Dodaj do ulubionych

a ja sie nie rozwiode

28.11.12, 18:53
zamiast tracic czas na jalowych dyskusjach w necie i pograzaniu sie we wlasnym "nieszczesciu", przy czynnym udziale forumowiczow, robie swoje, tzn, zyje ,jak panbogprzykazal z mezem.
kolejny kryzys zostal dawno zazegnany, zbieram sily na nowy i tak do konca zywota.amen.
bo "latwiej rozstac sie niz zyc". rozstaja sie slabismile
Obserwuj wątek
    • zabelina Re: a ja sie nie rozwiode 28.11.12, 18:58
      No i chwała Ci za za towink
    • kirkunia Re: a ja sie nie rozwiode 28.11.12, 19:46
      Cieszę się, że podzielałaś się z nami tą fantastyczną wiadomością.
      • bez_przekazu Re: a ja sie nie rozwiode 05.12.12, 20:52
        falszem wionie na 10000 kmsmile
        kirkunia napisała:

        > Cieszę się, że podzielałaś się z nami tą fantastyczną wiadomością.
    • zegnaj_kotku Re: a ja sie nie rozwiode 28.11.12, 20:01
      bez_przekazu napisał(a):

      > zamiast tracic czas na jalowych dyskusjach w necie

      o czym dobitnie świadczy blisko 1000 "popełnionych" przez Ciebie postów...
      swoją drogą sygnaturka trafnie dobrana do osoby wink
      • bez_przekazu Re: a ja sie nie rozwiode 05.12.12, 20:53
        inteliegencja nie jest twoja najmocniejsza stronasmile
        zegnaj_kotku napisała:

        > bez_przekazu napisał(a):
        >
        > > zamiast tracic czas na jalowych dyskusjach w necie
        >
        > o czym dobitnie świadczy blisko 1000 "popełnionych" przez Ciebie postów...
        > swoją drogą sygnaturka trafnie dobrana do osoby wink
        >
        >
    • altz Re: a ja sie nie rozwiode 28.11.12, 20:04
      Źle robisz, jeszcze będziesz tego żałować. Powinnaś wyjść z tego układu.
      Musisz koniecznie iść na babskie spotkanie, to Cię koleżanki z forum odpowiednio nastawią.
      Niemożliwe, żeby mąż był zupełnie w porządku i dorastał Tobie choćby do pięt, przemyśl to jeszcze, nie krzywdź dziecka w sobie. wink
      • mola1971 Re: a ja sie nie rozwiode 28.11.12, 20:48
        altz napisał:
        > Musisz koniecznie iść na babskie spotkanie, to Cię koleżanki z forum odpowiedni
        > o nastawią.

        I piszesz to jako stały bywalec spotkań forumowych, który doskonale wie o czym koleżanki z forum na takich spotkaniach rozmawiają...
        • altz Re: a ja sie nie rozwiode 28.11.12, 21:19
          mola1971 napisała:

          > altz napisał:
          > > Musisz koniecznie iść na babskie spotkanie, to Cię koleżanki z forum odpo
          > wiedni
          > > o nastawią.
          >
          > I piszesz to jako stały bywalec spotkań forumowych, który doskonale wie o czym
          > koleżanki z forum na takich spotkaniach rozmawiają...

          Oj, dużo wiem na ten temat, zdziwiłabyś się. smile
          • mola1971 Re: a ja sie nie rozwiode 28.11.12, 21:24
            Mogłeś jedynie coś słyszeć (znaczy jedna kuma drugiej kumie), wiedzieć nie możesz. Wiedzą wyłączni ci, którzy w takich spotkaniach biorą udział.
            • gazeta_mi_placi Re: a ja sie nie rozwiode 29.11.12, 18:44
              Może rezerwuje stolik obok i nasłuchuje smile W końcu nie wynajmujecie całej sali, prawda? wink
              • mola1971 Re: a ja sie nie rozwiode 29.11.12, 19:20
                Eee, stoliki obok to się ino gromkiego śmiechu nasłuchają wink Bo wesoło jest zawsze smile
    • mayenna Re: a ja sie nie rozwiode 28.11.12, 20:26
      Nawet jak na kurę to rozumku małosmile
      • plujeczka Re: a ja sie nie rozwiode 29.11.12, 15:18
        dawno takiej głupoty na tym forum nie czytałam-oczom nie wierzę-życzę powodzenia oraz wielu okazji do "zażegnania kryzysu"............
        a swoją drogą to ciekawa interpretacja i definicja tych "słabych", którzy się rozwidli.
        Wiecej nie pisze bo śłaba jestem, nie mogę trafic palcem na klawiaturę,,,,,słabnę coraz bardziej i bardziej.........
    • triss_merigold6 Re: a ja sie nie rozwiode 28.11.12, 20:33
      Niektórzy to mają dobrze.... fajowo jest mieć 9 żyć jak koty i móc sobie jedno ot tak spieprzyć.
      • gazeta_mi_placi Re: a ja sie nie rozwiode 29.11.12, 18:45
        A skąd wiadomo, że mamy tylko jedno życie?
        Naukowcy głowią się od wieków czy istnieje życie po śmierci i dalej nic nie wiadomo, a jakaś forumka mądrzejsza od nich wszystkich....
    • nowel1 Re: a ja sie nie rozwiode 28.11.12, 20:37
      bez_przekazu napisał(a)
    • jeriomina Re: a ja sie nie rozwiode 28.11.12, 21:06
      Wszystkiego wzajemnego smile
    • zmeczona100 Re: a ja sie nie rozwiode 28.11.12, 22:25
      To ta pendzoncy krolik?

      Hehhhehehhhe big_grin
      No to miłego czasu do kolejnego kryzysu Ci życzę big_grin
    • bibe08 Re: a ja sie nie rozwiode 29.11.12, 00:13
      Twój problem, tylko po co nam o tym piszesz?
    • nangaparbat3 a co Wy sie tak zlościcie? 29.11.12, 00:36
      Dużo w tym prawdy, nie cała, ale sporo.
      • mola1971 Re: a co Wy sie tak zlościcie? 29.11.12, 09:59
        Nanga, a w której konkretnie części wypowiedzi Zapendzonej Królicy jest ta prawda?
        • nangaparbat3 Re: a co Wy sie tak zlościcie? 29.11.12, 14:00
          Ano w tym, ze malżeńswto to przez długi czas (a czasm pewnie zawsze) zycie od kryzysu do kryzysu, i trzeba mieć wiele siły, żeby to udźwignąć. Ja na przyklad nie miałam.
          • mola1971 Re: a co Wy sie tak zlościcie? 29.11.12, 14:33
            A ja uważam, że trzeba mieć ogromną siłę, by z tej huśtawki kryzysowej wyjść i podjąć decyzję o rozwodzie. Decyzja o zmianie wymaga siły, uparte tkwienie w czymś co człowieka niszczy uważam za słabość.

            Oczywiście nie mam tu na myśli normalnych kryzysów, które w każdym małżeństwie się czasem pojawiają. Chodzi mi o sytuację, w której życie przypomina huśtawkę skrajnie przeciwnych emocji, a zdaje się w czymś takim Królica z uporem maniaka tkwi.
            • anbale Re: a co Wy sie tak zlościcie? 29.11.12, 22:34
              Również kompletnie nie rozumiem po co tkwić w relacji, która jest jakąś monotonną szarpaniną od kryzysu do kryzysu, i jeszcze "samogloryfikować" się z tego powodu.
              Na ogół kryją się za tym jakieś dość niskie motywacje typu "co ludzie powiedzą" albo "przepadnie majątek". Pewnie potrzeba do tego jakiejś siły, żeby się nie załamać kompletnie, ale czy to powód do dumy? Siła jest potrzebna zarówno do niszczenia, jak i odbudowy...
              • mola1971 Re: a co Wy sie tak zlościcie? 29.11.12, 22:50
                To z siłą (czy też jej brakiem) Królica zapodała, Nanga podtrzymała, a ja się odniosłam smile
                Jedni odbudowują, inni niszczą. Mnie osobiście najbliższa jest opcja budowania na nowo. Bywa, że na zgliszczach starego i pamiętając o tym starym (by starych błędów nie popełniać), ale bez zbędnego do tego sentymentu. A nad tym czy to siły wymaga, czy też nie, po prostu się nie zastanawiałam. Bo i po co? Jak sobie powiem, że jestem silna (lub słaba) to lepsza się od tego stanę? Nie sądzę.
                • anbale Re: a co Wy sie tak zlościcie? 29.11.12, 23:00
                  Miałam na myśli to, że siła sama w sobie nie jest wartością; nobilituje ją jedynie to, do czego jest używanasmile
                  Bo na pewno ogromnej siły wymaga wytrwanie w jakimś patologicznym związku przez lata, tylko może się warto zastanowić, że tą samą ilość energii można by poświęcić na zbudowanie w swoim życiu czegoś sensownego. I chyba właśnie ten "sens" to powód do dumy, a nie udowadnianie światu ileż to siły z siebie się wykrzesało żeby się w czymś tam zaprzeć i nie odpuścić...
                  • mola1971 Re: a co Wy sie tak zlościcie? 29.11.12, 23:07
                    Podobnie myślę smile
                    Siłę można wykorzystać do niszczenia, można też do budowania. Każdy człowiek sam decyduje co jest mu bliższe.
                    Choć tak teraz przyszło mi do głowy... Ale to z siłą nie ma nic wspólnego wink Stare powiedzenie mojej Babci - by się na złe stało wystarczy chwila, by dobrze było to trzeba się solidnie napracować. Coś tak jak ze złamaną ręką - złamać można w ułamku sekundy, zrasta się powoli i wymaga cierpliwości, spokoju i czasu.
    • noname2002 Re: a ja sie nie rozwiode 29.11.12, 08:54
      Wspolczuje Twojemu mezowi, podejrzewam, ze jego tez nieustannie prowokujesz do klotni po kolejnym winie (zalecanym przez lekarza, prawda? tongue_out )
    • rozwiode_sie Re: a ja sie nie rozwiode 29.11.12, 10:36
      A ja się rozwiodę... mimo, że tego nie chcę. Żeby coś się udało muszą chcieć dwie strony... trudno kogoś trzymać na siłę, jak definitywnie chce odejść. Mogę szantażować, błagać, straszyć ale po co... nawet jak ze mną zostanie za chwilę kolejny skok w bok i ten sam koszmar od nowa. Przeżyłam już kilka kryzysów ale przy tym druga strona mówi 'nie'. A przy okazji klapki spadły z oczu i nie byłabym w stanie zaufać ponownie... to nie jest ten człowiek, którego w nim widziałam. "Łatwiej rozstać się niż żyć" - widocznie on jest słaby i nic na to nie poradzę. Też pogrążam się w nieszczęściu ale zbieram siły na nowe życie - samotnie, z dwójką dzieci. Nierealne i nie chcę tego ale nie mam wpływu na pewne rzeczy. Nie wejdę do jego głowy i nie przetłumaczę.
      • blackglass Re: a ja sie nie rozwiode 29.11.12, 11:43
        Każdy robi co musi wink
        • fata-m-organa Re: a ja sie nie rozwiode 29.11.12, 14:15
          A ja się rozwiodłam - walczyłam 3 lata, ale nic na siłę. Jedno już wiem - nigdy nie mów nigdy. Życie jest bardzo przewrotne i pisze zaskakujące scenariusze. Obyś wytrwała w swoim postanowieniu i życzę Ci żebyście oboje Ty i Twój mąż byli szczęśliwi razem...
      • bez_przekazu Re: a ja sie nie rozwiode 05.12.12, 21:03
        oczywiscie,ze dwie. tyle,ze to ja w moim zwiazku bylam sklonna do odejscia. moj maz zdecydowanie tego nie chcial.
        rozwiode_sie napisał(a):

        > A ja się rozwiodę... mimo, że tego nie chcę. Żeby coś się udało muszą chcieć d
        > wie strony... trudno kogoś trzymać na siłę, jak definitywnie chce odejść. Mogę
        > szantażować, błagać, straszyć ale po co... nawet jak ze mną zostanie za chwilę
        > kolejny skok w bok i ten sam koszmar od nowa. Przeżyłam już kilka kryzysów ale
        > przy tym druga strona mówi 'nie'. A przy okazji klapki spadły z oczu i nie była
        > bym w stanie zaufać ponownie... to nie jest ten człowiek, którego w nim widział
        > am. "Łatwiej rozstać się niż żyć" - widocznie on jest słaby i nic na to nie por
        > adzę. Też pogrążam się w nieszczęściu ale zbieram siły na nowe życie - samotnie
        > , z dwójką dzieci. Nierealne i nie chcę tego ale nie mam wpływu na pewne rzeczy
        > . Nie wejdę do jego głowy i nie przetłumaczę.
    • malgolkab Re: a ja sie nie rozwiode 29.11.12, 16:47
      bez_przekazu napisał(a):


      > bo "latwiej rozstac sie niz zyc". rozstaja sie slabismile

      Słaba to bym była, gdybym została z mężem, który mnie przestał kochać i szanować, tylko dlatego, żeby mieć pod ręką opiekunkę do dziecka i drugą (na tamtą chwilę dużo wyższą) pensję na koncie...
      • rozwiode_sie Re: a ja sie nie rozwiode 30.11.12, 10:31
        No właśnie. Mimo wszystko podziwiam mojego męża, musi mieć w sobie dużo siły żeby powiedzieć 'nie' gdy wszyscy są przeciwko niemu, gdy jest wspólny, niedawno wybudowany dom, kredyt, małe dzieci... Trzeba mieć dużo siły żeby pójść za swoimi pragnieniami a nie za tym co oczekuje otoczenie. Moje tkwienie przy nim też byłoby oznaką słabości, właśnie po to żeby nie być samemu, mieć pomoc do dzieci, drugą pensję, idealne na zewnątrz 2+2... Może wbrew pozorom rozstanie dobrze nam zrobi. On się uwolni od związku w którym był widocznie nieszczęśliwy a ja nauczę się samodzielności, której mi zawsze brakowało. Wcale nie uważam, że rozstają się słabi. Jak ktoś dalej nie może, nie chce, to zostanie w związku, sztuczne terapie na siłę są oznaką tchórzostwa.
      • bez_przekazu Re: a ja sie nie rozwiode 05.12.12, 20:55
        i do tego przezywamy druga miloscsmile
        malgolkab napisała:

        > bez_przekazu napisał(a):
        >
        >
        > > bo "latwiej rozstac sie niz zyc". rozstaja sie slabismile
        >
        > Słaba to bym była, gdybym została z mężem, który mnie przestał kochać i szanowa
        > ć, tylko dlatego, żeby mieć pod ręką opiekunkę do dziecka i drugą (na tamtą chw
        > ilę dużo wyższą) pensję na koncie...
    • bez_przekazu mentalnosc rozwodki 05.12.12, 21:01
      nie znalazlam tutaj zadnej szczerej, radosnej wypowiedzi i gratulacji, tylko sama zolc i zazdrosc,ze komus moglo sie udac.
      ludzie , niezaleznie od plci,dziela sie na niszczycieli i budowniczych. ja szczesliwie naleze do tych drugich.
      w ostatnim poscie ktos napisal ,ze slaboscia jest niepodazanie za wlasnymi pragnieniami. zgadzam sie. moim pragnieniem (naszym) bylo utrzymac ten zwiazek i zmienic go na lepsze. udaje mi (nam) sie to, choc nie jest latwo. ale w zadnym zwiazku nie jest latwo.ja to juz zrozumialam. sa tacy, do ktorych nigdy to nie dotrze, bo sa zbyt wygodni. i egoistyczni.
      • nowel1 Re: mentalnosc rozwodki 05.12.12, 21:10
        bez_przekazu napisał(a):

        > nie znalazlam tutaj zadnej szczerej, radosnej wypowiedzi i gratulacji


        Kto sieje wiatr, zbiera burzę.
        • blue_ania37 Re: mentalnosc rozwodki 05.12.12, 21:19
          Ale nikt ci nie zabrania walczyć o małżeństwo, bardzo fajnie ze to czynsz i ze wam sie udaje.
          Cieżko jest być radosna szczera i gratulowac skoro w swojej pierwszej wypowiedzi zaatakowalas ze rozwodzi sie tylko osoba słaba.
          Trzeba mieć duzo odwagi żeby zadecydować o rozwodzie, wiele osób tez nie wybieralo rozwodu raczej zostali postawieni przed dokonanym wyborem.
          A
          • bez_przekazu Re: mentalnosc rozwodki 06.12.12, 18:51
            nie porownuj decyzji o rozwodzie, ktora, zabiera najwyzej kilka lat, z zyciem w zwiazku, ktore trwa lat kilkadziesiat.

            blue_ania37 napisała:

            > Ale nikt ci nie zabrania walczyć o małżeństwo, bardzo fajnie ze to czynsz i ze
            > wam sie udaje.
            > Cieżko jest być radosna szczera i gratulowac skoro w swojej pierwszej wypowiedz
            > i zaatakowalas ze rozwodzi sie tylko osoba słaba.
            > Trzeba mieć duzo odwagi żeby zadecydować o rozwodzie, wiele osób tez nie wybier
            > alo rozwodu raczej zostali postawieni przed dokonanym wyborem.
            > A
            • blue_ania37 Re: mentalnosc rozwodki 06.12.12, 18:58
              Uważasz ze 20 lat jest ważniejsze od 10?
              Kto decyduje ze związki z większym stażem bardziej powinny walczyć o siebie?
              A moze to trzeba mieć cholerka odwagę zaakceptować rozwod po 8,10, 12 latach gdzie jeszcze małe dzieci gdzie jeszcze kredyty wspólne itp
              Nie atakuj bo jestes mezatka z większym stażem, nie godzi
              A
        • gazeta_mi_placi Re: mentalnosc rozwodki 05.12.12, 21:54
          Ja tam się cieszę i życzę Ci jak najlepiej albowiem rozwód to porażka, choć niekiedy oczywiście lepsze wyjście z dwojga.
          • bez_przekazu Re: mentalnosc rozwodki 06.12.12, 18:52
            dzieki.
            gazeta_mi_placi napisała:

            > Ja tam się cieszę i życzę Ci jak najlepiej albowiem rozwód to porażka, choć nie
            > kiedy oczywiście lepsze wyjście z dwojga.
        • bez_przekazu Re: mentalnosc rozwodki 06.12.12, 18:50
          ni przypial ni wypial.
          nowel1 napisała:

          > bez_przekazu napisał(a):
          >
          > > nie znalazlam tutaj zadnej szczerej, radosnej wypowiedzi i gratulacji
          >
          >
          > Kto sieje wiatr, zbiera burzę.
          • nowel1 Re: mentalnosc rozwodki 06.12.12, 19:22
            bez_przekazu napisał(a):

            > ni przypial ni wypial.
            > nowel1 napisała:
            >

            > > Kto sieje wiatr, zbiera burzę.


            Nie zrozumiałaś? Nawet mnie to nie dziwi.
            A przysłowie przez ciebie nieudolnie cytowane brzmi trochę inaczej.
            • blue_ania37 Re: mentalnosc rozwodki 06.12.12, 19:48
              bez_przekazu 07.08.12, 17:43
              sami sie o to prosicie. ja zaczelam oszczedzac na "samotne zycie" kiedy moj maz, kilka lat temu, czyszczac sobie grzybki na dzialce latem spokojnym tonem powiedzial:"i tak cie kiedys zostawie". zart? grozba? to czy owo, zapalilo sie czerwone swiatelko.
              i jestem dumna,ze cos mnie oswiecilo, bo ile kobiet do konca ufa swojemu mezowi i wierzy we wszystko, co im mowi. a potem zakladaja na forach watki z placzem i rozgoryczone.

              Ja właśnie sobie przypomniałam, że ty jesteś z tych fajnych małżeństwsmile walczcie o to małżeństwosmile tylko wiesz sobie oszczędzaj jakbyś jednak poległa i stała się jedną z tych co się rozwodzą a więc są słabismile, chociaż na adwokata będziesz miała.
              A
              • bez_przekazu Re: mentalnosc rozwodki 08.12.12, 17:03
                ha ha! rady zostaw dla swojej kuzynki. mam juz niezle konto, o ktorym maz wie, i nie ma za zle. moj maz jest tyem faceta, kroey "chlapie jezorem" , a potem sie dziwi,ze cos takiego powiedzial.zupelnie, jak baba.

                blue_ania37 napisała:

                > bez_przekazu 07.08.12, 17:43
                > sami sie o to prosicie. ja zaczelam oszczedzac na "samotne zycie" kiedy moj maz
                > , kilka lat temu, czyszczac sobie grzybki na dzialce latem spokojnym tonem powi
                > edzial:"i tak cie kiedys zostawie". zart? grozba? to czy owo, zapalilo sie czer
                > wone swiatelko.
                > i jestem dumna,ze cos mnie oswiecilo, bo ile kobiet do konca ufa swojemu mezowi
                > i wierzy we wszystko, co im mowi. a potem zakladaja na forach watki z placzem
                > i rozgoryczone.
                >
                > Ja właśnie sobie przypomniałam, że ty jesteś z tych fajnych małżeństwsmile walczci
                > e o to małżeństwosmile tylko wiesz sobie oszczędzaj jakbyś jednak poległa i stała
                > się jedną z tych co się rozwodzą a więc są słabismile, chociaż na adwokata będzies
                > z miała.
                > A
                • zlakobieta.haha A propo współczucia... 08.12.12, 19:25
                  tobie trzeba współczuć panienko bez_przekazu bo to, że jesteś z kimś kto cię tak traktuje ( - wiesz jesteś na jego łasce, bo i tak Cię kiedyś zostawi) tylko po to by nie mieć statusu rozwódki jest właśnie oznaką twojej słabości i strachu i nieporadności życiowej.
                  Ty po prostu boisz się, że nie dasz sobie rady bez tego pana który traktuje cię jak traktuje i żyjesz od kryzysu do kryzysu nie wiadomo po co...

                  Co to za życie i dlaczego nie masz poczucia własnej wartości to pytania bez odpowiedzi...

                  A dużo gadać każdy potrafi....
              • rozwiode_sie Re: mentalnosc rozwodki 09.12.12, 13:19
                i to jest świetne podejście. bardzo podoba mi się ten wpis - to jest coś czego ja nie robiłam. człowiek mądry po szkodzie. zdradzał mnie, w domu udawał dobrego męża i ojca ale ciągle powtarzał: "jakby mnie zabrakło to rób to tak a tamto tak"... albo "tobie się nie podoba ale innym się podoba".. czerwona lampka się nie zaświeciła. miałam mega zaufanie - nigdy więcej. nie spodziewałam się że najbliższa osoba może tak kłamać... miałam wspólne konto bankowe, przynosiłam grzecznie pieniążki (wkład męża był o wiele wiele mniejszy).... teraz już wiem, że jak zaufanie to zawsze ograniczone a o samą siebie trzeba dbać zawsze - do końca życia, bez względu na to czy ktoś jest przy moim boku czy nie.
                • altz Re: mentalnosc rozwodki 09.12.12, 14:24
                  rozwiode_sie napisał(a):
                  > ... teraz już wiem, że jak zaufanie to zawsze ograniczone a o samą siebie trzeba dbać zawsze
                  > - do końca życia, bez względu na to czy ktoś jest przy moim boku czy nie.
                  Ludzie bywają podli bez względu na płeć. Chociaż mam trochę podobnych doświadczeń z kobietami, nadal nie wyobrażam sobie związku z ciągłym pilnowaniem czy partnerka mnie nie oszukuje i zabezpieczaniem się na każdym kroku, jakoś nie umiałbym tak funkcjonować. Zresztą, co to za związek, gdy się drugiemu nie ufa? To raczej firma stworzona do jednego projektu. smile
                  • bez_przekazu Re: mentalnosc rozwodki 09.12.12, 16:38
                    mozna sie przyzwyczaicsmile

                    altz napisał:

                    > rozwiode_sie napisał(a):
                    > > ... teraz już wiem, że jak zaufanie to zawsze ograniczone a o samą siebie
                    > trzeba dbać zawsze
                    > > - do końca życia, bez względu na to czy ktoś jest przy moim boku czy nie.
                    > Ludzie bywają podli bez względu na płeć. Chociaż mam trochę podobnych doświadcz
                    > eń z kobietami, nadal nie wyobrażam sobie związku z ciągłym pilnowaniem czy par
                    > tnerka mnie nie oszukuje i zabezpieczaniem się na każdym kroku, jakoś nie umiał
                    > bym tak funkcjonować. Zresztą, co to za związek, gdy się drugiemu nie ufa? To r
                    > aczej firma stworzona do jednego projektu. smile
                • bez_przekazu Re: mentalnosc rozwodki 09.12.12, 16:36
                  uwazam,ze byl uczciwy i dbal o ciebie. ja sama musze sie dopraszac, aby np.pokazal mi,jak sie odpowietrza kaloryfery w razie, gdyby odszedl na dobre.
                  powinnas go za to szanowac i podziekowc mu.
                  rozwiode_sie napisał(a):

                  > i to jest świetne podejście. bardzo podoba mi się ten wpis - to jest coś czego
                  > ja nie robiłam. człowiek mądry po szkodzie. zdradzał mnie, w domu udawał dobreg
                  > o męża i ojca ale ciągle powtarzał: "jakby mnie zabrakło to rób to tak a tamto
                  > tak"... albo "tobie się nie podoba ale innym się podoba".. czerwona lampka się
                  > nie zaświeciła. miałam mega zaufanie - nigdy więcej. nie spodziewałam się że na
                  > jbliższa osoba może tak kłamać... miałam wspólne konto bankowe, przynosiłam grz
                  > ecznie pieniążki (wkład męża był o wiele wiele mniejszy).... teraz już wiem, że
                  > jak zaufanie to zawsze ograniczone a o samą siebie trzeba dbać zawsze - do koń
                  > ca życia, bez względu na to czy ktoś jest przy moim boku czy nie.
      • zegnaj_kotku Re: mentalnosc rozwodki 06.12.12, 13:23
        Bohaterko słów Lema miałaś nie tracić czasu na jałowych dyskusjach...
        • bez_przekazu Re: mentalnosc rozwodki 06.12.12, 18:53
          nie za bardzo rozumiem, o co ci chodzi.
          zegnaj_kotku napisała:

          > Bohaterko słów Lema miałaś nie tracić czasu na jałowych dyskusjach...
      • malgolkab Re: mentalnosc rozwodki 06.12.12, 16:42
        bez_przekazu napisał(a):

        > moim pragnieniem (naszym) bylo utrzymac ten zwiazek i zm
        > ienic go na lepsze.

        hm, i dlatego produkowałaś masę postów, przedstawiających ukochanego męża w bardzo niekorzystnym świetle? Moim pragnieniem jest utrzymanie mojego małżeństwa (drugiego), ale dbam o nie w trochę inny sposób niż Ty, a o problemach rozmawiam z mężem, a nie z kim popadnie...
        • bez_przekazu Re: mentalnosc rozwodki 06.12.12, 18:56
          tak, i teraz sie tego wstydze, bo okazalo sie to moja chora wyobraznia.
          zabraklo rozmow, i moze czegos jeszcze.
          a co innego tu robisz, jak nie rozmawiasz z kim popadnie?
          jesli chcesz utrzymac drugi zwiazek to skoncz z przesiadywaniem na rozwodowym, bo to jest jak choroba zakazna. a jesli tu siedzisz to oznaczac moze jedno - w twoim drugim zwiazku tez jest cos nie tak.zastanow sie, z czyjej winysmile

          malgolkab napisała:

          > bez_przekazu napisał(a):
          >
          > > moim pragnieniem (naszym) bylo utrzymac ten zwiazek i zm
          > > ienic go na lepsze.
          >
          > hm, i dlatego produkowałaś masę postów, przedstawiających ukochanego męża w bar
          > dzo niekorzystnym świetle? Moim pragnieniem jest utrzymanie mojego małżeństwa (
          > drugiego), ale dbam o nie w trochę inny sposób niż Ty, a o problemach rozmawiam
          > z mężem, a nie z kim popadnie...
          • malgolkab Re: mentalnosc rozwodki 06.12.12, 19:20
            hmmm, rozmawiam na temat rozwodu, exa, a glównie na tematy związane z synem z 1 małżeństwa, mogę poznać sposoby radzenia sobie innych w podobnej sytuacji lub doradzić komuś - to tematy przodujące na tym forum. Nie szkaluję obecnego, bo gdybym miała o nim takie zdanie, jak Ty prezentowałaś o swoim to bym już z nim nie była smile Ty rozwódką nie jesteś, nie masz ex męża, który jest ojcem Twojego syna, więc po co nadal tu zaglądasz?
            Dziękuję za troskę, ale w moim małżeństwie wszystko ok smile
            • paraben Re: mentalnosc rozwodki 06.12.12, 23:02
              bez przekazu chciala sobie ulzyc tym postem, jasne jak slonce. Rozgoryczona zapewne ta motanina od kryzysu do kryzysu- sama slodycz. Tylko po co kwas wylewac na innych, jak tak wspaniale sobie w malzenstwie radzisz to moze przenies sie na inne forum-dawac moze ludziom wskazowki jak tworzyc szczesliwa rodzine a nie wytykac jak to inni sa mali w porownaniu z toba wielka i waleczna??Coz, niektorzy maja zbyt wiele czasu i stad bezcelowe sianie bezsensownych dyskusji..
              • noname2002 Re: mentalnosc rozwodki 07.12.12, 09:37
                Wina za duzo...
    • bez_przekazu Re: mentalnosc rozwodki 08.12.12, 17:05
      jakim trzeba byc zlosliwym czlowiekiem (baba),zeby wyciagac z archiwum posty, o ktorych autor juz dawno zapomnial. nie dziwie sie,ze takie kobiety sa zdradzane przez mezow. na dluzsza mete z takimi "szpiclami" nie da sie zyc.
      • negentropia Re: mentalnosc rozwodki 08.12.12, 17:34
        No tak, Ty dyszysz aż tym szczęściem i sączy się ono z każdej Twojej wypowiedzi. Nie chciałabym być aż tak szczęśliwa... boże uchowaj.
        • bez_przekazu Re: mentalnosc rozwodki 08.12.12, 17:53
          zazdroscisz?

          negentropia napisała:

          > No tak, Ty dyszysz aż tym szczęściem i sączy się ono z każdej Two
          > jej wypowiedzi. Nie chciałabym być aż tak szczęśliwa... boże uchowaj.
          • zegnaj_kotku Re: mentalnosc rozwodki 08.12.12, 21:28
            Dlaczego "tracisz czas na jalowych dyskusjach w necie przy czynnym udziale forumowiczow" zamiast "pogrążać się w swoim szczęściu"? : ) idź i nie grzesz więcej.
    • kobieta306 Re: a ja sie nie rozwiode 09.12.12, 14:49
      bez przekazu, czy Ty to pędzący królik??
      Jeśli tak, to dziwię się Twojej decyzji, bo chłop Ciebie jak g. traktował.
      Pamiętasz jak pisałaś, że jego idolem jest Piłsudski i dlaczego? big_grin
      bardzo mi się to wtedy spodobało i zapamiętałam.
      Czyżby się mu tak nagle odmieniło? A może mu już zwyczajnie - sorki za dosadność - nie staje, a na tablety go nie stać i w związku z tym kochanki go pogoniły ???? uncertain

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka