Dodaj do ulubionych

Poczytajcie

29.07.06, 10:29
Co myslicie o tym artykule? świetnie napisany. Lek na moje zszargane emocje
po ostatnim wyleczeniu się z ... teraz już wiem, że z choroby smile Zbieram się,
żeby to opisać tutaj, ale tak jakoś... trudne to.

Mam nadzieję, że w ten sposób można go znaleźć:
kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,57321,2547274.html?as=2&ias=2&startsz=x

Bardzo mi się podoba: "Może kiedyś istniała odmiana praludzi zdolnych do
naturalnego odczuwania szczęścia, ale przepadli z kretesem wyparci przez
odmianę wiecznie niezadowoloną, wiecznie marzącą o przeprowadzce do lepszej
jaskini".

Dobry też drugi na tej stronie "skąd się bierze miłośc".
Pozdrawiam wszystkich
Obserwuj wątek
    • kruszynka301 Re: Poczytajcie 29.07.06, 10:51
      dla mnie to jest stek bzdur.
      Autor posługuje się faktami wybranymi wybiórczo (liczy koszty rozwodu, ale przecież koszty rozwodu są sprawą marginalną w stosunku do kosztu ślubu, w większości przypadków mniejsze niż koszt samej sukni ślubnejwink.

      Leczyć ludzi z miłości, bo ktoś może trafić na alkoholika czy sadystę????
      Bzdury.
      Dla mnie to pseudowywiad (z fikcyjną postacią) napisany podczas braku weny twórczejwink.
      Nie zapominajmy, że większość małżeństw (w przeciwieństwie do naszych) trwa i ma się dobrze).
      • buba77 Re: Poczytajcie 29.07.06, 11:24
        Nie chodzi mi przecież o leczenie - jak nie ma pacjentów, to lekarz nie
        potrzebny. Ale o podejście do miłości. Próbuję je na swój
        sposób "zracjonalizować". A najlepiej to zrobić z przymrużeniem oka, tak jak to
        zostało opisane w artykule. Przecież fascynacja drugim człowiekiem nie
        gwarantuje udanego związku na całe życie. A często tym się kierujemy.
        Tak sobie rozważam. Sklejam się po nieudanym związku i po krótkiej "miłostce",
        która - mam nadzieję - otworzyła mnie na nowe doświadczenia. Chciałabym
        wiedzieć więcej o naszych relacjach, lepiej się w nich poruszać. I chyba jednak
        więcej kontrolować.
        A z tą większością małżeństw, to ja mam inne wokół siebie i inne doświadczenia.
        • kruszynka301 Re: Poczytajcie 29.07.06, 11:36
          z tego, co wyczytałam, "miłość", objawiająca się produkcją endorfin i poczuciem szczęścia, jest traktowana jak chorobę, którą trzeba leczyć, a im szybciej się podda terapii, tym leczenie jest szybsze i skuteczniejsze.
          Wniosek nasuwa się jeden: trzeba wychodzić za mąż biorąc pod uwagę rozum, kierując się np interesem rodzinnym, a nie hormonami.

          Fascynacja drugim człowiekiem nie gwarantuje udanego związku. No cóż - NIC nie gwarantuje udanego związku, myślę, że na tym forum wiemy o tym jak nikt inny.

          Ale jeśli mogłabym wybierać, to wolę jako kryterium doboru partnera właśnie fascynację, a nie zbliżony stan majątkowy naszych rodzin.

          Nie wiem, jak Ty, ale ja nie potrafiłabym wybierać nowego partnera na zimno, z kalkulacją - kieruję się intuicją (bo po pierwszym dniu znajomości tylko intuicją mogę się tłumaczyć, a swoje decyzje co do ewentualnego związku podejmowałam właśnie w pierwszym dniu - i podejmowałam bezbłędnie).
          • akacjax Re: Poczytajcie 29.07.06, 12:50
            A ja sobie myślę, że raczej chodzi o to, by mieć pewną świadomość, że chemiczno-mózgowe zauroczenie można i należy przeanalizowac na zimno. A gdy okaże się, że wychodzi nam to na minus, to jest szansa by sie odkochać...bardziej na początku, bo im dalej w las....
            Pozdrawiam wszystkich!
            • buba77 Re: Poczytajcie 29.07.06, 15:40
              ja traktuję ten artykuł bardziej jako ciekawostkę (obśmiałam się na sposób
              opisania stanu zakochania), która pokazuje pewne mechanizmy, a nie wytyczne w
              jaki sposób mam życ. Do tego mam swoje zasady, normy, także kulturowe, często
              również niestety przyzwyczajenia, od których nie sposób uciec i właśnie emocje,
              które sa mi pomocne w wielu sprawach, ale czasami nieumiejętnośc ich kontroli
              przeszkadza w życiu. Na tym forum także takich przykładów aż nadto.
              Myśle też, ze wiele osób traktuje emocje jako pewnego rodzaju usprawiedliwienie
              dla swoich działań (np., które szkodzą innym) - a tu się mówi o ich
              opanowywaniu. Dla mnie wymową artykułu jest to, że w życiu ważna jest refleksja
              i samoświadomość. A miłość bywa ślepa i już.
              • scriptus Re: Poczytajcie 29.07.06, 18:16
                Ja się chcę leczyć. Chcę się także dodatkowo zaszczepić. Uodpornić.
                Właściwie, po co mi taka choroba, jak miłość?
                Mam dość, mam nadzieję, że to uleczalne.
                • buba77 Re: Poczytajcie 29.07.06, 23:15
                  scriptus, przecie właśnie chodzi o to żeby odróżnić miłość, czy jak to zwał od
                  zakochania (zauroczenia). To z niedobrego zakochania trzeba się leczyć jak i
                  innych manii.
                  Taka miłośc jak Twoja, to chyba nieuleczalna, bo to miłość w ogóle do ludzi.
                  Tak ja to widzę. No chyba, ze to nie miłość a co innego? Ale to tylko Ty mozesz
                  wiedzieć.
                  Ja kiedyś przestałam kochać - a kiedy to się stało? Nie wiem. Wydaje mi się, ze
                  znam powody, całe mnóstwo powodow, a z drugiej strony myślę, ze na miłosć nie
                  ma powodów. Kocha sie i pomimo i właśnie dlatego że. Więc czy to znaczy, ze nie
                  kochałam naprawdę? Od początku? Może niektórzy nie są zdolni do miłości? A może
                  po prostu miłosc niejedno ma imię. Z drugiej strony, jakie to wygodne tak
                  powiedzieć.
                  Oj chyba się trochę zafiksowałam, jakbym szukała gotowych recept. A ich po
                  prostu nie ma. Chciałabym wierzyć, ze mozna kochać kogoś całe życie. A tak mało
                  takich prawdziwych przykładów w życiu.
                  • libra22 Re: Poczytajcie 30.07.06, 09:26
                    Coś podobnego czytałam jakiś czas temu w "Wysokich obcasach" i też w kontekście
                    zagrożenia, jakim staje się dla długoletniego związku zakochanie ( w kimś innym
                    oczzywiście i niestety) jednego z partnerów. I mam wrażenie, że o "leczeniu" w
                    takich przypadkach mówiła ta pani. Większość tu wie przecież, że po latach nie
                    jest tak fajnie i fascynująco, jak na początku. Tylko niektórzy traktują to jak
                    oczywisty i naturalny bieg życia i cieszą się stabilizacją, bezpieczeństwem
                    itp, a inni poszukują nowych wrażeń lub w nie "wpadają".
                    To takie tam moje refleksje na podstawie artykułu i własnego zwązku.

                    Ja znam kilka całkiem dobrych małżeństw. Na szczęściesmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka