03.08.12, 22:41
Wrzucam w nowy wątek, bo z tą dupą czas skończyć..
Poszłam do ośrodka rozwiązywania problemów alkoholowych. Jak dla mnie - cudowne miejsce, przemiła pani psycholog. Przez pół godziny usłyszałam, że mam prawo..., że liczy się to co czuję, że mam prawo powiedzieć "nie", i co najważniejsze - poczułam, że istotnie uzyskam pomoc. Od razu dodało mi energii. Nawet byłam zdziwiona, bo po kilku miesiącach lekkiego marazmu i gapienia się w tzw. punkt, zabrałam się jakoś energiczniej za pracę! Zostałam zakwalifikowana do terapii bez żadnych wątpliwości. Będę raz w tygodniu się naprawiać. Na razie. Spotkam się z psychiatrą, spotkam się z prawnikiem, który na pewno nie powie mi takich bzdur jak ten poprzedni.. Podbudowało mnie to, że.. odniosłam wrażenie – oni tam świetnie wiedzą o co chodzi, a taka zrozpaczona i rozbita kobieta jak ja, to dla nich nie pierwszyzna.. Tak. To jest dla mnie dobre.
I od wczoraj się trzymałam dzielnie w pionie ( w zasadzie od soboty…wink aż do dziś. Bo dziś usłyszałam od mojego męża kilka rewelacyjnych oskarżeń, kilka tekstów – „jaki to ja jestem biedny”, usłyszałam też że mi odpierdala i że mam się leczyć witaminami. A wszystko to usłyszałam po tym jak mu powiedziałam, ze nie chcę z nim rozmawiać. Że po prostu JESZCZE nie chcę. Dodam, ze była to rozmowa li tylko przez telefon…
Ale co jest najważniejsze .. Przez czas rozmowy się trzymałam, odpierałam zarzuty i byłam twarda. To było pewnie jakieś 5-7 minut. Natomiast po .. rozpłakałam się jak bezradny dzieciak i przez 40 minut nie mogłam się uspokoić.., a w głowie totalny mętlik. Ból żołądka, i trzęsące się łapska… KOSZMAR !! Wrak !! Poraziło mnie to. Zdałam sobie sprawę jaka jestem słaba i jak bardzo uzależniona od jego … głupot, które tak łatwo wciska mi w głowę.. i jak bardzo potrafi kilkoma zdaniami mnie totalnie wyprowadzić z równowagi !! Zrozumiałam…, że wiele będzie mnie kosztować stawienie mu oporu..
Najbardziej „balsamicznie” na forum działa na mnie Blue_Ania.. Chciałam Ci podziękować Aniu za zrozumienie i pogratulować, że Ci się udało.
I jeszcze … nie oskarżajcie tak łatwo kobiet, które są w tego rodzaju przemocowo-współuzależnieniowych dołkach… To naprawdę piekielnie trudne. Bo jedna sprawa – to się pozbierać, otworzyć oczy i zrozumieć, a druga – to rozpocząć „walkę”..
Obserwuj wątek
    • scindapsus Re: kontrasty 03.08.12, 22:51
      Ninaa profilaktycznie, dopoki się nie wzmocnisz, po pierwszym -ze Ci odpier... rozłącz się.Jak zadzwoni-mówisz, nie będziemy w ten sposób rozmawiac
      I ćwiczysz-on zaczyna Cię obrażać, ty się wyłaczasz.
      Metoda Misia koali-polecam
      • scindapsus Re: kontrasty 03.08.12, 22:53
        i link do misia

        forum.gazeta.pl/forum/w,24087,89235152,89311982,Obudz_misia_koale_zerzniete_z_Samodzielnej_Mamy_.html
        • ninaa Re: kontrasty 03.08.12, 22:59
          Nie dążymy do zmian w zachowaniu Exa. Dążymy do zmian we własnej
          świadomości, które pozwolą nam patrzeć na Niego z zadziwieniem
          (bo
          jednak to "dziwo"), nieszczególnym zainteresowaniem (w kółko tak
          samo mu ta gula skacze), lekkim pobłażaniem (nie można za wiele
          wymagać od "dziwa") i absolutną pewnością, że WSZYSTKO na co Go stać
          to te śmieszne pokrzykiwania i machanie kończynkami. Od czasu do
          czasu wizualizujemy Jego stopę w podrygującym bucie i wyobrażamy
          sobie, że ma pomalowane na czerwono paznokcie u nóg - ot tak dla
          urozmaicenia chwili przed naszym ulubionym gestem, czyli ODŁOŻENIEM SŁUCHAWKI


          Dziękuję ! Rozbawiło mnie !
          Szkoda, ze on nie wysyła do mnie sms-ów..., miałabym co zacząć kolekcjonować..
          Zmiany we własnej świadomości.
          • virtual_moth Re: kontrasty 03.08.12, 23:33
            Miś koala zły nie jest, w koncu napisany przez socjopatkę, a ta wie o czym pisze (trzeba jej jednak przyznac, pisze bardzo dobrze)

            Jestes na dobrej drodze i masz "własciwą" psychikę. Mnie by załamało, ze jestem "typowa", znaczy oni w tym osrodku juz milion takich jak ja spotkali, trzeba tylko łyknąć pigułkę/odbyc terapię/nacisnąć przycisk. Taśmowo. Pewnie sama próbowałabym zwalczyc sytuację, zeby tylko nie potraktowano mnie jak "kolejny taki sam przypadek", kolejną rodzącą, której krzyków tak naprawdę nikt nie słyszy. Ty tez nie jestes typowa, masz własny rozum i uwierz w to - bez tego zadna pomoc z zewnątrz nic nie da.
            • ninaa Re: kontrasty 04.08.12, 00:05
              Moth.., błędny odbiór z tą "typowością". W nosie mam to, czy jestem ogniwem na ich taśmie produkcyjnej, uwierzyłam, że potrafią pomóc i to jest najważniejsze. Z określeniem swojej indywidualności też nie mam problemu, więc nie wpadnę w kompleks bycia jedną z wielu. To są tzw pierdoły, które nie mają wpływu. Meritum jest inne.
            • tricolour To ja mam inaczej.... 04.08.12, 00:10
              ... zęby leczę u dentysty, żona chodzi do ginekologa, dziecko do pediatry choć moglibyśmy jakimiś pogrzebaczami dłubać się nawzajem, by nie mieć piętna typowego pacjenta. Właśnie z tego powodu, że zęby leczę u stomatologa, to cały łeb powierzyłem kiedyś psychologowi.

              A "typowość" choroby to najlepsza perspektywa jej wyleczenia.
              • virtual_moth Re: To ja mam inaczej.... 04.08.12, 00:44
                To jest chyba kwestia ambicji. Wiadomo, nie chciałabym, aby mój ubytek był czyms wyjątkowym u denstysty, ale jeśli chodzi o psychikę... Bolałoby by mnie, gdyby mój problem był typowy, znaczy rozpoznawalny przez "system". Znaczy co, jestem na tyle głupia, tak mało przeczytałam, tak mało ludzi wysłuchałam, ze sama nie jestem w stanie tego rozpoznać i rozwiązać? Przeciez tu nie chodzi o operację laparospokopową, tylko o zwyczajne odwieszenie słuchawki. Czułabym się źle, gdybym do prostych czynności potrzebowała pomocy "systemu". A przeciez jeszcze w kaftan nie chcą mnie związać?
                • blue_ania37 Re: To ja mam inaczej.... 04.08.12, 01:01
                  Ja Tobie gratuluję ambicjismile szczerzesmile
                  Proste czynności....odwieszenie słuchawki......
                  Rozwiązać...wyrzucić....było, poszło....raz ciach....
                  Rozumiem, że jak ktoś jest chory na cukrzycę to spoko....bo to typowe...może jak odkroją mu dwie nogi....to staję się trochę bardziej skomplikowanym przypadkiem czy nadal...może to sam przerobić, porozmawiać....i rozwiązać.
                  A
                • lamericano Re: To ja mam inaczej.... 06.08.12, 10:45
                  A tak bez metafory to o co chodzi ?
                  Kiedy system pomagał za mało, to było źle i trąbiłyście, że system nie pomaga. Jak zostały aktywowane różne instytucje i ośrodki do pomocy kobietom w rozmaitych sytuacjach - przemocy, niealimentacji, wspoluzaleznienia ("współ - uzależnienie", podobne neologizmy z trudem przechodzą mi przez gardło) i pojawiają się deklaracje o zadowoleniu z udzielanej pomocy prawnej, psychologicznej, to też okazuje się, że jest niedobrze.
                • foringee Re: To ja mam inaczej.... 06.08.12, 10:53
                  Picie w Polsce to problem gigantyczny, dotyka co najmniej kilku milionow obywateli/rodzin. Żyjąc z alkoholikiem często jest się osobą współuzależnioną i przejawia się podobne zachowania jak wielu innych w podobnej sytuacji.
                  Dziwię się tej "ambicji" (?) bycia "wyjątkową" co to sama sobie poradzi. Nic to z ambicji nie ma, bardziej z zadufania w sobie i egocentryzmem.
                  Jest sens się okłamywać że żyjąc w Poznaniu latami z manipulującym pijakiem podlega się zupełnie innym schematom niż pani X żyjąca w Warszawie i mająca tak identyczne wręcz problemy, także z pijakiem? Unosić się wydumaną ambicją "nie nie! ja nie jestem taka jak inni! to tylko sytuacja się jakoś taka podobna wydaje.." Zakłamywanie swojej rzeczywistości.
                  Nie ma przymusu chodzenia do psychologa, tak jak nie ma przymusu chodzenia do innych lekarzy.
                  Gdy miałam 20kilka lat byłam święcie przekonana, że jestem osobą wyjątkową i jedyną w swoim rodzaju. Oczytana, mądra, inteligentna, och ach. To ja pomagałam światłymi radami innym. Potem odkryłam internet i fora i okazało się że takich "wyjątkowych" osób jak ja są tysiące. Ale to mnie zachęciło tylko by się lepiej dokształcić żebym była nadal inna niż ta reszta i nie działała schematycznie. A potem facet mnie oszukał lekko i łatwo, bo tak byłam pewna swojej mądrości i wyjątkowości, że byłam ślepa na swoją naiwność, podleganie tym samym schematom co osoby którym dobre rady dawałam.
                  Więc spokorniałam i już tylko się obserwuję. Nie uważam za ambitne "sama sobie poradzę", po prostu obserwuję siebie czy sobie z czymś radzę. Jesli powielam ten sam błąd, albo próby zmiany kosztują za dużo energii, to pora iśc do lekarza problem fachowo zaleczyć.
          • florynka1969 Re: kontrasty 03.08.12, 23:41
            Nie stresuj się, że nie od razu umiesz bronić siebie. Przez wiele lat tkwiłaś we współuzależnieniu więc to normalne, że nie od razu będziesz umiała zmienić swoje stare schematy postępowania. Wierz mi, na to potrzeba WIELU spotkań z psychologiem. Po prostu pracuj nad sobą w czasie terapii i nie oczekuj szybkich efektów. Poczucie winy we współuzależnionych jest najtrudniejszą sprawa do rozwiązania. To ono cię paraliżuje i hamuje twoją chęć działania. A osoba uzależniona DOSKONALE TO WIE i będzie do upadłego to poczucie winy wykorzystywać, aby utrzymać dla siebie korzystną sytuację. Przecież on zna Cię bardzo dobrze, wie jak zagrać na Twoich najczulszych strunach. Musisz to przełknąć, że będziesz nazywana złą matką i żoną, przez której głupie fanaberie rozpada się rodzina. Jeśli uważasz, że to na pewno koniec Twego małżeństwa i nic naprawić się nie da, myśl o tym jaka będziesz szczęśliwa ze swoją nową wolnością. Delektuj się tym, wyobrażaj to sobie, nic Cię już po tym nie powstrzyma. Przeszłam tę drogę. Wiem co mówię. Pozdrawiam
            • blue_ania37 Re: kontrasty 04.08.12, 00:00
              Hm...
              Ninaasmile
              Jak głupio by to nie zabrzmiało, ciesz się że skończyłaś na gołej dupiesmileja przetrzymałam o wiele więcej.....i dziś tylko mnie może być mi żalsmile.....
              Misia coalę codziennie trenuję, i to działasmile......
              Pamiętam siebie sprzed roku...jak tu trafiłam z wątku do którego nie mam ochoty wrócić, cos było o zamkniętych drzwiach i wejściu do domu z policjasmile.
              Ja ninaa szybko zdałam sobie sprawę że jestem chora i że chcę wyzdrowieć.....bardzo....
              Przetrzymałam zimę w nieogrzewanym domu z soplami w łazience z zasypanym do połowy samochodem stojącym na polu z kilometrami przebieżonymi w nocy w tych polach z latarką i paczką fajek, z bezsennością....w której zapisywałam miliony kartek....
              I wtedy zdałam sobie sprawę na 100% że żaden człowiek nie zasłużył na to....
              I nadal przemierzałam kilometry ale to już były MOJE kilometry, gdzie uczyłam się siebie na nowo! bo ja nawet zapomniałam co ja! np lubię jeśćsmile
              Wychodziłam, wypisałam swoje smuty, to było moje lekarstwo....na każdego działa coś innego.
              A dziś....znów mam 15 lat i dużo sił....bo to kim jestem to ja....
              Usmiechy
              Ania
    • tricolour W kwestii formalnej... 04.08.12, 00:06
      ... moim zdaniem nikt tu nie atakuje nikogo dla chęci dopiekania.

      Owszem, wiele osób wymaga pomocy terapeutycznej, ale faktem jest, że stan współuzależnienia wypracowano niemal na własne życzenie tkwiąc w niszczącym związku. Ba, nie tylko tkwiąc, ale jeszcze go budując: cierpiąc po cichu, a otoczeniu pokazując dobrą minę do złej gry czyli okłamując.

      Przed Tobą terapia i zdrowienie (lub nie, bo nie każdy daje się wyleczyć) które potrwają ze dwa lata jeśli rzecz ma mieć sens i być skuteczna. Masz więc czas na dorastanie i dojrzewanie, a potem odeprzesz z łatwością manipulację.

      I jeszcze jedno na koniec: w pewnym momencie ludzie, z którymi budujesz jakieś relacje zaczną oczekiwać od Ciebie zachowań adekwatnych do wieku, wykształcenia, statusu społecznego i materialnego bez względu na "przemocowo-współuzależnieniowe dołki"...

      ... ale na razie zdrowiej.
      • blue_ania37 Re: W kwestii formalnej... 04.08.12, 00:16
        Stan współuzależnienia wypracowano na własne życzenie, ale przy pomocy osoby przemocowej która każdego dnia mówiła, że się jest głupim...ile wytrzymasz? w końcu nie uwierzysz? skoro i tak życie niesie rózne niemiłe niespodzianki....
        Okłamując otoczenie....kto uwierzy, że jeśli się mieszka w ogrodzie....z jednym z najlepszych grafików w Polsce, że się nie ma nawet 10 zł? kto? i jak to powiedzieć? ..pozycz....
        A
        • tricolour Nie trzeba nic wytrzymywać... 04.08.12, 00:23
          ... po pierwszym "jesteś głupi" jest ostateczne ostrzeżenie. I koniec.

          Jak powiedzieć, że się nie ma pieniędzy? O tak: "mieszkam w pięknym ogrodzie z wziętym grafikiem, a nie mam grosza przy duszy".
          • blue_ania37 Re: Nie trzeba nic wytrzymywać... 04.08.12, 00:42
            Nie kumasz Trismile
            To są właśnie związki przemocowe....że to głupie.....to jest okraszone smile żabkami i że to ty mnie zdenerwowałaś....bo mogłaś ziemniaki gotować na ma lym ogniu? kto płaci za rachunki ? twoja praca jest śmieszna? bo zarabiasz 3 razy ode mnie mniej....i ogólnie przecież WIESZ że nalezy gotować na małym ogniu....
            Potem dochodzi upokorzenie, oddech chorej miłości...., bo przecież to on...był ....tym wszystkim....
            A potem się rozwija, pnie w górę....kiedy cały dom na twojej głowie i twoja praca gówno warta....no...tak on już 4 razy więcej ode mnie zarabia...a ja tylko ten obiad to dziecko, ten ogród w sumie wakacje...bo opalałam się przy okazjismile
            A potem ci mówi, że nie da....na jedzenie...bo skoro pracujesz....to sobie zarób....i na paliwo...i na przedszkole ( bo to ty chciałaś dziecko, a jeśli go nie chcesz to możesz oddać do domu dziecka), i jaka z ciebie matka?, że chce ci się spac, matki nie śpią?
            I wierzysz...bo ty jestes już na podłodze....zapominając o sobie kompletnie, wierząc że jeśli zarobisz będzie lepiej, jeśli nie uśniesz będzie lepiej....ale jest zawsze żle....
            doszłam do przelewów na 25 groszy mogąc całować go po kostkach za to...że mogę sobie wypłacić 10 zł z bankomatu....bo na koncie miałam 9.75.
            Nawet można nauczyć się innych zdolności ale to by było dla mnie za dużosmile
            A
      • smarhta Re: W kwestii formalnej... 04.08.12, 01:37
        Najpierw ninaa napisała:

        > I jeszcze … nie oskarżajcie tak łatwo kobiet, które są w tego rodzaju prz
        > emocowo-współuzależnieniowych dołkach… To naprawdę piekielnie trudne. Bo
        > jedna sprawa – to się pozbierać, otworzyć oczy i zrozumieć, a druga ̵
        > 1; to rozpocząć „walkę”..


        A potem tricolour napisał:

        > ... moim zdaniem nikt tu nie atakuje nikogo dla chęci dopiekania.
        >
        > Owszem, wiele osób wymaga pomocy terapeutycznej, ale faktem jest, że stan
        > współuzależnienia wypracowano niemal na własne życzenie tkwiąc w
        > niszczącym związku.
        > Ba, nie tylko tkwiąc, ale jeszcze go budując: cierpiąc po cichu, a otoczeniu
        > pokazując dobrą minę do złej gry czyli okłamując.


        Ninaa, nie wiem, jakie oskarzanie masz na mysli, ale jesli takie, jak zacytowany tu tricolour, to Ci powiem tak: normalny czlowiek, ktory nie byl nigdy ofiara przemocowca nie jest w stanie, nawet przy najlepszych checiach, zrozumiec ofiare przemocy w tym aspekcie. Nie da sie tego zrozumiec. I zawsze, nawet przy najlepszych zyczeniach i szczerych dobrych checiach moze mimowolnie wyjsc na powierzchnie czajaca sie gdzies mysl "sama sobie jestes winna". Nic na to nie poradzisz, trzeba sie z tym pogodzic.

        Podobalo mi sie porownanie do gotowanej zaby.
        Jak wrzucisz zabe do goracej wody, to wyskoczy.
        Co jednak, jesli wrzucisz do zimnej i bedziesz powolutku podgrzewac? Najpierw cieplo, milo. Potem ciut za goraco, ale da sie wytrzymac, skakac sie nie chce. Potem jeszcze cieplej, ale tylko odrobine, wlasciwie to tak samo jak minute temu... Zanim sie zaba obejrzy, to jest ugotowana.

        Inne zabki, widzac tylko efekt koncowy, nie zrozumieja jak ta glupia zaba mogla sie dac zywcem ugotowac...
        • ninaa Re: W kwestii formalnej... 06.08.12, 00:00
          normalny czlowiek, ktory nie byl nigdy ofiara
          > przemocowca nie jest w stanie, nawet przy najlepszych checiach, zrozumiec ofia
          > re przemocy w tym aspekcie. Nie da sie tego zrozumiec. I zawsze, nawet przy naj
          > lepszych zyczeniach i szczerych dobrych checiach moze mimowolnie wyjsc na powie
          > rzchnie czajaca sie gdzies mysl "sama sobie jestes winna". Nic na to nie poradz
          > isz, trzeba sie z tym pogodzic.

          Pogodziłam się właśnie. Poczytałam wiele, forum między innymi. I ta wiedza właśnie każe mi szukać wsparcia. Potrafię właśnie bez kompleksów przyznać się samej sobie, że potrzebuję pomocy. Bo sama sobie nie poradzę. Powyżej ktoś pisał o ambicjach pomagania sobie samemu.., w oparciu o różne "wiedze ze źródeł".. Nie wstydzę się tego, że sama nie potrafię. I to co napisałaś Smartha o tym, że tak łatwo się tego nie zrozumie, to prawda jest straszliwa. Ci co nie wiedzą, mogą oceniać - "baba ma fanaberie..." Ale z tym też trzeba będzie się zmierzyć. Rynsztok i fanaberie.
          A "byt kształtuje świadomość" - jak mawiał Lenin... Każdy ma swój "byt" przecież .., każdy w innej pozycji leży..
          • blue_ania37 Re: W kwestii formalnej... 06.08.12, 00:26
            Zdrowiejesz Ninaasmile
            Bo zdajesz sobie sprawę ze swojej choroby.
            Jedno sprostowaniesmile człowiek zdrowy nie leżysmile robi to na co ma ochotę...
            Pozdrawiam
            Ania
            • ninaa Re: W kwestii formalnej... 06.08.12, 08:56
              Oj, Aniu ! Czy Ty nie sypiasz nocą ?? smile
              Leżenie wyszło z kontekstu, że punkt widzenia zależy od punktu leżenia.., to wariacja na temat bytu.
              Ale jestem za "bytem zdrowym".
          • braktalentu Re: W kwestii formalnej... 06.08.12, 09:50
            "Powyżej ktoś pisał o ambicjach pomagania sobie samemu.., w oparciu o różne "wiedze ze źródeł"".

            Ludzie mają różne potrzeby i ich zaspokojenie przynosi im mniej lub więcej szczęścia. Dla mnie życie "ambitne" nie jest źródłem szczęścia, choć akceptuję, że dla innych jest.
            Cieszy mnie, kiedy ktoś korzystając z techniki misia coali wyrabia w sobie odruch pawłowa pozwalający na odłożenie słuchawki zamiast na wysłuchiwanie obraźliwych komunikatów. Ale jeszcze bardziej cieszy mnie, kiedy energia oszczędzona na znoszeniu upokorzeń przez telefon zostaje wykorzystana na dotarcie do jądra problemu i rozbrojenie bomby. Ideałem jest dla mnie sytuacja, w której z równą obojętnością mogę słuchawkę odłożyć, co wysłuchać do końca komunikatu po drugiej stronie. Ideałem jest moment, w którym źródłem przekonań na mój własny temat jestem JA, a nie rozmówca, którego w gruncie rzeczy wcale nie szanuję.

            Jeżeli dla kogoś ambicją jest nieudanie się po pomoc, to akceptuję Jego wybór, choć zupełnie go nie rozumiem.
            Przez wiele lat, jako uczestnik zinstytucjonalizowanego procesu edukacyjnego nauczyłam się korzystać ze swoich możliwości intelektualny w oczekiwany przez ogół sposób. W wielu przypadkach nie pojmowałam "procesu/zjawiska", ale potrafiłam wypełnić określone procedury, które w efekcie doprowadziły mnie do uzyskania świadectwa dojrzałości i innych kwalifikacji (nie ogarniam intelektualnie zjawiska elektryczności, ale dziarsko rozwiązuje wszystkie zadania ze zbioru zadań).
            Ani rodzina, ani instytucje edukacyjne nie dały mi jednak podstaw do korzystania w pełni z moich możliwości emocjonalnych.
            Emocje to nie jest obszar, który można ogarnąć intelektualnie, bo chodzi w nim nie o zrozumienie, ale o PRZEŻYWANIE. W tym zakresie, tak jak wielu z nas nie tylko nie ogarniam procesu, ale nawet nie potrafię rozwiązać zadania wg procedury i tylko markuję dojrzałość. Nie znam odpowiedzi na podstawowe pytania w teście. np.:
            dlaczego przejmuję się opinią dupka (sic!) na swój temat ?
            dlaczego wyjątkowość "psychologiczna" jest dla mnie taka ważna ?
            dlaczego uważam, że nieświadomość w jakimś (jakim?) obszarze ("bycie głupią") dyskredytuje mnie jako osobę.
            Tu nie chodzi o zjawisko fizyczne poddające się opisowi intelektualnemu, ale O MNIE, o to co w różnych nurtach filozoficznych i religijnych nazywa się duszą, jaźnią, świadomością, duchem, istotą. To nie podlega tradycyjnemu "myśleniu", tylko tradycyjnemu "czuciu".
            Ile godzin " czucia" przeszliście w swojej edukacji? Uczono nas "myśleć" i te techniki mamy opanowane. W tych technikach czujemy się sprawni i kompetentni, więc wykorzystujemy je do wszystkich obszarów życia.
            Virt poczułaby się "za głupia" gdyby nie była w stanie ogarnąć swojego życia intelektualnie - do tego Ją przeszkolono (mnie zresztą też-smile). Ale nie czuje się "za głupia" biorąc się do otwierania misternego pudełeczka sputnikiem - a tym jest dobieranie się "rozumem" do emocji (choć można zjawisko opisać w kategoriach intelektualnych)
            Pomoc, której są nam w stanie dostarczyć fachowcy w dziedzinie emocji to nie tylko czyszczenie i łatanie źródła bólu w duszy (zębie). To pokazanie i utrwalenie technik / procedur radzenia sobie z emocjami. Jedni mają większe inni mniejsze możliwości. Jedni będą korzystali z "wzoru" i dostaną świadectwo dojrzałości emocjonalnej, inni poczują istotę zjawiska i świadectwo dojrzałości przyjmą równie dobrze co nie przyjmą, bo dojrzałość będą mieli w sobie, a nie na papierze.
            Skorzystanie z pomocy psychoterapeuty, to nie to samo co wizyta u dentysty. Psychoterapeuta nas nie uleczy, ale tak jak wytrenowano w nas "myślenie", bazując na naszych możliwościach intelektualnych, pomoże wytrenować "czucie" i intelektualne wyciąganie z niego wniosków- ku poprawieniu jakości naszego życia poprzez większe spektrum wyborów.

            Ninaa; witaj w szkole prawdziwego i pełnego życia. To bardzo ambitna uczelnia. Czeka Cię kupa roboty i nie warto się obijać nawet (a zwłaszcza wtedy) gdy boli.




    • baabcia Re: kontrasty 06.08.12, 11:12
      każdy ma ochotę by jego dolegliwość była jakaś extra
      z prostą by sobie przecież poradził

      to zupełnie normalne

      i zapowiada ciężko pracę przed nami

      to nastawienie też jest ważne

      a po cichu warto się domyślać - kurna dałam się złapać jak miliony kobiet, oni - specjaliści to wiedzą, wiedzą jak, pomogli wielu; poddam się terapii wylezę z tego; dla mnie to jest trudne ale dla nich proste bo widzą wszystko jasno; niech mi gadają, niech mnie wspierają!
      od specjalistki od uległości chcę dojśc do specjlistki jasności i własnej wolności; wolności mojej i mojej rodziny;
      nawet partnera alkoholika chcę uwolnić - on też jest uzależniony nie tylko od wódy ale i od partnerki - taki krą często
      przecież dzwonicie do siebie jakby nie było innych ludzi na świecie
      sklejeni współuzaleznieniem - winami jakie by to nie były wina czy winy smile

      • braktalentu Re: kontrasty 06.08.12, 12:54
        " każdy ma ochotę by jego dolegliwość była jakaś extra z prostą by sobie przecież poradził, > to zupełnie normalne"

        Nazwano mnie w tym wątku socjopatką, więc chyba nie jestem reprezentatywna, ale z ręką na sercu oświadczam, że nie jestem zainteresowana żadnymi dolegliwościami w swoim życiu, a już w szczególności tymi extra.
        Jeżeli pod pojęciem "normalne" rozumiesz powszechne, to mogę się zgodzić, że wielu ludzi w moim otoczeniu jest gotowych znosić, a nawet prowokować różne dolegliwości w imię skupienia na sobie czyjegoś zainteresowania. Tak, ta nienormalność jest powszechna. Normą (czytaj dojrzałością) układu emocjonalnego jest dla mnie sytuacja, w której nie potrzebujemy być "extra" żeby czuć się wartościowymi ludźmi i nie rezygnujemy z udania się do specjalisty tylko dlatego, że mógłby nas potraktować za mało indywidualnie, że nie bylibyśmy dla niego najważniejsi.
        W życiu kilkukrotnie otrzymujemy szansę na miłość bezwarunkową, na bycie dla kogoś "najważniejszymnaświecie". Nie sądzę, żeby szukanie tego uczucia u psychoterapeuty było dobrą strategią. Psychoterapeuta może pomóc nam odnaleźć bezwarunkową miłość, czułość i uwagę dla siebie w nas samych, ale szarpanie się z bólem duszy tylko dlatego, że dla specjalisty będę "przypadkiem" wydaje mi się mało racjonalne i bezduszne wobec siebie samego.
        Pomoc psychoterapeutyczna to nie operacja laparoskopowa pisze Virt. Zgadzam się. Operację przeprowadza lekarz, a poziom zaangażowania pacjenta w proces operowania jest znikomy. W psychoterapii operację przeprowadza się samemu na sobie, a psychoterapeuta jest tylko instrumentariuszem (dostawcą technik i narzędzi).
        Oczywiście, że wielu z nas chciałoby być specjalistą w dziedzinie dziedzinie siebie samego, być samoświadomym. Oczywiście, że interakcje z otoczeniem (książki, rozmowy, myślenie) wpływają tak czy siak na poziom samoświadomości. Niestety z przyczyn kulturowych narzędzia do samopoznania nie są nam demonstrowane ani w domach rodzinnych, ani w szkołach. Wchodzimy w dorosłość wyposażeni w "myślenie", "bycie mądrymi, lub głupimi". I tymi narzędziami dobieramy się do siebie. Czasem wydaje nam się, że odnosimy sukces i nasze życie staje się łatwiejsze do zniesienia, wtedy warto spojrzeć na nasze dzieci i jeszcze raz rozważyć opcję skorzystania z pomocy nawet jako "przypadek".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka