W jakąś paranoję to idzie. Rozwód był bez orzekania o winie, chociaż gdybym wiedział, że wtedy była już ze swoim obecnym w ciąży to pewnie inaczej by to było. Jako że schorowana od zawsze ustaliliśmy alimenty na nią (niedostatek) i nasze 10 letnie dziecko w łącznej kwocie 700 zł i to było znaczne obciążenie dla moich finansów. Teraz będę miał trochę lepsze zarobki i już się zaczyna biadolenie, że jej sytuacje znacznie się pogarsza, a jej obecny zarabia jedynie na utrzymanie mieszkania. Bez docinek nie mogę nic kupić czy jechać na urlop. Wypadało by powiedzieć, zrobiłaś co chciałaś i sp.... ale chcę dla dobra dziecka utrzymywać dobre stosunki. W obecnej sytuacji jest w dobrej sytuacji bo ma środki od nas dwóch i wg prawa nie mam za bardzo co zrobić a ona żyjąc w konkubinacie może się tylko śmiać ze mnie.
No to się wyżaliłem

Jak widzicie moje szanse jeśli wniesie o podwyższenie?