Dodaj do ulubionych

Inteligencja kobieca...

06.10.05, 20:13
... różni sie od inteligencji ludzkiej.

Toczę w jednym z wątków spór dotyczący sprawy, czy małżonkowie w trakcie
rozwodu są jeszcze małżonkami, czy już nie.
Oczywiste jest, że wedle prawa są małżonkami co się zowie, ale to nie
wszystko. Bo celem ich rozwodu jest bycie wolnym i tylko wyglądają korzystnego
dla siebie wyroku.
Wynika z tego, że można być małżonkiem prawnie, a oczekiwać od tego samego
prawa by małżonkiem nie być - i stąd cały problem.

Drogie Panie bronią swojej koleżanki, która rozwodząc się z mężem zasięga o
nim opini w róznych źródlach: wypytuje rodzinę i psychologa (który lekarzem
nie jest) o stan zdrowia.
Gdyby żona miała ochotę byc żoną, to owo wypytywanie uznałbym za przejaw
troski o bliską osobę.
Gdy żona nie chcę być żoną, a wypytuje o sprawy faceta, z którym toczy boje
sądowe, to nie jest to troska, ale zbieranie materiałow. Gdy ktoś potajemnie
zbiera o drugim informacje, to takie zachowanie budzi mój niepokój, który
wyraziłem. Tymczasem drogie Panie uważają to za zupełnie normalne.

Mam pewien pomysł - zróbmy eksperyment myślowy: wyobraźcie sobie, drogie
Koleżanki, że Wasi eksowie wypytują o szczegóły ginekologów, do których
regularnie chodzicie. Co Wy na to? Może ci eksowie zbieraja takie osobiste
informacje z TYLKO troski o Wasze zdrówko?

Zapewniam przy tym, że psycholog zajmuje sie równie intymnymi sprawami, co
ginekolog.
Obserwuj wątek
    • aint Re: Inteligencja kobieca... 06.10.05, 21:14
      Tricolour...
      Właśnie ostatnio się zastanawiam nad swoją przynależnością gatunkową... W nowej
      pracy w kwestionariuszu osobowym musiałam wpisać stan cwilny. No niby wszystko
      oki, ale ręka mi nieźle drżała gdy wpisywałam mężatka (bo impreza się dopiero
      rozkręca). Bo choć formalnie to prawda, cała moja natura protestuje przeciwko
      temu. Podobne cyrki z danymi do ubezpieczenia, adres zamieszkania męża -
      nieznany... wieeelkie oczy kadrowej (no przeciez nie będę się spowiadać każdemu).
      Jakoś ggłupio mi było zapomniałam języka w gębie, choć ponoć jak na babę
      inteligente ze mnie stowrzenie...
      Może narażę się dziewczynom, ale zbieranie informacji o prawie eksie uważam za
      świństwo. Nie chcę z nim być, nie interesuje mnie jego katarek, tak z czystego
      szacunku dla siebie... Co innego, gdy pojawi się naprawdę poważny problem o
      którym on sam mnie poinformuje, poprosi o pomoc, itp... też z szacunku do siebie
      zastanowię się czy jestem w stanie pomóc. Zachowam się jak człowiek...
      Nie jak ludź, bo baba to nie ludź przecież, oj nieladnie tri, nieładnie..., wrrrrsmile
      • akacjax Re: Inteligencja kobieca... 06.10.05, 22:40
        A jak zakwalifikować niezbierane, ale otrzymane informacje? Przerwać, powiedzieć nie, nie, no , nie powinnam słuchać...a co powiedzieć z info, które wypływają z "ruchu powietrza" wokół?
        Znam każdy gest exa, znam znaczenie każdego jego spojrzenia, interpretuję doskonale jego słowa...20 lat z tym miałam do czynienia. No aż taka nawina nie jestem...
        Oczywiście my kobiety zwane dawniej niewiastami...mamy inną inteligencję...smile
    • joasia69 Re: Inteligencja kobieca... 06.10.05, 22:49
      Ja bardzo przepraszam, ale koleżanka, która rozwodzi sie z mężem nie napisała
      dlaczego była u tego samego psychologa co jej jeszcze mąż.
      Psycholog jest człowiekiem, który próbuje np. ratowac małżeństwo. Wtedy właśnie
      udajemy się do niego, a on pomaga nam naprawić to co się popsuło. Jesli
      naprawić się uda to brawo! Jesli nie, to wiemy jak zazwyczaj się to kończy.
      Nie doczytałam się w żadnym miejscu w wypowiedzi koleżanki,że podstępnie lub
      nie podstępnie wypytywała o stan zdrowia męża.
      Tym bardziej nie doczytałam się, że o męża wypytuje rodzinę.
      Nie wiem też, czy koleżanka zbiera materiały na sprawe rozwodowa i dlatego,
      zgodnie z Twoim przekonaniem, podstępnie stała się posiadaczką opinii
      psychologa.
      Moja wypowiedź dotyczyła tego, że do póki nie dostajemy z sądu w łapę papierka,
      to dalej jesteśmy małżeństwem. A jeśli nim jesteśmy i akurat zasięgamy porady
      psychologa w poradni małżeńskiej to może własnie wtedy psycholog mówi nam o tym
      co dzieje sie z naszą drugą połową. Mówi nam po to, abyśmy mogli cos naprawić,
      a nie po to aby potem to wykorzystać.
      Jeśli opinia psychologa została by przedstawiona na sprawie jako dowód
      przeciwko mężowi to źle. Mi się takie postępowanie zdecydowanie nie podoba!

      Mówiłam tez o tym, że eks mąż w dalszym naszym życiu ciągle istnieje. Istnieje
      wtedy, gdy są dzieci. Bo dla dzieci on dalej jest ojcem. Dla mnie mężem juz nie
      będzie. Ale zwyczajnym ludzkim odruchem jest to, aby dzieci zapytac np. czy u
      taty jest wszystko w porządku i czy jest zdrowy.

      Ze swoim męzem nie rozmawiam od ponad roku. Jestesmy w trakcie sprawy
      rozwodowej, na której go nie ma. Nie interesuje go czy dalej jesteśmy
      małżeństwem czy już może nie. Ale kiedy dzwoni do swoich dzieci, to dla mnie
      zupełnie normalne jest zapytanie potem czy tata jest zdrowy, czy pracuje, gdzie
      mieszka. I to nie po to, aby potem wykorzystać to w sądzie, ale po to aby
      dzieciaki wiedziały, że pomimo iż nie kocham ich ojca, to życzę mu jak
      najlepiej, bo właśnie tak mu życzę. i nigdy nie powiem, że złym czy nieuczciwym
      człowiekiem był. Nigdy też nie usłyszały złego słowa na temat swojego ojca.

      Może jestem dziwna i nienormalna, ale na pewno nie wykorzystałam bym w sądzie
      żadnej opinii psychologa czy lekarza dotyczacej stanu mojego męża.

      Myślę Tri, że źle oceniasz kobiety. Nie lubisz ich chyba mocno.

      • tricolour Bardzo lubię i szanuję... 06.10.05, 22:58
        ... kobiety. Zupełnie nie rozumiem, skąd pomysł, że jest inaczej...

        No chyba, że szwakuje poczucie własnej wartości i każda, nawet "felietonowa",
        wypowiedź powoduje wrażenie, że nie lubię, że napadam itp.
        Nie napadam.

        Poza tym uważam, że pytanie o zdrowie i pracę należy kierować do męża, a nie do
        dzieci. Pytanie dzieci o zdrowie ojca jest manipulacją.
        • akacjax Re: Bardzo lubię i szanuję... 06.10.05, 23:09
          Hej! to dzieci z nim rozmawiają...słyszałeś o sytuacji- ktoś mówi: rozmawiałem z x..tak?- pada odpowiedź, co u niego słychać, wszystko ok?
          ..nie rozumiesz tego tri?
          Gdybym nie widywała sie z ojcem moich dzieci, a one mi o nim mówiły, to z kultury, czy wychowania tychże dzieci wypada zadć pytanie, co u niego, czy zdrowy, czy ma pracę..bez podtekstu. rozumiesz można zapytać kogoś co u niego bez podetkstu. Nawet jeżeli to osobisty ex.
          • tricolour Jasne - masz rację... 06.10.05, 23:14
            ..."można zapytać kogoś co u niego bez podetkstu".

            Ale ja mówię o sytuacji, kiedy nie pytamy tego kogoś co u niego, tylko pytamy
            osoby TRZECIE, co sie dzieje u tego, co nas tak bardzo interesuje.
            Jeżeli wypytujemy dzieci, to przy okazji uczymy je plotkowania.

            Zaiste tytuł wątku jest chyba do rzeczy, a miało byc tylko przewrotnie.

            smile
          • tricolour Poza tym... 06.10.05, 23:19
            ... innym jest zapytanie: co słychać, wszystko OK?

            A co innego czy pracuje i gdzie mieszka. Dlaczego byłą żone obchodzi gdzie
            mieszka obcy facet?
            Może nie jest obcy?

            smile)))
            • joasia69 Re: Poza tym... 07.10.05, 00:11
              obcy to jesteś Ty np. smile
              i dlatego nie pytam gdzie mieszkasz.

              Ale mój mąż nie jest i nie będzie obcym facetem. Nie ma uczucia, ale obcy nie
              jest.
              Nie interesuje mnie ile zarabia i czy z kimś sypia.
              Ale interesuje mnie czy jest zdrowy....to chyba zupełnie normalne.


            • akacjax Re: Poza tym... 07.10.05, 09:03
              I nie rozumiem dlaczego jego kolegę może obchodzić (i ma prawo wiedzieć), gdzie mieszka, a jego byłą żonę i ciągle aktualną matkę jego dzieci ma jego miejsce mieszkania nie obchodzić.
              Dodam, że nie pozbawiony praw rodzicielskich, czasem jego podpis może być potrzebny, albo trzeba coś przekazać (by nie niosło się na pokolenia, że nawet nie powiedziała).

              Tylko dlaczego mój ex. ciagle mieszka u mniesad...

              Chciałeś przewrotny wątek? Ty ogólnie jesteś przewrotny w stosunku do nas(nie złośliwie to piszęsmile, więc jak przewrócić przewrócone wyjdzie postawione prosto.
          • joasia69 Re: Bardzo lubię i szanuję... 07.10.05, 00:07
            więc własnie, bez podtekstu i bez manipulacji

            dla mnie to normalne, był i na razie jest moim mężem. jest i będzie ojcem
            naszych wspólnych dzieci. jeśli będzie już eks, to nie znaczy, że zaczne mu
            życzyc źle, czy cieszyc się z jego podknięc. wręcz przeciwnie.
            W końcu kiedyś coś nas łączyło...uczucie. Mniejsze czy większe ale jednak było.
        • 13monique_n Re: Bardzo lubię i szanuję... 07.10.05, 09:13
          Masz racje, Tri... w tamtym watpku mnie rowniez uderzyl fakt, ze nawet
          przypadkiem nie nalezy zapytac o szczegoly zdrowia JESZCZE meza. Dlaczego? No,
          moze dla zwyklego poczucia przywoitosci. Niezaleznego od plci, a blizszego
          wyksztalceniu cech gatunku, do ktorego nalezymy "homo sapiens". I tyle. NIe
          nalezy. NIe wolno. Tak samo, jak nie otwieramy listow adresowanych do kogos
          innego, nie podgladamy i nie podsluchujemy. Pozdrawiam.
          • phokara Inteligencja kobieca... 07.10.05, 11:20
            ... zafascynowal mnie tytul. Trzeba bylo z miejsca "wyzsza inteligencja" na jedno by wyszlo.

            A potem czytam zdanie, ktore mnie rozwala:

            "inteligencja kobieca rozni sie od inteligencji ludzkiej".

            Bylabym sie obruszyla (gdybym byla inteligentna of course) ale przypomnialam sobie, ze w
            rzeczywistosci kobiety nie naleza do rodzaju ludzkiego. Jeno do Aniolow i Bogin.
            Uspokoilam sie...
            pozdrawiam cieplo wszystkich ludzi w sensie facetow. A przy okazji caly plankton i takie tam
            insze z rodziny.

            ps.
            Monique... nie podlizuj sie tak!!!
            • 13monique_n Re: Inteligencja kobieca... 07.10.05, 11:44
              > ps.
              > Monique... nie podlizuj sie tak!!!

              Pho, przeciez wiesz....big_grinDDD
              W dodatku Tri naprawde ma racje i zawsze wali bez ogrodek. Moze bolesnie, ale
              sie nie zgrywa. (ooooojjjjjjj, znowu wazenka - sorrrrry) smile
            • scriptus Re: Inteligencja kobieca... 07.10.05, 13:01
              wink)))))))))
              Pho, jak zwykle masz rację ... ;P
              • phokara Re: Inteligencja kobieca... 07.10.05, 13:22

                Ach, boginie tak juz maja....
                • scriptus Re: Inteligencja kobieca... 07.10.05, 13:45
                  Wiem... tym się różnię od "normalnego" faceta wink)))
            • tricolour Jesteś obruszona... 07.10.05, 13:30
              ... to widać, słychać i czuć. Niepotrzebnie.

              Nie masz czym sie obruszać, bo równie łatwo idzie mi napisanie, że inteligencja
              męska różni sie od ludzkiej. To nic nie znaczy.
              A kiedyś nawet naskrobałem, że kobiety są bardziej stanowcze, konsekwentne, a to
              znaczy już wiele.

              Lubię jak ktoś sie podlizuję, ale z umiarem. Śmieszne jest to, że nie wiem gdzie
              jest granica czyjegoś umiaru...

              smile)))
              • phokara Re: Jestes´ obruszona... 07.10.05, 14:00
                Mnie nie tak latwo obruszyc, hehehe.
                Nabijam sie tylko, wredziolu....

                ps
                i tez nie wiem, gdzie jest granica Twojego "lapania" mojego poczucia humoru.

                ps2
                Scriptus,
                masz racje i w ogole.
    • bursztynowe Re: Inteligencja kobieca... 07.10.05, 10:38
      To chyba nie jest takie proste jak opisałeś.

      Intencje osoby udającej sie do psychologa mogą być zupełnie różne. Po
      wprowadzeniu w błąd psycholog udzieli informacji, której w tej sytuacji nie
      powinien był udzielić. To znaczy ujawnić coś co byłoby ze wykorzystane
      przeciwko bądź co bądź jego pacjentowi.


      Jednak z drugiej strony, istnieją sytuacjia kiedy trzeba uciec się do podstępu
      by coś udowodnić czy wykaząc, a co nie byłoby możliwe w innych sposób.
      Przykład? mąż socjopata, ale na tyle sprytny by nie dać się przyłapać (zero
      obdukcji, brak świadków). Jednocześnie żona chce się rozwieść nim, jednak ze
      względu na brak fomalnych dowodów nie może wykazać winy małżonka w rozkładzie
      związku. To czy gdy uowa żona ucieknie się do podstępu, wykorzystując sytuację,
      że delikwent niebacznie udał się był do kogoś, kto formalnie może zdiagnozować
      jego osobować jest naganne? Istotne są chyba intencję a nie to co się robi...

      Można zabić kogoś, kto trzyma w ręku granat, unikjąc w ten sposób śmierci
      innych osób. Mordersto jest (generalnie) naganne, ale czy w tym przypadku nie
      jest wręcz odwrotnie?


      Świat nie jest czarno-biały

      A inteligencja kobieca chodzi innymi ścieżkami niż męska.
      I już.
      • bezecnymen szlachetny cel 07.10.05, 15:04
        uświęca środki bursztynku? to temat na odrębny wąteksmile
        a dobrymi chęciami to jest wybrukowane miejsce do ktorego niewątpliwie trafię w
        odpowiednim czasiebig_grin
    • joasia69 doczytałam się... 07.10.05, 12:18
      że nasza koleżanka wypytywała rodzinę o swojego jeszcze męża sad
      a to już nie bardzo mi się podoba.

      Dziwi mnie tylko jedno. Dlaczego rodzina męża udziela jej takich informacji??

      Musze się zgodzić z Tri w jednym.....absolutnie nie powinna tego robić.

      Nie zgadzam się jednak z tym, że nie mam prawa wiedzieć gdzie mieszka mój mąż i
      nie mam prawa spytać, czy jest zdrowy.
    • berek_76 Re: Inteligencja kobieca... 07.10.05, 12:33
      Tri - jak zwykle masz rację, ale nie do końca.

      Bo czasami człowiek działa w samoobronie. Bardzo brzydko jest czytać czyjąś
      pocztę. Nie lubię tego. Ale czytałam pocztę mojego męża, kiedy obawiałam się,
      że zabiera moje dziecko do kochanki. Wstydzę się? trochę. Ale nie bardzo.
      bardziej bym się wstydziła, gdybym pozwoliła zrobić jeszcze większą krzywdę i
      tak pokrzywdzonej córce.

      Przykład drugi - mieszkam w mieszkaniu mojego męża. Jest to jego prywatna
      własność, mnie nic do niego. I chociaż zamierzam się z mężem rozwieść, a jakże,
      to absolutnie nie zamierzam się wyprowadzić - bo jestem jego żoną i mam prawo
      tu mieszkać. Gdzie mam się wyprowadzić, pod most? Ale w świetle prawa nic mi do
      tego mieszkania, mam tylko prawo tu mieszkać. No to mieszkam. I rozwodzę się.
      Równocześnie.

      I tak to czasem bywa. W sytuacji, kiedy jedna strona robi krzywdę drugiej, ta
      druga się broni. Czasem ucieka się przy tym do nieładnych sposobów - ale czasem
      ma też niewielki wybór. Czyn zły pozostaje czynem złym, ale czasem jest
      usprawiedliwiony.

      Co ma się nijak do przypadku, który wywołał tę dyskusję, - nie analizowałam i
      nie wiem, na ile w tej sytuacji takie dziąłania były uzasadnione. Ale potrafię
      sobie wyobrazić, że bywają.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

      You've got to kick a little
      • tricolour Jeżeli jesteś żoną... 08.10.05, 17:28
        ... to masz prawo mieszkać, to jasne.
        Po rozwodzie stracisz wszystkie swoje małżeńskie prawa, a to że nie wylądujesz
        na bruku, to tylko dlatego, że będziesz chroniona przez inne prawa. Nie wyrzuca
        się ludzi ze względu na widzimisię.

        Nie zajmowałbym jednak buńczucznego stanowiska w kwestii mieszkania z eksem po
        rozwodzie, bo może on najzwyczajniej sprzedać mieszkanie skoro to jego własność.

        "Czyn zły pozostaje czynem złym, ale czasem jest usprawiedliwiony" - mam inne
        zdanie: czyn zły może być wytłumaczony, a nigdy nie może byc usprawiedliwiony.
        Zło nie ma usprawiedliwienia - z definicji.
        • akacjax Re: Jeżeli jesteś żoną... 08.10.05, 22:18
          A wiesz jak sprzedać mieszkanie z zameldowanym exem...może podpowiesz...potrzebuje takiej rady.
          Ja tam mogę mieszkać wszędziesmile
          • tricolour Chyba normalnie... 09.10.05, 01:51
            ... bierzesz i sprzedajesz.

            Ja sprzedałem mieszkanie, w którym żona (ale już nie mieszkająca) załozyła swoją
            firmę. Poszła jako zona do urzędu i na mój adres (w tajemnicy) załozyła swoją firmę.
            Nic o tym nie wiedziałem i sprzedałem mieszkanie wraz z ta firmą. Nowy
            właściciel zaczął mieć kłopoty gdy urząd skarbowy chciał podatki z tej firmy - i
            wszystko sie wydało.
            Potem miała kobita troszkę wyjasniania, ale szczegółów nie znam, bo to nie moja
            sprawa...
            • hela74 Tri, to nie takie proste 09.10.05, 12:58
              ja kupując mieszkanie zażądałam od poprzedniego właściciela zaświadczenia z
              administracji, że nikt tam nie jest zamaledowany. Tego samego zażądała zreszta
              notariusz jako dokumentu do spisania aktu notarialnego, żeby nikt nie został
              oszukany
    • scriptus Re: Inteligencja kobieca... 07.10.05, 14:23
      Tri, małżonkowie, to małżonkowie.
      W moim przekonaniu w jakimś sensie nie przestają nimi być nawet po formalnym
      rozwodzie, podobniem jak brat z siostrą nie przestają być rodzeństwem, nawet,
      jak się nie widują .
      Będę o tym przekonany, nawet w tym nieprawdopodobnym prazypadku, jakby Kościół
      zmienił swoje założenia w tej kwestii.
      Jeżeli ktoś zdobywa informacje na mój temat, to mogę się tego obawiać, jeżeli
      sam jestem w porządku. Jeżeli mam tajemnice... czynię coś, czego sąd nie
      powinien wiedzieć, bo orzeknie na moją niekorzyść. Ja się nie muszę bać. Nie ma
      informacji, które mogłyby mi zaszkodzić. Nie wyznaję nic takiego mojemu
      psychologowi, co mogłoby , po "przecieknięciu" do mojej małżonki być
      wykorzystane jako dowód przeciw mnie. Owszem, mam swoje wady, ale te są raczej
      znane mojej małżonce, zatem, nie obawiam się, że ktoś "wyszpieguje" informacje
      o moim stanie zdrowia fizycznego, czy psychicznego, tudzież innych
      zaszłościach.
      Ale co do inteligencji i sposobu pojmowania rzeczywistości, w pełni sie
      zgadzam, że istnieją istotne różnice między mężczyznami i kobietami. Jednak to
      przeważnie mężczyźni sobie z tego nie zdają sprawy, doskonale o tym wiedzą
      kobiety. Statystycznie to one mają większą empatię, choć na ogół dysponują
      mniejszą siłą fizyczną, gorzej poruszają się w świecie techniki, pojęć
      abstrakcyjnych, są mniej kreatywne, mają gorszą orientację przestrzenną. Nie
      jest ważne, człowieku, że potrafisz doprowadzić do przemieszczenia góry, a
      Twoja kobieta nie.... ona potrafi Cię do tego skłonić tongue_out
      A Ty, choćbyś chciał, to tego nie zrobisz, nie skłonisz jej do tego, ona góry
      nie przeniesie. Jeśli Ci tak na tej górzse zależy, to i tak w końcu zrobisz to
      sam.
      • anja_pl Re: Inteligencja kobieca... 07.10.05, 14:27
        scriptus napisał:

        [ciach]
        > Nie
        > jest ważne, człowieku, że potrafisz doprowadzić do przemieszczenia góry, a
        > Twoja kobieta nie.... ona potrafi Cię do tego skłonić tongue_out
        > A Ty, choćbyś chciał, to tego nie zrobisz, nie skłonisz jej do tego, ona góry
        > nie przeniesie. Jeśli Ci tak na tej górzse zależy, to i tak w końcu zrobisz
        to
        >

        Scri jesteś po prostu cudowny big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
        kisskisskiss
        > sam.
        >
        >
        • julka1800 Re: Inteligencja kobieca... 07.10.05, 14:40
          Popieram!!!!
    • bezecnymen Re: Inteligencja kobieca... 07.10.05, 15:11
      na ten temat się nie wypowiem, bo w ogóle nie qmam co to jesttongue_out
      gwoli jasności wyjasnię, że zastanawiam się, czy ludzie w ogólnym tego słowa
      znaczeniu sa jako tako inteligentni czy tylko na takich pozują??? bo mam
      zasadnicze wątpliwości.....
      • pchelka Re: Inteligencja kobieca... 07.10.05, 15:14
        Ja tam pozuję,
        ale ex się nabrał.....
        Gdybym rzeczywiście była inteligentna,
        nie byłabym...pchłą
      • scriptus Re: Inteligencja kobieca... 07.10.05, 16:00
        Bezecny, wyjaśnię, inteligencja , to taki abstrakcyjny twór męskiego umysłu,
        mający określać coś, co mamy my , mężczyźni, a czego nie mają kobiety. Tyle, że
        ten facet, co to wymyślił, był matołem i źle to zdefiniował, okazało się, że
        kobiety też mają coś, co pasuje do tej definicji (co najmniej niektóre, w dość
        znaczącej liczbie, niestety, przynajmniej te, które ufarbowały włosy na
        ciemno) .
        Jednak w dalszym ciągu pozostaje nam jednak to coś, co nas w istotny sposób
        odróżnia, a czego one nie mają... chyba, że sobie przyczepią sztuczny, ale to
        już jest zaliczane raczej do pewnego rodzaju odchyleń od normy, w
        przeciwieństwie do posiadania inteligencji.
        tongue_out big_grinDDDDD
        • dariaa76 Re: Inteligencja kobieca... 09.10.05, 19:38
          Tri...bałes się kiedys o kogoś? Bo ja się boję o dzieci i tylko dlatego poszłam
          do psychologa,żeby dowiedziec sie ze może to ja panikuje, moze wyolbrzymiam
          niektore problemy i niektore jego zachowanie...ze rodzina mnie informuje o tym
          i owym to tez nie ze złośliwosci, ale widocznie tez widza ze coś jest nie tak i
          na pewno się martwią nie o mnie, bo ja sobie poradze ale głownie o dzieci, zeby
          juz bardziej nie cierpiały...a nie zeby dokopac męzowi przy rozwodzie!!!!
          • tricolour A to zupełnie co innego... 09.10.05, 23:07
            ... nie codziennie spotykamy się z bandziorami, którzy dybia na nasze zdrowie
            lub zycie.
            Jeżeli Twój mąż zalicza sie do niebezpiecznych, to jak najbardziej masz prawo
            chronic siebie i dzieci.
            W takim razie trzeba też na policję... takie służbowe notaki bywaja cenne przy
            rozwodzie.
            • bezecnymen Re: A to zupełnie co innego... 10.10.05, 07:26
              niewątpliwie... ale żeby pójść na policję ze strachu przed mężem, trzeba jednak
              sporo odwagi...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka