Dodaj do ulubionych

krok po kroku

23.05.12, 15:34
I stało się, od rozwodu minął tydzień. Kumple mówią: teraz będziesz miał spokój, wolna chata, imprezy, no i seks bez zobowiązań. A ja robię dobrą minę do złej gry i wiem, że straciłem coś ważnego. Fakt, z żoną trudno było się dogadać, co ja mówię; trudno było nawet na siebie patrzeć bez złości w oczach, ale mam córkę, i wiem że ona cierpi i cierpię ja. Na razie mogę się z nią widywać dwa razy w tygodniu i spędzać wspólnie co drugi weekend. Nie wiem jak się pozbierać, na nowo żyć.

Wiem, rozczulam się nad sobą. Wiele osób pewnie codziennie przeżywa podobne albo i gorsze problemy, tylko jak ruszyć się z miejsca i przekłuć rozwód w nowe, może nawet pozytywne doświadczenie. Teraz mam wrażenie, taka moda się ostatnio zrobiła, jakoś osobiście w to nie wierzę.

To na razie tyle, wygadałem się.
Obserwuj wątek
    • steppenwolf37 Re: krok po kroku 23.05.12, 15:55
      to mamy podobny nastrój. tez mi było ciężko w małżeństwie, a teraz czuję, ze jest jeszcze bardziej pod górkę. codziennie pzrychodzę do pracy tak zdołowana, że aż mi głupio. każdy dzień to straszny wysiłek. na dodatek nie potrafię otrząsnąć się z pozytywnych uczuć, mimo, że było bardzo źle.
    • cold.wind.blows Re: krok po kroku 23.05.12, 16:00
      wolny_czytelnik napisał:

      > Wiem, rozczulam się nad sobą. Wiele osób pewnie codziennie przeżywa podobne alb
      > o i gorsze problemy, tylko jak ruszyć się z miejsca i przekłuć rozwód w nowe, m
      > oże nawet pozytywne doświadczenie. Teraz mam wrażenie, taka moda się ostatnio z
      > robiła, jakoś osobiście w to nie wierzę.
      >
      > To na razie tyle, wygadałem się.

      Tak, to bardzo modne jest ostatnio wink
      A tak poważnie, to idź do sklepu kup trochę alkoholu, żeby Ci na dłużej starczyło, a potem się zobaczy. Po kilku tygodniach już się nie ma ochoty pić, ale jakoś inaczej zaczyna być. Trzeba kontrolować swoje emocje, w sensie mieć świadomość, co się z Tobą dzieje. Musisz przejść przez to wszystko. Nie obejdziesz tego. No way. Dojdziesz sam do wszystkiego, może ktoś Ci pomoże po drodze. U mnie tak zadziałało. A przekuwał będziesz sobie w międzyczasie.
      I żadnych kobiet przez jakiś czas !
      • wolny_czytelnik Re: krok po kroku 23.05.12, 16:21

        Dzięki starysmile Alkohol przez ostatnie dni leje się strumieniami; whisky i wino i piwo też. Upijam swoje smutki w samotności. Nawet trochę pomogło, a w zasadzie rozładowywało napięcie. O kobietach nawet nie myślę, niestety żona ciągle siedzi mi w głowie. Nie napiszę, że w sercu, bo się zrobi zbyt ckliwie.

        Teraz nawet nie widzę tej ściany, do której muszę podobno dojść, żeby później było już lepiej.
        • rozpieprzonypolatach Re: krok po kroku 23.05.12, 18:03
          mam bardzo podobną sytuację, trzeba to przeczekać, przejdziesz różne fazy:
          żal
          smutek
          złość
          ból
          siedzieć bedzie w głowie jeszcze długo, pewnie gdzieś rok

          moja rada nie chlaj!!! lepiej biegaj!!!
          trzymaj sie dzielnie, dasz rade, nie ty pierwszy nie ostatni
          rpl

          • kay.man Re: krok po kroku 23.05.12, 19:32
            Wiem co czujesz , mam to samo.
            Ja sprawę rozwodową mam za 3 tygodnie. Wylałem morze łez , wyłem jak dziecko ,piłem na umór . Niestety żona ciągle siedzi mi w głowie i w sercu...
            Jeszcze się łudzę , że może wróci. Ciągle próbuję , walczę , tylko tyle mi pozostało .
            Także nie jesteś sam ...
          • cold.wind.blows Re: krok po kroku 23.05.12, 22:51
            rozpieprzonypolatach napisał:

            > moja rada nie chlaj!!! lepiej biegaj!!!
            > trzymaj sie dzielnie, dasz rade, nie ty pierwszy nie ostatni
            > rpl
            >

            Chce mu się pić niech pije, kiedy jak nie teraz jest na to czas. Za niedługo założy buty i pójdzie biegać, czy coś innego zacznie robić, samo mu to przyjdzie. Ja wskoczyłem na rower.
            Jednak namiętności rządzą życiem: jak nie alkohol, to kobiety, albo moje mtb wink


    • wolny_czytelnik Re: krok po kroku 23.05.12, 22:32
      A wcale się nie łudzę, że żona wróci. Nie wyobrażam sobie nawet tego. Ani nie chcę. Ostatecznie to ja złożyłem pozew rozwodowy. Po prostu żal mi tego wszystkiego, żona była moją wielką miłością, byliśmy małżeństwem 12 lat, mamy córkę.

      Nie biegam już za żoną jak pokorny piesek, te lata już minęły. Nie wstydzę się tego, że próbowałem, chociaż byłem odtrącany i poniżany.

      Każdy człowiek ma jednak swoją wytrzymałość. Sprężyna rozciągnięta do granic możliwość też w końcu pęknie.
        • argentusa Re: krok po kroku 26.05.12, 16:13
          no i całe szczęście!!!
          teraz będzie czas na mądrą, dojrzałą i przede wszystkim dobrą miłość, a nie jakieś utopienie się w kimś innym czy inne uzależnienia nie-kompletnych bo jakichś połowek.

          podśmiewam się sama z siebie bo w trakcie rozstania to ja wiedziałam ,ze TAK to już nigdy nikogo bo tylko tego. i całe szczęście, bo teraz kocham o niebo bardziej, lepiej, mądrzej i pełniej. Jak KOBIETA a nie dziewczynka. To jest dopiero MIŁOŚĆ!
          czego i PAństwu życzę,
          Ar.
    • biedronka7112 Re: krok po kroku 23.05.12, 22:47
      To mi się właśnie podoba w mężczyznach (wiem, że generalizuję i bywają inne typy, ale mówię o tych, których zachowanie mi imponuje), że wiecie, że pewne rzeczy trzeba uciąć, skoro niezdrowe. Przyjmujecie na klatę, że będzie w cholerę bolało. Stosujecie odpowiednie środki przeciwbólowe (tu alkohol). Jednocześnie zdajecie sobie sprawę, że są ludzie, którzy potem też żyją i są szczęśliwi, więc czemu wy byście nie mieli być. I patrzycie w przyszłość czekając na ten dzień, który powinien już nadejść, bo dwa albo trzy lata minęły. I jak tak patrzycie, to w końcu się doczekujecie. Bo chcecie pewien etap zamknąć i inny otworzyć. Bardzo mi taka postawa imponuje, bo daje szanse na otwarcie nowego etapu w życiu w ciągu raptem dwóch czy trzech lat.
    • baabcia Re: krok po kroku 23.05.12, 23:01
      ja nie umiem czekać
      umiem się zbierać kiedy działam
      jeśli cos mogę podpowiedzieć - nie pij z rozpaczy
      picie zostaw sobie na szczęśliwe chwile
      pomyśl jak urządzić swój kąt tak, żeby córka czuła się jak w domu
      jeśli masz miejsce urządź jej pokój - trudne - ale jakie mądre!!!

      i wychodź do znajomych - na siłę i z dobra miną
      wymyśl sobie jakieś zadanie
      jesteś w żałobie i nie ma co się łudzić, że to minie łatwo - więc walcz o siebie - organizm bardzo zapamiętuje dołowanie - jesli mu pozwolisz się pogrążać potem będzie miał to jak znalazł przy każdym kryzysie - wierz mi przeszkadza

      opowiedz nam o córce - poczytamy

      a nie mówiłam, że mężczyźni mają gorzej - tracą wszystko
    • cold.wind.blows Re: krok po kroku 23.05.12, 23:23
      W moim przypadku istotne były dwie sprawy
      1. Miałem świadomość, że idealizuję przeszłość, że czasami zapominam o złych rzeczach. Na początku tęskniłem za tym co było, co utraciłem, ale zawsze sobie mówiłem, że ten rozwód nie bez powodu, że było źle, że nie dało się inaczej.
      2. Skupiałem się na tym, co ja spieprzyłem, bo tylko na to miałem jakiś wpływ i coś mogłem z tym zrobić. W międzyczasie przeczytałem parę książek i również z tego forum dowiedziałem się, że nie miałem pojęcia ile zawaliłem. Samemu do wszystkiego się nie dojdzie. Może boleć ale warto. Teraz są rzeczy, których już nigdy nie zrobię. Wiem też, co mogę dać komuś, a czego nie. No i ze sobą mi jest całkiem nieźle, a to najważniejsze.
      • red-dry Re: krok po kroku 24.05.12, 01:14
        Spokojnie. Sciana jest, tylko Ty jeszcze na nia nie wpadles wink moja rada - jesli juz musisz pic to pij, ale raczej wyjdz na piwo z przyjaciolmi. wogole wyjdz na swiat, nie zamykaj sie za dlugo w jaskini. czytaj, biegaj, wyjdz na spacer, zrob cos tylko dla siebie.
        btw - alkohol jako remedium stanowczo jest przereklamowany. 3maj sie.
      • smarhta Re: krok po kroku 24.05.12, 03:17
        cold.wind.blows napisał:

        > 2. Skupiałem się na tym, co ja spieprzyłem, bo tylko na to miałem jakiś wpływ i
        > coś mogłem z tym zrobić. W międzyczasie przeczytałem parę książek i również z
        > tego forum dowiedziałem się, że nie miałem pojęcia ile zawaliłem. Samemu do wsz
        > ystkiego się nie dojdzie. Może boleć ale warto. Teraz są rzeczy, których już ni
        > gdy nie zrobię. Wiem też, co mogę dać komuś, a czego nie. No i ze sobą mi jest
        > całkiem nieźle, a to najważniejsze.


        Popieram, podziwiam i zazdroszcze.
        Ja jeszcze nie potrafie dostrzec wyraznie, co takiego zawalilam. Ale masz racje, samemu do wszystkiego sie nie dojdzie, prawda to, ze w oku blizniego slomke latwiej dostrzec, niz belke we wlasnym. Z czasem i z pomoca innych dojde i do tego.
      • errare_humanum_est Re: krok po kroku 24.05.12, 11:51
        O, też miałem właśnie coś podobnego napisać, ale po tym wpisie to już nie będę się powtarzać smile Trzeba zapamiętać to co dobre z przeszłości, nie zapominać o tym, co było złe, przyjąć na klatę swoje błędy, przemyśleć je i przepracować, bo bez tego będziesz w takiej samej dupie jak przed rozwodem, a nie o to przecież chodzi.
        I trzymaj się chłopie, przejdziesz przez to jak wielu przed Tobą i wielu po Tobie, nie rób głupstw, wypij, co masz do wypicia i nie zapominaj, że jeszcze kawał życia przed Tobą, z masą fajnych rzeczy do przeżycia smile
    • kobieta306 Re: krok po kroku 24.05.12, 09:51
      mnie najbardziej wkurzało to, że ja nie lubię czekać, a te emocje nie chciały odejśc TERAZ ZARAZ JUŻ. Nawet jeszcze mnie czasami dopadaja, a to już 3 lata mijają od uprawomocnienia się wyroku.
    • der1974 Re: krok po kroku 24.05.12, 12:17
      Przykro mi Panowie - nie rozumiem Was. Skoro doszło do rozwodu to albo tego chcieliście, albo było to z inicjatywy żony. Jeśli chciałeś - to bierz konsekwencje na siebie i do przodu. Trzeba pozamykać to co było i wypatrywać pozytywów nadchodzących zmian w życiu. Jeśli żona Was zostawiła to ... zgadzam się z nextvivi - nie chciała Was i tyle. To po co beczeć? Lepiej siedzieć ze zniewoloną babą która Was nie kocha? Znajdzie się inna, może nawet lepsza.

      Żeby nie było. 6 lat temu przechodziłem to samo, napisałem tu setki postów. Jednak dzien w którym ex się wyprowadziła i wtedy i dziś oceniam jako jeden z najważniejszych w moim życiu. Rozstanie z żoną dao mi wiele dobrego i ciekawe kolejne 6 lat życia.

      Wszystko teraz zależy od Waszego nastawienia. Chcecie beczeć, będziecie beczeć kolejne 3 lata, chcecie żyć to wsadźcie pampersa w dupę i do przodu z ciekawością szukać nowych wrażen i emocji.
      • roma113 Re: krok po kroku 24.05.12, 12:40
        Der ma rację - nie ma co biadolić i użalać się nad sobą. Do udanego związku jak do tanga - trzeba dwojga. Jeśli jedno nie chce tańczyć w takiej konfiguracji albo w ogóle, to nie ma sensu, żeby się zmuszało. Szkoda życia
        • lampka_witoszowska Re: krok po kroku 24.05.12, 22:47
          dla tych, co siłom i przemocom trzymają się rozpaczy - tak, ma rację

          dla tych, co przeżywają na świeżo lub mniej świeżo ból rozstania - nie ma racji

          a i niejedno małżeństwo się rozwiodło, a potem do ślubu szło
          spokojnie więc, nie da się całej publiki pod jedną poprzeczką przeczołgać
      • wolny_czytelnik krok 1 24.05.12, 13:14
        Dziękuję za wpisy. Jakoś specjalnie się nie rozczulam, po prostu żal mi tego co było, ale powrotu już nie ma. Tak jak napisałem wcześniej, nie chcę tego ani ja ani żona, to znaczy już była żona.

        W alkoholizm raczej nie wpadnę, przez kilka dni to był jedynie środek uspokajający i rozładowujący. Wczoraj już tylko małe piwko, dzisiaj butelki wylądowały w worku na śmieci. Organizm sam się zbuntował.

        Dzisiaj od rana dużo czarnej kawy, sok pomarańczowy i kefir. A na obiad porządny rosół, bo jutro powrót do pracy.

        Wyjdę za chwilę z domu, złapię haust świeżego powietrza i może jakoś się poskładam.

        Po południu czeka mnie tapetowanie pokoju dla córki, tapeta z misiem Puchatkiem już czeka.

        Tak więc biorę się do robotysmile
        • wawrzanka Re: krok 1 24.05.12, 14:55
          wolny_czytelnik napisał:


          > Po południu czeka mnie tapetowanie pokoju dla córki, tapeta z misiem Puchatkiem
          > już czeka.
          >
          > Tak więc biorę się do robotysmile

          No i świetnie. Nic tak człowieka nie podnosi na duchu jak fizyczna praca. Nawet na siłę. Mówi się, że czas leczy rany i człowiek sam musi dojść do pewnych prawd, że gdy jest na etapie żałoby to żadne pocieszenia i tłumaczenia nie pomogą. To prawda, ale...

          ...wiem po sobie, że pocieszanie i tłumaczenie osób z doświadczeniem (mnie pomogła o wiele lat starsza przyjaciółka) pomaga uniknąć wielu błędów. Nawet jeśli nie zmniejsza i nie skraca bólu, to pozwala przejść go konstruktywnie i bez dodatkowych zakrętów życiowych. Ilekroć się załamywałam - przypominałam sobie jej spokojne tłumaczenie. Nie wszystko, co mówiła do mnie trafiało, ale to, co dotarło - wystarczyło, by wykorzystać ten ciężki okres zaraz po rozwodzie na układanie sobie życia. Nie rozsypałam się (choć oczywiście były lepsze i gorsze dni). Jestem jej wdzięczna za to wsparcie, ale to we mnie tkwił potencjał, żeby z niego skorzystać. Tak więc i Ty i każda osoba świeżo po rozwodzie - jeśli da sobie szansę to się szybko ogarnie i wyjdzie na prostą. I spotka kolejne zakręty. I znów trzeba je będzie brać ostrożnie, bo to będą zakręty w nieznane. Znanych nie ma, bo to droga jednokierunkowa, z zakazem zatrzymywania i zawracania. Ale jaka fascynująca. Powodzenia!
      • maciekqbn Re: krok po kroku 24.05.12, 20:43
        A co to za generalizacja? Może jakieś argumenty dla poparcia tych ciekawych stwierdzeń?

        No tak. Facet ma prawo robić za bankomat i nie narzekać na swój los. W końcu to kobiety są w gorszej sytuacji, z zasady.
        • rozwalona20 Re: krok po kroku 24.05.12, 21:00
          Myślę , że bez_przekazu nie miała nic złego na myśli...Jednak trochę jest w tym prawdy, kobieta z którą zostają dzieci nie jest aż tak "atrakcyjna " jak mezczyzna z odzyskusmileOczywiście nie ma co generalizować , każdy człowiek jest inny i mają różne piorytety życiowe...ale w dzisiejszych czasach jednak stawia się na wygodę i jak najprostrze rozwiązania...Kobieta nawet jak znajdzie osobę z którą chce się spotykać , ułożyć życie patrzy również przez pryzmat swoich pociech, to jest niełatwy wybór - a jak jeszcze jest tak , że dzieci nie akceptują partnera - to pozamiatane, nie wszyscy dają radę ( wiem tylko z opowiadań koleżanek , znajomych ) - sama tego nie doświadczyłam i już nie chcęsad
          Natomiast mezczyzna też oczywiście ważne jest dla niego opinia dzieci ...ale nie jest z nimi na codzień ...nie mieszkają z nim ....chyba mają jednak łatwiej...
    • na_rozdrozu76 Re: krok po kroku 24.05.12, 21:55
      Najpierw odniosę się do słów Nextvivi:
      "Jesteś jak mój mąż, czytając Twoja odpowiedź. Po co się łudzisz, że żona może wróci do Ciebie? Daj jej to szczęście i pozwól jej odejść tak żeby to szczęście znalazła gdzie indziej, skoro Ty jej tego nie dałeś.
      Żona/kobieta nigdy nie odejdzie od mężczyzny którego kocha, zrozumcie to Ci którzy rozpaczacie. Widocznie była w tym Wasza wina, że odeszła... "

      1. Nie możemy żądać od drugiej osoby, aby dała nam szczęście. Szczęście powinniśmy mieć w sobie wcześniej. Wtedy możemy się nią dzielić z drugą osobą, a nie żądać by nas uszczęśliwiała. To nie ma sensu, bo kiedy w naszym mniemaniu przestajemy otrzymywać szczęście od drugiej osoby, zmieniamy obiekt. Koło się zamyka.
      2. Generalizowanie ogólnie jest złesmile Szukanie winy też do niczego dobrego nie prowadzi (nie mówię o ewidentnych przypadkach typu przemoc, alkoholizm). Trzeba PRZEPRACOWAĆ to, co było złego w związku (z jednej czy z drugiej strony), umieć nazwać własne emocje. I przebaczyć SOBIE błędy (wbrew pozorom to wcale nie jest proste).
      Bez zrozumienia tego, w czym ja przyczyniłem/łam się do rozpadu małżeństwa nie ma szans na kolejny etap w życiu.
      Droga do wyzwolenia jest długa i trzeba przejść wszystkie etapy żałoby po związku (bunt, żal, szukanie winnego, złość, smutek itd.). Jedni przechodzą to szybciej inni wolniej. Najważniejsze jest to - jak napisała Wawrzanka - by mieć w sobie ten potencjał, chęć zmianysmile
      Właściwie...najpierw chcemy, żeby przestało bolećsmile Jeśli uda nam się uśmierzyć ból dobrze by było dotrzeć do jego źródła i zacząć leczenie. "Znieczulacze" (dla każdego co innego: alkohol, nowa miłość, podróże i tysiące innych rzeczy, którymi próbujemy zagłuszyć to, co nas boli) działają na chwilę, uśmierzają ból, ale nie leczą zranień. Musimy oczyścić tę ranę, zdezynfekować. to też boli. Ale potem - zdrowiejemysmile Czasami na złą pogodę rana może się odezwać, ale wiemy, że to tylko chwilowe.
      Sorry, że takimi metaforami szastam. tak jakoś wyszłosmile

      Na koniec cytat z książki "Biegnąca z wilkami". Jakoś tak mnie ujął ten fragment. Kto ma uszy do słuchania niechaj słucha - że tak zacytuję klasykawink
      "Niczego prawdopodobnie [zwracam uwagę na wyraz prawdopodobnie tzn, nie na pewno!smile] kobieta bardziej nie pragnie od mężczyzny, niż żeby spojrzał wprost na swoją ranę. Kiedy mężczyzna zagłębia się w nią, a jego wierność wobec świata wewnętrznego i zewnętrznego staje się wyrazista i mocna, łza przychodzi w sposób naturalny. Zostaje swoim uzdrowicielem, nie jest już samotny, oderwany od głębokiej Jaźni. (...) Kiedy mężczyzna roni łzę, to znaczy, że odnalazł swój ból i czuje go, dotykając rany. Zaczyna widzieć, że z jej powodu otoczył się skorupą ochronną"

      To by było na tyle. Mój najdłuższy post chybawink

      Wolny-czytelniku!
      Trzymam kciuki za Ciebie. Dasz radę - jak każdy z nas. Po prostu potrzebujesz czasu - daj go sobie. Przyjmuj to, co przynosi chwila. Pozwól, by te czarne chmury, które Cię teraz otaczają po prostu rozgonił wiatr. Ty ich nie rozdmuchuj, bo się zmęczysz, a chmur nie przegonisz. One same odejdą.
      No i masz - znowu metaforami gadam! smile
      Dobrego, mądrego czasu NAM wszystkim życzęsmile
      Magda
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka