zolza42
10.09.12, 11:39
Mam radę dla pań, które są z różnych powodów na zkręcie, a których to mężowie są właścicielami domów lub mieszkań i paniom w razie rozwodu należy się co najwyżej gest Kozakiewicza.
Jeśli mąż/kochanek/konkubent posiada nieruchomość do które się wprowadzacie - NIE IWESTUJCIE W CUDZĄ WŁASNOŚĆ ani grosza. Sprzatać możecie, jak lubicie, ale remonty, malowanie, nawet mycie okien - niech sobie wykonuje WŁAŚCIECIEL.
Panu należy na wstępie zaproponować, że NOTARIALNIE odkupujecie od niego połowę jego nieruchomości, to znaczy - płacicie TYLKO podatek, bo kasy przecież pan od Was nie weźmie, tym bardziej, że ponoć taki zakochany jest. Wtedy możecie dokładać się do farby, kupować za swoje pieniądze kafelki i panele na podłogę. Możecie myć okna jak lubicie i w ogóle - bo JESTEŚCIE U SIEBIE i jak panu przejdzie miłość, Wasza pozycja jest zupełnie inna.
Już nie wylądujecie z dzieciakami pod mostem, a pan z nową niunią w Waszym małżeńskim łożku.
Jak pan się nie zgadza na notarialna sprzedaż - to macie przynajmniej jasność sytuacji, wiecie na czym siedzicie i pretensję - jakby co - możecie mieć tylko do siebie.
NIKT NIE ZADBA O WASZE INTERESY, same musiecie to zrobić.