she.80
17.05.12, 11:13
Na początek się przedstawię, chociaż podczytuje już to forum od jakiegos czasu teraz postanowiłam się odezwać pierwszy raz, bo mam już dośc...Mam 32 lata, po rozwodzie rok,, dwójkę dzieci.
Jak sobie poradzić z przeświadczeniem, ze być moze zawsze bedzie się już samej?. Nie jestem kobieta typu "bluszcz", ktora bez mężczyzny nie istnieje, ale na dłuzszą mete życie w pojedynkę mi nie odpowiada i zawsze podświadomie tęsknie za tym KIMŚ, za bliskością, za poczuciem bezpieczeństwa itp. Ostatnio wręcz więdnę bez tego i tak bardzo "zazdroszczę" tym, którym się tu udało, bądź udaje po rozwodzie. Co ze mną jest wciąz nie tak, ze ciągle mi nie wychodzi...
Każde moje "związki" (za dużo powiedziane)po rozwodzie kończą się fiaskiem, albo mężczyzną chodzi tylko o seks, albo jak już ktoś interesujący się pojawi to pojawiają się inne problemy. typu: mój brak czasu/ dwojka dzieci, ich tata sie wymiksowal z ojcostwa, jest poza granicą kraju, mieszkam chwilowo z rodzicami w ich domu, ale uklad jest toksyczny, więc każda prośba o chwilę dla siebie, czy zajęcie sie dziećmi, mimo, ze zakończona pozytywnie to okraszona moimim stresem, bo ja "nie lubię się prosić" kogoś kto mi pomaga z łaską.
Chciałabym coś zmienić w swoim zyciu, najbardziej mieć kogoś, tak strasznie mi tego brakuje i tak bardzo czuję się samotna....Tak potrafię się do tego przyznać i żadne "wypełniacze" czasu tej pustki nie zapełniają....Czuję się jak w węzieniu i dosłownie i w przenośni.