piotrfm123
19.10.13, 12:29
Rozchodzimy sie po latach mieszkania osobno, ex w PL, ja za granica. Do tej pory w ramach rekompensowania zonie i synowi (4latka) rozstania placilem 1500 miesiecznie. Pierwotnie ex proponowala separacje, wtedy zgodzilem sie na utrzymanie tej sumy do czasu kiedy mam obecna prace. Nastepnie ex usilowala narzucic warunki separacji ktore niczym nie roznily by sie od rozwodu, jak np zakaz spania w jej mieszkaniu nawet przez jedna noc kiedy przyjezdzam by zabrac synka do dziadkow i tam sie nim opiekowac. Rozwod tuz tuz, a ja mam problem. Bo nie jestem w stanie placic tyle samo o ile nie zamknalbym sobie drzwi do kupna wlasnego mieszkania lub chocby wynajmowania samodzielnej kawalerki. Tak ze wystapie o obnizenie, co zapewne spowoduje wybuch ex. Ex ma duze mieszkanie, stala prace, place odrobine ponizej sredniej krajowej i nasz samochod bez jakichkolwiek oplat.
Moje pytanie o czy warto jednak isc na jakis kompromis, np 1100, liczac ze wscieklosc ex bedzie mniejsza czy moze walic to, zaproponowac 600 i zdac sie na decyzje sadu aby rozstrzygal pomiedzy stronami?
Kocham synka (ze wzajemnoscia) i chce sie z nim spotykac. Ale nie chce byc losiem placacym ex na wakacje w cieplych krajach z synkiem podczas kiedy mnie nie bedzie na to stac. A wedlug ex te 1500 naleza sie jej jak psu buda.