Dodaj do ulubionych

proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu

25.12.07, 23:14
Bo uswiadomiłam sobie, ze sformułowania "sprawdzić, jaki ktoś jest w
łóżku" (poza prymitywnymi aspektami typu zapach z ust, ale na to nie
trzeba łóżka) zwyczajnie nie rozumiem.
Więc proszę mi napisać: co takiego sprawdzamy?
Obserwuj wątek
    • alicja611 oswiecam 25.12.07, 23:23
      Oswiecam: sprawdzic jaki ktos jest w lozku oznacza sprawdzic czy jest dobrym
      kochankiem czy nie, czy wie jak zadowolic (zaspokoic seksualnie) kobiete. Wielu
      mezczyzn nie potrafi tego zrobic, skupiajac sie wylacznie na sobie. To nie ma
      nic wspolnego z zapachem z ust. No chyba, ze jest okropny,ale takiego mezczyzny
      nie radze "sprawdzac".
      • nangaparbat3 e tam 26.12.07, 01:09
        Teraz juz chyba tylko niedorozwój nie doczytał w licznych
        publikacjach na temat, ze NALEŻY zaspokoic kobietę - więc ten jeden
        raz może sie postarać. (Oczywiscie zakładam, ze mu zalezy.)
        To ile razy trzeba, co by sprawdzić?
        Do skutku?
        Ale jesli podejrzewamy oszustwo, satysfakcjonujacy nas skutek moze
        byc tylko negatywny.
        Więc wszystko do bani: bo albo sie stara, znaczy - gra i mami, albo
        sie nie stara - wiec egzamin oblał.
        Jakos żadna z tych możliwości nie wydaje się kusząca.
        • jarkoni Re: e tam 26.12.07, 08:11
          Nanga, dziewczyno(w tym momencie się przeżegnałem), a skąd Ci to łóżko i faceci
          do sprawdzania w Święta nagle smile?
          A tak poważnie: dzięki niezliczonej ilości publikacji "na temat" nawet w miarę
          przeciętny facet wie jak być "dobry"..
          Sęk w tym, żeby znaleźć tego nieprzeciętnego, który nie naczytał się poradników,
          albo nie zgrywa macho, tylko..
          No właśnie.. Co "tylko"? Wy kobiety już to same oceńcie
          • i33 Re: e tam 26.12.07, 12:57
            myśle że nanga ma prawo być też normalną kobietą -z kewi i kości---
            ja tam do niej szacunku nie trace, wręcz mi sie podoba z tą
            podejrzewam retoryka i prowokacją..
            nic co ludzkie..
          • nangaparbat3 Re: e tam 26.12.07, 21:52
            jarkoni napisał:

            > Nanga, dziewczyno(w tym momencie się przeżegnałem), a skąd Ci to łóżko i faceci
            > do sprawdzania w Święta nagle smile?

            Aż w rączki klasnęłam! No własnie - czemu w Świeta?
            Jak zrozumiem, chyba wiele sie o sobie dowiem. Poważnie.
            • sylwiamich Re: e tam 26.12.07, 22:19
              Jesooo...Nanga...czyżby jakis niekonwencjonalny prezent?wink))
              • nangaparbat3 ;) n/t 26.12.07, 22:36

        • berek_76 Re: e tam 26.12.07, 11:29
          > Teraz juz chyba tylko niedorozwój nie doczytał w licznych
          > publikacjach na temat, ze NALEŻY zaspokoic kobietę - więc ten jeden
          > raz może sie postarać. (Oczywiscie zakładam, ze mu zalezy.)

          I zakładasz, że wystarczy wiedzieć, że trzeba, żeby umieć? big_grin big_grin big_grin big_grin
          Optymistka...

          -----------------------
          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • z_mazur Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 08:37
      A mnie się wydaje, że z seksem jest podobnie jak z wieloma innymi umiejętnościami interpersonalnymi, nawet mówi się o inteligencji seksualnej. Czyli weźmy dla porównania rozmowę, przecież nie każdy lubi w ten sam sposób rozmawiac i nie z każdym partnerem dobrze mu się rozmawia. Co nie znaczy że rozmówca, z którym mi się źle rozmawia nie dogada się sympatycznie z kimś innym. Chociaż pewnie są tacy którzy potrafią prowadzic interesujące i sympatyczne rozmowy z większością, a są tacy którzy tylko z niektórymi.

      I żadna wiedza teoretyczna (na temat sposobu prowadzenia rozmowy) tutaj za specjalnie nie pomoże, tzn nie jest bez znaczenia, ale nie można też jej przeceniac. smile)))
    • zonaniezona1 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 09:03
      To może szczęście, że nie rozumieszsmile)))....
      "Sprawdzić" może oznaczać dopasowanie partnerów, chemię między nimi, czy
      reagujesz na dotyk partnera w taki sposób ,że pragniesz z nim od razu kochać
      się, czy tylko tak ,że "idziesz z nim do łóżka" ...bo sex jest potrzebny w
      życiu... CZy w łóżku pragniecie podobnych rzeczy. Może obydwoje preferujecie
      tradycyjny sex, a może wręcz przeciwnie. Dysproporcje w tej sprawie pomiędzy
      partnerami może być zalążkiem poważniejszych konfliktów.
    • bet66 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 09:39
      nanga, a niektórzy uwazają cię za mądrą babkę, a ty zadajesz
      pytania , jak pensjonarka w Gońcu Niedzielnym.
      1. nalezy sprawdzić zapach genitaliów, czy są regularnie myte i to
      mozna zrobić tylko w łożku, bo tak , jak zapach z ust się nie da.
      2. sprawdza sie , czy kochanek/ka to typ łóżkowego egoisty
      skupionego na własnych potrzebach
      3. sprawdza się , czy jesteśmy wyrafinowani, delikatni, pruderyjni,
      wyzwoleni , dominujący, podporzadkowani oraz na ile sobie chcemy
      sobie pozwolic
      4. sprawdza się , jak się zachowujemy przed i po, jak wygląda gra
      wstępna i zakończenie.
      5. sprawdza się , czy to samo lubimy i jak długo to robimy, gdzie to
      robimy
      • zonaniezona1 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 09:42
        "pojechałaś" po bandzie....
        • wenus123 Prowokacja 26.12.07, 10:15
          Ludzie muszą się dograć na wielu płaszczyznach. Jedną z nich jest sex. Oprócz tego rozmowa, wygląd, sposób spędzania czasu, sposoby wydawania pieniędzy, rodzaj (i sposób) jedzenia, zapachy też. Bywają też różne alergie, np. na nasienie konkretnego osobnika.
          Można sprawdzać różne rzeczy po kolei, a można zaufać intuicji: jak nas od kogoś odrzuca, jak ktoś czymś denerwuje, to choćbyśmy byli na wielkim głodzie uczuć i przytulania - UCIEKAĆ.

          Oczywiście jest prawdą, że osoba dla nas nie do zaakceptowania może świetnie pasować komuś innemu, co napisał wyżej aron.
          Na szczęście wszyscy jesteśmy różni. Więc są i pasujące do nas jednostki. Więc szukać trzeba. (wiem, jarkoni, zdania nie zaczyna się od więc. Ale podobno znając zasady, można już bezkarnie je łamaćwink
          • wenus123 Dla dojrzalszych? 26.12.07, 10:21
            Myślę, że fajniej jest odkrywać siebie nawzajem stopniowo. Inaczej to robi się z
            tego taki egzamin. A tego nikt nie lubi.
            Ale do tego chyba trzeba trochę dojrzałości?
            • a.niech.to Re: Dla dojrzalszych? 26.12.07, 11:07
              ...i trochę miłości.
              • wenus123 A co z tą miłością? 26.12.07, 11:20
                Masz rację, co do zasady. Ale jak akceptujesz - to do miłości jeden krok. A jak
                zafascynowanie od samego początku - to często nie widzi się rzeczywistości przez
                te różowe okulary.

                A poza tym - co to jest miłość?

                Człowieka trzeba polubić, chcieć z nim być, lubić jego towarzystwo i sposób bycia.
                • a.niech.to Re: A co z tą miłością? 26.12.07, 11:25
                  W dyskusję czym jest miłość, się nie wkręcę. Chwilkę temu na Forum
                  przeczytałam, że zaradność życiowa, opiekuńczość i coś tam jeszcze
                  czynią faceta atrakcyjnym. Jak dla kogo. Szeryf jest prawy. Jeśli
                  stanie przeciwko nawale bandytów, nie powinien być sam. smile
                  • a.niech.to Re: A co z tą miłością? 26.12.07, 11:29
                    a.niech.to napisała:

                    > Szeryf jest prawy. Jeśli
                    > stanie przeciwko nawale bandytów, nie powinien być sam. smile
                    Jest taki bandzior o imieniu Wypad z Roboty. W pojedynku z nim
                    dobrze mieć w odwodzie Platerówkę. Rozwijam poprzednią myśl, żeby mi
                    nie imputowano, że jestem rozmemłaną marzycielką/idealistką.
      • a.niech.to Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 11:05
        Twoją listę skwituję tak: wszystkiego się można dopracować.
        • artemisia_gentileschi Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 13:18
          Dokladnie. Co tu sprawdzac? Trenowac, trenowac i jeszcze raz
          trenowac;P
      • i33 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 11:14
        mnie tam nanga wydaje sie nie tylko mądra ...ale i ludzka zwyczajnie
        inteligencja też może...
        ja myśle że czasem trzeba troche poczekać bo niektórzy faceci tez w
        tej sferze nie od razu mają odwage sie "rozbujać" na starcie!

        a i jak w innym miejscu----
        -jak otwiera drzwi przed nami--to daje "dowodzić" w łózku
        -jak ciągle nie mówi o sobie, nie przechwala sie to jest szansa że
        nie skupia sie w łóżku na sobie...itp itd
    • wsiowy-misior Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 10:43
      Kobietę też należy sprawdzić:
      1.Umyta
      2.Ilość owłosiwnia
      3.Estetyka i zapach podwozia
      4.Jeśli w łóżku typowa kłoda to lepiej ubrać czapę na głowę i do domu
      smilesmile
      • wenus123 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 11:14
        Misior, masz racjęwink)
    • aron95 Ogólnie funkcjonuje przekonanie 26.12.07, 11:14
      że kobiecie zależy na wielkości członka .
      A facetowi czy jest dostatecznie ciasna .
      Ale jednego z drugim nie pogodzi więc trzeba się dopasowywać ?
      Mysle
      Jak partnerzy lubią ze soba przebywać to i z seksem sobie poradzą
    • kasiar74 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 11:14
      Ludzie mają różne preferencje i różny temperament. Nie każdy jest
      taki sam również w tym aspekcie.
      • wsiowy-misior Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 11:20
        Temat jest już troszkę zezwierzęcony, czyli mogę dodam jeszcze że
        fiut nie działa tak że pociągnę za ucho a on stoi (do przemyślenia
        dla dziewcząt)
        Ogólnie to się ubawiłem tym wątkiemsmilesmilesmile
        Jeśli razi kogoś słowo fiut jest możliwość zastąpienia go "wacusiem"
        albo innym dziadostwem.
    • berek_76 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 11:27
      Nanga, spradzamy:

      1) czy mamy taki sam pomysł na seks
      2) czy jeśli mamy różny, to potrafimy się w tej sprawie dogadać
      3) na ile istotne jest to dla obu stron

      To generalnie i w skrócie.

      Spędziłam 10 lat w związku z człowiekiem, który nie chciał, nie umiał rozmawiać
      na te tematy i poprawa czegokolwiek w zakresie erotyki nie wchodziła w grę. A
      mnie to, co było, nie satysfakcjonowało w najmniejszym stopniu. Nawet potrafiłam
      powiedzieć, dlaczego, ale groch o ścianę.

      I teraz - jeśli trafiamy na partnera, który w ogóle jest cudowny, tylko w łóżku
      nam jakoś nie bardzo, to myślę, że nikt normalny nie skreśli kiełkującego
      związku tak od razu, tylko będzie się starał to jakoś dograć i dopracować.

      Ale z drugiej strony trafiłam kiedyś i na taki przypadek, gdzie facet z pozoru
      naprawdę fajny i interesujący pod względem erotycznym okazał siękompletnym pniem
      i z tym nic się nie dało zrobić. I to jednak miało znaczenie.

      Umówmy się też, nie zawsze związek z kimś działa na zasadzie "tego jedynego,
      absolutnego księcia z bajki", gdzie nie liczy się nic i nic w szczegółach, bo od
      razu wiemy, że będziemy razem aż po grób. Życie składa się z drobiazgów i
      podobny "temperament" łóżkowy może mieć znaczenie. Niekoniecnzie rozstrzygające,
      ale ludzie sa różni.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • i33 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 12:34
        jak na razie to widze że -berek ma wysokie kwalifikacje..-jest
        otwarty!
        misior w dziedzinie seksu--lubi kąsać!
        a jarkoni--to zgadza sie na każdy numer!
        a mazur--zdaje sie zajęty?!
        • wsiowy-misior Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 12:39
          i33 napisała:

          > jak na razie to widze że -berek ma wysokie kwalifikacje..-jest
          > otwarty!
          > misior w dziedzinie seksu--lubi kąsać!
          > a jarkoni--to zgadza sie na każdy numer!
          > a mazur--zdaje sie zajęty?!
          Kąsać, ugniatać, wyciskać i miętolićsmilesmilesmilesmile byle nie kłodę bo można
          zęby stracić
          • i33 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 12:53
            namietność --100%
            ale trzeba uważać bo graniczyć może z brutalnością..
            znam to!
    • tricolour Masz rację, Nango... 26.12.07, 11:47
      ... trudno zrozumieć postawę "sprawdzić kogoś w łóżku" choćby z tego powodu, że
      ten pierwszy raz może być "na głodnego" i wyjdzie nieporadnie albo okaże się, że
      partner to typ "zawodowca" i nie wiadomo czy dziwka czy kobieciarz.

      Ze wstrętnymi zapachami też przesada, bo wystarczy sprawdzić czy gość ma czysty
      kołnierzyk i takież paznokcie, a bedzie wiadomo jak z jego jajkami - trudno
      sobie wyobrazić, by facet dbający o siebie mył się cały, ale omijał intymne miejsca.

      Podejrzewam, że "chęć sprawdzenia partnera" jest zwykłym wytłumaczeniem własnego
      nieposkromionego seksualizmu. No bo "sprawdzenie" ładniej brzmi: daje poczucie
      kontroli, sprawstwa itp w przeciwieństwie do "daję na prawo i lewo".

      Mówiąc serio: jeśli okaże się, że sprawdzany partner, to ten jeden jedyny, to co
      wtedy? Podejmujemy decyzję i zakochujemy się, tak? Hehehe...

      smile))
      • jarkoni Re: Tri.. 26.12.07, 12:53
        Może mam trochę mało męski punkt widzenia, ale dla mnie wystarczy poznać się
        trochę, pogadać, a gdybym był kobietą popatrzeć na zachowanie ogólne, tudzież na
        paznokcie, buty, zęby itp. I już bym wiedział, czy w ogóle chce mi się tego łóżka..
      • zielona_ropucha Re: Masz rację, Nango... 26.12.07, 12:59
        Co sprawdzamy?
        A co tu jest do sprawdzania?
        Czy to testy jakies sprawnościowe?
        Powiem z własnego doświadczenia...Jest chemia...jest
        seks,niekoniecznie miłość...nie ma chemii nie ma seksu. Tyle na temat
        Może to dziwnie zabrzmi ale to ja jestem od tego,żeby było dobrze mi
        i partnerowi.Prawdopodobnie dlatego,że jako kobieta mam wieksze
        możliwości na wielokrotny orgazm i musze sie postarać,zeby jemu było
        co najmniej tak dobrze jak mi...niestety mężczyźni mają ograniczone
        możliwości,my kobiety mamy lepiej i tak naprawdę to my mamy więcej
        frajdy z seksu. Panowie...bez obrazy.
        Co do zapachów i czystości....to chyba jakies żarty kochani...
        • i33 Re: Masz rację, Nango... 26.12.07, 13:13
          zgadzam sie zielona.. z toba co do możliwości kobiety..
          to przesąd że żależy to tylko od mężczyzny---kobieta ma wyczekiwać
          aż to jeje da...?
          sama może inicjować i poszukiwać prowokować proponować-zmiany,
          ulepszenia, pozycje, scenerie--aż dojdą do wniosku oboje ..
          te wspólne poszukiwania są najfajniejsze---jeśli poza łóżkiem jest
          nam ze sobą dobrze -to o reszte warto zabiegać nawet jeśli miałoby
          to trwać troche dłużej niż sie spodziewaliśmy czy zakładaliśmy..

          wogóle kolejna dziedzina gdzie nie ma sensu szukać sztywnych reguł...
          • anbale Re: Masz rację, Nango... 26.12.07, 14:13
            A mnie się wydaje, że to zależy od podejścia człowieka do seksu. Niekorzy się
            zakochują i idą na totalny spontan, nawet do głowy im nie przyjdzie, żeby
            cokolwiek sprawdzać, tylko biorą drugiego człowieka z dobrodziejstwem
            inwentarzasmile a inni mają swoje oczekiwania i muszą się upewnić, czy zostaną one
            zaspokojone, bo inaczej się nie zaangażują.
            To wyraźnie np. widać w podejściu mężczyzn do fizyczności kobiety. Niektórzy
            zupełnie nie przejmują się niedoskonałościami ciała kobiety, bo po prostu jest
            im z nią dobrze, a dla niektórych uroda,parametry i odpowiednia jędrność mają
            znaczenie zasadnicze, żeby w ogóle chcieli rzucić okiem w jej kierunku. No tak
            to już jest, nie ma się co oburzać, na szczęście jest ta różnorodnośćsmile
      • z_mazur Re: Masz rację, Nango... 26.12.07, 14:46
        Dlatego Tri nie ocenia się w tym zakresie partnera po jednym razie, podobnie jak nie robi się tego po jednorazowej rozmowie. Z drugiej strony w większości przypadków co do rozmowy, to przeważnie wiemy po pierwszej czy mamy, czy nie mamy ochotę na kolejne. I to nikogo nie bulwersuje, że oceniamy kogoś jako partnera do rozmowy. Ale ocena drugiej osoby jako partnera seksualnego już jest bulwersująca.

        Zawsze w takich sytuacjach powtarzam, że to nasza kultura (judeo-chrześcijańska) i wychowanie otoczyło sferę seksualną wieloma tabu.

        Dziwne, że nikt nie wymaga od nas wybierania partnera na całe życie tylko widząc go na oczy. Przecież to tak wiele mówi o drugiej osobie, wystarczy się sobie przyjrzeć. Większość osób chce jednak wcześniej ze sobą porozmawiać, spędzić trochę czasu w różnych sytuacjach. Jednak dla niektórych osób jeśli jedną z tych różnych sytuacji ma być zbliżenie seksualne, to pojawiają się głosy oburzenia.

        Może mi się z kobietą świetnie rozmawiać, ale np. może być fatalną tancerką (co dla mnie jest dosyć istotne bo uwielbiam taniec) jednak wiedząc o tym, że jest taką tancerką i mając świadomość tego, że taniec z kimś innym (w przeciwieństwie do skoku w bok) nie jest traktowany jak zdrada, mogę na to przymknąć oko. W przypadku seksu jest zupełnie inaczej. Więc dlaczego nie sprawdzić jak dopełniają się partnerzy w tej sferze? Jak już pisałem wcześniej, ludzie są różni i nie wszyscy mają takie same potrzeby. I nie wszyscy mają takie same umiejętności. Nikt mie nie wmówi, że wszyscy mają taki sam talent w zakresie umiejętności seksualnych, taką samą paletę doznań i wyobraźnię. Dziwne, że stwierdzenie, że nie każdy umie tańczyć i choćby nie wiem jak się starał, to tancerzem może być co najwyżej poprawnym nikogo nie dziwi. Natomiast stwierdzenie, że niektórzy ludzie (dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn) są kiepskimi kochankami już bulwersuje.
        • tricolour Zależy czym jest seks... 26.12.07, 14:51
          ... jeśli ma rangę tańca czy rozmowy, to rzeczywiście nie powinien byc tematem
          tabu. Szczególnie jeśli nasza żona "potańczy sobie i porozmawia" z róznymi
          facetami na imprezie...

          tongue_outP
          • berek_76 Re: Zależy czym jest seks... 26.12.07, 15:20
            tri, niekonsekwentny jesteś.

            > ... jeśli ma rangę tańca czy rozmowy, to rzeczywiście nie powinien byc tematem
            > tabu. Szczególnie jeśli nasza żona "potańczy sobie i porozmawia" z róznymi
            > facetami na imprezie...

            Skoro jest taki ważny, ważniejszy niż taniec czy rozmowa, to chyba również
            stanowi dosyć istotny element wzajemnego dopasowania? Hę? Mogę przyjąć bez
            problemu, że mój mąż nie lubi tanczyć, ale to, że lubi w łóżku coś, co dla mnie
            jest nie do przyjęcia, moze okazać się sporym problemem. A zbyt dużym optymizmem
            jednak - zwłaszcza na tym forum - błoby założenie, że tak naprawdę każdą sprawę
            można dogadać, dopracować i wyregulować. Zwłaszcza, ze seks jest tematem, o
            którym i rozmawia się trudno, i o ambicję często bardzo zahacza, i własnie jest
            bagatelizowany przez wszystkich na zasadzie "no dajże spokój, przecież to nie
            powód..."

            A ja znalałm taką sytuację, gdzie bardzo porządny skądinąd facet nie mógł, jesli
            babce przedtem nie przylał solidnie w tyłek. I co? Są takie kobiety, które na
            przemoc fizyczną reagują odwrotnością podniecenia i tak miło się zapowiadającą
            sprawę diabli biorą. Pewnie, można nad tym pracować, rozmawiać, u specjalisty
            poszukać przyczyn - a można też trafić na babkę, którą przylanie w tyłek kręci i
            problem z głowy. Comprende? To jest właśnie dopasowanie.

            -----------------------
            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
            • tricolour Seks nie jest ważniejszy... 26.12.07, 15:29
              ... już samo takie rozumownie stawia seks poza innymi zachowaniami, co jest
              bzdurą. Czasem seks jest najważniejszy, czasem jedzenie jest najważniejsze, a
              jak zabraknie paliwa w nocy w lesie, to stacja benzynowa jest najważniejsza - bo
              straszno.

              Pytanie: na czym zbudowany jest związek? Przypominam, że cała dyskusja o seksie
              zaczęła sie od wątku Alicji, która stwierdziła "A strefa seksualna, jak pewnie
              zdazyliscie juz zauwazyc, jest dla mnie priorytetowa w zwiazku".

              Tu tkwi różnica, bo dla mnie rzeczą priorytetową jest zaufanie, uczciwość i
              takie tam. Nie tylko w związku, ale w ogóle...
              • sylwiamich Re: Seks nie jest ważniejszy... 26.12.07, 16:25
                tricolour napisał:
                > Pytanie: na czym zbudowany jest związek? Przypominam, że cała
                dyskusja o seksie
                > zaczęła sie od wątku Alicji, która stwierdziła "A strefa
                seksualna, jak pewnie
                > zdazyliscie juz zauwazyc, jest dla mnie priorytetowa w zwiazku".
                >
                > Tu tkwi różnica, bo dla mnie rzeczą priorytetową jest zaufanie,
                uczciwość i
                > takie tam. Nie tylko w związku, ale w ogóle...

                Wejdż na forum
                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15128
                • nangaparbat3 Re: Seks nie jest ważniejszy... 26.12.07, 22:19
                  Sylwia - w naszym zwiazku tez brakowalo seksu, ostatnie połtora roku. Ale
                  zupełnie nie wynikało to z "niedopasowania" seksualnego - bo jak długo umielismy
                  z soba rozmawiać, jak długo ufalismy sobie (i nie mam na mysli zaufania w sferze
                  seksu, tylko takiego, ze mielismy pewność, że oboje chcemy, by temu drugiemu
                  było dobrze), seks był super. I myślę, ze pary na forum "brak..." tez kiedyś
                  miały udany seks, przynajmniej znakomita większość.
          • z_mazur Re: Zależy czym jest seks... 26.12.07, 15:33
            No właśnie, czym jest seks?
            I dlaczego miałby być objęty tabu?
            Dla mnie nie powinien być. I oczywiste jest dla mnie, że przed podjęciem decyzji, czy chcę być z kimś na dłużej niż jedna noc jest sprawdzenie wzajemnego dopasowania również pod tym względem.

            Nie potrafię zrozumiec, dlaczego mógłbym sprawdzic wszystkie inne aspekty bycia z inną osobą przed powiedzeniem "Chcę byc z Tobą" z wyjątkiem tego jednego, jedynego aspektu. Dla mnie to jest właśnie jakieś nienaturalne.
            • tricolour To proste... 26.12.07, 15:37
              ... bo jednej nocy nie da się sprawdzić "dopasowania" nawet jak machniesz 10
              numerków. Żeby coś sprawdzić, to trzeba czasu i wielu prób, różnych sytuacji.

              Jakoś nie widzę takiego egzaminu rozciągniętego w czasie dlatego pisałem, że to
              "sprawdzenie" jest wytłumaczeniem dlaczego z kims nieznanym wylądowałem w łóżku.
              • z_mazur Re: To proste... 26.12.07, 15:54
                Ale kto tu mówi o egzaminie?
                Dla mnie to jeden z elementów poznawania drugiej osoby.
                I wcale nie chodzi o 10 numerków, tylko tak jak w przypadku rozmowy mówi się o "nadawaniu na tych samych falach" tak w przypadku seksu mówi się kolokwialnie o "chemii" i tak jak nie wyobrażam sobie być z kimś z kim nie "nadaję na tych samych falach", tak samo nie wyobrażam sobie bycia z kimś gdy nie czuję "chemii".

                Przeważnie jest tak, że jak się nadaje na tych samych falach to czuje się to już po paru minutach rozmowy. Podobnie jest z seksem, jeśli jest chemia, to nawet nie potrzeba 10 razy, by wiedzieć, że jeszcze długo będzie się miało ochotę na więcej.

                Ale nie rozumiem co znaczy, "z kimś nieznanym wylądowałem w łóżku". Słychać w tym jakieś pejoratywny wydźwięk.

                Spotykam się z kimś jest miło i sympatycznie, poznajemy się coraz bardziej w różnych aspektach (seksualnym również) z czasem podejmujemy decyzję, czy chcemy być ze sobą, czy nie i tyle.
                • tricolour Sam użyłeś słowa "sprawdzenie"... 26.12.07, 16:09
                  ... a teraz "wzajemne poznanie" - to się zdecyduj. Sprawdzenie ma wymiar egzaminu.
                  • z_mazur Re: Sam użyłeś słowa "sprawdzenie"... 26.12.07, 16:27
                    Dla mnie nie ma wymiaru egzaminu.
                    Równie dobrze mógłbym napisać, że powinno się sprawdzić na ile, po wzajemnym bliższym poznaniu, ocena większości aspektów bycia ze sobą jest zbieżna.

                    I w ten sposób można by się bawić słowami, a przecież nie o to chodzi.

                    smile))
                    • sylwiamich Re: Sam użyłeś słowa "sprawdzenie"... 26.12.07, 16:31
                      z_mazur napisał:
                      > I w ten sposób można by się bawić słowami, a przecież nie o to
                      chodzi.
                      >


                      To nie jest zabawa słowami...to jest doprowadzanie rozmowy do
                      absurdu.Odchodzi się od tematu....
                      • z_mazur Re: Sam użyłeś słowa "sprawdzenie"... 26.12.07, 16:47
                        Zgadzam się, bo mnie chodziło tylko o to, że traktuję seks jako jeden z istotnych aspektów relacji z drugą osobą.

                        Jeśli "chodzenie ze sobą" jest etapem wzajemnego "sprawdzania się", to chciałbym sprawdzić jak najwięcej różnych elementów relacji między kobietą i mężczyzną, w tym seks. W tym znaczeniu rzeczywiście chodzi mi o sprawdzenie.
                    • tricolour No właśnie... 26.12.07, 16:44
                      ... "na ile... ocena większości aspektów bycia ze sobą jest zbieżna" - piszesz
                      "większości" więc zakładszz, że mogą być aspekty mało wspólne.

                      A gdy seks będzie taki rozbieżny, to co wtedy?
                      • z_mazur Re: No właśnie... 26.12.07, 16:54
                        Ocenie podlega każdy aspekt. W tym również seks.
                        Czy preferencje partnerki odpowiadają mi, czy moje preferencje odpowiadają partnerce. Jeśli nie to czy będę w stanie przymknąć na to oko, czy nie. Czy jest szansa na zmianę, czy nie?

                        I tak samo w innych apsektach. Czy mamy zbliżone poglądy na jakieś kwestie i jakie są konsekwencje różnic? Problemem mogą być takie drobiazgi jak np. różnice w sposobie odżywiania (np. jedno z partnerów może być wegetarianinem). Problemy potrafią się pojawić w różnych obszarach wzajemnych relacji, w tym również w seksie, dlaczego miałbym ten obszar wyłączać "w przedbiegach" i uważać, że tutaj "jakoś będzie"?
                        • tricolour Kto mówił o "wyłączaniu"? 26.12.07, 17:01
                          Własnie takie znaczenie "wyłączania" ma słowo "sprawdzenie" - czy jest tak czy siak.

                          Zresztą niepotrzebnie czepiamy się słówek. Wiadomo, że seks jest ważny w zwiąku
                          i warto "sprawdzić" się także pod tym względem. Problemem jest wtedy gdy ktoś
                          pisze o powierzchownych związkach z seksem. Problemem dla niego samego, kiedy
                          czuje powierzchowność.
                          • z_mazur Re: Kto mówił o "wyłączaniu"? 26.12.07, 19:43
                            No i tu tkwi chyba sedno
                            Dla jednego 10 spotkanie to będzie wcześnie, a dla drugiego 2 randka w sam raz. Ważne jak się z tym każdy z nich czuje.
                            • nangaparbat3 chyba sie nie rozumiemy 26.12.07, 22:34
                              z_mazur napisał:

                              > No i tu tkwi chyba sedno
                              > Dla jednego 10 spotkanie to będzie wcześnie, a dla drugiego 2 randka w sam raz.
                              > Ważne jak się z tym każdy z nich czuje.

                              Dla mnie nie jest istotne, na KTóREJ KOLEJNEJ randce ma sie odbyc sprawdzanie.
                              Ale właśnie dokładnie tak jak ktos powiedział: to słowo strasznie mi sie nie
                              podoba. Zarówno jako podmiotowi sprawdzania (nawet nie umiem sobie siebie
                              wyobrazic w takiej roli), jak i jako przedmiotowi tegoż (chyba by mnie
                              sparaliżowało).
                              Mnie sie wydaje, ze do łózka idziemy z kimś , bo tego chcemy - to znaczy chcemy
                              seksu z tym kimś, abstrahuję, czy to wielka miłość, czy czysta zywa chemia, ze
                              chęć pobaraszkowania wspólnego na wesoło. Chcemy rzecz powtórzyć - OK. Nie
                              chcemy - trudno.
                              Ale rzeczy w INTENCJI - jeśli intencją nie jest milość, ani żądza, ani zabawa,
                              tylko SPRAWDZENIE - czyli, innymi słowy, jak Tri rzekł, EGZAMIN, to rzecz
                              wydaje mi sie jakaś okropną manipulacją.
                              • tricolour Abstrahujmy na razie od seksu... 26.12.07, 22:46
                                ... i weźmy cos innego.

                                Na ten przykład kino. Czy jak zaproszę kogoś do kina na Bergmana, a ona na to
                                "nienawidzę Bergmana" lub "kocham Bergmana" to coś to zmieni w relacji z nią?
                                Nie, bo jest całe inne kino. A jak wcale nie lubi kina, bo sie boi ciemności, to
                                też można oglądać filmy w innych okolicznościach.

                                Właśnie w tym "sprawdzaniu" widzę wielką fascynację seksem, nadawanie mu roli
                                szczególnej i kwalifikującej do dalszej znajomości. Egzamin.
                                • z_mazur Do Nangi i do Tri 27.12.07, 08:27
                                  Ależ w relacjach damsko męskich i w dobieraniu się w pary chodzi tylko i wyłącznie o sprawdzenie czy ta druga osoba to "TEN" partner.

                                  I chodzi właśnie o wszystkie aspekty dla mnie również o seks.

                                  Tri chodziłeś na randki z internetu. Czy jak szedłeś na spotkanie z jeszcze nie znaną osobą nie przychodziło Ci na myśl "jaka ona będzie?" i co równie ważne "jak ja wypadnę?" czy używając Twojej terminologii takie spotkanie to nie test? Po kilkunastu minutach rozmowy wiesz już na ile ten "test" wyszedło pozytywnie? Każde pytanie, każde zachowanie w takiej relacji na początku jest "testem". Wy się oburzacie na to "testowanie" ja nie, bo dla mnie to jest normalne. Na dodatek ja uważam, że tymi "testami" trzeba objąc jak najwięcej obszarów relacji między dwojgiem ludzi, a że seks jest jednym z ważniejszych obszarów to nie powinien byc z tego testowania wyłączony. I tyle. smile
                                  • aron95 Testowaniem to nazwałeś 27.12.07, 13:25
                                    podoba mi się lepiej jak sprawdzanie
                                    No i testować można wiele obiektów .
                                    • zonaniezona1 Re: Testowaniem to nazwałeś 27.12.07, 13:42
                                      Nieźle .. teraz już mówimy o obiektach ....

                                      Jeśli odhumanizujemy "obiekt" to już można robić wszystko, testować, sprawdzać ...
                                      ale wydawało mi się , że mówimy o ludziach...

                                      • aron95 Re: Testowaniem to nazwałeś 27.12.07, 13:50
                                        zonaniezona1 napisała:

                                        > Nieźle .. teraz już mówimy o obiektach ....
                                        >
                                        > Jeśli odhumanizujemy "obiekt" to już można robić wszystko, testować, sprawdza
                                        > ć ...
                                        > ale wydawało mi się , że mówimy o ludziach...


                                        A cóż złego w nazwaniu naszej partnerki - obiektem ?
                                        Przecież jest obiektem naszego zainteresowania i nic nie ujmuje temu iż
                                        pozostaje homo sapiens .
                                        >
                                        • zonaniezona1 Re: Testowaniem to nazwałeś 27.12.07, 13:58
                                          Dorabiasz ideologię do tego co napisałeś, szczególnie w kontekście testowania
                                          wielu obiektów!

                                          W każdym razie nie chciałabym trafić na takiego testowacza...., nawet jeśli dla
                                          Ciebie testowanie to naturalna forma zachowania.
                                          • aron95 Re: Testowaniem to nazwałeś 27.12.07, 14:28
                                            Stwierdziłem jedynie że testowanie (za mazurem )lepiej brzmi jak
                                            sprawdzanie . I jaka w tym ideologia ? Coś Ci się pomyliło .

                                            To że nazewnictwo nazywam jak nazywam nie znaczy sie że to robię .
                                            Już nie
                                            • zonaniezona1 Re: Testowaniem to nazwałeś 27.12.07, 14:32
                                              Nic mi się nie pomyliło!!! Ty za to nie tylko ne potrafisz się odnieść do postu,
                                              ale nawet nie stać cię na refleksję nad tym, o czym napisałeś parę postów
                                              wcześniej .
                                              • aron95 Re: Testowaniem to nazwałeś 27.12.07, 23:54
                                                To jak Ci mam tłumaczyć coś czego nie rozumiesz ?
                                                Pomimo tego że czytać umiesz .
                                                • zonaniezona1 Re: Testowaniem to nazwałeś 28.12.07, 00:21
                                                  Jak mam Ci przetłumaczyć, że nawet nie potrafisz dyskutować. Narzucasz zdanie i
                                                  jeszcze starasz się dosyć tępymi sztuczkami erytrystycznymi wygrać !! Tylko to
                                                  nie jest kto kogo.... to jest zwykła dyskusja.
                                                  Co do Ciebie.. to nawet czytać dobrze nie potrafisz!!!!
                                                  • sylwiamich Re: Testowaniem to nazwałeś 28.12.07, 09:04
                                                    Nie mam nic przeciwko temu żeby facet sprawdził, przetestował,
                                                    zobaczył jaka jestem w łózku.Nic nie mam przeciwko temu żeby miał
                                                    jakieś preferencje.Ja daję sobie prawo do posiadania takowych.I nie
                                                    poczuję się gorsza, mniej atrakcyjna, gdy okaże się że nie jesteśmy
                                                    z tej samej bajki.Dużo gorzej czułabym się gdybym trafiła na
                                                    zakłamanego faceta który:
                                                    -nie lubi seksu...tacy są...wbrew waszym mżonkom o dogadaniu się.
                                                    -lubi, ale bardzo rzadko....nie mam zamiaru spędzać bezsennych nocy
                                                    zastanawiając się czemu robimy to tylko raz w miesiącu, szarpać się
                                                    wysyłając normalnego faceta na terapię dla ratowania związku
                                                    -lubi taki rodzaj seksu który mnie nudzi....w telewizji ostatnio tak
                                                    mało dobrych filmów.
                                                    -pachnie nieatrakcyjnie.Jestem feromoniarzem.Zapach ma dla mnie
                                                    kluczowe znaczenie.Nie mówię o czystości, tylko o tym swoistym,
                                                    osobistym zapachu
                                                    Przeżyłam 11 lat z facetem niedogranym.11lat zastanawiania się
                                                    dlaczego?Co we mnie jest niehalo?I próśb o pójście do poradni, na
                                                    terapię.Teraz zrozumiałam że on taki po prostu jest.I próbowanie
                                                    zrobienia z niego kogoś innego, wywoływało w nas wielką
                                                    frustrację.Prawdopodobieństwo dogrania się jest tak samo duże jak
                                                    prawdopodobieństwo niedogrania.Znam wiele historii rozpadu
                                                    związków...dobrych związków przez seks.Znam wile tragicznych
                                                    zakończeń bycie z kimś, kogo już się nie kocha.Bo jak nie ma seksu
                                                    udanego to bardzo często miłość umiera.Miłośc kobiety i
                                                    mężczyzny.Brak tej intymności zmienia miłość w przyjażń lub
                                                    irytację.Tak wiem...bla, bla...przemiany w związku.Czasami te
                                                    przemiany kończą sie rozwodem albo zdychaniem w małżeństwie.
                                                  • aron95 Re: Testowaniem to nazwałeś 28.12.07, 11:44
                                                    zonaniezona - ty masz jakąś misję tu do spełnienia ?
                                                    Wyluzuj troszkę.
                                                  • zonaniezona1 Re: Testowaniem to nazwałeś 28.12.07, 17:54
                                                    Taktem nie grzeszysz... i Sam sobie daj na wstrzymanie.
                                  • tricolour Pilot-oblatywacz... 27.12.07, 14:00
                                    ... albo mistrz-jebaka to mi sie nasunęło po tych testach na ludziach. Poczucie
                                    kontroli, co?

                                    I powiem Ci, że podczas randek wcale mnie interesowało "jaka ona będzie", bo
                                    byłem zajęty rozmową. Nie przychodziło mi także do głowy "jak ja wypadnę" bo
                                    mnie to nie interesuje nawet dzisiaj... gdy piszę na forum, idę do łóżka czy trę
                                    ziemniaki na placki.
                                    • z_mazur Re: Pilot-oblatywacz... 27.12.07, 22:59
                                      I oczywiście w trakcie randki, ani po, nie oceniałeś jak ta druga osoba spełnia Twoje oczekiwania w stosunku do potencjalnej partnerki na całe życie. Było Ci to zupełnie obojętne czy jest wam po drodze, czy nie. I nadal jest Ci to zupełnie obojętne, tak jesteś zajęty byciem z tym kimś. smile) W takim razie wystarczy zając się byciem z kimś i każdy mógłby byc z każdym. Więc w ogóle o co takie wielkie halo?
                        • zonaniezona1 Re: No właśnie... 26.12.07, 18:14
                          Ciekawe, czy tak przemyślane przeanalizowane związki są bardziej trwałe od tych
                          "nieprzeyślanych", gdzie gra chemia i uczucia.
            • nangaparbat3 Re: Zależy czym jest seks... 26.12.07, 22:23
              Dla mnie "sprawdzanie" czegokolwiek jest nie do przejścia.
              Zakłada wstępną nieufność.
              Moze spieramy sie o slowa - to co dla Ciebie jest sprawdzaniem, dla mnie pewnie
              jest poznawaniem. Tylko ze sprawdzając, przykładasz do miarki, traktujesz druga
              osobę przedmiotowo.
              Poznając, otwierasz sie na nią, pozwalasz jej być jak najbardziej sobą, ale Ty
              sam tez musisz byc sobą i tez musisz dać sie poznać.
              Wciąż można się wycofać, ale chyba mniej bezbolesnie. Może o to tu chodzi?
              • zonaniezona1 Re: Zależy czym jest seks... 26.12.07, 22:42
                Jeżeli taki sprawdzający natknie się na osobę, która "wejdzie " w taką grę ...to
                wcale nie oznacz, że sex będzie prawdziwy i autentyczny....

    • ewa009 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 26.12.07, 23:05
      Sprawdzanie jaki kto jest w łóżku kojarzy mi sie z podejsciem do seksu jak do
      sportu (mozna i tak jak dla kogos jest to bardzo istotne).Dla mnie wazna jest
      namietnosc i to co czujemy do siebie nie tylko pociąg fizyczny. Seks to magia.
    • markus_wak Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 01:09
      ale ożywiona dyskusja !, no juz sie nie załapię ale wtrącę 3 grosze.

      Seks to magia - bez dwóch zdań. Tak mi sie pomyślało, że różnice zdań mogą
      wynikać chociażby z tego że u jednych z nas pójście do łóżka to kwadrans aktu a
      dalej godzina reklam jak w Polsacie i po wszystkim ( lub na odwrót - reklamy a
      później krótki metraż, dla innych 2 godziny albo noc cała (młodości wróć!!! wink)
      i każdy mówi o tym ze swojej perspektywy.

      Jak idziesz z kimś w góry i to oznacza spacer po dolinie Kościeliskiej to nie
      to samo co pójść z nim na tydzień wysoko bez wygód, przebieranek po każdym
      spoceniu się, swobodnych wyborów w menu. Zaczynasz doświadczać drugiego
      człowieka o wiele intensywniej. I tak samo jest w łóżku, można powierzchownie i
      krótko, a można dogłębnie i bezpośrednio. Idąc z kimś po raz pierwszy na taka
      wyprawę mam świadomość, ze możemy sie wzajemnie rozczarować lub wręcz
      przeciwnie. Czy to nie jest egzamin? Myślę że jest to jednak rodzaj testu.
      BDW - Ktos z was pytał nowego partnera/ ke o wyniki HIV?

      • z_mazur Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 08:12
        > BDW - Ktos z was pytał nowego partnera/ ke o wyniki HIV?

        Ja nie pytałem, ale zostałem zapytany. smile
        • markus_wak Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 23:13
          Ja muszę się zmierzyć z własnymi irracjonalnymi obawami i pójść na test. Nie ma
          to tamto. Powodów specjalnych nie mam ale dla zasady należy. Jak zadałem podobne
          pytanie kumplowi, widziałem, ze spękał. Zaraz zapytał - a Ty byłeś? No więc idę.
          Stąd moje pytanie do Was. No i wiele osób sie miga. Dyrdymały o zaufaniu to
          można sobie w ramach samouspokajania przed snem opowiadać. Nowy partner to nowy
          partner i cała jego nieznana przeszłość, o skutkach której sam może nic nie
          wiedzieć.
      • lilyrush Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 10:14
        BDW - Ktos z was pytał nowego partnera/ ke o wyniki HIV?

        Nie o HIV konkretnie,ale o całosc. HIV to ni jedyna rzecz, którą
        mozna sie zarazić.
        U mnie akura ttak wychodzi, że pytanie o bezieczeństwo seksu bez
        gumek nigdy nie stanowiło problemu. Moż eot wynka tego ze jak
        dochodizo do tego etapu to juz dawno bylismy po etapie skepowania
        takimi kwestiami???
        A co do sprawdzania- i nawiazujac do kina Tri- jeżeli ise okazę, ze
        mój facet za nic nie pójdie ze man do kina na taki fim, jak ja lubie
        to nie ma priblemu- pójdę z koleżanka. Ale jak nie bdizemy wstanie
        zgrac sie w óżku to co? Mma znależć kolege????
        I nie mówcie mi, że wszytko sie da poukładać. Sylwia juz dała
        odnosnik do odpoweidniego forum...
        • sylwiamich Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 11:02
          Wiecie? Cała ta dyskusja to semantyka jest.Kłócicie się o takie
          niuanse, jak zrozumienie słowa "sprawdzenie", a uważacie że w seksie
          dograć się można łatwo.Przemilczeć i nie zauważyć parę rzeczy?
          • sylwiamich Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 11:08
            Nigdy nie pytam o HIV, inne choroby i dziwności przenoszone drogą
            płciową.Czemu?Bo to najgłupsze pytanie na świecie.Idąc z kimś do
            łózka...czy go tylko lubię, czy kocham szaleńczo....szanuję go jako
            człowieka i ufam.W końcu wybrałam go.Gwarancji na prawdziwą
            odpowiedż nie mam żadnej.Nigdy.Znane mi są przypadki wiernych mężów
            dokazujących na boku.Więc po co pytać?
            Moja odpowiedzialność sprowadza się do tego żebym to ja była
            zdrowa.Więc mam pytanie...kto z Was robił sobie testy na HIV?
            Ja wiem że to takie modne...takie odpowiedzialne...spytać...tak
            piszą w kolorowych gazetach...ale może warto czasami samemu pomyśleć?
            • nangaparbat3 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 11:58
              Masz rację, nie trzeba pytac, tylko robic testy. Razem.
              Ufasz komus, kto kiedys komus zaufał, a tamten ktos tez komus ufał - prawda? A
              czlowiek moze zakażać przez 8-10 lat nie majac pojecia, że cos mu jest. Ufasz
              komuś, kto pięć lat temu bardzo kochał i był w stałym, wiernym zwiazku. Ale
              wczesniej jego partnerka miała krociutki romans, o którym chciała jak
              najszybciej zapomnieć. Albo męża, który...
              Czas na zaufanie jest PO testach, a nie przed.
              • yoginka_pl Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 12:18
                Uważam, ze Badanie na HIV-a to nie kwestia mody to zwykły rozsadek i
                wymóg czasów. Jest to groźna śmiertelna choroba, na razie
                nieuleczalna. Czasami słyszy się stwierdzenie przeciez nie sypiam z
                byle kim z ulicy to sa moi znajomi????? Zgroza.

                Przeciez badania na HIV-a są bezpłatne. Rozumiem, ze zrobienie badan
                na wszystko jest kosztowne. Ale to co bezpłatne trzeba robić i to
                jest w interesie nas wszystkich. Im mniej chorych tym mniejsze
                prawdopodobieństwo zarazenia się tam gdzie to niby nie powinnismy
                np. u stomatologa czy w szpitalu albo u fryzjera czy pedikiurzystki.



              • manderla Eeee, no ja nie wiem, z kim wy chodzicie do łóżka. 01.01.08, 23:10
                • sylwiamich Re: Eeee, no ja nie wiem, z kim wy chodzicie do ł 01.01.08, 23:12
                  Ja też nie wiem dopóki się nie przekonamwink))Taki kurczę lajfsmile)
            • chalsia Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 15:23
              > zdrowa.Więc mam pytanie...kto z Was robił sobie testy na HIV?
              > Ja wiem że to takie modne...takie odpowiedzialne...spytać...tak
              > piszą w kolorowych gazetach...ale może warto czasami samemu
              pomyśleć?

              robiłam badania na HIV - przed oddaniem krwi jako krwiodawca i w
              ramach standardowych badań przed zajściem w ciążę.
              Partnerów prosze o okazanie się wynikiem badania HIV - jesli mamy
              ochotę na brak gumki.
          • zonaniezona1 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 11:08
            W każdym związku ważne jest słowo Kompromis. Zarówno w drobnych sytuacjach życia
            codziennego jak i w seksie. Jeśli zaczniemy przypatrywać się najmniejszym
            niuansom, analizować je - to obawiam się, że szansa na trwały związek jest
            znikoma. Mnie też się nie podoba słowo "sprawdzanie", trafnijszym pytaniem jest
            "czy jest nam dobrze z tym człowiekiem "...Może to kwestia niuansów i
            przełożenia akcentu, ale bardziej mi odpowiada..niż ..."sprawdzenie partnera".
            • nangaparbat3 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 12:14
              I chyba dokładnie o to mi chodzi.
              Bo SPRAWDZENIE zakłada, ze dokładnie wiemy, jaki ten ktos ma być. Ergo - nie
              dajemy mu być sobą, jesli nie przystaje do naszych oczekiwań, nie nadaje się. W
              ten sposob mozemy zamknać drogę takze czemuś, co mogloby in plus przerastac
              nasze oczekiwania.
              Mnie to przypomina poloniste, który dając temat wypracowania z gory wie, co
              uczeń powinien napisać. A nie daj Bog, by okazal się mądrzejszy, wrazliwszy,
              bardziej tworczy od nauczyciela. Przyciać, wyrownać, zglajchszaltować po prostu.

              A jeszcze - świadomość bycia testowanym fałszuje wyniki testu. Co więcej,
              świadomość bycia testującym czyni dokładnie to samo - po prostu oboje zamiast
              skupiać się na frajdzie czy ekstazie czy czymkolwiek, co byloby w tej sytuacji
              naturalne, staraja sie wypaść jak najlepiej - a to wcale, absolutnie, w zadnym
              razie dobremu seksowi nie słuzy. Sprawnemu tez nie słuzywink
              Wiec wyniki zawsze bedą zafałszowane, nie w tę, to w tamtą strone.
              • akacjax Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 12:34
                Chyba sama się oświeciłaśsmile
                Pomijam, że wiedziałaś to od dawna zapewne, tylko...no otóż to. Ludzie nieprecyzyjnie się wyrażają. Nie wierzę, że ktoś idzie z kimś do łóżka nic nie czując, a zakładając, że sprawdza partnera.
                Raczej refleksja przychodzi po. Czy jest między nami taki poziom komunikacji, że związek będzie się nieustannie rozwijał, czy raczej nie ma na to szans.
                Oczywiście wszyscy mamy tu pewne doświadczenie życiowe i absolutnie nie przekładałabym tego na sposób myślenia bardzo młodych osób.

                A tak na marginesie-sprawdzenie niesie w sobie porównanie do ustalonego wzorca. Zakłada, że taki się posiada, do tego można się pomylić, że jest on najlepszy i niezmienialnywink
                • aron95 nango 27.12.07, 14:06
                  znajdz "obiekt" godny twego zainteresowania i przetestuj go , zwracając
                  uwagę na swe odczucia . Później, nam opisz co czułaś .
                  Myślę że naistotniejszym wnioskiem bedzie ten ,czy chcesz to powtórzyć czy po
                  jednym razie masz dość .
              • z_mazur Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 23:21
                Nango, ależ o czym my tu dyskutujemy. Możemy mówic o poznawaniu się wzajemnym. Ale w przypadku podejmowania decyzji o byciu albo nie byciu z kimś czego dokonujemy jak nie oceny? Oceniamy przydatnosc drugiej osoby na życiowego partnera.

                Ba, mało tego, oceniamy w każdym przypdaku innych ludzi, czy chcemy żeby byli naszymi znajomymi, czy chcemy żeby byli naszymi przyjaciółmi. To przecież naturalne. I wszyscy są tego świadomi i starają się spełnic oczekiwania drugiej strony jeśli im zależy, albo nie, jeśli im nie zależy. Na tym polegają relacje międzyludzkie. Takie starania powodują nasz rozwój, rozwój naszych osobowości.
                Bo wiemy czego MY oczekujemy od innych ludzi. Ja wiem czego oczekuję od znajomego, wiem czego oczekuję od przyjaciela i wiem czego oczekuję od życiowej partnerki. I nie wymagam od nikogo żeby się dla mnie specjalnie zmieniał (chociaż oczywiście jeśli mu zależy może to zrobic), ale podejmę decyzję co do dalszego ciągu naszych relacji, i nie będę się oburzał na czyjąś podobną decyzję, opartą na ocenie mnie przez tą drugą osobę.
                • nangaparbat3 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 23:29
                  A ja wiem czego oczekuje od samochodu.
                  Jest cudowny, uwielbiam go, a i tak ma dwie wady (na razie wiem o dwóchwink.
                  Ale jest bardzo przydatny. Słowo.
    • alicja611 "rznij mnie jak czarny" 27.12.07, 13:26
      Polecan komedie " Dziewczyna moich koszmarów ". Niezapomniana mina faceta, ktory
      idzie do lozka ze spokojna (na pierwszy rzut oka dziewczyna) a ona w trakcie
      wrzeszczy "rznij mnie jak czarny!!"......alez byl zdumniony........chyba nawet
      sie przestraszyl....no pekalam ze smiechu.....to tak nawiazujac do tematu sexu....
    • julka1800 Re: Doprawdy 27.12.07, 15:11
      Nie wiem, co w takiej sytuacji mozna sprawdzac? Wielkość,
      sprezystość czy odchylenie od osi pionowej?
      W takiej sytuacji moge jedynie prosic druga osobę by szczypneła mnie
      w ...., by sprawdzic, czy to co przezywam dzieje sie naprawdę.
    • rybak Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 18:06
      Sprawdzanie nie ma najmniejszego sensu. W przypadku ludzi
      traktujących się uczciwie - i tak nie ma seksu bez uczucia, chemii,
      zaufania, jak kto tam woli. A więc można to z czasem jakoś ...
      dograćsmile) I może Yehudi Menuhin to nie będzie, ale Nigel Kennedy...
      może, możesmile))...
      A "sprawdzanie się" w przypadku braku chemii, uczucie i zaufania
      (czy czego tam jeszcze) - nie ma najmniejszego sensu. Mężczyzna
      owszem - orgazmu nie umie udawać. Ten typ tak masmile). Ale kobieta!
      Ho, ho! Jak jej zależy na czymś, to zagra jak wirtuoz... już na
      pierwszym spotkaniu.
      I na drugim... A może i nawet na trzecim... Ale potem, to już tylko
      rzępolismile))))). Albo chowa skrzypce do szafy i zamyka na kluczsmile)
      Zapominacie o INTENCJACH! A one są tu najważniejsze!
      • lapina Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 21:53
        Dla mnie juz samo sformułowanie "sprawdzanie kogos w łóżku" brzmi...
        idiotycznie...i jakoś tak przedmiotowo; może dlatego, że nie
        wyobrażam sobie seksu bez "uczucia", chemii, zaufania, intuicji itp.
        Może ludzie traktujacy seks jak sport sprawdzają, porównuja, pnktuja
        itp. hmm szerze mówiąc nie wiem bo nie znam takich ludzi.
        Rybaku są kobiety, które nie udają orgazmów, uważają, że nie ma to
        żadnego sensu... i te z pewnością mają dobre intencje smileO przyszedł
        mi do głowy nowy watek...orgazm kobiet...znam kobiety, które nigdy
        nie miały (i nigdy nie udawały !)orgazmu i nie są to też z
        pewnością zakonnice smile
        • alicja611 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 22:15
          te kobiety co nie mialy orgazmu mialy zlych kochankow....
          • tricolour Kochankowie wyskakują z kapelusza jak diabełki? 27.12.07, 22:24
            Może te kobiety wybrały sobie nieodpowiednich mężczyzn na kochanków? Bo
            podejrzewam, że kobiecy orgazm bardziej związany jest z kobietą niż resztą świata...
          • lapina Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 27.12.07, 22:25
            Być może ...a moze wcale nie,może po prostu zbyt duży poziom
            samokontroli
            • rybak Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 28.12.07, 11:35
              O, to właśnie! Tracąc samokontrolę oddajemy się kumuś bez reszty. A
              jeśli nie chcemy? Bez reszty się oddać? Jeśli MUSIMY zachować
              samokontrolę nad sobą, by zachować PEŁNĄ KONTROLĘ nad partnerem?!
              A żeby to!
              I tak źle, i tak niedobrze.
              Eeee tam, lepiej poczytam sobie list św. Pawłasmile)). Ten o miedzi smile))
              • nangaparbat3 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 28.12.07, 14:41
                rybak napisał:

                > O, to właśnie! Tracąc samokontrolę oddajemy się kumuś bez reszty. A
                > jeśli nie chcemy? Bez reszty się oddać? Jeśli MUSIMY zachować
                > samokontrolę nad sobą, by zachować PEŁNĄ KONTROLĘ nad partnerem?!
                > A żeby to!
                > I tak źle, i tak niedobrze.


                Zaraz zaraz, a po jaka cholerę chcesz kontrolować partnera?
                Taki kontrolowany sex to o kant dupy rozbić.


                > Eeee tam, lepiej poczytam sobie list św. Pawłasmile)). Ten o miedzi smile))

                Amen smile))
                • rybak Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 28.12.07, 15:06
                  Nanga, no coś Ty?
                  A po jaką cholerę mi kontrola nad partnerką?! Sęk w tym, że co
                  poniektóre kobiety MUSZĄ zachowywać samokontrolę, by miec
                  niezachwiane ani na moment poczucie kontroli nad partnerem (który
                  tym samym spada do roli przedmiotu).
                  Wiem coś o tym, niestety.

                  • nangaparbat3 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 28.12.07, 15:41
                    Acha, to znaczy ze Cie zrozumiałam opacznie.
                    Tez wiem coś o tym - na szczęście to było bardzo dawno temu, potem już było
                    lepiej smile
    • mala_mala nanga... sprawdzasz to samo co w innych sytuacjach 28.12.07, 15:56
      czy ci pasuje, czy dobrze sie z tym czlowiekiem w tej czy innej sytuacji czujesz
      facet moze byc genialnym kochankiem ale dzieli nas zbyt wiele i z nim nie bede...

      dlaczego to ze facet zbyt duzo imprezuje, czyta tylko stronki i gazetki o
      gierkach on line, slucha komplenie innej muzy niz ja mialoby byc lepszym powodem
      do skreslenia go niz to ze seks jest do kitu

      seks nie jest najwazniejszy ale DLACZEGO MIALBY SIE NIE LICZYC???

      liczy sie jak wszystko inne i kropka!
      dla niektorych... trudno uwierzyc ale sa tacy ludzie, seks sie nie liczy, ja nie
      moglabym byc z kims takim dla kogo seks moglby nie istniec
      po 1. chce miec dzieci
      po 2. zwyczajnie lubie seks i jest jedna z ulubionych form ruchu dla mnie oprocz
      roweru, plywania i lazenia po gorach
      • nangaparbat3 Re: nanga... sprawdzasz to samo co w innych sytua 28.12.07, 16:09
        To nieporozumienie. Nigdy i nigdzie nie twierdziłam, ze seks sie nie liczy, czy
        nawet ze niewiele sie liczy.
        Mnie tylko nie odpowiada procedura "sprawdzania".
        I ja rozumiem, ze łatwiej - najpierw sprawdzamy lożko, a potem ewentualnie sie
        zakochujemy.
        Jeśli najpierw się zakochamy, to potem w lóżku możemy przymknac oczy na coś, co
        potem bedzie uwierać.
        Ale moje doswiadczenia zupelnie temu wszystkiemu przeczą.
        Sex z exem stawał się coraz lepszy w miarę upływu czasu, a jeśli się nagle
        popsuł, to z powodu trudnosci emocjonalnych i komunikacyjnych miedzy nami, nie
        na odwrot.
        I mnie razi własnie wyciaganie seksu z całosci relacji, ot cos jakby jazda
        próbna - ale przeciez zeby seks sie udał, trzeba zaufać, czuc sie na tyle
        bezpieznie, by sie otworzyc, odsłonić, byy przestac sie kontrolować, to nie jest
        gimnastyka na golasa, tylko czary-mary. Nie jazda probna, tylko magia. Ona moze
        sie nie udać, moze sie ujawnic coś, ze zechcemy skończyc relację, moze tak byc.
        Ale co innego rozumiec i akceptować, ze tak moze sie stać, co innego
        przeprowadzać test.
        • sylwiamich Re: nanga... sprawdzasz to samo co w innych sytua 28.12.07, 16:20
          Nanga...pzrecież to tylko nazewictwo.A ładnie jest trudno mówić po
          polsku, lepiej się tekści po angielsku, co ciągle powtarzają
          współcześni twórcywink))Ale przeczą temu przed-wspólcześnismile))Kofta,
          Osiecka, Kabaret Starszych Panów....uch..posłuchajmy cośsmile))
        • berek_76 Re: nanga... sprawdzasz to samo co w innych sytua 28.12.07, 17:19
          Nanga, ale ja myślę, że Ty trochę demonizujesz. Dopatrujesz się wyciągania seksu
          jako kwestii najwazniejszej, specjalnych testów itp. Ja tymczasem nigdy nie
          spotkałam osoby, która robiłaby coś takiego. Przez określenie "sprawdzić, jaki
          ktoś jest w łóżku" rozumiem jeden z wielu elementów poznawania się, taki sam jak
          "sprawdzić, co lubi jeść" czy "dowiedzieć się, co czyta i jakiej muzyki słucha".
          Wbrew pozorom wydaje mi się, że to nie osoby "sprawdzające", tylko Ty/Wy robicie
          z tego wielkie halo, usiłując dorobić gębę kwestii, która jej wcale nie potrzebuje.
          -----------------------
          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
          • tricolour Sprawdzić co lubi jeść... 28.12.07, 17:22
            ... że tez mi takie sformułowanie nie przyszło do głowy. Co to znaczy?

            Napisz jak sprawdzasz co facet lubi jeść? Bo mnie sie od razu skojarzyło, że
            dałaś mu gówno i sprawdzasz czy zje...

            smile)
            • sylwiamich Re: Sprawdzić co lubi jeść... 28.12.07, 18:10
              Kurde..ależ jedzenie to bardzo ważny temat...smile)Ja jestem
              tradycjonalistką.Lubię kaszankę, nie krewetki.Tzn..wolę żeby moim
              chlebem powszednim była kaszanka....a seks to chyba chleb powszedni,
              nie?I jakbym miała krewetkowego faceta?Ani mu nie ugotuję, ani się
              nie posilę.Inna bajka.A jakby lubił czosnek?A mnie odrzucało od tych
              wyziewów?Jesooo....a jeść przecież można osobno...nie?Ale seks
              uprawiać to raczej niezdrowo wg kościoła osobnowink))
          • nangaparbat3 Re: nanga... sprawdzasz to samo co w innych sytua 28.12.07, 18:02
            Rzecz w tym, ze ja w ogóle jestem przeciwko sprawdzaniu - moze mam zajobca, ale
            jedna z rzeczy, których najbardziej nie lubie, jest sprawdzanie mnie. I wice
            wersal, to znaczy ja nie lubie sprawdzać.
            Widzisz, w Biblii mówi sie o seksie "meżczyzna poznał kobietę". Ale to zupełnie
            inaczej brzmi: chcę cie poznać, i inaczej "chcę cie sprawdzić". Do głowy by mi
            nie przyszło sprawdzać, co ktos lubi jesć - ale pewnie chciałabym sie dowiedzieć.
            I powiem Ci jeszcze tak: zaczęlam byc szczęśliwa od momentu, kiedy nauczyłam się
            nie mieć oczekiwań, nie wyobrażać sobie, jak powinno być, być za to otwartą na
            to, co jest.
            To nie znaczy, ze nie mam planów czy marzeń - wprost przeciwnie. Ale nie
            przykrawam rzeczywistości do mego małego rozumku - taki slogan chinski mi sie
            przypomniał "niech rozkwita tysiac kwiatow" - tez te, ktorych istnienia nawet
            sobie nie wyobrazalismy.
            Masz racje, rzecz w języku. Ale język, czyli nasze myślenie, wyznacza nasz
            stosunek do. "Sprawdzanie kogoś" - wszystko jedno w jakiej kwestii - zawiera w
            sobie wyzszość, kontrolę, ocenę. Trzy elementy, ktore komunikaji miedzy ludźmi
            szkodzą, i to bardzo.
            • tricolour To nie zajobiec żaden... 28.12.07, 18:16
              ... to tylko właściwe rozumienie słowa "sprawdzać".
              • berek_76 Re: To nie zajobiec żaden... 28.12.07, 18:37
                tri, zaczynasz popadać w samozachwyt. To, ze Twoje, naprawdę nie znaczy, że
                właściwe.

                -----------------------
                Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                • tricolour Dla mnie moje jest najwłaściwsze... 28.12.07, 18:51
                  ... a inni mogą rozumieć inaczej. Potem tylko pojawiają się jakieś dzwine posty,
                  że mąż sprawdza komórkę, komputer i takie tam. Niczego złego nie robi... jak
                  sprawdza - to tylko takie słowo...
            • berek_76 Re: nanga... sprawdzasz to samo co w innych sytua 28.12.07, 18:52
              > I powiem Ci jeszcze tak: zaczęlam byc szczęśliwa od momentu, kiedy nauczyłam się
              > nie mieć oczekiwań, nie wyobrażać sobie, jak powinno być, być za to otwartą na
              > to, co jest.

              Wiesz, Nanga, ja niedawno własnie rozmawiałam na ten temat ze znajomym. Że
              oczekiwania jednak są ZAWSZE. Jakieś. Na przykład, że nie będzie używał wobec
              mnie obraxliwych określeń - to też przecież oczekiwanie. Albo że nie będzie mnie
              bił.

              Wiem, dzielę włos na czworo. Ale IMO Wy robicie to samo, czepiając się
              określenia "sprawdzić, jaki ktoś jest w łóżku". Okreslenie może nie jest
              hiperfortunne, ale moim zdaniem dotyka istotnej sprawy - że często ludzie
              bagatelizują tę kwestię, a tymczasem ona potrafi miec ogromne znaczenie. I że na
              przykład to, czy ktoś lubi podobne książki czy muzykę jak my, albo że ma podobne
              gusta kulinarne, łatwo jest odkryć w niezbyt nawet intymnych sytuacjach,
              natomiast z upodobaniami erotycznymi nie zawsze tak jest.

              Dlatego ja, zamiast koncentrować się na tym, czy lepiej powiedzieć "sprawdzić,
              jaki ktoś jest w łóżku", czy "poznać jego upodobania erotyczne", wolałam zająć
              się inna kwestią - czy takie 'sprawdzenie", "poznanie", czy jak tam chcecie,
              jest w ogóle istotne.

              Na "Wychowaniu w wierze" była kiedyś taka dyskusja na temat ambiwalnetnego
              stosunku Kościoła do spraw seksu - że z jednej stroy dziewictwo ma być niby
              takim niesłychanie cennym darem, że to tylko małżonkowi w ofierze jak złoto,
              kadzidło i mirre w jednym, a z drugiej strony "po" już traci znaczenie, nie mówi
              się o tym, a problemy nagminnie przekreśla sięmachnięciem ręki i banałem
              "wystarczy się kochać".

              Mądrzy ludzie wiedza, że to nie do końca prawda, ale nie wszyscy są tacy
              strasznie mądrzy. A nawet ci, którzy są, nie zawsze umieją o tym rozmawiac, nie
              zawsze mają szczęście trafić na partnera, który umie, nie zawsze zdają sobie
              sprawę z różnych demonów, które drzemią gdzies tam głęboko, ale wyłażą właśnie
              wtedy...

              Wydaje mi się, że takie podejście "ludzie, którzy ze sobą rozmawiają, nie mają
              takich problemów" (nie mówiąc już o postawie, jaką przyjmuje Tri), jest tak
              naprawdę wywyższaniem się. każdy ma jakieś problemy. Skoro Wy (my?) jesteście
              tacy mądrzy, to czy to znacie, że nie macie w zyciu żądnych problemów, żadnych
              wątpliwości? Nie popełniacie pomyłek, nie dokonujecie fałszywych wyborów?

              I dlatego rzuciłam się tutaj na te wiatraki, bo IMO w postawie tych, co to im
              się testowanie nie podoba, pobrzmiewa nuta takiego protekcjonalizmu "ja nie mam
              z tym problemu, a ty, niunia, masz, boś głupia". Nie mówię, że takie są
              intencje, ale wydźwięk - i owszem.

              A ja na przykłąd mam dosyć poważne jazdy właśnie w sferze erotycznej i dopiero
              teraz - po 13 latach od inicjacji seksualnej - odkrywam, jakie i skąd. I kto
              inny tez może tak mieć. A że Wy nie - to cieszcie się tym.
              -----------------------
              Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
              • tricolour A jaką ja przyjmuję postawę? 28.12.07, 18:57
                To bardzo mnie ciekawi w świetle walki z określeniem "sprawdzanie, testowanie
                kobiety".
                • z_mazur Re: A jaką ja przyjmuję postawę? 28.12.07, 20:53
                  Oburzasz się na określenie "sprawdzac".
                  Dla mnie jest oczywiste, że ludzie się wzajemnie oceniają. Ja oceniam innych i przyjmuję do wiadomości, że inni oceniają mnie. To jak podchodzę do tych ocen to juz inna kwestia.

                  A ocena najcześciej powstaje w wyniku "sprawdzenia", czyli "przetestowania", czyli przyjrzenia się danej osobie w konkretnej sytuacji. Bo dla mnie nie wystarcza deklaracja innej osoby "ja to...". I tyle.
                  • nangaparbat3 Berek, Zmazur 28.12.07, 21:33
                    Berek mi zarzuca, ze traktuje innych z gory. A przecież traktowaniem z góry jest
                    wlasnie ocenianie. Ocenianie, ktore zakłóca prawdziwy dialog. Nawet jeśli jest
                    to ocena pozytywna.
                    I to prawda - kłócę sie o slowa. Chciałabym, zeby zamiast mowić "sprawdzę, czy
                    jestes dla mnie odpowiedznim partnerem", powiedzieć, a zwłaszcza pomysleć:
                    "spróbujmy, jak nam z sobą bedzie".
                    Tyle i tylko tyle.
                    • z_mazur Re: Berek, Zmazur 28.12.07, 22:45
                      > powiedzieć, a zwłaszcza pomysleć:
                      > "spróbujmy, jak nam z sobą bedzie".
                      > Tyle i tylko tyle.

                      No właśnie, a jak już spróbujemy, to co dalej???
                      Postawimy sobie pytanie "No i jak nam ze sobą jest?" i jeśli zadamy sobie to pytanie, to wystawimy w jego wyniku ocenę, "jest nam ze sobą...".

                      Jak już pisałem dla mnie to po prostu oczywiste. Przyjmuję to, że ludzie się oceniają wzajemnie tak samo jak przyjmuję to, że oddychają. Tak samo jak nie uważam, że w oddychaniu jest coś niewłaściwego, tak samo nie uważam, żeby w ocenianiu było coś niewłaściwego. Taka nasza natura i tyle. Nie bardzo rozumiem właśnie Twoje zastrzeżenia do tego. Dla mnie ocenianie innych to czynnośc naturalna i sama w sobie neutralna, to Ty, nie wiem dlaczego, nadajesz jej negatywny wydźwięk.
                      • nangaparbat3 Re: Berek, Zmazur 29.12.07, 13:21
                        W ocenianiu jest cos bardzo niewlasciwego, juz piszałam chyba sto razy -
                        przedmiotowy stosunek do osoby ocenianej i stawianie siebie ponad nią. To zawsze
                        dotyczy świadomej oceny.
                        Natomiast każdy zywy organizam reaguje na to,co go spotyka. I to jest reakcja
                        "do" - jesli cos sprawia, ze jest nam dobrze, że czujemy sie bezpiecznie, lub
                        spodziewamy się, ze spotka nas cos dobrego, i reakcja "od" - jeśli spodziewamy
                        sie złego lub jest nam źle.
                        Ocenianie zawiera w sobie intelektualny dystans.
                        Rekacja "do"i "od" jest scisle zwiazana z naszymi emocjami. Własciwie tez jest
                        oceną, ale oceną nie tego, z kim mamy do czynienia, ale stanu, jaki w nas
                        wywołuje. Jest prawdziwa.
                        Ocenianie odcina nas od naszych emocji. Zabezpiecza. Nadaje pozory obiektywizmu.
                        Fałszuje.
                        • chalsia Re: Berek, Zmazur 29.12.07, 22:21
                          > W ocenianiu jest cos bardzo niewlasciwego, juz piszałam chyba sto
                          razy -
                          > przedmiotowy stosunek do osoby ocenianej i stawianie siebie ponad
                          nią. To zawsz
                          > e
                          > dotyczy świadomej oceny.

                          Nanga, bez urazy, ale Ty masz chyba "zboczenie zawodowe"

                          Dodam, ze ja też mam - w odniesieniu oczywiście do swojego zawodu smile
                          • nangaparbat3 :)))))))))) n/t 29.12.07, 23:27

                    • sylwiamich Re: Berek, Zmazur 28.12.07, 22:50
                      Nanga...jesli cenzurka wystawiona przez tego czy owego pana będzie
                      miała wpływ na Twoja samoocenę...oki.Masz problem.Jesli podejdziesz
                      do tego na zasadzie "nie dogramy się, coś nie szczyka" słowa traca
                      swój pejoratywny wydżwiek.
                      Co do wypowiedzi Berka...ludzie którzy bagatelizują seks w związku
                      robią to zasadniczo z dwóch powodów:
                      1.Nigdy nie zetknęli się w swoim życiu z problemami w tej dziedzinie.
                      2.Nie ma on w ich życiu wielkiego znaczenia...nie lubią, nie
                      doceniają, nie przeżyli
                      Pomyśl nanga...tyle kłótni i emocji wywołało pisanie słowami o
                      seksie.Samo pisanie.
                      • zonaniezona1 Nagła niechęć do sexu..... 28.12.07, 23:36
                        Po tych wszystkich naszych wywodach o sprawdzaniach, testowaniach, kto jaki jest
                        w łóżku.... nagle ogarnął mnie "wstręt" przed sexem.... Może i dobrze bo i tak
                        nie mam obecnie faceta smile, a nawet jakby miał być kiedyś jakiś osobnik płci
                        męskiej ...to sex w odległej perspektywie..bo a nuż mogłabym trafić na
                        "sprawdzacza" lub "testera" smile))) -(tacy uciekną po 3 kawie wszak muszą obiekt
                        sprawdzić ,czy spelnia ich kryteria ). ..
                        • aron95 Re: Nagła niechęć do sexu..... 29.12.07, 09:16
                          Oby nie przyszedł czas że będziesz sie modlić o "sprawdzacza" lub "testera"
                          • zonaniezona1 Re: Nagła niechęć do sexu..... 29.12.07, 09:42
                            Modlić to się będę, żeby nie spotkać osoby, która przedmiotowo traktuje innych
                            ludzi. ...
                            Swoją drogą ciekawych rzeczy można się dowiedzieć o innych - podczas tak
                            prozaicznej dyzskusji.....
                            • aron95 Re: Nagła niechęć do sexu..... 29.12.07, 13:39
                              zonaniezona1 napisała:

                              > Modlić to się będę, żeby nie spotkać osoby, która przedmiotowo traktuje innych
                              > ludzi. ...



                              Modlić się - podobno trzeba- umieć się, jak Ci sie paciorki pokręcą
                              to sobie wymodlisz coś niechcianego . Nie zapomnij dać na tacę , odpusty i takie
                              tam .......
                              • zonaniezona1 Re: Nagła niechęć do sexu..... 29.12.07, 17:20
                                Tobie już się pokręciły "te paciorki"...a i w główce też nielicho...
                                • aron95 Re: Nagła niechęć do sexu..... 30.12.07, 10:31
                                  Ja sie nie modlę , nie mam potrzeby .
                                  Zawrotów glowy tez nie mam . A TY ?
                                  • zonaniezona1 Re: Nagła niechęć do sexu..... 30.12.07, 10:48
                                    Dobresmile))To po co przyjmujesz księdza???
                                    A ja się modlę i się tego nie wstydzę. I zawrotów , ani nawet małego bólu głowy
                                    też nie mam.
                                    • aron95 Re: Nagła niechęć do sexu..... 30.12.07, 11:14
                                      zonaniezona1 napisała:

                                      > Dobresmile))To po co przyjmujesz księdza???

                                      Już pisalem ; da obrazek i poświeci.

                                      > A ja się modlę i się tego nie wstydzę.

                                      Skoro się nie wstydzisz to się i tłumaczyć nie musisz
                                      Tłumaczący zazwyczaj się wstydzi .

                                      I zawrotów , ani nawet małego bólu głowy
                                      > też nie mam.

                                      Nawet w tedy gdy na koniec dnia, Ci się już mysleć nie chce ?
                                      • zonaniezona1 To Ty lepiej pomyśl.... 30.12.07, 14:25
                                        czasem , czemu niektóre kobiety jak wchodzisz do domu nie odzywają się ... Bo
                                        czasem lepiej się nie odzywać - bo nie ma do kogo! I nawet wieczorem zawrotów
                                        głowy nie mam ! CZasem jak patrzę na hipokryzję niektórych ludzi to mi się
                                        niedobrze robi.....
                                  • ogrodnik69 Re: Nagła niechęć do sexu..... 30.12.07, 11:18
                                    Dawno sie niemodliłemsmilea w czasach kiedy to robiłem miałem lekkie
                                    zachwiania równowagi.troche mi ich brakujesmileAle teraz jest dużo
                                    lepiej
                                    • aron95 Re: Nagła niechęć do sexu..... 30.12.07, 11:21
                                      Na zachwianie równowagi to dobre wszystko aby powyżej 4 % .
                                      Tak przynajmniej myślałem
                                      • ogrodnik69 Re: Nagła niechęć do sexu..... 30.12.07, 11:32
                                        Może to i sposób,zdrowie mam-tak mysle-ale czy wytrzymam finansowo
                                        taka terapie?smilei jescze znajde powód i już będzie oki.smile
                      • nangaparbat3 Re: Berek, Zmazur 29.12.07, 00:06
                        Wiesz, Sylwia, mam takie wrażenie, jakby Twój post byl odpowiedzią na coś, czego
                        nigdy nie powiedzialam, nie napisałam.
                        Nie pojmuje dlaczego imputujesz (i Berek) mi przekonanie, ze seks nie jest
                        wazny. To jakies nieporozumienie.
                        Wlasnie dlatego, ze jest wazny, wypadaloby obchodzic sie z nim z szacunkiem,
                        taktem i dyskrecją.
                        Wystawianie cenzurek ma sie do tego jak pięść do nosa.
                        Wystawianie cenzurek komukolwiek w jakiejkolwiek prywatne sprawie, nie tylko
                        seksu, jest zwyczjnym chamstwem.
                        I nie powiem, ze nigdy tego nie robiłam, bo bym skłamala - ale ze cos zrobiłam,
                        nie znaczy, ze to nie jest złe.
                        W "sprawdzaniu" oczywiste jest przedmiotowe traktowanie partnera. O to i
                        własciwie tylko o to mi chodzi. Nie ma przedmiotowego traktowania we wspolnym
                        probowaniu - czy naprawdę takie herezje wypisuję?
                        Z mazur najwyraźniej lubi oceniać - ja nie, chociaz pracuje w szkole. A moze
                        wlasnie dlatego - w szkole mamy jedna ocene w jakis sposob zbliżona do oceny z
                        seksu - ocene z zachowania. Od poczatku mojej belferki uważam, ze tej oceny
                        powinno nie być w ogole, ze jest nieetyczne samo jej istnienie. Wiem, do jakich
                        absurdow prowadzi jej stosowanie.
                        Twierdzisz, Zmazur, ze wciąż wszystkich oceniamy - moze Ty tak robisz. Ja staram
                        sie poznawać, rozumieć, rejestrować zmiany i niekonsekwencje. Widzieć to
                        wszystko, co rzeczywiscie jest, a nie tylko to, co mogę dostrzec przez swoja
                        miarkę.
                        To juz nie jest dyskusj o seksie, ale o naszym stosunku do innych ludzi. Moze
                        dlatego budzi emocje?
                        • z_mazur Re: Berek, Zmazur 29.12.07, 10:05
                          Ja nadal nie rozumiem Twojej niechęci do oceniania.
                          To że poznałem kogoś (nawet jeśli tylko w jakimś zakresie) powoduje, że w jakis sposób myślę o kims, w określony sposób go traktuję. Nie traktuję wszystkich ludzi w taki sam sposób. Są tacy ludzie w których towarzystwie czuję się lepiej, są tacy w których gorzej. Dla mnie właśnie to subiektywne odczucie to jest moja ocena. I wiem, że w podobny sposób jestem przez innych odbierany (oceniany).

                          Dla mnie ocena ze sprawowania to akurat jedna z najsprawiedliwszych ocen w szkole, bo najmniej zależy od predyspozycji ucznia, które z natury nie są równe. Ocena z każdego innego przedmiotu już taka nie jest. Ktoś ma zdolności matematyczne i w lot łapie wszystkie twierdzenia i sam potrafi je wyprowadzac, dla niego piątka z matematyki to najniższa ocena którą może dostac, a są osoby które z trudnością łapią te prawdiłowości i poświęcają godziny nauki (korepetycje), żeby otrzymac ocenę dostateczną. Podobnie z naukami humanistycznymi, są osoby które w półgodziny potrafią napisac kilkustronnicowe wypracowanie w pięknym i ciekawym stylu, a są takie które w trzy godziny wypocą stronę. Czy piątka i trójka w jednym i drugim przypadku to oceny rzeczywiście "sprawiedliwe"?
                          A ze sprawowaniem jest trochę inaczej.

                          Dla mnie ocenianie innych wcale nie jest przedmiotowym traktowaniem. Nie rozumiem co jest przedmiotowego w ocenianiu innych, w wyrabianiu sobie poglądu na temat innych.
                          Zadałem Ci w swoim poprzednim poście pytanie, czym się różni wspólne próbowanie? Czy w wyniku tej próby nie powstaje ocena? Jeśli nie, to po co ma niby, byc to próbowanie? Żeby w jej wyniku otrzymac, co jak nie przekonanie, że..., które dla mnie jest również oceną. Jeśli dla Ciebie nie jest oceną, to czym jest?

                          Jak już pisałem dla mnie ocenianie jest czynnością ludzką, naturalną i co najważniejsze neutralną. Dorabianie do niego jakiejś negatywnej konotacji, dla mnie jest co najmniej dziwne. Na podstawie ocen dokonywane są wszystkie nasze ludzkie wybory, gdybyśmy nie oceniali nie podejmowalibyśmy ich, życie straciłoby sens. Dla mnie życie to właśnie sztuka wyborów, a wyborów dokonuję na podstawie ocen.
                          • zonaniezona1 Re: Berek, Zmazur 29.12.07, 10:29
                            Różnie postrzgamy świat, inne stosujemy kryteria doboru przyjaciół, partnerów...
                            Inaczej podchodzimy do wielu kwestii...
                            Taka dyskusja właśnie to pokazuje, próba wartościowania obiektywnymi kryteriami
                            nie ma sensu - bo one nie istnieją ....
                            Ale subiektywnie...każdy z nas ma swoje zdanie...
                            • z_mazur Re: Berek, Zmazur 29.12.07, 10:53
                              Ależ oczywiście, każdy wartościuje według własnych kryteriów, a nie obiektywnych, to co dla jednego będzie plusem dla innego będzie minusem, dlatego ludzie się tak różnią od siebie, co nie zmienia faktu, że wartościują, czyli oceniają. Bo czymże jest wartościowanie jak nie ocenianiem.
                              • sylwiamich Re: Berek, Zmazur 29.12.07, 12:05
                                Ocena z wypracowania z polaka powinna w takim razie zawierać stopień
                                z talentu, pracy włozonej i efektu końcowego?Nalezy zadać
                                pytanie...co warta jest 4 tępego kujona i zdolnego lenia z polaka?
                                Ja tam wolałabym zatrudnić zdolnego lenia, czytać zdolnego lenia.Za
                                duzo miernoty.
                                Oceny opisowe w pierwszych klasach pokazują jak wygląda
                                absurd.Zbytnie rozbijanie na czynniki pierwsze wprowadza haos....jak
                                mówił mój profesor od rzeczy dziwnych:" mniej materializmu, więcej
                                holistycznego podejścia"
                                • z_mazur Re: Berek, Zmazur 29.12.07, 12:25
                                  Chyba zostałem źle zrozumiany. smile) Ocenia się w szkole opanowanie materiału i umiejętności z zakresu danego przedmiotu. Dla jednych przyswojenie ich to betka, dla innych ciężka praca. I to samo w sobie nie jest specjalnie "sprawiedliwe", ale kto powiedział, że życie jest samo w sobie sprawiedliwe. smile)
                  • aron95 Re: A jaką ja przyjmuję postawę? 29.12.07, 09:20
                    > Dla mnie jest oczywiste, że ludzie się wzajemnie oceniają. Ja oceniam innych i
                    > przyjmuję do wiadomości, że inni oceniają mnie.

                    Absolutnie normalna rzecz .Później swoje spostrzeżenia wymieniają z innymi (
                    ubarwiając) ci z następnymi i tak powstaje plotka
                    • sylwiamich Re: A jaką ja przyjmuję postawę? 29.12.07, 09:58
                      aron95 napisał:

                      > > Dla mnie jest oczywiste, że ludzie się wzajemnie oceniają. Ja
                      oceniam inn
                      > ych i
                      > > przyjmuję do wiadomości, że inni oceniają mnie.
                      >
                      > Absolutnie normalna rzecz .Później swoje spostrzeżenia wymieniają
                      z innymi (
                      > ubarwiając) ci z następnymi i tak powstaje plotka

                      Co Ty za bzdury piszesz?
                      • aron95 Re: A jaką ja przyjmuję postawę? 29.12.07, 10:03
                        sylwiamich napisała:


                        >
                        > Co Ty za bzdury piszesz?

                        Pisałem do wypowiedzi mazura , nie wskoczyło pod jego post i wyszlo "maslo maślane"
                    • nangaparbat3 ARON!!! 29.12.07, 12:06
                      aron95 napisał:

                      > > Dla mnie jest oczywiste, że ludzie się wzajemnie oceniają. Ja oceniam inn
                      > ych i
                      > > przyjmuję do wiadomości, że inni oceniają mnie.
                      >
                      > Absolutnie normalna rzecz .Później swoje spostrzeżenia wymieniają z innymi (
                      > ubarwiając) ci z następnymi i tak powstaje plotka

                      ZACZYNAM CIE UBOSTWIAC!!!
                    • nangaparbat3 ARON!!! 29.12.07, 12:08
                      aron95 napisał:

                      > > Dla mnie jest oczywiste, że ludzie się wzajemnie oceniają. Ja oceniam inn
                      > ych i
                      > > przyjmuję do wiadomości, że inni oceniają mnie.
                      >
                      > Absolutnie normalna rzecz .Później swoje spostrzeżenia wymieniają z innymi (
                      > ubarwiając) ci z następnymi i tak powstaje plotka


                      ZACZYNAM CIE UBOSTWIAC!!!
                      • aron95 Re: ARON!!! 29.12.07, 13:41
                        nangaparbat3 napisała:


                        > ZACZYNAM CIE UBOSTWIAC!!!


                        Zaczynam się czerwienić !
    • sylwiamich Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 28.12.07, 16:23
      Wiosennej burzy zielona grzywa
      Horyzont smuży, bruki obmywa
      A my naprzeciw
      A my naprzeciw
      Jak dzieci

      Skaleczy serce bolesna drwina
      Świat się nie kończy i nie zaczyna
      A my naprzeciw
      A my naprzeciw
      Jak dzieci

      Oby nam dane było najwięcej
      Otwarte oczy i czułe serce
      A my naprzeciw
      A my naprzeciw
      Jak dzieci

      Jest frasobliwa radość istnienia
      Kto nie przeżywa świata nie zmienia
      A my naprzeciw
      A my z nadzieją
      A my jak dzieci

      Niech nas wyśmieją
      My pomachamy do nich
      Z daleka
      Tak długa droga jeszcze nas czeka
      • nangaparbat3 :)))))))))) n/t 28.12.07, 18:02

    • plisowanka Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 01:37
      Słuchajcie, jest jedno ale... Że to sprawdzanie partnera pod względem seksu od praktycznej strony niczego nie gwarantuje. Przecież tempetament seksualny i upodobania seksualne się zmieniają w czasie. A małżeństwo - zakładajmy optymistycznie - powinno trwać jakieś 30 lat a może i dłużej. O tym często czytałam na forum "Seks w małżeństwie" - że ktoś się żalił, że mąż/żona przed ślubem w narzeczeństwie miał duże potrzeby, a teraz mu się obniżyły i czuje się przez to oszukany.

      Przyczyny mogą być tego rozmaite: zmiany hormonalne (np. dużo kobiet po porodzie traci ochotę na seks na wiele, wiele lat; czy wzrost potrzeb u kobiet po 40-ce, a u mężczyzn problemy ze wzwodem w tym wieku), zmiana pracy na bardziej absorującą i brak czasu i ochoty na aktywność seksualną, bo są ważniejsze sprawy w życiu; nowa moda na określony rodzaj seksu, wcześniej mało popularna (np. stosunki analne). Znane są także przypadki zmiany orientacji - np. jakiś żonaty facet dotychczas hetero po poznaniu nowego kolegi zostaje gejem itd.

      Tak więc osoby początkowo dopasowane po kilku latach mogą się okazać parą niedopasowaną i na odwrót. Np. kobieta z natury nieśmiała dopiero po dłuższej znajomości z danym facetem i oswojeniu się z nim może się "rozkręcić". Jedej na rozkręcenie potrzeba kilka miesięcy, drugiej kilka lat.
      • aron95 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 09:23
        plisowanka napisała:


        > Przyczyny mogą być tego rozmaite: zmiany hormonalne (np. dużo kobiet po porodzi
        > e traci ochotę na seks na wiele, wiele lat; czy wzrost potrzeb u kobiet po 40-c
        > e, a u mężczyzn problemy ze wzwodem w tym wieku),

        No Ty chyba nie miałaś do czynienia z facetem w tym wieku !!!!
        • sylwiamich Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 09:50
          A ja myslę że właśnie takie pełne szacunku traktowanie tej dziedziny
          życia wywołuje całe masy niedogadań.Seks to radość, przyjemność,
          wariactwo, wyluzowanie, bezpieczństwo, intymność, wyuzdanie lub
          skromność, i dziesięć tysięcy okresleń.Szacunek?Jasne...do drugiego
          człowieka i jego inności....jak zawsze.Co nie znaczy że mam lubić
          wszystkich...bo to prostytucja jest raczej.
          Może skupmy się na przyjemności i wyluzowywaniu, szacunek zostawmy
          na herbatkę u cioci.
          • sylwiamich Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 09:56
            Żona...ciekawa jestem jak byś zareagowała gdyby facet okazał się
            dewiantem?Też byś pochyliła głowę nad jego innością i traktowała go
            podmiotowo?Oczywiście doprowadzając temat do absurdu...
            • zonaniezona1 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 10:01
              sylwiamich napisała:

              > Żona...ciekawa jestem jak byś zareagowała gdyby facet okazał się
              > dewiantem?Też byś pochyliła głowę nad jego innością i traktowała go
              > podmiotowo?Oczywiście doprowadzając temat do absurdu...

              Zdecydowanie do absurdu smile!Bardziej mi chodzi o fakt, że "testując" czy
              "sprawdzając" nie koncentrujemy się na osobie...tylko na kolejnym doznaniu... To
              jak z testowaniem proszku do prania ... ten ma fajny zapach ..ale nie dopiera,
              tamten dopiera ale ... i tak sobie przelecimy po proszkach z półki z
              supermarketu smile))).....
          • nangaparbat3 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 12:12
            sylwiamich napisała:

            > Szacunek?Jasne...do drugiego
            > człowieka i jego inności....jak zawsze.Co nie znaczy że mam lubić
            > wszystkich...bo to prostytucja jest raczej.

            Nie kumam.
            • sylwiamich Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 12:21
              chodziło mi o to żeby nie przypinać do seksu szacunku jako cechy
              oddzielnej.Szanować powinniśmy ludzi ZAWSZE.Seksualna dziedzina nie
              jest tu w żaden sposób szczególna...wrecz przeciwnie.Seks + szacunek
              do drugiej osoby to mi się kojarzy zaraz z pytaniami:
              -na której randce mogę ją pocąłować?
              -na której do łóżka?
              -czy jak pocałuję jego siusiaka to on mnie przestanie szanować?
              -itd....resztę sobie darujęwink))
              A to powoduje w ludziach bariery, blokady i inne syfiarskie
              zachamowania
              A co do podmiotowego traktowania ludzi.Szanuję ich inność, co nie
              znaczy że ma mi być dobrze ze wszystkimi.Dlatego dokonuję wyborów.Po
              rozwodzie zaczęłam wiedzieć, co da mnei jest ważne, co mniej ważne.I
              seks nie jest na pierwszym miejscu, ale nadal na medalowymwink))
              • nangaparbat3 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 13:10
                sylwiamich napisała:

                > chodziło mi o to żeby nie przypinać do seksu szacunku jako cechy
                > oddzielnej.Szanować powinniśmy ludzi ZAWSZE.
                Oczywiscie i jak najbardziej sie zgadzam.

                Seksualna dziedzina nie
                > jest tu w żaden sposób szczególna...wrecz przeciwnie.

                Własnie w tym rzecz.


                Seks + szacunek
                > do drugiej osoby to mi się kojarzy zaraz z pytaniami:
                > -na której randce mogę ją pocąłować?
                > -na której do łóżka?
                > -czy jak pocałuję jego siusiaka to on mnie przestanie szanować?
                > -itd....resztę sobie darujęwink))

                Mnie sie tak nie kojarzy. Mnie sie kojarzy z dażeniem do zapewnienia tej drugiej
                osobie poczucia bezpieczeństwa. I w trakcie seksu, i po fakcie (patrz post Arona).
                Z tymi pytaniami ktore przytaczasz kojarzy mi sie własnie sprawdzanie i ocenianie.


                > A to powoduje w ludziach bariery, blokady i inne syfiarskie
                > zachamowania

                A swiadomość bycia ocenianą/ocenianym nie powoduje blokad?


                > A co do podmiotowego traktowania ludzi.Szanuję ich inność, co nie
                > znaczy że ma mi być dobrze ze wszystkimi.

                Znowu nie rozumiem. Nie mowimy o wszystkich, tylko o takich, z którymi idziemy
                do lóżka. I oczywiście że nikomu nie MA byc dobrze z kimś - nie wiem, skąd Ci
                takie rzeczy chodzą po głowie.

                Dlatego dokonuję wyborów.
                A jest ktos, kto nie dokonuje?

                Po
                > rozwodzie zaczęłam wiedzieć, co da mnei jest ważne, co mniej ważne.I
                > seks nie jest na pierwszym miejscu, ale nadal na medalowymwink))
                >
                No i dobrze, zresztą nie dąszę, zebys się w tym roznila od większości z nas smile))
                • z_mazur Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 13:44
                  > A swiadomość bycia ocenianą/ocenianym nie powoduje blokad?

                  Byc może u niektórych osób wywołuje, ale to znaczy, że one mają problem z samooceną jeśli dla nich ocena innych jest istotniejsza od oceny samego siebie. I takie osoby powinny nad tym pracowac.

                  Tak mi się teraz pomyślało, że w takim razie samoocena też idąc Twoim tokiem rozumowania jest czymś niewłaściwym, bo jest ocenianiem samego siebie. I tak doszliśmy do absurdu.

                  Powtórzę, IMHO ocenianie rzeczywistości, jej wszystkich aspektów w tym innych ludzi, jest czyms zupełnie naturalnym i niezbędnym do życia. I samo w sobie jest procesem neutralnym, ani dobrym, ani złym.
                  • nangaparbat3 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 14:17
                    z_mazur napisał:

                    > > A swiadomość bycia ocenianą/ocenianym nie powoduje blokad?
                    >
                    > Byc może u niektórych osób wywołuje, ale to znaczy, że one mają problem z samoo
                    > ceną jeśli dla nich ocena innych jest istotniejsza od oceny samego siebie.

                    Chyba niechcacy trafiłeś w jedno z sedn.
                    Bo: dla w miare normalnego czlowieka ocena ważnej dla niego osoby jest wazna,
                    nawet bardzo ważna. A więc - skoro seks z nowym partnerem musi byc swego rodzaju
                    sprawdzianem, zdecydowanie lepiej, by partner ten był osoba obojetną, na ktorej
                    nam nie zależy. Wtedy nie przejmujemy sie ocena i jest git.

                    I ta
                    > kie osoby powinny nad tym pracowac.

                    To do mnie?
                    Ja akurat pracuje, choc faktycznie praca ta wiedzie mnie w zupełnie, jak sie
                    okazuje , innym kierunku niz Ciebie.


                    > Tak mi się teraz pomyślało, że w takim razie samoocena też idąc Twoim tokiem ro
                    > zumowania jest czymś niewłaściwym, bo jest ocenianiem samego siebie.
                    Dokładnie tak.
                    Skoro ocenianie jest aktem uprzedmiotowienia, jest nim również samoocena.
                    Oststnio coraz cześciej obserwuję ludzi w instrumentalny sposob traktujących
                    samych siebie. Mam wrazenie, ze tego oczekuje od nas cywilizacja. Robie co mogę,
                    zeby sie na to nie załapać.

                    Uważam, ze człowiek nie powinien siebie oceniać - powinien siebie znać,
                    akceptować takim jakim jest, a jesdnoczesnie z całych sił starac sie byc jeszcze
                    lepszym.

                    I tak dosz
                    > liśmy do absurdu.

                    To nie absurd - to po prostu wizja czlowieka inna niz Twoja.


                    > Powtórzę, IMHO ocenianie rzeczywistości, jej wszystkich aspektów w tym innych l
                    > udzi, jest czyms zupełnie naturalnym i niezbędnym do życia. I samo w sobie jest
                    > procesem neutralnym, ani dobrym, ani złym.

                    IMO (i bynajmniej nie humble) ocenianie nigdy nie jest neutralnym aktem, gdyz
                    zawiera w sobie - bedące uzurpacją i zapewne nie zawsze uświadamiane - poczucie
                    wyzszości oceniajacego nad ocenianym. Żyjemy w kulturze, której oceniania nie
                    daje sie uniknąć, ponieważ tak nas wychowano. Ale przecież od tego jesteśmy
                    myslacymi istotami, by przekraczać granice wytyczone nam przez wychowanie.
                    • z_mazur Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 14:36
                      Lubię z Tobą dyskutowac.
                      Dlatego pociągnę dalej temat. smile

                      > Bo: dla w miare normalnego czlowieka ocena ważnej dla niego osoby jest wazna,
                      > nawet bardzo ważna.

                      Oczywiście, i też przez przypadek trafiłaś w jedno z sedn. Ocena jest dla nas ważna, bo jest dla nas czymś NATURALNYM. Oceniamy innych i inni nas oceniają, po prostu tak wyglądają relacje międzyludzkie.

                      Oczywiście oceny mogą byc krzywdzące, niewłaściwe, ale to tak jakbyś powiedziała, że mowa jest czymś złym, bo czasem ktoś powie coś złego i że w takim razie źle że ludzie rozmawiają ze sobą.

                      Ocenianie samo w sobie jest neutralne i niezbędne do życia.

                      Samoocena jest procesem neutralnym i niezbędnym do funkcjonowania. Dzięki samoświadomości i OCENIE własnych możliwości ograniczamy niekorzystne dla nas sytuacje, bo nie przekraczamy tych możliwości.

                      > Uważam, ze człowiek nie powinien siebie oceniać - powinien siebie znać,
                      > akceptować takim jakim jest, a jesdnoczesnie z całych sił starac sie byc jeszcze
                      > lepszym.

                      Nango kolejna sprzecznośc. Jak mógłby starac się byc lepszy skoro nie oceniałby siebie. Musisz najpierw ocenic, żeby móc stwierdzic co będzie lepsze. Zresztą samo słowo "lepszy" jest przymiotnikiem oceniającym, bo to znaczyłoby, że wcześniej było się "gorszym".

                      > IMO (i bynajmniej nie humble) ocenianie nigdy nie jest neutralnym aktem, gdyz
                      > zawiera w sobie - bedące uzurpacją i zapewne nie zawsze uświadamiane - poczucie
                      > wyzszości oceniajacego nad ocenianym. Żyjemy w kulturze, której oceniania nie
                      > daje sie uniknąć, ponieważ tak nas wychowano. Ale przecież od tego jesteśmy
                      > myslacymi istotami, by przekraczać granice wytyczone nam przez wychowanie.

                      To nie specyfika społeczeństwa tylko gatunku. To Ty dorabiasz do tego uzurpację. Ocena jest oceną. Subiektywnym odniesieniem się do rzeczywistości i jeśli ma w sobie cokolwiek z uzurpacji, to właśnie to, że wynika z naszego uzurpowanego prawa do życia. smile))
                      • nangaparbat3 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 15:21
                        z_mazur napisał:

                        > Lubię z Tobą dyskutowac.
                        A to co?
                        Założe się, ze w Twoim jezyku - ocena.
                        w moim - wyraz uczucwink

                        Ocena jest dla nas w
                        > ażna, bo jest dla nas czymś NATURALNYM.

                        Od czasu namietnego czytywania literatury etologicznej nigdy nie twierdzę, że
                        coś jest naturalne a coś nie. I nie mam wątpliwości, ze "naturalne" nie znaczy
                        "dobre".
                        "Naturalnie" to ja juz bym dwa razy (co najmniej) zeszła w męczarniach. Ze świata.


                        Oceniamy innych i inni nas oceniają, po
                        > prostu tak wyglądają relacje międzyludzkie.
                        Zgoda, wyglądają.
                        ale ja jestem uposledzona pod wzgledem uogolnionego oceniania. Sprawia mi wielką
                        trudność.
                        Po latach pracy z ludźmi zrozumiałam, ze to uposledzenie jest wielkim darem.

                        > Oczywiście oceny mogą byc krzywdzące, niewłaściwe, ale to tak jakbyś powiedział
                        > a, że mowa jest czymś złym, bo czasem ktoś powie coś złego i że w takim razie ź
                        > le że ludzie rozmawiają ze sobą.
                        A kto według Ciebie ma monopol na WLASCIWE OCENIANIE?
                        W każdej miedzyludzkiej dziedzinie?
                        Pisalam o ocenie ze sprawowania - jej niewlasciwość zrozumiałam, kiedy przyszło
                        mi ocenic dziesięcioletnia dziewczynkę, o ktorej juz wiedzialam, ze pod wzgledem
                        empatii i etycznej wrażliwości stoi wyzej ode mnie.
                        Kiedy przyszło mi oceniac dzieci, ktore stanęly wobec problemów, o jakie ja,
                        dojrzała kobieta, nawet sie nie otarłam.
                        Wtedy zrozumiałam, ze nie mam prawa ich oceniać - to był mój pierwszy
                        "pojedynek" z ocenianiem.



                        > Ocenianie samo w sobie jest neutralne i niezbędne do życia.

                        O tyle, o ile musze wiedzieć - wiać lub walczyc czy moze zostać i - cholibka -
                        disfrutar - po polsku to chyba korzystać, ale jakos inna ma wymowęwink


                        > Samoocena jest procesem neutralnym i niezbędnym do funkcjonowania. Dzięki samoś
                        > wiadomości i OCENIE własnych możliwości ograniczamy niekorzystne dla nas
                        sytuacje, bo nie przekraczamy tych możliwości.

                        Wolałabym mowic o znajomosci samego siebie.

                        >
                        > Nango kolejna sprzecznośc. Jak mógłby starac się byc lepszy skoro nie oceniałby
                        > siebie. Musisz najpierw ocenic, żeby móc stwierdzic co będzie lepsze. Zresztą
                        > samo słowo "lepszy" jest przymiotnikiem oceniającym, bo to znaczyłoby, że
                        wcześniej było się "gorszym".
                        >

                        No co Ty? Przedtem oczywiscie było sie wystarczajaco dobrym (ą).

                        > To nie specyfika społeczeństwa tylko gatunku.


                        ????????
                        Chcesz powiedziec, ze nie ma, nie było i nie bedzie społeczeństw, w ktorych
                        ocenianie innych pełni o wiele mniejszą role niz u nas?
                        Przyznam się, ze po prostu nie wiem, jak to jest. Trzeba by sprawdzić. Na razie
                        mam nadzieje, ze sie mylisz.


                        To Ty dorabiasz do tego uzurpację
                        > . Ocena jest oceną. Subiektywnym odniesieniem się do rzeczywistości i jeśli ma
                        > w sobie cokolwiek z uzurpacji, to właśnie to, że wynika z naszego uzurpowanego
                        > prawa do życia. smile))

                        To mnie przeroslo wink
                        • sylwiamich Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 15:37
                          Może mi się uda...oceniam nie osobę tylko jak mi jest z nią w
                          łóżku.Testuję nie Ciebie, tylko jak mi jest z Tobą w łóżkusmile)))
                          Ładniej brzmi, prawda?smile))Dla wszytskich ze skrzywieniem
                          zawodowymwink))
                          • nangaparbat3 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 15:46
                            Noooo...
                            I to juz zaraz sie dogadamy.
                            Tylko po co siebie testować? Wystarczy uswiadamiać sobie, co sie czuje, i
                            wiedzieć, czy chce sie zostać, czy wiać smile
                            • zonaniezona1 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 17:22
                              Po tej dyskusji to mi się chce wiać smile))!!!
                        • z_mazur Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 15:44
                          Przez całą tą dyskusję tłucze mi się po głowie jedna kwestia.
                          Ogólnie jestem przekonany o swojej racji, smile)))))
                          ale jak się to ma do ewangelicznego: "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni", więc pewnie w Twoim toku rozumowania też coś jest. smile))
                          • nangaparbat3 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 15:51
                            Taaaak.....
                            a ja sobie uswiadomiłam, ze podejscie oceniająco-testujace jest na tyle ciekawe,
                            by sie z nim skonfrontować - jakośsmile
                            • akacjax Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 20:02
                              Strasznie dużo czytania i trudno tak wszystkie wątki złapaćwink
                              Ale tak mi przyszło teraz na myśl-co by było gdybym kogoś bardzo kochała, zaangażowała się i czuła wzajemność, może byłyby jakieś palny na wspólną przyszłość i okazałoby się, że ten ktoś jest impotentem. Pomijam różne inne straty...czy nie byłaby to strata czasu i innych, ewentualnych możliwości?
                              • nangaparbat3 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 20:46
                                czytałam u Mastertona, ze to sie leczy - i w dodatku w bardzo przyjemny sposób.
                                Gorzej chyba trafic na sadystę - tym bardziej, ze takie rzeczy nie ujawniaja sie
                                od razu, i zadne sprawdzanie nie pomoże.
                                Albo - kochasz i okazuje się, ze on jest zakażony HIV - brać nogi za pas czy
                                podjąć ryzyko (o tyle mniejsze, ze skoro wiemy, aiemy jak sie zachować/nie zachować.

                                Dla mnie z całej tej dyskusji wynika jedno: wszystko w zyciu zwiazane jest z
                                ryzykiem i ten prosty fakt trzeba zaakceptować.
                              • tricolour Nagle by sie okazało, że jest impotentem? 29.12.07, 22:46
                                To co to za związek, że tak istotna sprawa została zatajona aż do miłości? Można
                                podejrzewać, że impotent po ślubie wyskoczy z alkoholizmem, hazardem i
                                długami... bo dlaczego nie?
                                • berek_76 Re: Nagle by sie okazało, że jest impotentem? 29.12.07, 23:53
                                  > To co to za związek, że tak istotna sprawa została zatajona aż do miłości? Możn
                                  > a
                                  > podejrzewać, że impotent po ślubie wyskoczy z alkoholizmem, hazardem i
                                  > długami... bo dlaczego nie?

                                  No jasne, a przeciez mądrzy ludzie wchodza tylko w związki, w których wszystko z
                                  definicji jest super. Pytanie za 100 pkt - dlaczego tri jest rozwiedziony? uncertain To
                                  co to za związek był?

                                  -----------------------
                                  Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                                  • tricolour Odpowiedź za 100 pkt. 29.12.07, 23:57
                                    Dlaczego żona rozwiodła się ze mną, to sprawa byłej żony i moja. Koniec odpowiedzi.

                                    Problem dotyczył zatajenia impotencji, bo trudno, by facet (nie chłopiec) nie
                                    wiedział tego.
                                    • sylwiamich Re: Odpowiedź za 100 pkt. 30.12.07, 00:01
                                      Żona z Tri się rozwiodła...jego wina.I on występuje o unieważnienie
                                      małżeństwa....kurna...za mały mój intelekt.
                                      • sylwiamich Re: Odpowiedź za 100 pkt. 30.12.07, 00:02
                                        A jak on czysty był do ślubu i grzesznego onanizmu nie uprawiał i
                                        nie zgrzeszył nawet myślą we śnie?To skąd może wiedzieć że impotent?
                                        • tricolour Ryzyk - fizyk... 30.12.07, 00:05
                                          ... można było choć zapytać czy cokolwiek wie...
                                          • sylwiamich Re: Ryzyk - fizyk... 30.12.07, 00:10
                                            jesooo...mało z krzesła nie spadłam:
                                            _jeśli ktokolwiek wie o impotencji, alkoholizmie lub czymś tam tego
                                            pana...proszę zadzwonić na niżej wskazany numer?smile)))
                                            A co do róznic...prosty ze mnie człowiek...zwłaszcza jeśli chodzi o
                                            kwestie religijne.Różnicę pomiędzy słowami rozumiem...ale
                                            wytłumaczenie na przykłądzie jest najprostrzym...tak więc szerz
                                            wiedzę...ja zamieniam się w słuch.
                                            • tricolour Już kiedyś tłumaczyłem na takim przykładzie... 30.12.07, 00:17
                                              ... kupiłaś kradziony samochód. Kupiłas w dobrej wierze i ze swojej strony
                                              dopełniłas wszelkich formalności, ale samochód był kradziony i sprzedawca nie
                                              miał prawa go sprzedać.

                                              Nie wiesz o tym i korzystasz z auta do woli, przywiązujesz się, dbasz,
                                              dokupujesz akcesoria. Jednym słowem - traktujesz jak swoje.

                                              Aż któregoś dnia zgłasza sie prawowity właściciel i w asyście Policji zabiera Ci
                                              "twój" samochód. Istotnie on nie jest Twój, bo (choć Ty byłaś w porządku) to
                                              transakcja była nielegalna. Na nic biadania, żale, przywiązanie, straty na
                                              utrzymanie auta... zabierają i koniec.
                                              • sylwiamich Re: Już kiedyś tłumaczyłem na takim przykładzie.. 30.12.07, 00:25
                                                jesooo...to znaczy że chodzi o bigamię? Takie małżeństwo jest
                                                nieważne? A unieważnia się, jesli facet zatai chorobę
                                                np.psychiatryczną? Dobrze rozumiem?
                                                • tricolour Nie. 30.12.07, 00:32
                                                  Nie ma w ogóle "unieważniania" bo unieważnianie to nic innego jak stwierdzenie,
                                                  że coś było ważne do tej chwili, a dalej jest nieważne - czyli nagle unieważniamy.

                                                  Stwierdzenie nieważności to stwierdzenie, że małżenstwo NIGDY nie było zawarte
                                                  zgodnie z literą prawa kościelnego. Powodów jest wiele...
                                                  • tricolour Może bardziej namacalny przykład... 30.12.07, 00:38
                                                    1. Ksiądz przebieraniec - taki gość nie ma prawa udzielać ślubu więc będzie on
                                                    nieważny choć nikt z małżonków może o tym nie wiedzieć. Przebieraniec może sie
                                                    ujawinić później... ale to banalny przykład.

                                                    2. Szantaż rodziców - rodzice np. szantazują córkę, że jak nie wyjdzie za tego
                                                    Jurka, to nie dostanie posagu. Małżeństwo ma być aktem woli, a nie przemocy i
                                                    jest nieważne. Podejrzewam, że wiele wiejskich małżenstw dałoby się tak opisać...
                                                  • sylwiamich Re: Może bardziej namacalny przykład... 30.12.07, 00:43
                                                    Rozumiem...a teraz idę spać.Moje małżeństwo też było nieważne...mąż
                                                    mi nie powiedział że jest abstynentem w dosłownym tego słowa
                                                    znaczeniu.Dobranoc.Dobrze że nie miałam kościelnego.Tak więc mogę
                                                    brać ślubów aż do śmierciwink))
                                                  • tricolour Dobranoc. 30.12.07, 00:45
                                                    Śpij smacznie!
                                              • aron95 Re: Już kiedyś tłumaczyłem na takim przykładzie.. 30.12.07, 11:02
                                                Prawo jest twarde a dopełnić wszelkich formalności nie sposób .
                                                Bo jeden z art. mówi że aby kupno auta w dobrej wierze było uznane
                                                trzeba sprawdzić jego pochodzenie . Tylko jak sprawdzić, jak instytucje się
                                                zasłaniają ochroną danych osobowych .

                                                Sprawa sie gmatwa tak jak temat dyskusji bo ile par tyle różnych przypadków i
                                                tego zagadnienia nie ujmiemy w jakieś wspólne normy .
                                          • ogrodnik69 Re: Ryzyk - fizyk... 30.12.07, 01:20
                                            pytac warty-tylko czy ktoś tu nie udaje kogos kim nie jest?I jeszcze
                                            poucza innych haha.chybna pogadamy
                                      • tricolour Nie wytępuję o unieważnienie... 30.12.07, 00:03
                                        ... tylko o stwierdzenie nieważności. Gdybyś rozumiała różnicę między
                                        unieważnieniem a nieważnością, to kwestia winy nie miałaby ŻADNEGO znaczenia.
                                    • ogrodnik69 Re: Odpowiedź za 100 pkt. 30.12.07, 01:28
                                      no prosze,to sprawa twoja i twojej zonysmile)i jesli tak ma bydz to
                                      pewnie nie zabierasz głosu w sprawach Ciebie nie interesujących.I
                                      tak trzymajsmile)
                                      • ogrodnik69 Re: Odpowiedź za 100 pkt. 30.12.07, 01:32
                                        i pogadam jeszce,troche.Wkórzają mnie zakłamane gnojki typu tri-
                                        masakra_nielubie kobiet zbyt wyzwolonych,choc mnie nie
                                        przeszkadzają.Napiłem sie dziś i w tym szukam -pewnie nietylko ja-
                                        usprawiedliwienia.smile)
                                        • sylwiamich Re: Odpowiedź za 100 pkt. 30.12.07, 12:33
                                          ogrodnik69 napisał:

                                          > i pogadam jeszce,troche.Wkórzają mnie zakłamane gnojki typu tri-
                                          > masakra_nielubie kobiet zbyt wyzwolonych,choc mnie nie
                                          > przeszkadzają.


                                          Zawsze w takich sytuacjach mam hiostoryjke autentyczną w rękawie:
                                          Komentarz pewnej kobiety z małego miasteczka:
                                          -Kurwa, nigdy nie byłam rasistką, dopóki mi moja córka czarnucha do
                                          domu jako zięcia nie przyprowadziła.
                                          • ogrodnik69 Re: Odpowiedź za 100 pkt. 03.01.08, 08:26
                                            mam historie autentyczną nie w rekawie ale w
                                            życiorysie.Nieprzeszkadzało mi przez wiele lat że moja żona była
                                            wyzwolona,nowoczesna.I gdyby się za mocno nie rozkreciła to pewnie
                                            do dziś bym ją lubiłsmile
    • kasiar74 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 07:36
      w temacie:
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80281,4776890.html
      • nangaparbat3 Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 12:10
        No własnie, tez mi sie skojarzyło.
        • sylwiamich Re: proszę, oświećcie mnie w sprawie seksu 29.12.07, 12:13
          To wredne jest.Albo ja widzę w innych wredne rzeczy....
    • z.odzysku No to oświecam niniejszym :)) 29.12.07, 21:46
      nangaparbat3 napisała:
      > Bo uswiadomiłam sobie, ze sformułowania "sprawdzić, jaki ktoś jest
      > w łóżku" (...) zwyczajnie nie rozumiem.
      > Więc proszę mi napisać: co takiego sprawdzamy?


      Sprawdzenie jaki ktoś jest w łóżku obejmować może bardzo wiele
      aspektów.
      Przykładowo:

      1) sfera sanitarno-higieniczna
      - czy myje się przed wejściem do łóżka?
      - jeśli się nie myje, ty czy chociaż piżamę zakłada i okno otwiera?
      - jak często zmienia piżamę - czy chociaż raz na tydzień?,
      - czy obcina paznokcie? (żeby nie drzeć prześcieradła wink,
      - czy puszcza podkołderniki? a jeśli tak, to czy się chociaż
      przyznaje i przeprasza, czy udaje, że śpi?
      - czy goli się przed położeniem się do łóżka?
      - ...

      2) sfera organizacyjno-logistyczna
      - czy śpi od ściany, czy z tzw. brzegu?
      - czy nie ściąga na swoją stronę za duzo kołdry?
      - czy nie zajmuje zbyt dużo łóżkowej powierzchni spalniczej? (np.
      wystawiając kolano, tudzież łokieć)
      - czy zwija się w pozycję embrionalną, czy śpi na wznak?
      (niebezpieczeństwo chrapania),
      - czy reaguje prawidłowo na budzik?,
      - czy po prawidłowej reakcji na budzik nie za długo "się ćmoka"
      zanim wstanie?
      - ...

      3) sfera estetyczna
      - czy równo ustawia kapcie koło łóżka?
      - czy ma piżamę gładką, czy w kaczory donaldy?
      - czy czesze się przed położeniem do łóżka? (łysi(-se) nie
      klasyfikowane w tej dziedzinie)
      - ...

      4) sfera kulturalna:
      - czy mówi "dobranoc"?
      - czy daje buziaka na dobranoc?
      - czy zasypia "w drodze do poduszki", czy jeszcze można z nim/nią
      pogadać sensownie przed snem?
      - czy coś czyta przed snem? a jeśli tak to co i czy nie za długo?
      - czy coś ogląda przed snem? a jeśli tak, to co? (czy "TV Kultura",
      czy "Romantica" wink)
      - ...

      5) sfera seksualna
      <tu aż się boję zaproponować jakieś kryteria wink >

      6) ....


      Tak więc procedura sprawdzania jest procedurą żmudną, długotrwałą i
      narażoną na wiele niedokładności pomiarowych, ponadto prowadzić może
      do błędnych wniosków.

      Zatem, konkludując, kryterium jest jedno: albo mi z nim/nią w łóżku
      dobrze, albo nie. smile) Jeśli dobrze, to OK. Jeśli nie, to
      przystępujemy do uruchomienia procedur korekcyjnych... ale to już
      inna bajka wink)
      • chalsia Re: No to oświecam niniejszym :)) 29.12.07, 22:25
        to ja bym bardzo prosiła o rozwinięcie/wyjaśnienie nastepujących
        tematów:

        > - czy reaguje prawidłowo na budzik?,
        > - czy po prawidłowej reakcji na budzik nie za długo "się ćmoka"
        > zanim wstanie?

        smile))
        • zonaniezona1 ja odpadam:)))) - moje kryteria. 29.12.07, 22:30
          moja wyobraźnia jest na szczęście ograniczonasmile))))
          Moje kryteria są proste - jest super , nie jest super- może być, jest kiepsko,
          zwiewać na cito !!!!

          W pracy muszę ciągle myśleć i przewidywać krok do przodu za każdym razem ...w
          łóżku już by mi się nie chciało smile

          Ale analiza ryzyka jest wszędzie smile
        • z.odzysku Proszę uprzejmie. Wyjaśniam niniejszym... :) 29.12.07, 22:35
          > - czy reaguje prawidłowo na budzik?,

          Czy po wzbudzeniu się wyżej wzmiankowanego nie przydusza go nagłym
          wyrzutem ramienia lądującym na komodzie (ew. półeczce przyłóżkowej),
          po czym przewraca się na drugi bok i śpi. Prawidłowa reakcja, to:
          - przetarcie oczu: sztuk raz na jedno oko,
          - ziew,
          - powstanie na baczność,
          - krótka gimnastyka (może być w parach wink)


          > > - czy po prawidłowej reakcji na budzik nie za długo "się ćmoka"
          > > zanim wstanie?

          "śięćmokanie" to procedura polegająca na rytmicznym mlaskaniu przy
          jednoczesnym przeciąganiu się i przewracaniu z boku pozostając wciąż
          w pozycji horyzontalnej. wink) Nadmiernie przeciągająca się powoduje
          np. irytację śpiącego jeszcze partnera i opóźnienia w parzeniu
          porannej kawy. wink)
        • nangaparbat3 Re: No to oświecam niniejszym :)) 29.12.07, 23:30
          chalsia napisała:

          > to ja bym bardzo prosiła o rozwinięcie/wyjaśnienie nastepujących
          > tematów:
          >
          >
          > > - czy po prawidłowej reakcji na budzik nie za długo "się ćmoka"
          > > zanim wstanie?

          A ja się okropnie ćmoćkam, zanim wstane, to pewnie bym odpadła sad((((((((((
          >
          > smile))
      • cathy_bum Re: No to oświecam niniejszym :)) 29.12.07, 22:42
        Niezła ankieta! Wydrukuj i powieś nad łóżkiem, co by na bieżąco
        kandydatki z kolejnych punktów odhaczać;P
        Ja tam odpadam w przedbiegach - rozpycham się i nie używam kapcitongue_out
        Aaaa! Za to reaguję prawidłowo na budzik! Daję mu w łeb i śpię
        dalejbig_grin
      • nangaparbat3 To ja bardzo pieknie dziekuję 30.12.07, 01:06
        za tak gruntowne oświecenie smile))
        • ogrodnik69 Re: To ja bardzo pieknie dziekuję 30.12.07, 01:23
          i za to Cię lube-choć nieznam
          • nangaparbat3 ;))) 30.12.07, 14:13
            ogrodnik69 napisał:

            > i za to Cię lube-choć nieznam

            Lubisz Z.odzysku za oswiecanie czy mnie za dziekowanie?
        • z.odzysku Drobiazg... :)) 30.12.07, 15:46
          ... możesz na mnie polegać, jak na Zawiszy. wink))
      • zimnokrwista_bestia Re: No to oświecam niniejszym :)) 30.12.07, 11:30
        Nie brałam do tej pory udziału w tej i podobnej dyskusji, bo wybaczcie, wydawało mi się to trochę bez sensu. Zastanawiałam się jak można próbować dojść do jakiegoś ogólnego, uniwersalnego przepisu w sprawie, w której za każdym razem liczą się szczegóły. Szczegóły mające źródło nie tylko we mnie ale i w moim partnerze. Jak można opisać elementy wpływające na dynamiczny, w zasadzie nieprzewidywalny układ, w którym reakcja jednego elementu wynika z poprzedniej innego, sama będąc źródłem kolejnej.
        Ale dzisiaj stało się to dla mnie opisywalne.
        Mój przepis na to jak znaleźć tego, który mi pasuje i rozpoznać takiego, który nim nie jest.
        Chcę wejść na górę. Idę i widzę zmieniające się przy każdym kolejnym kroku widoki. Czuję zapach trawy i ciepło słońca na skórze. Wieje wiatr, albo może właśnie się chmurzy. A może to zima? Jestem trochę zmęczona ale to przyjemny wysiłek. Czuję coraz większą niecierpliwość, żeby wreszcie wejść na szczyt, a kiedy tam jestem widoki są dopełnieniem tego, co miało miejsce przed chwilą.
        Na szczycie można spotkać też innych ludzi - i tych, którzy przyszli tak jak ja ale innymi ścieżkami, tych którzy wjechali kolejką linową i tych co przyjechali kolejką w tunelu. Wszyscy jesteśmy w tym samym miejscu i podziwiamy sobie widoki. Niestety, a może i „stety” nie spotkamy się po drodze i o to „po drodze” mi chodzi.
        Po tym poznam czy ktoś jest dla mnie czy nie, kiedy będę czuła i wiedziała, że idziemy tą samą ścieżką.

        Teraz po przeczytaniu tekstu z.odzysku - myślę, że o kant tyłka można moją filozofię potłuc smile)))
    • nangaparbat3 iluminacja na mnie spadła z nieba (?) 30.12.07, 14:21
      I jak wszystkie iluminacje jest morderczo prosciutka - ze dotkniecie dłoni
      kogoś, kogo kochamy i na kogo czekalismy, moze nieskończenie wiecej niż
      najwymyslniejsze zabiegi kogoś, kto acz doskonały i idealnie dopasowany, jest
      nam obojetny.
      Koniec kropka.
      • sylwiamich Re: iluminacja na mnie spadła z nieba (?) 30.12.07, 22:33
        udna ta iluminacja..
        nangaparbat3 napisała:

        > I jak wszystkie iluminacje jest morderczo prosciutka - ze
        dotkniecie dłoni
        > kogoś, kogo kochamy i na kogo czekalismy, moze nieskończenie
        wiecej niż
        > najwymyslniejsze zabiegi kogoś, kto acz doskonały i idealnie
        dopasowany, jest
        > nam obojetny.
        > Koniec kropka

        Ale się sprawdza raczej na początku...potem to juz kaszana.Kto nie
        przezył, ten nie zrozumie
        • nangaparbat3 Re: iluminacja na mnie spadła z nieba (?) 31.12.07, 00:08
          Potem różnie bywa. Ale potem zawsze róznie bywa. Nie ma gwarancji i nigdy nie
          bedzie.
          Ale to juz tak ze wszystkim - jak miałam miec dziecko to wiedziałam, ze jedyne
          co wiem na 100% to ze kiedyś umrze. Żadnej innej wiedzy stuprocentowej nie mamy
          i nie bedziemy mieć, chocbysmy sie skichali. Kurczę, trzeba mnichem buddyjskim
          zostac, nie ma wyjścia.
          • sylwiamich Re: iluminacja na mnie spadła z nieba (?) 31.12.07, 11:00
            Nanga..ale posłuchaj wypowiedzi różnych osób.Posłuchaj powiedzonek,
            ludowych mądrości.Wszystkie mówią jak wyrocznia.Wiedzialy gały co
            brały.Miłość ślepa jest.Nie oceniaj, żebyś nie został oceniony.I my
            to ciągle słuchamy.Cokolwiek bysmy nie zrobili...zawsze znajdzie się
            ktoś kto wiedział że tak się skończy.Kto miał lepszy sposób.Teraz
            jestes na etapie mnicha buddyskiego...smile)
            Ale to nie znaczy że TY-NANGA nie wiesz co lubisz.To nie znaczy że
            ty nie wiesz jaka jesteś naprawdę...
            Bo na zewnątrz to Heniu lubi Cię szalenie, a Inka wręcz nie cierpi.
            I o co chodzi w tym wszystkim?Że gówno komukolwiek do tego co robisz
            i jak żyjesz.Czerpanie z doświadczenia innych ludzi powinno polegać
            jedynie na:
            -otwartym umyśle
            -dużeeeej selekcji-brać tylko co moje.
            I towje doświadczenie Ci mowi że miłośc najważniejsza i robi cuda.
            Moje doświadczenie mi mówi że to iluzja cudów.I nie tylko w
            seksie.Miłość cały świat czyni iluzorycznym.Tylko ja czuję się tam
            naprawdę prawdziwa.Kurde...nie o tym miało być.
            Prolemy nie znikają.One się dopiero lęgną.Ja już zmęczona jestem i
            nie mam tej wiary że miłość...
            Dlatego wole sprawdzić.Jak mi jest w łózku, jaki ma stosunek do
            moich dzieci, czy jest kłamcą, czy posiada wokół siebie przyjaciół,
            czy ma kompleksy, jaki jest jego stosunek do pracy, czy w jego
            rodzinie się ludzie lubią, jak traktuje matkę.Niby dużo tego.Ale
            obserwować lubię od dziecka.I teraz wiem że wolę nie być z nikim niż
            być z nikim...a już nie daj Boże zakochać się w nikim.Dlatego
            obserwuję i oceniam.I boję się że będzie tak, że znowu przyjdzie
            miłość i powali mnie na kolana i wszystkie moje przemyślenia i
            pragnienia o kant dupysmile))
            • nangaparbat3 Re: iluminacja na mnie spadła z nieba (?) 31.12.07, 15:36
              Taz od dawna powtarzam, ze lepszy nikt niz kit.
              A w ogóle to zyczę Ci dużo szczęścia, najwięcej jak moznasmile)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka