a.niech.to
15.10.07, 11:44
Warto się kłócić, jeśli jest o co. Za kłótnię uznaję burzliwą formę
wymiany zdań bez obelg i rękoczynów. Moi rodzice kłócili się ładnie,
prawie ze śmiechem rzucali w siebie celnymi docinkami, bardzo
emocjonalnie bronili swoich racji. Kończyli żartem. Nigdy się nie
dąsali, nie było cichych dni. Do końca sporu trzymali się
zagadnienia, o które poszło, a to bardzo ważne, żeby istoty sporu
nie tracić z oczu, bo bez tego kłótnia się staje pyskówką. Byli
prostymi ludźmi o wysokiej kulturze. A Wy? Jak się kłócicie? Nie
piszę o sobie, bo z exem nie mieściliśmy się w definicji. Czy Wasze
kłótnie bywały konstruktywne, czy też koncentrowaliście się na tym,
żeby dokuczyć i każdy powód był dobry albo i brak powodu?