam się jak smieć, podgatunek, poczułam sie jak na poczatku drogi odzyskiwania siebie i swojej pewnosci, która i tak jest mocno nadszarpnięta., a tak dobrze mi szło, czyłam się naprawde ook w mojej sytuacji. Delikatnie ucielam z nim rozmowe, powiedzialm do siebie, ze to nieprawda, ale i tak... przepłakałam całą noc.
Czuje się nikim. Czuje,ze moje zycie skonczylo sie na urodzenoiu dwojki dzieci, rozwodzie i samodzielnym rodzicielsstwie. Słowa potrafia bardzo ranić i co gorsze człowiek zaczyna w chwilach kompletmego zwątpienia w nie wierzyć