Dodaj do ulubionych

Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu....

26.05.14, 20:50
Tak jak w tytule....Dziś myślę o tym żeby zakończyć to życie, otruć się, skoczyć z mostu nie wiem....Siedze i zalewam się łzami. Między mną a mężem od dawna się nie układa. Bywają lepsze i gorsze dni. Kiedy są lepsze jest w miarę ok, nawet i łóżko, ale co z tego, jest strasznie arogancki, jeśli coś powiem nie tak to od razu pije, jest złośliwy, arogancki, wychodzi z domu. Ostatnio przyszłam z pracy zmęczona, z okropnym bólem głowy, krzyknęłam na dzieci, przy okazji na niego bo nic w domu nie robi prócz leżenia, komputera i tv, od razu naskoczył na mnie że ja się tylko wydzieram itp. A mnie już nerwy puszczają, nie mam z kim pogadać, chociażby od tak od rzeczy, komu się wypłakać wyżalić. Z nim rozmowa jak ze ścianą. Nie wytrzymałam, wykrzyczałam mu w piątek ze jest nieudacznikiem, nic mi nie pomaga, niczego się nie dorobiliśmy. Od tamtej pory pije. Dziś dzwoniłam kilka razy, bo wychodzi, gdzieś łazi. Po kilku dniach gdzie się do niego nie odzywałam przełamałam się i stwierdziłam że nie wytrzymam tak dłużej, chce porozmawiać, wiedzieć co dalej, ale albo wyjeżdża z tekstem ze z ,,nieudacznikiem,, chce rozmawiać, przekrzykuje mnie, podnosi głos, rozłącza telefon. Teraz wyłączył żebym nie dzwoniła a ja siedzę i rycze. Dziś Dzień Matki, rodzice nie żyją, byłam na cmentarzu, łza popłynęła, jestem jedynaczką nie mam komu nawet się wygadać, koleżankom głowy nie chce zawracać swoimi problemami, zresztą nie mam takiej jednej zaufanej. Dziecko 15 lat nawet mi życzeń nie złożyło na Dzień Matki. Po co żyć, czemu daje się tak gnoić !!!!!
Tyle dla nich robię, mają czysty i normalny dom i za co mnie to spotyka. Mąż słyszy że do słuchawki zalewam się łzami i w d....to ma. Po co mi to wszystko, po co żyje, nie mam do kogo iść, gdzie się wyprowadzić, z nim pogadać czy napić się piwa. Już nie raz myślałam o rozwodzie i jakoś nie mogę się zebrać, brakuje mi odwagi, boje się że już całkiem będę sama. Co ja w życiu zrobiłam i czym zasłużyłam na takie życie!!!!!! Telepie mnie z nerwów, mam drgawki, myślę najeść się tabletem i skończyć to wszystko, jestem cała zapłakana, nie wyjdę tak z domu.
p.s jeśli zrobiłam błędy, pisałam haotycznie to przepraszam, pisze przez łzy i w roztrzęsieniu...
Obserwuj wątek
    • altz Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 26.05.14, 21:12
      kawaguchi7 napisał(a):
      > Telepie mnie z nerwów, mam drgawki, myślę najeść się tabletem i skończyć to wszystko,
      > jestem cała zapłakana, nie wyjdę tak z domu

      Błąd, poważny błąd! Zniszczysz sobie tylko wątrobę, możliwe, że stawy i serce, a żyć będziesz, tylko jako niepełnosprawna!

      Może jakaś terapia małżeńska? Zobacz link, może da Ci to coś do myślenia?
      www.youtube.com/watch?v=slTu_AG0m00
      • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 26.05.14, 21:28
        Wiem i myślę o tym tylko jeśli ktoś rani to płacz i puszczanie nerwów silniejsze.
        • triss_merigold6 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 26.05.14, 21:33
          W wolnej chwili idź po łagodne antydepresanty, żeby ustabilizować sobie nastrój i się wyciszyć, kiedy spojrzysz spokojniej na swoją sytuację zapewne uznasz, że najwyższy czas pozbyć się męża. On lepszy nie będzie, a Ty nie masz drugiego życia jak w grze komputerowej.
        • altz Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 26.05.14, 22:07
          Myślałem, że Cię rozśmieszę, ale nie udało się.
          Facet się nie zmieni, za dużo ma zainteresowań, a z własnej woli szkoda sobie samej robić huśtawkę nerwów. Nie warte jest tego.
          • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 26.05.14, 22:41
            Dziś mi wygarnął że rozpier........dalam jego pieniądze, jego wypłatę. Na życie przelewam z jego konta na moje i płace rachunki, żyjemy za dwie wspólne wypłaty. Nie wiem czy dobrze zrobię jeśli po wypłacie każde będzie żyło samo sobie. Niech sobie sam nawet gotuje skoro tak pyszczy o wszystko ??? Poradźcie
            Jakoś boli to wszystko, wzięłam trzy tabletki nasenne i mnie otępiło, uspokoiło.
      • bianka02 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 03.06.14, 16:19
        altz napisał:

        > kawaguchi7 napisał(a):
        > > Telepie mnie z nerwów, mam drgawki, myślę najeść się tabletem i skończyć
        > to wszystko,
        > > jestem cała zapłakana, nie wyjdę tak z domu
        >
        > Błąd, poważny błąd! Zniszczysz sobie tylko wątrobę, możliwe, że stawy i serce,
        > a żyć będziesz, tylko jako niepełnosprawna!
        >
        > Może jakaś terapia małżeńska? Zobacz link, może da Ci to coś do myślenia?
        > www.youtube.com/watch?v=slTu_AG0m00

        Dobrze ze to napisales.

        Tez mam ochote skonczyc ze soba ale nie pomyslalam o tym ze moglby mnie odratowac i zylabym dalej jako kaleka.
    • hunkis Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 26.05.14, 22:42
      dzwoń do tego typu ośrodków, umów się na pogadanie z psychologiem i prawnikiem, www.google.pl/search?q=o%C5%9Brodek+interwencji+kryzysowej+krak%C3%B3w&ie=utf-8&oe=utf-8&aq=t&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a&channel=sb&gfe_rd=cr&ei=JqaDU_-RCYyJ8QfMgIGoDw

      łyknij coś ale na wzmocnienie i przejdź do ofensywy, do odzyskania władzy nad swoim życiem. jak mąż pije to go zgłoś na komisję leczenia uzależnień, i przymusową terapię itd
      wiele rzeczy możesz zrobić, na razie odpuść męża i zajmij się wzmocnieniem siebie,
      idz do w/w psychologa wygadasz się, wypłaczesz, poczujesz się lepiej i zobaczysz co możesz zrobić by życie na lepsze zmienić i sobie i dzieciakom.

      • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 26.05.14, 23:00
        On nie pije codzienne, czasem piwo, ale jak się pokłócimy to wtedy pije więcej, żeby mi dokopać bo wie że tego nie lubie jak jest wypity. Mam go dość .
        • triss_merigold6 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 26.05.14, 23:14
          To się rozwiedź.
        • ninaa Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 06:53
          alez ja Cie rozumiem.... sad !!!
          Ale nie zabijaj sie. Nie warto. Teraz to wyglada tak strasznie, ale przetrwaj, pomoz SOBIE, a zobaczysz, bedzie lepiej, musisz tylko wzmocnić siebie. Wielu z nas tak właśnie sie swiat zawalal....
          gdzie mieszkasz ?
          • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 07:52
            jejku, ile to razy ja byłam na takim skraju. Przez wiele lat. Mam dwoje dzieci w tym jedno niepełnosprawne, o którego usprawnianie wałczę sama.
            Zabić się? Skończyć to wszystko w cholerę? Tak, to wydaje się łatwe.
            Czy myślisz, że po Twojej śmierci ktoś powie: o jaka biedna ona była.
            Raczej dostaniesz łatkę niezbyt zrównoważonej psychicznie. Miała byt, męża i zdrowe dzieci. Co jej do łba strzeliło? Twoje dzieci będą do końca swojego życia borykać się z taka traumą.
            Nie rób im tego.
            Raczej zrób dla siebie to:
            1) poszukaj jakiegoś psychologa - czasem w MOPSie lub przy kościołach działają poradnie rodzinne i tam przyjmują bezpłatnie
            2) moim zdaniem nie szukaj jeszcze żadnej terapii rodzinnej, najpierw uporządkuj swoja głowę. Zrób na "zimno" bilans co daje Ci ten związek. Czy same huśtawki. Mam bardzo podobną sytuację do Twojej.
            To mnie uderzyło: "jak jest dobrze to wszystko jest OK". Znam to stwierdzenie bardzo dobrze, z tym, że do oceniania czy jest dobrze jest uprawniony tylko mój partner. jak jego zdaniem nie jest dobrze, to wtedy może mi uprzykrzać życie, ubliżać mi, poniżać i umniejszać całą moją osobę. Ja, jeśli powiem, że coś mi nie pasuje (POWIEM, nie wykrzyczę) to już się czepiam, szukam dziury w całym, itp.
            Sentencja mojego partnera: ja się ciebie nie czepiam, ty nie czepiaj się mnie.
            Po latach słuchania tej złotej myśli, wdrukowałam sobie, że rzeczywiście - on się mnie nie "czepia" , to ja jestem ta zła cholera.
            O nie!!! teraz jestem po terapii grupowej i wielu indywidualnych spotkaniach z psychologiem (rodzinnym i uzależnień) i już wiem - ta złota myśl to nic innego jak okazanie komuś: nie chcę mieć z tobą żadnej relacji. Ja ci nie będę mówić czego bym chciał, o czym myślę i czego się obawiam, i od ciebie oczekuje tego samego, bo nie mam ochoty podejmować trudu, aby zaspokoić twoje potrzeby, ukoić twoje lęki, nie interesują mnie twoje poglądy.
            Teraz to wiem, i to był zimny prysznic. Przez wiele lat usiłowałam zmienić partnera, stawałam na głowie, żeby zasłużyć na jego przychylność, pokazać jak się staram. W zamian miałam drwiny i lekceważenie.
            Teraz wiem, że to po części był problem z moim poczuciem wartości. Ciągle mi się wydawało, że muszę "zasłużyć" na jego uwagę.
            Teraz wszystko się zmieniło. Jak twierdzi mój partner, ze złej kobiety terapeuci zrobili jeszcze gorszego potwora, bo... zaczęła wreszcie chcieć decydować o sobie, mówić otwarcie że nie pozwoli sobie na pewne zachowania z jego strony. Nie odrobione lekcje syna? A ty od czego tu jesteś? Gdzie jest napisane, że dziecko ma tylko matkę?
            Nawet usłyszałam tekst: jak wniesiesz pozew o rozwód to ja przestaję być ojcem. A ja na to: powtórz to w sądzie.
            Przeżyłam szantaż ekonomiczny (rozpierd.... moje ciężko zarobione pieniądze, zabiorę ci dostęp do konta itp.) , przemoc seksualną, teraz jestem na etapie ciągłego podejrzewania o niewierność. A paradoks cały w tym, że ja pracuję zawodowo, a po pracy latam z dzieciakiem z terapii na terapię. Ja fizycznie nie mam czasu nawet go zdradzić. Nie mam czasu o tym nawet pomyśleć.
            Pozwoliłam sprowadzić się do roli kuchty, sprzątaczki i służącej do tego stopnia, że ja nie mogłam nawet za bardzo nigdzie wyjść. Mimo stwierdzeń: "idź, ja cie w domu nie trzymam", nie wychodziłam, bo zawsze było to wykrzyczane, a druga strona medalu: jeśli wyszłam, to po powrocie miałam tak spiętrzone obowiązki, że żałowałam że wyszłam.
            Nie miałam prawa poprosić: zrób to czy tamto, to słyszałam w zamian: czy ja ci mówię co masz robić?
            Nie byłam w stanie robić wszystkiego, więc co nie było zrobione było wytknięte, a ja kuliłam się w poczuciu winy, stale się tłumacząc.
            A teraz koniec z tym. "Nie zrobiłaś obiadu!!!!" ... "A ty od czego masz ręce? Siedziałeś w domu to trzeba było zrobić". Nie daję już po sobie jeździć. No to teraz jest źle, bo na terapii zrobili ze mnie potwora.
            Boli go każde moje wyjście, na siłownie, basen, rower. "Z kim się tam umówiłaś?" "Z jakim panem?". To ciągle słyszę.
            I kolejny absurd. Człowiek, który nigdy mnie nie komplementował, a wręcz delikatnie czasem sugerował, że ubieram się niestosownie, wyglądam niezbyt atrakcyjnie itp. teraz nagle uważa, że mam kochanków na pęczki, hahahaha. Ja - takie wielkie NIC, ZERO.
            Kiedyś myślałam, że jest dla mnie powietrzem. Bez niego nie dam rady. On taki opanowany, spokojny. Nic mi przy nim nie grozi.
            Teraz wiem, że sama ograniczyłam się tylko do CENTRUM ŚWIATA, jakim był On.
            I to był ogromny błąd, który teraz naprawiam.

            Chyba zaczęłam za dużo pisać... Przepraszam, nie mój wątek.

            3) wyjdź do ludzi. Ja dorobiłam się ksywki: esbek, donosiciel, kapuś, konfident, bo zaczęłam wreszcie mówić, jak mój partner mnie traktuje. ON mi w czterech ścianach dowala, ale jak komuś (na grupie terap., siostrze) przytoczę te sytuacje, on uważa że plotkuję, obmawiam go. Zapytałam nieraz: taki byłeś pewny siebie jak mnie gnoiłeś, a teraz się tego wstydzisz? powtórz publicznie swoje zarzuty. Już teraz wiem, że ja nie muszę się wstydzić tego, że on mnie nie szanuje. To on ma straszne kompleksy, własne niezaspokojone potrzeby, o których nie mówi i nie chce mu się zrobić nic, kompletnie nic, aby to zmienić.

            A ja chcę zmienić swoje życie. Chcę wreszcie odetchnąć pełną piersią.
            Zaczęłam czytać książki, gdy już wykonam swoje obowiązki domowe. Nawet za to dostaję zjeby, bo kiedyś cały czas kręciłam się , coś robiłam w domu, dla innych. A teraz jak ja śmiem poleżeć z książką? Obejrzeć film? W dzień uciąć sobie drzemkę? To mi się podobno nie należy smilesmilesmile


            Tez mam 15 -latka. Jest rozwalony całą ta sytuacja, i obawiam się, że swoją żonę będzie traktował tak samo. W końcu jaki wzorzec wyniesie z domu? Dlatego jego tez powoli ustawiam, że: matka to też człowiek, tez ma prawo do odpoczynku, też ma prawo się gniewać, złościć, też ma prawo powiedzieć "nie chce mi się".
            Oj, zdarza się, że się chłopak zagalopuje i posunie jakiś tekst "tatusiowy". Dostaje wtedy zjebki równe.

            Wiem, że w razie rozwodu są ma prawo go zapytać z kim chce mieszkać. Wiem, że syn może wybrać ojca. Będzie mi smutno, ale takie jego prawo. I nic na to nie poradzę. Nie zniżam się do poziomu mojego m., żeby szkalować ojca w jego oczach. Mój m. w rozmowach z dziećmi pomija skrzętnie moją osobę. Jak młodszy pyta: "gdzie jest mama?" mój m. nawet mu nie odpowie. To jest chore!!!!!! i komu on krzywdę robi? Mi czy dziecku?
            Nigdy dzieci nie uczył szacunku do mojej osoby. Jak ja się szarpałam z nimi, nigdy mi nie pomógł, ale jak mi już nerwy puszczały i zaczynałam dzieciaki w dupę lać lub wrzeszczałam już na nie na maksa, to tatuś z fotela mówił z ironią: "o mamusia kochana. pewnie w pracy ją zdenerwowali i wyżywa się na dzieciach..." i takie teksty. Wielokrotnie pytałam czy nie interesuje go to, że dziecko jest nieposłuszne, to dostawiam odpowiedź (UWAGA!!!!!): ja nie będę się w wasze rozmowy wtrącać.
            Nie warto się dla takiego popaprańca zabijać. Wolę popatrzeć jak sobie da rade sam. Życzę mu dobrego życia, ale... z daleka ode mnie.

            Pozdrawiam


            • chalsia Szpila 27.05.14, 08:28
              Twój post powinno się przyszpilać na górze forum dla osób doświadczających przemocy psychicznej

              podziwiam i gratuluję, że znalazłaś siłę na zmianę
              i że tak dokładnie opisałaś swoją sytuację
              trzymam kciuki za Twoje "stawanie na nogi"
              • triss_merigold6 Re: Szpila 27.05.14, 08:46
                To samo chciałam napisać. Szacun, kobieto.
                • kawaguchi7 Re: Szpila 27.05.14, 09:14
                  Wielkie dzięki i też szacun. Jeśli któraś ma ochotę pogadać to jest mój gg 45587961
                  • szpila.2 Re: Szpila 27.05.14, 10:29
                    wiecie co? zrobiło mi się miło, że dostałam od Was miłe słowa. Ktoś mógłby na takie rzeczy nie zwracać uwagi, ale właśnie przy budowaniu własnej wartości to jest bardzo ważne. Zbieram takie "kwiaty" do mojego wazonu dobrych i pozytywnych rzeczy, które mnie spotykają.

                    Wiecie jak to jest mieć dziecko ze specjalnymi potrzebami? I świadomość, że będzie od Was zależne do końca życia? Jego lub Waszego. Nie życzę nikomu. To mnie dobiło, przygwoździło, stanęłam przed otworem do czarnej, wielkiej d..y.... i płakałam. Znam rodziny, które mimo tego problemu funkcjonują wewnętrznie całkiem fajnie. Teraz to rozumiem: TO NIE KONIEC ŚWIATA... Można z tym żyć. Można się rozwijać, można się (UWAGA!!!!) nawet śmiać i żartować z tego. Naprawdę.
                    Super jest jak się to robi we dwoje.
                    Wiecie co teraz z perspektywy czasu widzę? Co mnie tak zawsze uwierało a ja nie potrafiłam tego nazwać? Ściąganie "w dół" przez partnera.
                    Nie mogłam się czymś martwić, bo było: "a tobie co? co cie znowu ugryzło? wymyślasz problemy"

                    Nie mogłam się cieszyć skacząc "pod sufit", bo było: " nie rozumiem co cie tak cieszy. Przecież....(i tu padały wszelkie możliwe argumenty za tym, że nie powinnam się cieszyć)"

                    Miałam jakiś pomysł, nieważne czy mądry czy głupi, było (czasem nawet bez wysłuchania do końca): "ja nie wiem czy to jest dobry pomysł..."

                    I w ten sposób zaczęłam się odpępniać. Podejmować własne decyzje, mimo "zakazów". No i to spowodowało, że stałam się , cyt. "zapatrzona w siebie", "nielicząca się z nikim", "dbająca tylko o siebie" itp, itd.
                    Teraz juz wiem, że m. starał się na mnie przerzucić część swojego strachu przed podejmowaniem decyzji, braniem odpowiedzialności ( UWAGA!!!! - m. piastuje kierownicze i bardzo odpowiedzialne stanowisko, smilesmilesmile ). I w tym strachu żyłam. Przełomem było podjecie decyzji o terapii. I to potem poszło jak lawina. Terapia grupowa - polecam każdemu z całego serca. Nigdy nie zobaczymy siebie, dopóki nie odbijemy się w czyichś oczach, nie usłyszymy "z zewnątrz" informacji zwrotnej.
                    Jedna sytuacja, a każda z osób słuchających widzi problem inaczej.
                    Wiecie jak ciężko było na początku przyznać przed samym sobą, że ja, tak JA, na to wszystko pozwoliłam. Przecież nie umawialiśmy się przed ślubem, że będzie źle. Że tyle obowiązków będzie na mojej głowie. Że mój mąż nigdy nie powie: "słuchaj, może ci pomóc?". Że nie będziemy mieli znajomych, nie będziemy chodzić do kina. Że będziemy siedzieć i kisić się tylko w sosie własnym.
                    Stworzyłam warunki do tego, żeby samoistnie każdy przyjął swoją rolę. I ja wcale nie mam pretensji do m. Naprawdę. Do dobrego każdy szybko się przyzwyczaja. Więc jak nam jest dobrze w jakimś układzie, to kto logicznie myślący, by to zmieniał? Na swoją krzywdę w dodatku.
                    Efekt terapii grupowej: spokojne mówienie o tym czego się oczekuje. Bez wrzasków, wypominek, szantażu. Koniec z myśleniem: powinien/na się domyśleć. Mówię jasno. Prośby artykułuje jasno i czytelnie. I wtedy druga strona ma wybór: spełni tę prośbę lub nie.
                    Efekt końcowy: bilans co daję a co otrzymuję w związku.
                    Kiedyś myślałam, że partner powinien wszystkie moje prośby spełniać (nie mam na myśli gwiazdki z nieba), nawet jeśli musiałby z części "siebie" rezygnować. Teraz wiem, że to błąd. Kocha to zrobi dla mnie wszystko. Przecież ja się tak poświęcam dla niego. Jestem zmęczona, bo cały dzień sprzątałam, gotowałam, piekłam, prałam. A on tego nie widzi i jeszcze rzuca z ironią jakimś tekstem w stylu: ale się narobiłaś, medal ci trzeba dać. STOP! nie tedy droga.
                    Wracając do prośby i bilansu. Teraz zrozumiałam. Mamy prawo sobie odmawiać, jeśli to zrobienie czegoś kłóciłoby się z naszym wewnętrznym interesem. Ważne jest tylko to ile jest "tak" ile jest "nie".
                    Nie można być tylko dawcą lub biorcą w związku. To trzeba zrozumieć i zmienić swoje myślenie: ja zawsze dla niego wszystko robiłam o co mnie poprosił, ba - wyprzedzałam, domyślałam się, przewidywałam, a on "niedobry" nie chce dla mnie zrobić tego czy tamtego.
                    To był mój wybór. Ja to robiłam. Nikt mi tego genetycznie nie wdrukował. Dlatego to ja, tylko JA, pozwoliłam się tak traktować.
                    Ta zmiana myślenia wreszcie pozwoliła mi wyjść z takiego kokonu żalu, nienawiści do m., że jest podły, niedobry, wredny, złośliwy itp, itd. On jest jaki jest. Ważna jestem ja. Kiedyś moim ulubionym tematem, na który zbaczały wszelkie rozmowy z bliskimi, było to jaki mój m. jest dla mnie podły i mnie za grosz nie szanuje. Na terapii oduczono mnie tego. Przestałam go wlec za sobą w każdej myśli, w każdej minucie. Jeśli ktoś nigdy nie brał udziału w żadnej terapii słowo wyjasnienia: nie uczestniczymy w niej po to, aby wylewać pomyje na tego "niedobrego" ( "niedobrą"), Terapeuci bardzo zwracają uwagę na to, żeby nas oduczyć myślenia tylko o tej "zlej" stronie. Na terapii wałkuje się własną osobowość i własne predyspozycje do stania się ofiarą, do trwania w toksycznej relacji.

                    Terapia nie ma na celu uleczyć bieżącego związku, ale sprawić abyśmy przepracowali w sobie te predyspozycje, rozwinęli swoje zasoby (cechy pozytywne) tak, aby bieżące relacje poprawić, i nigdy się już w takie nie wplątać.

                    Moje dzieciństwo sprawiło, że ja nie myślałam o sobie, ze można mnie kochać za to że jestem, bezwarunkowo. Ja zawsze myślałam, że jak się zepnę, zrobię tysiąc + 1 rzeczy a na koniec upiekę ciasto to zasłużę na uwagę, zainteresowanie, miłość, szacunek. Teraz już tak nie myślę.

                    Kiedyś myślałam: pójdę na terapię i co? Mój m. nagle mnie pokocha? Nie rozumiałam działania mechanizmu wewnętrznej zmiany. Ja nie mogłam pojąć jak MOJA terapia ma (UWAGA!!!!!) ZMIENIĆ mojego męża smilesmilesmile.
                    Teraz to rozumiem. Ja zmieniłam swój stosunek do samej siebie. Zaczęłam się szanować, dbać o siebie (nie zaniedbując tego co powinnam jako matka i żona dawać innym), pokazując innym, że JA TEŻ JESTEM WAŻNA. Moje zachowanie wpływa na zachowanie innych, mimo, że ja na nich nie wymuszam żadnych zmian. I to jest właśnie to o czym mi wiele osób mówiło, zanim się wreszcie odważyłam PODJĄĆ DECYZJĘ (sama), a ja nie mogłam tego zrozumieć.

                    Terapia pozwoliła mi uwolnić się od bezustannego doszukiwania się (przede wszystkim złych) intencji w cudzych słowach, czynach.
                    Ja wiedziałam od razu, że on/ona na pewno chciał mi dopiec. Dokuczyć.
                    Teraz wiem, że mnie szlag trafia jak ktoś wie lepiej co mi w głowie siedzi, co chciałam powiedzieć, co myślę i co zaraz zrobię. To takie niby drobnostki, ale też rozwalają związki. "Ty zawsze...", "Ty nigdy...". Oduczyłam się tego i mimo, że nie mam broni na adwersarza, nie mogę mu złośliwie dokuczyć - paradoksalnie jest mi z tym lżej. I czasem jak słucham co ktoś mi zarzuca, jak próbuje mi dowalić - myślę o nim, że właściwie to on ma problemy i kompleksy, które chce ukryć poniżając mnie.
                    Mój terapeuta nie mógł sobie poradzić z moim przyjmowaniem wszystkiego "do siebie". Bo "mój" powiedział, że jestem dupa a nie matka. Bo powiedział, że do niczego się nie nadaję. Bo powiedział, że nikt mnie nie lubi. Można wymieniać. Ja się tym gryzłam wiele, wiele lat.
                    Terapeuta spytał "a jak by ci powiedział, że jesteś łysa i czarna" to tez byś uwierzyła?" Ja oburzona i se śmiechem: "no coś ty, pewnie że nie uwierzyłabym,". I w ten sposób zrozumiałam powiedzenie, które słyszałam wielokrotnie, ale tak naprawdę go nie rozumiałam "udowadniać, że nie jest się wielbłądem" smilesmilesmile

                    Znowu się rozpisałam, ale to dla mnie temat rzeka.
                    Dużo, dużo wiedzy teoretycznej, powoli wprowadzanej w życie.
                    Mój sukces - zrozumienie pewnych mechanizmów ludzkiego postępowania, w tym również własnych błędów. Życzę Wam wszystkim i sobie również wyprostowania drogi życiowej i znalezienia szczęścia i spokoju wewnętrznego.

                    Miłość:
                    - możliwość otwartego mówienia co się myśli
                    - możliwość otwartego mówienia co nam przeszkadza, co nas boli
                    - możliwość otwartego mówienia o tym, czego się potrzebuje.












                    • kasia.3030 Re: Szpila 27.05.14, 11:03
                      czy Ty jestes moim "blizniakiem" na forum, kurcze czytam w 90% o swoim zyciu...ale jak to sie u Ciebie skonczylo jestescie razem??
                      • szpila.2 Re: Szpila 27.05.14, 12:10
                        Kasiu, mamy podobną drogę z wychodzenia z tego co jest nam nie miłe. Może na skutek terapii, potrafimy w sposób podobny wychwycić te wszystkie zadry, które siedzą w relacjach. I je nazwać smilesmilesmile
                        Mit "O dobrym człowieku" też słyszę non stop.
                        • xciekawax Re: Szpila 27.05.14, 20:25
                          szpila, jestes inspirujaca osoba. Mam nadzieje ze od czasu do czasu dasz nam znac co u Ciebie, i mam nadzieje ze bedzie tylko lepiej.

                          Podziwiam sile ktora masz, i ciesze sie ze zaszla w Tobie tak wielka przemiana. Wierz mi - nie kazdy tyle sily w sobie znajdzie.

                          Zycze duzo szczescia, bo naprawde na to zaslugujesz.
                    • kruku_33 Re: Szpila 27.05.14, 11:09
                      Wszystko super i gratuluję zmiany.
                      Ale napisz jedno - jakim cudem zwiazalas sie z takim czlowiekiem?
                      • kasia.3030 Re: Szpila 27.05.14, 11:18
                        a to nie jest trudne, moj eksio przed slube byl cudownym czlowiekiem choc za bardzo zazdrosnym, ale tlumaczyl to w jakis sposob wiec nie dociekalam, a po slubie zapomnial, co obiecywal ;/;/
                        • kruku_33 Re: Szpila 27.05.14, 11:23
                          Naprawde jest to tak proste? Zaryzykowalas zwiazanie sie na cale zycie z czlowiekiem, ktory tylko cos obiecywał?
                          Zmiany dzieją się miesiącami, latami, nie z dnia na dzień... i zazwyczaj te zmiany dzieją się po obu stronach. Nikogo nie bronię ani nie oskarżam, po prostu mam już jakąś perspektywę po rozwodzie i wiem, że nic nie jest czarno-białe. Czasami po prostu tak sie zdarza. I dobrze wtedy wyaoutowac sie z toxycznego układu. Równiez dla obu stron, żeby nie było.
                      • szpila.2 Re: Szpila 27.05.14, 11:57
                        znalazłam w nim to czego nie miałam w domu rodzinnym. Spokój, opanowanie. Tak, wtedy mówiłam i myślałam o tym: opanowanie. Teraz go podejrzewam o to, że jest alsetymikiem. Ja w domu miałam kołowrót emocji. Rodzice alkoholicy. Awantury, niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa, wykluczenie społeczne. Poznaliśmy się i ... nastał raj. Chłopak z porządnej, normalnej rodziny mnie chciał, alleluja. Trochę to teraz zaśmiewam, bo jest mi przykro to pisać. Ale tak było. Przed ślubem spotykaliśmy się kilka lat.
                        I wiesz co, Kruku???? Odpowiadało mi jego zachowanie i powściągliwość, bo dawały mi spokój. Ja byłam zawsze wiercipiętą. Nie latawicą, nie rozbawioną lalą, ale bardzo żwawą i żywą osóbką. Wszelkie braki w emocjonalnej sferze związku tłumaczyłam sobie, że jeszcze nie jestem widocznie dostatecznie dobra. Że w końcu nadejdzie ten dzień, gdy on mi wreszcie okaże uczucie. No i to znamienne: "nie czepiaj się mnie, bo ja się ciebie nie czepiam".
                        Doszło do tego, że ja przy własnym mężu bardzo musiałam uważać na słowa. Obok inne małżeństwa żartowały sobie, bawiły się słowami. Mi tego nie wolno było robić, bo mogłam urazić, obrazić. Potem choroba dziecka mnie dobiła, byłam bez pracy. Zdana na łaskę (tak o tym myślałam). No i stare jak świat: ja sobie nie poradzę.

                        Poszłam na terapię, bo ciągle słyszałam, że nie umiem rozmawiać. Że ze mną nie da się prowadzić rozmowy. Od kilku lat pracuję, więc nie jestem przysłowiowym darmozjadem.
                        I powoli się budzę. A najfajniejsze jest to, że nie mam najmniejszych problemów z rozmową z innymi osobami. Z rodziną. Tylko z nim.

                        Nauczyłam się w rozmowie nie oskarżać, nie wywlekać zaszłości, nie krzyczeć, nie oceniać, ale... to nic nie dało. Jestem podobno jeszcze gorsza. Facet się męczy. Zapytałam go czemu się ze mną męczy. Moglibyśmy się przecież dogadać. Jesteśmy tzw. wykształconymi ludźmi. Możemy rozstać się grzecznie, bez szumu, brudów itp. Rany, jakie po tym są awantury smilesmilesmile

                        Jestem chodzącym złem, ale on tkwi. Ja myślę, że do niego niezbyt dociera ten proces, który się rozpoczął i zmierza do rozstania. Ma chyba ogromne poczucie własności co do mojej osoby.

                        Zarabia 3 razy tyle co ja. Czuje się panem życia mojego. Już przeżyłam "zabiorę ci dzieci". Przeżyłam również: "zdajesz sobie sprawę z tego, że jak się rozwiedziemy to ja przestanę być ojcem".
                        Chwyta się wszystkiego co tylko może, żeby wzbudzić we mnie lęk.
                        A ja powolutku... byłam u prawnika. Wiem jakie dokumenty mam przygotować. Umacniam się.








                        • kruku_33 Re: Szpila 27.05.14, 12:16
                          Tak, z tego co piszesz wynika, ze chodzi o kontrole. Jesli sie ja traci w jakimkolwiek stopniu zaczynaja sie awantury, krzyki etc.

                          Swietnie jest to zauwazyc na samym poczatku - kiedy jeszcze jest dobrze i sa szanse na ratowanie zwiazku. Wtedy tez osoba kontrolujaca jest jeszcze podatna na rozmowy, terapie etc, ktore maja szanse na "wyleczenie" choroby w jej wczesnym stadium. Niestety wtedy, jak sama piszesz, partner tej osoby czuje sie zaszczuty, nie wchodzi w temat glebiej, ucieka - w koncu nic dziwnego, bo nikt nie chce byc obrazany i traktowany w ten sposob. Jednak ludzie silni, zdajacy sobie sprawe z niuansow zwiazkowych wiedza, ze to jedyny czas, zeby dzialac - pozniej najczesciej jest za pozno. Jest to z pewnoscia bardzo trudne i wymagana jest motywacja dwoch stron do dzialania. Jesli tego zabraknie, coz... wiemy jak to sie konczy.

                          Ogolnie wydaje mi sie, ze w ostatnich latach porobil sie duzy problem z facetami. Przez wszystko co sie dzieje dookola chca wszystko kontrolowac. Jesli nawet w najmniejszym stopniu traca swoja decyzyjnosc, zaczyna sie drazenie tematu, ktore doprowadza ostatecznie do rozpadu zwiazku (przez klotnie, awantury, nieumiejetnosc zycia razem... ale to sa skutki, natomiast przyczyna jest to, co pisalem). Nie idzie to wszystko w dobrym kierunku, widze co sie dzieje dookola. Naprawde nie napawa to optymizmem.

                          A jesli chodzi o sytuacje opisana w poscie - z ZADNEGO powodu nie warto odbierac sobie zycia. Przede wszystkim trzeba wytlumic emocje, uspokoic sie, przestac prowadzic jakas gre (ktora zalecaja niektorzy na forum - pokaz mu, udowodnij mu ze dasz rade, ze jestes twarda, zgrabna i powabna) - przeciez do ciezkiej nie o to tu chodzi. Takie postepowanie doprowadzi tylko do tego, ze czlowiek, ktory ma problemy z kontrola i zaufaniem bedzie odbieral to jeszcze gorzej - ergo krzyki... Dla mnie sa dwa wyjscia - albo uznajemy problem partnera za powazny, probojemy do niego dotrzec i przekonac, ze potrzebujemy razem pomocy, bo sie zagubilismy albo idziemy do sadu, placimy 6 stow i bierzemy rozwod. Nie ma wyjscia posredniego.
                    • chalsia Re: Szpila 27.05.14, 11:32
                      Ktoś mógłby na t
                      > akie rzeczy nie zwracać uwagi, ale właśnie przy budowaniu własnej wartości to j
                      > est bardzo ważne.

                      myślę, że nawet osoby z wysokim poczuciem własnej wartości miewają gorsze chwile i miłe, szczere i BEZINTERESOWNE słowa dużo pozytywnego wnoszą
                      pamiętam taką sytuację, wiele lat temu - po wielogodzinnej walce w przychodni weterynaryjnej odszedł mój ukochany pies, szłam ulicą zdołowana, smutna, z zaschniętymi na twarzy łzami, nagle usłyszałam za sobą miły męski głos mówiący "ależ ma pani ciekawy i seksowny pieprzyk na łydce", zaskoczona odwróciłam się i zobaczyłam parę - młodego chłopaka obejmującego dziewczynę, oboje ciepło uśmiechnięci, podziękowałam - i uśmiechnęłam się, choć chwilę wcześniej byłam zatopiona w smutku
                      taki drobiazg, a pamiętam do dziś, naprawdę pomógł mi tamtego dnia
            • kasia.3030 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 09:32
              troche przeczytalam o sobie i ja tez walcze o swoje zycie, a sentencja mojego eksia " popatrz przecierz jakim ja jestem dobrym mezem, nie bije i nie pije", tez wierzylam, ze nalezy mi sie to...a do autorki tak jak radza poprzedniczki idz do psychologa, ja chodze na terapie z kasy, ale musisz znalezc poradnie zdrowia psychicznego i napjpierw przerobic wyzyte u psychiatry, ale to tez pomoze, bo poratuje lekami...strasznie wstyd mi bylo siedziec w poczekalni do psychiatry, bo obok ginekolog przyjmowal, a wszyscy wchodzacy pytali mnie czy ja tez do gina (mloda kobieta to oczywiste do gina), a ja ze "nie", az w koncy przyszedl koles i pyta kto ostatni do psychiatry (cala poczekalnia ludzi) i ja musialam powiedziec, ze "ja", ale teraz tez wiem, ze to nie jest wstyd...a "trutnia" lepiej sie pozbyc, juz ponad rok chodze na terapie i jeszcze nie jestem gotowa zrezygnowac, na poczatku tez bylam w bardzo zlej formie, WALCZ O SIEBIE smile
              • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 10:03
                Wstałam rano, wypiłam kawe i mam doła. On jak zwykle wstał i wyszedł, żeby mi pokazać, dokopać itp. Chodziłam do psychiatry, na psychologów wydałam 600pln i nic nie pomogło. leki mnie otumaniają że chce mi się spać.
                Najgorsze jest to że ta samotność mnie wykańcza, a każda próba tel. do niego żebyśmy porozmawiali, kończy się krzykiem, obelgami i rozłączaniem rozmowy. Boli to jak cholera, takie traktowanie sad
                • hunkis Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 10:16
                  On wstal i wyszedł bo nie che żadnych rozmów i naprawiania, nie chce zmian, chce byś się odczepila, a tak samo unika podejmowania dorosłych decyzji. A nie wyszedł "żeby ci dokopać".
                  Jak nie odpowiada Ci to co masz to to zmień. Nie czekaj az mąż zadecyduje co dalej.
                  TY zdecyduj.
                  A w Ośr.Interw. Kryz. i przy MOPSach masz psychologow za darmo i to doświadczonych w przemocy domowej.
                  Przestań się go trzymać tak uporczywie. Wyraźnie powiedział że rozmawiac nie zamierza. Więc teraz TWOJ RUCH.
                • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 10:39
                  Droga Autorko, mój drugi post wskoczył gdzieś wyżej. Przeczytaj go proszę...
                  • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 10:42
                    a, jeszcze dodam, że ja też zaczynałam od psychiatry. Koleżanka bała się, że naprawdę sobie coś zrobię. Gadałam o samobójstwie już dosyć dużo. Za łeb wzięła i zmusiła do jazdy do lekarza, który jej pomógł, do innego miasta. Dostałam lekki wyrównywacz nastroju, na bazie prozacu. Nie była senna, ani otumaniona. Rok trwało, zanim potem poszłam na terapię.
                • kasia.3030 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 10:58
                  dziewczyno nie dzwon do niego, po co? chyba jest dorosly, zajmij sie soba, nawet nie dziecmi tylko soba, wez kapiel, zjedz cos co lubisz idz na spacer, kazdy ma kogos komu moze zaufac i pogadaj z kims, idz do kina...cos dla siebie, to jest jedyny skuteczny sposob, bo moze jesli pan zobaczy, ze proba zwrocenia na siebie uwagi nie dziala to moze cos sobie uswiadomi...
                  • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 11:15
                    dokładnie tak samo myślę jak Kasia. To są takie demonstracje. Im bardziej Tobie zależy, tym bardziej PAN będzie Cię karał milczeniem i odepchnięciem. Tak, odepchnięciem od siebie. Zmień epicentrum myślenia. Nie zaniedbuj swoich obowiązków domowych i służbowych, ale zamiast tracić pozostał energię na zwrócenie na siebie jego uwagi, przekieruj ją na siebie. Możesz nawet okna sobie umyć, pod warunkiem, że zrobisz to dla siebie, dla własnej przyjemności i satysfakcji.
                    Nie musisz robić demonstracji, że teraz tylko TY się liczysz i takie tam... Drobnymi krokami rób to co Tobie sprawi przyjemność. Jak będziesz sama siebie szanować i siebie LUBIĆ!!!!! to i otoczenie zacznie inaczej Cię postrzegać.
                    • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 12:37
                      Dzięki, wzmacniacie mnie. Wiecie co jest najgorsze, przychodzi do domu w ciągu dnia, włączy komputer, popatrzy i idzie dalej do samochodu na kilka godzin, potem znowu to samo i potem w środku nocy i tak w koło.
                      • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 12:40
                        Twój partner nie pracuje zawodowo?
                        A czy Tobie to przeszkadza? Jeśli budzi Ciebie lub dzieci, powiedz o tym otwarcie.
                        Jeśli Co to nie przeszkadza, to nie zwracaj uwagi. Może to forma zwrócenia na siebie uwagi. Ale Ty próbowałaś nawiązać kontakt, on go odrzucił.
                        Może zajmij się swoimi czynnościami codziennymi i nie zwracaj uwagi.

                        • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 12:45
                          Chyba wziął urlop bo powinien mieć pierwszą zmianę i siedzi. Szpila zwyczajnie mnie to wkurza ze z domu robi sobie hotel. Próbuje mówić ale wrzeszczy bez względu na temat, ja nie mogę sobie miejsca znaleźć.
                          Jakby tego było mało jeszcze sąsiada syn (ok.40 lat) wyklął mnie pod blokiem bo mu się nie spodobało że nie zaparkowałam jak potrzeba. Już mam dość........
                      • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 12:42
                        Przecież Ty też zaglądasz co jakiś czas do komputera, prawda? Chciałabyś żeby Ci o to zwracał uwagę. Jeśli nikomu tym nie ingeruje w spokój, niech to robi, takie jego prawo, prawda?
                        • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:02
                          Ja mu nie bronie patrzeć w komputer szpila. Tylko w samochodzie spędza całe dnie, a do domu przychodzi włączyć komputer i chwile się przespać. Z dziećmi nie rozmawia, mnie nie da mic powiedzieć. Psychicznie wykańcza mnie ta izolacja.
                          Jutro muszę wyjechać na 12h i nie wiem co z dziećmi. Fakt mają po 10 i 15 lat ale same sobie obiadu nie zrobią, a tatuś nawet się do nich nie odezwie, a czemu one są winne.
                          • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:18
                            Obiadu sobie nie zrobią? I co z tego? Daj im na kebaba lub na pizzę. Nie otrują się, a będą miały frajdę.
                            Nie odzywa się do dzieci? To tym bardziej możesz przemyśleć sens dalszego bycia razem. Dzieci karze za Twoją niesubordynację? One też swój rozum mają i widzą co się dzieje.

                            polecam lekturę:
                            www.psychotekst.pl/artykuly.php?nr=134
                          • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:20
                            Dzieci nie są winne, ale to są relacje miedzy ojcem a dziećmi. One sobie swój własny pogląd wyrobiły. tak jak nie powinno się zniechęcać dzieci do drugiego rodzica, tak samo nie musisz im tłumaczyć jego zachowania.
                • kruku_33 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 11:11
                  Nie znam do końca tematu, ale jak <MOŻE> to wygladac od strony faceta - on wie, ze pali mu sie grunt pod nogami, pije bo wie, że traci rodzine, a jego urazone ego i duma nie pozwalaja mu z Toba porozmawiac i zrozumiec. On generalnie zdaje sobie sprawe z tego, ze to koniec, dlatego tez obraza Cie czy krzyczy. Nie pozostalo mu juz nic innego. Dla mnie tak to wyglada.
                  • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 11:18
                    kruku_33 - jestem tu "nowa". Jesteś mężczyzną?
                    • kruku_33 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 11:24
                      Tak.
                      Kiedys czesciej tu bywałem, teraz czasami wracam do ciekawych dyskusji.
                      • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 11:29
                        teraz wiem jak do Ciebie się zwracać. Fajnie to ująłaś w poście powyżej. Też dokładnie tak myślę, że to forma ucieczki od tematu.
                        W moim związku niby dochodzi do poważnych rozmów, ale po dwóch zdaniach zaczynają się zarzuty, ogólniki, i przede wszystkim mój m. często nie daje mi skończyć wypowiedzi. Skacze z tematu na temat. Wyciąga wszystkie moje "przewinienia". Kiedyś tłumaczyłam, płakałam. Teraz ja mówię, że mi taka rozmowa nie odpowiada, co niesie za sobą kolejne zarzuty o ucieczkę od rozmowy itp. I tak w kółko. Nic nie możemy wypracować i omówić.
                        • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 11:29
                          "ująłeś" miało być smilesmilesmile
                          • kruku_33 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 12:25
                            Mnie dostawało się za sprawy sprzed 2-3 lat. Pomimo wielu prosb, zeby do tego nie wracac, ciagle to mialo miejsce. "Bo to wazne", "bo nie moge zapomniec" bo cos tam. W koncu slyszalem juz bzdury pokroju "jakbys mnie zdradzil, to byloby mi lzej niz uslyszec to co wtedy". Slowa rania, na pewno. Ale majac w pamieci jedynie przeszlosc nie mozna zyc tu i teraz, naprawiac, starac sie... u mojej ex obsesyjnie powracaly wspomnienia z niektorych rozmow. Miala umiejetnosc wylapywania slowek, a nie rozumienia kontekstu, w jakim te slowka sie pojawialy. Po jakims czasie i wrazeniu checi z jej strony na ratowanie zwiazku udawalo nam sie jakis czas funkcjonowac bez awantur, wtedy tez dochodzilismy do konstruktywnych rozwiazan. Niestety wypracowane porozumienie zostalo zburzone przez osoby trzecie, ktore uwazaly sie za panow i wladcow czyjegos malzenstwa. Dla mnie - lekcja, kiedy nalezy odpuscic.

                            I tak samo w Twoim (Waszym) przypadku - nalezy sie siebie samej zapytac, czy dalej warto, czy ja go kocham, czy mam sile walczyc. Nie ma nic zlego w negatywnej odpowiedzi na ww pytania. Najgorsze jest motanie sie pomiedzy tym co wybrac, skakanie z jednej strony na druga. To zadne wyjscie. Jesli jest zle i nie widzi sie szans, trzeba usiasc i porozmawiac jak dorosli. Jesli druga strona nie wyslucha i nie zrozumie - trudno, w koncu od dawna juz nie byliscie razem. Moze tez bedzie to moment, kiedy 2 strona zrozumie swoje postepowanie, to jest chwila takiego "przeblysku"... a moze wrecz przeciwnie - uzna, ze miala racje we wszystkim o czym myslala przez ostatni czas.
                            • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 12:32
                              Nic dodać, nić ująć. Tylko dwa wyjścia. Albo praca nad związkiem (obojga), albo rozstanie.
                • fotm Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 12:14
                  Wiem, że łatwo jest doradzać, więc może napiszę tak. Byłam w podobnej sytuacji, też prosiłam się o dobre słowo, starałam się naprawiać na siłę relacje z człowiekiem podobnym do tego o którym piszesz. I wiesz co? Dałam sobie spokój, jestem 2 lata po rozwodzie i jestem zupełnie inną (szczęśliwą) osobą. A na mojego exa patrzę jak na UFO i zastanawiam się, co do cholery było ze mną nie tak, że się na to wszystko zgadzałam. Nie wmawiaj sobie, że go potrzebujesz do życia, bo nie potrzebujesz.
    • ola.2014 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 12:44
      Dziewczyno! Szkoda marnować sobie zdrowie,o życiu nie wspomnę!!! Wg mnie jedynym wyjściem jest złożenie pozwu o rozwód...wg niego jesteś nieudacznikiem, z którym szkoda czasu marnować na rozmowę...sad
      • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:10
        Ciekawe kiedy skończą się te demonstracje, kiedy mu się znudzą. A potem jak zwykle przyjdzie jakby nigdy nic i będzie chciał żeby było dobrze.
        Myślicie, że nie byłam u adwokata, że nie chce rozwodu. Byłam od doradza namowę m.na wyprowadzkę, zalecił żebym nad tym pracowała, a m. ani myśli się wynieść a ciężko mi sobie wyobrazić brać rozwód i żyć pod wspólnym dachem.
        I tak to wygląda....
        • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:21
          a jak wygląda wasza sytuacja majątkowo-mieszkaniowa?
          • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:26
            Mieszkanie mam po rodzicach, po ślubie zamienione na większe z dopłatą na którą dali dziadkowie moi. On jest współwłaścicielem i tu jest du....pa.
        • ola.2014 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:26
          nie rozumiem...adwokat doradza wyprowadzkę męża??? Wiadomo, że nie wyprowadzi sie dobrowolnie... Zloz pozew jezeli rzeczywiscie tego chcesz...a nie wydaje mi sie,ze tak jest.
          • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:29
            Dokładnie to adwokat mówi zebym popracowała nad nim żeby dobrowolnie się wyprowadził bo wtedy łatwiej i szybciej trwa rozwód a po rozwodzie już napewno mieszkania nie opuści dlatego zaleca teraz urabiać go. Mówił też że można i tak się rozwieść ale to będzie trwało dłużej i będzie bardziej skomplikowane.
            • ola.2014 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:31
              a co to za adwokat tak doradza??? Od momentu zlozenia pozwu do rozprawy mija ok 6 mcy, niezaleznie od tego czy mieszkacie razem, czy tez nie. Gdzie Ty mieszkasz,ze trafilas na tak "wspanialego i kompetentnego" adwokata????
              • kasia.3030 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 14:06
                ola nie badz taka krytyczna czlowiek kiedy nie moze miejsca znalezc to tez nie wie czego od adwokata wymagac...ja na poczatku bylam u 3 roznych i nic madrego mi nie doradzili...
                • ola.2014 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 14:18
                  kasia.3030 napisał(a):

                  > ola nie badz taka krytyczna czlowiek kiedy nie moze miejsca znalezc to tez nie
                  > wie czego od adwokata wymagac...ja na poczatku bylam u 3 roznych i nic madrego
                  > mi nie doradzili...


                  Masz racje, wszystko zalezy od adwokata sad
                  • kasia.3030 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 14:23
                    tak, ale moja mecenas na samym poczatku powiedziala mi tak" kobieto wez sie w garsc, idz na terapie, zrob porzadek w glowie i przyjdz..." bo uznala, ze z zalamaniem nerwowym nie ma jak walczyc...na 2 wizyte przyszlam do niej juz w duzo lepszej formie i jasno powiedzialam czego chce, gwarancji mi nie dala, ale powiedziala, ze zrobi wszystko zeby mi pomoc...ale po glowie mnie nie glaszcze, wyplakuje sie na terapii...
            • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:33
              no to chyba jedynym wyjściem jest sprzedaż mieszkania. No bo jak go nakłonisz do wyprowadzki? Mieszkanie po rodzicach jest majątkiem wniesionym przez Ciebie, tak?
              On został notarialnie dopisany przez Ciebie?
              W porównaniu do mnie to masz lepszą sytuację. Działaj.
              • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:44
                Tak, dokładnie tak to wygląda. W momencie wizyty u notariusza gdzie przepisywane było mieszkanie (zamiana) jego dopisałam na współwłaściciela. To było 2 lata po ślubie, kto przypuszczał że będą kiedyś problemy aż takie.
                Tak pisze z wami, jest mi coraz lepiej na sercu, ale zastanawiam się czy umówić jeszcze w tym tygodniu wizytę u adwokata czy poczekać aż opadną emocje i tym razem ja żebym się od niego odizolowała żeby teraz jego pobolało.
                • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:47
                  A jaki jest sposób na to żeby się wyprowadził nawet po.....rozwodzie??
                  Jeśli tak kurczowo się trzyma mimo takich kryzysów to albo z wygody własnej albo ze strachu.
                  I jak gada się pozbyć !!!!!
                  • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:59
                    Siedze sobie na urlopie, mam do napisania prace, bo chodze do szkoły zaocznie, muszę się uczyć do serii egzaminów w tym dwóch państwowych i nawet nie chce mi się za to zabrać tak mam głowę zaprzątniętą problemami. A tak się cieszyłam na to wolne, że w końcu wszystko zrobię.
                • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 13:59
                  nie masz teraz co się obwiniać. Gdybyś wiedziała, że się przewrócisz, to byś się położyła. Trzeba znaleźć wyjście.
                • kasia.3030 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 14:10
                  nie mysl takimi kategoriami nie zyby jego bolalo, a zeby Tobie bylo dobrze...opanuj troche stres i idz do adwokata z jasnymi problemami:
                  1*rozwod, ale jaki i na jakich warunkach
                  2* opieka nad dziecmi, alimenty
                  3* mieszkanie, co z tym zrobic
                  • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 14:14
                    tez tak uważam. Jak uwolniłam się od chęci "dokuczenia", zrobiło mi się lżej. Patrzę na swojego partnera jak na "człowieka", a nie wroga do grobowej deski. Nie tracę energii na strategię złośliwości, a tym samy on nie może mi nic zarzucić smilesmilesmile
                    • kasia.3030 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 14:15
                      moj eksio i tak mi zarzuca ;/
                      • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 14:16
                        bo jesteśmy ZŁOOOOOOOO
                        • kasia.3030 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 14:18
                          ja nawet mam czarne podniebienie z pikla rodem ;/
                • martishia7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 15:02
                  Czy dobrze rozumiem, że zawieraliście umowę zamiany z dopłatą, a nie sprzedawaliście Twojego panieńskiego mieszkania i za te pieniądze nabywaliście drugie? Jeżeli tak, to problem jest trochę mniejszy (a Twoja sytuacja dowodowa nieco łatwiejsza). Większym problemem jest, czy masz jak udowodnić, że pieniądze na dopłatę pochodziły od Twoich dziadków, tzn. że otrzymałaś od dziadków darowiznę, a następnie, że te pieniądze przeznaczyłaś na mieszkanie (przelew czy transakcja z ręki do ręki?).
                  • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 17:41
                    Tak zawarliśmy umowę zamiany, my dostaliśmy mieszkanie większe a osoba która na nim mieszkała poszła na nasze. Nie zostawiliśmy tego mieszkania.
                    Natomiast co do drugiej sprawy, świadków nie mam, pieniądze były przekazywane z rąk do rąk i tutaj jest troszke problem.
                    • kawaguchi7 Re: Jestem właśnie po interwencji Policji 27.05.14, 17:44
                      Nie wytrzymałam, wrócił do domu, chciałam się spytać czy jutro zajmie się dziećmi itp. a on zaczął się awanturować, z łapami do mnie skakać.
                      • ola.2014 Re: Jestem właśnie po interwencji Policji 27.05.14, 18:39
                        Dobrze,ze wezwalas Policje,az dziwne,bo z Twoich postow nie wygladasz na osobe zdecydowana,a tu taki krok... Moj byly maz jest alkoholikiem i naprawde dlugo zwklekalam przed wykreceniem 112... Az wierzyc mi sie nie chce,ze wezwalas patrol...
                        • kawaguchi7 Re: Jestem właśnie po interwencji Policji 27.05.14, 20:14
                          Od niedzieli próbuję z nim porozmawiać, dogadać się, zlewa mnie totalnie, albo pyskuje, albo klnie pod moim adresem albo nie odbiera tel.albo się rozłącza. Ile można dać się tak gnoić.
                          Wcale lepiej się nie czuje, on do tej pory nie wrócił, ciotka którą prosiłam o rozmowę albo pomoc dziś powiedziała,że nie chce się wtrącać.
                          Samo takie odczucie,że nie mam za plecami bliskiej osoby jak ojciec, matka, rodzeństwo powoduje,że brakuje mi sił. Jestem sama jak palec. Proszę, nie dziwcie się że nachodzą mnie myśli samobójcze.
                          • kasia.3030 Re: Jestem właśnie po interwencji Policji 27.05.14, 20:19
                            kurcze, ja nigdy przez 7 lat nie wezwalam policji...a nie masz jakiejs kolezanki, przyjaciolki??kazdy z nas ma kogos, dobra sasiadka, musisz teraz miec takie zaplecze na wszelki wypadek...
    • xciekawax Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 20:49
      pamietaj ze jak dajesz sie zle traktowac to inni beda uwazali ze tylko na tyle zaslugujesz.
      • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 21:36
        Dziewczyny ręce mi opadają, pomysłów brak i rozum już głupieje.
        Przyszedł po interwencji Policji po ciuchy, zabrał torbę i wyszedł.
        Nie wyganiałam go, poszedł mieszkać do samochodu.
        Chyba głupia jestem, postanowiłam nie unosić się dumą, poszłam do auta, spytałam jak mam to rozumieć, czy to koniec. Nie rozmawia ze mną, tel. odbiera ale też po chwili się rozłącza.
        Próbowałam i po dobroci i po złości, czy dobrze nie wiem, ale przestałam go rozumieć.
        Nawet nie wiem o co mu chodzi.
        • ola.2014 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 21:43
          kawaguchi7 napisał(a):

          > Dziewczyny ręce mi opadają, pomysłów brak i rozum już głupieje.
          > Przyszedł po interwencji Policji po ciuchy, zabrał torbę i wyszedł.
          > Nie wyganiałam go, poszedł mieszkać do samochodu.
          > Chyba głupia jestem, postanowiłam nie unosić się dumą, poszłam do auta, spytała
          > m jak mam to rozumieć, czy to koniec. Nie rozmawia ze mną, tel. odbiera ale też
          > po chwili się rozłącza.
          > Próbowałam i po dobroci i po złości, czy dobrze nie wiem, ale przestałam go roz
          > umieć.
          > Nawet nie wiem o co mu chodzi.


          Troche dziwne to wezwanie Policji, jak widzisz ja nie bylam odosobniona w swojej opinii... A twoje postepowanie-coz miotasz sie i ponizasz...Wezwealas zekomo na niego interwencje,a za chwile idziesz i pytasz sie o co mu chodzi i czy to koniec??? Rzeczywiscie kobieto rece opadaja!
          • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 23:04
            Czytaj dokładnie. To nie było takie zaraz bo od interwencji minęło jakieś 3h, a skoro wziął torbę bez słowa więc chciałam wiedzieć jak mam to rozumieć. Sama pewnie też być chciała wiedzieć na czym stoisz.
            • ola.2014 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 28.05.14, 05:35
              kawaguchi7 napisał(a):

              > Czytaj dokładnie. To nie było takie zaraz bo od interwencji minęło jakieś 3h, a
              > skoro wziął torbę bez słowa więc chciałam wiedzieć jak mam to rozumieć. Sama p
              > ewnie też być chciała wiedzieć na czym stoisz.

              Ja czytam dokladnie... Ogarnij sie i nie lataj za mezem,a podejmij decyzje dobra dla siebie i dzieci. Maz ma Ci powiedziec na czym stoisz??? On ma zadecydowac czy to juz koniec??? Twoj maz olewa Cie i nawet rozmawiac nie chce, poniza,a Ty latasz za nim i skomlisz... Pomysl i zmien taktyke!
              • szpila.2 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 28.05.14, 08:27
                to jest współuzależnienie. Partner nie musi być uzależniony od niczego, żeby druga osoba się od niego uzależniła.
                Nie dziwię się dziewczynie, że się miota.
                Ja też różne mam nastroje, myśli...
                Jak mój m. jest spokojny, nie szuka zaczepek, nie prowokuje mnie - patrzę innym okiem nieco. Nie, nie - nie myślę, że wszystko jest cacy i się ułoży. Już tak nie myślę. Jak mnie zaczepia, upokarza to najchętniej bym wystawiła mu walizki za drzwi.

                To jest strach przed "nowym", obecna bieda lepsza bo znajoma.
                Strach przed tak ważną decyzją, tym bardziej gdy się do tej pory odpowiedzialność dzieliło z drugą osobą.

                Kawaguchi, daj mu czas. Naprawdę zajmij się sobą. Przecież i tak wszystko jest na Twojej głowie. To czy On jest w domu czy go nie ma, co to zmienia? No chyba, że robił w domu rzeczy, których Ty nie robiłaś, i teraz świat Ci się zawalił.

                daj czas ochłonąć. A wstyd "na zewnątrz"?
                Gdy ktoś zapyta czy tTój mąż spał w samochodzie odpowiedz zgodnie z prawdą.
                "Tak, poszedł spać do samochodu. Taka podjął decyzję."
                "Ale czemu?"
                "Proszę jego spytać przy najbliżej okazji".

                Jeśli się komuś poskarży, że go wyrzuciłaś to mów zgodnie z prawdą: "sam wyszedł".

                Tak, tu dochodzi kwestia "czterech ścian" i "co ludzie powiedzą". Trzeba to przeżyć i sobie uświadomić, że ci "ludzie" nie przyjdą Ci pomóc jak podniesie skutecznie na Ciebie rękę.

                Moim zdaniem, jak już został kiedykolwiek wykonany gest grożący uderzeniem, nawet markujący tylko, to cios jest coraz bliżej.




                • kawaguchi7 Re: do szpila.2 28.05.14, 22:50
                  szpila bardzo krzepiące i pomocne są dla mnie twoje słowa. Bardzo ci dziękuję.
                  Miotam się, zgadza się ale nie jest też łatwo tak po prostu przekreślić 16 lat razem.
                  Były i lepsze i gorsze dni. W tym momencie 75% to ochota zakończenia tego.
                  Jestem umówiona z adwokatem na jutro (29.05.2014), ale nie wiem czy iść, czy jestem już gotowa. Puki co miotają mną emocje, te złe emocje, opadają złości, nerwy itp. Może powinnam odczekać aż się wyciszę, przemyślę. Ale jak odmówić, co powiedzieć. To już drugie umówienie i znowu odmowa. Tutaj się zastanawiam.....
                  • szpila.2 Re: do szpila.2 29.05.14, 07:03
                    hej,
                    nie odwołuj wizyty. Idź, zapłać i dowiedz się realnie na czym stoisz. Porada prawnika nie równa się automatycznemu uruchomieniu machiny rozwodowej.
                    Ja byłam raz. Opowiedziałam "swoją historię" i usłyszałam w zamian realne możliwości. Wiem jakie papiery formalne mam gromadzić. Adwokat przedstawił opcje z orzekaniem o winie i bez. Plusy i minusy. Możliwości alimentacyjne itp.
                    Wiesz co dała mi ta wizyta? Wiedzę i... wzmocniła mnie. Ja pozwu nie mam jeszcze napisanego, ale wiem, że rozwód to nie jest jakaś straszna historia, obrośnięta wyczytanymi i zasłyszanymi, mrożącymi krew w żyłach historiami.
                    Nie jest to miłe ani przyjemne, ale do przeżycia. Do przeżycia, pod warunkiem, że się z tym oswoję, posiądę wiedzę niezbędną. Gdybym nie chciała orzekania o winie (a nie będę chciała) mój adwokat jako mój pełnomocnik może zaprosić mojego m. na rozmowę, na której przedstawi zaproponowane przez mnie warunki. Można ustalić wiele rzeczy poza sądem. Iść z gotowym rozwiązaniem wielu kwestii.

                    Dotknęłam tematu, mam wiedzę i to mnie wzmocniło. Nie jestem bezradna, bo coś robię. Powoli, to prawda. Idzie mi jak krew z nosa, jeszcze bez 100% przekonania (nie ma jeszcze ani jednego dokumentu, bo zawsze mam jakąś przeszkodę, żeby iść załatwić - ale to naturalne), ale mam wiedzę i nie czuję się, że świat mi się kończy.
                    Innym, powiązanym z tą sytuacją uczuciem, jest poczucie porażki i straty po tylu wspólnych latach. Ale i tę żałobę trzeba przeżyć.

                    Idź i porozmawiaj. Jak miałabyś kupić nowy samochód, poddać się poważnej operacji i przy wyborze szkoły dla dziecka - będziesz zasięgać i gromadzić informacje na te tematy. To jest temat jak każdy inny.
                    • kawaguchi7 Re: do szpila.2 29.05.14, 07:41
                      szpila dzięki za rady.
                      Dostałam na tym forum wiece cennych rad ale i kubeł zimnej wody.
                      Bardzo głupio mi się zrobiło kiedy niektórzy piszą, że latam za nim jak piesek itp.
                      To nie jest tak. Wiele razy były podobne sytuacje, wiele razy mówił też że nie wie co mu jest, co się z nim dzieje, prosił żebym nie wnosiła sprawy o rozwód, żebym nie przekreślała tego wszystkiego ,że nas kocha itp. itd.
                      Są dni kiedy jest ok, widzę że się stara ale widzę też że jemu jest potrzebna pomoc, psycholog, leki itp.a on zamknął się na wszystko, na mnie, na dzieci, na otoczenie, na lekarza.
                      Łatwo jest wszystko przekreślić, tylko że ja też myślę innymi kategoriami, a chodzi tu o to,że nie mam nikogo, ojca, matki, rodzeństwa, kuzynów itp.
                      W życiu są różne sytuacje, mogę wylądować w szpitalu, może mi się coś stać, mogę potrzebować pilnie kredytu, pieniędzy i nie będę miała nikogo, ja a raczej moje dzieci które już tylko i wyłącznie będą zdane na siebie. Poza tym z pracą dzisiaj jest różnie, zarabia się też niewiele a żyć trzeba, spłacać kredyt, rachunki itp.
                      Nie chce kiedyż żałować że mogłam porozmawiać, pomóc mu, nakłonić na pójście na terapię, wolałam wszystko zrobić niż pluć sobie w twarz że uniosłam się dumą.
                      Nie jest łatwo podjąć tak ostateczną decyzję wiedząc ze za plecami nie ma się potem nikogo i jest się zdanym tylko i wyłącznie na siebie.
                      Ale jestem też tym wszystkim zmęczona, bo ile można tak czekać kiedy cudów nie ma !!!!!!!!!!
                      • blue_ania37 Re: do szpila.2 29.05.14, 08:01
                        kawaguchi7 napisał(a):

                        > Ale jestem też tym wszystkim zmęczona, bo ile można tak czekać kiedy cudów nie
                        > ma !!!!!!!!!!

                        To skąd przekonanie, że może teraz będzie?
                        A
                      • ola.2014 Re: do szpila.2 29.05.14, 08:29
                        i juz wszystko wiadomo... Boisz sie tego co nowe, zaslaniasz sie brakiem rodzicow, dalszej rodziny, przyjaciol... Ojciec dzieci zawsze bedzie ojcem i pomoze im. Boisz sie,bo masz mniej platna prace od niego, kredyty, laczy Was mieszkanie, dlatego bedziesz tkwila w tym zwiazku do konca zycia, jak wiele innych "wspanialych" malzenstw smile Powodzenia zycze i nie pisz,ze to trudna decyzja, bo Ty jej nigdy nie podejmiesz, chcesz miec zaplecze...Jaki jest ten maz,a le jest. To Twoje motto ...
                        • kawaguchi7 Re: do szpila.2 29.05.14, 08:38
                          Przesadzasz ola.2014. Jeśli nigdy nie byłaś w sytuacji takiej jak ja, chodzi mi o brak rodziny, to nigdy nie postawisz się w sytuacji w jakiej jestem i nie zrozumiesz. Tak to widze, więc nie oceniaj tak krytycznie drugiego.
                          • anbale Re: do szpila.2 29.05.14, 08:48
                            Najpierw przedstawiasz męża jak dręczącego Cię potwora, przez którego jesteś na dnie rozpaczy, masz myśli samobójcze bo życie to gehenna- a po dwóch dniach się okazuje, że właściwie wcale nie jest tak źle, mąż ma co prawda kilka problemów, ale Ty tylko "niesiesz pomoc" i właściwie jesteś pewna, że wszystko idzie w dobrym kierunku, tylko musisz jeszcze trochę się postarać...smile
                            Więc właściwie wyszłaś tutaj na jakąś histeryczkę robiącą z igły widły i szukającą publiki, której musiałaś się wygadać na bieżąco, bo Ci rodzina wymarła. Żadnego realnego problemu nie masz, szkoda czasu i energii ludzi, kótrzy się naprodukowali w tym wątku...no na to wychodzi...
                          • ola.2014 Re: do szpila.2 29.05.14, 08:55
                            Zylam w zwiazku z alkoholikiem 20 lat. Ponizana, wyzywana. Myslalam tak jak Ty-sa dobre chwile i szkoda tylu przezytych lat. Po dlugotrwajej terapii u psychologa bylam na tyle silna,ze zlozylam pozew o rozwod-bez orzekania o winie-niestety o kilkanascie lat za pozno. Dlatego wiem,ze nie warto czekac sad Mam co prawda rodzicow,ale uwierz nie pomogli mi w podjeciu decyzji,a teraz radze sobie sama z corka, rodzice nie pomagaja mi finansowo.
                            • szpila.2 Re: do szpila.2 29.05.14, 09:39
                              Olu, nie bardzo rozumiem Twoją wypowiedź. Ja się waham, bo jeszcze nie jestem wystarczająco silna wewnętrznie.
                              Przecież nie wyczytałaś chyba w moich postach zachęty do trwania w toksycznym układzie. To, że napisałam, że nie uważam mojego m. za potwora nie znaczy, że liczę na to, że wszystko się ułoży. Chciałam Autorce pokazać, że takie myśli "ale przecież czasem jest dobrze, nie zawsze jest tak tragicznie" nie są czymś złym. To nie jest czarne i białe. Najważniejsze to uzmysłowić sobie, że pewne sprawy nam nie odpowiadają i nie musimy się na nie godzić. Jedni od razu złożą pozew, inni będą to długo ważyć w głowie.

                              Nie wiem w jakim wieku masz córkę, ale zakładam, że jest zdrowym dzieckiem. Samodzielnym. Uwierz mi, być samą z dzieckiem, które nie jest samodzielne i nigdy nie będzie to inna sytuacja.
                              Moje dziecko samo na dwór nie wyjdzie. Nawet samo sobie jeść nie zrobi. Nie umyje się. Czy wracając z pracy, po odbębnieniu obowiązków domowych masz czas dla siebie? Zapewne tak. Ja tego czasu po pracy nie mam. Dlatego rozłożenie tych obowiązków na dwie osoby jest ułatwieniem. To jest właśnie mój hamulec w podjęciu decyzji.
                              • szpila.2 Re: do szpila.2 29.05.14, 09:47
                                Olu, coś mi się drzewko źle układa i myślałam, że Twój post jest pod moim smilesmilesmile dlatego nie zrozumiałam wypowiedzi smilesmilesmile
                        • szpila.2 Re: do szpila.2 29.05.14, 08:48
                          jeśli wiesz, że mężowi coś dolega, to go nie usprawiedliwiaj tylko wymagaj, żeby coś z tym zrobił. Jak jest się chorym to idzie się do lekarza.
                          Nie jestem uprawniona do stawiania diagnoz, ale ewidentnie widzę tu współuzależnienie.
                          Masz prawo (dla siebie, dla dzieci) domagać się, żeby poszedł do psychologa.
                          Poczytaj o współuzależnieniu. Czasem, żeby komuś bliskiemu pomóc, trzeba go pozostawić samemu sobie.
                          Tobie nie odpowiada taka sytuacja i próbujesz ją zmienić.
                          Jeśli jesteś osobą niepalącą to nie wchodzisz do palarni, prawda? Sama sobie nie fundujesz smrodu na ubraniu. Chyba, że jesteś współuzależniona. Wchodzisz, a potem cały dzień narzekasz, ze śmierdzisz. Bo ci "źli" palili przy Tobie.
                          Ja też nie uważam, ze mój mąż jest chodzącym złem. Nie jest. On po prostu (mam takie wrażenie) mnie nie lubi, a z jakichś niewiadomych powodów (lęk przed zmianą?, strach przed opinią publiczną?) tkwi w tym związku i uprzykrza mi życie. Stara się uprzykrzać, tak powinnam napisać. Bo nauczyłam się nie reagować. Przestałam udowadniać, ze nie jestem wielbłądem.
                          Sam siebie zżera nienawiścią do mnie. Ja za każdym razem grzecznie się odnoszę do mojego m. I jest mi z tym lepiej, niż kiedyś, gdy każda rozmowa kończyła się awanturą.

                          Jeśli uważasz Ty i mąż uważa, że "coś" mu jest - ma iść szukać pomocy.
                          A Ty sobie możesz w tym tkwić, albo mu pomóc odchodząc od niego. Tak, ODCHODZĄC pomóc. Paradoksalnie może być tak, że im bardziej Ty będziesz konsekwentna tym bardziej zacznie się z Tobą liczyć i czuć w Tobie podporę.

                          A brak rodziny?
                          Ja tez nie mam kompletnie nikogo. Żadnych dziadków, cioć, rodziców, na których mogłabym liczyć, rodzeństwa. Za to w bonusie dziecko niepełnosprawne. Ty masz zdrowe dzieci, więc daj sobie sama kopa w tyłek (bo ja Ci dam) i przestań się użalać.



                          • kawaguchi7 Re: do szpila.2 29.05.14, 09:10
                            Fajnie się z tobą rozmawia bo nie dokopujesz ,,leżącemu'' tylko mądrze oceniasz. Masz ochotę to pisz na gg 45587961.
                            • szpila.2 Re: do szpila.2 29.05.14, 09:45
                              nie wiem czy to do mnie. Jeśli tak, to napiszę Ci, że ja też mam wątpliwości. Jestem po terapii, na której tez dostałam zimny prysznic niejednokrotnie. To mnie trochę wyprostowało. Przestałam przede wszystkim jęczeć, a zaczęłam szukać rozwiązań.

                              To przykre co napiszę, ale to dotyczy mnie. Czy przełożysz to na siebie? Twoja decyzja.
                              Teraz dopiero zrozumiałam, jak strasznie toksycznie wpływałam na otoczenie, stale jęcząc i robiąc z siebie ofiarę niedobrego męża, i życia w ogóle. Teraz widzę, że staram się unikać bliskich relacji z osobami, które zachowują się tak jak ja kiedyś. Wolę ludzi z energią, pozytywnych, kreatywnych. Ludzi, którzy stają twarzą w twarz ze swoimi lękami. Nie boją (nie wstydzą) się o nich mówić.
                              Pozdrawiam
                              • anbale Re: do szpila.2 29.05.14, 10:02
                                Szpila, naprawdę "szacun" przed Twoimi wysiłkami dotarcia i pomocy dla autorki wątki, ale śledząc rozwój wątku, mam wrażenie, że ona jedynie szuka słuchaczy, ludzi którym będzie mogła ulewać swe żale, a zupełnie nie jest zainteresowana rozwiązaniem problemu...
                                Popatrz, ona w ogóle nie reaguje na posty z pomysłami na wyjście z sytuacji- więc nie wiem, czy to nie cała para w gwizdek...Może to jeszcze nie ten etap, zeby coś dotarło, a może wcale nie to nie chodzi, żeby z trudnej sytuacji wybrnąć...
                                • ola.2014 Re: do szpila.2 29.05.14, 10:19
                                  szpila, spoko, ja nikogo nie poucza, ale sama widzisz, ze autorka nie jest nawet na Twoim etapie i dlugo nie bedzie. Caly czas jeczy jak to nie ma rodziny i jest bezradna, ja mam rodzine i nikt mi nie pomaga, rodzina nie jest gwarantem lepszego jutra... Corka jest nastolatka zdrowa,a jednoczenie zrujnowana ma psychike dzieki mojemu niezdecydowaniu i czekaniu na nie wiadomo co sad Kazdy z nas ma inne doswiadczenia,a Ciebie podziwiam smile
                                • szpila.2 Re: do szpila.2 29.05.14, 10:22
                                  to się naprodukowałam na marne?????
                                  nie smilesmilesmile
                                  Miałam okazję powtórzyć sobie swoją wiedzę teoretyczną, hahaha, a przy okazji zaspokoiłam swoja potrzebę pomędrkowania smilesmilesmile

                                  każdy musi dojść do swojej ściany. Płakałam i użalałam się nad sobą wieeele, wiele lat. I tez nie słuchałam rad, bo ich po prostu nie rozumiałam. Poszłam na terapię, zaczęłam czytać literaturę tzw. fachową na temat związków, komunikacji itp. i teraz, przy najmniej w teorii, mam pewna wiedzę. Wiedzę, która sprawiła, ze jestem zła na siebie, nie na NIEGO. Taki paradoks smilesmilesmile
                                  • anbale Re: do szpila.2 29.05.14, 10:28
                                    no, autorka wątku jest teraz na etapie traktowania każdej obiektywnej oceny jej sytuacji jako "kopania leżącego", to dość częste zjawisko na tym forum i często się kończy tak, że ten niby "kopiący" zaczyna dostawać ciężkie kopy od tych "współczujących" wink
                                • kawaguchi7 Re: do szpila.2 29.05.14, 11:23
                                  Jak nie reagulę anbale jak pisze że mam wizyte u adwokata w sprawie rozwodu.
                                  Czytam i napisałam ze wylaliście na mnie kubeł zimnej wody.
            • hunkis kobieto, przestań stosowac spychotechnikę 28.05.14, 13:40
              Wisisz na gościu i wywierasz na niego presję BY TO ON POWIEDZIAŁ ŻE KONIEC ZWIĄZKU.
              Dlaczego mu zwyczajnie nie powiesz, że TY PODJĘŁAŚ DECYZJĘ że to koniec? Dlaczego uzalezniasz wszystko od tego co mąż postanowi?
              Znęcasz się psychicznie nad facetem wkurzonym i uzależnionym więc agresywno-depresyjnym bo BOISZ SIĘ SAMODZIELNIE PODEJMOWAC DECYZJE a za wszelką cenę NIE CHCESZ ŻEBY BYŁO NA CIEBIE.
              Dokladasz się do trwania problemu.

              ZADECYDUJ WRESZCIE SAMA CO DALEJ Z TWOIM ZWIĄZKIEM . Przestań czekać az maż ci powie co masz z sobą robić, zezwoli/zorganizuje rozwód i cię usprawiedliwi. Tobie się nie podoba w małżeństwie - to TY masz zacząć działać. Nie musisz gnoić męża za to, że przestał ci układ odpowiadać. Masz prawo do zmiany zdania.
              Latasz za mężem jak szalona a dzieci na to patrzą! Nic cię nie obchodzi jak one się czują w tym waszym burdelu emocjonalnym jaki im funfujecie? One nie maja jak od was fizycznie uciec by znaleźć spokój.
              Nie sztuka nic nie zmieniać a wrzeszczeć , że to maż wszystkiemu winien,
              Nie sztuka szlochac po kątach i chcieć się zabić by pokazać "do czego on cię doprowadził".
              Sztuka wziąć na klatę odpowiedzialność za to co się stworzyło, za to co się samemu robi, jak zachowuje, jakie to niesie konsekwencje.
              Wykonałas przez lata mnóstwo działań, mnóstwo zaniechań, mnóstwo małych ustępstw, które doprowadzily cię do tego miejsca w związku gdzie jesteś.
              Więc musisz zacząć od ZMIANY SWOICH ZACHOWAŃ.
              Bo jak na razie dzieci widzą ojca furiata i matkę-frustratkę która tylko wrzeszczy albo użala się nad sobą ale nie zamierza nic zmieniac w domu tylko ogląda się na ojca. Nie, bo nie.
              I wrzeszczeć będzie kolejne 10 lat jak to strasznie jej z tym ojcem źle, ale prędzej dzieci z domu uciekną by mieć gdzie indziej chwilę spokoju, niż matka zrezygnuje z toksycznych napierdalanek z ojcem.
              Weź się w garść , idź po pomoc do psychologa, zacznij działać racjonalnie a nie tylko upuszczać frustracje na domowników.

              • szpila.2 Re: kobieto, przestań stosowac spychotechnikę 28.05.14, 14:00
                łoł smilesmilesmile
                żaden psychol(og) by tego lepiej nie ujął. Prawie się poplułam ze śmiechu jak to czytałam. A teraz żarty na bok....
                Mimo języka jakim zostało to napisane, zgadzam się z tą wypowiedzią w 100%.
                To jest kwintesencja wszystkiego co zostało do tej pory napisane w tym temacie.

                Psycholog tez dokładnie w ten sam sposób przedstawiłby udział Autorki w związku. To nie ON jest taki zły. To my pozwalamy sobie robić pewne rzeczy. Jeśli powiemy STOP. Druga strona przestanie, albo nie. A wtedy do nas należy decyzja czy w tym trwamy.

                I to podejmowanie decyzji. Tak, boimy się ich. Każdy się boi. Strach nie jest objawem głupoty, ale rozsądku. Każdy ma swoje lęki. I każdy sam musi je przepracować.
                Ale co to za życie w ciągłym strachu?
              • ola.2014 Re: kobieto, przestań stosowac spychotechnikę 28.05.14, 14:22
                hunkis, zgadzam sie z Toba w 100%. Autorka nie chce podjac decyzji, tkwi w chorym zwiazku, ktory obserwuje dwojka dzieci. Czeka,az maz podejmie decyzje,ale jaka??? Jemu jest tak dobrze wiec dlaczego ma zmieniac swoje postepowanie?? Czy Ty nie widzisz,ze stosuje wobec Ciebie przemoc psychiczna??????? Otrzasnij sie wreszcie!
              • kruku_33 Re: kobieto, przestań stosowac spychotechnikę 28.05.14, 17:13
                Brawo! Jeden z lepszych postów tutaj.
                Mam wrażenie, że zamiast zadecydować o związku autorka chce przeniesc odpowiedzialnosc na wszystkich oprocz siebie.

                Musze się przyznać, że u mnie było podobnie z taką grą i w końcu urealniłem
                "Przestań czekać az maż ci powie co masz z sobą robić, zezwoli/zorganizuje rozwód i cię usprawiediwi" - złożyłem pozew. Ex pewnie sumienie ma czyste. Może o to chodzi autorce postu?
                • maria1110 Re: kobieto, przestań stosowac spychotechnikę 01.06.14, 15:01
                  Ha. Okazuję się .że takich cwanych jest całkiem sporo....... Ex też ciągle mi wołał „to daj mi rozwod". ale pozwu nie złożył. Nawet przy policjantach to powtarzał. No to teraz ma rozwod .bez kosztow i w razie czego to nie on. Tak naprawdę rozwod na papierze to jemu był bardziej potrzebny (pewne panie chciały to widziec).
        • altz Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 22:52
          kawaguchi7 napisał(a):
          > Nie wyganiałam go, poszedł mieszkać do samochodu.

          Jak nie miał dokąd pójść, to poszedł mieszkać do samochodu. Żeby coś znaleźć, też potrzeba czasu, a teraz jest ciepło, więc da się w aucie tymczasowo pomieszkać.
          Nie musicie mieszkać i żyć razem. Obawiam się, że facet jeszcze wróci do Ciebie na chwilę pomieszkać sad

          Teraz ma o tyle dobrze, że nic nie wymyślisz, choćby przemocy.
          • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 23:10
            Od niedzieli próbowałam na wszystkie sposoby z nim rozmawiać żeby chociaż wiedzieć o co mu chodzi i nic nie wskórałam. Dzwoniłam i tłumaczyłam żeby wrócił, też nic, rozłącza się po chwili albo wyłącza tel.
            • chalsia Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 23:51

              > Od niedzieli próbowałam na wszystkie sposoby z nim rozmawiać żeby chociaż wiedz
              > ieć o co mu chodzi i nic nie wskórałam. Dzwoniłam i tłumaczyłam żeby wrócił, te
              > ż nic, rozłącza się po chwili albo wyłącza tel.

              to NIE MA znaczenia o co mu chodzi
              ważne jest o co chodzi Tobie
              Tobie NIE jest potrzebny jego powrót
            • kasia.3030 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 28.05.14, 10:41
              ja tez nie rozumiem po co po interwencji do niego dzwonilas i w ogole... to dorosly czlowiek nie chce rozmawiac to nie zmienisz tego , jesli tak Ci jest z nim zle to zakoncz to i tyle, albo daj jemu i sobie czas na "odpoczynek" od siebie, zajmij sie soba...
          • czytelniczka-gazeta.pl Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 29.05.14, 21:54
            Witam.Ja dziś tak z doskoku.Kawaguchi7,jeśli się wahasz,to jest jakieś Centrum Mediacyjne.Jeśli mu zależy na związku lub dzieciach,to może tam wyszłoby szydło z worka.Psycholog może pomóc w naprawieniu wzajemnych relacji,choć to trudna droga.Jednak możliwa.Rozumiem Cię-czujesz się osamotniona i bezradna.Ja łudziłam się prawie 40 lat,tak.Aż przykro pisać,bo ktoś,kto czyta ,a nie rozumie,może się dziwić.Trwałam,bo małżeństwo dla mnie to świętość,a przysięgę małżeńską miałam w sercu.Tylko,że on miał prawo do przyjemności,a ja do zatyrania.Zero wspólnego języka.A,gdy chciałam podjąć rozmowę,to reagował jakbym z księżyca spadła.Rozmawiać? -o czym?,nie ma rozmowy! Czułam się zniewolona i bezradna.Przykro pisać.
            Dziś,z perspektywy czasu,mogę powiedzieć,że gdybym wiedziała,że to taki typ,to rozwiodłabym się zanim urodziły się dzieci,albo w ogóle nie wychodziłabym za niego zamąż.A tak to został ból i rozczarowanie.Litowałam się.Nad kim? Nad tyranem i despotą ,co to dziury nie zrobi,a krew wypije.
            Jeśli się wahasz,to porozmawiaj,ale bądź silna i stanowcza,żeby widział,że to nie żarty.Bądź konsekwentna w działaniu (mnie tego brakowało i on na tym bazował,a głową muru nie mogłam przebić,dlatego jego zawsze było na wierzchu). Lawirant ,że ho,ho! Nawet Sąd dał się nabrać na jego sztuczki.Nie składałam apelacji,bo nie mam siły.Mam już swój wiek i nie mam zamiaru użerać się do końca swoich dni. Została gorycz.
            Najgorsze,że mieszkamy pod jednym dachem,mimo,że on ma drugie mieszkanie.
            Piszę o tym,żebyś wiedziała,co Cię może spotkać ,gdy będziesz czekać na cud tak jak ja.

            • kasia.3030 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 29.05.14, 22:35
              kiedys mama mojej przyjaciolki mi powiedziala, ze "kasia ciesz sie, ze twoja gehenna konczy sie teraz, bo mozesz jeszcze cos w swoim zyciu zrobic, ja juz nie moge" babeczka ma 60 lat jest schorowania i tkwi w beznadziejnej sytuacji: maz- pan i wladca i zona- sluga wszechmocnego...gdyby eksio mnie nie zdradzil to nadal bylabym smieciem...
              • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 29.05.14, 22:50
                Dziś byłam u adwokata. Wnoszę sprawę o rozwód. Mam dość...
                • kasia.3030 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 30.05.14, 09:01
                  tylko trzymaj sie jednej wersji, nie dzwon i staraj sie nawiazac z nim kontaktu...
                  • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 30.05.14, 12:34
                    Dzięki za wsparcie smile
    • czytelniczka-gazeta.pl Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 27.05.14, 22:29
      Witaj,droga kawaguchi7.
      Nie obwiniaj się!!!! Jesteś wartościową osobą,pamiętaj! ŻYJ !
      Nie myśl o odebraniu sobie życia.To nie Ty jesteś winna!Robiłaś wszystko co mogłaś !
      Ja jestem starsza od Ciebie i też żyłam podobnie.Dobrze,że się szybciej niż ja zorientowałaś w sytuacji.Ja też chciałam głową mur przebić,bo myślałam,że mam tyle siły.Dziś wiem,że są kobiety ,które kochają za bardzo (tak to się nazywa) i,że są mężczyźni,którzy nie mają potrzeby kochania - są biorcami miłości,a nie dawcami.Chcą otrzymywać,ale nic nie dawać w zamian-ani dobrego słowa,ani wdzięczności,ani angażowania się w życie rodzinne-tak im po prostu dobrze - mieć kucharkę,sprzątaczkę,fryzjerkę,szwaczkę ,opiekunkę itd.itd. w jednej osobie o nazwie ŻONA. Ja to przeszłam.Znosiłam to całe życie,bo uważałam ,że przysięga małżeńska,to przysięga do końca życia.Ale....muszą być tego świadome obie strony, a nie tylko jedna.My obie miałyśmy obowiązki,a oni,panowie,prawa.Dziewczyno,nie chcę się rozpisywać.Rozumiem Cię co przeżywasz.Piszesz także,że dziecko nie złożyło Ci życzeń.A może też przeżywa tę całą sytuację,na pewno.Może to przejawiać się w agresji,w nieposłuszeństwie,w odzywkach,bo też może przechodzi walkę z emocjami.Postaraj się rozmawiać z dzieckiem-dbaj o to,byś miała z nim kontakt.Ma 15 lat-potrzebuje troski i miłości.Wybierzcie się razem na rower,do znajomych,czy krewnych-tam,gdzie lubi bywać,rozwiązujcie krzyżówki,idźcie do teatru,kina.Jeśli Cię na to stać,to jedźcie na wspólny urlop(wakacje). DBAJ O WIĘŹ Z DZIECKIEM - razem będziecie mieć siłę.Obojgu będzie wam łatwiej.Masz dla kogo żyć! Pójdźcie do psychologa ( Poradnia Psychologiczna,nie mylić z Psychiatryczną,bo to dwie różne rzeczy)-tam pomogą Ci zrozumieć sytuację,w jakiej się znalazłaś.Jesteś młoda i silna,dasz radę,choć to może potrwać w czasie-znam ten ból.Masz szansę dumnie podnieść głowę do góry i czerpać jeszcze kiedyś radość z życia.Życzę Ci tego z całego serca.I zachowaj czyste sumienie.Nie zrób głupstw,bądź zawsze w porządku i nie próbuj zaglądać do kieliszka ! - nie tędy droga,tylko narobiłabyś sobie kłopotów.Życie , zdrowie i dziecko jest ważniejsze.Pozdrawiam Cię i będę o Tobie myśleć.Szkoda,że nie mamy kontaktu poza forum.
      • kawaguchi7 Re: do czytelniczka-gazeta.pl 27.05.14, 23:15
        Masz ochotę pogadać, pisz na gg 45587961.
        Dziękuję też za miłe i krzepiące słowa.
      • czytelniczka-gazeta.pl Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 28.05.14, 00:20
        To jeszcze raz ja.Doczytałam,że masz dwoje dzieci,więc przepraszam,że wspomniałam o jednym.Naturalnie siła będzie potrójna,gdy będziecie mieli ze sobą więź i wspólny język.Dbajcie o wymianę myśli-rozmawiajcie ze sobą i dbajcie o wzajemne zrozumienie,pamiętając o uszanowaniu godności.Przyjmijcie rozsądne zasady w życiu rodzinnym i ich przestrzegajcie,
        A mąż????-dziewczyno rozwiąż ten toksyczny związek i nie chodź za nim jak skomlący pies (przepraszam) .DASZ RADĘ.
    • xciekawax Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 28.05.14, 15:23
      czytajac autorke coraz bardziej mam wrazenie ze jest to krolowa dramatu, wyniosla to z domu, i wszedzie gdzie pojdzie przynosi ze soba drame.

      Nawet jej wlasne dziecko juz nie moze tego zniesc, a ona sie czuje najbardziej pokrzywdzona.

      Ma meza na ktorego wzywa policjie, a potem 3 godziny pozniej lata sprawdzac czy aby moze facet ma dosyc i pernamentnie ja zostawi.

      Nic dziwnego ze nie masz zadnych znajomych. Kazdy ma swoje zycie i nie chce takiej toksycznej energji w swoim zyciu.

      Idz po pomoc do psychologa.
    • pikusda Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 28.05.14, 16:31
      > Tyle dla nich robię, mają czysty i normalny dom i za co mnie to spotyka.


      Tak sobie to czytam i widzę kolejną zagorzałą kandydatkę na mistrzynię Matkopolkę cierpiętnicę. Czy oni Cię prosza byś się aż tak dla nich "poświęcała"?
      Obawiam się, że mąż i dzieci przy twoim podejściu do tego "co powinno ich uszczęśliwiać" - są z Tobą nieszczęśliwi. Nie wystarczy dać żreć i oprać. To bliskość, czułość, życzliwosc, umiejętne stawianie granic, wymaganie, konsekwencja, szczerość - buduje dobre relacje w rodzinie. A u was od dawna tego nie ma. Dzieci przesiąkają atmosferą niechęci i braku szacunku.

      Skojarzyło mi się z tym co sama niedawno napisałam odnośnie życzeń
      forum.gazeta.pl/forumw,567,151109469,151180446,Re_A_ktora_nie_zlozy_matce_zyczen_bo_jej_nie_lub.html
      Może historia inna, ale pewne cechy wspólne rodzicielki macie....

      ps. Czy Twoi rodzice/dziadkowie byli może uzależnieni?alkoholikami? Bo trochę brzmisz jak z syndromem DDA. Na pewno jesteś klasycznie współuzależniona...
      • pikusda Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 28.05.14, 16:43
        forum.gazeta.pl/forum/w,567,151109469,151180446,Re_A_ktora_nie_zlozy_matce_zyczen_bo_jej_nie_lub.html
        Może spojrzysz na swoje twierdzenie, że robisz wszystko by dzieci miały normalny dom, innym wzrokiem. Żeby po latach mieć dobry kontakt z dziećmi musisz sama się szanować i pokazać im siebie jako wzór kobiety, ktora stawia granice, emanuje spokojem i rozsądkiem, rozwiązuje problemy na bieżąco. Nie tylko te co dziś na obiad, ale wiele nie mniej ważnych oraz ważniejszych. Przed Tobą przeprawa z mężem, może rozwód, podział majątku, uzgodnienie opieki nad dziećmi. Łatwo nie będzie bo jak widać umiecie się tylko kłócić i być wobec siebie agresywni. Musisz sama być stabilna by pokazać dzieciom, że rodzice, to nie jest samo zuułłoo.

        ps. Napisałaś też, że nawrzeszczałas na dzieci, czy rozmawialaś z nimi o tym dlaczego? przeprosilaś, że to było nadmierne wyładowanie się na najslabszych? Chcesz by skladali Ci życzenia i szanowali a czy Ty swoje dzieci szanujesz?
        • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 30.05.14, 20:22
          Jakoś dziś mi smutno.
          Pomału dochodzi do mnie że coś się kończy. Może nie ma tego złego, ale mi smutno.
          Też tam miałyście ???
          • kasia.3030 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 30.05.14, 22:14
            czesto takie smutki mnie dopadaja, ale one sie zmieniaja, sa bardziej do zniesienia z czasem...
            • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 01.06.14, 13:01
              Najbardziej dobija ta samotność. Znajomi na weekend w większości spędzają czas z rodzinami, na grillach, na imieninach a ja....ja siedzę sama. To męczy i dołuje. Smutno mi, że takie sobie ułożyłam życie sad
              • kawaguchi7 Re: do szpila.2 02.06.14, 20:11
                Szpila.2 mam do ciebie ogromną prośbę. Jak nauczyłaś się bagatelizować i ,,olewać,, swojego m. Wiem, że chodziłaś do psychologa ale jak tego w sobie dokonałaś ??
                U mnie nie ma psychologa na NFZ, a na prywatnego mnie nie stać.
                • bianka02 Re: do szpila.2 03.06.14, 17:20
                  Do autorki pierwszego postu.

                  Bardzo dobrze Cie rozumiem lepiej niz myslisz. Przeszlam przez rozwod.Jutro napisze cos wiecej o mojej historii.

                  Dzis mowie trzymaj sie bo latwo to nie bedzie.
                  • kawaguchi7 Re: Nie chce mi się żyć, dziś myślę o skończeniu. 04.06.14, 22:43
                    Jakby tego było mało dziś młodsza córka złamała rękę.
                    Chodzę ciągle poddenerwowana.W przeciągu tygodnia schudłam 4 kg.
                    Wszystko mnie drażni, a zwłaszcza powroty z pracy.
                    • kawaguchi7 Re: psychicznie próbuje mnie wykończyć..... 19.06.14, 21:34
                      Pozew rozwodowy świeżo złożony. M o tym nie wie. Psychicznie próbuje mnie wykończyć, mieszkamy razem, nie daje mi pieniędzy na życie, na dzieci, opłaci rachunki i twierdzi że to jest jego wkład. Nie odzywa się słowem nawet jak chce porozmawiać w kwestii któregoś z dzieci, nie odbiera tel. Jestem tym wykończona, jak się wzmocnić i nie płakać po kątach. Poradźcie proszę bo się wykończę.
                      • anbale Re: psychicznie próbuje mnie wykończyć..... 20.06.14, 12:29
                        Nie ma chyba żadnej uniwersalnej recepty- po prostu musisz wziąć się w garść i przestać tak strasznie emocjonalnie reagować na każde jego zachowanie nie po Twojej myśli.
                        Przecież jego nie zmienisz, nie zmienisz jego zachowania/nastawienia, nie masz na to wpływu- więc jedynie możesz podjąć decyzję, że się ogarniasz i przestajesz szlochać po kątach, uporczywie wisieć na telefonie żeby "porozmawiać"- i potem się tego trzymać, trzymać emocje na wodzy. Po jakimś czasie wejdzie Ci to w krew; żadnych czarów nie da się zastosować w takich przypadkach...
                        • kawaguchi7 Re: psychicznie próbuje mnie wykończyć..... 20.06.14, 15:42
                          Dzięki za słowa otuchy. Tylko jeśli facet wie że jest dwoje dzieci na utrzymaniu, mnie kończą się pieniądze a on nie garnie się do udzielenia jakiejkolwiek sumy to szlak mnie trafia. Nie da się na wszystko spojrzeć spokojnie bo szal dzieci.
                          • anbale Re: psychicznie próbuje mnie wykończyć..... 20.06.14, 16:22
                            Żal Ci dzieci, więc rozpaczliwie ganiasz za opędzającym się od Ciebie mężem i chwytasz go za nogawki?? Trochę nielogiczne...
                            Załóż sprawę o alimenty, zajmij się dziećmi, odetnij w końcu pępowinę od męża. Walkę z każdym uzależnieniem trzeba zacząć od odcięcia się od przedmiotu uzależnienia; w Twoim przypadku to jest mąż, który najwyraźniej od Ciebie ucieka- a Ty wciąż jak małe, całe w łzach dziecko gonisz go...
                            • kawaguchi7 Re: psychicznie próbuje mnie wykończyć..... 20.06.14, 19:47
                              anbale masz zupełną rację. Tak trzeba zrobić, nauczyć się żyć na nowo, żyć dla dzieci i zająć się sobą, zbudować swój świat.
                              Nie ganiałam za nim, może to tak wyglądało z boku, może w maleńkim procencie było, ale myślałam, że się dogadamy i rozejdziemy jak dobrzy znajomi z w miarę normalnymi układami. Teraz wiem, że się nie da.
                              Pora żyć dla siebie i dla dzieci !!!
                              Dzięki za dodanie sił.
                              POZDRAWAM

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka