Dodaj do ulubionych

Widziane z drugiej strony

29.07.11, 21:34
Dobry wieczór
To mój pierwszy post na forum. Odważyłam się w końcu napisać. Pięć lat temu miał odbyć się mój ślub. Na 3 miesiące przed postanowiliśmy wszystko odwołać. Oboje stwierdziliśmy, że wymogła to na nas presja otoczenia, śluby naokoło robią swoje, a chyba nie jesteśmy pewni i lepiej wcześniej niż za późno. Dziś nie wiem kto się bardziej wystraszył. Były łzy, nieprzespane noce etc. Nie zerwaliśmy kontaktu, ale spotykaliśmy się na mniej zobowiązującej stopie, mieszkaliśmy osobno co ułatwiało sprawę. Minął kolejny rok... nasze drogi się rozchodziły coraz bardziej, aż po prostu zrozumiałam, że to koniec. Ponieważ znaliśmy się wiele lat nie było łatwo... ciągle gdzieś miałam jakieś jego rzeczy, on moje... ale trzeba było iść dalej inną drogą.

Minęło kilka miesięcy i próbowałam powoli ułożyć sobie życie. Wtedy też poznałam P. Starszy o dekadę, szarmancki, mieliśmy wspólne zainteresowania, okazało się, że mamy także wspólnych znajomych. On - jak deklarował - rozwodnik, dwójka dzieci, po trudnych przejściach. Żona odeszła do kochanka, on wychowuje dzieci sam. Mieszkamy w różnych miejscowościach, ale spotykaliśmy się często u mnie lub na mieście. Nie jeździłam do niego ze względu na dzieci. Nie chciał mącić im w głowie, a ja mu uwierzyłam. Nie miałam swoich dzieci, ani doświadczenia w takich kwestiach i zdałam się na niego.

Po kilku miesiącach i wspólnym krótkim wakacyjnym wyjeździe zaczęłam nabierać podejrzeń. Miałam wrażenie, że jakby się maskuje, nie chciał chodzić do niektórych miejsc mówiąc, że przypominają mu byłą żonę. Zauważyłam 2 telefony - mówił, że jeden ma firmowy. Niby OK, ale po prostu coś nie układało się w całość. O żonie mówił bardzo źle, aż raz mu sama zwróciłam uwagę, że to matka jego dzieci. Delikatny wywiad środowiskowy wśród znajomych potwierdził, że jest on rozwodnikiem, że często przebywa z dwójką dzieci etc. Stwierdziłam, że jestem przewrażliwiona i po kilkuletnim związku nieufna.

Zaczął mi jednak przeszkadzać jego charakter. Musiał mieć rację, on decydował gdzie idziemy, jak nie chciał gdzieś iść to szłam sama. Do tego stopnia był uparty. Nadal sobie tłumaczyłam, że sama mam podobny charakter i że on po rozwodzie nie musi być aniołkiem. Z jednej strony się o mnie troszczył, gdy wiedział, że wyjeżdżam multum smsów, czy dojechałam etc. Z drugiej strony miałam wrażenie kontroli - miał pretensję, że nie odbieram, a on specjalnie dzwoni... Wypytywał czy się nie widuję z eks. Zresztą mojego eksa krytykował na każdym kroku - jego była żona i małżeństwo to był za to temat tabu.

Pewnego dnia w jakiejś knajpce zachował się jak oparzony na widok (obcych mi) ludzi. Zaczął się tłumaczyć, że to dlatego, że nie wszyscy wiedzą, że ma rozwód. Osłupiałam. On stwierdził, że przegrał życie, że nie musi się z tego wszystkim spowiadać. Nie było to przekonywujące. Ok. 2 tygodnie później byłam w jego miejscowości z delegacją i chciałam mu zrobić niespodziankę. Mówił mi, że dzieciaki są u babci. Zadzwoniłam, a on że nie może gadać bo jest u niego była żona. No spoko. Następnego dnia to samo, więc zaczęłam go przyciskać. Okazało się, że była żona to nie do końca taka była, bo nie ma rozwodu i w sumie to mieszka z nią i dzieciakami, ale do niej nic nie czuje!

Przepłakałam noc, a potem napisałam mu tylko sms'a aby zniknął z mojego życia. Do tej pory czuję się jak durna idiotka, że nie powiązałam znaków na niebie i ziemi. On najpierw błagał, prosił, płakał... potem zrobił się wyniosły, agresywny, że zrobiłam go w... że się nim zabawiłam, że mi wyrobi opinię.

Ponieważ, jak wspomniałam mamy wspólnych znajomych to po tym wszystkim odwrócili się ode mnie. Nie zrobiło na nich wrażenie, że nie miał rozwodu jak deklarował, bo ważniejsze dla nich było to co czuł, a ja go pochopnie oceniłam. Dla mnie jednak najważniejsze było to, że mnie okłamał mówiąc o rozwodzie i opiece nad dziećmi. Jego żonę spotkałam raz po tym wszystkim i to ona mnie zaczepiła, bo widziała mnie na zdjęciach. Ma żal, że byłam jednym z czynników rozbijających ich związek, że nie pytałam go o więcej, że pewnie w pewnym sensie leciałam na kasę (problem w tym, że nie dawałam za siebie płacić i nie mam pod tym względem sobie nic do zarzucenia), że jak mogłam uwierzyć, że on sam wychowuje dzieci etc.
Nie tłumaczyłam się, bo po co. Dla niej zawsze będę kochanką, zdzirą etc.

Jej święty mąż rozwiódł się z nią w końcu. Nie wiem dla kogo. Wiem tylko,że odchorowałam to bardziej niż on. Nadal dzwonił, pisał maile. Pozmieniałam wszystkie kontakty, chociaż nie da się kompletnie uciec, jak ktoś chce szukać. Z racji wspólnych zainteresowań (wąska specjalizacja, że tak powiem) czasami widuję go na imprezie międzyfirmowej czy jakichś targach branżowych - często w otoczeniu kobiet, ale to już jego problem. Nadal dąży do kontaktu ze mną, ale nie chcę. Mam wyrzuty sumienia wobec siebie, że gdzieś coś przeoczyłam.... i myślę sobie, że nie ja pierwsza i nie ostatnia. Kochanka mimo woli.

M.
Obserwuj wątek
    • heksa_2 Re: Widziane z drugiej strony 29.07.11, 21:42
      Miło, że napisałaś. Ale nie wszystkie są mimo woli. Choć zdradzający żony zawsze mówią, że z żoną nic ich już nie łączy.
      • martynika122 Re: Widziane z drugiej strony 29.07.11, 21:47
        Hej,
        na pewno masz rację. Płacę wyłącznie za swoją naiwność. Szczerze powiem, że na miejscu jego żony pewnie też bym nie wierzyła, że można tak robić kogoś w bambuko przez kilka miesięcy. Tyle, że szczerze wierzyłam, że nie będę go odwiedzać z powodu dzieci. Czemu mi nie przyszło na myśl, że rzadko sąd daje dzieci ojcom to nie wiem. uncertain
    • straciatel Re: Widziane z drugiej strony 29.07.11, 22:53
      Witaj w klubie. Ja miałam bardzo podobną historię. Starszy ode mnie kilkanaście lat facet, deklarował że jest rozwiedziony i samotnie wychowuje dziecko. Że przez poprzednią kobietę-oszustkę ma chwilowe problemy mieszkaniowe, ale wszystko dzielnie odkręca. Nie pchałam się mu więc do mieszkania, na poznanie z jego nastoletnim dzieckiem uważałam, że to jeszcze za wcześnie na tym etapie związku. On przyjeżdzał do mnie, byliśmy razem prawie w każdy weekend i kilka razy w tygodniu, bywaliśmy razem na mieście.
      Podobnie jak u ciebie , w tej sielance coś zgrzytało a nie do końca wiedziałam co. Dałam się oszukiwać aż przez rok niestety.
      Jakież było moje zdziwienie gdy zaczęłam cisnąć na więcej szczegółów..... okazało się, że pan ma żonę z którą mieszka z młodszym dzieckiem i ma jeszcze dodatkowe dorosłe już dziecię.... Kobieta która go niby wcześniej oszukała to jego poprzednia kochanka.... Bo kochanki miał przez całe małżeństwo i żona bardzo dobrze o tym wiedziała, ale rozwodzić się nie chciała. Rzuciłam go. Rok później się rozwiódł, z jego inicjatywy, żona zrobiła mu piekło przy rozwodzie, jego dzieci mnie atakowały i obciążyły całą winę za rozwód rodziców. A on mnie nękał i nachodził przez kolejne dwa lata, nie chciał przyjąć do wiadomości że nic chcę mu się podporządkować i wrócić do dawnego układu, a ja mimo zakochania nie wyobrażałam sobie być z oszustem. Przypłaciłam to depresją, siwymi włosami i kilkuletnią awersją do facetów. Jesli moge coś radzić, to nie daj sobie wejśc na głowę. Ja sie czułam winna wobec zony i dzieci (choć to mnie oszukano, także za zony milczącym przyzwoleniem bo ona wiedziała że mąż kogoś ma a ja nie wiedziałam o niej) , czułam się winna że odrzucam jego "miłość"; teraz bym się długo nie zastanawiała tylko zadzwoniła na policję by zgłosić nękanie.
      • martynika122 Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 12:35
        Wydaje mi się, że dla tego typu facetów to dziecko/dzieci to świetna wymówka. Dla mnie w tym wszystkim najgorsze jest to, że minęło sporo czasu, a niestety nadal on rozpamiętuje... koleżanka go spotkała na mieście to pierwsze co opowieści, jak on musi majątek dzielić, jak przeżywa ten rozwód, bo myślał, że zrobi to dla mnie, że byłam miłością jego życia blablabla. Na początku nawet dawałam się na te śpiewki nabrać, zastanawiałam czy go za surowo nie oceniłam. Ale to on okłamał i mnie, i swoją żonę.
        To co robi teraz, to mam wrażenie próba ukarania mnie, bo ja sobie poukładałam w końcu życie. I jakoś do niego to nie dociera, że nie wróciłam zalana łzami... ale do kogo miałam wracać?
    • mayenna Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 14:29
      Mnie interesuje co Ty czujesz i czego chcesz w związku z sytuacją?

      Pan to klasyka gatunku 'rozwiedziony inaczej'. Zamknij ten rozdział, nie rozpamiętuj bo to do niczego nie prowadzi.Zdobyłaś doświadczenie i drugi raz już Ci się nie trafi taki związek. Spotkasz kogoś wartościowego, z kim warto iść przez życie. Jestem tego pewna. Trzymaj sięsmile
      • martynika122 Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 19:33
        Witaj
        Dziękuję za życzenia. Ja sobie życie jakoś poukładałam i nie tęsknię czy nie rozpamiętuję w sensie tego co zrobił itd. Mnie tylko szlag trafia, że nadal po tym wszystkim dalej mnie obwinia. Nie jestem w stanie całkowicie zerwać kontaktu - na prywatnej płaszczyźnie owszem, ale tak naprawdę musiałabym zmienić zawód (wąska specjalizacja) i zainteresowania, żeby nigdy go nie spotkać.
        Może chaotycznie piszę - poukładam to chronologicznie:
        w 2006 roku miał być mój ślub, w 2007 rozstałam się z eks,
        na przełomie 2007 i 2008 poznałam P.,
        jego intrygi się ciągnęły się niecały rok - w listopadzie 2008 zerwałam znajomość.
        Na początku 2009 roku zmieniłam nr telefonu. Radość była krótka, zadzwonił do moich rodziców (nie pamiętam już dokładnie w jakich okolicznościach podałam mu ich numer), przedstawił się jako kolega z firmy, ojciec nieświadomie dał mu mój aktualny numer.
        Zaczęły się dalej smsy, telefonów nie odebrałam. Pisanie na firmową skrzynkę, kiedy zmieniłam konto na gmailu. Wiem, że można kasować do oporu. Wiem.

        Od początku tego roku niejako odpuścił - może przez rozwód? Nie ukrywam, że pomógł mi w tym eks, który w konkretnych słowach kazał mu dać mi święty spokój. Ale nadal niestety jeśli tylko są jakiekolwiek spotkania, gdzie pojawiamy się oboje on nie odpuszcza, aby dookoła mnie narobić zamętu. I to nie jest po prostu miłe. Czara goryczy się przelała, kiedy miesiąc temu napisała do mnie jakaś jego porzucona kochanka. Że on jej powiedział, że to przeze mnie ją zostawił i że dał jej namiary, żeby wiedziała kto jest lepszy. Przecież to jakaś paranoja. Ostatnio zastanawiam się czy nie chodzi o kwestie czysto finansowe, gdyż jak wspomniałam oboje mamy wspólne zainteresowania związane z pracą, którą wykonujemy. Często jest tak, że osoby z regionu wybierają pomiędzy naszymi ofertami. Jeśli dość mi obrzydzi to wszystko to odpuszczę po prostu i jego firma bardzo na tym zyska.

        Innego wytłumaczenia nie znam. Jestem zwyczajną kobietą, żadną seksbombą dla której ktoś traci głowę, więc w jego wielką miłość po prostu nie wierzę. wink
        • mola1971 Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 19:48
          Od niedawna stalking jest karalny. Zgłoś to na policję. To chore jest co on robi.
          Albo chociaż jemu powiedz, że jeśli się nie uspokoi to oskarżysz go o stalking.
          • martynika122 Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 20:45
            Myślałam o stalkingu, ale przyznam że nie pomyślałam, żeby go zwyczajnie tym nastraszyć. Zawsze analizowałam pod kątem czy mnie nie wyśmieją na policji, jakbym z tym poszła. wink Bo przecież nie grozi mi bezpośrednio, a to że obmawia za plecami... do mnie ludzie przychodzą i mówią sami, ale jakby mieli się w sądzie przyznać to pewnie nie. Wiadomo jak to jest z byciem świadkiem.
            • mola1971 Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 20:53
              Stalkingiem jest każdy kontakt, którego sobie nie życzysz. Zatem jeśli napisze coś w rodzaju "Co słychać?" odpisz mu, że nie życzysz sobie by się z Tobą kontaktował. I tak konsekwentnie, za każdym razem gdy się odezwie.
              Świadkowie nie będą potrzebni, wystarczą wtedy Twoje i jego smsy/maile.
              Tym, że ktoś może Cię wyśmiać kompletnie się nie przejmuj. Policja ma obowiązek przyjąć takie zgłoszenie.

              Aha, jeszcze jedno. Nie dawaj się wbijać w poczucie winy. W tym układzie to Ty byłaś ofiarą. Popracuj trochę nad tym by już nigdy więcej z takim palantem się nie związać. Z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że najlepiej słuchać siebie smile I bacznie przyglądać się każdej czerwonej lampce, która w głowie się zapala. Nie ignorować ich.
              • martynika122 Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 21:01
                Bardzo dziękuję za wszystkie rady. Na pewno skorzystam. smile Do tej pory myślałam, że te smsy to muszą być jakieś takie bardziej konkretne, jak widać się myliłam.

                Co do partnera to tfu tfu nie ma raczej obaw, gdyż po tych wszystkich nieszczęsnych wydarzeniach na nowo związałam się z eks (po rozstaniu ze mną z nikim się nie związał). Oboje jednak już jesteśmy bardziej dojrzali niż te 5 lat temu. Zresztą był jedyną osobą, która nigdy we mnie zwątpiła i konsekwentnie tłukła do głowy, że nie jestem winna temu, co się stało.
                • mola1971 Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 21:02
                  No to super! To szczęścia Wam życzę smile
        • mayenna Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 20:01
          On nie ma prawa dawać namiarów na ciebie postronnym osobom bez twojej zgody.

          Nie musisz byc seksbombą, żeby cię kochano. Objawy miłości są jednak wg mnie inne. Na pewno nie informujemy byłych kochanek o adresach ukochanych osób. Mnie by to zaniepokoiło.
          • martynika122 Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 20:47
            Mayenna, przepraszam, bo mi się namieszało w drzewku odpowiedzi i odpiszę tutaj jeszcze raz: otóż kochanka napisała do mnie na firmowego maila. Oczywiście to, że powiązała mnie i jego wie od niego, ale mail oficjalny wisi na stronie. A na pewno miłość ma inne objawy tu się zgadzam w 100%.
            • mayenna Re: Widziane z drugiej strony 31.07.11, 08:46
              Policja nie musi wszczynać postępowanie. Może wystarczy wezwanie na komendę i rozmowa z panem. Zobaczy, ze jesteś zdecydowana to odpuści.
        • straciatel Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 20:20
          Facet cię klasycznie dręczy z zemsty i manipuluje tobą, wykorzystując żeś cicha, spolegliwa, ustępliwa i że do tej pory mu się nie przeciwstawiłąś w imię dawnych uczuć, więc czuje że jest bezkarny bo mu ustępowałaś pola. Zgromadź dowody (maile, sms-y, bilingi) i idź z tym do dzielnicowego. Bo to jest karalne. Wezwą gnojka na rozmowę to może się otrzeźwi. Tylko uwaga - zrób to. Nie szukaj wymówek jak by tu tego nie robić. Bo jeśli tu piszesz, tyle lat od rozstania, to znaczy że już ci nieźle w psychice namieszał stalkingiem. Po prostu ofiara mu się wymknęła a on chce odzyskać władzę i choć trochę ją podręczyć.
          Ja porzuciłam na 5 lat moje hobby przez "mojego" sukinsyna, zamknęłam się w domu, zrezygnowałam z aktywności. Czyli tak naprawde wygrał, bo zabrał mi kawał życia a o to mu chodziło. Niestety wtedy policja by mnie wyśmiała gdybym zgłosiła nękanie smsami z miłosnymi wyznaniami. Teraz jest na to paragraf, więc z tego korzystaj.
          A klientom mów , że to oszust (bo tak jest) i niech sami wybierają.
          • martynika122 Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 20:35
            Nie ja się nie zamierzam wykręcać. Faktycznie czas zacząć to zbierać. Do tej pory kasowałam. Zresztą po tym jak zobaczył, że rozmowa w stylu "jesteś podła, zraniłaś mnie" nic nie daje, to jego smsy bardzo się zmieniły. Mam wrażenie, że zaczął się pilnować, by czegoś nie chlapnąć.
            Smsy w tym roku ograniczyły się do tego "co słychać", "czy u ciebie też tak pada", "dzieci mi chorują, nie wiesz co dobrego jest na grypę". A potem "no szkoda, że nie odpisujesz, to cześć". Niby nic, nie? Każdy tak sobie może napisać.
            On nie jest niestety głupi, tak sobie myślę. Bo i kochanka napisała na mój firmowy mail, jak ją dobrze urobi, a przecież kobiety nie znam, to wyjdzie że wcale jej nic nie dawał, bo sama sobie wzięła. Oczywiście to takie tam moje gdybanie.
            Po prostu żyłoby mi się lżej, wiedząc że dał mi w 100% święty spokój. Ale po Waszych wypowiedziach faktycznie widzę, że chyba czas samemu o ten spokój zawalczyć.
            • straciatel Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 21:36
              "Mój" się trochę uspokoił gdy po latach grzecznego niereagowania na zaczepki, zwyzywałam go solidnie po jakimś głuchym telefonie o 5 nad ranem. Wcześniej próbowałam z nim normalnie rozmawiać lub pisać w mailach ale zawsze kończyło się wylewem jego złośliwości na mnie. Więc przestałam się odzywać. A ten dalej swoje. Po moich epitetach nie odczepił się całkiem, ale o wiele się jego wydzwanianie zmniejszyło. Kiedyś przypadkiem go minęłam w parku, to zaczął za mną biec i jakby nigdy nic zagadywać i próbować dotykać tak jakbyśmy nadal byli dobrymi znajomymi. Powiedziałam że nie chce z nim gadać i żeby dał mi spokój - miał to gdzieś, dalej za mną szedł przez kilkanaście minut i coś tam sobie gadał do mnie, nie zważając ze ja nie odpowiadam. Paranoja. Niby normalny facet. Ja nie wiedziałam co robić, zestresowałam się, a właściwie to mogłam zacząć wrzeszczeć że ten facet mnie molestuje, ludzie ratujcie wink bym narobiła mu obciachu ale może ktoś by zareagowałwink albo stanąć i powiedzieć jasno, że albo się odczepi albo dzwonię po policję i faktycznie zadzwonić. Pewnie zanim by by policja przyjechała to by go już nie było, ale by spisali notatkę, że jest problem z nękaniem.
              Jest jeszcze jedna rzecz której ten facet się bał jak święconej wody - dobra twarz przed jego dziećmi. I tak sobie myślę, że jak mi jeszcze będzie bruździł, to tym go postraszę, że się o wszystkim dowiedzą i mu smrodu narobię.
              Choć wydaje mi się, że znalazł już sobie nową ofiarę i dał mi spokój.

              A tobie polecam może jakiś kurs asertywności, samoobrony, itd. Coś, żeby przerobić swoją tendencję do bycia ofiarą. Ten typ faceta wyczuwa na odległośc kobiety którymi może manipulować.
            • altz Re: Widziane z drugiej strony 30.07.11, 23:01
              Mi też się wydaje, że to chodzi o takie nękanie.
              Ofiara jemu się wymsknęła, ale przecież uważa, że jest jego i zawsze coś może zrobić.
              Ta sama branża to jest poważny problem, bo facet wie, jak się funkcjonuje, łatwo mu przewidzieć jakieś czynności i zachowania ofiary.
              Przy okazji narobi zamieszania, może liczy na to, że będzie miał większy udział w rynku?
              Nie przekreślam tego, że ktoś go może podpuszczać z firmy, może jakiś kolega?
              • martynika122 Re: Widziane z drugiej strony 31.07.11, 10:21
                Chyba nawet nie chodzi tak ściśle o kasę - przecież jak nie ja, to ktoś inny... bardziej o to, że wiedział jak mi zależy na tym, co robię. Taki czuły punkt, w który wiedział jak uderzyć.
                • altz Re: Widziane z drugiej strony 31.07.11, 10:38
                  martynika122 napisała:

                  > Chyba nawet nie chodzi tak ściśle o kasę - przecież jak nie ja, to ktoś inny...
                  > bardziej o to, że wiedział jak mi zależy na tym, co robię. Taki czuły punkt, w
                  > który wiedział jak uderzyć.
                  Pewno masz rację, ale przez to, że jesteś z branży, to jest mu łatwiej i jesteś "wygodnym" celem.
                  Można się bawić bez schodzenia z kanapy, jak z pilotem przy telewizorze.
    • podroznie ... 31.07.11, 08:00
      Byłaś na Martynice?
      Bedąc zapetlonhy Nitką smile tak się trochę rozmarzyłem.

      Wiesz, nie czytam wpisów w wątku,
      zwłaszcza po molowej deklaracji że będzie pichcić, ruszt wyciągać i tak dalej.
      Tupet ma dziewczyna, ja rozumiem przydupaśne teksty,
      ale czy ma pozwolenie na publiczne gotowanie, na smażenie tutaj.
      Ja jej tego prawa nie udzielałem, już czuję te korporacyjne składniki na talerzu sad
      Coś od baby i mogę to rozważyć. W innym przypadku nie ma przyzwolenia na smażenie,
      gawożenie do forumowiczów przy jedzeniu chyba że
      z wentylatorem, stary model głośnoszumiący-wtedy zgoda. Kropka.

      Jadłaś coś Martynika z kuchni kreolskiej?

      Ale tak już całkiem serio w Twoich wpisach brak czytelnego sygnału,
      że nie dajesz przyzwolenia na kontaktowanie się z Tobą w sprawach innych
      niż służbowe. Każdy facet potrzebuje prosty przekaz; proszę nie pisać i tak dalej.
      Tutaj tego nie ma. Odnoszę wrażenie, że Wam trzeba ciągłej maggi,
      a nam tylko jako przyprawy..


      pozdrawiam,
      Molka, tylko się nie popraż

      • martynika122 Re: ... 31.07.11, 10:14
        Oj to, że o czymś nie napisałam, to nie znaczy, że to nie istnieje. smile
        Pierwszy czytelny przekaz dostał już jesienią 2008, potem kilkakrotnie mu pisałam, że nie jestem zainteresowana etc. Tylko, ze bardzo kulturalnie, a widać trzeba było odpisywać spie...j.
        Nawet w sprawach służbowych nie musi się ze mną kontaktować nijak - to tylko kolejny pretekst. To, że się siłą rzeczy będziemy widywać przy różnych okazji nie oznacza, że na tej płaszczyźnie mogę pozwolić mu się odzywać.
        • podroznie ... 01.08.11, 07:12
          Skoro wyszystko jasne i już prawie koniec tej rozmowy.
          Skończmy jednak kulturalnie, skończmy kulinarnie.

          Wiele kobiet czerpie na tym forum wzorzec z Petera
          Falka, oglądałaś go w Colombo?
          Zmięte, niewyspane węszą nadal cuze myśli, zamiast iść do łóżka.
          Martynika to może byc zbyt niszowy temat, jeśli jednak byłaś.
          Nie będę ciągnął za język, podaj mailem Moli przepis na Colombo,
          niech dziewczyna rozszerzy swe kuchenne horyzonty,
          dobry lokalny przysmak, nie pamietam z czego. mi przypomnij.

          pozdrawiam
          masz fajny zalotny czar, w sumie się nie dziwię facetowi...
          tylko po co on tak robi to agresywnie..

          wszystkiego dobrego smile


      • mola1971 Re: ... 31.07.11, 14:19
        Oj Leptis, Leptis...
        Źle moją deklaracją zrozumiałeś a do tego wątki Ci się pomyliły smile
        • anbale Re: ... 31.07.11, 15:22
          Nie zrozumiał, wątki mu sie pochrzaniły, ale zasyczeć musiał...wink
          • mola1971 Re: ... 31.07.11, 15:40
            Gdy przylepić się nie może (bo materiał leptisoodporny) to chociaż zasyczeć musi bo inaczej się udusi wink
            • podroznie ... 31.07.11, 22:00
              Może z drożdżami coś nie tak, skoro to syczenie, CO2...
              Ja rozumiem te obawy, to syczenie toż jak woda sodowa...
              A tu jeszcze leptospiroza, strach pomyśleć o siadaniu z Wami.

              Bedzie nadal tak źle z Waszym gotowaniem popołudniami,
              Ojca wyślę z kontrolą BHP...

              Dobranoc smile
              Wolę z czystą mą Ideą zostać.
              Pa smile
              • mola1971 Re: ... 31.07.11, 22:05
                Leptis, żebym ja chociaż rozumiała co Ty piszesz smile
                Tak kręcisz, tak mącisz, że doprawdy trudno to zrozumieć. No ale są takie, które to kręci wink
                Niestety nie mnie.

                Dobranoc smile
                • marcepanna Re: ... 31.07.11, 23:26
                  Ja też kompletnie nie rozumiem o czym ten człowiek mówi

                  Kochanki mimo woli po prostu chcą być okłamywane, do czasu oczywiście
                  istnieje coś takiego jak instynkt , który syczy i zmusza do myślenia
                  niestety serce nakazuje rozumowi spać

                  myślę że ci nie do końca odpowiadał jego charakter , sama to napisałaś i to jest głównym powodem na nie ...w końcu jest wolny a ty nadal go nie chcesz z jakiegoś powodu , no właśnie z tego o jakim napisałam powtarzając twoje słowa
                  • mola1971 Re: ... 31.07.11, 23:41
                    Ten człowiek mówi w swoim własnym języku i na tym jego problem polega wink
                    Gdyby mówił w jakimś cywilizowanym języku (jak choćby maltański, indonezyjski czy baskijski) to dzięki tłumaczowi google jakoś można by sobie z tym poradzić smile Nawet martwą łacinę łatwiej zrozumieć bo z liceum jakieś strzępy w pamięci zostały. A tak to kicha.

                    Co do reszty pełna zgoda.
                    • anbale Re: ... 01.08.11, 00:01
                      Mnie to przypomina twórczość poetów dadaistycznych...Wycinał twórca z gazety słowa/zdania a potem losowo składał ze sobą i powstawał poemat...smile

                      A mnie się nasuneła myśl taka, po postach martyniki, że jak czasem cholernie potrafi się zemścić, i uderzyć człowieka boleśnie, ufność i brak podejrzliwości w stosunku do ludzi, których się darzy jakimś tam uczuciem... I to jest naprawdę smutne...
                      • mola1971 Re: ... 01.08.11, 00:10
                        Tak! Masz rację! To dadaista jest big_grin Artysta znaczy.
                        Piotruś Pan w jednym z wcieleń wink
                        Ło Matko Polko! Jaką ja mam alergię na artystów. I na Piotrusiów Panów smile

                        Co do zaufania to tak już bywa, że czasem ufamy tym niegodnym ufania i kochamy tych niegodnych kochania. Na szczęście do czasu wink
                        • podroznie ... 01.08.11, 07:25
                          Molka,
                          skoro na wieczór jednak gary porzuciłaś, na rzecz forumowej wiary
                          że jednak jesteś tu pomocna. Wybacz jeszcze jedną konsternację na
                          Twój temat. Kiedyś tutaj, nie tak dawno znowu napisałaś do Altza, że z
                          silnymi kobietami on się gubi, coś w tym stylu. Idąc tropem mych skojarzeń
                          myślę Molka, widzę wielkie bary, A ja tu przecież widzę nieustające pożegnanie..
                          Chciałbym widzieć Johna Barry z jego "Out of Africa" ...
                          Dlatego pracuj nad sobą, jeśli chcesz być w mym filmie dopieszczana słowem.
                          Poki co zacznij od poszukiwania..., podobno colombo można kupić w Polsce,
                          zacznij od przyprawy, nie od dania. Reszta przyjdzie mailem...

                          Tyle,
                          pozdrawiam i zazdroszę wiary w siebie
                          • mola1971 Re: ... 01.08.11, 11:40
                            Kiepsko z Twoją wyobraźnią. Tzn to co sobie wyobrażasz niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Bary mam normalne, kobiece smile Choć maleńkim, bezbronnym kobieciątkiem nie jestem tongue_out
                      • podroznie ... 01.08.11, 07:34
                        Anbale,
                        Mam emocjonalny problem z Tobą. Po jazdach, Twych harcach w wątkach Tęsknoty
                        powinienem Ciebie przestać lubić. Zywy dowód, że na forum kobieta
                        po rozwodzie, żyjąca w nowym wątku, przepraszam związku nie powinna dłużej pisać,
                        traci ostrość widzenia emocji, forum traktuje jako jeszcze jeden serial w telewizji.

                        Z drugiej strony moja pamięć; byłaś w czasach Pewnej Pani, trudno porzucić wiarę w Ciebie
                        Dlatego, badź jak Kolumbina, dziewczyna Arlekina..., jeśli juz musisz tyle pisać.

                        pozdrawiam koncząc
                        Ech Nitka smile
                        nie zostawiaj tej przyjaźni, proszę.
                        • anbale Re: ... 01.08.11, 11:22
                          Nie dość, że niezrozumiale, od czapy kompletnie, megalomańsko- to jeszcze oślizgłe to wszystko zawsze jak cholera...
                          A ta Nitka to twój niewidzialny przyjaciel?
                          • mola1971 Re: ... 01.08.11, 11:36
                            Nitka to Dulcynea a Leptis to Don Kichote. Z wiatrakami walczy wink
                    • krecia_3 Re: ... 03.08.11, 18:53
                      A ja tam Leptisa odczuwam siódmą warstwą swojej poparzonej skóry, co nie znaczy, że mam ochotę zaprzątac sobie głowę jego kalamburami, które jakby nie patrzeć, są dość czytelne. Leptis zamknął się w przeszłości, i tak go przede wszystkim rozumiemsmile
                  • martynika122 Re: ... 01.08.11, 10:10
                    Bardzo dziękuję, ale nie chcę być okłamywana. Nie wsypuj wszystkich do jednego worka, bo tak nie jest. smile

                    Co mnie obchodzi, że on jest wolny? Ja się kłamstwem brzydzę, skąd mam wiedzieć, że nie będzie miał obok mnie drugiej, trzeciej, czwartej partnerki skoro raz już to zrobił? Nad charakterem często można pracować, jeśli się chce. Jeśli ktoś jest uczciwy, a go kochasz to potrafisz lub przynajmniej starasz się coś naprawić. Dla mnie skreślony był, kiedy okazało się że jednocześnie mieszkał z żoną, zapewne sypiał z nami obiema, bo czemu nie, skoro tamta chciała małżeństwo ratować. Przyznaję, że zrobił ze mnie kretynkę i nie mam ochoty na powtórkę z rozrywki.

                    To zaufanie pewnie bierze się z wychowania. Mam przyrodnią siostrę, a jednak moja mama poukładała sobie życie i to blisko 40 lat temu było. Ktoś jej zaufał, nie skreślił, bo miała dziecko. Ja też uważałam, że skoro komuś nie wyszło itp. to dlaczego go skreślać? Chciał chronić dzieci to odrębny temat jest - padło kiedyś zdanie o randkach i rozwodzie w którymś tam wątku. A kiedy pokazać dzieci nowemu partnerowi? To delikatna materia i idealne wyjście do osłaniania się, zwłaszcza, jak się mieszka w dwóch miastach. Oczywiście, że do czasu...
                    • anbale Re: ... 01.08.11, 11:12
                      Nie wiń siebie, że zaufałaś niewłaściwej osobie- czasem tak w życiu bywa, że się wyciąga jakieś trefne karty.
                      Nikt nie chce być okłamywany, czasem tylko się traci instynkt samozachowawczy albo w jakimś oczadzeniu widzi i słyszy wyłącznie to, co się chce widzieć i usłyszeć.
    • martynika122 Ciąg dalszy 03.08.11, 13:34
      Skorzystałam z Waszych rad, poczytałam też trochę o różnych podobnych sytuacjach.
      Na dzień dzisiejszy napisałam pismo, gdzie informuję go m.in. że jeśli nie da mi spokoju zgłaszam sprawę na policję. Wysłałam poleconym. Cisza. Ale raczej nie przed burzą, chyba się wystraszył. smile A ja powoli faktycznie odżywam, bo widzę, że to ma sens.

      Bardzo dziękuję wszystkim za pomoc i wsparcie.
      • altz Re: Ciąg dalszy 03.08.11, 16:32
        Przyjemnie się czyta, że jesteś taka "poukładana" i wróciła ta wiara w spokój..
        Oby tak dalej, a jak się będzie czepiał, to go w ryj! wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka