Dodaj do ulubionych

Data zgonu: 1.12.05

03.08.05, 20:24
Właśnie dzisiaj odebrałem na poczcie swoje i jej wezwanie na rozprawę
separacyjną. Co za termin! A jak czytałem, wezwania podobno przysyłają na
miesiąc przed egzekucją smile Tak odległy termin, że człek może autentycznie
zapomnieć. Z drugiej strony - ma czas, by się przygotować, a już na pewno, aby
zarezerwować sobie ten dzień...
Żeby było lepiej, właśnie dziś odebrałem telefon w sprawie pracy - za lepsze
pieniądze. Wiozłem tę wiadomość zadwolony do domu, a tu masz... Perspektywa
nagle się zmieniła - łaskawica (...) gotowa jest zawiesić separkę. Jak mi się
powinie noga, buch! W te pędy do sądu.
Mam dylemat szalony - szalony jak dla mnie, bo jeszcze nie tak dawno, co jej
to moje, co moje to jej. Teraz moje wyższe zarobki (gdybym pracę dostał)
wykorzysta przeciw mnie: wyższe alimenty, większe możliwości zarobkowe.
Niestety to taka praca, że nie da się na lewo. Czarno na białym, wszystko.
Przepadły dni spokoju w domu. Tak, drogie panie, teraz muszę kombinować.
Ostatnią rzeczą, jaką bym chciał, to płacić jej. Tylko nie mówcie: na dzieci.
Dzieciom mogę dawać nie przez jej łapska!
Kolejny raz rozmarzyła się: wypieprzaj z domu, a ja zrezygnuję z alimentów.
Jakby miała z czego rezygnować. Pomijam, że nie można się zrzec.
Najważniejsze, że alimenty nie na nią, tylko na dzieci.
Śmieje mi w twarz. Ot, tak, po prostu. Czuje, że jeszcze mi zależy, bawią ją
moje starania,dopytywania, zabiegi. Złość i ból kryję w sobie, upust temu daję
tutaj, ją oszczędzam. W zamian dostaję dziki, powiadam!: dziki, radosny chichot.
Czy już zaczynam ją nienawidzić? Nie, chyba jeszcze nie. Ale coraz częściej
patrzę na nią jak na potwora, a możliwość wyjścia z domu i nie oglądanie jej
staje się dla mnie nieoczekiwaną radością.
Obserwuj wątek
    • magnuna Plthess,czy moge o cos zapytac? 03.08.05, 20:41
      Plathess czytalam Twoje wypowiedzi na forum Rozwodki i zawsze byles tam
      delikatnie mowiac nieprzyjemny. Jesli moge byc szczera to powiem wprost:plules
      jadem na wszystkie kobiety.Dlaczego??????Czy to dlatego, ze Twoje malzenstwo
      sie nie uklada probujesz wyladowac zlosc na innych kobietach?Przeciez nie kazda
      chce wydoic meza, nie kazda jest wyrachowana - tak samo jak mezczyzni. Jedni sa
      wierni, inni zdradzaja.A Ty kazda kobiete na tamtym forum tylko krytykowales
      nie wiedzac jaka jest, dlaczego zwiazek sie rozpadl, itd.
      Prosze nie obraz sie za to co napisalam, ale nie potrafie zrozumiec tamtych
      Twoich wypowiedzi.
      Zycze Ci dostania tej pracy i poprawy relacji z zona, naprawde.
      • jarkoni Re: Plthess,czy moge o cos zapytac? 03.08.05, 21:26
        jako wtręt, pamiętam słowa swojej żony sprzed 2 lat na wakacjach: teraz zależy
        mi tylko na twoich pieniądzach...Przynajmniej szczerze...Inteligentna
        kobieta...Zadzwoniła do mnie miesiąc temu: wyjeżdżam z dziećmi na tydzień..A
        ja: dokąd? Ona: nie powiem, chcesz to zawiadom swojego adwokata.... I jak?
        • magnuna Re: Plthess,czy moge o cos zapytac? 03.08.05, 21:57
          No coz, przyznaje ze brzydkie to zachowanie,ale to nie zalezy od tego czy
          kobieta czy mezczyzna-po prostu komus chodzi o kase bo taki jest.Boje sie zeby
          nie wybuchla awantura o to czy bardziej sa wyrachowane panie czy panowie
          • wena10 ... 03.08.05, 22:20
            Ona czuje, że Ci zależy (na niej)... A tak jest?
        • magnuna Plathess, czy napiszesz cos? 04.08.05, 18:28
    • phokara Re: Data zgonu: 1.12.05 03.08.05, 22:37
      Plathess,
      tez zwiazek jawi mi sie jak choroba. Zakonczcie go zanim zrobi sie choroba
      zakazna.
      Dalej tez jest zycie. Bardzo czesto lepsze.

      Zlosc i bol, ktore chowasz w sobie sa na dluzsza mete destrukcyjne, jak
      cholera. Wywal to z siebie, oczysc sie i pomysl, ze "egzekucja" paradoksalnie
      moze stac poczatkiem prawdziwego zycia.

    • kasiar74 Re: Data zgonu: 1.12.05 04.08.05, 01:20


      Ja ci naprawdę wspolczuje chłopie. Ty się ciesz, że to zmierza ku końcowi. To
      jest chore do tego stopnia, że to już końcowy stan agonii i nawet nie ma sensu
      tego reanimować. Na twoim miejscu poszłabym do jakiegos dobrego psychologa bo
      sądzać z twoich wypowiedzi jestes na skraju wyczerpania nerwowego. Walcz o
      siebie. Pamietaj, nikt na tym padole nie jest za karę, ty też nie jestes. Masz
      prawo do szczescia.
      plathess napisał:

      > Właśnie dzisiaj odebrałem na poczcie swoje i jej wezwanie na rozprawę
      > separacyjną. Co za termin! A jak czytałem, wezwania podobno przysyłają na
      > miesiąc przed egzekucją smile Tak odległy termin, że człek może autentycznie
      > zapomnieć. Z drugiej strony - ma czas, by się przygotować, a już na pewno, aby
      > zarezerwować sobie ten dzień...
      > Żeby było lepiej, właśnie dziś odebrałem telefon w sprawie pracy - za lepsze
      > pieniądze. Wiozłem tę wiadomość zadwolony do domu, a tu masz... Perspektywa
      > nagle się zmieniła - łaskawica (...) gotowa jest zawiesić separkę. Jak mi się
      > powinie noga, buch! W te pędy do sądu.
      > Mam dylemat szalony - szalony jak dla mnie, bo jeszcze nie tak dawno, co jej
      > to moje, co moje to jej. Teraz moje wyższe zarobki (gdybym pracę dostał)
      > wykorzysta przeciw mnie: wyższe alimenty, większe możliwości zarobkowe.
      > Niestety to taka praca, że nie da się na lewo. Czarno na białym, wszystko.
      > Przepadły dni spokoju w domu. Tak, drogie panie, teraz muszę kombinować.
      > Ostatnią rzeczą, jaką bym chciał, to płacić jej. Tylko nie mówcie: na dzieci.
      > Dzieciom mogę dawać nie przez jej łapska!
      > Kolejny raz rozmarzyła się: wypieprzaj z domu, a ja zrezygnuję z alimentów.
      > Jakby miała z czego rezygnować. Pomijam, że nie można się zrzec.
      > Najważniejsze, że alimenty nie na nią, tylko na dzieci.
      > Śmieje mi w twarz. Ot, tak, po prostu. Czuje, że jeszcze mi zależy, bawią ją
      > moje starania,dopytywania, zabiegi. Złość i ból kryję w sobie, upust temu daję
      > tutaj, ją oszczędzam. W zamian dostaję dziki, powiadam!: dziki, radosny
      chicho
      > t.
      > Czy już zaczynam ją nienawidzić? Nie, chyba jeszcze nie. Ale coraz częściej
      > patrzę na nią jak na potwora, a możliwość wyjścia z domu i nie oglądanie jej
      > staje się dla mnie nieoczekiwaną radością.
      >
      >
      >
      • bezecnymen Re: Data zgonu: 1.12.05 04.08.05, 06:28
        gdyby to było forum porno to pewnie byłoby coś na kształt ''pamiętników markiza
        de Sade''
        miotasz się stary jak Żyd po pustym sklepie, huśtawkę nastrojów masz pod
        niebiosa, co odbija się czkawką na tutejszych paniach, a tymczasem czas juz
        dawno był, bys wreszcie zdał sobie sprawę, że tego się uratować już nie da...
        sądzę, że ten rozwód wyjdzie na dobre wszystkim, również, co też ważne, waszym
        dzieciom
    • bursztynowe Re: Data zgonu: 1.12.05 04.08.05, 09:07
      Biorąc pod uwagę ilość jadu, cynizmu i desturkcyjnych emocji jakie można
      wyczytać w Twoich post'ach jakoś mnie nie dziwi rozpad...

      Może zamiast obwiniać innych (eksię, kobiety w ogólności), zastanów się nad
      sobą. I to baaardzo głęboko.
      • marta.sama Bursztynowe... 05.08.05, 23:23
        nic dodać nic ująć...
    • kvinna1 Re: Data zgonu: 1.12.05 04.08.05, 09:37
      Jakiś smutny ten Twój post.
      I mi tez sie smutno zrobiło.
      • buba77 Re: Data zgonu: 1.12.05 04.08.05, 09:50
        Tez widzę, że jesteś doprowadzony do ostateczności i szczerze współczuję. Nie
        wiem, co mogłeś zrobić, aby Twoja żona zachowywała sie w ten sposób wobec
        Ciebie, ale chyba zadne zachowanie nie zasługuje na takie szydzenie z drugiego
        człowieka. Chyba że jest chora - trochę to tak wygląda. Zawsze się można
        dogadać, jesli chca tego obie strony, wierzę w to. A jesli nie, to trzeba się
        rozstać starając sie jak najmniej krzywdzic siebie nawzajem, bo życie i tak
        daje popalić. W Twojej sytuacji zadbałabym o siebie (dobry adwokat) i zeby
        dzieci nie widziały scen. Ja wyczuwam w Twoich postach dużo bezradności. Czy
        ona Cię trzyma w jakimś szachu? W czym się naprawdę miotasz? A może się
        wyprowadź, choć na troche, żeby przemyślec i spojrzeć na sprawy z dystansem. Ja
        dla świętego spokoju (ale nie dla każdego on jest najważniejszy) wolałabym
        zrezygnować z różnych rzeczy, niz się tak męczyć.
        Swoją drogą to zadziwiające i straszne jak kochający się najpierw ludzie
        potrafia sie znienawidzic.
    • mindsailor Re: Data zgonu: 1.12.05 04.08.05, 09:46
      a może Plathes, to Ty jesteś materialistą, wyrachowanym i wyliczonym skąpcem? i
      dlatego wszystkich oceniasz swoją miarką?
      od Twojej złości, jadu i nienawiści, którą zioniesz w postach, robi się aż
      niedobrze!!!! zamiast wzbudzać współczucie, powodujesz, że czuję zniesmaczenie,
      delikatnie mówiącsad
      • anybody1 Re: Data zgonu: 1.12.05 04.08.05, 09:59
        tak sobie myślę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. bardzo jestem ciekawa, co
        takiego Plathes zrobił, że jego żona zachowuje się właśnie w ten sposób.

        ja też czasem odnoszę wrażenie, że to Tobie, Plathes, zależy bardziej na
        pieniądzach. ten temat przewija się w Twoich postach cały czas, ale jak czytam
        o numerach jakie wycina Twoja żona, nie widzę żeby tak strasznie chciała
        Cię "oskubać". walczy z Toba raczej o dzieci niż o pieniądze.
        ot, taka mała niekonsekwencja jak dla mnie.
    • iksx1 Re: Data zgonu: 1.12.05 04.08.05, 10:55
      A ja mam wrazenie że w nienawiści wasza rodzina zyje już od dawna. Masz wyraźne
      sado-masochistyczne skłonności, jeśli na rodzinie wyżywasz sie tak samo
      psychopatycznie jak na różnych forach to im współczuję... I wszystko po to, żeby
      przypadkiem żonie po rozstaniu nie było lepiej finansowo niż tobie...
      Biedne dzieciaki.
    • e07 Re: Data zgonu: 1.12.05 05.08.05, 14:28
      A mnie twoje żale przypominają, co mój (jeszcze) mąż mówi o mnie. Mówi, że
      wpadam w szał, że patrzę na niego wzrokiem, który może zabić, że robię
      awantury, że go nienawidzę (nawet mu to kiedyś rzeczywiście wykrzyczałąm w
      twarz). A jednak uważam, że rozpad małżeństwa, to jego wina, choć jest anielsko
      spokojny - bo po prostu od lat ma mnie w .... Był ze mną, bo dom zadbany,
      obiadek na stolle itd., dawałam kiedy chciał brać. On potrafi nie odezwać się
      słowem całymi tygodniami, z wyjatkiem "przepraszam" jak mijamy sie w
      przedpokoju, dziekuje po posiłku i cześć jak wchodzi i wychodzi z domu. I
      rzeczywiście awantury to ja, ale ja przynajmniej coś czuję.
      • buba77 Tak sobie myślę 06.08.05, 12:13
        ze tak jest w wielu związkach. Brak rozmowy, porozumienia, bycie ze sobą, bo
        tak wygodniej i przyzwyczailiśmy sie. A to prowadzi w linii prostej do
        narastania pretencji, żalu, złości, w końcu obojętności, wypalenia. Wydaje mi
        sie, ze to jest moment, aby coś zrobić radykalnie: albo przerwać, albo pogłębić
        związek, znaleźć w nim coś nowego (np. przerwać rutynę w seksie, zdobyć sie na
        coś nowego, co nas - może nie od razu - zafascynuje, od nowa przyciągnie do
        drugiej osoby. Tak myśle, ale musi sie chcieć obydwu stronom. POtrzeba dobrej
        woli, wysłuchania drugiej strony, no i chęci mówienia.
    • akacjax Plathess: 06.08.05, 15:09
      1. Odebrałeś swoje i jej wezwanie? Nie rozumiem, to trzeba osobiście.....
      Ona może nie przyjść, jej podpisu nie ma na potwierdzeniu...sprawa sie
      przeciągnie.
      2. Czy wiesz, co napisała w pozwie? Czy przygotowałeś się do odpowiedzi....
      3. Czy jako kochajacy i dbajacy o dzieci ojciec masz świadków, którzy to
      potwierdzą?
      4.Czy masz dowody, że prowadzicie wspólne gospodarstwo, Ty dajesz na dzieci
      itd.?

      Po prostu brak mi sił na Twoje żale, gdy nie piszesz, co robisz by zapobiec
      dalszemu rozkładowi, oraz przygotować sie do ewentualnej obrony.
      Rozumiem, że sytuacja Cię rozkłada, nie wiem juz czy kochasz żonę, czy nie. Czy
      są szanse na naprawę, czy nie. Konkrety się teraz liczą.
      • magnuna Re: Plathess: 08.08.05, 18:36
        A Plathess dziwnym trafem milczy.Na Rozwodkach potrafil na kazdy poscik
        natychmiast odpowiadac, a teraz kiedy temat dotyczy jego (co sam zaczal) milczy
        jak zaklety, no chyba ze jest na urlopie.
    • kasiar74 Re: Data zgonu: 1.12.05 04.09.05, 01:23
      co u ciebie kolego?
      • bezecnymen Re: Data zgonu: 1.12.05 05.09.05, 08:47
        nie czytałaś nekrologu?
    • welcometopoland TU szukasz pocieszenia ?!?!? 13.09.05, 17:35
      Tu rządzą same zgorzkniałe, zdziwaczałe, żądne kasy i zemsty babsztyle
      NIENAWIDZĄCE PŁCI MĘSKIEJ NA MAXA !
      • joasia69 Re: TU szukasz pocieszenia ?!?!? 13.09.05, 21:41
        Oj!
        Ja mężczyzn dalej lubięsmile
        Nie chcę zemsty, nie jestem zdziwaczała ani tym bardziej zgorzkniała.
        Czyzbyś przestał lubić kobiety??
        • singelka Re: TU szukasz pocieszenia ?!?!? 13.09.05, 22:01
          wiecie tak sobie czytam Wasze wypowiedzi i mam pytanie: jestem dość młodą
          osobą /23 lata/, nigdy nie byłam mężatką i szczerze mówiąc boję się w to
          wchodzić, w małżeństwo, mam na myśli, choć bardzo bym chciała. Obserwuję
          otoczenie: znajomych, kuzynostwo, dalszych znajomych i nie rozumiem co się
          dzieje. Ludzie, po 5-6 latach związku małżeńskiego, nie są w stanie na siebie
          patrzeć, nie daj Boże odezwać, dogryzają sobie, ile się da, każdy powód jest
          dobry. Moja siostra powiedziała, że drażni ją , kiedy jej mąż obok siedzi i
          oddycha. Czy to jest normalne?? Zanzaczam, że są to ludzie w przedziale
          wiekowym 28-33 lata. Skąd bierze się taka prawidłowość, że po 5 latach
          wspólnego życia, wspomnień, przeżyć, radości i smutków, okazuje się, że nie
          można polegać na tej drugiej osobie, że nie jesteście już dla siebie wsparciem
          i nie potraficie już dalej razem żyć? A przecież był czas, kiedy się
          uzupełnialiście. Czemu tak jest??
          Proszę, żeby na mój post odpowiedziały osoby, które mają coś mądrego na ten
          temat do powiedzenia, a nie w celu odegrania się, jak to niekiedy bywa. Z całym
          szacunkiem dla osób rozwodzących się, proszę odpowiedzcie mi na pytanie: co
          spowodowało, że staliście się dla siebie obcymi ludźmi? Pytam ich, dlaczego tak
          się dzieje, a oni mówią, że nie wiedzą, że to już tak jest. Co to znaczy, że to
          tak jest??? Jesteście ode mnie starsi, powiedzcie....na bazie własnych
          doświadczeń, jeżeli chcecie, rzecz jasna.

          Pozdrawiam
          • bezecnymen Re: TU szukasz pocieszenia ?!?!? 13.09.05, 22:59
            odpowiedź banalna niestety: te kilka lat wspólnego życia wystarczają na ogół by
            to co wydawało się miłością dozgonną okazało się mirażem....... nie wytrzymało
            codzienności, zmiany ról i relacji po rozmnożeniu rodzinysmilezwykle tego odkrycia
            dokonuje jedno z małzonków, stąd zdrady, odejścia, rozwody..... czasem
            odkrywają to oboje i pół biedy jeśli potrafią rozstać się beż prania brudów i
            obnoszenia się ze swoją krzywdą, straconymi najlepszymi latami, poświęceniem itp
            • singelka Re: TU szukasz pocieszenia ?!?!? 13.09.05, 23:01
              dziękuję
      • kasia9873 Re: TU szukasz pocieszenia ?!?!? 13.09.05, 22:16
        welcometopoland napisał:

        > Tu rządzą same zgorzkniałe, zdziwaczałe, żądne kasy i zemsty babsztyle
        > NIENAWIDZĄCE PŁCI MĘSKIEJ NA MAXA !

        No, no tyle kompementów na raz.

        Mów do nas jeszcze!!!!!!!!!!!!!!
        • bezecnymen Re: TU szukasz pocieszenia ?!?!? 13.09.05, 22:40
          czyżby nowy uniform starego znajomego???
          • kasia9873 Re: TU szukasz pocieszenia ?!?!? 13.09.05, 22:42
            Myślisz, że to gad w nowym wcieleniu?
            • bezecnymen Re: TU szukasz pocieszenia ?!?!? 13.09.05, 22:52
              odnosze wrażenie że to juz czwarte przebranie tej samej osoby...już mnie to
              nudzi uncertain
              • kasia9873 Re: TU szukasz pocieszenia ?!?!? 13.09.05, 23:01
                Na jakiej podstawie domyślasz się, że to on.
                Po tonie postów, czy używaniu niezbyt miłych słów?
                A może w Tobie drzemią ukryte talenty i zostaniesz Kapitanem Żbikiem?
                • bezecnymen Re: TU szukasz pocieszenia ?!?!? 13.09.05, 23:05
                  wszystko po trochu
                  zresztą nawet jeśli sie mylę, to i tak nie zmienia faktu, że nie chce mi się
                  zabierać głosu w dyskusji, która do żadnych konstruktywnych wniosków nie
                  prowadzi, a obrzucanie obelgami też mi się przejadło, chyba wypada dostosować
                  się do niektórych postów i oględnie napisać, że totalnie cienkim sikiem to
                  olewamtongue_out
                  • kasia9873 Re: TU szukasz pocieszenia ?!?!? 13.09.05, 23:17
                    Bezecny!
                    Przyznaję Ci rację. Chyba najrozsądniej jest takie posty ignorować.


                    Ponieważ na dzisiaj zamykam działalność i udaję się na zasłużony odpoczynek po
                    ciężkim dniu człowieka pracy mówię DOBRANOC.
                    I niech sie wszystkim przyśni coś miłego.

                    Pa
                    Kasia
                    • bezecnymen Re: TU szukasz pocieszenia ?!?!? 13.09.05, 23:19
                      Kasiu...michałka na dobranoc big_grin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka