Tygodniami (no dobra - miesiącami chyba) nie zaglądałam tu oszukując siebie,
że pozew sam się napisze, kurcze robaki z brudu powstają (nie pouczać, forma
potrzebna do podkreślenia wagi tematu

) a pozew sam nie może? Uch...
Wróciłam w pokorze chyląc głowę i pisząc własnoręcznie (własnoklawiaturowo).
Zaczęłam w piatek, kończę dziś. Czy za takie prosię mógłby ktoś trzymać
kciuki, żebym znów nie piznęła tego pozwu w kąt tylko załatwiła to raz na
zawsze??? Niby ja mam łatwo, bo bez orzekania o winie, z ugadanymi alimentami
regularnie już płaconymi, zostawionym mieszkaniem itp ale co z tego kiedy i
tak mi to wszystko jakoś po grudzie idzie...