Witajcie. Jestem tu po raz pierwszy ale pewnie nie ostatni bo powoli dojrzewam do decyzji o rozstaniu z moim wieloletnim mężem. Na razie nie wykonuję żadnych histerycznych ruchów, bo też u nas nie było żadnego "nagle" ... tylko tak sobie zdychało powoli prawie niepostrzeżenie. Aż chyba całkiem zdechło. Ale jeszcze się przyglądamy - mąż nic z tym nie zrobi bo on ogólnie w życiu nie podejmuje żadnych decyzji i większych działań, więc wszelkie zmiany naszego "porządku" będą należały do mnie.
I tak pomyślałam, że podzielę się z Wami moim sposobem na "przeczekanie" aż wykiełkuje decyzja. Radzę sobie wciągając się w wir MINIMALIZMU.
Pomyślałam, że jak już nie dam rady dłużej, to "ucieknę" tak jak stoję (czyt. wynajmę nam kawalerkę, tj. mi i mojemu kundlowi).
Póki co postanowiłam przyjrzeć się temu, co nagromadziłam przez 22 lata małżeństwa...
Przy okazji zauważyłam, że mąż wciąga do swojej nory (czyt. pokoju) co wartościowsze wspólne rzeczy - cenne spostrzeżenie, choć mi akurat na rzeczach nie zależy, raczej mam tendencje że chcę aby jak najmniej przypominało mi poprzednią część życia.
No i tak: przebrałam swoje ciuchy konstatując z zadowoleniem, że spokojnie zmieszczą się w jednym (no dużym) worku (walizce, pudle, whatever).
Przebrałam swoją bibliotekę, latami zbieraną - tu nie miałam problemu bo całą literaturę której nie chciałam ciągnąć ze sobą w "dalszą drogę" - z wdzięcznością zabrał do swego domu mój dorosły syn - także mam satysfakcję spotykając u niego np. Czarodziejską Górę Manna, którą kupiłam w antykwariacie "U Toma" obok mojego ogólniaka (za pieniądze od mamy na śniadanie

).
Teraz przebieram rzeczy które zostawiłam sobie na pamiątkę, np. wielka ilość rysunków mojego dziecia z całego jego życia, sprzedaję na allegro jakieś straszne ilości gier PC/PSP które dzieć zostawił jak się wyprowadzał ("mamuśka, nie chce mi się bawić w sprzedawanie na all, bom leniwy - ty sprzedaj, a ja wyciągnę od ciebie kasiorkę, oki?"!!)
Została mi jeszcze segregacja zdjęć, zgranie na DVD nagranych kaset video (tak, tak - w tym z naszego ślubu cywilnego - ja cała na czarno i w glanach

)... i pewnie dużo innych rzeczy do przekopania.
Mąż patrzy dziwnie, ale co tam sobie myśli to jego sprawa ("wiosenne porządki"

)- ja w każdym razie podczas tego porządkowania wspólnego dorobku porządkuje sobie głównie w głowie - moje myśli, uczucia, wspomnienia...
Robię rachunek sumienia... pozbywam się nadmiaru ... aby w każdej chwili, gdy już poczuję się gotowa - móc odejść (fizycznie lub mentalnie) - nie przytłoczona ciężarem przedmiotów...
Musiałam podzielić się z Wami moim sposobem na ten nieznośny okres "przed podjęciem jakiejś decyzji".
Pozdrawiam wszystkich którzy jak ja się wahają - decydujcie mądrze, pamiętając, że mamy tylko jedno życie (chyba?)