zdeterminowanyyy
29.07.13, 11:37
Witam. Mam 42 lata, 13 lat po ślubie, mamy 5-letnie dziecko. Od kilku lat się psuje. Kłótnie, szantaż emocjonalny, traktowanie jak człowieka drugiej kategorii. Małżeństwo w sferze fizycznej od 3 lat nie istnieje, w sferze emocjonalnej też. Tyle mniej więcej czasu śpimy w osobnych pokojach Po urodzeniu dziecka, żona nie wróciła do pracy. Ja utrzymuję rodzinę, pracując średnio 12 godzin na dobę. Gdzieś od ponad roku dojrzałem do decyzji o rozstaniu, pół roku temu powiedziałem o tym żonie. Żona twierdzi że jest jeszcze co ratować a nawet jeśli emocjonalnie nas nic nie łączy, to powinniśmy tkwić w tym związku bez uczuć dla dobra dziecka. Ja nie mam żadnej, nawet najmniejszej motywacji by ratować małżeństwo. Tej fikcji już nie chcę. W dodatku związek jest ewidentnie toksyczny, wykańcza mnie psychicznie. Ja muszę mieć zdrowie by utrzymać dziecko i żonę. Akceptuję fakt że będę ją utrzymywał także po naszym rozstaniu. Jestem gotowy zostawić jej mieszkanie (stanowi moją własność). Chcę rozwodu bez orzekania o winie i niepotrzebnych wojen. Stąd też moje pytanie; czy lepiej wyprowadzić się teraz i mieszkając osobno złożyć pozew rozwodowy? Czy może lepiej nie wyprowadzać się i złożyć pozew mieszkając w dotychczasowym mieszkaniu? Nie chcę żeby moja wyprowadzka była argumentem przeciwko mnie w kwestii orzekania winy którejś ze stron. Nie chcę też aby moje pozostawanie w mieszkaniu było interpretowane jako podtrzymywanie gospodarczych więzi łączących mnie z żoną. Proszę o radę w kwestiach rozwodowych, w kwestii ratowania małżeństwa za rady dziękuję. Pozdrawiam.