Dodaj do ulubionych

Bylejakość

08.03.11, 15:37
Już od dłuższego czasu coraz dobitniej się przekonuję, że ja i mój mąż to dwa zupełnie inne światy. Bywa lepiej, bywa gorzej, wielkiego uczucia dawno już nie ma. Chociaż mój mąż generalnie nie widzi problemu, twierdząc, "że nie bije mnie, nie zdradza, więc o co chodzi"?
Zarabiam znacznie więcej od niego, on od prawie trzech lat nie ma stałej pracy i tłumaczy to tym, że w dzisiejszych czasach liczą się tylko znajomości. I inne bzdety, mające usprawiedliwić jego bierność i generalne olewactwo.
Coraz mniej się już z jego strony spodziewam, ale ostatnio po prostu dobił mnie nie zgadzając się na wzięcie kredytu mieszkaniowego na większe mieszkanie. Gnieździmy się z dzieckiem w 35 m2, mieszkanie należy do mnie, kupiłam je przed ślubem, mąż będąc kawalerem nie myślał raczej o przyszłości (jak życie pokazało, po ślubie także nie). Już od dwóch lat przymierzałam się do jego zmiany (piszę przymierzałam się, bo mąż nie był zainteresowany moimi zamierzeniami), ostatnio jednak postawiłam sprawę stanowczo. Obejrzeliśmy kilka w rozsądnej cenie (nie należę do osób, które "zarżnęłyby się" finansowo, żeby mieć nie wiadomo jakie locum), na jedno, jak sądziłam, zdecydowaliśmy się, ale okazało się, że w ostatniej chwili mąż się z tej decyzji wycofał. Bo on nie zamierza się uzależniać od banku na następne 30 lat!
Prawda jest taka, że jemu odpowiada bylejakość. Byle jakie jedzenie (ja lubię gotować, ale ostatnio usłyszałam, że jemu jest właściwie wszystko jedno co je), byle jakie ubranie, byle jakie mieszkanie (to w którym się gnieździmy wymaga już remontu, ale to ja muszę wszystko zorganizować). Byle jakie życie. Boję się przed samą sobą przyznać, że jestem z byle jakim człowiekiem. Jestem kompletnie załamana. Zablokował moje plany, marzenia. I nic z tym nie mogę zrobić. Pod koniec marca idziemy na terapię małżeńską (to oczywiście moja inicjatywa), ale nie mam już chyba nadziei na nic sensownego.
Najgorsze jest to, że wiem, iż ewentualny rozwód nie potoczy się w sposób cywilizowany, bo mój mąż, jak stwierdził "nie uznaje rozwodów" (nie żeby był religijny). Kiedyś nawet rzucił, że będę mu musiała płacić alimenty...Mam smutną refleksję - żyję z pijawką, bez ambicji, bez celu w życiu, oskarżającą za swoje niepowodzenia świat wokoło...
Obserwuj wątek
    • plujeczka Re: Bylejakość 08.03.11, 15:55
      sama sobie odpowiedzialaś w ostatnim zdaniu postu, życie z pijawką dlasz rade tak dalej zyć? terapia ? co zmieni? bo chyba nie charakter meza i jego oczekiwania wobec zycia bo te jak sama piszesz są niewielkie, byle jakie jedzenie, byle jakie mieszkanie ale za to spokój i zona co to wszystko załatwi pouklada, kupi, przytaszczy do domu.
      Musisz sama sobie odpowiedzieć czy chcesz takiego zycia ..i jeszcze jedno nie zmieniaj teraz mieszkanai chyba ,że zrobisz rodzielność majatkowa i ta |chata" bedzie twoja.
      • clarisa_g Re: Bylejakość 08.03.11, 15:59
        Ale mieszkanie jest moje, nabyte przed ślubem, chyba nie będę musiała się z nim "dzielić"??
        • zmeczona100 Re: Bylejakość 08.03.11, 16:15
          Oczywiście, że nie, ale trudno Ci będzie go stamtąd wyrzucić.
          Zaczęłabym od rozdzielności, abym mogła sprzedać to mieszkanie i kupić większe, biorąc kredyt z banku. Sprzedaż mieszkania niejako wymusi jego wyprowadzkę.
          • clarisa_g Re: Bylejakość 08.03.11, 19:07
            Niestety rozdzielność majątkowa już była u nas "na tapecie". Nie zgadza się na nią. Nie widzi potrzeby.
            • zmeczona100 Re: Bylejakość 08.03.11, 19:10
              no ja mu sie nie dziwię.
              Sądownie załatw.
              • jarkoni Re: Bylejakość 08.03.11, 19:24
                Będąc bylejakim i żyjąc z dnia na dzień nikt się nie zgodzi na zmianę z bylejakości na coś, co wymaga jakiegokolwiek wysiłku i poświęcenia..
                Zrozum trochę człowieka..
                Musisz zdecydować i podjąć decyzję z niego i postawić go przed faktem dokonanym..
        • plujeczka Re: Bylejakość 08.03.11, 19:44
          na dzień dzisiejszy nie musisz się nim dzieć ale jak sprzedasz i dołozysz do nowego mieszkania to nieststey zaczniesz bókj w sądzie, daj sobie spou z zamianą.Najpierw zrób bilans swojego ztycia i małżeństwa a jak juz bedziesz wiedziała czego chcesz i z kim chcesz to dopiero zacznji dziłać w kwestii mieszkania i pami.etaj co twoje to twoje, nie pozbywaj się tak łatwo tego co do ciebie nalezy, teraz masz idealną sytuację aby pozbyć się pasozyta bo mieszkanie twoje ale poźniej juz tak łatwo nie bedzie.Zasięgnij rady prawnika ale madrego
          • plujeczka Re: Bylejakość 08.03.11, 19:48
            skoro nie zgadza się na rozdzielnośc to masz pecha,zacznij od sprawy o ustanowienie sądowej rozdzielności majątkowej ale pamietaj sad nie daje rozdzielnoci od tak sobie dla kaprysu, musiszudowodnic ,że maz nie dokłada się i nie pomnaa waszego maj.atku a wręcz swoimi działaniam majatek trwoni.W przeciwnym razie rozdzielności nie dostaniesz.Możesz zrobić to u notariusza ale skoro jemu nie "potrzeba" to masz pozamiatane, dziewczyno do czegp wogóle Ci ten facet? bo nie nie bardzo rozumiem, dla dziecka? seks miedzy Wami to torpeda? Podaj chocioaż jedne wazny powód do bycia razem w takim maraźmie i zawieszeniu???
    • rarely moze jest taki a moze inny 08.03.11, 20:04
      jak jest naprawde tego nikt nie wie sobie wystawilas piekna laurke jego obsmarowalas to nie swiadczy o Tobie najlepiej ale to juz inna sprawa
      pytanie jak jest taki fatalny to czemu chcesz wziasc z nim kredyt na 30 lat na wspolne mieszkanie
      to sie kupy nie trzyma

      a jeszce jedno on ma pelne prawo nie brac tego kredytu bac sie go i uwazac za niepotrzebny nie musi tez podzielac twojch kreatywnych ambitnych i wznioslych celow ajakim jest udojenie sie kredytem na wiele lat wkoncu on tez go bedzie musial splacac w malzenstwie czy po rozwodzie to juz inna sprawa


      • rene-76 Re: moze jest taki a moze inny 08.03.11, 20:28
        popieram rarely,a żyć z kimś dla podpisu w banku?30 lat?to nie jest dobry pomysłwink
        • clarisa_g Re: moze jest taki a moze inny 08.03.11, 21:41
          Wiem, że to się kupy nie trzyma. Ale idiotycznie chciałam żeby się coś trzymało. Ta nieudana zamiana mieszkania jest po prostu ostatecznym dowodem na to, że z nim nic się nie da zrobić. Sama mam dla siebie dużo pogardy, że jestem taka słaba, że jeszcze na coś czekam. A tak naprawdę boje się tych awantur przy dziecku i tego piekła rozwodowego, które mnie czeka. Po prostu tchórzem jestem. Ale raczej już wiem, że inaczej się nie da...
          • tesknotazabija Re: moze jest taki a moze inny 08.03.11, 21:50
            Bo najtrudniej jest zrobić pierwszy krok. Kiedy nabierzesz odwagi i przekonania, że wiesz czego chcesz pójdzie już z górki, wiem to po sobie.
            Czas zacząć myśleć o sobie, o tym czego Ty pragniesz.
            Ciężko jest oceniać kogoś tylko po wpisach na forum, ale na podstawie tego co piszesz wrażenie mam jedno: Twój mąż podcina Ci skrzydła. Ty masz ambicje, cele, marzenia, a jemu jest wszystko jedno.
            • buba2002 Re: moze jest taki a moze inny 08.03.11, 22:00
              Wiesz, rozumiem Cię świetnie. Miałam taką pijawkę przez 19 lat. Miałam, bo bałam się być sama i dlatego byłam sama i na dodatek z garbem. Jemu zawsze było wszystko jedno, to, czy będziemy razem - także. No więc się obraził, wyprowadził do mamy, bo był przekonany, że nie pozwolę mu odejść. Odżyłam. Mieszkanie było moje i jest moje, ułożyłam sobie życie po swojemu, bo nikt nie podcina mi skrzydeł wiecznym niezadowoleniem. Nie bój się spróbować żyć po swojemu, realizować swoje plany i marzenia. Uwierz w siebie. Pozdrawiam.
              • argentusa Re: moze jest taki a moze inny 09.03.11, 08:44
                Och, mogę krzyknąc, jak ja to znam!
                Kilkanaście lat z wiecznie-niezadowolonym-człowiekiem. I w dodatku otwarcie deklarującym, że nigdy nie dojrzeje smile. Ale też i moja odpowiedzialność, że przez lata godziłam się na takie zycie. Mogłam przecież wcześniej trzasnąć drzwiami i już.
                Życzę Ci siły! i konsekwencji.
                Jestem przykładem matki 3 dzieci i do tego szczęsliwej. (i pewnie dlatego jeszcze nie wyniosłam sie z tego forum- żeby pokazać tym wątpiącym (obojga płci), że może być dobrze PO.
                Ar.
                • pandora81 Re: moze jest taki a moze inny 09.03.11, 09:04
                  Życzę dużo siły, bo lekko nie będzie się go pozbyć- jemu tak wygodnie uncertain
                  Poradź się prawnika
                • estimata Re: moze jest taki a moze inny 10.03.11, 22:15
                  Argentusa, ja też ma 3 dzieci, róznej płci i złożyłam pozew po nastu latach zycia w byle jakim związku. Ale tak się strasznie boję, czy dobrze zrobiłam i w znacznej mierze przyczyna tego strachu sa moje dzieci. Córka juz troche starsza, i rozumie sprawę. Ale chłopaczki głupiutkie jeszcze, przedszkolaki. Ojciec mało się nimi zajmował i okazjonalnie ale teraz oczywiście zaczął przykładnie. Czy możesz mi napisać o swoich doświadczeniach?
                  Pozdrawiam
                  • argentusa Re: moze jest taki a moze inny 11.03.11, 07:55
                    Estimata,
                    o dzieci to ja się nie boję. Już. Bo mysmy od początku razem uzgodnili, że mają jak najmniej ucierpieć. Sprowadzało się to do tego przede wszystkim, żeby źle nie mówić o drugim rodzicu i żeby nie utrudniać wzajmenego kontaktu. Generalnie się pilnujemy. Eks zajmował się nimi zawsze - trochę zmuszany. Stąd chyba było mi łatwiej. W kwestii alim też nie ma specjalnych problemów (nie robię tragedii jak się spóźni, lub wpłaci niepełne -bo mogę sobie na to pozwolić).
                    Tak naprawdę zrozumiałam, że może być tylko łatwiej w chwili gdy przyjęłam na siebie część odpowiedzialności za rozpad tego związku i kiedy rozstanie faktyczne juz trochę trwało (ze 3 mies). Zobaczyłam, że dzieci cieszą się z kontaktu z ojcem, ja umiem sama żyć i dajemy wszyscy radę. I, że na moją prośbę Eks parę razy był ponad umowę" pomocny przy dzieciach.
                    Wiem ,że bywa różnie. Myśmy po prostu do siebie nie pasowali. Od początku a na siłe chcieliśmy ten związek utrzymać - no i się rypnęło.
                    Na wszystko trzeba czasu i działania. Bo czekanie na mannę z nieba, że się samo polepszy -to jest naiwność.
                    Dasz radę! Z początku moze być trudno (jak każde nowe doświadczenie), ale z czasem dopasujesz trochę rzeczywistość do siebie, a trochę siebie do rzeczywistosci. I co najważniejsze, nie będzie Ci to przeszkadzać. Dzieci mają genialną zdolnosć przystosowania. Są z nimi problemy -jak zawsze. Jednak nie upatruję tych problemó w rozwodzie (teraz). Wcześniej oczywiscie przeżywały na swój sposób - towarzyszyłam im w tym i tyle. Tata zapewniał o tym, że są ważni dla niego, ja też i nie ścigaliśmy się kto ważniejszy.
                    POWODZENIA, Ar.
                    ps. a gdyby mi ktoś powiedział w okolicach rozwodu, że będę taka szczęsliwa w nowym związku to zabiłabym cynicznym śmiechem.
    • skorpioniczkaa Re: Bylejakość 09.03.11, 09:07
      No i bardzo dobrze, że on zablokował Wam kupno większego mieszkania. W przypadku rozwodu odpada Wam podział majątku , bo jak piszesz mieszkanie obecne jest tylko i wyłącznie Twoje.
      musisz zrobić pierwszy krok. Twój mąż ewidentnie Ci ciąży. Moim zdaniem żadna terapia wam nie pomoże. Bo generalnie on musiałby zmienić Swój stosunek do życia, a jemu najwidoczniej dobrze jest jak jest, a ty się dusisz.
      Powiedz mężowi, ze chcesz zmienić mieszkanie czy sie mu to podoba czy nie. Jeśli będzie sie stawiał (a zapewne będzie, bo już o tym pisałaś), zaproponuj rozdzielność majatkową i wówczs kredyt bierzesz tylko na siebie. Sprzedajesz mieszkanie. Wyprowadzacie się byle gdzie na jakiś czas, potem kupujesz mieszkanie jakie ci pasuje. Między zcasie pozew o rozwód. Ty się wprowadzasz do mieszkania swojego nowego, jego nie wpuszczasz.
      Olewa wszystko - więc ty też olej go.

      Zawsze trzeba myśleć o sobie i dzieciach. Każdy dorosły niech dba o siebie sam.
      • clarisa_g Re: Bylejakość 09.03.11, 11:00
        Dzięki za wsparcie i konkretne wskazówki.
        Wiem, że ta terapia to pewnie strata czasu, ale niech tam, będę miała poczucie, że zrobiłam wszystko. Żeby tylko dziecko jak najmiej cierpiało (wiem, że tego się nie uniknie)...
        • skorpioniczkaa Re: Bylejakość 09.03.11, 12:44
          dziecko czasami bardziej cierpi, kiedy rodzice są razem. taka prawda niestety.
          Moja córka np. stała się spokojniejsza po rozstaniu z ex.
          Powodzenia
    • ugier_jasny Re: Bylejakość 09.03.11, 13:12
      Jakbym moją historię czytała.
      Ja zostawiła dziada i nie żałuję ani jednej minuty bez niego.
    • kara_mia Re: Bylejakość 10.03.11, 15:38
      pomysł przychodzi oczywisty.
      Podpisać rozdzielność majątkowa u notariusz, z udowodnieniem, że mieszkanie należy do twojego majątku odrębnego nie będzie problemu - jak rozumiem.
      Wziąć kredyt samej, kupić samej mieszkanie i ewentualnie zapytując Pana męża czy będzie uczestniczył w utrzymaniu mieszkania i domu czy na zielona trawkę....
      • clarisa_g Re: Bylejakość 10.03.11, 15:59
        Tak byłoby najlepiej. Jedyna, ale istotna przeszkoda - jego zgoda na tę rozdzielność...
        • kara_mia Re: Bylejakość 10.03.11, 16:52
          Skoro jak piszesz on nie chce z bankiem się na 30 lat wiązać to jako dobra zona uwolnisz go od tego zobowiązania i przyjmiesz je na siebie, i w trosce o to aby w przyszłości nie martwił się , że zabierzesz mu majątek to lepiej teraz podpisać rozdzielność... smile smile może się skusi...
          jak nie to poradź się dobrego prawnika od spraw finansowych... może i kredyt uda się załatwić odrębnie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka