13.11.06, 23:33
Witam, proszę o pomoc i radę jak nie zwariować.

7 m-cy temu moj maż odszedl - zupelnie nieoczekiwanie, wlasciwie bez podania
powodu. Nie spodziewalam sie tego kompletnie - wlasnie sprzedalismy nasze
mieszkanie i bralismy kredyt na kolejne - wielkie, bo mielismy miec kolejne
dziecko, psa itp. Maz powiedzial ze mnie nie kocha, ja go nie kocham rowniez,
nie jestesmy para tylko rodzicami i absolutnie nie widzi zadnej szansy
porozumienia. Po tygodniu wymyslil troche ciekawszy powód - mianowicie ja nie
lubie filmów Bergmana a on owszem (bo chcialam wyjsc z seansu), no i przez
prawie 6 lat bycia razem nie poznalismy zadnych wspolnych znajomych. Mowil ze
pragnie wolnosci, nie nadaje sie do bycia z kobieta, etc. Doslownie "nie ma
cierpliwosci do kobiet", Po okolo 10 dniach okazalo sie, ze ma romans z
kolezanka z korporacji. Potem dowiedzialam sie ze kobieta ta od dawna sie nim
interesowala - spedzali duzo czasu razem (chyba wowczas jeszcze nie sypiali ze
soba), "integrowali sie" na wyjazdach, m.in. na ostatnim takim tuz po tym jak
podpisalismy umowe kupna mieszkania. Maz twierdzi ze nie zdradzal mnie, a
zwiazek z nia rozpoczal juz jako czlowiek wolny, - bo po tym jak mi powiedzial
ze odchodzi. W przeciagu tygodnia po tym jak oznajmil mi ze odchodzi wynajal
mieszkanie (wowczas chyba jeszcze nie byl pewien co wyniknie z romansu, moze
zalezalo mu na pozorach?), kupil dla siebie samochod, splacil (oczywiscie z
naszych wspolnych pieniedzy) swoje debety. Kobieta z ktora sie zwiazal jest
rozwiedziona, ma syna starszego od naszego moze o 2-3 lata. Jest mniej -wiecej
w moim wieku. Maz jest mlodszy o kilka lat (ma 28 lat).

Ja poczatkowo bylam jak otepiala z bolu - myslalam ze wroci itp. Na poczatku
nie mial najmniejszych skrupulow - zabral panne po kilku dniach od rozstania
do wspolnych znajomych, bardzo szybko probowal spotykac sie w spolnie z panna,
jej dzieckiem i synem. Dosc szybko zrezygnowal z tego - nie wiem czy dlatego
ze protestowalam czy po prostu spotkania nie byly udane.

Spotkania z synem przebiegaly tak: pierwszy m-c częste ale kiedy jemu pasuje.
okres wakacji bardzo rzadkie (byly nawet przerwy ponad m-c). Od konca wrzesnia
widuje sie z synem 1-2 razy w tygodniu i co 2-3 tygodnie zabiera go do siebie
na sob/niedz.

Maz nadal mieszka sam, ale pomieszkuje tez u panny (zwlaszcza w weekendy,
przypuszczam ze ona wtedy wywozi gdzies dziecko). Ostatnio nie probuje
spotykac sie z nia i z synem. Ale jeszcze ok. m-c temu zaaranzowal spotkanie -
przezenty, kolejka elektryczna, spacer, restauracja, ogolnie budowanie
przyjemnych skojarzen - zareeagowalam na to furią.

Minelo juz 7 m-cy a ja nadal jestem w punkcie wyjscia. O rozwodzie nie ma mowy
odkad to ja zaczelam go prosic zeby zlozyl pozew (wtedy przestalo mu zalezec).
Poczatkowo twierdzil ze nie moze zlozyc pozwu bo nie dam mu rozwodu bez
orzekania o winie ale przekonalam go ze dam. Nie zalezy mi na tym - poniza
mnie to ze on jest moim mezem (majac kochanke). Ale oczywiscie pozwu nie zlozyl.

Jego wizyty bardzo duzo mnie kosztuja psychicznie - stram sie byc obojetna lub
wrecz mila ze z wzgledu na syna, ktory ojca bardzo kocha. Z drugiej strony
jestem zraniona do zywego:

1. ja teraz walcze sama ze splata olbrzymiego kredytu, remontami i ogolnie
codziennoscia a on sie bawi (imprezy, szalejaca za nim panna - wychodza teraz
razem na imprezy, wyjechal z nia w te wakacje do Portugalii na 2 tyg. - dolce
vita, po prostu. Mnie nie zabieral na imprezy, bo to imprezy tylko dla ludzi z
pracy, bo ja sie nie bede dobrze czula, bo nie jestem towarzyska i napewno nie
bede sie dobrze bawic. A nie wyjezdzalismy razem - bo pieniadze, bo co z
synem, etc.
2. On kompletnie nie wykazuje zalu ani wyrzutow sumienia. U mnie w domu czuje
sie swobodnie, na tyle, ze potrafi sciagac filmy z mojego kompa dla swojej panny.
3. Potrafi powiedziec np. ze ona to jego "dziewczyna" (takie okreslenie padlo
b. szybko - jak po paru tygodniach chcial wyjechac z nia, jej dzieckiem i
naszym synem na zagle), ze "dziekuje, jesli chodzi o jego zwiazek to wszystko
dobrze", etc. Pewnie powinnam sie przyzwyczaic,ale chcialabym zeby
prrzynajmniej zachowal takie informacje dla siebie. Nigdy nie powiedzial ze
zrobil cos zlego. Chocby ze wzgledu na nasze dziecko. Wg niego jestesmy
"bialymi ludzmi" a tacy rozstaja sie jak maja na to ochotę i juz.

Czuje sie zle i dziwnie w takim ukladzie - jestem w teorii jego zona (czasem
nawet twierdzi ze tak (jak chodzi o jakies kwestie urzedowe), z drugiej strony
ma dziewczynę. Jest Ojcem (ale tylko wtedy kiedy mu pasuje). Ma rowniez
rodzine - bo jak ma ochote przyjsc do nas na obiad - zeby pobyc z synem, to
przeciez moze.

On odkad jest z ta panna wiedzie zycie playboya - wynajem "garsoniery",
imponowanie pannie (wyjazdy, wyjscia, prezenty) - to wszystko kosztuje. A od
jakiegos czasu czesto mowi ze nie ma "kasy". Zdaje sie tez ze osiagnal juz
wszelkie mozliwe limity zadluzenia na kartach kredytowych.
Spotyka sie z panna ale z nia nie mieszka (choc moze mu po prsostu pasowac
taki uklad, ma niezaleznosc, a panna ma b. male mieszkanie, no i dziecko).
Przypuszczam, ze za jakis czas moze stanac przed prawdziwymi problemami
finansowymi - o ile nie zdarzy sie jakis cud - nieoczekiwana podwyzka czy cos
tego typu.

Moze wowczas zamieszkac z panna, moze tez przyciac mi alimenty (placi nieduzo
ale dobrowolnie bo przeciez nie jestesmy rozwiedzeni) - juz raz w wakacje
zdarzylo mu sie ze nie zaplacil.

Najgorsze dla mnie jest to ze (oprocz faktów oczywistych takich jak to ze
rozpad rodziny jest strata dla dziecka) jest to ze nie umiem sobie poradzic z
emocjami - czuje wscieklosc, ze on jest taki bezczelny, pewny siebie i
arogancki i nikt nie smie mu powiedziec ze zrobil cos zlego, ze kogos
skrzywdzil. Wiekszosc znajomych zaakceptowala fakt, zreszta teraz ma wiekszosc
znajomych z pracy - napewno opowiadal jaki to byl nieszczesliwy w malzenstwie.
Wiem ze trudno zyc z poczuciem krzywdy ale jak sie z niego wyzwolic? I jak
zniesc to ze on jest tak bezczelny i pewny siebie? {On uwaza ze jest
najwspanialszy - do tego stopnia, ze jak minal sie kiedys u mnie w domu z moja
koleznka to stwierdzil potem ze ona byla nim wyraznie seksualnie
zainteresowana. smile)}

Jest jeszcze jeden aspekt - oprocz tego zeby stala sie jakas sprawiedliwosc
czasem zastanawiam sie czy jesszcze jest jakas szansa, ze on wroci. Wiem - to
zalosne. sad(

Jak poradzic sobie z ta cala sytacja i emocjami????









Obserwuj wątek
    • yoma Re: co dalej? 13.11.06, 23:46
      Słuchaj, przeczytaj jeszcze raz to, co napisalaś. Punkt po punkcie. Nie jestem
      złośliwa - widzę, że emocje szaleją, to zrozumiałe. Przeczytaj i potraktuj to,
      no ja wiem, tak z boku - OK?

      I napisz spokojnie, jak to widzisz.Spokojnie.
      • alexolo kobito!!!!!!!!!!!! 14.11.06, 00:09
        1. jstem z toba rozumiem!!!!
        2. jeszcze 6m temu tez byłam tak rozbita...może bardziej
        2, teraz równiez nie pozbyłam sie złych emocji....ale odczówam je inaczej.
        3 twój mąz jest jak mój.." nic sie nie stało" czego ta baba
        chce...przecież chodzi abym JA był szczęsliwy...więc jestem z inną
        ..przecież to proste....a co mnie obchodzą uczucia innych...żyje sie
        raz!!!! i liczę sie JA!!!!!!


        przeżywamy podobna historie!!!!!!!!!!!! wyfiltruj moje wątki!!!!


        ale jednego nie rozumiem...czemu on paraduje po mieszkaniu i po twoim
        życiu jak chce i kiedy chce!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        ja uciełam wszystkie kontakty z tamta rodzina !!!!!jedynie dziecko ma
        kontakt na widzeniach!!!!!!!

        pisz ....nie daj sie głowa do góry ..ten twój facet( tak jak i mój)
        nie wytrzymal ciśnienia "rodzinnego" teraz szczytuje ...ale kiedyś
        spadnie z hukiem....a ty ( i ja ) bedziemy miały nowe życie!!!! -
        szkoda dzieci...bbb chcialam aby moj syn miał pełna rodzine!!!!ale tak bywa

        • alicjaaleksandra Re: kobito!!!!!!!!!!!! 14.11.06, 08:54
          Dzięki smile)

          Wlasnie o to chodzi - ze on nie ma najmniejszych skrupulow. Ja bym nawet
          zrozumiala gdyby on powiedzial ze ta panna to milosc jego zycia, ze walczyl ze
          soba, ze chcial ratowac rodzine, etc. Ale nie - on po prostu odszedl bo chcial
          byc wolny, po okolo tygodniu zaczal m,owic ze wiadomo ze wkrotce zaczniemy z
          kims sypiac (ciekawe skad liczba mnoga)- bo przeciez to noprmalne, a jak zaczal
          z nia oficjalnie sypiac - ze przeciez nie chodzi o sypianie tylko o "zwiazek". A
          wiec w przeciagu 2-3 tygodni facet z "pierwszego ojca korporacji" stal sie
          kawalerem - gral nawet wkrotce po w pilke na rozgrywkach firmowych jakop kapitan
          druzynu kawalerow. Dla mnie to jest tak ze wszystko co robilismy razem przez
          kilka lat okazalo sie nic niewarte. I nawet nie powiedzial mi ze to z jakiegos
          waznego powodu, na poczatku zapytalam go czy ta panne kocha - a on na to "lubię
          Anię".Wystarczy najwyrazniej.

          Co do paradowania po mieszkaniu - roznie z tym bywalo, kiedys zwrocilam mu uwage
          ze zachowuje sie zbyt swobodnie - efekt byl taki ze on sie na mnie obrazil
          (autentycznie) i odczul to najbardziej nasz syn - on nie bardzo lubi jezdzic do
          meza i woli zostawac z nim w domu.

          Masz 100% razcji ze on po prostu nie wytrzymal bycia ojcem. Teraz ma wszystko
          jak chce - jest i ojcem i ma dziewczyne i zone i niezaleznosc. Jeszcze zeby
          wiecej placili w korporacji.

      • alicjaaleksandra Re: co dalej? 14.11.06, 08:37
        haslo "wies warunkiem zdrowia psychicznego" bardzo trafne. Niestety nie stosuje
        sie do mnie. Nie bardzo umiem traktowac tego "z boku". Bo nieby jak - ze ma
        facet prawo do szczęscia? Kazdy ma - ale moze nie w taki sposob.
        • yoma Re: co dalej? 14.11.06, 15:38
          "Wieś" to sygnaturka smile

          Nie, chodziło mi o to, że wywaliłaś z siebie te emocje, może nieskładnie - i w
          porządku - wywal, nie zostawiaj na rozplenienie. Ale gdybyś odczekała dzień,
          dwa, tydzień i przeczytała to jeszcze raz punkt po punkcie, to może łatwiej by
          ci było sobie z tym poradzić.

          Nie ma to jak spisanie różnych rzeczy na duszne rozterki, grunt to żeby potem
          nimi nie żyć smile Trzymaj się smile
    • gad_forumowy Re: co dalej? 14.11.06, 07:04
      Pisz pozew i idź do sądu. Na tym etapie to jedyne wyjście. Czeka Cię jeszcze
      batalia o alimenty i o podział majątku dorobkowego. Bądź silna.
      • alicjaaleksandra Re: co dalej? 14.11.06, 09:11
        pewnie tak to sie skonczy ze to ja bede musiala zlozyc pozew. Do konca roku
        odpuszczam - po tym wszystkim mialam troche klopotow ze zdrowiem i po prostu nie
        mam sily. Boje sie tez takich prawnych komplikacji jak to ze razem wzielismy
        kredyt - on go nie splaca (ani zlotowki) ale figuruje jako pierwszy
        kredytobiorca - czy to ma znaczenie dla banku, czy tez nie?

        Powiedzcie mi proszę - dlaczego on tak sie obawia rozwodu z orzekaniem o winie?
        Wiem, moglabym zasadzic go o alimenty ale to czysta teoria - zarabiamy podobnie,
        a przy tym to on ma sklonnosc do rozrzutnego stylu zycia i zawsze jest zadluzony.

        Jeszcze jedno - wiem ze nie powinno mnie to interesowac ale myslicie ze ten jego
        nowy zwiazek ma sznse przetrwac?
        • gad_forumowy Re: co dalej? 14.11.06, 09:16
          A dlaczego Ty w ogóle przejmujesz się tym, że Twój były obawia się sprawy
          rozwodowej? Na Twoim miejscu dzisiaj bym leciał do prawnika pisać pozew (ok. 100
          zł).
          Nowy związek... hmmm będzie miał pewnie jeszcze ze 3 nowe związki.
          • alicjaaleksandra Re: co dalej? 14.11.06, 09:26
            nie - ja nie przejmuje sie tym ze on sie obawia. Mnie tylko zastanawia dlaczego
            tak mu zalezy na nieorzekaniu o winie - skoro nie ma prakt. zadnego
            prawdopodobienstwa zebym ja chciala i mogla dostac od niego jakies alimenty na
            siebie. Jaki moze byc powod?

            Co do zwiazkow - tak, pewnie masz racje ze to wcale nie koniec. Ale tymczasem
            jest tak ze on ma "zwiazek" - biurowy romans trwa juz kilka m-cy. Gdybysmy nie
            mieli syna - ok - a tak zawsze jest zagrozenie ze bedzie przyzwyczal syna do
            spotkan i atrakcji. A ja naprawde nie cierpie tej panny. Wiem, nie zmuszala go
            zapewne ale przylozyla reke do rozpadu naszego malzenstwa.
            • gad_forumowy Re: co dalej? 14.11.06, 10:10
              Boi się orzekania o winie, bo to pociąga pewne konsekwencje. Możesz wystąpić o
              alimenty gdy standard Twojego życia obniży się w stosunku do sytuacji przed
              rozwodem. On ponosi koszty postępowania, no i jednak jest winny (a to uraza dla
              jego dumy).
              Temat dzieci, byłej żony i nowej partnerki tatusia jest bardzo ciężki. Poczytaj
              forum macochy.
              • alicjaaleksandra Re: co dalej? 14.11.06, 10:20
                dzięki. Poczytam.
        • kruszynka301 Re: co dalej? 14.11.06, 09:24
          przede wszystkim, dziewczyno - ROZDZIELNOŚĆ MAJĄTKOWA - i to natychmiast (u
          notariusza koszt około 100 zł)!!! Chyba, że chcesz spłacać jego debety!!!

          Co do mieszkania, ja miałam podobną sytuację - ale bez problemu doszliśmy do
          porozumienia, że mieszkanie jest moje, więc ja spłacam kredyt, dla mnie to było
          oczywiste.

          Najpierw uporządkuj sprawy majątkowe, i przestań się patrzyć na jego wydatki
          (po rozdzielnośći) - to nie ma sensu.


          • alicjaaleksandra Re: co dalej? 14.11.06, 09:31
            rozdzielnosc juz mamy. Jak odszedl powiedzial ze chce rozwodu "now, natychmiast"
            a ze to niemozliwe, to wpadl na pomysl o rozdzielnosci. Chyba byl w takim amoku,
            ze myslal ze to jakby taki symboliczny rozwod. Dzieki temu mieszkanie
            kupowalismy juz w rozdzielnosci (ale wspolnie biorac kredyt, dla banku bylismy i
            tak i tak malzenstwem).

            Czy w Twoim przypadku dla banku nie bylo problemem ze sie rozwiedliscie?
            • kruszynka301 Re: co dalej? 14.11.06, 09:40
              Nie, nasz rozwód nie był dla banku problemem, bo przecież kredyt jest dalej na
              nas obojga - nie ma innej możliwości, bank nie zrezygnuje z zabezpieczenia.

              Podpisaliśmy z eksem tylko umowę cywilną o "podziale" kredytów - ja wzięłam na
              siebie spłatę kredytu mieszkaniowego, eks spłatę niewiele mniejszych! swoich
              kredytów, które zaciągnął na hazard.
              Dla banku takie oświadczenie jest nieważne, jednak pomoże w ewentualnej sprawie
              cywilnej.
              Na szczęście po 6 latach po rozwodzie, eks chyba już swoje kredyty spłacił (to
              były kredyty krótkoterminowe), mi pozostało jeszcze 3 lata do spłaty (kredyt
              był 10-letni), spłacam co do dnia.

          • gad_forumowy Re: co dalej? 14.11.06, 12:15
            kruszynka301 napisała:
            > przede wszystkim, dziewczyno - ROZDZIELNOŚĆ MAJĄTKOWA - i to natychmiast (u
            > notariusza koszt około 100 zł)!!! Chyba, że chcesz spłacać jego debety!!!

            Obawiam się, że więcej to kosztuje. Ja płaciłem ponad 500 zł.
            • kruszynka301 Re: co dalej? 14.11.06, 12:30
              notariusze mają bardzo różne stawki, ale fakt, że ja płaciłam 100 zł 6 lat temu
        • kruszynka301 Re: co dalej? 14.11.06, 09:28
          > Jeszcze jedno - wiem ze nie powinno mnie to interesowac ale myslicie ze ten
          jeg
          > o
          > nowy zwiazek ma sznse przetrwac?

          ma szansę przetrwać - mój eks w ciągu 5 lat "dorobił" się w podobnym związku 3
          dzieci - ale kiedy widzę tę zmęczoną kobietę, to mi jakoś lepiej na duszy, że
          los mi tego oszczędziłwink)).
          Najlepiej zajmij się sobą, myśl wyłącznie o sobie, a zobaczysz, że wszysto się
          ułoży, jak to się stało z wieloma osobami z tego forum.
          No i pisz na forum - to pomaga.
          • alicjaaleksandra Re: co dalej? 14.11.06, 09:46
            dzięki.

            Zastanawiam sie czy ma szanse przetrwac - bo de facto jego syt finansowa sie
            teraz pogorszyla (wynajmuje mieszkanie, placi na syna). A panna ma swoje dziecko
            i naprawde male mieszkanie. Powinnam dodac ze jemu bardzo zalezy na tym jak Go
            widza ludzie - wiec nie wiem czy akurat odpowiadaloby mu mieszkanie u panny z
            jej dzieckiem. Z drugiej strony - kto wie. Jak pisalam, panna interesowala sie
            nim od dawna, byla sama, on jest mlodszy i atrakcyjny fizycznie - moze robic
            wszystko byleby on tylko chcial z nia zostac. mowie z doswiadczenia - bo sama
            wiele rzeczy robilam tylko po to, zeby byl spokoj i rodzina przetrwala.

            To mieszkanie ktore kupilsmy bylo de facto za duze, za drogie - i to on je
            wynalazl - na poczatku dla nas. Ja nie bylam przekonana ale on uzywal wielkich
            slow ("gniazdo rodzinne", "super miejscówka", "mozna miec wiecej dzieci i psa",
            "miejsce dla znajomych"). Imponowalo mu to, ze taka "chata" bedzie robic wraznie
            na jego znajomych (zwlaszcza z pracy"). Szczerze - widze ze zaluje jedynie na
            takiej zasadzie ze zal mu mieszkania (jest wlasnoscia moja i syna - pod presja
            rodziny zgodzil sie na to - bo zapowiedzial ze nie bedzie splacal ani nie ma
            najmniejszego zamiaru mi pomagac)

            I jeszcze jedno - jak sie ma to ze oni pracuja razem - do szans na przetrwanie
            ziwazku? On przebakuje o zmianie pracy - ale moze miec to po prostu zwiazek z
            tym ze mysli ze gdzie indziej bedzie lepiej zarabial.
            • notting_hill Re: co dalej? 14.11.06, 11:39
              Z boku widzę to tak: kochasz go, tym bardziej że to on odszedł i Cię zawiódł.
              To normalne. Czy wiesz, że w sytuacji rozstania prawie zawsze jedna strona
              bardziej tego nie chce i bardziej kurczowo trzyma się tego co było? Więc to
              wszystko normalne- ta Twoja zazdrość, ten żal że wszystkie Twoje plany i
              nadzieje zostały zniweczone, no wszystko.
              Nie wiem czy znasz książkę: "Rozwód- jak go przeżyć" Kuby Jabłońskiego. Mnie
              ona pomogła. Spóbuj, może pomoże i Tobie.
              Gdybym była Tobą, pewnie spóbowałabym zrobić coś z tym za dużym mieszkaniem.
              Pewnie do tej pory już na nim zarobiłaś, więc poradź się jakiegoś specjalisty
              od finansów i nieruchomości jak najmniejszym kosztem (oraz tak by wyciągnąć z
              tego jeszcze jakieś pieniądze) zamienić je na mniejsze/tańsze.
              Pewnie tego nie robisz, bo liczysz że on wróci... Myślę że paradoksalnie taki
              symboliczny ruch sprawi, że poczujesz się pewniej.
              A tak, to on Cię nawet nie szanuje. No i oczywiście myśli że jak mu coś nie
              wyjdzie to zawsze może wrócić. Ma przecież dokąd...
              Zacznij robić coś co sprawi, że poczujesz się osobą całkowicie odpwoiedzialną
              za swoje i dziecka życie. Nie czekaj, bo szkoda Twojego czasu.
              Naprawdę, tak z ręką na sercu chciałabyś żeby on wrócił i żebyś już nigdy nie
              mogła być pewna że nie znajdzie się jakaś inna panna która zagnie na niego
              parol, a on sobie łaskawie znowu pozwoli na "luz"???!!! Facet okazał się
              kompletnym zerem jeśli chodzi o umiejętność bycia w związku, więc się ciesz, że
              to było teraz a nie za 10 lat. To Ty jesteś ok, a jemu jeszcze życie da po d...
              Trzymaj się.
              • alicjaaleksandra Re: co dalej? 14.11.06, 12:22
                na razie nie jestem chyba w dosc dobrej formie zeby zabrac sie za sprzedaz
                mieszkania, ale jesli przestane wyrabiac finansowo bede musiala.

                Wszyscy mi mowia o tym ze dobrze ze odszedl teraz, a nie za 10 lat. I tak i nie
                - nie wiem czy to taka wielka roznica, mam juz trzydziesci kilka lat i wcale nie
                jsetem przekonana czy mam obecnie szanse na ulozenie sobie zycia. Moze szkoda ze
                nie zrobil tego kilka lat wczesniej.
    • madii77 Re: co dalej? 14.11.06, 09:46
      Witajsmile

      widzę ,że mamy podobne doświadczeniasad przykre to
      1. romans z koleżnką z pracy ..obecnie nazywana przez jego mamę
      narzeczoną..nadal jesteśmy małżeństwem!! złożony pozew
      2. nie mielismy też znajomych,
      3. pragnie wolności
      4. nie wyjeżdzalismy razem na wakacje, bo nie ma kasy ( nieźle zarabia, ale
      zadłuża się na maxa, aby się lansować - zaciaga kredyty) dlatego koniecznie
      rodzielność majątkową zrób
      5 kobieta z którą się związał, choć wersja oficjalna jego nie jest w żadnym
      zwiążku jest od niego starsza, nie ma dzieci, wiec ma mnóstwo wolnego czasu
      6. nie zadręczaj się myslą ,ze wróci.. to Cie wykończy psychicznie
      7.mieszka sam , wynajmuje pokój z grupą studentów, stary koń chce się
      odmłodzić..hihi ( choć pomieszkuje u niej)
      8. nie interesuje sią naszą córką.. no cóż..zostaną mu tylko zdjęcia.. wybrał
      cos innego i kogoś innego... nie zabiegam o jego kontakty z córką, uważał ,ze
      go zmuszam do tego a nie chce być zmuszany do czegoś czego nie chce..sad
      9. z "narzeczoną" wyjeżdzają tzn.. on sie zadłuża i jej funduje wczasy..


      i co mogę Ci powiedzieć
      postaraj się mieć do niego dystans, nie przejmuj się tym co on robi... znudzi
      mu się to..

      koniecznie rozdzielnośc majątkowa, i składaj pozew..

      i poświęc czas dla siebie i dla dziecka zajmij się tym co jest dla Ciebie
      teraz najważniejsze..reszta się ułozy

      i nie przejmuj sie i głowa do góry kiedyś będziesz się z tego cieszyła..

      3maj się cieplutko

      Madii
      • alicjaaleksandra Re: co dalej? 14.11.06, 10:09
        Madi77, dziekuje Ci bardzo - dobrze wiedziec ze nie jestem sama w takiej
        sytuacji. No i ten motyw z lansowaniem!!! Zebys widziala jak sie zaczal stroic,
        Teraz jakby mniej bo dopadl brak kasy. Ja bylam jeszcze wtedy na etapie placzu
        na jego widok a on przychodzil wystrojony w mlodziezowe ciuszki. Wakacje razem -
        bylismy raz w Krakowie, nie bylo kasy no i nigdy nie mogl dostac urlopu - teraz
        odkad jest z kolezanka z pracy jakos moze. Ostatnio byla taka syt. mialam isc na
        koncert - on w tym czasie mial byc z synem. Jak sie dowiedzial na jaki koncert
        najpierw powiedzial ze to on powinien isc na koncert bo to on jest wiekszym
        fanem i to on mnie zapoznal z tym wykonawca (serio - wszystko mu zawdzieczam
        ewidentnie). Nie mogla zajac sie synem - znalazlam inna opieke. Wtedy powiedzial
        mi ze w takim razie on na ten koncert sie nie wybiora (to mial byc taki uklon w
        moja strone). Teraz to on wszedzie chodzi w parze - jak bylismy razem nigdy nie
        wychodzilismy nigdzie razem - tysiac powodow.

        Aha - no i jeszcze jedno jest wspolne - on tez nie zarabia najgorzej i ciagle
        jest zdluzony. Wiesz, ze on nawet sniadan w domu nie jada tylko je w knajpie?!
        Wiem - bo tak robi jak jest u niego syn.

        Czasem bym po prostu chciala zeby wyczerpaly sie wszystkie limity kart
        kredytowych i "skonczylo sie rumakowanie" - z panna albo bez ale zeby byla proza
        tak jak to bylo z nami, zeby skonczyl sie lansowac i bawic i szpanowac przed
        panna. Jasne - jestem zazdrosna - ominely mnie te przyjemnosci jak z nim bylam,
        nie lazilismy po klubach (razem), nie wyjezdzalismy. Teraz raptem ma czas (bycie
        ojcem w tak ograniczonym zakresie nie jest wymagajace) i pieniadze no i stara
        sie, a przy okazji dobrze ma ta panna.
        • madii77 Re: co dalej? 14.11.06, 10:18
          Nie zamartwiaj się..i jak on sobie ułozy życie tak będzie miał.. czasu nie
          cofnie się..najwyżej obudzi się z ręką w nocniku...

          takiego dokonał wyboru..czas go rozliczy


          teraz zajmij się sobą i myśl o sobie nie o nim...

          zmieni się wszystko na lepsze zobaczysz...



        • phokara Alicjo, 14.11.06, 10:57
          ... po pierwsze - oczywiscie, ze nie jestes sama w takiej sytuacji, bo kobiet w zblizonej byly (i
          beda) cale tlumy. Historia, jakich wiele, choc to oczywiscie zadne pocieszenie - jesli juz to tylko
          takie, ze sie z tego wychodzi i czesto dla nas samych bywa to zmiana na lepsze.
          Wiesz, teraz to wszystko jest dla Ciebie bardzo swieze i mieszaja Ci sie w glowie strasznie
          rozne emocje - zal, zlosc, poczucie niesprawiedliwosci, strach... trudno spojrzec na ta historie z
          dystansu. Wiec ja Ci napisze z dystansu, jak to widze.
          Ten zwiazek - jesli jest prawda to, co napisalas, to mial problem zanim jeszcze Twoj maz sie
          wyniosl z domu. To nie jest normalne, ze nie chce sie wciagac partnera we wlasne zycie i pasje,
          bo to jest naturalny odruch jesli sie kogos kocha i traktuje powaznie.
          Przy okazji Twoj maz jest (moim ulubionym) typem zlotego chlopca, ktory zycie traktuje lekko,
          latwo i przyjemnie', co oczywicie nie jest zadna zbrodnia, lecz przy braku empatii i refleksji robi z
          niego totalnego emocjonalnego pustaka. Jesli myslisz, ze mu to minie, to sie mozesz mocno
          mylic bo istnieja typy, ktore nigdy nie dorastaja. Do piet swoich kobiet zwlaszcza.
          Jesli chce sie bawic - niech sie bawi. Lans, trans i po calosci... debety, kobiety i w ogole. To sie
          w ktoryms momencie staje bardzo nudne i bardzo nijakie. Staraj sie zbyt wiele o tym nie
          rozmyslac. Jego zycie, jego zabawki. Nie walkuj w nieskonczonosc, dlaczego Ty tego nie mialas
          bedac z nim, a nowa panna ma. Nie wiadomo zreszta, jak dlugo.
          Co Cie obchodzi, czy ten zwiazek przetrwa czy nie? To raczej nie ma znaczenia dla caloksztaltu
          sytuacji. Postawa maz sie juz wykazal i nie sadze zeby cos mu sie nagle stalo w glowe i go
          oswiecilo. Nawet jesli nie bedzie z tamta kobieta to nie jest powiedziane, ze bedzie z Toba.
          Pewnie nie, bo po co skoro jest tyle 'nieznanych obszarow' do zbadania. Brutalna ale prawda.
          Zastanow sie czego Ty bys chciala. Ty w kontekscie siebie a nie swojego meza.

          trzymaj sie

          • alicjaaleksandra Re: Alicjo, 14.11.06, 12:16
            Hej, dziękuj bardzo za mądre slowa.

            Minęlo juz kilka miesięcy i ja to wiem, tyle, ze nie mogę czasem pohamowac
            zlosci ze nic mu się nie dzieje a mi czasem tak cięzko. Wiem - mam syna, nie
            zostalam bez dachu nad glową (a wierz mi, że mi to grozilo - jednym z genialnych
            pomyslów męza bylo, zeby mi zostawic 50 tys - tyle zostalo po sprzedazy
            pierwszego mieszkania, częsc juz zainwestowalismy w następne. Mowil wtedy ze
            jestem "dorosła ia dam sobie radę". Mieszkam w duzym miescie i za 50 tys nie
            kupilabym nawet mini mieszkania. Gdyby nie interwencja rodziny nie wiem jak bym
            wyladowala)ale...
            .... czasem po prostu nie moge zrozumiec jak to jest ze on tak sie zachowuje i
            nie spotyka sie z zadnymi negatywenymi konsekwencjami. Mial rodzine i syna - to
            teraz tez ma (jak chce moze przeciez przyjsc do nas, albo moze ta panna i jej
            dziecko to teraz jego rodzina), ma mase czasu na zabawe, nie martwi sie jak syn
            jest chory, nie spotkal go zaden ostracyzm towarzyski.

            Przez ostatnie kilka m-cy ja przerabialam remont (on bawil w klubach i w
            Portugalii), choroby, nawet mielismy probe (na szczescie probe) wlamania.
            (A propo's - wiesz jaka byla jego reakcja- zlodzieje odpilowali krate i gdyby ni
            to ze uslyszalam halas, wstalam i zapalilam swiatlo, no i ich sploszylam, co by
            sie stalo gdyby weszli jak ja z synem spalam???. Jego reakcja: "Niech Ci ojciec
            przyspawa kratę". Dodam, ze moj Ojciec nie jest spawaczem ani zadna zlota raczka.)

            Mam ochote czasem krzyczec ze to niesprawiedliwe.

            No i on chodzi dumny jak paw (taki jest porzeciez atrakcyjny) a moje poczucie
            wlasnej wartosci stoi raczej kiepsko. Od dluzszego czasu dawal mi do zrozumienia
            ze jestem "nie taka" (nie brunetka, ale blondynka, za chuda, itp, itd - po
            prostu przeszkadzalo mu to, ze to ja jestem a nie kto inny) Wiesz ze zanim
            odszedl na kilka dni przed mowil mi jeszcze ze mnie kocha, spalismy ze soba -
            potem zapytalam jak to jest ze 10 dni wstecz kochal a nie kocha no i czemu seks
            - odpowiedzial ze seks byl mechaniczny, a odpowiadal automatycznie ("Ty mowilas
            ze mnie kochasz, to ja tez").

            Wiem, najlepiej odlozyc to wszystko - zapomniec, ale trudno sie zapomina
            ogladajac czyjas twarz (i znoszac arogancje) raz-dwa razy na tydzien. No i
            probujac wbrew sobie nie powiedziec nic zlego na jego temat przy synu - bo
            przeciez zranilabym jego a nie meza.

            Wiem, ze to taka rzeka zalu, to co napisalam - byly momenty ze czulam sie lepiej
            teraz jakos to wrocilo.



            • crazysoma Re: Alicjo, 14.11.06, 12:41
              .... czasem po prostu nie moge zrozumiec jak to jest ze on tak sie zachowuje i
              nie spotyka sie z zadnymi negatywenymi konsekwencjami. Mial rodzine i syna - to
              teraz tez ma (jak chce moze przeciez przyjsc do nas, albo moze ta panna i jej
              dziecko to teraz jego rodzina), ma mase czasu na zabawe, nie martwi sie jak syn
              jest chory, nie spotkal go zaden ostracyzm towarzyski.

              Przeczytalam co napisalas i nagle znalazlam sie w moim zyciu prawie 3 lata
              temu. Masz poczucie niesprawiedliwosci, trudno sie dziwic. Moj eks przez rok
              robil takie rzeczy, ze jego wlasna matka byla przekonana, ze jest opetany,
              znajomi pukali sie w czolo i otwierali szeroko oczy ze zdumienia. A on nic,
              przez prawie rok nie kontaktowal sie ze swoimi Rodzicami, mial w nosie starsza
              corke, nikt sie nie mogl z nim dogadac, wrzeszczal na ludzi bez powodu, mnie
              atakowal smsami (okropnymi) a ja mam wrazenie, ze cierpial na permanetny wzwod.
              (Sory) Najpierw parl do rozwodu (jak bylam w szpitalu przyszedl kiedys tylko po
              to, zeby zapytac, kiedy zlozymy papiery) potem nagle stwierdzil, ze nie ma
              czasu sie rozwiesc. Wystapilam o alimenty i to go zmusilo do wystapienia o
              rozwod. Ale w tym swoim amoku popelnil pare takich rzeczy, ze do dzis wydaje mi
              sie czlowiekiem obrzydliwym, jak sobie te rozne rzeczy przypomne. Ale uwierz
              przez dlugi czas tez bylam zainteresowana, jak dlugo ich zwiazek przetrwa tym
              bardziej, ze pol roku po zwiazaniu sie z eksem panna przyprawiala mu rogi.
              Kiedy masz poczucie, ze nie spotkal go zaden ostracyzm towarzyski pomysl sobie,
              ze to nie dlatego, ze ludzie nie szanuja Ciebie, ale dlatego, ze tak naprawde
              niewiele osob stac na taki ostracyzm. Bo to nie jest ich zycie. (W mojej
              sytuacji 2 osoby z najblizeszgo kregu eksa wyrzucily go ze swojego zycia, do
              tego stopnia, ze jak jeden z nich kiedys poszedl na zawody to jeszcze tego
              samego dnia "zameldowal" mi ze szczegolami co tam robil, co mnie wprawilo w
              zdumienie. Reszta zachowala obojetne milczenie). Pomysl jak TY zachowalabys sie
              gdyby ktos z Twoich znajomych znalazl sie w sytuacji Twojej i eksa. Czy stac by
              Cie bylo na taki ostracyzm. Ale tak uczciwie powiedz, zrobilabys to?
              Boli, przestanie, serio i spojrzysz na tego faceta obiektywnie. Wreszcie. I
              przestanie Cie interesowac jego zycie i on sam. I przestaniesz domagac sie
              sprawiedliwosci, zyczac mu wszystkiego najgorszego, a zaczniesz zyczyc sobie
              dobrze. Ale jeszcze nie teraz.
              A poniewaz mysle, ze sama sie nie uporasz ze swoimi emocjami to moze powinnas
              pomyslec o terapii? To naprawde duzo daje jesli mozesz sie wykrzyczec u
              specjalisty, ktory wie co z Twoim krzykiem zrobic.
              Trzymaj sie.
            • phokara Re: Alicjo, 14.11.06, 14:09
              > - odpowiedzial ze seks byl mechaniczny, a odpowiadal automatycznie ("Ty mowilas
              > ze mnie kochasz, to ja tez").

              O, nastepny kandydat do nagrody "zlote usta". Doprawdy...

              Wiesz, ja wiem jak leci na leb na szyje poczucie wlasnej wartosci po takim numerze, jaki Ci
              wywinal szanowny maz. Wiem, bo tez to przerabialam. W momencie, gdy moj szlachetny Ex
              wyruszyl z nowa dama w 'podroz marzen', siedzialam, jak ta glupia, ryczalam i rozwazalam
              dlaczego ta nowa kobieta jest lepsza niz ja. Dosc szybko sie okazalo, ze nie jest lepsza tylko
              po prostu INNA (tak, jak napisala Crazy). Porownania sa bez sensu. Zreszta idac tym tropem to
              pocieszajace jest, ze skoro Twoj maz, znalazl sobie "fajniejsza" babe, to czemu Ty masz sobie
              nie znalezc fajniejszego faceta? Sadzac po poziomie Twojego m. nie powinno byc to specjalnie
              trudne. haha.
              Ostracyzm srodowiskowy. Zgadzam sie z tym, co napisala Crazy. Plus jeszcze jedna rzecz -
              czesto reakcja lub jej brak swiadczy tez o poziomie takiego towarzystwa. A tak w ogole to nigdy
              nie wiesz, jaka relacje znaja od drugiej strony, w sensie jaki scenariusz wymyslil Twoj maz na
              potrzeby srodowiska. Nie bylabym zdziwiona gdyby znali kompletnie odmienna od prawdy wersje
              wydarzen. Pojecie 'prawdy' w takich sytuacjach staje sie mocno zaskakujace - zwlaszcza, jak
              sie ja zna.

              I cos jeszcze. Fale zalu wracaja dosc dlugo. Ale z coraz mniejsza czestotliwoscia i coraz
              mniejsza sila. Tak sie dzieje. Wazne jest by zdac sobie sprawe z tego, ze jedyna osoba, ktorej
              zatruwaja zycie - jestes niestety Ty sama. Maz ma w nosie Twoje zale i przezycia bo przeciez
              ma tyle fajniejszych rzeczy do roboty. I tutaj w drodze wyjatku, powinnas wziac z niego przyklad
              i znalezc sobie fajniejsze (niz remont) rzeczy do roboty. Oderwac sie od myslenia o tej historii. A
              jesli nie zawsze sie udaje, to pomysl sobie, ze tak naprawde to i Twojemu mezowi i tej jego
              pannie nalezy WSPOLCZUC. Serio to pisze. I kretynom nalezy sie wspolczucie i osobom, ktore
              musza sie z nimi meczyc. Zobaczysz, ze przyjdzie taki dzien, w ktorym bedziesz szczesliwa,
              ze Ty juz tego robic nie musisz.

              ps.
              Poczucie wlasnej wartosci to najszybciej wraca, a moze wcale nie wraca tylko przychodzi z
              kims nowym. Powaga.
              • alicjaaleksandra Re: Alicjo, 14.11.06, 15:27
                dziękuję smile Wiesz ja probuje robic cos ze sobą - jesli tylko mam czas ale jakos
                nie spotykalam nikogo sensownego, troche trudniej tez kogos poznac po 30tce niz
                gdy ma sie dwadziescia kilka lat, a prace mam akurat taka ze sporo pracuje w domu.

                Moje dziecko (5 lat) nawet powiedzialo kiedys cos takiego "musimy Ci znalezc
                nowego meza" Oslupialam i zapytalam jaki mialby byc ten nowy maz, na co Synek:
                "Nie wiem - fajny. I zeby Cie nie zostawil".

                A co do nagrody za zlote usta: no tak, sporo padlo z jego ust takich tekstow. smile
    • scriptus Re: co dalej? 14.11.06, 10:15
      Facet zachowuje się kompletnie nieodpowiedzialnie, jakiś przypadek
      psychiatryczny chyba, albo coś takiego sad

      Ratuj siebie i dziecko, zacznij szybko od jakiejkolwiek separacji, bo Cię
      zrujnuje, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że na razie odpowiadasz za jego
      długi. Postaraj się też uwolnić emocjonalnie, inaczej Ci będzie ciągle zadawał ból.

      A dalej, na spokojnie, co Ci tam sumienie i prawnicy podpowiedzą.

      Współczuję Ci
      • crazysoma Re: co dalej? 14.11.06, 10:52
        > Facet zachowuje się kompletnie nieodpowiedzialnie, jakiś przypadek
        > psychiatryczny chyba, albo coś takiego sad

        To sie nazywa Scriptusie przesuniecie osrodka myslenia z gory na dolne partie.
        Serio. Nawet nie wiesz co facet w takim stanie jest w stanie smile robic ( iczego
        nie robic). Ja wiem. Szok.
        • scriptus Re: co dalej? 14.11.06, 13:31
          No, nie wiem co facet w takim stanie jest w stanie, fakt i, zdaje się, że wolę
          nie przeżywać jakichś szoków smile. Przypuszczam, że analogiczne, symetryczne
          zjawisko może wystąpić u niektórych kobiet. Czasem też odczuwam szoki... sad
    • alicjaaleksandra co dalej2 14.11.06, 15:51
      dziękuję Wszystkim za dobre slowa. Ciesze sie ze znalazlam to miejsce.
      Powiedzcie mi jeszcze - po jakim czasie zaczelyscie (fizycznie, psychicznie)
      funkcjonowac w miare normalnie? W moim przypadku ta historia odbila sie na
      zdrowiu (klopoty z tarczyca). Spie juz w nocy (co nie bylo oczywiste przez
      pierwszy m-c, dwa), jem wiec jest poprawa. Ale w dlaszym ciagu czuje ze nie
      jestem jeszcze "normalna". Wiem tez ze to nic nie da ale wracaja do mnie mysli
      takie ze to moze ze mna jest cos nie w porzadku, skoro zainteresowal sie jakas
      tam panna z biura (typ solariowy zreszta), dobija mnie ze ja tyle z siebie
      dawalam dla "nas", a teraz moze on sie stara. Wracając do tematu jego sklonnosci
      do zycia w mysl zasady "lans, trans, kobiety, debety" (jak ktos tu na forum to
      trafnie ujął)- jakie widzicie szanse na to ze on zamieszka z ta panna. Wiem,
      wiem - nie powinno mnie to interesowac juz. Skoro juz sie to wszystko zdarzylo
      dobrze byloby zobaczyc ze jak zacznie z nia dzielic tez obowiazki nie tylko
      przyjemnosci to moze zrozumie ze ja nie bylam wcale taka najgorsza. I nie o to
      mi chodzi zeby do mnie wrocil - chcialaby zobaczyc kiedys na tej twarzy pelnej
      samozachwytu cos na kształt "swiadomosći czynu".

      Wiecie co on mi powiedzial na poczatku, kiedy zrozpaczona blagalam go zeby
      przemyslal decyzję, mowiąc ze przeciez nasz syn, ze jestesmy rodziną. "Rodziną
      bedziemy zawsze". Nic nie zmacilo jak dotad jego dobrego samopoczucia.
      • to.ja.kas Re: co dalej2 14.11.06, 15:57
        Kiedy facet zamieszka z nową kobieta i czy w ogóle ???
        O to pytasz?
        A skąd ktokolwiek na boga mógłby to wiedziec?!?!!?!?!?!
        Nie dojdziesz szybko do ładu ze soba jak nie przestaniesz myslec w kategorii
        tego "co on robi? Co mysli?I co czuje?" zamiast "Jak mam postepowac by MI było
        dobrze, bez wzgledu na to co on robi?".
        Bo narazie jedyne co Ciebie interesuje to On, a nie Ty sama czy
        dziecko......tyle wyczytuje z Twoich postów...Wierz mi , ze czasem im mniej
        wiemy, im mniej sie interesujemy, tym zdrowsi jestesmy...

        Pozdrawiam
        • libra22 Re: co dalej2 14.11.06, 16:38
          Alusmile
          To może ja będę ta trochę ostrzejsza, ale to dlatego, że sama zachowywałam się
          i myślałam jak Ty, ale jestem już po i widzę swoje, a teraz Twoje błędne koło
          mysli.
          Pytasz: ".... czasem po prostu nie moge zrozumiec jak to jest ze on tak sie
          zachowuje i nie spotyka sie z zadnymi negatywenymi konsekwencjami. Mial rodzine
          i syna - to teraz tez ma - jak chce moze przeciez przyjsc do nas"
          A kto wg Ciebie ma mu te negatywne konsekwencje dać odczuć? Bo wg mnie Ty
          powinnaś. Ty nie rozwodzisz sie z nim, więc on ma rodzinę, Ty pozwalasz bywać u
          siebie, więc czuje się w domu jak u siebie. Ja wiem, że robisz to ze względu na
          syna, ale myślę, że synkowi jakoś dałoby radę wytłumaczyć, że przez jakiś czas
          będzie się widywał z ojcem w jego mieszkaniu. Lub postaraj się jasno zaznaczyć,
          ze w czasie obecności swej w Twoim mieszkaniu wolno mu tylko np siedzieć z
          synem w jego pokoju (żadnych obiadków, wchodzenia do kompa, zaglądania do
          szafek, lodówki, rozwalania sie na łóżku). Oczywiście obrazi się i będzie
          Cie "karał", ale po jakimś czasie zacznie się z Tobą liczyć. To są te małe
          konsekwencje, które możesz mu dac odczuć.
          Bo wiesz co - on też czuję się bezkarny, bo czuje Twoją miękkość i to, ze Ty
          zgodziłabyś się, żeby do Ciebie wrócił (bo tak odczułam twoje posty). Dlatego
          ma wszystko: rodzinę, swoją garsonierę, kochankę, wyjazdy itepe.
          Nie masz wpływu na część z tych spraw, ale tam, gdzie masz, możesz zacząć
          stawiać granice: po trochu. Bo to jest trudne, ale wykonalne (miałam problemy z
          tym także, ale udało mi się).

          Następna sprawa: nie masz wpływu na to co czuje, myśli i jak się zachowuje Twój
          mąż!(ani żaden drugi człowiek), więc sobie go odpuść. Zatruwasz siebie, a nie
          jego takimi myślami. Jak widzisz, on nie robi sobie z tego nic.

          Myślami i złością, ze teraz on ma kasę, a kiedy był z Tobą jej "nie miał" też
          zatruwasz siebie. Nie zmienisz tym rzeczywistości.
          Możesz zmienić sposób swojego myślenia i wtedy poczujesz się wolna.
          Też piszę z autopsji (jeszcze czasem mnie te złości dopadają).

          Nie wiem, czy posłuchasz, bo chyba masz etap potrzeby mówienia o tym co Cię
          dręczy na okrągło, ale przyjdzie czas, gdy się otrząśniesz. Tylko będzie to tym
          szybciej, im szybciej sama tego zechcesz i spróbujesz.

          Dostałaś tu dużo bardzo mądrych doświadczeń. Skorzystajsmile

          I trzymaj sie mocno.
      • wiewiorka29 Re: co dalej2 14.11.06, 16:09
        Halo. odrzuć dotychczasowe myślenie a zacznij takie:
        -a niech robi co chce i z kim chce, niech śpi z kim chce i kłóci się z kim chce.
        mnie to juz nie obchodzi,nie interesuje, dla mnie to przeszłość, mam dośc
        własnych spraw na głowie żeby mysleć jeszcze o nim.
        I zajmij się swoimj życiem BEZ NIEGO.

        Pokłady żalu i rozgoryczenia które masz będą mijać jak dasz im szansę na
        uwolnienie z Ciebie i odpływ.
        Satysfakcję możesz mieć po latach, że stanęłaś szybko na nogi, poradziłaś sobie
        i super wychowałaś dziecko. Zemsta temu nie pomoże.

        Ja miałam tylko pół roku depresji + rok przeklinania i podobnych mysli jak Ty,
        a teraz tamten ex mnie już nie rusza... co za boskie uczucie smile).
      • phokara Re: co dalej2 14.11.06, 16:13
        Tak, Kas. ma racje...
        Od siebie dodam jeszcze jedna rzecz bo mnie naszlo. Napisalas, ze "ja tyle z siebie dawalam
        dla nas". Nie dla 'nas' tylko glownie dla tego faceta. Taka jest prawda w kontekscie opisanej
        wyzej historii. I ja Ci, dziewczyno cos napisze. To jest gigantyczny BLAD. Najpierw dajesz
        'sobie' a potem 'jemu', 'nam', sasiadom czy dzieciom w Afryce. Brzmi zle i cynicznie? Moze
        tylko brzmi bo zasada jest swietna. Dopiero jak siebie bedziesz potrafila uszczesliwic to mozesz
        to szczescie oddawac dalej. Bez (czesto podswiadomej) frustracji, ze sie poswiecasz, starasz a
        niewiele z tego masz. Prawda jest brutalna - faceci nie doceniaja takich rzeczy, czesto wrecz
        wcale ich nie oczekuja, to my wybiegamy przed szereg, jak to urodzone matki Teresy. Bez
        sensu. W imie 'dbania o nas' same stajemy sie malo interesujace i fascynujace. Normalne. Doba
        ma okreslona ilosc godzin. Mam pytanie - gdzie Ty bylas, jak Twoj maz jezdzil na wakacje i lazil
        na imprezy pracowe.... serio pytam - gdzie bylas TY? No wlasnie.
        A czy on z panna solarkowa zamieszka czy nie, to zapewniem Cie nie ma wiekszego
        znaczenia. Nie sadze zeby przez porownanie zalapal, ze Ty "nie bylas taka najgorsza".
        Ewentualnie stwierdzi, ze ta panna jest bez sensu i "ze juz jej nie kocha" tylko klepie tak
        mechanicznie owe wyznania i pojdzie dalej w swiat. Do nastepnej kobiety swojego zycia.
        A jesli chodzi o 'swiadomosc czynu' to typy narcystyczne i wiecznie z siebie zadowolone nie
        bardzo maja pojecie o jaki czyn i o jaka swiadomosc chodzi. Serio.

        ps.
        Ja zaczelam funkcjonowac po mniej wiecej 6 miesiacach, a funkcjonowac normalnie - mniej
        wiecej po roku. Teraz pracuje nad tym, zeby zaczac funkcjonowac swietnie. O!
        • libra22 Re: co dalej2 14.11.06, 16:51
          Najgorsze było pół roku, potem coraz lepiej, choć ciągle jeszcze wraca czkawką,
          ale coraz słabszą.

          I zgadzam się, że jakiś inny mężczyzna pomaga na poczucie wartoścismile I wiesz
          co - wiek się nie liczy, bo ja w sumie mam już bardziej pod 40stkę, a nie po
          30stce i odkąd zaczęłam się usmiechać do ludzi, okazało się, że nawet takie
          duże i stare kobiety jak ja podobają się. Większą przeszkodą jest to, że Ty
          zapewne ciągle jesteś smutna i myślami z byłym, co zniechęci każdego mężczyznę.

          Powodzeniasmile
    • miedzy_mlotem_a_kowadlem Re: co dalej? 14.11.06, 19:14
      Witaj,

      Inni udzielili ci mądrych rad, więc ja się nie będę powtarzał. Pisałas, ze twoj
      pożal się boże "mąż" czuje sie w twoim mieszkaniu jak u siebie w domu i nawet
      ściąga z Internetu filmy dla swojej "dziewczyny" (a de facto kochanki). To
      szczyt bezczelności, więc radze ci zmienić zamki w mieszkaniu i rozmawiać z nim
      przez drzwi - efekt psychologiczny powinien byc piorunujący - bylem swiadkiem
      takiej sytuacji i zadzialalo. Mądrala powinien spokornieć, a jak będzie sie
      awanturował pod drzwiami to wezwij policje (ale to najlepiej już po separacji,
      bo tak to pewnie podpadnie pod kłótnię małżeńską). Mówisz, że syn za nim
      przepada - uważam, że mozna spróbować mu jakoś wytłumaczyć, że tatuś nie jest
      taki superowy... ma 5 lat, powinien dużo zrozumieć.
      • misbaskerwill Re: co dalej? 14.11.06, 19:21
        > przepada - uważam, że mozna spróbować mu jakoś wytłumaczyć, że tatuś nie jest
        > taki superowy... ma 5 lat, powinien dużo zrozumieć.

        Można, ale po co?
        Czy byłbyś/byłabyś szczęśliwa, jakby ktoś do Ciebie przyszedł i udowodnił Ci
        ponad wszelką wątpliwość, że Twój Ojciec to skończony sk... i padalec?

        A wyobraź Sobie, co by poczuło 5-letnie dziecko, dla którego jest tylko czarne i
        białe, a rodzice są całym światem.
        Prawda jest wartością nadrzędną, ale nad dziećmi dla osiągnięcia własnych celów
        znęcać się nie wolno.
        Prawda i tak wychodzi na jaw, a dzieciak kiedyś podrośnie i sam pewne rzeczy
        oceni...
        • libra22 Re: co dalej? 14.11.06, 19:54
          Można zrobić to inaczej: "tata Cię bardzo kocha, ale mnie już nie i ja nie
          czuję się dobrze, kiedy jest u nas w domu". Jakoś tak mniej więcej.
          • misbaskerwill Re: faktycznie... 14.11.06, 20:05
            libra22 napisała:
            > Można zrobić to inaczej: "tata Cię bardzo kocha, ale mnie już nie i ja nie
            > czuję się dobrze, kiedy jest u nas w domu". Jakoś tak mniej więcej.

            Choć podałem wariant "hardkorowy", nie twierdzę jednak, że należy przed
            dzieckiem wszystko ukrywać. Dzięki, Librawink
        • miedzy_mlotem_a_kowadlem Re: co dalej? 14.11.06, 20:32
          misbaskerwill napisał:
          > Czy byłbyś/byłabyś szczęśliwa, jakby ktoś do Ciebie przyszedł i udowodnił Ci
          > ponad wszelką wątpliwość, że Twój Ojciec to skończony sk... i padalec?
          >
          Czy ja gdziekolwiek napisalem, ze nalezy "udowodnił dziecku ponad wszelką
          wątpliwość, że jego ojciec to skończony sk... i padalec?". Bo zadajesz mi to
          pytanie tak jakbym o czyms takim napisal. Byc moze efekt jest niezamierzony i
          niechciany, ale tak to odebralem. Ale tak czy siak jestem pokojowo nastawiony smile

          > Prawda jest wartością nadrzędną, ale nad dziećmi dla osiągnięcia własnych
          > celów znęcać się nie wolno.
          >
          Zgadzam się w 100% - i znowu, nigdzie nie postulowalem znecania sie na dziecmi.
          Chodzilo mi o cos w stylu tego o czym napisala libra.

          > Prawda i tak wychodzi na jaw, a dzieciak kiedyś podrośnie i sam pewne rzeczy
          > oceni...
          >
          Zgoda, ale jezeli teraz bedzie sie przed nim udawac, ze "wszystko jest w
          porzadku" to tez moim zdaniem niekoniecznie wyjdzie w dluzszej perspektywnie na
          dobre. Co nie oznacza ze jestem za znecaniem sie nad dziecmi i udowadanianiem im
          ponad wszelka wadpliwosc tego czy owego smile

          Pozdrawiam
      • nangaparbat3 Re: co dalej? 14.11.06, 23:43
        Pieciolatek powinien wierzyć, ze jego tato jest najwspanialszy na świecie.
        Dziecku to potrzebne do przetrwania, albo do normalnego rozwoju - kak zwał, tak
        zwał.Z czasem kazde dziecko samo saczyna dostrzegać, jak jest naprawdę (I
        wszystkich nas, rodzicow, to czeka, nie tylko tych rozwiedzionych). Proponuje
        wersje soft - tatus jest wspanialy, ale musimy byc osobno, bo nie mozemy sie
        dogadać.
        Kiedy rozstałam się z meżem, corka - skadinad genialna obsserwatorka - nie
        pozwalala pol zlego slowa na niego powiedzieć. I tak aż do nastolectwa, kiedy
        nam obojgu zaczelo sie dostawać po rowno.
        I tak powinno być.
    • julka1800 Re: co dalej? 14.11.06, 23:43
      nie czytajac postów moich poprzedników napiszę : na co ty jeszcze czekasz?? na
      to by za chwile za długi "męża" płacic z wlasnej kieszeni??
      Rozwód. Jesli to go nie otrzezwi to nie widze ratunku.

      Przepraszam jesli za mocno napisalam ...
      • brrr10 Re: co dalej? 15.11.06, 10:47
        popisuję się pod tym! Natychmiast pozew o rozwód i to z żądaniem ustanowienia
        rozdzielnosci majątkowej od dnia, w którym odszedł (bo od tego czasunie
        kontrolujesz jego wydatków). W przeciwnym razie może sie skończyc tym, że Ty
        zapłacisz za jego harce z panienką...

        Jak wróci, a Ty będziesz go chciała (?), nic nie stoi na przeszkodzie zeby się
        ponownie pobrać...
        • alicjaaleksandra Re: co dalej? 15.11.06, 12:31
          Dziękuje Wszystkim za posty i dobre rady.

          Co do rozwodu - nawet mu o tym wczoraj przypomnialam, ze czekam na to az zlozy
          pozew. Odpowiedzial mi, ze zlozy w styczniu bo wtedy bedzie mial pieniadze. Ja
          juz dawno temu zgodzilam sie na to, ze bedzie bez orzekania o winie - w ramach
          rewanzu za to, ze on podpisal umowe kredytowa (inaczej sama bym takiego kredytu
          nie dostala, bylo juz za pozno zeby sie wycofac)- ale powiedzialam ze oczekuje
          zeby on poniosl koszta. Na co on powiedzial ze, nie widzi powodu zeby on mial
          pokrywac koszty i ze w takim razie bedzie z winy obu stron. Autentyk.

          Powiedzcie mi czy warto w ogole meczyc sie w sadzie i udowadniac winę? Osobiscie
          wolalabym sobie tego oszczedzic. Co z tego ze ja mu udowodnie ze ma kochanke?
          Przeciez wszyscy wiedza ze ma. A na jego pieniadze nie licze, bo zawsze ma dlugi.

          Jeszcze jedno sprostowanie - rozdzielnosc majatkowa juz mamy wiec mam nadzieje
          ze jego dlugi mnie nie obchodza.

          A tak w ogole to czasem plakac mi sie chce bo nie tak to sobie wszystko
          wyobrazalam, i czaem - wstyd sie przyznac - chcialabym zeby wrocil i wszystko
          bylo jak dawniej, zebysmy byli rodziną. Wiem, niezbyt madrze mowię.
          • miedzy_mlotem_a_kowadlem Re: co dalej? 15.11.06, 12:36
            W przypadku rozwodu bez orzekania o winie koszt to chyba 600zł, do podziału
            między strony a więc 300zł na głowę - to nie jest majątek.
            Jezeli macie prawdziwa rozdzielność majątkową potwierdzoną notarialnie no to
            faktycznie nie musisz sie martwic o nie twoje dlugi.
            • libra22 Re: co dalej? 15.11.06, 12:48
              Alicjo
              Kiedy nachodzi Cię myśl o jego powrocie (tez mnie nachodziła) przypomnij sobie
              wszystkie złe słowa, które Ci powiedział, wyobraź go sobie z kochanką, pomyśl o
              swoim cierpieniu i zastanów się, czy jesteś jeszcze w stanie być z nim? być
              szczęśliwa z nim? uwierzyć mu?.
              A najlepiej spisz sobie te wszystkie rzeczy o nim.
              • alicjaaleksandra Re: co dalej? 15.11.06, 12:59
                Libro, dziękuję Ci zaa to co napisalas. Bo tak to jest - czasem po prostu
                wolalabym zeby wrocil - choc przeciez nie byl dobrym mezem i odszedl w podly
                sposob. Jeszcze teraz potrafi byc podly.
    • alicjaaleksandra Re: co dalej? 15.11.06, 12:56
      I jeszcze jedno pytanie - techniczne.
      Co byscie zrobily w syt. kiedy maz zabiera dziecko do siebie i tam przychodzi ta
      panna. Wiem - ona nie zje mi syna smile) Ale czuję do niej caly czas zlosc - ona
      wiedziala co robi, wiedziala ze on jest zonaty, ma male dziecko i w dodatku sama
      ma dziecko i jest rozwiedziona więc musiala tez miec jakies wlasne doswiadczenia.
      Na poczatku maz z cala brutalnoscia zaczal organizowac takie spotkania (ona, jej
      syn, nasz syn i on) - doslownie po 2 tyg od odejscia. Potem na jakis czas
      przestal. W wakacje ponowil probe - wyjechali wszyscy razem nad jezioro -
      obiecal mi ze beda 2 pokoje i ona z dzieckiem i on lub ona nie jest jego
      dlugoletnia przyjaciolz synem beda mieszkac osobno. Po powrocie okazalo sie ze
      spal w malzenskim lozu z panna a dzieci w pokju obok.
      Potem znowu nastapila przerwa. Po powrocie z Portugalii (gdzie byl sam z panna)
      znowu kolejna próba - pisalam juz - panna, bez dziecka, atrakcje, prezenty,
      pelne rozpieszczanie.

      Dodam jeszcze jedno - ojciec mojego meza odszedl od matki (do kochanki),
      zostawiajac ja z 3 dzieci, moj maz byl najmlodszy - mial ok 2-3 lat. Matka dlugo
      nie chciala mu dac rozwodu, w koncu dala, on sie ozenil z kochanka, tworza
      trwale acz nierozumiejace sie i klocace sie z soba malzenstwo. Golym okiem widac
      ze tesc nie kocha swojej zony ale zostal z nia (z poczucia obowiazku? ze
      strachu?). Matka mojego meza niegdy mu tego nie wybaczyla i nie "ulozyla sobie
      zycia". Moj maz byl wiec wychowywany przez matke i rozpieszczany finansowo przez
      ojca (taka byla jego metoda rekompensowania swojej nieobecnosci).

      Dlatego tak bardzo boje sie tego, zeby nie doszlo do jakiejs kalki z przeszlosci
      - ja bede ta mama od dnia codziennego, kar, wyciagania rano z lozka, wymagan a
      maz i jego panna beda od wyjazdow, presentow, wyjsc itp itd.

      Na ten moment po prostu zwykla zlosc - do niego i do niej - sprawia ze strasznie
      nie chce zeby moj syn sie z nimi razem widywal.

      Czy zgadzacie sie ze dopoki formalnie nie mamy rozwodu, albo nawet dopoki oni
      nie sa malzenstwem mam prawo nie zgadzac sie na to zeby on widywal sie z nia i
      naszym dzieckiem? Poza tym od jego odejscia minelo dopiero 7 m-cy, nie ma
      gwarancji ze to juz ostatnia jego przyjaciolka.

      • kruszynka301 Re: co dalej? 15.11.06, 15:37
        > Czy zgadzacie sie ze dopoki formalnie nie mamy rozwodu, albo nawet dopoki oni
        > nie sa malzenstwem mam prawo nie zgadzac sie na to zeby on widywal sie z nia i
        > naszym dzieckiem? Poza tym od jego odejscia minelo dopiero 7 m-cy, nie ma
        > gwarancji ze to juz ostatnia jego przyjaciolka.


        Mnie to się osobiście nie podoba. To, że JESZCZE nie masz rozwodu, nie
        upoważnie Cię wcale do zakazywania dziecku widzenia się z eksem i jego
        przyszłą? rodziną.

        Podstawowe pytanie, które mi się nasuwa - a co na Twój synek?

        Moja córeczka spędza u eksa i jego rodziny całą sobotę, przychodzi do domu po
        bajce. Bynajmniej jednak nie bawi się z eksem, ani jego żoną, tylko szaleje ze
        swoim przyrodnim rodzeństwem.

        Skoro przyjaciółka eksa ma syna w wieku Twojego, to śmiem twierdzić, że chłopcy
        bawią się tylko razem, bez dorosłych - a to chyba nic złego?

        Wiem, że jesteś "świeżo" po rozstaniu, później będziesz mogła dostrzegać
        wszystko we właściwym świetle.

        A kontaktów synka z ojcem w żadnym razie nie ograniczaj!!!
        • alicjaaleksandra Re: co dalej? 15.11.06, 19:50
          hej,
          a skad wiesz ze to bedzie przyszla rodzina mojego męza? A nie ze np. bedzie to
          kolejna panna z serii?

          to, że JESZCZE nie masz rozwodu, nie
          > upoważnie Cię wcale do zakazywania dziecku widzenia się z eksem i jego
          > przyszłą? rodziną.

          Wspomnialas tez o przyrodnim rodzenstwie swojego meza - ok. Syn tej panny nie
          jest jednak przyrodnim rodzenstwem mojego syna, czyz nie?
          • kruszynka301 Re: co dalej? 16.11.06, 09:07
            alicjaaleksandra napisała:

            > hej,
            > a skad wiesz ze to bedzie przyszla rodzina mojego męza? A nie ze np. bedzie to
            > kolejna panna z serii?


            A co to ma do rzeczy? Ty, wieloletnia żona, też się okazałaś "panną z serii",
            zresztą tak samo jak ja. NIGDY nie będziesz miała pewności, że to akurat ta
            jedna.
            Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że eks z tą kobietą będzie - i dla
            swojego dobra pogódź się z tym.

            Najgorszą rzeczą, którą w tym momencie możesz zrobić, to ograniczyć kontaky
            ojca z synem - obróci się to przede wszystkim przeciwko twojemu synowi i Tobie.
    • azaharito Re: co dalej? 15.11.06, 13:01
      Jesli nie masz rozwodu, ani rozdzielności majątkowej to musisz zdawać sobie
      sprawę, że wszystkie długi Twojego męża będą w pewnym momencie również Twoimi
      długami. Jeśli on odszedł do kochanki to z duzym powodzeniem mogłabyś złożyć
      pozew o rozwód z orzeczeniem o jego winie. rozumiem jednak, że nie masz ochoty
      na taką szarpaninę w sądzie, jednak uważam, że powinnaś pomyśleć o
      bezpieczeństwie finansowym Twoich dzieci i Twoim spokoju psychicznym. Czyli
      odciąć się i zacząć układać sobie życie na nowo. I przynajmniej złożyć wniosek
      o rozdzielność majątkową - w takiej sytuacji wydaje mi się to konieczne.
      Pozdrawiam i życzę, żeby wszystko ułożyło się po Twojej myśli.
      • alicjaaleksandra Re: co dalej? 15.11.06, 20:04
        Mam rozdzielnosc wiec chyba dlugi meza nie sa moimi.

        Powiedzcie mi czy rozwod z orzeczeniem o winie to rzeczywiscie taka szarpanina?
        Powiedzialam mezowi ze zgodze sie na rozwod bez orzekania o winie - ale oczekuje
        ze pokryje koszty rozwodu. On wtedy zaczal grozic rozwodem z winy obojga stron.

        Ja wg niego nie chcialam zaakceptowac faktu ze odszedl i nie chcialam sie
        rozstac jak bialy czlowiek i grozilam tej pannie. Fakt - raz wykrzyczalam
        wszystkie swoje zale, zwymyslalam ja od ostatnich i powiedzialam ze ja kwasem
        obleje (nie na serio, ale jakos mnie Nalkowska zainspirowala). Powiedzialam to
        jemu po okolo m-cu od jego odejscia kiedy on zachowywal sie okropnie chamsko
        wobec mnie - przychodzil, traktowal nasz dom jak swoj, zaproponowal mi zebym go
        u siebie zameldowala a potem oznajmil ze ma zamiar poplynac ze wspolnymi
        znajomymi, panna, jej synem i dziecmi na zagle. To bylo naprawde po 4 tygodniach
        od odejscia. Nawet znajomi zbaranieli jak im zaproponowal wyjazd w tym skladzie
        i grzecznie sie wycofali. Wiem - moze powinnam byla zachowac po "europejsku"
        wycedzic przez zęby "nie zgadzam sie" ale nie wytrzymalam psychicznie.
        Podkreslam - nie zwymyslalam tej panny, tylko wykrzyczalam co o niej mysle do niego.

        On to teraz "wyciagnal" i powiedzial ze to bedzie dowodem mojej winy i udzialu w
        rozkladzie malzenstwa. Wydaje mi sie ze nawet jesli zachowalam sie jak
        histeryczka to jednak byle to tylko czcze grozby no i bylo to po tym jak odszedl
        i pod wplywem jego zachowania.
    • marek_gazeta Re: co dalej? 15.11.06, 13:25
      > cierpliwosci do kobiet", Po okolo 10 dniach okazalo sie, ze ma romans z
      > kolezanka z korporacji. Potem dowiedzialam sie ze kobieta ta od dawna sie nim
      > interesowala - spedzali duzo czasu razem (chyba wowczas jeszcze nie sypiali ze
      > soba), "integrowali sie" na wyjazdach, m.in. na ostatnim takim tuz po tym jak
      > podpisalismy umowe kupna mieszkania. Maz twierdzi ze nie zdradzal mnie, a
      > zwiazek z nia rozpoczal juz jako czlowiek wolny, - bo po tym jak mi powiedzial
      > ze odchodzi.
      No, jeśli to prawda, to przynajmniej był uczciwy. Punkt dla niego, serio mówię. Jednak jakieś zasady miał.

      > Jego wizyty bardzo duzo mnie kosztuja psychicznie - stram sie byc obojetna lub
      > wrecz mila ze z wzgledu na syna, ktory ojca bardzo kocha.
      Nie wpuszczaj do mieszkania, co za problem?

      > rodzine - bo jak ma ochote przyjsc do nas na obiad - zeby pobyc z synem, to
      > przeciez moze.
      Ręce opadają... patrz wyżej.
      Jeśli sam nie rozumie, co zrobił, to mu po prostu powiedz - zachowałeś się jak cham, cierpię, nie chcę cię widzieć, wynocha. Koniec.

      > Najgorsze dla mnie jest to ze (oprocz faktów oczywistych takich jak to ze
      > rozpad rodziny jest strata dla dziecka) jest to ze nie umiem sobie poradzic z
      > emocjami - czuje wscieklosc, ze on jest taki bezczelny, pewny siebie i
      > arogancki i nikt nie smie mu powiedziec ze zrobil cos zlego, ze kogos
      > skrzywdzil.
      No właśnie, musisz chyba poradzić sobie sama. Masz mieszkanie, dziecko, nie jest bardzo źle.

      > Jest jeszcze jeden aspekt - oprocz tego zeby stala sie jakas sprawiedliwosc
      > czasem zastanawiam sie czy jesszcze jest jakas szansa, ze on wroci. Wiem - to
      > zalosne. sad(
      To nie jest żałosne - po prostu nadal go kochasz. Sam wiem coś o tym. Miłość i uczucia nie poddają się chłodnej kalkulacji. Rozstanie, rozwód to potężna dawka emocji. Liczysz, że wróci i może znów będzie pięknie? Czy mu rzeczywiście wybaczysz? Zapomnisz? Nie da rady. Już zawsze będziesz cierpieć w czasie "wyjazdów integracyjnych" (jak mawia kolega, jest to głównie integracja seksualna w czasami zupełnie nieprawdopodobnych konfiguracjach). Już zawsze komórka chroniona hasłem będzie wyzwalać negatywne emocje.

      Prawda jest taka, że on ci mimowolnie pomaga. Pomyśl - facet jest z inną, sypia z nią, ale co pewien czas wraca, skruszony, i mówi, że nie jest pewien. A Ty go kochasz - to jest właściwy problem. Mąż koleżanki tak się zastanawiał przez pół roku, a ona mu gotowała obiadki! Tu sytuacja jest czysta - ma Cię gdzieś. Zerwij z nim kontakty, spróbuj żyć normalnie, pospotykać się z ludźmi - chyba to najlepsze.

      Marek
      • alicjaaleksandra Re: co dalej? 16.11.06, 09:38
        "to mu po prostu powiedz - zachowałeś się jak
        > cham, cierpię, nie chcę cię widzieć, wynocha. Koniec"

        Czasem chcialabym tak powiedziec - i zreszta mowie mu ze uwazam ze postapile zle.

        Tylko mam solidny problem z tym "wynocha" - z jednej strony, tak uprosciloby to
        sprawe - dla mnie ale czy dla mojego Syna? Wowczas spotkania z synem wygladalyby
        jak pasmo atrakcji (kino, zakupy, rower/sanki/spacer, restauracja) - zero
        normalnosci.

        Czy zawsze spotkania musza wygladac tak , ze ojciec odbiera dziecko jak
        przesylke w progu? I dziecko widzi nienawidzacych sie rodziców? Czy dlatego tak
        jest ze poszkodowany rodzic nie potrafi inaczej?

        Tyle ze zachowanie poprawnych ukladów - kiedy ma sie jeszcze tętniace poczucie
        niesprawiedliwosci i krzywdy - tak strasznie duzo kosztuje.
        • alicjaaleksandra święta 16.11.06, 09:43
          Powiedzcie mi proszę dwie rzeczy:

          - czy ktos z Was jest z okolic trójmiasta?
          - czy boicie sie Swiąt - tzn. czy moze dla kogos (tak jak dla mnie są to
          pierwsze swieta "po" i jak do tego podchodzicie lub jak u Was wyglądaly pierwsze
          swięta.
    • adsa_21 Re: co dalej? 15.11.06, 17:40
      jednego nie rozumiem!?
      czemu nie zlozylas do tej pory pozwu?
      moze go jeszcze kochasz..
      ale zastanow sie czy takiego KOGOS warto kochac..porzucil Cie i synka wlasciwie
      bez podania zadnych przyczyn, zachowal sie jak skonczony cham i egoista.

      szkoda slow..
      zloz tez pozew i to szybko, z orzeczeniem o JEGO winie, inaczej byc nie moze..

      3maj sie
    • wujek_fido Re: co dalej? 15.11.06, 22:12
      Alicjaaleskandra, ten Twoj maz jest zerem (ze zacytuje bylego premiera).
      Takimi mezczyznami gardze. Zostawienie syna i rodziny dla kochanki to jakis
      horror. Brak mi slow. Ale daj sobie z nim spokoj, bo jego zachowanie go
      najzwyczajniej dyskwalifikuje jako ojca i meza. WF
      • tricolour Premier jak mówił o tych zerach... 15.11.06, 22:15
        ... to wyszedł na dupka.

        Raczej bym uważał z takimi emocjonalnymi ocenami...
        • wujek_fido Re: Premier jak mówił o tych zerach... 15.11.06, 23:18
          Tricolor - moze jestes gotow usprawiedliwic takie zachowanie? Moze tenze maz
          mialby inna wersje wydarzen. Tu sie moge zgodzic. Zatem tonujac swoja
          poprzednia wypowiedz i powstrzymujac sie od cytatow tylko dodam, ze postapil
          bardzo nieodpowiedzialnie. Gdyby nie mial dziecka, to w porzadku. Ciekawe,
          jak mu ten tatus za iles lat to wszystko wytlumaczy... WF
          • julka1800 Re: Premier jak mówił o tych zerach... 15.11.06, 23:21
            "Ciekawe,
            jak mu ten tatus za iles lat to wszystko wytlumaczy... WF"

            a dlaczego myslisz ze za kilka lat bedzie sie musial komukolwiek tlumaczyc?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka