Dodaj do ulubionych

Albo mąż albo cebula

24.10.11, 21:56
Przeczytałam artykuł i mam mieszane uczucia jak można żyć w obłudzie bo trochę nią w wypowiedzieć wg mojej oceny trąca

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,10411747,Albo_maz_albo_cebula.html
Obserwuj wątek
    • wendd Re: Albo mąż albo cebula 24.10.11, 22:47
      dlaczego tak sądzisz?smile
    • nangaparbat3 Re: Albo mąż albo cebula 24.10.11, 22:48
      Uważać, że miłość to nie seks, jest obłudą? Że są ważniejsze rzeczy między ludźmi niż erotyczne uniesienia - to obłuda?

      Świda Ziemba to bardzo mądra pani. Niestety mówi smutne rzeczy:
      Wyobrażają sobie, że miłość i seks to jedno, więc paraliżuje ich lęk przed zdradą. A już mówiłam, że na zdradę trzeba machnąć ręką. Gubi ich bardzo konsumpcyjne nastawienie do życia: "Jak mogę zawrzeć małżeństwo, kiedy nie mam samochodu, pralki, lodówki, zmywarki...". A jeszcze te wszystkie rzeczy trzeba ciągle wymieniać, bo taka jest moda. Myślą też: "Najpierw zrobię karierę, dojdę do czegoś, wtedy pomyślę o rodzinie". Ale najgorsze jest to, że w tej chwili młodzi oczekują od związku, że to będzie wieczne uniesienie, pełne zrozumienie. Tworzą wyidealizowaną wizję rodziny, wydaje im się, że mogą pracować po 12 godzin i jednocześnie mieć sielankowe życie rodzinne. Chcą maksimum. Od pracy już nie oczekują maksimum, myślą "załapię się, może będzie dobrze, może się czegoś nauczę, może awansuję. A nie, to poszukam gdzie indziej". Natomiast małżeństwu stawiają najwyższe wymagania. A jednocześnie obserwują dookoła, że to tak nie wychodzi. Więc nie przystępują do gry, bo boją się przegranej, a że bardzo chcą wygrać, to tak wiszą.
      • mayenna Re: Albo mąż albo cebula 25.10.11, 14:56
        Po przeczytaniu tego artykułu miałam te same wątpliwości.
        Mam też zastrzeżenia co do ojca autorki, który ulegał matce w wielu ważnych kwestiach.

        Podoba mi się fragment, w którym opowiada o dobrych manierach wykorzystywanych w związku.
        • nowel1 Re: Albo mąż albo cebula 25.10.11, 15:40
          mayenna napisała:

          > Po przeczytaniu tego artykułu miałam te same wątpliwości.
          > Mam też zastrzeżenia co do ojca autorki, który ulegał matce w wielu ważnych kwe
          > stiach.

          A konkretnie, jakie wątpliwości?
          Artykuł pokazuje, że życie według schematu nie istnieje. Nie poddaje się schematom, jest inne niż powszechnie obowiązujące stereotypy.
          Bardzo mi się spodobał, nie dlatego, że model życia w nim opisany jest idealny, a dlatego że pokazuje, że każdy może mieć inną ścieżkę niż reszta i jego sposób życia jest równie dobry, i może prowadzić do poczucia szczęścia (czasem), bezpieczeństwa czy satysfakcji.
          Innymi słowy, mogę postępować inaczej niż wszystkim wokół wydaje się, że powinnam, i DLA MNIE może to być absolutnie najlepsza droga.
          A że ktoś będzie "miał zastrzeżenia"? Jego sprawa wink
          • jarkoni Re: Albo mąż albo cebula 25.10.11, 18:15
            Podpisuję się pod większością tez pani profesor.
            Bardzo mądry wywiad.
            Prawdziwe małżeństwo, takie bezpieczne, trwałe i do końca życia - niespełnialne marzenie w dzisiejszych czasach?
      • limonka69 Re: Albo mąż albo cebula 25.10.11, 19:03
        "Jeśli mój mąż mnie zdradził, to jego sprawa, jego przeżycie."
        Nie zgadzam się już z pierwszym stwierdzeniem . Mój mąż także mnie zdradzał i mam to tolerować w imię rodziny, zapewniał o miłości tylko do kogo do mnie czy do "dupodajek". Ja wychodzę z założenia ze aby mnie ktoś szanował to przede wszystkim ja powinnam zacząć siebie szanować i pomogłam podjąć decyzje mężowi. W artykule są piekę słowa a życie to niestety nie słowa a emocje których dla mnie tu brak.
        • eeela Re: Albo mąż albo cebula 25.10.11, 20:36
          A mnie się artykuł bardzo podoba niemal w każdym punkcie, również w tym odnoszącym się do zdrady, chociaż nie co do joty. Nie potrafiłabym tolerować stałej kochanki, tak jak to na przykład przez większość czasu w swoim małżeństwie robiła moja babcia. Ale jakieś chwilowe zapomnienie się? Po prostu chciałabym nie wiedzieć, i tyle. Wszyscy ludzie czasami bywają słabi pod różnymi względami. Gdyby trafił mi się partner, który ma taką słabość, że nie potrafi powiedzieć jakiejś obcej babie "nie", ale za to swoje uczucia, uwagę, starania kierowałby na mnie i byłby ogólnie rzecz biorąc dobrym i zgodnym człowiekiem, to pal to licho - byleby był dyskretny i nie przynosił chorób ;-P
          • wawrzanka Re: Albo mąż albo cebula 25.10.11, 21:20
            Od zdrady można się powstrzymać, to nie jest konieczność, a fatalne zauroczenie to nie to samo, co głód w obozie koncentracyjnym, że się trupy jadło, przepraszam za porównanie. Zresztą sama profesor przyznaje:

            „Widzi pan, choć mam trwałe małżeństwo, nie jestem dobrym człowiekiem do wywiadu o rodzinie, bo jesteśmy z mężem bardzo nietypowi. Moja córka w drugiej licealnej powiedziała: "Ale mam pecha, jesteście dobrzy, ale mam dwóch ojców i żadnej matki".”

            I to się czuje, gdy się czyta ten wywiad. Kobiety tłumaczące zdradę tak zimno jak Świda - Zięba nie są typowe. Ze mnie ex chciał zrobić taką postępową kobietę. Tylko, że ja jestem z natury typowa i dlatego się rozwiodłam.

            „Przecież on może bardzo kochać swoją żonę, nawet zdradzając, nawet mając drugie życie. I nie uważam też, że trzeba to komunikować.” Dobre! Może kochać, zgadzam się. Tylko nie pozostanie to bez wpływu na relację z żoną i on nawet nie będzie musiał tego komunikować, bo żona sama odczuje. Albo mąż. Może profesor Zięba zna sytuację tylko z teorii, bo tak naprawdę nigdy nie została zdradzona, ani nie zdradziła?

            Artykuł można przeczytać, ale tak naprawdę mam po dziurki w nosie tych wszystkich psychospołecznych obserwacji, stękania i wzdychania: „w dzisiejszych czasach...” „Teraz młodzi się boją...” A kiedy się nie bali? Natura ludzka nie zmieniła się od wieków i jeszcze nic nie wyparło modelu typowej rodziny na tyle, żeby ludzkość uznała, że coś daje większe szczęście, niż typowa, kochająca się rodzina. A niech będzie nawet patchworkowa ta rodzina. Między ludźmi zawsze jest miejsce na tajemnicę, bo jednak jesteśmy tymi samotnymi wyspami. Nie może być jednak miejsca na zdradę i to nie przez zakaz z zewnątrz, lecz przez własne zasady. Prywatnie uważam, że każdy, komu zdrada "nic nie robi" jakoś tam przegrał ze swoim szczęściem.
            • kasper254 Re: Albo mąż albo cebula 25.10.11, 22:12
              1.Pani profesor mówi o pogodzeniu z życiem, sobą i innymi; o tolerancji, uniesieniu się poza balast zbędnych form i nijakich wartości; o przemijaniu, w którym życie razem wyznacza zawsze nowe standardy; o tym wreszcie, że nawet statek z połamanymi masztami i dziurawymi żaglami może wpłynąć do przystani.
              2. Nie mówi natomiast nic o szczęściu.
              • wawrzanka Re: Albo mąż albo cebula 25.10.11, 22:20
                kasper254 napisał:

                > 1.Pani profesor mówi o pogodzeniu z życiem, sobą i innymi; o tolerancji, uniesi
                > eniu się poza balast zbędnych form i nijakich wartości; o przemijaniu, w którym
                > życie razem wyznacza zawsze nowe standardy; o tym wreszcie, że nawet statek z
                > połamanymi masztami i dziurawymi żaglami może wpłynąć do przystani.
                > 2. Nie mówi natomiast nic o szczęściu.

                No i co z tego wynika? Jacht można prowadzić tak, by masztów nie łamać. Jak je łamie sztorm to co innego (wtedy zgadzam się, że miłość jest wtedy, gdy musisz komuś zmieniać pieluchy i modlisz się, by robić to jak najdłużej), ale niedoświadczony sternik?
            • ewela1_1 Re: Albo mąż albo cebula 25.10.11, 22:23

              Wawrzanka, bardzo pięknie to wszystko napisałaś. Właśnie tak tez odbieram ten artykuł. Zgadzam się ze wszystkim co napisane było Twoją czcionką. Nic dodać nic ująć

              Szczególnie podoba mi się ten fragment: "Nie może być jednak miejsca na zdradę i to nie przez zakaz z zewnątrz,lecz przez własne zasady. Prywatnie uważam, że każdy, komu zdrada "nic nie robi " jakoś tam przegrał ze swoim szczęściem."

              -------------
              "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
              • eeela Re: Albo mąż albo cebula 25.10.11, 23:24
                Ależ ja nie uważam, że zdrada jest obojętna moralnie. Sama nigdy tego nie zrobiłam i raczej bym nie zrobiła. Jestem też przekonana, że mój partner mnie nie zdradzał, i zaufanie, jakie panowało między nami, było bardzo komfortowe i cieszące. Mówię tylko, że wydaje mi się, że byłabym w stanie wybaczyć jednorazowy skok w bok, jeśli tę słabość wyrównywałyby inne liczne walory. A najlepiej by było w takiej sytuacji, gdybym w ogóle się o tym nie dowiadywała.
                • nangaparbat3 Re: Albo mąż albo cebula 25.10.11, 23:31
                  I zylabys w klamstwie.
                  Na szczescie z pewnoscia predko znalazlby sie ktos, kto pomoglby Ci dotrzec do prawdy. Uswiadomil, ze nie mozesz byc szczesliwa. Kazal zastanowic sie: czegoz to maz nie ma w domu i szuka poza nim? Wreszcie uratowal Twoje dzieci przed zyciem w rodzinie toczonej robakiem zdrady.
                  • eeela Re: Albo mąż albo cebula 25.10.11, 23:43

                    > I zylabys w klamstwie.

                    Nie, żyłabym w nieświadomości, to nie to samo smile
                    • ewela1_1 Re: Albo mąż albo cebula 25.10.11, 23:55


                      Ja wole prawdę, zawsze wybiorę prawdę. Zdrada to zdrada.Jednorazowy skok w bok jest tak samo obrzydliwy jak długotrwały romans. Wolałabym wiedzieć, niż żyć w nieświadomości. Ten, kto nie mówi prawdy żyje w kłamstwie, ja nie widzę różnicy. Chciałabym wiedzieć i móc zdecydować, czy chcę wybaczyć, czy nie.
                      -------------
                      "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                      • eeela Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 00:27
                        Ależ ja się nie upieram, że mój ogląd na sprawę jest jedynym słusznym. To nie jest sprawa, którą można definiowac w czarno-białych kolorach. Poza tym dla mnie to czyste teoretyzowanie, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji smile
                        • ewela1_1 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 00:41

                          Albo byłaś nieświadomawink, dlatego piszę co bym wolała, a nie, co jest słuszne. Zdrada w ogóle nie jest słuszna i ja ją widzę tylko w czarnych barwach. Dla innych może mieć inne odcienie tęczy, więc się z Tobą zgodzęsmile
                          -------------
                          "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                          • eeela Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 00:57

                            > Albo byłaś nieświadomawink

                            Nie mogę tego wykluczyć w przypadku swojego pierwszego związku, ale w przypadku drugiego jestem głęboko przekonana, że tak nie było, ponieważ nigdy nie zaobserwowałam nawet jednej rysy na uczciwości swojego partnera.


                            > Zdrada w ogóle nie jest słuszna i ja ją widzę tylko w czarnych barwach. Dla inn
                            > ych może mieć inne odcienie tęczy, więc się z Tobą zgodzęsmile

                            Są tacy, dla których to jest koniec świata, i tacy, dla których jest zupełnie obojętna, a nawet są i tacy, którzy, gdyby śmieli, to by swoich partnerów zachęcali do skoków w bok - czytałam na forach niejednokrotnie skargi zobojętniałych seksualnie małżonków, którzy nie chcieli się rozstawać, ale chętnie by skorzystali z usług z zewnątrz w celu zaspokojenia chuci partnera wink
                            • ewela1_1 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 08:58
                              Dlatego mi właśnie coraz częściej przechodzi ochota wiązać się jeszcze z kimś. Jak jest źle w związku to uczciwie jest się rozstać, a lojalność wobec partnera jest w dzisiejszych czasach cnotą bardzo pożądaną, lecz rzadką.
                              -------------
                              "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                  • mayenna Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 07:05
                    Podejście do zdrady miałam dokładnie takie jak pani profesor. Nie miało to dla mnie większego znaczenia. Do czasu.Ze zdradą wiąże sie kilka istotnych rzeczy: kłamstwo, manipulacja,brak zaufania, oddalenie. Można z tym zyć ale u mnie doprowadziło to w konsekwencji do takiego 'życia obok siebie', a nie razem.Paradoksalnie rodzina jednak przestała być ważna, mimo chęci utrzymania jej. Zrobiła się z tego fasada. Do dziś nie mam za złe eksowi zdrad.
                    Pani profesor nie docenia erotyki w relacjach z partnerem.

                    Mnie się jeszcze nasunęło pytanie czy można być z kimś bez jego pełnej akceptacji. Zauważcie, że jej ojciec dla matki chodził do kościoła. Dla mnie jest w tym coś niezrozumiałego. Ciekawe ile tam było autentycznej miłości, a ile tego życia 'fasadowego'?
                    • nangaparbat3 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 08:56
                      A wiesz, mysmy przez ponad dwa lata dawali odpor naciskom rodziny na ochrzczenie corki - bo czulismy, ze chodzi o fasade. A potem sie okazalo, ze niani naprawde zalezy, ze martwi sie, ze boi sie o dziecko - i dla niani, powodowani chyba glownie wdziecznoscia za to, co dala corce, zdecydowalismy sie mala ochrzcic. I zeby niania byla spokojna i sie o mala nie bala.
                      Motywacje sa najrozniejsze.
                      Co do zdrady - chyba pozniej, lece do roboty smile
                      • mayenna Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 09:12
                        Nanga, ja to rozumiem. Tylko widzisz, zastanawiam sie jak daleko można wkraczać w sprawy tak istotne jak wiara/niewiara i oczekiwać od drugiego człowieka poświęcenia w tej kwestii.
                        Bo ja oczekiwałam czegoś takiego od eksa. Teraz przychylam sie do myśli, że to był błąd. Jeśli akceptuję, że on jest ateistą to ze wszystkimi tego konsekwencjami. Gdyby ona tu napisała, że ojciec chodził do kościoła z matką, żeby jej towarzyszyć w sprawach dla niej istotnych, to nie budziło by to we mnie takich wątpliwości. Ona napisała, ze robił to dla matki. Zastanawiam się czy mamy prawo oczekiwać takiego poświęcenia.
                        • nangaparbat3 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 20:10
                          Mnie sie zdaje, ze oczekiwac nie mozna.
                          Ze w najlepszym razie mozna poprosic, ale tak, by druga strona mogla bez poczucia winy odmowic.
                          Przejrzalam caly wywiad jeszcze raz, dokladnie, i nie moge znalezc tego fragmentu o chodzeniu do kosciola.
                          Mysle sobie - moja mama jest ateistka, ale zdarza jej sie do dzis chodzic do kosciola "dla przyjemnosci". Wiec moze dla ojca pani profesor nie bylo to zadne poswiecenie? Moze okazja do obserwacji, refleksji, jakis duchowych przezyc - w koncu ateisci tez maja dusze smile
                          • mayenna Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 22:22
                            nangaparbat3 napisała:

                            > Mnie sie zdaje, ze oczekiwac nie mozna.
                            > Ze w najlepszym razie mozna poprosic, ale tak, by druga strona mogla bez poczuc
                            > ia winy odmowic.
                            > Przejrzalam caly wywiad jeszcze raz, dokladnie, i nie moge znalezc tego fragmen
                            > tu o chodzeniu do kosciola.
                            Mnie jeszcze nurtuje podkreślanie, że jej związek jest nieszablonowy, inny. Moje doświadczenie pokazuje, że większość małżeństw kieruje się swoimi prawami, często niezrozumiałymi dla innych.

                            O kosciele pisze tu:- Rodzice męża to chyba oboje chodzili do kościoła. U mnie mama była religijna, ale po swojemu. Na msze zawsze się spóźniała. Mówiło się, że jak wystrojona doktor Zofia Świdowa maszeruje do kościoła, to już podniesienie i niedługo wszyscy będą wracać. Mama mówiła, że woli się modlić, patrząc na morze, las czy góry. Ale moje różne ciotki były bardziej religijne. Natomiast ze strony ojca wszyscy mężczyźni byli na ogół kalwinami, a mieli żony katoliczki, bo żonę kalwinkę trudno było znaleźć.Tylko mój dziadek, kiedy ciężko zachorował jako dziecko, został pod nieobecność swego ojca ochrzczony przez matkę katolicko. Kiedy ojciec wrócił, nakrzyczał na żonę i ochrzcił go kalwińsko, drugi raz. Więc dziadek, że był kalwino-katolikiem, mówił "ja nie jestem ani kalwin, ani katolik, mnie nie interesuje żadna religia". To przeszło na mojego ojca, który zawsze, mimo że ze chrztu katolik, siebie określał, jako indyferentnego religijnie. Ale jak mama chciała, żeby poszedł na Wielkanoc do kościoła, to poszedł, odstał swoje i wrócił. Bo się robiło pewne rzeczy dla żony. Zresztą przed śmiercią ojciec odmówił księdza. Byłyśmy z siostrą bardzo z niego dumne
                            • nangaparbat3 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 22:30
                              Hmmm....
                              A ja myslalam, ze on co niedziela musial. A Wielkanoc jest raz w roku - zadne poswiecenie.
                    • katja75live Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 09:26
                      Co do zdrady. Ktos tu na forum napisal, ze kazda zdrada pociaga za soba konsekwencje, nawet jesli ich od razu nie widzimy, jesli wydaje sie, ze nic sie nie stalo, to te konsekwencje predzej, czy pozniej nas dopadna. Bo zdrada to nie tylko "fizyczny" akt, ona pociaga za soba jeszcze klamstwa, manipulacje oddalenie i niszczy zwiazek.
                      Ja poszlam na terapie malozenska jak bylo u nas juz bardzo zle, ale ja nic jeszcze nie wiedzialam o zdradach meza. Zylam wiec wlasnie w tzw. "blogiej nieswiadomosci". Maz cala terapie podtrzymywal, ze on nigdy z nikim itp.(ponoc dlatego, ze bal sie, ze jak sie przyzna to juz nic z tego nie bedzie). Ale i tak nic nam terapia nie pomogla, bo on juz sie tak oddalil, zasmakowal innego zycia, zniszczyl zwiazek, ze nie bylo szans na naprawe.
                      Nie wyobrazam sobie, ze takie od czasu do czasu na boku, nie zmienia partnera i nie wplywa na czlowieka.
    • errormix Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 08:58
      Uwaga, będą brzydkie słowa, więc co bardziej wrażliwe dusze proszę, by zamiast to czytać włączyły sobie telewizję śniadaniową, albo przeniosły się do wątku o żonach-nierobach.

      Zdrada to najgorsza rzecz, jaką można zrobić w małżeństwie. Bo zdrada wyklucza miłość. Z definicji. Nie można kochać jednej osoby, a drugą dmuchać na boku. Bo w słowie "miłość" i "kocham cię" zawarta jest też słowo "wierność".

      Problem tylko w tym, że tego słowa nie widać. Na co dzień wszyscy mówią "kocham cię rybko", "pięknie wyglądasz żuczku", "seksowny masz tyłek misiu", ale nikt nie używa tak oczywistego słowa jak "jestem ci wierny/a". Bo to przecież takie banalne, prawda? Czasami więc niektórzy go zwyczajnie nie zauważają. Dlatego mówią: "kocham cię, a z tamtą to był tylko seks".

      Podziwiam ludzi, którzy potrafią zdradę wybaczyć, ale nikt mnie nie przekona, że zdradę można zapomnieć. A więc co to za miłość?

      Jeśli mówię komuś "kocham cię", to daję czytelny sygnał, że kocham go za wszystko. Za to jakim jest, jak się śmieje, płacze, zachowuje, za jego poczochrane włosy rano i za rozciągnięty sweter wieczorem. Za to, że ma PMS, że przełączy mi program, gdy ja właśnie oglądam ulubiony film i za to, że trzeci dzień z rzędu na obiad jest odgrzewana pomidorówka. Ale choć w danej chwili krew nas zalewa, to jednak jesteśmy z tą drugą osobą, bo ją akceptujemy. Chcąc nie chcąc zgadzamy się z tym, że ona też może czuć się zmęczona, ma ochotę obejrzeć "Taniec z gwiazdami", albo płacze bo hormony szaleją.

      Zgadzamy się, bo kochamy.

      I w tym miejscu dochodzimy do sedna, czyli zdrady. Bo po tym, gdy jest się zdradzonym mówienie takiemu fiutowi* "kocham cię" oznacza również akceptację tej zdrady. Przyzwolenie na to dmuchanie innych. A to jest po prostu obrzydliwe.

      Nie można kierować się doświadczeniami ludzi starszych i automatycznie wierzyć im słowom, że zdradę można przeżyć, bo przecież przez całe życie między dwojgiem tych ludzi była miłość, byli dobrym małżeństwem i ogólny bilans - pomimo tej zdrady - wychodzi na plus. Tak mogą mówić tylko ludzie starsi, którzy patrzą na życie innymi kryteriami. Dla których po czasie ta zdrada wydaje się tylko "epizodem". A gdy o tej zdradzie człowiek dowiaduje się po latach, to jeszcze łatwiej przymknąć na to oko.

      Ale my żyjemy tu i teraz. I nikt z nas nie wie co powie za lat 20, 30 czy 40. Bo my nie wiemy jak ten nasz bilans będzie wtedy wyglądał.

      Bo my mamy moralne prawo do tego, by mówiąc "kocham cię" słyszeć codziennie również "kocham cię" bez wtrącenia "a z tamtą to się tylko przespałem".

      Zdrada to największa podłość i kurestwo jakie można zrobić osobie, która nas kocha.

      * WYJAŚNIENIE DO FIUTA
      • mozambique Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 11:08
        brawo error !

        ja tez nei przyłączam sie do chóru fanów prof. Ziemby

        dla mnei ten caly jej wywód o malzenstwie i zwiazku to nie opis malzenstwa dwojga kochajacych sie ludzi tyko umowa spółki z o.o. o posiadaniu i prowadzeniu wspolnego gospodarstwa domowego wraz z opieką i wychowaniem dziecka.


        zreszta córka autorki dobrze ja okresliła - ona brzmi jak facet , zimno i konkretnie.

        a przyzwolenei na zdrady to akceptacja na przywleczneie jakiegos wenerycznego syfa do domu tez ?
        • sinsi Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 11:23
          Pani profesor broni swoich życiowych wyborów. Wszak jej małżeństwo nie było stereotypowym, gdzie zakochują się, przysięgają sobie, pobierają i zaczynają tworzyć dom. Wiodła życie takie jak wielu "wyzwolonych" obecnie niechętnych małżeństwu, unikających go, ciekawe, czy by do jej małżeństwa doszło gdyby nie wspólne dziecko. I ciekawe, czy by tak podziwiała swoich rodziców, gdyby widziała jak ojciec adoruje w domu matkę i równocześnie miała świadomość że ojciec bzyka też sąsiadkę, sekretarkę i kilka ich wspólnych znajomych oraz ma np dodatkowe dzieci poza małżeństwem.. Jak by wtedy wyglądała jej wersja "wiernośc nie jest najważniejsza, najważniejsze że on nie chce rozwodu"..
          • sinsi Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 11:28
            Aha, i przecież wokoło pełno takich małżeństw: on lub ona zdradza od lat, tajemnica poliszynela, nie rozwodzą się bo ich nie stać albo im niewygodnie coś zmieniać, ale więzi między nimi praktycznie już nie ma, są tylko lokatorami jednego mieszkania nierzadko ledwie się tolerującymi. I tak się dzieje gdy emocje które powinny być w związku - ktoś lokuje poza związkiem.
            • sinsi Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 11:49
              zaś kwestia dojrzałości do związku - zgoda pełna, właśnie pod płaszczykiem przymusu "pełnej rodziny" dochodzi do wielu deprawacji

              "Znajomy, który niedawno się rozwiódł, mówi: "Jak to jest, wszyscy powtarzają, że rodzina to świętość, a jak się popatrzy dokoła, to różne cuda z nią robimy?".

              - Bo chyba nie ci ludzie gadają, że rodzina to największa wartość i świętość, tylko politycy i Kościół. Moja rodzina pochodzenia i mój mąż, moi bliscy są dla mnie bardzo ważni, ale nie jako hasło, jak rozumie to Kościół. Przed wojną, słowo daję, była nierozerwalność małżeństwa i bardzo trudno było się rozwieść, natomiast było hasło "Bóg, honor, ojczyzna". Ma pan tam rodzinę? I mimo że księża zasiadali w Sejmie, tego typu pozycji Kościoła co dziś nie było. Wspaniały Piłsudski był ewangelikiem. Nie lubię Kościoła. Choć uważam, że gdyby był mądrzejszy, lepszy, mógłby odgrywać zupełnie niezłą rolę, jak odgrywał w komunizmie. Kościół apoteozuje rodzinę jako instytucję. A przecież w rodzinie dzieją się też złe rzeczy: kłótnie, sadomasochizm i poniżanie siebie wzajemnie na oczach dzieci, krzywdzenie dzieci. A Kościół mówi, że rodzina tak czy owak jest świętością. To utrudnia walkę z patologiami rodziny, bo maltretowane kobiety czy maltretowani mężczyźni znoszą taki patologiczny związek. A zły związek trzeba zerwać. Dla dobra dzieci. Dlaczego zła rodzina ma być wartością? "

            • errormix Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 11:54
              Byłem kiedyś na uroczystości złotych czy jakichśtam godów. Ona prawie 90 lat, on trochę młodszy. Razem para przesympatycznych staruszków, którzy choć zmęczeni życiem, to jednak uśmiechnięci i emanujący wokół siebie takim dziwnym blaskiem spokoju i iskierkami w oczach.

              Goście składają życzenia, wręczają im kwiaty, gratulują tak długiego małżeństwa, a tu nagle kobieta wzdycha i na cały głos mówi: "Mój Boże, całe życie serce wyrywało się do innego, a ja wyszłam za Zenka".

              Reakcja?

              Śmiech, wzruszenie, teksty w stylu "prawdziwa miłość przetrwa wszystko". I ten Zenek, który złapał ją za rękę i pocałował z uśmiechem w policzek. I wierzcie lub nie, ale nikt, łącznie ze mną i z Zenkiem, nie odczuł tego wyznania jak coś niestosownego. Ale tu mamy właśnie do czynienia z tym upływem czasu, z przywiązaniem, z szacunkiem. Z tym bilansem, który w przypadku tych staruszków wyszedł na plus. Choć jej się serce wyrywało do innego.

              Ale gdyby ta kobieta wyznała to Zenkowi 40 lat wcześniej, to na jego miejscu bym jej migiem walizki za drzwi wystawił i jeszcze butami w nią rzucał. Bo takie wyznanie 40 lat wcześniej znaczyłoby, że ona mnie po prostu nie kochała, że myślała o innym, że to nie ja byłem tym jej wymarzonym, tym przeznaczonym.

              I to jest właśnie dylemat. Wybaczać, cierpieć i liczyć, że bilans będzie na plus, czy też może skończyć z tym wszystkim jednym rzutem butem i związać się z kimś, kto podczas uroczystości złotych czy jakichśtam godów powie "Zenek był miłością mojego życia".

              Osobiście wolę drugą wersję. A jeśli ktoś wybiera pierwszą, to niech nie płacze dzisiaj po forach, tylko pociesza się tym, że za 40 lat będzie dobrze.
              • sinsi Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 12:14
                Oprócz miłości baaaardzo ważne jest by się przyjaźnić w związku i mieć do siebie szacunek wzajemny i wspólny cel. Patrząc na to co się wyrabia w związkach - tego nie ma. I takie związki skazane są na porażkę, bo za 40 lat nie będzie dobrze, ale będzie "ulewająca się" frustracja i niechęć. Niestety, rodzice ktorzy się w związku nie szanują i źle się traktują wzajemnie - nie nauczą dobrej komunikacji, nie nauczą "naturalnego" szacunku swoich dzieci.
                I syf się toczy kolejne pokolenie.

                Nie wystarczy się "kochać", trzeba się jeszcze lubić.


                • eeela Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 19:22
                  Bardzo ładnie napisane.
        • nangaparbat3 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 20:15
          mozambique napisała:


          > ja tez nei przyłączam sie do chóru fanów prof. Ziemby

          Jakos widze tu chor przeciwnikow i pojedyncze fanki.
      • mola1971 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 13:24
        Się zgadzam z tym co napisałeś a od siebie dodam tylko tyle, że zdrada zdradzie nierówna. Czym innym jest jednorazowy skok w bok w chwili słabości a czym innym regularny romans.
        Po iluś tam latach wspólnego życia chwilę słabości można wybaczyć. Romansu nie. Bo romans to inwestowanie czasu, uwagi, pieniędzy w kogoś poza związkiem. I kłamstwa, morze kłamstw. A tego wybaczyć się po prostu nie da. W zdradzie tak naprawdę nie chodzi o seks tylko właśnie o to inwestowanie poza stałym związkiem.
        Natomiast w przypadku "świeżego" związku nawet taki chwilowy skok w bok dyskwalifikuje kogoś jako partnera.
        • errormix Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 13:30
          Mola, rany boskie, ale co to znaczy "zdrada zdradzie nierówna"? Że niby co? Że jeśli raz facet dmuchnie sekretarkę na w twoim małżeńskim łóżku, to można przeżyć, ale jak dwa razy i do tego kupi jej naszyjnik to już nie można?

          Zastanów się. To jak z kradzieżą. Czym różni się to, czy ukradłaś raz czy pięć razy? Jesteś złodziejem! Popełniłaś przestępstwo w momencie, gdy ukradłaś pierwszy raz. A kolejne to tylko balansowanie na zasadzie: ukradłam raz i nikt mnie nie złapał, to ukradnę i drugi.
          • mola1971 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 13:34
            Error, raz to raz a nie dwa razy. Gdy przeżyło się razem masę lat, wybudowało dom, spłodziło dzieci to jeden raz można wybaczyć. Ludźmi jesteśmy, z natury ułomnymi i grzesznymi, więc jeden błąd można wybaczyć. Ale powtarzam - jeden. Drugiego już nie.
            Co nie zmienia faktu, że wolałabym już nigdy w życiu nie zostać zdradzona. Nawet ten jeden raz.
          • sinsi Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 13:44
            Wyrok za przestępstwo jest inny gdy to jednorazowy wyskok połączony z okolicznościami usprawiedliwiającymi oraz pokajaniem się - a inny gdy to rozmyślna recydywa podkreślona brakiem skruchy. Zawsze tak jest. Karanie za pierwsze tak samo intensywnie jak za drugie - jest zwyczajnie niesprawiedliwe.

            A znowu skupianie się tylko na zdradzie jako tym złym aspekcie związku często powoduje że omija i tuszuje się całą gamę innych beznadziejnych relacji wzajemnych w małżeństwie które i tak prowadzą do rozpadu rodziny.
            • mola1971 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 13:57
              Ważny temat poruszyłaś - pokajania się. Ważne by ten, kto zdradził po prostu za to przeprosił a nie udawał, że nic się nie stało i jest cacy. I by swój błąd próbował naprawić.
            • errormix Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 14:12
              OK. Wszystko pięknie. Tylko my tu nie rozmawiamy o tym, że ktoś zwinął w Tesco batonika, ale że lata z siusiakiem na wierzchu po domu czy po biurze i goni sekretarkę podczas, gdy dwa dni temu tak samo gonił was. Dla takiego gościa w danej chwili nie ma różnicy pomiędzy żoną a kochanką. A powinna być. Bo żona to żona. Bo tak.

              Jeśli zdrada się wyda, to nie "jakiś" sąd będzie go osądzał i się zastanawiał czy zastosować łagodny wymiar kary czy obciąć mu jaja, tylko żona, a więc kobieta, która poprzez zdradę została odarta ze wszelkiej godności.

              Bo dla mnie zdrada to nie ten koleś z tym siusiakiem, bo to akurat kretyn na którego szkoda marnować czas, papier i klawiaturę. Dla mnie zdrada to ta żona. Bo to mąż dmuchnął sekretarkę, a żona musi wziąć to na swoje barki, z tym żyć i co rano zadawać sobie pytanie: "W czym ja byłam gorsza?". I zawsze mi się wydawało, że dla kobiety właśnie godność jest najważniejsza. Nie uroda, szpilki, ładne nogi i pełne konto w banku.

              Zdrada to naruszenie największego tabu jakie może być w małżeństwie. Tabu intymności, a więc tego co powinno być zarezerwowane tylko dla męża i żony.

              I każdy kto to tabu naruszy i wyciągnie przed innym lub inną tego siusiaka albo te cycki, powinno się je odrąbywać tępym toporem

              Bo tak! smile
              • mola1971 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 14:14
                Idealista tongue_out
                • zabelina Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 14:22
                  mola1971 napisała:

                  > Idealista tongue_out

                  E tam..Molka, z tym odrąbywaniem to fanatyzm się nazywa nie idealizmbig_grinDD
                  • mola1971 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 14:28
                    Eee, Error fanatyk? Rumantyk raczej big_grin
                    • errormix Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 14:31
                      Reumatyk chyba.
                      • mola1971 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 14:33
                        Ojej, a u lekarza z tym byłeś? Bo wiesz, w pewnym wieku to normalne, ale na szczęście są na to leki tongue_out
                  • sinsi Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 14:31
                    A od fanatyzmu wiadomo do czego niedaleko smile

                    ps.
                    mówilam już, że ex mąż znajomej przez kilkanaście lat ją wyzywał za to, że dziewicą nie była?wink i zażarte morały jej prawił na ten temat? pouczał jak każda kobieta żyć w cnocie powinna? a potem się okazało że w małżenstwie używał na boku że hej. I winny temu był ewidentnie jej brak dziewictwatongue_out
                    • mola1971 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 14:34
                      Moja przyjaciółka miała jako męża podobny przypadek big_grin Kliniczny smile
              • sinsi Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 14:26
                > a żona musi wziąć to na swoje barki, z tym żyć i c
                > o rano zadawać sobie pytanie: "W czym ja byłam gorsza?". I zawsze mi się wydawa
                > ło, że dla kobiety właśnie godność jest najważniejsza. Nie uroda, szpilki, ładn
                > e nogi i pełne konto w banku.

                otóż żona nic nie musi. jak chce to bierze na barki jak nie chce to nie bierze.
                I dlaczego standardowa żona musi mieć tak niskie poczucie wartości własnej, że z powodu męża zdrady katuje się ona "widać byłam gorsza"? Może normalna zona powinna rzec "mężu, głupiś ty jak but, żeś poleciał na inną, przemyśl to sobie szybko i się napraw bo taki zepsuty mi się podobał nie będziesz".
                I co to właściwie jest godność?
                Myślisz, że godność kobiety ma się mierzyć jedynie wiernością męża? A jeśli mąż nie zdradza ale w domu bije i wymusza na niej seks to wtedy kobieta ma wyższy stopień godności?
                Opamiętaj się.
                Czy w waszym małżeństwie były zdrady? A była godność?
                Bo jakoś teoria od rzeczywistości daleko tu lata.
                • errormix Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 14:41
                  hahahha, ale widzicie w jakiej sytuacji się znaleźliśmy?

                  Facet mówi kobietom, że za zdradę powinno się facetom obcinać siusiaki, a kobiety przebąkują, że niekoniecznie, że czasami je można oszczędzić. Niech powie przepraszam, wyrazi skruchę i jakoś to będzie big_grin

                  Tak czy inaczej, jak sam spotkam kobietę, która mi powie, że dopuszcza do siebie myśl, że w naszym związku kiedyś tam mogłoby hipotetycznie dojść do zdrady, to wstanę, wyjdę i tyle mnie będzie widziała.

                  Bo nawet jeśli ona gotowa byłaby przymknąć oko na mój skok w bok, to już sama moja tego świadomość dyskwalifikuje ją u mnie kompletnie.

                  Bo tak! big_grin
                  • mola1971 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 14:46
                    Error, nie rozumiesz podstawowej różnicy między kobietą i mężczyzną po prostu.
                    Kobieta potrafi wybaczyć zdradę, mężczyzna nie. Proste jak budowa cepa tongue_out
                    • errormix Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 14:57
                      dupa, dupa dupa smile))))))
                      • mola1971 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 15:19
                        Czy nie mówił Ci nikt, że na własnym forumie się nie trolluje? shock tongue_out
                      • wawrzanka Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 20:10
                        errormix napisał:

                        > dupa, dupa dupa smile))))))

                        Zaintrygował mnie Twój post. Mam ochotę Cię poznaćsmile

                        Tak jak Error pisze - myśli wielu mężczyzn. Może z natury są tacy, że nie wypowiadają się na forach, bo ja mam to szczęście - że wśród moich bliskich znajomych są pary, małżeństwa z kilkunastoletnim stażem i tam jest wszystko ok, a zdrada to byłby koniec. Bardziej to się wyczuwa, niż od nich słyszy.... ale oni nie muszą zajmować się takimi rozterkami. Oni ich po prostu nie mają. Nawet jeśli zdarzają się rubaszne żarty, to są tylko żarty. I ja chciałabym kiedyś w takim normalnym świecie żyć, na razie jestem niestety tylko obserwatorką.

                        Zostałam kiedyś zdradzona i ex przekonywał mnie, że da się wybaczyć, ale zaczął się proces odkochiwania z mojej strony, frustracji i pustki. Aż do rozwodu. A ex mi go nie chciał dać, bo prezentował pogląd pani profesor i uważał, że to ja jestem winna i rozbijam rodzinę. "Ludzie nie takie rzeczy razem przechodzą" powiedział mi. I może ja bym to z nim przeszła, gdyby nie to, że pod wieloma innym względami też był do d.
                        • sinsi Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 20:20
                          > ex mi go nie chciał dać, bo prezentował pogląd pani profesor i uważał, że to ja
                          > jestem winna i rozbijam rodzinę. "Ludzie nie takie rzeczy razem przechodzą" po
                          > wiedział mi. I może ja bym to z nim przeszła, gdyby nie to, że pod wieloma inny
                          > m względami też był do d.


                          no sama widzisz, że to nie o ten jeden wypadek z seksem na boku chodziło ale o całokształt zachowań exa które były do d... i nie rokowały dobrego związku.

                          wielu mężczyzn praktykuje filozofię kalego, "moja zdrada to drobiazg ale zdrada żony to koniec bezwarunkowy". jak się ma to do "miłości" to nie wiem.
                          niemniej znam co najmniej dwóch panów, którzy zdradę żony wybaczyli -w jednym przypadku żona jednak odeszła do kochanka (latawica była więc się mężowi jednak dziwiłam że tak o nią zabiega), w drugim, zaawansowanym małżeństwie, mąż przeczekał zauroczenie żony innym facetem i oboje tym wygrali długi dobry związek.
                  • zabelina Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 14:52
                    No i tak to jest jak się wyciaga z kilku zdań pochopne wnioski.
                    Osobiście odrzuca mnie myśl, żeby komukolwiek cokolwiek obcinać za zdradę czy jakiekolwiek inne niemoralne działanie. Ale nigdzie nie napisałam, że nie mam prawa dowiadując się o zdradzie podziękować partnerowi za związek i kazać zbierać mu manatki.
                    Co też, dowiedziawszy się o podwójnym życiu eskmałżonka, zrobiłam.
                    • zabelina Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 15:05
                      A swoją drogą Error, to moze i nawet jest trochę zabawne, bo Twoje deklaracje brzmią dokładnie tak jak jakby wypowiedział je mój eksmąż za czasów naszego małżeństwa. Dlatego dla mnie takie deklaracje wynikają z braku pokory wobec życia, niż stanowią podstawę przyszłych relacji.
                  • sinsi Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 15:07
                    > Facet mówi kobietom, że za zdradę powinno się facetom obcinać siusiaki


                    A czujesz jakąś wyjątkowość siebie przez to, że TY FACET mówisz coś kobietom DLA ICH DOBRA w Twoim domniemaniu? czy o co Ci tutaj chodzi, ze tak to podkreślasz?

                    Zakładasz z góry, że nigdy w życiu nie ukradniesz, bo przecież nie jesteś złodziejem. Zdarzy się sytuacja, że nie masz co dziecku dać jeść i nie ma innej możliwości - to nie ukradniesz chleba z pólki? wątpię. Płacz dziecka sprawi, że złamiesz swoje zasady.
                    Siedzisz w pracy i zamiast pracować to piszesz maile - nie okradasz pracodawcy z czasu za który Ci płaci? Okradasz, ale przyzwyczaiłes się , że to w sumie nie jest kradzież. Itd itp.
                    Im ktoś bardziej fanatyczny w teorii tym tworzy gorsze relacje w praktyce. Ot tak normalnie.
                    Nikt nie godzi się na dzień dobry na akceptację zdrady w związku. Ale jeśli po 20 latach dobrego zgodnego małżeństwa, partnerka wywali cię z domu bez prawa powrotu bo jednorazowo popełniłeś błąd to nie świadczy dobrze o związku, jeśli jedna godzina ma przekreślić 20 dobrych lat. Brak przyzwolenia na coś to nie to samo co bezwzględna reakcja gdy coś się zdarzy.
                    Zastanawiam się nad Twoim fanatyzmem akurat w tej kwestii, gdy w wielu innych pozwalałeś żonie na o wiele więcej niż jakakolwiek "norma przyzwoitości" przewiduje...
                  • esterka8 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 19:21
                    errormix napisał:

                    > Bo tak! big_grin
                    >

                    Z bo tak, to mi sie zawsze kojarzy takie pytanie: dlaczego w czteroosobowej rodzinie kobieta przed okresem wystawia 5 talerzy do kolacji?
                    Bo tak!
                  • eeela Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 19:21

                    > Tak czy inaczej, jak sam spotkam kobietę, która mi powie, że dopuszcza do siebi
                    > e myśl, że w naszym związku kiedyś tam mogłoby hipotetycznie dojść do zdrady,

                    Mówienie takiej rzeczy kandydatowi na partnera byłoby moim zdaniem skrajną głupotą wink Po co z góry dawać przyzwolenie na wyskoki? To, że myślę, że w pewnych sytuacjach byłabym w stanie wybaczyć zdradę, to jedno, ale wyrywać się z takimi deklaracjami nie zamierzam smile
                    • mola1971 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 20:21
                      eeela napisała:
                      To, że myślę, że w pewnych
                      > sytuacjach byłabym w stanie wybaczyć zdradę, to jedno, ale wyrywać się z takimi
                      > deklaracjami nie zamierzam smile

                      Otóż to! smile
              • limonka69 do errormix 26.10.11, 17:24
                pamiętasz ze masz sie ze mną ożenić
          • nangaparbat3 o wlasnie wlasnie 26.10.11, 20:18
            errormix napisał:

            > Zastanów się. To jak z kradzieżą. Czym różni się to, czy ukradłaś raz czy pięć
            > razy? Jesteś złodziejem! Popełniłaś przestępstwo w momencie, gdy ukradłaś pierw
            > szy raz. A kolejne to tylko balansowanie na zasadzie: ukradłam raz i nikt mnie
            > nie złapał, to ukradnę i drugi.
            >
            Dokladnie wpisuje sie Twoje porownanie w to o czym mowi pani profesor: zdrada jest az takim dramatem, bo uwazamy partera/partnerke za nasza wlasnosc.
            • wawrzanka Re: o wlasnie wlasnie 26.10.11, 20:33
              nangaparbat3 napisała:

              > Dokladnie wpisuje sie Twoje porownanie w to o czym mowi pani profesor: zdrada j
              > est az takim dramatem, bo uwazamy partera/partnerke za nasza wlasnosc.

              Głupie gadanie. Mąż/żona nie jest na własność, ale jego/jej wierność owszem tak. Na tym polega małżeństwo.
              • nowel1 Re: o wlasnie wlasnie 27.10.11, 09:59
                Nie pisz proszę do Nangi "głupie gadanie". Możesz się z nią nie zgadzać, ale nie pamiętam aby kiedykolwiek gadała głupio.
                • nangaparbat3 Re: o wlasnie wlasnie 27.10.11, 12:31
                  nowel1 napisała:

                  > Możesz się z nią nie zgadzać, ale ni
                  > e pamiętam aby kiedykolwiek gadała głupio.

                  Ale ja pamietam tongue_out
        • ewela1_1 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 15:12

          A w ogóle co to znaczy "jednorazowy skok w bok"?....od tak, idzie sobie facet, czy kobieta i pyk, nawet się nie znają, czy pod wpływem alkoholu to robią?

          Dla mnie nie ma różnicy, czy to jest ten "jednorazowy skok w bok", czy romans. Bo ten "skok w bok" również wymaga jakiegoś zaangażowania, są podchody, ktoś prowokuje tę atmosferę intymności. Ktoś daje się uwieść,a nie powinien dać się uwieść.

          Dla mnie to obrzydliwe, jest wyparciem miłości. Gdy ktoś mi mówi, ze kocha, a zdradził zabiję go śmiechem. Ktoś kto nawet jest "narażony" na tego typu sytuacje powinien wykazać się lojalnością wobec partnera, kopnąć się w kostkę, raz, drugi, trzeci , aż spuchnie. Pomyśleć o żonie/mężu.

          Poza tym jest takie fajne powiedzenie" nie czyń drugiemu co tobie nie miłe".
          -------------
          "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
          • herta_m Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 16:31
            Z zachwytem czytam wynurzenia Errora, niemniej jednak też uważam, że są różne rodzaje zdrady, a nade wszystko różne postawy wobec niej.
            W wątku o pasożytach opisałam sytuację żony, którą mąż zdradził, gdy podejrzewała zdradę, wyzywał od wariatek i wysyłał do lekarza od głowy, gdy został przyparty do muru z ewidentnym dowodem zdrady, przyznał się, ale nie przeprosił, tylko winą za swoją zdradę obarczył żonę, z kochanką nie zerwał, bo wiedział, że żona jest ubezwłasnowolniona i nie ma się dokąd wyprowadzić, kochanka nawet dzwoniła do niej z deklaracją, że przecież oni nie chca krzywdy synów. Co się dalej działo i dzieje opisałam w tamtym wątku.
            To jest zdrada absolutna, najgorsza w możliwych.
            Zupełnie inną zdradą jest ta przedstawiona (nie śmiejcie się, obejrzałam z nudów) w filmie (może w serialu też, ale nie oglądałam) Seks w wielkim mieście. Żona ewidentnie zaniedbująca męża i dom (praca najważniejsza), mąż z kolei rodzaj spokojnego domatora i nagle wydaje się jego jednorazowa zdrada po pijaku. Żona bezapelacyjnie odchodzi, facet się kaja, błaga o wybaczenie, nadrabia jak może, ona nieugięta. Widać, że on ją kocha, ona też cierpi i coraz częściej myśli, że nie była doskonała. Kończy się oczywiście jak to w tego typu filmach.
            Uważam, że te zdrady są jednak nieporównywalne. I to prawda, kobiety jednak prędzej są skłonne wybaczyć taką NAPRAWDĘ jednorazową zdradę. Przy czym oczywiście wybaczyć raczej na ogól nie znaczy zapomnieć. I trzeba bardzo długo odbudowywać zaufanie.
            Niestety często jest tak, że strona wybaczająca do końca życia wykorzystuje przewagę, poniża zdradzającego, wyżywa się na nim, wiedząc, że jest górą, bo łaskawie wybaczyła, więc teraz ten drugi musi się ciągle wykazywać. Droga donikąd.
            • herta_m Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 16:51
              Są rzeczy gorsze od zdrady. Gdybym miała do wyboru zdradę i przemoc, wybrałabym jednak zdradę. Wiem, że miłości nie da się polączyć ze zdradą, kto tak twierdzi, zwyczajnie nie rozumie pojęcia miłość. Ale gdyby mąż był oddany, szanujący mnie i wspierający, był wspaniałym ojcem, wolałabym to nawet przy świadomości, że kiedyś zdradzil, niż męża, który mnie niszczy, ale jest kryształowo uczciwy i nigdy nie zdradził.
              Gdy byłam młoda, nigdy nie przypuszczałam, że tak kiedyś będę myślała, ludzie się zmieniają.
              • ewela1_1 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 17:06

                Można to porównać do takiej sytuacji: Uderzył raz, uderzy znowu. Zdradził raz, zdradzi znowu.

                "Jednorazowa zdrada"? phi, zawsze jak będzie mu źle, będzie uciekał w ramiona innej, gdy poczuje procenty w głowie? Żeby zdradzić trzeba mieć tez pewną wyrafinowana odwagę w sobie, nie każdy jest do niej zdolny. Dlaczego nie skoczy z bungee, albo ze spadochronu, zeby dac sobie upust emocji, dlaczego to musi byc seks z inna kobietą?

                Zawsze gdy dochodzi do tych dwóch sytuacji( przemoc, czy zdrada) tłumaczone jest to winą tej drugiej strony.

                Dlaczego tak się dzieje? Nie umiem tego pojąc moim młodym rozumem.
                -------------
                "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                • eeela Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 19:30
                  > Można to porównać do takiej sytuacji: Uderzył raz, uderzy znowu. Zdradził raz,
                  > zdradzi znowu.
                  >
                  > "Jednorazowa zdrada"? phi, zawsze jak będzie mu źle, będzie uciekał w ramiona i
                  > nnej, gdy poczuje procenty w głowie? Żeby zdradzić trzeba mieć tez pewną wyrafi
                  > nowana odwagę w sobie, nie każdy jest do niej zdolny.

                  Wcale nie musi tak być. Mnie się zdarzyło w życiu popełniać różne grzechy, których juz nie powtarzam i nie zamierzam. Popełniałam z ciekawości, ze skłonności do ryzykanctwa, z powodu mojej buntowniczej i eksploratorskiej natury, pod wpływem nastrojowości chwili. Popełniłam je i wiem już teraz, że gryzące po nich wyrzuty sumienia są wystarczająco paskudne, żebym nie chciała ich powtarzać.
              • vero_nique Re: Albo mąż albo cebula 28.10.11, 15:58
                herta_m człowiek kryształowo czysty nie zachowuje się niegodziwie i nie niszczy - bo nie zna takiej potrzeby.
          • czarny4u Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 17:04
            ewela1_1 napisała:

            > Dla mnie to obrzydliwe, jest wyparciem miłości. Gdy ktoś mi mówi, ze kocha, a z
            > dradził zabiję go śmiechem. Ktoś kto nawet jest "narażony" na tego typu sytuacj
            > e powinien wykazać się lojalnością wobec partnera, kopnąć się w kostkę, raz, dr
            > ugi, trzeci , aż spuchnie. Pomyśleć o żonie/mężu.

            Zacznijmy od zdefiniowania pojęcia Miłość.
            W wikipedi pierwsze zdanie:

            "Miłość - podstawową definicją jest pragnienie szczęścia dla drugiej osoby"

            Jeżeli darzymy drugą osobę PRAWDZIWĄ MIŁOŚCIĄ to powinniśmy pragnąć jego SZCZĘŚCIA.

            Idąc dalej, zdefiniujmy pojęcie szczęścia,

            Również za wikipedią:

            "Szczęście jest emocją, spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne. "

            No i teraz dowód na to, że Ty i wszystkie osoby, które nie pozwalają na uprawianie seksu swoim rzekomo kochanym partnerom, tak na prawdę ich nie kochacie. Myślicie tylko o sobie.

            No bo skoro seks z innym partnerem jest emocją pozytywną odbieraną jako szczęście to jeżeli kochasz swojego partnera, jeżeli darzysz go miłością, to powinnaś pragnąć jego szczęścia, czyli być zadowolona z tego, że On/Ona jest szczęśliwy. To jest PRAWDZIWA miłość.

            A takie zachowanie, w którym rani nas to, że nasz partner bzyknął się z kimś jest egoistycznym podejściem. Nie myślimy o Nim, myślimy tylko i wyłącznie o swoim ego, o sobie.
            To nie jest miłość, to jest niewolnictwo, to jest dominacja.












            >
            > Poza tym jest takie fajne powiedzenie" nie czyń drugiemu co tobie nie miłe".
            > -------------
            > "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią ty
            > lko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
            • ewela1_1 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 17:41

              Jak zdradzisz swoją żonę/partnerkę, to powiedz jej dokładnie to samo co tu napisałeś.

              Jeśli na jej twarzy namaluje się szczęście( bo jak rozumiem to ma iść w dwie strony? smile ), to definicja miłości przedstawiona przez Ciebie jest jak najbardziej TOBIE odpowiednia i tak postępuj i tak kochajsmile.
              -------------
              "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
      • zmeczona100 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 17:43
        Error, no jak słowo daję, ale Ty piszesz jakobyś babą był big_grin
        Toż to mężczyźni zazwyczaj nie są tak radykalni w poglądach na zdradę, tylko jednak kobiety tongue_out

        Z tym, co napisałeś, zgadzam się w 100%; "mam" tak samo, jak Ty wink
        • nangaparbat3 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 23:07
          zmeczona100 napisała:

          > Error, no jak słowo daję, ale Ty piszesz jakobyś babą był big_grin
          > Toż to mężczyźni zazwyczaj nie są tak radykalni w poglądach na zdradę, tylko je
          > dnak kobiety tongue_out
          >
          Chcesz powiedziec, ze kobiety z natury nie zdradzaja?
      • nangaparbat3 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 20:13
        Widze, Error, ze jestes aktualnie zakochany po uszy. I dobrze, tak trzymac, gratuluje i pozdrawiam smile
        • nowel1 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 22:06
          Ciekawe, że z całego długiego artykułu wybrany został i wyrwany z kontekstu praktycznie wyłącznie temat zdrady...
          • nangaparbat3 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 22:15
            smile
            A taka piosenka mi sie przypomniala smile
            • mola1971 Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 22:33
              Skoro muzycznie się porobiło to dorzucę coś od siebie smile
      • takajuzpo Re: Albo mąż albo cebula 06.11.11, 22:14
        Error, rzadko piszę a czytam ciągle.
        Podpisuje się rękoma i nogami pod tym co napisałeś. Wolę wiedzieć o zdradzie i móc wybrać zostać czy odejść. Każda okazja do skoku w bok to moja myśl, widok uśmiechniętej buzi mojego pana, słowa kocham Cię i chęć na skok się ulatnia. Myśl, że mówi mi kocham Cię a ja właśnie wróciłam spocona od innego - jest ohydna. Nie umiem i nie chcę.

        Bo my mamy moralne prawo do tego, by mówiąc "kocham cię" słyszeć codziennie rów
        > nież "kocham cię" bez wtrącenia "a z tamtą to się tylko przespałem".
        >
        > Zdrada to największa podłość i kurestwo jakie można zrobić osobie, która nas ko
        > cha.
        I to powyżej jest kwintesencją dlaczego nie zdradzam.

        Moja babcia też nie była święta i teraz po tylu latach swobodnie o tym mówi, dziadek się tylko tajemniczo uśmiecha. Ale oni są po 80 i dla nich to eony lat temu tak było i w tej chwili jest kompletnie nieistotne. Podejrzewam, że gdyby dowiedziałby się wtedy kiedy to miało miejsce - nie byłoby tak słodko teraz.
        • nangaparbat3 Re: Albo mąż albo cebula 06.11.11, 23:03
          I jest jakis sens w tym, żeby pomyśleć, jak będzie za 10-20-30 czy wiecej lat, czasem warto w imie tego co wtedy będzie powiedzieć sobie "stop". Jeśli mąż/żona nie powiedzieli "stop" namiętności, to drugie jeszcze może powiedzieć "stop" gniewowi i zazdrości.
          Bo gdyby Twoi dziadkowie wtedy się rozstali - jakie teraz byłoby ich zycie?
    • wendd Re: Albo mąż albo cebula 26.10.11, 22:16
      ....ale wróćmy do artykułusmile

      Ja osobiście nie odebrałam wypowiedzi prof. Świdy jak pochwały czy bagatelizowania zdrady w związku czy w małżeństwie.
      Zdrada boli, upokarza...i ona pisze, że jest to coś o czym nie chciałoby się wiedzieć.
      Wierność widzi nieco szerzej niż tylko jako seksulaną wierność.
      Wierność to także trwanie przy tym jednym wybranym kimś bez względu na to co przyniesie życie.

      Ona patrzy na to i na życie razem z innej niż my perspektywy - ona patrzy wsteczsmile i ocenia co (jakie postawy) wpłyneły na długość i trwałość jej małżeństwa.
      My patrzymy "do przodu" i chcielibyśmy aby zawsze było idealnie i stąd może różnica w odbiorze tego tekstusmile

      Ale doskonale rozumiem też Errormixa - bo w momencie kiedy dopiero coś się zaczyna się dziać między dwojgiem deklaracja, że byłoby przyzwolenie na zdradę w związku oznacza po prostu bylejakość takiej relacji już na wstępie.
      • nowel1 Re: Albo mąż albo cebula 27.10.11, 10:02
        Podoba mi się Twoje podsumowanie.
        I wydaje mi się, że ja jestem w tej chwili tak "pomiędzy" - pomiędzy tym "do przodu" a "wstecz".
      • kasper254 Re: Albo mąż albo cebula 27.10.11, 13:32
        Jasne, wendd, że jest tak, jak piszesz (a przynajmniej może być - biorąc pod uwagę analizy: "co autor miał na myśli"). Ja osobiście widzę i inny aspekt w odniesieniu do tego, co napisali "krytycy" z errorem na czele. Błąd ich ocen polega na tym, że normy społeczne (w tym moralne) postrzegaja w kategorii statycznych, zawsze nie ulegających erozji, układanych w jakieś mozaiki, zgodnie z zasadą, iże życie jest ćwiczeniem z logiki.
        Normy (głównie moralne) rozkładają się w pewnej hierarchii, zależnie od grupy społecznej, wyznawanego światopoglądu itd. Nie mają charakteru stałego, są raczej w kolizji względem siebie, często koniunkturalne w wyborze, umniejszane lub/i przeszacowane. I o tym mówi prof. Świda i jak te kwestie tak traktuje psychologia i socjologia.
        • wawrzanka Re: Albo mąż albo cebula 28.10.11, 14:45
          kasper254 napisał:

          > Normy (głównie moralne) rozkładają się w pewnej hierarchii, zależnie od
          > grupy społecznej, wyznawanego światopoglądu itd. Nie mają charakteru stałego, s
          > ą raczej w kolizji względem siebie, często koniunkturalne w wyborze, umniejszan
          > e lub/i przeszacowane.

          Oczywiście.

          I o tym mówi prof. Świda i jak te kwestie tak traktuje p
          > sychologia i socjologia.

          I odnosi się do konkretnej kultury, niezależnie od grupy społecznej, czy światopoglądu. Dlatego dobrze, że podkreśliła swą nietypowość. Oglądałam nie tak dawno film z Martyną Wojciechowską, która odwiedziła Tybet, a tam - jak wiadomo - są miejsca, gdzie popularnym ustrojem małżeńskim jest... poliandriasmile W naszej kulturze niezależnie od wyznawanego światopoglądu i przynależności do danej grupy społecznej małżeństwo to monogamiczny związek kobiety i mężczyzny. Ja nie krytykuję samej prof. Zięby. Ma prawo żyć według wymyślonych przez siebie norm moralnych. Biorąc jednak pod uwagę jej bogate życie wewnętrzne, zawodowe i słuszny wiek należy patrzeć z dysnansem na jej wypowiedzi. One nie są odpowiednie dla ludzi poranionych. Mam wrażenie, że zbyt często w mediach podnoszone są tematy, które relatywizują zdradę, a odnoszą się do nich teoretycy z lekkim uśmieszkiem "co by było, gdyby". Nie życzę im, żeby się dowiedzieli.
        • wendd Re: Albo mąż albo cebula 30.10.11, 14:57
          Owszem Kasper, ale wypowiadamy się tutaj nie w imieniu ogółu społeczeństwa tylko własnymsmile
          I jeśli ktoś mówi, że w jego ocenie zdrada jest zła i zabójcza to ma swoje prawo tak myśleć i tą zasadą kierować się w życiu.
          Trudno przecież swój własny system wartości budować i modyfikować w oparciu o aktualną "moralną normę społeczną ", o to co myśli i co robi jakaś tam grupa ludzi czy nawet większość spoleczeństwa.
          Jeśli ktoś chce z "normami" czy "zasadami" eksperymentować - też ma prawosmile
          Ale najczęściej w zderzeniu z rzeczywistością boleśnie przekonuje się, że "nie zdradzaj", "nie kradnij", "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe", "nie cudzołóż" i etc. to stare, dobre i sprawdzone sposoby na życiesmile
    • gazeta_mi_placi Re: Albo mąż albo cebula 06.11.11, 22:50
      Lubię cebulę oraz kanapkę z masłem i czosnkiem.
      Czy jestem patologia ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka