Dodaj do ulubionych

przebaczenie ?

15.08.12, 03:53
wysłałam kartkę urodzinową byłemu "mężowi" ....
("mąż" to jak i "miłość"- nie stan a umiejętność)

Nie byłam tu ze 2 lata, miałam jakiś nick ale widać wyrzuciłam z pamięci, choć rozpoznaję kilka znajomych nicków z tamtego okresu...

Po czasie przychodzi Coś, co doprowadza do łez- bolesna szczerość samej z sobą i wypowiedziane na głos: "ja też nie byłam święta", "wiele mnie nauczył", "był dla mnie ważny", "być może Ona dała mu coś, czego ja nie potrafiłam".

Męczylismy się ze sobą, poza tym Pan się zakochał w innej Pani, więc ten związek nie miał sensu. Nie potrafił mnie kochać, ale... czy ja potrafiłam?
Był nie fair, stosował przemoc, okradł, zdradzał, robił kłopoty przy rozwodzie - ale ja wydzwaniałam do jego kolegow że drań nie chce się rozwieść i nie odpuściłam sobie nawet jego szefa ( a Pan jest raczej osobą publiczną).
Nie umiałam go mądrze kochać, a tylko "za bardzo", a to nie dojrzałość. Dojrzała miłość wymaga i każe się nieustannie doskonalić, już małe dzieci potrzebują ram, zasad, stałego rytmu dnia by czuć się bezpiecznie. Nikt nie czuje się dobrze raniąc drugiego i liczy na to, że ten drugi mu w tym pomoże.
Absolutnie nie chciałabym mieć takiego partnera jak On, ale wiele mu zawdzięczam. Był tą lekcją, której akurat potrzebowałam od życia.
Nie chcę udawać że przeminęło z wiatrem, bo kazda miłość to stempel na duszy każdego, kto tylko nie jest cyborgiem. Jakiś sentyment pozostaje.
Obecna partnerka Onego jest fajną, ciepłą kobietą i jestem dumna z nas obu że udało nam się normalnie rozmawiać w tej dziwacznej sytuacji, że umiem zauważyć w niej dobre cechy zamiast demonizować, odmawiać jej prawa do szacunku, obrażać. Sama kiedyś z głodu miłości weszłam pomiędzy dwoje ludzi, a więc to do mnie wróciło bym zobaczyła jak to jest, jaki to ból i skonstruowala w sobie jakies zasady moralne. Jestem jej wdzięczna, że mnie wybawiła z tej chorej relacji, dłuższe ciagnięcie tego sennego koszmaru zaprowadziło by mnie w końcu do wariatkowa, narkotyków czy prób samobójczych. Może jest zaślepiona że nie widzi Jego wad ale może dała mu coś, czego ja nie potrafiłam? Może właśnie dała mu "granice", których tak potrzebował? (czasem wynosimy złe modele zachowań z domu co nie znaczy, ze chcemy świadomie kogos ranić).

Rozwód był bez orzekania winy.
Pan się stawił i nawet przyznał do romansu.
Tylko to chciałam usłyszeć.
na korytarzu przeprosiliśmy sie wzajemnie, zostawiając za sobą długie kolejki walczacych z sobą rodzin, nie patrzacych w swoją stronę, w oparach wzajemnego zażenowania i nerwowego odchrząkiwania, w oczekiwaniu na rozprawe z udziałem wielu świadków.
Nasze szczęscie, że byliśmy biedni i nie zdązyliśmy sie specjalnie dorobić.
Czuję się wolna nie tylko "od" ale i "do".
Tego nie wynagrodzą mi żadne pieniadze które mogłabym wyciągnąć od Pana, a ktore jak najbardziej mi się należały.
Czuję się godna nazywać człowiekiem, czuję się kobietą z klasą (nie mam dzieci więc mogłam sobie na taki a nie inny rozwód akurat pozwolić)- i tego poczucia godności nikt mi nie odbierze.
Prawnicy patrzą na mnie z pobłażaniem, stuknieta czy głupia?, a ja zwyczajnie cenię sobie spokojny sen, czyste sumienie.
Dość nabroiłam w życiu i wielu skrzywdziłam, więc raz mogę odpuścić.
Pod życzeniami z dalekiego kraju dla Pana nie zapomniałam dopisać: "pozdrowienia dla X".
W końcu mnie dziewczyna uratowała smile

jakoś nie mam ochoty na kolejną miłość.
Muszę wpierw przemyśleć swoje idealistyczne podejście do związku i troche roszczeniowe podejscie do męzczyzn, swoje wady, i czy naprawdę potrafię kochać.
A może pójść do zakonu? smile (ślub był cywilny). Muszę sie dowiedzieć czego chcę od życia.
Jedno wiem na pewno: serce i ciało to nie knajpa, gdzie naoliwię drzwiczki i wpuszczę tylu klientów, ile zdołam. Wszystko mnie zwyczajnie boli, nie potrafię kochać wciąż kolejnego i kolejnego mężczyzny, a potem z buta go wypraszać. Dzisiejszy "naturalny" model małżeństwa, które jest którymś tam związkiem z rzędu, który wypada zakończyc jak się sypie i podcerować stary welon do kolejnego ślubu-to nie dla mnie. Ja byłam, jestem i będę monogamistką, tylko sama siebie oszukiwałam. Ktoś widocznie sprzedał mi ściemę, może telewizorek, może koleżanki, mam nieodparte wrażenie że pewnym grupom interesów zalezy na osieroceniu nas wszystkich, we wlasnych nieokiełznanych pożądaniach, niezaspokojonych potrzebach, rozbuchanych wymaganiach, nieuporzadkowanych emocjach z dzieciństwa które nalezy wykorzystać by rozwalić rodzinę, odebrac nam poczucie bezpieczeństwa, zapewnić popyt na prawników, nasłać na siebie kobiety pragnace kochać i mężczyzn pragnących kochać by wzajemnie sie powybijali, wzbudzic roszczeniowe postawy wobec zycia co oznacza: stworzyć-klientów-czegoś-tam.
Jeden kochany mężczyzna na całe życie, bez prania serca, bez wycierania gumką myszką, taka czystość tych serc i ciał, i komputerowych dysków od zdjęć "byłych". I dzieci, które wiedzą, że dla taty żadna kobieta nie istnieje i nigdy nie istniała prócz mamy, i ta mama wpatrzona tylko w tatę. (Moi rodzice ogladali stare slajdy na przescieradle zawieszonym na ścianie gdy byłam mała, a najbardziej lubili te, kiedy mama była w ciąży. Czułam się wtedy taka kochana.)
To już mnie nie dotyczy, ale może sie jeszcze uda, choć częściowo.
Chciałabym przekazac to moim dzieciom, ze warto się poważnie zastanowić, nim człowiek sam siebie porani, obieca komuś coś komuś, a zwłaszcza przed Bogiem.
No ale ja jestem "moher" i nie nadążam za zmianami, więc proszę mnie nie brać na powaznie wink
Wiem tylko, że moja mama, która przezyła z moim tatą 30 lat miała rację - w kobiecym sercu jest miejsce tylko na jednego mężczyznę, inaczej się poranisz.
Jestem przekonana, że nie tylko w kobiecym.
Ale to "Viva" i "Bravo" wiedzą lepiej ode mnie czego potrzebuję, a także sąsiadki, naukowcy, psycholodzy, seksuolodzy, szpiedzy i faszerowane hormonami kurczaki. A ja tylko sobie wmawiam, że największą podnietą jest dla mnie nieoczekiwany dotyk kochanego faceta, to że przechodzą mnie wtedy ciarki a wzrok staje sie zamglony to czysty przypadek, wiatr zawiał i tyla, przecież "najbardziej lubię pejcz, lateks i zabawki".

no ale życie sie jeszcze nie skończyło, więc wszystko można zacząć od nowa.
Miłość nie oglada się wstecz smile

Dziekuję wszystkim którzy pomogli mi w ciężkim dla mnie okresie.
fajnie że jesteście i że jest to Forum.
Obserwuj wątek
    • smarhta Re: przebaczenie ? 15.08.12, 05:30
      Tak czytam sobie, co napisalas, tak sobie czytajac mysle "o, tu kiedys bede", albo "o, tu jestem, a tu bylam nawet odkad pamietam. Az do tego momentu:

      szafir.bylam_tu_kiedys napisała:

      > Ktoś widocznie sprzedał mi ściemę, może telewizorek, może koleżanki, ma
      > m nieodparte wrażenie że pewnym grupom interesów zalezy na osieroceniu nas
      > wszystkich, we wlasnych nieokiełznanych pożądaniach, niezaspokojonych
      > potrzebach, rozbuchanych wymaganiach, nieuporzadkowanych emocjach z
      > dzieciństwa które nalezywykorzystać by rozwalić rodzinę, odebrac nam
      > poczucie bezpieczeństwa, zapewnić popyt na prawników, nasłać na siebie
      > kobiety pragnace kochać i mężczyzn pragnących
      > kochać by wzajemnie sie powybijali, wzbudzic roszczeniowe postawy
      > wobec zycia co oznacza: stworzyć-klientów-czegoś-tam.

      Mozesz wyjasnic, sprecyzowac?
      Jakie grupy interesow?
      Co to takiego klient-czegos-tam?
      Czytajac ten fragment czuje sie, jakby ktos probowal mi wcisnac jakas scieme...
      • steppenwolf37 Re: przebaczenie ? 15.08.12, 09:33
        a ja zrozumiałam cały tekst, też jestem z tych staroświeckich typów. pozdrawiam, choć ja jestem jeszcze na tym ciężkim etapie, że niedawno był rozwód i nadal coś czuję i nie umiem zamknąć do końca tego uczucia.
        • smarhta Re: przebaczenie ? 15.08.12, 23:34
          Caly tekst? Wiec moze Ty mi wyjasnisz, komu konkretnie i dlaczego zalezy na osieroceniu nas wszystkich, zabraniu nam poczucia bezpieczenstwa i szczuciu na siebie mezczyzn i kobiet by sie wzajemnie powybijali?
          Bo tego wlasnie fragmentu nie rozumiem. Uwazam, ze autorka albo sie myli (racjonalizuje i przerzuca odpowiedzialnosc za swoje zycie na jakichs wyimaginowanych "onych"), albo nie potrafi sie zrozumiale wyslowic.

          Ja tez jestem jeszcze na ciezkim etapie.
          Jak na nim nie bede, to pewnie przestane tu zagladac...
    • noname2002 Re: przebaczenie ? 15.08.12, 09:53
      > Męczylismy się ze sobą, poza tym Pan się zakochał w innej Pani, więc ten związe
      > k nie miał sensu. Nie potrafił mnie kochać, ale... czy ja potrafiłam?
      > Był nie fair, stosował przemoc, okradł, zdradzał, robił kłopoty przy rozwodzie
      > - ale ja wydzwaniałam do jego kolegow że drań nie chce się rozwieść i nie odpuś
      > ciłam sobie nawet jego szefa ( a Pan jest raczej osobą publiczną).
      > Nie umiałam go mądrze kochać, a tylko "za bardzo", a to nie dojrzałość. Dojrzał
      > a miłość wymaga i każe się nieustannie doskonalić, już małe dzieci potrzebują r
      > am, zasad, stałego rytmu dnia by czuć się bezpiecznie. Nikt nie czuje się dobrz
      > e raniąc drugiego i liczy na to, że ten drugi mu w tym pomoże.
      > Absolutnie nie chciałabym mieć takiego partnera jak On, ale wiele mu zawdzięcza
      > m. Był tą lekcją, której akurat potrzebowałam od życia.
      > Nie chcę udawać że przeminęło z wiatrem, bo kazda miłość to stempel na duszy ka
      > żdego, kto tylko nie jest cyborgiem. Jakiś sentyment pozostaje.

      Z tym fragmentem się zgadzam.

      Jedno wiem na pewno: serce i ciało to nie knajpa, gdzie naoliwię drzwiczki i wp
      > uszczę tylu klientów, ile zdołam. Wszystko mnie zwyczajnie boli, nie potrafię k
      > ochać wciąż kolejnego i kolejnego mężczyzny, a potem z buta go wypraszać. Dzisi
      > ejszy "naturalny" model małżeństwa, które jest którymś tam związkiem z rzędu, k
      > tóry wypada zakończyc jak się sypie i podcerować stary welon do kolejnego ślubu
      > -to nie dla mnie. Ja byłam, jestem i będę monogamistką, tylko sama siebie oszuk
      > iwałam. Ktoś widocznie sprzedał mi ściemę, może telewizorek, może koleżanki

      Natomiast to brzmi jak strach przed następnym związkiem czy zaangażowaniem się i dorabianie do tego ideologii.

      • bez_przekazu Re: przebaczenie ? 15.08.12, 12:04
        ja ci jakos nie wierze. wysylanie kartki nie bylo madre, a tym bardziej dopisywanie pozdrowien dla obecnej partnerki.
        mama mogla sobie byc monogamistka,bo byly inne czasy i kobiety czesto nie mialy wyboru. ty nie musisz przyjmowac filozofii swojej matki.
    • roma113 Re: przebaczenie ? 15.08.12, 12:06
      Myslę, że to dosyć naturalne. Z czasem krzywdy tracą ostre kanty, łagodnieją. Natomiast lepiej widać to, co było OK. Po rozwodzie trudno sobie ułożyć życie od nowa - z kimś nowym. Bo człowiek jest trochę skaleczony, poza tym nie rzuci się w ten nowy związek tak na całego jak w ten pierwszy młodzieńczy. Więc często powstaje jakaś pustka i zapomina się, dlaczego tak naprawdę tamto małżeństwo się rozpadło. Przecież chyba nikt nie rozwodzi się bez ważnych powodów, bez próby ratowania małżeństwa, gdy nie jest w ostatecznej sytuacji. Oczywiście jestem za wybaczaniem (nie zapominaniem). Mam dobre kontakty z byłym mężem. Nie czuję nienawiści, gdy go widzę, ale pamiętam, co mi zrobił i jaki był. Nie wierze, że się nagle zmienił, bo już jest na to za stary. Po prostu nie jestem już jego żoną, więc traktuje mnie inaczej - tak jak traktował inne kobiety, gdy był moim męzem
    • foringee Re: przebaczenie ? 15.08.12, 12:19
      wydaje mi się, że nadal nie poradziłaś sobie do końca ze swoimi emocjami.
      z toksycznych układów często wychodzi się w pustkę i nie mając przy sobie nikogo innego do wypełnienia pustki, w kółko międli się i wraca do tego kogoś z kim się było i zaczyna idealizować.
      ty usiłujesz wypełnić sobie życie myśleniem, że dobre jest tylko mieć jednego męża całe życie
      sama napisałaś, że ten którego sobie wybrałaś to przemocowe niezłe ziółko, zdradzacz, że mogłaś nie przeżyć tego waszego układu tak był toksyczny
      a teraz szumnie nazywasz "wybaczeniem" fakt, że dotarło do ciebie iż w toksycznym układzie są dwie nienormalnie się zachowujące osoby, a nie tylko jedna.
      podświadomie tęskno ci za starym układem, przynaleznością do faceta a już nie ma do niego powrotu, zaś nie umiesz stworzyć nowego zdrowego związku opartego na czymś innym niż napieprzanie się jak z exem.
      znam niejedno małżeństwo z poprzedniego pokolenia które się nie rozwiodło choć było złe od początku, wielu z tych ludzi walczy ze sobą i nienawidzi się nadal mimo iż mają 70lat na karku. nie chodzą za rączki po parku, oj nie.
      • roma113 Re: przebaczenie ? 15.08.12, 12:31
        smile
        ale po medal za długoletnie pożycie idą smile)
        Tez takich znam i nikomu tego nie życzę
      • foringee Re: przebaczenie ? 15.08.12, 13:25
        i jeszcze jedno, napisałaś:

        "Jeden kochany mężczyzna na całe życie, bez prania serca, bez wycierania gumką myszką, taka czystość tych serc i ciał, i komputerowych dysków od zdjęć "byłych". I dzieci, które wiedzą, że dla taty żadna kobieta nie istnieje i nigdy nie istniała prócz mamy, i ta mama wpatrzona tylko w tatę. (Moi rodzice ogladali stare slajdy na przescieradle zawieszonym na ścianie gdy byłam mała, a najbardziej lubili te, kiedy mama była w ciąży. Czułam się wtedy taka kochana.) "

        żyjesz oderwana od rzeczywistości. ludzie się zdradzają od wieków, przed Chrystusem, po Chrystusie - zdrady, obopólna przemoc, kłamstwa, nielojalności, zamiatanie pod dywan by nikt nie widział, transakcje handlowe zamiast uczuć. Może zdarzy się związek bez zdrad, przygód i zauroczeń w kryzysie przez 30 lat małżenstwa ale nie wydaje mi się by kiedykolwiek w historii był to częsty przypadek. Dużo częściej zwyczajnie się o tym nikt nie dowie i małżenstwo sobie trwa nadal bo się obojgu bardziej opłaca społecznie i finansowo. Nad związkiem się pracuje całe życie by mógł trwać.
        Dzieci nie widzą co rodzice robią poza domem, żyją często w fikcji, widzą dwoje nie zawsze dobrze wzajemnie się traktujących w domu ludzi i zakładają podobne związki. Na stare lata czasem się rodzice statkują przy żonie/mężu a czasem każde z rodziców zamieszkuje z innym dzieckiem by już na tego męża/żonę nie patrzeć, ale małżęnstwem zostaną do śmierci.
        Odsłonięcie kurtyny na życie rodzinne, która to czynnosć teraz nie jest aż tak naganna jak kiedys, i zobaczenie co jest za tą fasadą "długiego małżeństwa" Ciebie może szokuje i wydaje ci się że tylko teraz takie rzeczy się wyrabia, ale tylko dlatego że chcesz nadal zasłaniać oczy na rzeczywistość i powody dla kórych dawniej małżenstwa trwały pomimo wszystko.
        Gdyby małżeństwo było dobre, to by przetrwało nawet zdradę jednego z małżonków. Bo po refleksji nad swoją głupotą by przeprosił i wrócił.
        Ale bronienie małżenstwa patologicznego, z przemocą i awanturami?
        Masz niedosyt miłości, nie dali ci jej wystarczająco dużo rodzice(?) i wybrałaś przemocowca na męża więc jeszcze bardziej ci to pogłębił. Zadbaj o realne spojrzenie na świat i o swoje poczucie wartości, bo dzieci nauczysz nie "tego co ci się marzy by było" ale tego co sama praktykujesz.
        • wawrzanka Re: przebaczenie ? 15.08.12, 14:26
          foringee napisała:

          > Zadbaj o realne spojrzenie na świat i o swoje poczucie wartości, bo dzieci nauczysz nie "tego co ci się marzy by było" ale tego co sama praktykujesz.

          Dlaczego odbierasz jej złudzenia? smile Może patrzeć realnie i budować razem z drugą osobą taki świat, jaki chce. Kryzys nie musi kończyć się nieuczciwością, a "konflikt interesów" kłótnią.

          Jakiś czas temu odprowadzałam mojego chłopaka na dworzec (tak, mamy około 40 lat, ale mówimy "mój chłopak", "moja dziewczyna" big_grin ). Piliśmy kawę w Coffee Heaven i zaczepił nas bezdomny. Nie chcieliśmy dawać mu pieniędzy, ale mieliśmy kanapkę, którą zrobiłam na drogę. I daliśmy mu ją. On wtedy powiedział "Wy się kochacie, prawda? Dbajcie o miłość, bo tylko to się w życiu liczy" big_grin Wiem, że to strasznie ckliwa scenka, ale dokładnie tak było, słowo w słowo. Jak w amerykańskim filmie.

          Czym jest to życie, skoro zarówno zrujnowany starzec jak i wielcy poeci dochodzą do tego samego wniosku? Niczym. Piórkiem na dłoni. A jedyne, o co warto zabiegać to miłość. Najważniejsze, czego warto uczyć dzieci to miłość.
          • foringee Re: przebaczenie ? 15.08.12, 14:39
            Złudzenia nie są dobresmile Są złe i czynią krzywdę (choćby historia Amber G tongue_out )
            Co innego świadomość plus marzenia. To rozumiem i popieram. Ale nie złudzenia.
            Sama STRACIŁAM ładnych parę lat przez złudzenia, bo myślałam podobnym schematem do autorki, jak małżeństwo to po grób, małżonkowie się nie zdradzają, bla bla. Ani to prawda ani mądrość.
            A co do tych różnych mitomanów plączących się po dworcach i wyłudzających jedzenie lub kasę na tanie wino - to też takiego spotkałam , łaził za mną i koniecznie chciał porozmawiać i wreszcie to powiedział "bądź taka jak dziś to zawsze będziesz szczęśliwa!", ... fajnie, tylko wtedy miałam 20 lat pokłóciłam się z przyjaciółką i miałam doła na kilometr tongue_out

            Miłośc niepielęgnowana umiera. Więc aby trwała to 1)musi być, 2) trzeba ją umieć pielęgnować. A na początek pokochać siebie, bo wtedy się robi miejsce na miłość do kogoś a nie na zależność od kogoś.
            • wawrzanka Re: przebaczenie ? 15.08.12, 17:06
              foringee napisała:

              > Złudzenia nie są dobresmile

              Ok, nazwijmy je marzeniami

              > Sama STRACIŁAM ładnych parę lat przez złudzenia, bo myślałam podobnym schematem
              > do autorki, jak małżeństwo to po grób, małżonkowie się nie zdradzają, bla bla.
              > Ani to prawda ani mądrość.

              To czasami prawda (która jednak wymaga wielkiej mądrości). To się zdarza. To zjawisko daje się czasami zaobserwować big_grin Mam wrażenie, że wśród rozwodników (co zrozumiałe) panuje schemat wręcz odwrotny: taki mianowicie, że nikomu nie można ufać, że związek to ciężki kompromis, że rzadko się udaje, że niczego nie można być w życiu pewnym... Brakuje w tym schemacie tego, o czym piszesz na końcu:

              > Miłośc niepielęgnowana umiera.

              Pielęgnacja miłości wymaga odrobiny matczynego postrzegania świata. Dorosły człowiek oddaje się w ręce drugiej osoby właśnie po to, by poczuć tę dziecięcą ufność, którą kiedyś obdarzał rodziców. Tyle, że ma już nieco więcej obowiązków, niż dziecko. Teraz musi umieć liczyć na siebie. Po co? Wcale nie dlatego, by czuć się niezależnie i nie dlatego, że "facet szczęścia nie daje". Kochać siebie i umieć liczyć na siebie trzeba po to, by druga dorosła osoba miała z nami poczucie bezpieczeństwa i mogła obdarzyć nas zaufaniem.
              • argentusa Re: przebaczenie ? 15.08.12, 18:20
                Pielęgnacja miłości wymaga odrobiny matczynego postrzegania świata. Dorosły czł
                > owiek oddaje się w ręce drugiej osoby właśnie po to, by poczuć tę dziecięcą ufn
                > ość, którą kiedyś obdarzał rodziców
                Dziękuję uprzejmie. Partner życiowy to nie jest nasz rodzic. I nigdy nim nie będzie. To równoważnie ważny i odrębny człowiek. Któy na ogół rodziców też ma/miał.
                Może się zdziwisz Wawrzanko, ale ja ufam obecnemu smile Nie bardziej niż sobie. i nie mam z tym problemu. po prostu nie żyję złudzeniami a rzeczywistością i kompromisów między nami nie ma. Nie ma też focha gdy jedno ma inne zdanie niż drugie. Bo faktycznie fajny związek to nie ciężki kompromis, to miłość po prostu. A jak jest miłośc to ze wszystkim łatwiej. No ale ja wiem,ze dobre związki to rzadkość.
                Ar.
                p.s. Wierzę w dobrą mniłość. Przeżywam ją.
                • wawrzanka Re: przebaczenie ? 15.08.12, 18:32
                  argentusa napisała:


                  > Może się zdziwisz Wawrzanko, ale ja ufam obecnemu smile Nie bardziej niż sobie. i
                  > nie mam z tym problemu. po prostu nie żyję złudzeniami a rzeczywistością i komp
                  > romisów między nami nie ma. Nie ma też focha gdy jedno ma inne zdanie niż drugi
                  > e. Bo faktycznie fajny związek to nie ciężki kompromis, to miłość po prostu. A
                  > jak jest miłośc to ze wszystkim łatwiej. No ale ja wiem,ze dobre związki to rza
                  > dkość.
                  > Ar.
                  > p.s. Wierzę w dobrą mniłość. Przeżywam ją.

                  Nie, wcale mnie to nie dziwi smile Z Twoich postów wnioskuję, że masz świetny związek i jesteś szczęśliwa. Dla Ciebie to już rzeczywistość. Dla autorki tego wątku to wciąż marzenia (złudzenia już posłaliśmy do lamusa)
                • wawrzanka Re: przebaczenie ? 15.08.12, 18:43
                  argentusa napisała:


                  > Może się zdziwisz Wawrzanko, ale ja ufam obecnemu smile Nie bardziej niż sobie. i
                  > nie mam z tym problemu.

                  Ale jedno mnie zaintrygowało. Dlaczego nie "nie mniej, niż sobie" tylko "nie bardziej niż sobie" ? wink
                  • argentusa Re: przebaczenie ? 16.08.12, 10:57
                    Bo hihih faktycznie się machnęłam smile Widać jak uważnie piszę wink))) Oczywiście miało być nie bardziej jednak niż sobie.
                    Ar. smile
                    • argentusa Re: przebaczenie ? 16.08.12, 10:58
                      i ta mNiłość.... hihih
            • smarhta Re: przebaczenie ? 15.08.12, 23:49
              Dobrze gadasz smile
              Ja sie jeszcze podziele podstawa swojego myslenia o ludziach. Wiekszosc ludzi chce dobrze. Wiekszosc ludzi czyni zlo (czasami). Zwykle nie ze zlej woli, a z glupoty, bo sie w czyms mylili. Z niewiedzy lub przez pielegnowanie zludzen wlasnie.
              Jak cos narozrabiam, bo nie wiedzialam, jakie tego beda konsekwencje - ok, wybaczam sobie bez problemu, bo przeciez nie da sie wiedziec wszystkiego. Ale jak narozrabiam, bo nie chcialam wiedziec - to juz moja wina. Wiec tego staram sie unikac.
              Tak samo oceniam innych.
              Z tego powodu drazni mnie ignorancja, postawa "nie wiem i nie chce wiedziec".
        • bez_przekazu Re: przebaczenie ? 16.08.12, 08:51
          bardzo madrze napisane.
          foringee napisała:
          > Masz niedosyt miłości, nie dali ci jej wystarczająco dużo rodzice(?) i wybrała
          > ś przemocowca na męża więc jeszcze bardziej ci to pogłębił. Zadbaj o realne sp
          > ojrzenie na świat i o swoje poczucie wartości, bo dzieci nauczysz nie "tego co
          > ci się marzy by było" ale tego co sama praktykujesz.
    • jeriomina Re: przebaczenie ? 15.08.12, 13:57
      Nie, nie, nie.
      Nie zgadzam się, że jest jeden mężczyzna na całe życie.
      Moja miłość do eksmęża skończyła się, więc się rozwiodłam. Po prostu kwiatek był nie podlewany i usechł. Teraz niedawno zasiałam nowe nasiono. Jeszcze nie wiem co wyrośnie. Gleba jest użyźniona poprzednią rośliną, która się już rozłożyła i stanowi nawóz. Może dzięki temu będzie lepiej rosło... zobaczymy.
      • dn35 Re: przebaczenie ? 15.08.12, 14:49
        Też uważam, jak jeriomina, że miłości w życiu można przeżyc więcej niż jedną.

        Zdolnośc do dawania miłości jest w konkretnym człowieku, a nie gdzieś pomiędzy ludźmi. Tę zdolnośc niesie się w sobie przez całe życie. Partner czasem zostaje z nami na całe życie, ale czasem odchodzi w inną drogę. Ale nasza zdolnośc do kochania pozostaje w nas. Czasem zraniona, ale ona jest, nie wyparowuje.
        • to.ja.kas Re: przebaczenie ? 15.08.12, 16:47
          A mi post założycielki wątku bardzo się podoba.
          Jest w nim wszystko. Nadzieja bywsza i teraźniejsza na przyszłość, jest spokój i jest t najwazniejsze - REFLEKSJA nad sobą! A nie ma tego co niszczy - nie ma zapiekłości i złości która niszczy.
          Nie chcę rozbierać tego postu na zdania i elementy. Całość daje właśnie nadzieję na przyszłość. Nadzieję na to, że kiedyś może będzie tak jak chciałabym by było. Dlaczego wierzę w autorkę postu? Bo rozpamiętuje przeszłość - ale nie na zasadzie "ten skur...l mnie zranił", a myśli jaka była jej rola wtedy i jaka chce by była kiedyś.
          Gratuluję.

          PS. I jestem przekonana, że jak spotka odpowiedniego człowieka przestanie się bać (dawno tak pięknego wątku nie czytałam).
    • triss_merigold6 Re: przebaczenie ? 15.08.12, 23:00
      Nie, po prostu redukujesz sobie dysonans poznawczy. Masz kiepsko, eks Cię kopnął dla innej i był przeszczęśliwy, że nie stwarzałaś mu problemów przy rozwodzie, jesteś sama, szanse na nowego faceta pewnie mierne więc wmawiasz sobie, że to czystość serduszka, monogamia i tradycyjne wartości. Ale milusio się poczułaś, taka szlachetna, nie?
      • kasper254 Re: przebaczenie ? 16.08.12, 07:46
        1.Mickiewicz podał jako jeden z symboli nadzie dla Polski cyfrę "44". Potem następne pokolenia zastanawiały się, co miał na myśli. Tysiące dzieł naukowych, innych opracowań literackich, dyskusji, namiętnych sporów. A on po prostu mógł się spić i rzucił taką cyfrą.
        2.Autorka postu przedstawia deliryczne obrazy na pograniczu snu i jawy. To dobre na sezon wakacyjny, ogórkowy.Czas na najlepsze odpowiedzi. Oto moja: obraził ją sąsiad, wywywając od kwoki, tudzież larwy imeduzy.
        • bez_przekazu Re: przebaczenie ? 16.08.12, 08:59
          na kacu pisze sie takie teksty?
          kasper254 napisał:

          > 1.Mickiewicz podał jako jeden z symboli nadzie dla Polski cyfrę "44". Potem nas
          > tępne pokolenia zastanawiały się, co miał na myśli. Tysiące dzieł naukowych, in
          > nych opracowań literackich, dyskusji, namiętnych sporów. A on po prostu mógł si
          > ę spić i rzucił taką cyfrą.
          > 2.Autorka postu przedstawia deliryczne obrazy na pograniczu snu i jawy. To dobr
          > e na sezon wakacyjny, ogórkowy.Czas na najlepsze odpowiedzi. Oto moja: obraził
          > ją sąsiad, wywywając od kwoki, tudzież larwy imeduzy.
      • to.ja.kas Re: przebaczenie ? 16.08.12, 08:35
        Tak, tak, powinna robić problemy dla zasady i zemsty, żreć się z eks przez najbliższe lata,znienawidzić go i tej larwy która mu zabrała a potem rzucić się w wir hulaszczego życia i czerpać z tego pełnymi garściami.
        Można i tak. I być trendy jak Triss.
        Ale wierz mi Triss, że można rozstać się bez wścieku, dać sobie czas na releksję i poznanie swojej roli w tym co nieudane, zostawić po sobie choćby miłe wspomnienia i sentyment.
        To, że Ty tego nie potrafisz nie znaczy, że się nie da.
        Przebaczyła. jej prawo. Tak jak prawo do kierowania się tradycyjnymi wartościami. I ma prawo być jej z tym milusio. Nie tylko orgazmy z coraz to nowymi kolesiami mają w życiu wartość, wiesz?
        I dlaczego miałaby mieć mierne szanse na nowego faceta.
        Takie rowydrzone z dziećmi znajdują, wierz mi, że kobiety wolne, z klasą mają szanse o niebo większe. I nie muszą swojego złego nastroju z powodu miernego życia poprawiać sobie opisując się jako hero women z tłumem wielbicieli pod obcasem. tongue_out
        • lampka_witoszowska Re: przebaczenie ? 16.08.12, 09:16
          no
          a już myślałam, że jestem makabrycznie oryginalna i tylko mi się podoba podejście autorki

          ps. moim zdaniem Triss nie jest trendy, Triss się jeno zaplątała i n razie mocno walczy, żeby swojego świata nie musieć przemeblowywać
          • to.ja.kas Re: przebaczenie ? 16.08.12, 09:21
            Jakby mi kiedyś ktoś powiedział, że ja z Tobą Lampko będziemy się zgadzać w niektórych kwestiach....to bym go obśmiała wink))

            Makabrycznie nie, ale oryginalne jesteśmy sądząc po tym wątku tongue_outPPP
          • smarhta Re: przebaczenie ? 17.08.12, 00:10
            Nie no, taka oryginalna to nie jestes. Post podoba sie chyba wiekszosci, wlaczajac w to mnie (:
            Nie znaczy to jednak, ze podoba mi sie w nim wszystko. Nie podoba mi sie ten fragment, ktory cytowalam, ten oparty na niedomówieniach, sugestiach i insynuacjach na zasadzie - " Wiem, ale nie powiem".

            Bo nie wiem teraz, co mi sie sugeruje - czyzby to, ze skoro moja siorka jest prawnikiem, to jej wina, ze mi sie malzenstwo rozlecialo? Chciala sobie klientke napedzic? tongue_out

            No ale ja mam uczulenie na propagande i kwakmowe. Politologie studiowalam, o manipulacji sporo na zajeciach mialam, moze dlatego takie niedomowienia, teorie spiskowe itp dzialaja na mnie jak plachta na byka?
        • smarhta Re: przebaczenie ? 17.08.12, 00:03
          to.ja.kas napisała:

          > Tak, tak, powinna robić problemy dla zasady i zemsty, żreć się z eks przez najb
          > liższe lata,znienawidzić go i tej larwy która mu zabrała a potem rzucić się w w
          > ir hulaszczego życia i czerpać z tego pełnymi garściami.

          Czy ktokolwiek w tym watku sugerowal autorce, ze powinna wybrac taka postawe? Gdzie?!

          > Można i tak. I być trendy jak Triss.
          > Ale wierz mi Triss, że można rozstać się bez wścieku, dać sobie czas na releksj
          > ę i poznanie swojej roli w tym co nieudane, zostawić po sobie choćby miłe
          > wspomnienia i sentyment.
          > To, że Ty tego nie potrafisz nie znaczy, że się nie da.

          Obawiam sie, ze Triss pisze o czym innym.
          To, ze tego nie rozumiesz i nie widzisz, a zamiast tego widzisz jakies wymyslone przez siebie poglady, ktore komu innemu przypisujesz nie znaczy, ze ktos te poglady wyznaje. Jak dla mnie probujesz wlasnie wszczac klotnie. O nic tongue_out

          > Przebaczyła. jej prawo. Tak jak prawo do kierowania się tradycyjnymi
          > wartościami.

          Ma prawo. A ktos mowi, ze nie ma? Nie znaczy to wcale, ze Triss nie ma racji i ze te wartosci nie zostaly uznane lub wzmocnione z tych powodow, o ktorych Triss pisze.

          Inna sprawa, ze nawet jesli ma racje, to napisala to w sposob nie do przyjecia dla osoby, ktora samooszukuje sie racjonalizujac swoja sytuacje, by pozbyc sie dysonansu poznawczego. Wiec bez sensu, bo tylko dokopie, a nie pomoze tongue_out

          > I ma prawo być jej z tym milusio. Nie tylko orgazmy z coraz to
          > nowymi kolesiami mają w życiu wartość, wiesz?

          No co Ty? tongue_out

          > I dlaczego miałaby mieć mierne szanse na nowego faceta.

          A to ciekawe pytanie (:

          > Takie rowydrzone z dziećmi znajdują, wierz mi, że kobiety wolne, z klasą mają
          > szanse o niebo większe.

          A dlaczego Ci wierzyc? (:
          No i co to takiego ta "klasa"? tongue_out

          > I nie muszą swojego złego nastroju z powodu miernego
          > życia poprawiać sobie opisując się jako hero women z tłumem wielbicieli pod
          > obcasem. tongue_out

          Oooo... Widze, ze robisz to co Triss. Dokladnie to samo, o co sie tak pieniaczysz tongue_out
          Tylko widzisz... Ona to zrobila z wieksza klasa big_grin
          • to.ja.kas Re: przebaczenie ? 17.08.12, 09:12
            Widzisz Smartha, odnoszę się do wielu, wielu światłych rad jakie Triss udziela tu i na różnych forach. Jej poglądy tajemnicą nie są.

            Pieniaczę się? A skąd, odpowiadam w tonie jakim odpowiada zazwyczaj Triss każdej kobiecie która pogodziła się ze swoją przeszłością a która słyszy, że jest frajerką.
            Do reszty się nie odniosę, bo mam alergię na cytowanie całych wypowiedzi.
          • anbale Re: przebaczenie ? 17.08.12, 15:01
            Triss może i bywa cyniczna i obcesowa, ale przynajmniej nie jest zakłamana...
            • to.ja.kas Re: przebaczenie ? 17.08.12, 18:39
              A kto jest?
              • triss_merigold6 Re: przebaczenie ? 17.08.12, 21:49
                Ci, którzy tkają iluzje redukując sobie dysonans poznawczy. W sumie typowy mechanizm obronny, a i dowartościować się można...

                Gdyby autorka wątku miała na horyzoncie nowego rokującego partnera, to by nie sprzedawała sobie i otoczeniu wersji o miłości jedynej i prawdziwej tylko wiła gniazdo.
    • pati790 Re: przebaczenie ? 17.08.12, 08:46
      Myśle, ze przebaczenie jest w ogóle podstawą, by w ogole pojść "dalej". Tak myśle, takie sa moje subiektywne odczucia. Nie trzeba o tym przebaczeniu mowic głośno, byle nosić je w sercu, zyje się o wiele łatwiej.
      • triss_merigold6 Re: przebaczenie ? 17.08.12, 21:52
        A po co tak górnolotnie? Może wystarczy przyznać się przed sobą (najtrudniejsze!), że nie wyszło i udział w tym miały obie strony; że game is over i czas przestać inwestować emocje/czas/energię w byłego partnera czy męża; pogodzić się z rozpadem związku i układać nowe życie.
        • blue_ania37 Re: przebaczenie ? 17.08.12, 22:16
          Dwa dni patrzę się na ten wątek.
          Może jestem głupia, może za mało emaptyczna, może dzieli mnie to że ja z moim mężem mam dzieci.
          Ale nie kupuję idei wybaczenia, pogodzenia itp....
          Wątpię żebym za 10 lat wysłała panu mężowi kartkę z pozdrowieniami dla tej pani.
          Chcę zapomnieć.
          Przeczytałam wpis założycielki wątku w wątku o psychopatach.
          Od złych ludzi się ucieka, dla mnie to jakieś aktorstwo z przemyslanymi tematami.
          Wogóle tego nie czuję.
          A
          • martakj Re: przebaczenie ? 21.08.12, 12:57
            blue_ania37 napisała:

            > Dwa dni patrzę się na ten wątek.
            > Może jestem głupia, może za mało emaptyczna, może dzieli mnie to że ja z moim m
            > ężem mam dzieci.
            > Ale nie kupuję idei wybaczenia, pogodzenia itp....
            > Wątpię żebym za 10 lat wysłała panu mężowi kartkę z pozdrowieniami dla tej pani
            > .
            > Chcę zapomnieć.
            > Przeczytałam wpis założycielki wątku w wątku o psychopatach.
            > Od złych ludzi się ucieka, dla mnie to jakieś aktorstwo z przemyslanymi tematam
            > i.
            > Wogóle tego nie czuję.

            Zgadzam się z Anią, mogę sobie powiedzieć, że nie wyszło, układać sobie życie od nowa, ale wcale nie muszę temu Panu wybaczać.
            Mogę zapomnieć, nie interesować się nim, ale wybaczyć? naprawdę muszę?

        • pati790 Re: przebaczenie ? 17.08.12, 22:17
          dostalam rozwod z winy męża, wiec nie obu stronnie. Czasami nie wystarczy powiedzieć sobie "a nie wyszło" i game is over, bo krzywdy sa raczej z tych, ktorych sie nie zapomina. Stad wybaczenie jest potrzebne i wazne, ze nie wymuszone, dla siebie. Zreszta pisalam o swoich subiektywnych odczuciach.
        • zofiulina1971 Re: przebaczenie ? 17.08.12, 22:26
          Dotychczas wszystkie moje związki kończyły się rozpadem. Przyznaję - chyba nawet z mojej winy. Boże, jak ja wyłam, nie jadłam, kiepsko sypiałam...

          Ale zgadzam się z Triss. Powiem więcej - ilekroć przy okazji jakichś świąt dopada mnie nostalgia i mam ochotę wysłać esemesa byłemu, tylekroć zadaję sobie pytanie: a co miałoby to mieć na celu?

          I - przyznaję - nie znajduję odpowiedzi.
        • bez_przekazu Re: przebaczenie ? 18.08.12, 15:42
          kochalas kiedykolwiek?
          triss_merigold6 napisała:

          > A po co tak górnolotnie? Może wystarczy przyznać się przed sobą (najtrudniejsze
          > !), że nie wyszło i udział w tym miały obie strony; że game is over i czas prze
          > stać inwestować emocje/czas/energię w byłego partnera czy męża; pogodzić się z
          > rozpadem związku i układać nowe życie.
          • bez_przekazu autorce nie zalezalo na naszej opinii 18.08.12, 15:45
            weszla,wylala zale i wyszla bez pozegnania. a my sie tu niepotrzebnie produkujemy.
            facet wiedzial,co robi.
            • smarhta Re: autorce nie zalezalo na naszej opinii 19.08.12, 23:23
              No to co z tego?
              Ja na tym forum jestem dla siebie, nie dla niej.
              Odpisujac komus i dyskutujac ukladam sobie swoje wlasne mysli.
              Na zasadzie: a moze ktos tez skorzysta, tez, bo ja skorzystam na pewno.

              Mnie obecnosc autorki watku nie jest potrzebna.
              Jesli my jej tez nie jestesmy potrzebni my, to przeciez nic w tym zlego (:

              A ja przy okazji zdalam sobie sprawe, ze chyba wiekszosc sadzi, ze "mechanizmy psychologiczne" to cos zlego. Z jednej strony ktos komus zarzuca, ze ulega dysonansowi poznawczemu (hihi, jakby sam nie ulegal), z drugiej ktos autorki broni przed takimi "zarzutami". I zupelnie nie widzi, ze bez wzgledu nawet na intencje tego pierwszego ten po prostu stwierdzil fakty, oczywiste i zupelnie obojetne tongue_out

              Ciekawa wiedza, zanotuje to sobie na przyszlosc (:
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka