Dodaj do ulubionych

Porozwodowy savoir-vivre

28.01.08, 16:59
Ciekawi mnie Wasza opinia na temat uzgadniania wizyt eksów u dzieci.
Ja kategorycznie żądam od eksa, żeby każda ewentualna wizyta u
dzieci, była wcześniej uzgodniona ze mną. Podkreślam, że ze mną a
nie z dziećmi. Chcę mieć możliwość zaplanowania sobie wyjścia. Fakt,
unikam eksa i prawie zawsze wtedy wychodzę. Ale chyba mam do tego
prawo - jestem rozwiedziona na jego życzenie i w efekcie jego
pozwu. Dodam, że w żaden sposób nie ograniczam kontaktów ojca z
dziećmi - w zasadzie eks spotyka się z nimi kiedy zechce, bywa też
zapraszany do domu na szczególne okazje.
A tymczasem on już po raz drugi umawia się z dziećmi w domu nie
uzgadniając tego ze mną. Ja dowiaduję się tego od dzieci - "tata
dziś przyjdzie". Nie zgodziłam się.
Tu moje pytanie. Czy to jest jakieś wygórowane żądanie wobec niego
spodziewać się uzgadniania wizyt w domu ? Bo ja nie umiem znaleźć
samodzielnie ani jednego argumentu na tolerowanie takiego zachowania
u eksa. Jego argument: "to jest przecież tez mój dom" jakoś mnie nie
przekonuje. Stawia mnie to w trudnej sytuacji wobec dzieci bo nie
zgodziłam się, żeby tatuś przyszedł, a przecież chciał. Co sądzicie?
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: Porozwodowy savoir-vivre 28.01.08, 17:06
      W jakm wieku są dzieci i jak duży jest dom?
      Jak eks zachowuje się podczas wizyt?
      • e07 Re: Porozwodowy savoir-vivre 28.01.08, 17:21
        Nie dom, tylko mieszkanie, dzieci prawie 10 i prawie 14. Eks
        zachowuje sie dobrze. To znaczy nie wiem jak, bo zawsze wychodzę,
        ale nie ma obaw zostawiajac je same z tatą. Ale nie o to tu chodzi.
        To jest też moje miejsce. Miewam swoje sprawy, np. zakręcnie
        papilotów na głowie nie mam ochoty, żeby eks mnie wówczas ogladał.
        Gdybym wiedziała o planach wizyty od eksa - ja bez problemu
        zmieniłabym swoje. Chodzi właśnie o kulturę kontaktów.
        • z_mazur Re: Porozwodowy savoir-vivre 28.01.08, 18:38
          W pewnym sensie się z Tobą zgadzam. Ale każdy kij ma dwa końce.
          Dzieci też nie są już takie małe i zaczynają mieć swoje życie. Tata umawia się z nimi. Czy gdyby umawiały się ze swoimi znajomymi też miałabyś pretensje, że Ci znajomi Twoich dzieci nie uzgadniają wizyty z Tobą?

          To są trudne sprawy i wymagają sporo taktu z obu stron.
          Czy mieszkanie jest na tyle małe, że podczas wizyty nie da się uniknąć jakiegoś przesadnego kontaktu?

          Może zaproś kogoś do siebie, jakiegoś przyjaciela, gdy będziesz się spodziewała wizyty męża. Taka sytuacja pewnie ostudzi jego zapędy do wizyt bez uzgodnienia wcześniej terminu.
          • sylwiamich Re: Porozwodowy savoir-vivre 28.01.08, 19:16
            Mazurku...moje dzieci...wiek podobny...zawsze pytają się mni czy
            ktoś może do nich przyjść, z przynajmniej jednodniowym
            wyprzedzeniem.No, poza sytuacjami nagłymi.Dom...pomimo że kupiony za
            wspólne pieniądze...nie jest wspólny.Może bardziej elegancko byłoby
            zażadać spłaty?
            • z_mazur Re: Porozwodowy savoir-vivre 29.01.08, 00:53
              No widzisz Sylwio, wszystko kwestia wychowania i zasad panujących w domu. Mój pokój od czasów nastoletnich zawsze był moim obszarem i do głowy by mi nie przyszło, żeby zaproszenie kogoś do niego uzgadniać z rodzicami (oczywiście w granicach ogólnie przyjętych norm). Podobnie jak nie uważam, żebym musiał jako rodzic uzgadniać z nastoletnim dzieckiem mieszkającym ze mną odwiedzin moich znajomych.
              • skrzydlate Re: Porozwodowy savoir-vivre 13.02.08, 17:17
                no zobacz, a ja zawsze uprzedzam domowników, kiedy ma przyjśc ktoś z moich
                znajomych i zyczę sobie tego samego,z właszcza jak to nie jest takie sobie na
                chwilkę wpadnięcie a nasiadówka i do tego późna.. moze mam ochotę połazic
                byle-jak ubrana po domu, a znajomych moich dzieciaków bym się krępowała...
        • lapina Re: Porozwodowy savoir-vivre 28.01.08, 18:53
          Rozumiem Cię, miałam podobną sytuację niedawno, dowiedziałm sie od
          dziecka, tata przyjdzie za pół godziny... to przkre i dokładnie tak
          jak piszesz nie chodzi o ograniczanie kontaktów w mieszkaniu, ale o
          kulturę. Mieszkam tu z dziećmi i zasady kultury obowiązują czyli
          oczekuję informacji kiedy i o której eks chce dodatkowej wizyty i
          wtedy (o ile nie będę miała żadnych planów ) zgodzę się na nią.
          • prawdziwy-hermann Re: Porozwodowy savoir-vivre 13.02.08, 18:40
            piszesz,ze tata przyjdzie za pol godziny i dodajesz to przykre.Nie
            masz za grosz wstydu,gdyby to mial przyjsc wielbiciel nie byloby Ci
            tak przykro,ale ojciec dzieci to dopiero potwarz.
    • movisz Re: Porozwodowy savoir-vivre 28.01.08, 18:57
      Absolutnie sie z toba zgadzam ze jakiekolwiek przyjscie
      do dzieci powinno byc uzgodnione z toba. Nawet jezeli ma
      jeszcze jakies prawa do mieszkania to ty teraz tam mieszkasz
      a on jest dla ciebie jak obca osoba. Wogole nie rozumiem dlaczego
      ma spedzac czas w twoim mieszkaniu. Przypuszczalnie nie ma
      warunkow u siebie bo innaczej to wogole nie rozumiem. Dlaczego
      nie moga tak duze dzieci widywac sie z nim na miescie?
      Wszystko zalezy od ukladow miedzy wami ale ja z wlasnego
      doswiadczenia z ex to nawet gdybym sama mu zaproponowala
      by spedzal czas w moim mieszkaniu z dziecmi to by sie nie zgodzil.
      W koncu jest to juz obca osoba dla mnie a obcych nie zostawiam
      samych w swoim mieszkaniu. Ty masz swoje zycie a on swoje.
      Gdyby przyszedl bez uprzedzenia to trzymalabym go za drzwiami
      az dzieci sie ubiora i wyjda do niego.
      Takie jakie wprowadzisz zwyczaje na poczatku tak beda zawsze
      panowaly a jak pozwolisz teraz a pozniej zmienisz to poczuje sie
      ze zabierasz mu jego przywileje.
      • e07 Re: Porozwodowy savoir-vivre 28.01.08, 20:35
        Zazwyczaj faktycznie spotykają się u niego, albo razem gdzieś idą.
        Dziś chodziło o wizytę u chorej młodszej. Ale: po pierwsze mała
        choruje już od czwartku - miał więc aż nadto czasu, żeby to ze mną
        uzgodnić; po drugie - nie chodzi do szkoły, ale może wychodzić z
        domu (zaproponowałam mu zabranie dzieci zamiast wizyty domowej -
        odmówił)i wreszcie po trzecie - też mam wrażenie, że chodzi o
        ustawianie granic terytorium.
        Z_mazur. Moje dzieci są faktycznie duże, ale muszą się zapytać, czy
        może przyjść do nich koleżanka. Nie jest to bardzo formalne, ale
        daje mi możliwość powiedzenia, że tak, ale jak posprzątasz w pokoju,
        albo: tak, ale sama szykujesz poczęstunek. Ja sama też staram się
        uprzedzać dzieci o planowanych wizytach moich gości.
        "Rozpęd" z tatą wynika z tego, ze jeszcze dobrze pamietają sytuację,
        że tata z nimi mieszkał i traktują go wciąż bardziej jak domownika
        niż gościa. A przynajmniej jak gościa na specjalnych prawach. Ale
        dla mnie jest to nie do zaakceptowania.
        • maza15 Re: Porozwodowy savoir-vivre 28.01.08, 21:38
          Nie możesz akceptować takich wizyt bez względu na to ile dzieci mają
          lat.Odwiedzając je,odwiedza także ciebie,w twoim mieszkaniu.
          Wymagaj uzgodnienia wizyty.
          Powiedz mu o tym otwarcie i stanowczo,bo może on nie dostrzega
          problemu?
    • artemisia_gentileschi Re: Porozwodowy savoir-vivre 28.01.08, 22:02
      Eksio zazwyczaj (kiedy jest moj miesiac) mowi kiedy chce odwiedzic
      Mlode, ale zdarza sie ze wpada bez zapowiedzi. Kiedy jest jego
      miesiac, tez mi sie zdarza zajrzec bez uprzedzania. Nie robimy z
      tego afery.
      • majka035 Re: Porozwodowy savoir-vivre 29.01.08, 07:07
        Mimo, że jestem przed podziałem majatku, mieszkanie jeszcze nie
        podzielone mam juz swój poglad na to, jakbym chciał, abym wyglądały
        kontakty mojeggo eksa z córką (14 lat). Orzede wszystkim-i to
        najważniejsze , nie wyobrazam sobie aby eks krecił się po moim
        mieszkaniu, on nie ma wstępu. Chce dziecko, prosze zabrac je do
        siebie, bądz wspólne wyjście. Chce zobaczyć pokój dziecka-prosze -
        zrobie zdjęcia i mu przekażę. Myślę , że lepiej dmuchac na zimne, bo
        co bedzie wtedy, gdy pojawi sie ten "drugi" . Mój eks też próbował
        kombinowac ze spotkaniami i to w taki sposób, abym ja nie zgodziła
        sie i wtedy mógł powiedzieć córce-zobacz córeczko , ja chciałem, a
        mamusia taka niedobra , nie pozwoliła. Byli małżonkowie niestety
        manipulują dziećmi karząc nas i stawiajac nas w złym świetle.
        Powiedziałam eksowi moje warunki zabierania dziecka do siebie.
        Powiedziałam krótko-dostosujesz si-masz dziecko-ja trudności nie
        robię, zawalisz-jestesmy w sądzie. Narazie (cichosza) jest "grzeczny"
        • maza15 Re: Porozwodowy savoir-vivre 29.01.08, 14:34
          majka035 napisała:
          "
          ...... Byli małżonkowie niestety
          > manipulują dziećmi karząc nas i stawiajac nas w złym świetle.
          > Powiedziałam eksowi moje warunki zabierania dziecka do siebie.
          > Powiedziałam krótko-dostosujesz si-masz dziecko-ja trudności nie
          > robię, zawalisz-jestesmy w sądzie. Narazie (cichosza)
          jest "grzeczny"

          A rodzic,przy którym zostaje dziecko jest idealny?, nie manipuluje?
          Ex ma spełniać twoje warunki,bo jak nie to....,a o porozumieniu nie
          pomyślałaś? Potem zdziwienie,że wcale nie przychodzi do dziecka.
          I znowu żle.
    • aron95 O rzesz!! 29.01.08, 14:48
      Ale niektóre z Was wredoty !!
      Takie duże dzieci powinny się same umawiać a nas jedynie powiadomić .
      Mnie młody nawet powiadamiać nie musi o wizycie EX .
      • e07 Re: O rzesz!! 29.01.08, 15:16
        No nie spodziewałam, że zasłużę na epitet.
        Nie widzę nic złego w tym, że komuś nawet powiadamianie nie jest
        potrzebne. Ale nie widzę też nic utrudniającego ojcu kontakty z
        dziećmi w żądaniu uzgadniania wizyt. Mnie jest to potrzebne. Jak się
        lepiej zastanowisz, pewnie sam wpadniesz na kilka pomysłów -
        dlaczego. Jasno i odpowiednio wcześniej wyartykułowałam eksowi taką
        potrzebę i świadome niestosowanie się eksa do tej mojej prośby
        uważam co najmniej za nietakt.
        • aron95 Re: O rzesz!! 29.01.08, 15:25
          Sorki , jeśli Cię uraziło .
          Babci czy dziadkowi (swoim rodzicom) też każesz się zapowiadać ?
          A gdyby dzieci były u EX , chciałabys uzgadniać swoje kontakty czy mieć jedynie
          kontakt z dziećmi ?
          • e07 Re: O rzesz!! 29.01.08, 15:55
            To w ogóle nie jest mój tok rozumowania. Ale idąc twoim tokiem... To
            może ja wraz z dziećmi (jako ich mama) będę sobie wpadać bez
            zapowiedzi do eksa.
            • aron95 Re: O rzesz!! 29.01.08, 16:33
              e07 napisała:

              > To w ogóle nie jest mój tok rozumowania.

              A dlaczego nie . Postaw sie w jego sytuacji . teraz się buntujesz że przychodzi
              bez zapowiedzi ale na jego miejscu tez byś się buntowała że musisz za każdym
              razem z nim rozmawiać gdy się chcesz spotkać z dziećmi

              Daję pod uwage również innym paniom ten fakt . Robicie z tego prezentację siły .
              Zapominacie że dzieci sa domownikami a każdy domownik ma prawo spotykać sie z
              kolegą /koleżanką a co dopiero z rodzicem
          • burza4 Re: O rzesz!! 29.01.08, 16:12
            aron95 napisał:

            > Babci czy dziadkowi (swoim rodzicom) też każesz się zapowiadać ?

            naturalnie że tak, coś w tym dziwnego?

            > A gdyby dzieci były u EX , chciałabys uzgadniać swoje kontakty czy
            mieć jedynie > kontakt z dziećmi ?

            Aronie - tu mówimy nie tyle o uzgadnianiu terminu, co o wkraczaniu
            bez uprzedzenia na teren mieszkania byłej żony/męża. Jak dla mnie -
            to niedopuszczalne w sytuacji, kiedy facet WIE, że była żona ma coś
            przeciwko temu. Ja bym też miała, choć z eksem mamy bardzo dobre
            relacje, mimo wszystko nie widzę powodu żeby go podejmować w
            roli "przyjaciela domu".

            dzieci, o ile są rozsądne - mogą uzgadniać kontakty same. Nie widzę
            natomiast nic złego - w sensie utrudniania kontaktów - w tym, że
            dobrze jest, jeśli takie ustalenia "przechodzą" również przez matkę.
            Moje dziecko po prostu informuje jak się z ojcem umówiło.

            dziecku zdarza się zapomnieć (a ojciec zazwyczaj pojęcia nie ma w
            ogóle), że np. nazajutrz ma klasówkę, do której należałoby się
            przygotować a nie iść z tatusiem do kina, albo że na wieczór jest
            umówione do dentysty. Tu chodzi o względy praktyczne a nie
            złośliwość.
            • movisz Re: O rzesz!! 29.01.08, 16:37
              Powiadomienie wzajemne o planach czy dzieci czy rodzicow
              uwazam po prostu za objaw kultury i wzajemnego szacunku
              do siebie i liczenie sie z druga osoba.
              Szczegolnie jak sie razem mieszka. Dom jest rodzica
              i uwazam ze wlasciwe jest jak dziecko sie spyta rodzica czy moze
              przyjsc kolega czy kolezanka. Przeciez wiadomo ze kazdy ma
              swoje plany i wiele razy mi nie pasuje by ktos obcy byl w domu
              i wtedy otwarcie mowie i plany sie zmieniaja. Kiedy indziej dziecku
              zalezy by ktos przyszedl to ja sie naginam do tego. Normalna
              kooperacja.
              Ale nie lubie byc niczym zaskakiwana bo to jest moj dom i lubie sie
              czuc w nim swobodnie.
              Co do odwiedzin rodziny to czasy sie zmienily. Kazdy ma swoj telefon
              i kulturalnie jest nawet pare minut wczesniej uprzedzic ze sie
              nadchodzi.
              Jaki problem?
              Ja po prostu nie otwieram drzwi jak ktos sie nie zapowie bo trudno
              zebym np. wyskakiwala z wanny do kazdego dzwonka do drzwi.
              Phone first.
              • z_mazur Bez przesady 29.01.08, 18:16
                Większość współczesnych mieszkań jest zbudowana na zasadzie wspólnego przedpokoju i przylegających do niego pokoi. Przeważnie domownicy dypsonują własnymi pokojami, które zapewniają wystarczającą prywatność.

                Dla mnie absurdem jest konieczność uzgadniania wizyt koleżanek i kolegów dzieci z rodzicami. Dzieci ograniczane w ten sposób nie czują się swobodnie w swoim własnym domu. To rodzi konsekwencje w postaci zachowań podczas nieobecności rodziców na zasadzie "kota nie ma myszy harcują" i dodatkowo wypycha dzieciaki z domów, bo wolą z nich wychodzić niż za każdym razem się tłumaczyć, kto i dlaczego do nich przychodzi. Wystarczające jest ograniczenie w zależności od wieku dziecka czasu takich wizyt. Myślicie, że skąd się biorą te dzieciaki stojące po klatkach w tych wszystkich blokowiskach. Po prostu w tych klatkach czują się swobodniej niż we własnych pokojach.
                • sylwiamich Re: Bez przesady 29.01.08, 23:14
                  z_mazur napisał:
                  Myślicie, że skąd się biorą te dzieciaki stojące po kla
                  > tkach w tych wszystkich blokowiskach. Po prostu w tych klatkach
                  czują się swobo
                  > dniej niż we własnych pokojach.

                  Myślimy...w każdym razie ja...że mogą z xco najmniej trzech powodów
                  zupełnie innych niz przyjęta w domu zasada pytania się czy mogą ich
                  odwiedzić znajomi.
                  1.Bo rodzice nie mają już nic do powiedzenia.
                  2.Bo rodzice mają wszystko w dupie.
                  3. Bo rodzice tez się wychowali na klatce i nie widza w tym nic
                  nadzwyczajnego?
                  Gry w karty na klatce.Ganianie do zmierzchu po podwórku.Latanie z
                  nożem podczas gry w pikuty, państwa-miasta.Podchody na pobliskich
                  łąkach pełnych krzalunowych zboczeńców.Inne czasy...nawet zboczeńcy
                  znajomi byli.I ja...wychowana na podwórkusmile)))


                  Z powodu przeglądu technicznego sygnaturki na czas nieokreslony
                  zostały zawieszone
                  • chalsia Re: Bez przesady 30.01.08, 00:06
                    > z_mazur napisał:
                    > Myślicie, że skąd się biorą te dzieciaki stojące po kla
                    > > tkach w tych wszystkich blokowiskach. Po prostu w tych klatkach
                    > czują się swobo
                    > > dniej niż we własnych pokojach.

                    nie wiem jak jest teraz, ale pamiętam swoje czasy nastolatkowe.
                    Zamiast klatki było podwórko =- lepsze niż własny pokój bo większe i
                    więcej luda mogło się naraz bawić.
                    • z_mazur Re: Bez przesady 30.01.08, 00:57
                      Tiaaaa, ja też to pamiętam. I spędzałem dużo czasu jako nastolatek na podwórku.

                      Ale są też dni słotne i deszczowe i długie zimowe wieczory.

                      Jakoś u mnie w mieszkaniu zawsze pełno było znajomych, bo ani mnie nie krępowało, że ktoś wpadł, ani moich rodziców.

                      Przypuszczam, że gdybym za każdym razem miał informować rodziców o tym, że ktoś do mnie przyjdzie, albo jeszcze pytać o zgodę na to, to pewnie sam bym po klatkach się pętał. Ważne, żeby to były
                      rozsądne godziny, chociaż wraz z wiekiem, ten rozsądek też już był symboliczny i jeśli ktoś nie spędzał u mnie więcej czasu niż we własnym domu, to było całkiem ok.
                  • z_mazur Re: Bez przesady 30.01.08, 01:15
                    sylwiamich napisała:

                    > Myślimy...w każdym razie ja...że mogą z xco najmniej trzech powodów
                    > zupełnie innych niz przyjęta w domu zasada pytania się czy mogą ich
                    > odwiedzić znajomi.

                    Nie pisałem tylko o pytaniu się o możliwość odwiedzin znajomych, tylko w ogóle o czucie się w swoim pokoju jak u siebie, a decydowanie o tym kto i kiedy mnie odwiedza w moim pokoju jest jednym z elementów tego czucia się jak u siebie.


                    > 1.Bo rodzice nie mają już nic do powiedzenia.

                    Oczywiście, bo wcześniej prowadzili wychowanie na zasadzie stosowania nakazów i zakazów. Z takimi rodzicami to już nawet gadać się nie chce, tylko wychodzi się z domu.

                    > 2.Bo rodzice mają wszystko w dupie.

                    Jak wyżej. Mylisz życzliwe zainteresowanie z narzucaniem ograniczeń.

                    > 3. Bo rodzice tez się wychowali na klatce i nie widza w tym nic
                    > nadzwyczajnego?

                    Ale tu nie chodzi o rodziców tylko o dzieci. To te dzieci z jakichś powodów wolą przebywać na klatce niż we własnym mieszkaniu i pokoju.

                    > Gry w karty na klatce.

                    Czy nie można tego robić we własnym pokoju?
                    Oczywiście nie, bo trzeba by się o to zapytać rodziców i liczyć się z odmową.

                    > Ganianie do zmierzchu po podwórku.Latanie z
                    > nożem podczas gry w pikuty, państwa-miasta.Podchody na pobliskich
                    > łąkach pełnych krzalunowych zboczeńców.Inne czasy...nawet zboczeńcy znajomi byli.I ja...wychowana na podwórkusmile)))

                    Mylisz aktywne spędzanie czasu (mocno uzależnione od warunków pogodowych), z bezsensownym wystawaniem po klatkach. Szczególnie wieczorami, albo w słotne dni.

                    Moi znajomi nigdy nie krępowali się wpaść do mnie. Zamiast grać w karty, czy później w gry RPG na klatce woleliśmy, to robić u mnie. Bo czuliśmy się swobodnie.
                  • z_mazur Re: Bez przesady 30.01.08, 01:15
                    sylwiamich napisała:

                    > Myślimy...w każdym razie ja...że mogą z xco najmniej trzech powodów
                    > zupełnie innych niz przyjęta w domu zasada pytania się czy mogą ich
                    > odwiedzić znajomi.

                    Nie pisałem tylko o pytaniu się o możliwość odwiedzin znajomych, tylko w ogóle o czucie się w swoim pokoju jak u siebie, a decydowanie o tym kto i kiedy mnie odwiedza w moim pokoju jest jednym z elementów tego czucia się jak u siebie.


                    > 1.Bo rodzice nie mają już nic do powiedzenia.

                    Oczywiście, bo wcześniej prowadzili wychowanie na zasadzie stosowania nakazów i zakazów. Z takimi rodzicami to już nawet gadać się nie chce, tylko wychodzi się z domu.

                    > 2.Bo rodzice mają wszystko w dupie.

                    Jak wyżej. Mylisz życzliwe zainteresowanie z narzucaniem ograniczeń.

                    > 3. Bo rodzice tez się wychowali na klatce i nie widza w tym nic
                    > nadzwyczajnego?

                    Ale tu nie chodzi o rodziców tylko o dzieci. To te dzieci z jakichś powodów wolą przebywać na klatce niż we własnym mieszkaniu i pokoju.

                    > Gry w karty na klatce.

                    Czy nie można tego robić we własnym pokoju?
                    Oczywiście nie, bo trzeba by się o to zapytać rodziców i liczyć się z odmową.

                    > Ganianie do zmierzchu po podwórku.Latanie z
                    > nożem podczas gry w pikuty, państwa-miasta.Podchody na pobliskich
                    > łąkach pełnych krzalunowych zboczeńców.Inne czasy...nawet zboczeńcy znajomi byli.I ja...wychowana na podwórkusmile)))

                    Mylisz aktywne spędzanie czasu (mocno uzależnione od warunków pogodowych), z bezsensownym wystawaniem po klatkach. Szczególnie wieczorami, albo w słotne dni.

                    Moi znajomi nigdy nie krępowali się wpaść do mnie. Zamiast grać w karty, czy później w gry RPG na klatce woleliśmy, to robić u mnie. Bo czuliśmy się swobodnie.
                  • z_mazur Re: Bez przesady 30.01.08, 01:15
                    sylwiamich napisała:

                    > Myślimy...w każdym razie ja...że mogą z xco najmniej trzech powodów
                    > zupełnie innych niz przyjęta w domu zasada pytania się czy mogą ich
                    > odwiedzić znajomi.

                    Nie pisałem tylko o pytaniu się o możliwość odwiedzin znajomych, tylko w ogóle o czucie się w swoim pokoju jak u siebie, a decydowanie o tym kto i kiedy mnie odwiedza w moim pokoju jest jednym z elementów tego czucia się jak u siebie.


                    > 1.Bo rodzice nie mają już nic do powiedzenia.

                    Oczywiście, bo wcześniej prowadzili wychowanie na zasadzie stosowania nakazów i zakazów. Z takimi rodzicami to już nawet gadać się nie chce, tylko wychodzi się z domu.

                    > 2.Bo rodzice mają wszystko w dupie.

                    Jak wyżej. Mylisz życzliwe zainteresowanie z narzucaniem ograniczeń.

                    > 3. Bo rodzice tez się wychowali na klatce i nie widza w tym nic
                    > nadzwyczajnego?

                    Ale tu nie chodzi o rodziców tylko o dzieci. To te dzieci z jakichś powodów wolą przebywać na klatce niż we własnym mieszkaniu i pokoju.

                    > Gry w karty na klatce.

                    Czy nie można tego robić we własnym pokoju?
                    Oczywiście nie, bo trzeba by się o to zapytać rodziców i liczyć się z odmową.

                    > Ganianie do zmierzchu po podwórku.Latanie z
                    > nożem podczas gry w pikuty, państwa-miasta.Podchody na pobliskich
                    > łąkach pełnych krzalunowych zboczeńców.Inne czasy...nawet zboczeńcy znajomi byli.I ja...wychowana na podwórkusmile)))

                    Mylisz aktywne spędzanie czasu (mocno uzależnione od warunków pogodowych), z bezsensownym wystawaniem po klatkach. Szczególnie wieczorami, albo w słotne dni.

                    Moi znajomi nigdy nie krępowali się wpaść do mnie. Zamiast grać w karty, czy później w gry RPG na klatce woleliśmy, to robić u mnie. Bo czuliśmy się swobodnie.
                    • sylwiamich Re: Bez przesady 30.01.08, 07:50
                      Na czucie się w domu ma wpływ bardzo dużo czynników.Trochę za bardzo
                      to uprościłeś.Z Twojej wypowiedzi wynika że jednym z nich moze być
                      przyjęta w domu zasada pytania o możliwość przyprowadzenia
                      gości.Zasadę tę przyczepiłeś do karno-zakazowego systemu
                      wychowawczego.Dość pochopie.
                      jesli chodzi o błędy wychowawcze...mogę się wypowiedzieć
                      autorytatywnie.Z efektami tych błędów mam do czynienia na codzień
                      zawodowo.I tak:
                      1.System zakazowo-karny.Szczerze mówiąc niewiele miałam wspólnego z
                      takimi dzieciakami.Być może lądują w szpitalach
                      psychiatrycznych.Pewnie mają potem wielkie problemy w związkach z
                      innymi ludżmi.
                      Częściej miałam do czynienia z podobnym, ale różnym systemem
                      przemocowym.Rodzic nia ma konkretnego systemu.Nakazy i zakazy sa
                      bardzo płynne i uzależnione od nastroju.Nie bez powodu.System ten
                      opiera się na przemocy.Rodzic lubi się z nęcać.Brak jasnych reguł mu
                      to umożliwia.Najczęściej jest to przemocowy ojciec.Bardzo często
                      alkoholik.W takiej rodzinie jest tez matka.Silnie podporządkowana,
                      stojąca zawsze po stronie ojca.Lub oszukująca ojca, kryjąca
                      dziecko.Matka która chcąc dziecku wynagrodzić życie z tatusiem
                      chołubi dziecko, tłumaczy je zawsze.Matka bez wymogów i norm.
                      2.System głaszcząco-luzacki.
                      Rodzic stara sie być dla dziecka rówieśnikiem, ewentualnie traktuje
                      dziecko nieadekwatnie do wieku...czyli stawia zaniżone wymagania lub
                      ich w ogóle nie ma.Tacy rodzice najczęściej kłamią szkołę, inne
                      osoby w sprawie zachowania dzieci.Oni nie mają z dziećmi
                      kłopotów...bo ich nie widzą.Lub uważają że młodzież juz tak ma.Że
                      musi się wyszaleć.Dziecko jest zawsze usprawiedliwione i zrozumiane
                      przez rodzica.
                      Takie dzieci uciekają z domu bo maja pozwolone na wszystko.Riodzic
                      nie jest autorytetem.Lub dlatego, że są maminsynkami, tępionymi
                      przez rowieśników.Uciekają ze szkoły...bo dostają w dupę.Potem chcą
                      sie wczesać w środowisko silniejszych i popełniają czyny świadczące
                      o demoralizacji.

                      Chyba za duzo piszę...smile
                      Zakazy i nakazy muszą być.Ograniczają świat dziecka, stawiają
                      płoty.I tak jak w przypoadku małego dziecka będzie to kojec, tak w
                      przypadku nastolatka teren zagrodzony musi być
                      większy.Niekonsekwencja, niepewność w roli rodzica, wachania i
                      niespójnośc norm i zasad (trzeba je zmieniać, mamy prawo zmiany
                      złych zasad), przegięcia w stronę restrykcji lub głaskania, złe role
                      w rodzinie (rodzic jako rówieśnik, dziecko jako rodzic, itd)...duzo
                      tego.Pomiędzy...cała paleta zachowań uważanych jako
                      normalne.Normalne jest że w jednych domach trzeba się mamy zapytać
                      czy moga przyjść rówieśnicy, gdy rówieśnicy przychodzą bez
                      zapowiedzi.I jeszcze jedno....i tak nie wiemy jak uda sie nam te
                      nasze dzieci wychować.Gdyby było to takie proste...wystarczyłby
                      jeden mądry podręcznik.A ja widzę że są dzieci potrzebujące
                      przytulania i głasków.A innne działają dobrze w systemie bardzo
                      zakazowym.
                      • sylwiamich Re: Bez przesady 30.01.08, 07:53
                        I jak zawsze przepraszam za błędy...ortograficznesmile))
                        • a.niech.to Re: Bez przesady 30.01.08, 07:59
                          Zrozumiałam zakodowane treści, więc przekaz uznaję za poprawny.smile)
                          • aron95 Blokersi 30.01.08, 08:29
                            tak się nazywają teraz takie " klatkowe dzieci" .
                            Prawda jest taka jesli nastolatek ma za każdym razem pytać rodzica czy do niego
                            może ktoś przyjść to wybiera klatkę bo tam nie musi pytać .
                            A lepiej dziecko mieć w domu z kolegami niż włóczące się niewiadomo gdzie .
                            • z_mazur Re: Blokersi 30.01.08, 08:36
                              Łoł, Aron jaka zgodność. smile
                              • sylwiamich Re: Blokersi 30.01.08, 08:44
                                Rozumiem że Ci co się w domu muszą pytać czy moga do nich pzryjśc
                                goście, nie muszą się pytać czy moga z domu sobie wyjść.Cudowna,
                                męska logikasmile)))
                                • z_mazur Re: Blokersi 30.01.08, 08:48
                                  Oczywiście, że często się nie muszą pytać.
                                  I tu nie chodzi o pytanie, tylko o poczucie nastolatka, że w swoim
                                  pokoju jest u siebie, z wszysktimi tego pożytkami i konsekwencjami.
                                  • sylwiamich Re: Blokersi 30.01.08, 08:52
                                    I o tym mówię od poczatku.O zbytnim uproszczeniu.Bo można się czuć
                                    dobrze w domu nawet pomimo pytania o odwiedziny.A można się czuć żle
                                    pomimo zgody danej z góry.
                                    A dlaczego blokersi nie siedzą w domu?
                                    Bo za mało tam obcych dzieciaków a MP4 i komórkamismile))
                                    • aron95 Re: Blokersi 30.01.08, 09:00
                                      Blokersi to grupa , potrafią działac jedynie w grupie
                                      wyrośli na zakazach i przeciw tym zakazom się buntują .
                                      A sami od siebie co potrafia ?
                                      Jeśli za młodu nauczysz decydowac o własnym życiu tak to życie
                                      człowiek przejdzie . Inaczej będzie szukał tego, co mu powie jak ma żyć
                                      Teraz mama , później inny ale zawsze ktoś .
                                      • sylwiamich Re: Blokersi 30.01.08, 09:15
                                        Ilu znasz blokersów Aron?Ja ich poznałam około 100.Niektórych dość
                                        dobrze, innych słabiej.Mam dostęp do ich akt.Znam ich
                                        rodziny.Rozmawiam z matkami, ojcami, ich kuratorami, z nimi.
                                        Upraszczasz.Nieprzyzwoicie.
                                        • sylwiamich Re: Blokersi 30.01.08, 09:22
                                          Wiesz przeciwko czemu oni się buntują?
                                          Przeciwko całemu niesprawiedliwemu światu dorosłych>nie szanują
                                          zakazów i nakazów...bo nic w zamian nie mogą się spodziewać.Dopóki
                                          sa bezkarni, mogą lać na te wszystkie ograniczenia które w ich
                                          ocenie są skierowane przeciwko nim.Ograniczają tylko biednych, aby
                                          bogaci mogli czuć się dobrze.A biedny pozostanie biednym....bo bieda
                                          jest dziedziczona.I widzą że ich rodzice nie mają nic.Że ojciec
                                          pije, a matka jest styrana.I to wzbudza w nich pogardę i bunt
                                          • burza4 Re: Blokersi 30.01.08, 11:38
                                            ja mam nieodparte wrażenie, że ci "klatkowcy" to dzieci rodziców,
                                            którzy mają głęboko w tyłku co porabiają ich dzieci. I absolutnie
                                            nie ma to związku z biedą, czy tym, co zwykliśmy byli określać
                                            mianem patologii. Moja córka parę lat wstecz ciskała się, że nie
                                            może po zmroku wybywać z domu, jej 12-letnie kolezanki po nią
                                            przychodziły nawet o 21.30... jak dla mnie - nie jest to pora na
                                            spacery latorośli w tym wieku.

                                            a co do odwiedzin - moja córka może przyjmować gości; z tym że wie,
                                            że preferowany czas to godziny do naszego powrotu z pracy. Potem
                                            chcę mieć szeroko pojęty spokój i nie przejmować się obecnością
                                            obcych w domu.

                                            PS.1. zasady przymowania gości są jasne i klarowne dla dorosłych
                                            domowników. Oczywiste jest, że się uprzedza o czyjejś wizycie. Tym
                                            bardziej nie widzę powodu, żeby dzieci w tym względzie miały jakąś
                                            specjalną taryfę. Jako rodzice - powinniśmy im przekazać wiedzę o
                                            ogólnie przyjętych normach w zachowaniu - np. tym że nie dzwoni się
                                            po 22-giej, nie przychodzi się bez uprzedzenia, nie wydziera pod
                                            oknami itp.

                                            PS.2. W żadnym miejscu w którym mieszkałam nie było możliwości,
                                            żeby goście córki mogli się przemknąć do jej pokoju nie zahaczywszy
                                            o strefę wspólną.
                                            • z_mazur Re: Blokersi 30.01.08, 12:14
                                              Nie chodzi o przemykanie się przez strefę wspólną, tylko o
                                              naruszanie ewentualne Twojej strefy prywatnej. Czyli np. przejściowy
                                              pokój.

                                              To że ktoś przemknie przez przedpokój, albo skorzysta z toalety dla
                                              mnie nie jest naruszeniem mojej prywatności w momencie gdy ja
                                              zajmuję się swoimi sprawami w swoim pokoju.

                                              Skoro po zmroku nie mogła przebywać poza domem, a po Twoim powrocie
                                              z pracy nie mogła przyjmować gości, bo Ty wymagasz szeroko pojętego
                                              spokoju, to w okresie od listopada do lutego Twoje dziecko musiało
                                              spędzać całe dnie samo w domu. Szczerze mówiąc współczuję mu.
                                              • burza4 Re: Blokersi 30.01.08, 12:44
                                                z_mazur napisał:

                                                > To że ktoś przemknie przez przedpokój, albo skorzysta z toalety
                                                dla > mnie nie jest naruszeniem mojej prywatności w momencie gdy ja
                                                > zajmuję się swoimi sprawami w swoim pokoju.

                                                u mnie zawsze salon był widoczny, otwarty, bez możliwości
                                                odgrodzenia. I dla mnie kwestia prywatności zaczyna się od tego, że
                                                muszę swoje zachowania podporządkować temu, żeby ktoś obcy nie
                                                widział, że np. leżę w ulubionym, acz obszarganym dresie na kanapie,
                                                siedzę z maseczką kosmetyczną czy jem kolację czytając książkę.
                                                Muszę kontrolować to co mówię do męża, bo czasem te rozmowy słychać
                                                itp... jest to krępujące.
                                                >
                                                > Skoro po zmroku nie mogła przebywać poza domem, a po Twoim
                                                powrocie > z pracy nie mogła przyjmować gości, bo Ty wymagasz
                                                szeroko pojętego > spokoju, to w okresie od listopada do lutego
                                                Twoje dziecko musiało > spędzać całe dnie samo w domu. Szczerze
                                                mówiąc współczuję mu.

                                                moje zasady nie muszą ci się podobać. Młoda tak sobie ustawiła
                                                dzień, że wieczorami zabiera się za naukę, więc brak wizyt jej nie
                                                przeszkadza. Na marginesie - przy takiej ilości zajęć jakie obecnie
                                                mają nastolatki, nie ma zbyt wiele czasu na życie towarzyskie...
                                                druga kwestia - specyfika czasów, np. znajomi z liceum córki są z
                                                najróżniejszych dzielnic - i jeśli chcą się spotkać, to idą gdzieś
                                                od razu po lekcjach, a nie odwiedzają w domach.

                                                Zresztą jak wspomniałam - są to ZALECENIA, a nie bezwzględny zakaz.
                                                Bywa, że ktoś wpadnie, ale nie jest to norma. Na marginesie - z
                                                pracy wracam około 19-tej albo i później, więc na życie towarzyskie
                                                młoda ma wystarczającą ilość czasu.
                                                • anja_pl moje zdanie 30.01.08, 13:06
                                                  burza4:
                                                  nie musisz się tłumaczyć nikomu z tego w jaki sposób i jakie
                                                  ustalasz zasady w swoim domu.
                                                  To jest twój dom i twoje dzieci.
                                                  Wkurzają mnie osoby, które nie mieszkaja na codzień z dziećmi, a
                                                  wymądrzają się jakby przynajmniej 100 wychowały.

                                                  Zasady jakie by nie były musza być zrozumiałe i przestrzegane,
                                                  zarówno przez rodziców jak i przez dzieci.

                                                  Porównywanie nizapowiedzianej wizyty ex a wizytą koleżanek czy
                                                  kolegów jest wielkim nieporozumienem.

                                                  e07:
                                                  Ex to w końcu dla nas obcy - alien - kosmita i jego wizyty powinny
                                                  być ustalone odpowiednio wcześniej, by np. "wybyć" z domu. Można
                                                  ustalić stały grafik kiedy przychodzi i zabiera dzieci. A jak ma
                                                  zamiar siedzieć w domu, to ustalenie tego wcześniej jest warunkiem
                                                  koniecznym do otworzenia drzwi.
                                                  Gadanie, że to jego mieszkanie to można sobie puścić mimo uszu. Nie
                                                  mieszka tam przecież.
                                                  Nikt wynajmujący mieszkanie, nie odwiedza lokatorów bez uprzedniego
                                                  zawiadomienia.
                                                  Jedyna być może różnica między lokatorami a tobą to to, że byc może
                                                  z lokatorami jeszcze "nie sypiał". Sorry, że tak mocno, ale mam
                                                  wrażenie, że niektórym trzeba mocno między oczy...

                                                  moje dzieci zawsze pytają czy mogą wyjść, czy mogą zaprosić
                                                  znajomych, mieszkamy razem, szanujemy się, troszczymy o siebie - po
                                                  prostu kochamy się,
                                                  i z tego wszytkiego wynika obowiązek informowania innych o swoich
                                                  planach,

                                                  z powodu tej miłości i zarazem odpowiedzialności trudno porównywać
                                                  wizyty exa z wizytami kolegów,
                                                  wizyty exa - powinien on sam
                                                  wizyty kolegów - nasze latorośle
                                                  • aron95 Re: moje zdanie 30.01.08, 13:38
                                                    anja_pl napisała:


                                                    > Wkurzają mnie osoby, które nie mieszkaja na codzień z dziećmi, a
                                                    > wymądrzają się jakby przynajmniej 100 wychowały.


                                                    kurna mazur to chyba do Ciebie
                                                    Jakby co pomogę .
                                                    >

                                                    > Porównywanie nizapowiedzianej wizyty ex a wizytą koleżanek czy
                                                    > kolegów jest wielkim nieporozumienem.

                                                    Jest normalne , bo ojciec dziecka powinien być ponad kolegów i dla dzieci byc
                                                    kimś ważniejszym od tychże . Skoro kolega może przyjść to dlaczego drugi rodzic
                                                    ma być dyskryminowany i coś ustalać (z dzieckiem tak a dziecko z nami -owszem ).



                                                    >
                                                    > e07:
                                                    > Ex to w końcu dla nas obcy - alien - kosmita i jego wizyty powinny
                                                    > być ustalone odpowiednio wcześniej, by np. "wybyć" z domu. Można
                                                    > ustalić stały grafik kiedy przychodzi i zabiera dzieci. A jak ma
                                                    > zamiar siedzieć w domu, to ustalenie tego wcześniej jest warunkiem
                                                    > koniecznym do otworzenia drzwi.
                                                    > Gadanie, że to jego mieszkanie to można sobie puścić mimo uszu. Nie
                                                    > mieszka tam przecież.
                                                    > Nikt wynajmujący mieszkanie, nie odwiedza lokatorów bez uprzedniego
                                                    > zawiadomienia.
                                                    > Jedyna być może różnica między lokatorami a tobą to to, że byc może
                                                    > z lokatorami jeszcze "nie sypiał". Sorry, że tak mocno, ale mam
                                                    > wrażenie, że niektórym trzeba mocno między oczy...
                                                    >
                                                    > moje dzieci zawsze pytają czy mogą wyjść, czy mogą zaprosić
                                                    > znajomych, mieszkamy razem, szanujemy się, troszczymy o siebie - po
                                                    > prostu kochamy się,
                                                    > i z tego wszytkiego wynika obowiązek informowania innych o swoich
                                                    > planach,
                                                    >
                                                    > z powodu tej miłości i zarazem odpowiedzialności trudno porównywać
                                                    > wizyty exa z wizytami kolegów,
                                                    > wizyty exa - powinien on sam
                                                    > wizyty kolegów - nasze latorośle
                                                    >
                                                    >
                                                  • anja_pl Re: moje zdanie 30.01.08, 14:13
                                                    > Jest normalne , bo ojciec dziecka powinien być ponad kolegów i dla
                                                    dzieci byc
                                                    > kimś ważniejszym od tychże . Skoro kolega może przyjść to dlaczego
                                                    drugi rodzic
                                                    > ma być dyskryminowany i coś ustalać (z dzieckiem tak a dziecko z
                                                    nami -owszem )

                                                    nie piszę, że ojciec dla dziecka nie powinien być ważniejszy od
                                                    kolegów, ale piszę, że o wizycie kolegów informuja mnie dzieci, a o
                                                    wizycie ex, POWINIEN ON SAM OSOBIŚCIE (może być sms)

                                                    dzieci nie mają prawa same decydować o wielu rzeczach, także o tym

                                                    prawo do decydowania o sobie, bez liczenia się z najbliższymi młody
                                                    człowiek uzyskuje wtedy, gdy:
                                                    1. jest pełnoletni wobec prawa czyli u nas skończone 18 lat,
                                                    2. utrzymuje się i mieszka samodzielnie,

                                                    jeśli nadal mieszka z rodzicami, musi się brać pod uwagę ich zadanie
                                                  • aron95 Re: moje zdanie 30.01.08, 22:56
                                                    anja_pl napisała:

                                                    >
                                                    >
                                                    > nie piszę, że ojciec dla dziecka nie powinien być ważniejszy od
                                                    > kolegów, ale piszę, że o wizycie kolegów informuja mnie dzieci, a o
                                                    > wizycie ex, POWINIEN ON SAM OSOBIŚCIE (może być sms)
                                                    >

                                                    Tak a najlepiej gdyby podanie napisał .


                                                    > 1. jest pełnoletni wobec prawa czyli u nas skończone 18 lat,

                                                    I w tedy ex nie będzie musiał pytać o możliwość zobaczenia pociechy ?

                                                    > 2. utrzymuje się i mieszka samodzielnie,

                                                    Wtedy to Ci odpłaci pięknym za nadobne ;
                                                    Kochana mamo chcesz zobaczyć wnuki napisz podanie .


                                                    >
                                                    > jeśli nadal mieszka z rodzicami, musi się brać pod uwagę ich zadanie

                                                    I owszem ale dziecka racje też trzeba mieć na uwadze
                                                    >
                                                    >
                                                  • anja_pl aronie 31.01.08, 14:53
                                                    przeginasz całkowicie, mam wrażenie, że nie czytasz uważnie

                                                    > Tak a najlepiej gdyby podanie napisał

                                                    czy gdziekolwiek napisałam o podaniu, chyba, że twoje sms'y są
                                                    podaniami wink
                                                    jeśli tak, ok, rozumiem twój punkt widzenia,

                                                    > I w tedy ex nie będzie musiał pytać o możliwość zobaczenia
                                                    pociechy ?

                                                    problemem nie jest widzenie się z dziećmi, tylko OBOWIĄZEK
                                                    powiadamiania osób mieszkających wspólnie, o tym, że ex przyjdzie,
                                                    mój ex nie ma wstępu do mojego domu, a dlaczego? powinien wiedzieć,

                                                    jak dzieci chcą, mogą się z ex'em spotykać, tylko mu na tych
                                                    spotkaniach nie zależy....

                                                    > Wtedy to Ci odpłaci pięknym za nadobne ;
                                                    > Kochana mamo chcesz zobaczyć wnuki napisz podanie .

                                                    jak będę babcią, na pewno najpierw umówię się z moimi dziećmi, zanim
                                                    przyjdę wnuki oglądać,

                                                    a możesz mi wytłumaczyć gdzie to "nadobne", za które dzieci mi mają
                                                    zapłacić "pięknym", bo jakoś nie widzę?
                                                    jest to sprawa między mną a ex'em, a nie mna i dziećmi

                                                    > I owszem ale dziecka racje też trzeba mieć na uwadze

                                                    a gdzieś napisałam, że od razu bez zastanowienia mówię
                                                    dzieciom :"NIE" ?
                                                  • aron95 Re: aronie 02.02.08, 14:05
                                                    anja_pl napisała:

                                                    > przeginasz całkowicie, mam wrażenie, że nie czytasz uważnie
                                                    >
                                                    Czytam po dwa razy

                                                    > > Tak a najlepiej gdyby podanie napisał
                                                    >
                                                    > czy gdziekolwiek napisałam o podaniu,

                                                    Sam dodałem , taka moja interpletacja



                                                    > mój ex nie ma wstępu do mojego domu, a dlaczego? powinien wiedzieć,
                                                    >
                                                    > jak dzieci chcą, mogą się z ex'em spotykać, tylko mu na tych
                                                    > spotkaniach nie zależy....

                                                    A jak się ma spotykać z dziecmi jak nie ma wstępu do nich ?
                                                    Możesz się spotkać z nimi tylko nie wolno Ci przyjść do nich !
                                                    O RZESZ !!!

                                                  • sylwiamich Re: aronie 02.02.08, 14:37
                                                    ...anja pewnie ma jakies powody dla których jej mąż nie ma wstepu do
                                                    domu.Musi mieć.No chyba że się założy, że jej prywatne anse są
                                                    ważniejsze od dobra dzieci.
                                                    A ojciec może się z dziećmi kontaktować zabierając je
                                                    gdziekolwiek...choćby do siebie, do kina, na spacer.Może z nimi
                                                    wyjeżdżać na wakacje.No chyba że nic nie może.Anju....?
                                                  • aron95 Re: aronie 03.02.08, 10:13
                                                    Powody powodami a dzieci dziećmi i możliwość przyjęcia ojca w swoim pokoju
                                                    powinny mieć . ania tyle tu jest i powinna o tym wiedzieć że takie
                                                    zacietrzewienie do niczego nie doprowadzi .
                                                    Dzieci ojca będą mieć jednego i tego nie zmieni .

                                                    Mnie się wydaje że ten ojciec nic nie może .
                                                    Ania jak to jest ????
                                                  • anja_pl sylwia 03.02.08, 13:34
                                                    dzieci mają własne komórki, ja mam także, nr telefonu stacjonarnego
                                                    nie zmieniałam, wystarczy chęć ze strony ex, aby sie z nimi spotkać,
                                                    mogę mu dzieci w dowolny punkt miasta zawieźć, może po nie
                                                    przyjechać i zadzwonić do drzwi,
                                                    nigdy nie broniłma dzieciom spotkań z ojcem,
                                                    ostatnio widziały go 21 lub 22 grudnia, u teściów,
                                                    i miało to być spotkanie na podzielenie opłatkiem złożenie życzeń
                                                    itp,
                                                    dzień wcześniej córa nie zdążyła, chociaz uprzedzała ojca, że ma
                                                    dłużej zajęcia w szkole, nie potrafił poczekać, miał coś
                                                    zaplanowane... a miał mieć czas tylko dla nich,
                                                    szkoda gadać, następnego znalażł chwilę na spotkanie,
                                                    a młodej tak zależało, by z nim porozmawiać...

                                                    co do wakacji:
                                                    w ubiegłym roku na pytanie czy planuje coś dla dZieci, jakieś
                                                    współne wyjście, o wyjeździe nawet nie myślałam, dostałam odpowiedź
                                                    pełną agresji i złości, oczywiście dla dzieci czasu nie miał...

                                                    to tyle
                                                  • anja_pl Re: aronie 03.02.08, 13:22

                                                    aron95 napisał:

                                                    > >
                                                    > > czy gdziekolwiek napisałam o podaniu,
                                                    >
                                                    > Sam dodałem , taka moja interpletacja

                                                    jest to twoja nadinterpretacja i na dodatek wynikające z bardzo złej
                                                    woli, złośliwa, obrażające nie tylko mnie, ale także inne osoby
                                                    będące w podobnej sytuacji,

                                                    w takiej sytuacji nie ma mozliwości rzeczowej dyskusji
                                                    EOT aron
                                                  • aron95 Re: aronie 03.02.08, 14:11
                                                    anja_pl napisała:


                                                    >
                                                    > jest to twoja nadinterpretacja i na dodatek wynikające z bardzo złej
                                                    > woli, złośliwa, obrażające nie tylko mnie, ale także inne osoby
                                                    > będące w podobnej sytuacji,
                                                    >

                                                    Nie aniu jest to interpretacja (znaczenie słowa )i nie wynika ze złośliwości
                                                    tylko z analizy tego co piszesz .
                                                    Nie sądzę abyś miala powody do obrażania sie a tym bardziej inne tu osoby . Nie
                                                    chciałem tu nikogo obrazić , jeśli- to przepraszam
                                                    Naprawdę zastanów się nad sobą bo jeżeli tak samo jak ze mną rozmawiasz z ex to
                                                    nigdy nie dojdziesz ładu i normalnych kontaktów .
                                                    Z prostej przyczyny z błahostek robisz problem .
                                                    Takie bicie piany o nic . Chcesz uchodzić za zasadniczą a prezentujesz zwykłe
                                                    nerwy ( delikatnie napiszę ).
                                                  • intrygantka1 Re: aronie 13.02.08, 20:55
                                                    aron95 napisał:

                                                    > anja_pl napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > >
                                                    > > jest to twoja nadinterpretacja i na dodatek wynikające z bardzo złej
                                                    > > woli, złośliwa, obrażające nie tylko mnie, ale także inne osoby
                                                    > > będące w podobnej sytuacji,
                                                    > >
                                                    >
                                                    > Nie aniu jest to interpretacja (znaczenie słowa )i nie wynika ze złośliwości
                                                    > tylko z analizy tego co piszesz .
                                                    > Nie sądzę abyś miala powody do obrażania sie a tym bardziej inne tu osoby . Nie
                                                    > chciałem tu nikogo obrazić , jeśli- to przepraszam

                                                    Aronie, czytam Cię i lepiej Ty nie rób żadnych analiz, bo trafiasz jak kulą w
                                                    płot, że tak powiem. I lepiej zastanów się Ty nad sobą, bo po kilku Twoich
                                                    postach wywnioskowałam, że liczy się dla Ciebie tylko Twoje zdanie. Nie jestem
                                                    rozwódką, nie mam dzieci i w zasadzie wątek mnie nie dotyczy. Ale wierz mi, po
                                                    każdym kolejnym przeczytanym Twoim poście, ręce mi opadają. Odnoszę wrażenie, że
                                                    jesteś jakiś... ograniczony?
                                                    > Naprawdę zastanów się nad sobą bo jeżeli tak samo jak ze mną rozmawiasz z ex to
                                                    > nigdy nie dojdziesz ładu i normalnych kontaktów .
                                                    > Z prostej przyczyny z błahostek robisz problem .
                                                    > Takie bicie piany o nic . Chcesz uchodzić za zasadniczą a prezentujesz zwykłe
                                                    > nerwy ( delikatnie napiszę ).
                                                  • z_mazur Re: moje zdanie 30.01.08, 14:14
                                                    Może do mnie, może nie. wink

                                                    Ja pisząc o tym tłumaczeniu się, opisuję swoje wrażenia z
                                                    dorastania, a nie moje metody wychowawcze.

                                                    Gdybym musiał się w wieku powiedzmy 17 lat opowiadać rodzicom z tego
                                                    kto i po co przychodzi do mojego pokoju, to pewnie bym w tym pokoju
                                                    zdecydowanie mniej przebywał. Koniec i kropka.
                                                    Dziwnym trafem jakoś moi znajomi bardzo chętnie wpadali do mnie,
                                                    przypuszczam, że właśnie dlatego, że nie czuli się jak intruzi, a ja
                                                    nie musiałem rozmowy na temat ewentualnych odwiedzin zaczynać (tak
                                                    jak wielu z nich) od słów: "spytam rodziców". Dla nastolatka
                                                    przyznanie się publicznie do konieczności uzyskania na coś
                                                    przyzwolenia rodziców jest potwornie krępujące.

                                                    W swoim mieszkaniu staram się czuć swobodnie (w pewnych granicach
                                                    oczywiście) i to odwiedzający mnie powinni się z tym godzić. Nie
                                                    widze nic niewłaściwego, że podczas niezobowiązujących odwiedzin
                                                    jestem ubrany w coś luźniejszego niż marynarka i krawat.
                                                  • sylwiamich Re: moje zdanie 30.01.08, 21:40
                                                    Systemy wychowawcze maja to do siebie że się sprawdzają w stosunku
                                                    do tego, konkretnego dziecka lub nie.
                                                  • crazyrabbit Re: moje zdanie 03.02.08, 13:46
                                                    > Wkurzają mnie osoby, które nie mieszkaja na codzień z dziećmi, a
                                                    > wymądrzają się jakby przynajmniej 100 wychowały.

                                                    Podpisuję pod tym dwiema króliczymi łapkami. I jeszcze próbują
                                                    oceniać innych. Ech..

                                                    Jeśli o mnie chodzi , to uważam , że nie przesadzasz.
                                                    Ja również nie lubię niezapowiedzianych wizyt i moi znajomi oraz
                                                    rodzina o tym wiedzą. Dla mojej córki , z którą mieszkam , jest to
                                                    naturalny stan rzeczy. Zawsze dostaję telefon czy sms , że przyjdą
                                                    do nas jej koleżanki. A ja też ją uprzedzam o wizytach moich
                                                    znajomych (łącznie z moim M.!).

                                                    Ex zawsze mnie uprzedza kiedy podjedzie i dla niego to także jest
                                                    normalny stan rzeczy. Nie śmiałby wejść niezaproszony do mojego
                                                    mieszkania , ale to wynika chyba z resztek szacunku jakie mamy wobec
                                                    siebie.
                                          • aron95 Re: Blokersi 30.01.08, 13:45
                                            sylwiamich napisała:

                                            Ograniczają tylko biednych, aby
                                            > bogaci mogli czuć się dobrze.

                                            Oprócz tego stwierdzenia , zresztą się zgadzam .
                                            Każdy biedny może być bogatym aby tylko chcial pracować a nie pierdział w stołek
                                            i ciągle narzekał że mu nikt nic nie daje
                                            • sylwiamich Re: Blokersi 30.01.08, 21:47
                                              aron95 napisał:

                                              > sylwiamich napisała:
                                              >
                                              > Ograniczają tylko biednych, aby
                                              > > bogaci mogli czuć się dobrze.
                                              >
                                              > Oprócz tego stwierdzenia , zresztą się zgadzam .


                                              Przedstawiam Ci świat widziany okiem dzieciaka spod klatki, nie
                                              mój.Tak więc ze mną nie dyskutuj.Co do drugiej części wypowiedzi

                                              "> Oprócz tego stwierdzenia , zresztą się zgadzam .
                                              > Każdy biedny może być bogatym aby tylko chcial pracować a nie
                                              pierdział w stołe
                                              > k
                                              > i ciągle narzekał że mu nikt nic nie daje


                                              mogę dodać:


                                              > Każdy zdradzony mógłby mieć wiernego partnera aby tylko chcial
                                              pracować nad związkiem a nie pierdział w stołek
                                              > i ciągle narzekał że mu nikt nic nie daje.

                                              Nieprawda....prawda?smile)
                                              Nikt z nas nie jest wyłącznym architektem swojego życia.
                                              • aron95 Re: Blokersi 30.01.08, 22:38
                                                A kto jest architektem naszego życia ?
                                                Zaniechasz działania nie masz pożytku z niego i na odwrót .
                                                Nawet gdy się poddajesz rozkazom zawsze masz inne możliwości .

                                                A z tą praca nad związkiem - Do tanga trzeba dwojga
                                                • sylwiamich Re: Blokersi 30.01.08, 22:47
                                                  To trochę tak jak z dekoracja wnętrzsmile))Zazwyczaj pokazuje sie jak z
                                                  5-pokojowego mieszkania stworzyć przytulna garsonierę dla młodego,
                                                  bezdzietnego małżeństwa. A jak z 1-pokojowej garsoniery stworzyć
                                                  mieszkanie dla 5-s-bowej rodziny to juz "ni chu...chu"smile))
                                                  Ale ja wierzę w Ciebie Aronku.Wierzę że zaraz podasz mi tu przepis
                                                  na intratny interes, który można zrobić bez inteligencji, bez
                                                  wykształcenia, bez kasysmile))
                                                  • aron95 Re: Blokersi 30.01.08, 22:58
                                                    Praca , praca i jeszcze raz praca
                                                  • sylwiamich Re: Blokersi 30.01.08, 23:01
                                                    No...w Biedroncesmile
                                                  • aron95 Re: Blokersi 30.01.08, 23:13
                                                    sylwiamich napisała:

                                                    > No...w Biedroncesmile

                                                    toseneda
                                                  • sylwiamich Re: Blokersi 30.01.08, 23:33
                                                    aron95 napisał:
                                                    > toseneda


                                                    To po czesku, czy zaszyfrowany przepis na ten interes?smile
                                                  • aron95 Re: Blokersi 31.01.08, 08:08
                                                    slang przygraniczny
                                                  • sylwiamich Re: To se ne wrati 31.01.08, 09:59
                                                    Taaa..tak jak "nikto ne ma doma"?smile)))
                                                  • ewa009 Re: Blokersi 31.01.08, 18:47
                                                    Praca, praca, praca, tak Aronie w latach kiedy My zaczynaliśmy trzeba było sie
                                                    napracować dosłownie na sukces ale teraz bez wykształcenia i kasy na początek
                                                    jak też polotu do kombinowania nic sie nie wskóra. Co z tego ,ze mam pomysły jak
                                                    ręce mi opadają bo aby wypaliło nikt nie da mi gwarancji a zus trzeba płacić sam
                                                    wiesz w jakiej wysokości i nikt nie pyta czy Cie stać. Ty Aronku jestes na
                                                    zupełnie innym etapie i nie jestes w stanie zrozumiec ludzi ,którzy musza wiazac
                                                    koniec z koncem. Pozdrawiam .
            • aron95 Re: O rzesz!! 29.01.08, 16:39
              burza ok
              dziecko uzgadnia z Tobą kiedy ma się spotkać z ex i to samo ex uzgadnia
              sobie z dzieckiem i w porządku
              Ja zwracam tylko uwagę że upokarzające jest prosić ex o spotkanie ze swoim
              dzieckiem
              • libra22 Re: O rzesz!! 29.01.08, 18:54
                Do kolegów i kolezanek dziecka nie ma się takiego stosunku emocjonalnego i nie ma relacji eks mąż - eks żona. Istnieje aspekt elementu kontroli i wchodzenia na cudze terytorium.
                Ustalać się powinno z racji wspomnianych przez jedną z dziewczyn: mamy różne plany związane z dzieckiem i czuwamy nad wypełnianiem związanych z nim tez obowiązków. Jak tata nagle wpadnie i dziecko zapomni o klasówce, a my o niej przypominamy to też wychodzimy na te złe. Żaden mądry rodzic nie powinien stawiać drugiego rodzica w sytacji gry w dobrego i złego policjanta.
                U mnie przez ostatni rok wytworzyła się sytuacja, że to ja prosze lub pytam eksa, czy weźmie syna na weekend, czy weźmie go w tygodniu, czyli jakby ja go proszę. Ostatnio zrezygnowałam z tego, bo mnie to zaczęło irytować. Ale nie ja stworzyłam sytuację, że to on się pyta, czy może spędzić z synem czas.
                A do przyjmowania eksa w domu odrzuciło mnie jego własne zachowanie: kładzenie się spać w moim łóżku i dawanie małemu grać na komputerze, zasiadanie przed telewizorem z nogami na kanapie, mówienie po swojej rodzinie, że wie iż ja kogoś mam, bo sprawdzał to w moim komputerze (kłamstwo, bo nie miałam wtedy nikogo, ale komputer faktycznie mógł mi przejrzeć) i grzebanie w mojej komórce. To nie jest ktoś komu mogę ufać, że zachowa się na pewnym poziomie po prostu.
              • e07 Re: O rzesz!! 30.01.08, 10:58
                Nie chodzi mi o proszenie o spotkanie. Chodzi o uzgadnianie wizyt w
                domu. Spotkania ppza domem dzieci z rodzicem mogą uzgadniać sobie
                sami i według mnie jest Ok. Choć od razu zaznaczam, że ja osobiście
                też też chcę wiedzieć, na jak długo eks je zabiera (np. czy szykować
                obiad) i dokąd (np. jak mają się ubrać).
                Moim zdaniem proszenie dzieci o konsultowanie wizyt znajomych we
                wspólnym domu uczy je szacunku do innych. Pokazuje, że należy liczyć
                się z ich potrzebami. Ja np. nie pozwalam moim dzieciom wystawania
                na klatce schodowej (przedłużające się, rozchichotane pożegnania
                nastolatek po wizycie), bo to może przeszkadzać innym lokatorom. Nie
                widzę w tym żadnego ograniczania wolności, raczej naukę podstaw
                kultury.
                • z_mazur Re: O rzesz!! 30.01.08, 11:21
                  Oczywiście masz prawo do takiego podejścia, ale IMHO nie jest ono
                  najlepsze, szczególnie w przypadku starszych nastolatków. Jak już
                  pisałem nie wyobrażam sobie, konsultować odwiedzin moich znajomych u
                  mnie z dzieckiem, jak i również nie wymagałbym takiego konsultowania
                  od dziecka.

                  Powiedzmy, 15 latek może przyjmować w swoim pokoju kogo chce ale w
                  godzinach do 20, w przypadku 17 latka mogłaby to być 21.
                  I tyle. Co tu konsultować? Co mają odwiedziny kolegi mojego dziecka
                  do tego, że ja sobie we własnym pokoju będę oglądał TV, albo robił
                  jakieś drobne prace domowe?

                  Co do relacji z rodzicem nie mieszkającym w domu, to wszystko wymaga
                  sporej ilości taktu i dopracowania reguł. Ja sobie po prostu nie
                  wyobrażam wizyty w domu mojej eks. Nie mam na to ochoty, nie czułbym
                  się tam swobodnie. Wolę wziąć dziecko do siebie lub na miasto.
                  • e07 Re: O rzesz!! 30.01.08, 11:36
                    No właśnie chodzi mi o tę ochotę i swobodne samopoczucie. A jeśli to
                    eks "gość" zawsze czuje się świetnie i nie ma żadnych zahamowań, a
                    eks "gospodarz" nie życzy sobie spotkań, to w imię czego ma to
                    znosić. Czy nie prościej i z szacunkiem dla obu stron jest to
                    uzgadniać?
                  • burza4 Re: O rzesz!! 30.01.08, 18:58
                    z_mazur napisał:

                    > I tyle. Co tu konsultować? Co mają odwiedziny kolegi mojego
                    dziecka > do tego, że ja sobie we własnym pokoju będę oglądał TV,
                    albo robił > jakieś drobne prace domowe?

                    Wiesz, np. mój były sąsiad nie miał stresu żeby otworzyć drzwi w
                    samych gaciach i siateczkowym podkoszulkusmile, ale to nie znaczy, że
                    inni też się nie krępują, z różnych względów. Począwszy od tego, że
                    np. po kilkunastu godzinach pracy mam ochotę wleźć do wanny i wyleźć
                    z łazienki w bieliźnie, albo że miałam w planach farbować sobie
                    odrosty, aż do tego, że mam w planach rozmowę z chłopem i wiem, że
                    nasza dyskusja będzie hmmm, ożywiona.

                    salon zawsze miałam otwarty, bez możliwości zamknięcia drzwi i
                    odgrodzenia się (i wg mnie to jest obecnie standard) - a przecież
                    tam właśnie toczy się wieczorne życie rodziny.

                    Tu bynajmniej nie chodzi o każdorazowe pozwolenie na odwiedziny, a
                    na informację podaną na tyle wcześnie, żeby móc w razie potrzeby
                    wprowadzić korektę planów. Dotyczy to WSZYSTKICH gości; babci,
                    wujka, kumpla, a tym bardziej byłego męża. Dom to terytorium, gdzie
                    przede wszystkim gospodarze mają się czuć swobodnie.

                    I chyba z własnymi dziećmi nie mieszkasz, skoro tak beztrosko
                    podchodzisz do tematu "może przyjmować w swoim pokoju kogo chce".
                    Właśnie doświadczenia z różnymi znajomymi córki kazały mi pewne
                    ograniczenia wprowadzić - bywało, że miłe towarzystwo myszkowało mi
                    po całym domu.
                    • ivone7 Re: O rzesz!! 30.01.08, 21:21
                      no wlasnie....te odrosty i ten dresik...i te porozrzucane zabaweczki
                      po pokoju, oraz balagan ktory mam sprzatnac w weekend...
                      naprawde krepuja mnie wizyty bez zapowiedzi...ale u mnie to idzie we
                      dwie strony...bo wychodze z zalozenia nie czyn innemu co tobie nie
                      mile...
                      • aron95 Re: O rzesz!! 30.01.08, 22:46
                        Bałagan ? młody ex zaciągnął do sprzątania- a dlaczego by nie ?
                        Mialem się kąpać i przyszla ex do mlodego , poszedłem się kąpać .
                        Na co miałem zwracac uwagę, że może mnie nago zobaczyć ?
                        15 lat widywała .
                        Jakieś dziwne są wasze problemy .
                        Tak jakbyście nagle chciały się ex podobać
                        • sylwiamich Re: O rzesz!! 30.01.08, 22:49
                          aron95 napisał:
                          > Na co miałem zwracac uwagę, że może mnie nago zobaczyć ?
                          > 15 lat widywała .

                          No to może Ciebie.Mój mąż wstydliwie spuszczał wzroksmile))
                          Teraz jak dla mnie byłaby to perwercha nie do wyobrażenia.
                        • ewa009 Re: O rzesz!! 31.01.08, 18:59
                          Tak Aronku zgadzam sie z Twoim zdaniem tylko jesli pozwolisz muszę Ci zwrócic
                          uwagę, ze tamci Eksowie przychodzą do nie swojego domu, dlatego tez np, esemes
                          zapowiadający przydałby sie.
                    • z_mazur Re: O rzesz!! 31.01.08, 07:43
                      > Dom to terytorium, gdzie
                      > przede wszystkim gospodarze mają się czuć swobodnie.

                      Oczywiście, to jest kwintesesncja tej dyskusji.
                      Tylko, że dla mnie nastoletnie dziecko ma parawie takie same prawa
                      jak ja. A czucie się swobodnie we własnym domu dla mnie obejmuje
                      również swobodę zapraszania (i wypraszania) do niego innych ludzi.
                      • sylwiamich Re: O rzesz!! 31.01.08, 09:56
                        I o tym Z-mazur cały czas mówimy.Swoboda to słowo mało
                        wymierzalne.Subiektywne raczej.Każda rodzina ma swój zespół
                        zachować, norm.I nie można powiedzieć że coś jest nienaturalne,
                        chore, restrykcyjne.Gdzie Twój relatywizm ?smile)))On powiniem istnieć
                        nawet wtedy gdy to inni postępują inaczej...
                        • z_mazur Re: O rzesz!! 31.01.08, 12:57
                          Ależ ja to przyjmuję, że te zasady są różne, ale chyba mam prawo
                          oceniać te zasady. Przecież nie piszę nigdzie co jest właściwe a co
                          nie, tylko jakie jest moje zdanie na ten temat.

                          Ja jestem istotą bardzo społeczną i stawianie mi jakichś
                          niezrozumiałych dla mnie i nieuzasadnionych (w moim mniemaniu)
                          granic w relacjach z innymi ludźmi (w tym przypadku z
                          równieśnikami), odebrałbym bardzo negatywnie i byłoby to pewnie
                          zarzewie ciągłego konfliktu.
                          • sylwiamich Re: O rzesz!! 31.01.08, 13:14
                            Poza Twoją oceną sytuacji masz gotowe róznież ewentualne skutki tych
                            zasad (uciekanie z domu do miejsc bardziej przyjaznych). Czyli w
                            ogóle nie bierzesz pod uwagę faktu pełnej akceptacji tychże
                            norm.Akcepratcji wynikającej z takiego, a nie innego wychowania.
                            Ciebie wychowywano na takich zasadach i dlatego są one Tobie
                            bliskie.Pewnie byłeś grzecznym chłopcem i nienadużywałeś.Może dzięki
                            temu miałeś wielu przyjaciół, co pozwoliło Ci nabyć pewności
                            siebie.A może otwartość Twojego domu jednak ma również złe
                            strony?smile))Jak wszystko w tym świecie....dwie strony medalu.
                            • aron95 Re: O rzesz!! 31.01.08, 14:16
                              oj sylwia otwartość domu na zasadzie że każdy przyjdzie i robi co chce
                              napewno nikomu nie wyjdzie na zdrowie
                              ale na zasadzie poszanowania gospodarza i jego przyzwyczajeń- tak
                              Do mnie zawsze koledzy mogli przyjść ja do nich , niektórych bez pukania ,czego
                              nie nadużywam
                      • burza4 Re: O rzesz!! 31.01.08, 13:49
                        z_mazur napisał:

                        > Oczywiście, to jest kwintesesncja tej dyskusji.
                        > Tylko, że dla mnie nastoletnie dziecko ma parawie takie same prawa
                        > jak ja. A czucie się swobodnie we własnym domu dla mnie obejmuje
                        > również swobodę zapraszania (i wypraszania) do niego innych ludzi.

                        no więc w tym aspekcie się zasadniczo różnimy. Dla mnie relacje
                        rodzic-dziecko (nawet nastoletnie) Z ZAŁOŻENIA nie są partnerskie.
                        I IMHO - nawet być nie powinny.
                        • aron95 Re: O rzesz!! 31.01.08, 14:23
                          burza4 napisała:


                          >
                          > no więc w tym aspekcie się zasadniczo różnimy. Dla mnie relacje
                          > rodzic-dziecko (nawet nastoletnie) Z ZAŁOŻENIA nie są partnerskie.
                          > I IMHO - nawet być nie powinny.

                          Do pewnego wieku należałoby pewną zależność zachować ale później taka
                          zależność może tylko pogarszać stosunki z dzieckiem .
                        • z_mazur Re: O rzesz!! 31.01.08, 14:23
                          > no więc w tym aspekcie się zasadniczo różnimy. Dla mnie relacje
                          > rodzic-dziecko (nawet nastoletnie) Z ZAŁOŻENIA nie są partnerskie.
                          > I IMHO - nawet być nie powinny.

                          No to mnie zaintrygowałaś. A jakie powinny być Twoim zdaniem?

                          Moim zdaniem ograniczenie wolności dziecka i nie traktowanie go jak
                          partnera powinno ograniczać się tylko i wyłącznie do sytuacji, w
                          których dziecko działa na własną szkodę, a i to też w sytuacjach
                          skrajnych, bo czasem nauka na własnych błędach również jest
                          potrzebna.
                          • anja_pl Re: O rzesz!! 31.01.08, 14:55
                            dzieci nie są partnerami dla rodziców,
                            chociażby dlatego, że nie ponoszą żadnej prawnej odpowiedzialności
                            za swoje czyny,
                            za ich zachowanie odpowiedzialni są rodzice
                          • chalsia Re: O rzesz!! 31.01.08, 15:39
                            > Moim zdaniem ograniczenie wolności dziecka i nie traktowanie go
                            jak
                            > partnera powinno ograniczać się tylko i wyłącznie do sytuacji, w
                            > których dziecko działa na własną szkodę, a i to też w sytuacjach
                            > skrajnych, bo czasem nauka na własnych błędach również jest
                            > potrzebna.

                            generalnie tak. Jednak należy to rozszerzyć, że dotyczy to także
                            sytuacji, gdzie nieograniczenie wolności dziecka działa na czyjąś
                            szkodę - np. moją.
                            Zakres wolności odpowiada zakresowi odpowiedzialności. MOgę uznać,
                            że moje dziecko nie musi się pytać, że ktoś może go odwiedzić - ale
                            tylko wtedy gdy odpowiedzialność dziecka jest na tyle duża, ze wiem,
                            że takimi niezapowiedzianymi wizytami nie będzie sprawiac mi
                            kłopotu - czyli sam będzie w stanie kolegom odmówić gosciny wiedząc,
                            że w danym momencie mnie to nie odpowiada.
                            Dziecko - nawet 25-cioletnie - nie będzie moim partnerem w
                            podejmowaniu decyzji dotyczących MOJEGO życia. Mogę wysłuchać jego
                            opinii ale brać jej pod uwagę nie muszę.
                            • burza4 Re: O rzesz!! 31.01.08, 17:38
                              generalnie zgadzam się z Chalsią, dodam jeszcze że dla mnie rzeczą
                              oczywistą jest to, że to raczej nastolatek będzie dostosowywał się
                              do mnie, a nie vice versa. Wypracowujemy kompromis w wielu
                              kwestiach, ale generalnie to rodzic ustala zasady w domu, a dziecko
                              póki tam mieszka, ma się im podporządkować - taki lajf.

                              partner z założenia - to ktoś mi równy - pod kątem m.in praw i
                              obowiązków. Z nastoletnim dzieckiem można rozmawiać i pewne rzeczy
                              ustalać jak z dorosłym, ale to nie oznacza partnerstwa.

                              Rodzic ma wychowywać, a nie być kumplem, w zakresie obowiązków ma
                              nie tylko wsparcie i miłość, ale co równie ważne - uczenie
                              właściwych zachowań, stawianie ograniczeń, wymagań, czy też zakazy.

                              co naturalnie nie znaczy, że programuje się życie dziecka i ingeruje
                              w każdy jego aspekt. W żadnym wypadku - ale póki sprawa nie zahacza
                              o mnie i moje sprawy. Nie mam pojęcia z kim spotyka się moja córka
                              po lekcjach, ale chcę wiedzieć kto i kiedy przychodzi do naszego
                              domu.

                              • z_mazur Re: O rzesz!! 31.01.08, 21:34
                                Nie chodzi o to czy dziecko jest, czy nie jest dla nas partnerem, ale o to, czy my go traktujemy jako partnera czy nie.

                                Zawsze można uciąć każdą dyskusję z dzieckiem krótkim: "bo ja tak sobie życzę", tylko czy to słuszna postawa? Moim zdaniem nie.

                                Podejście partnerskie oznacza po prostu szacunek dla drugiej strony.

                                Ja staram się zawsze traktować dziecko partnersko i taka postawa w konkretnym przypadku mojej córki przynosi bardzo wymierne korzyści. Jest asertywna, potrafi jasno wyrażać swoje oczekiwania, potrafi dyskutować i racjonalnie uzasadniać swoje stanowisko.

                                Nie przypominam sobie dyskusji, którą bym musiał z nią zakończyć stwierdzeniem "bo ja tak chcę, a Ty się masz podporządkować".

                                Nie rozumiem też stwierdzenia "jak z dorosłym". Dziecko jest człowiekiem i ja sprawy z nim załatwiam jak z człowiekiem, po prostu.
                                • chalsia Re: O rzesz!! 31.01.08, 22:39
                                  > Zawsze można uciąć każdą dyskusję z dzieckiem krótkim: "bo ja tak
                                  sobie życzę",
                                  > tylko czy to słuszna postawa? Moim zdaniem nie.
                                  >
                                  > Podejście partnerskie oznacza po prostu szacunek dla drugiej
                                  strony.

                                  oczywiście, zgadzam się. Co nie stoi w sprzeczności z wprowadzeniem
                                  zasady, że najpierw się goście zapowiadają. Bo to właśnie jest wyraz
                                  szacunku - dla gospodarza. Którym jest rodzic - nawet jeśli gośćmi
                                  są fumfle dziecka.
                                  • sylwiamich Re: O rzesz!! 31.01.08, 22:54
                                    Dziecko nie jest dla dorosłego partnerem.Może być jako partner
                                    traktowane w pewnych sytuacjach, zaleznych od:
                                    -wieku dziecka,
                                    -sytuacji
                                    -dojrzałości
                                    Gdy stwierdzamy że dalsza dyskusja i tłumaczenie nie ma sensu,
                                    możemy powiedzieć do dziecka...bo ja tak postanowiłam.Możemy
                                    powiedzieć: Zrobisz co chcesz, ale moje zdanie jest takie, a nie
                                    inne.
                                    Forme dobieramy w zależnośći od temperamentu naszego i dziecka oraz
                                    od sytuacji.
                                    Czasami dyskusja jest jałowa, ponieważ toczy się tylko po to, by
                                    sprawdzić na ile dziecko może sobie pozwolić.I kiedy Ciebie to
                                    wyprowadzi z równowagi.
                                  • z_mazur Re: O rzesz!! 31.01.08, 22:54
                                    No i tu tkwi różnica w naszym podejściu. IMHO jak przychodzi funfel dziecka, to dla niego dziecko jest gospodarzem. Z wszystkimi tego konsekwencjami, czyli zaopiekowaniem się gościem i odpowiedzialnością za jego zachowanie.

                                    Jak już pisałem, we współczesnych mieszkaniach i domach składających się z więcej niż jednej wspólnej izby odwiedziny u jednego z domowników niekoniecznie oznaczają to, że wszyscy domownicy uczestniczą w tej wizycie, więc prośba o zgodę na nią u tych pozostałych nie uczestniczących w niej jest dla mnie irracjonalna.

                                    Jeśli do mnie przychodzą znajomi niespecjalnie czuję się zobowiązany informować o tym dziecko, chyba że odwiedzają mnie rodzinnie z pociechą, z którą moje dziecko będzie spędzało czas. Podobnie nie wymagam od dziecka, żeby zapowiadało mi, że wpadnie do niego kumpel, czy koleżanka. No chyba, że chodzi o większą imprezę i zaanektowanie całego mieszkania.

                                    Jak dla mnie EOD
                                    • chalsia Re: O rzesz!! 31.01.08, 23:11
                                      > Jak dla mnie EOD

                                      no i świetnie.
                                      Ty masz swoją metodę i nie ma mocy by stwierdzić czy jest lepsza czy
                                      gorsza od mojej, Sylwii czy Burzy. Każdy ma swoją, ktora jemu i jego
                                      rodzinie pasuje. I tak ma być.
                                      Tylko, ze w tym wątku chciałeś nas przekonac do wyższości swojej
                                      metody. A niby czemu?
                                      Jeśli wypowiadasz się by opisać swoją to OK, ale przez pół tego
                                      wątku chcesz nas przekonać, że nasze metody są złe i zakończą się
                                      tym, ze nasze dzieci zostaną blokersami.

                                      Życzę Ci trochę więcej wiary w ludzi smile)
                                      • sylwiamich Re: O rzesz!! 31.01.08, 23:16
                                        To przeniosę wtedy dom do pracysmile))I wszytskie swoje dzieci będę
                                        miała w jednym miejscusmile)I te państwowe i te prywatne.
                                      • z_mazur Re: O rzesz!! 31.01.08, 23:22
                                        Wszędzie używałem zwrotów: IMHO, moim zdaniem, ja uważam.
                                        I oczywiście mam swoją opinię na temat autorytarnej metody wychowania, ale nie mam zamiaru nikogo przekonywać i nie to miały na celu moje posty.

                                        > Ty masz swoją metodę i nie ma mocy by stwierdzić czy jest lepsza czy
                                        > gorsza od mojej, Sylwii czy Burzy. Każdy ma swoją, ktora jemu i jego
                                        > rodzinie pasuje. I tak ma być.

                                        Oczywiście, powiedz to pobitemu dziecku przywiezionemu na pogotowie.

                                        > Życzę Ci trochę więcej wiary w ludzi smile)

                                        Mimo powtarzających się sytuacji nadwątlających tą wiarę, nie tracę jej.
                                        • sylwiamich Re: O rzesz!! 31.01.08, 23:27
                                          z_mazur napisał:
                                          > Oczywiście, powiedz to pobitemu dziecku przywiezionemu na
                                          pogotowie.


                                          Moje dzieci teraz śpiąsmile))
                                        • chalsia Re: O rzesz!! 01.02.08, 00:15
                                          No jednak chyba tracisz wiarę w ludzi, skoro imputujesz osobom
                                          mającym inną od Ciebie opinię, że wychowuja dzieci w stylu
                                          autorytarnym (włacznie z biciem dziecka).
                                          Być może nie wiesz ale takie coś nazywa się pomówieniem.
                                          • z_mazur Re: O rzesz!! 01.02.08, 07:26
                                            Nikomu niczego nie imputowałem. Ciekawe dlaczego wzięłaś to do
                                            siebie?

                                            Moje stwierdzenie było komentarzem do Twojej opinii, że każda
                                            rodzina ma swoje praktyki wychowawcze i KAŻDA taka praktyka jest tak
                                            samo dobra.
                                            • sylwiamich Re: O rzesz!! 01.02.08, 09:44
                                              z_mazur napisał:

                                              > Nikomu niczego nie imputowałem. Ciekawe dlaczego wzięłaś to do
                                              > siebie?

                                              Ależ imputowałeś.Od stwierdzenia że w domach gdzie jest zwyczaj
                                              uzgadniania wizyt brakuje szacunku do potrzeb dziecka. Ładnie
                                              przeszedłeś do autorytarnego stylu wychowania, by zakończyć na
                                              pobiciu.
                                              Można iść tym samym sposobem rozmowy i powiedzieć, że brak tego
                                              zwyczaju, to brak zinteresowania dzieckiem. Ładnie przejść do braku
                                              kontroli, by zakończyć na ćpaniu i prostytucji.
                                              Ale to nie o to chodzi.
                                              Chodzi o to, że właśnie demokratyczny (w przeciwieństwie do
                                              autokratycznego) styl wychowania zakłada dość szerokie spektrum
                                              zachowań uznawanych za akceptowalne. W takim środowisku można śmiało
                                              mówić o swoich poglądach i zasadach, nie bojąc się bycia narażoną na
                                              nagatywną OCENE (nie mylic z prezentacją własnego zdania) i
                                              ostracyzm.
                                              Szanuję Twoje normy.Nie uznaję ich za gorsze.
                                              • chalsia Re: O rzesz!! 02.02.08, 13:35
                                                Dzięki Sylwiamich za zrozumienie.
                                                Ja po prostu reaguję na objawy braku szacunku do ludzi, na
                                                szkalowanie ich, obrażanie. Czemu - bowiem uważam to za
                                                niesprawiedliwe.
                                                Stąd także moja reakcja kiedyś na określenie "cichodajki" w
                                                kontakście w jakim użył je Tri.
                                                • sylwiamich Re: O rzesz!! 02.02.08, 13:51
                                                  Ale to teraz takie niemodnesmile)
                                                  Reagować na chamstwo kierowane pod adresem innych.Kimkolwiek by oni
                                                  nie byli.Mam to samo.Nie potrafię obojętnie przejść obok bitego
                                                  dzicka, bo nie moje.I jeszcze z tego robić zaletę.
                                            • chalsia Re: O rzesz!! 02.02.08, 14:04
                                              > Moje stwierdzenie było komentarzem do Twojej opinii, że każda
                                              > rodzina ma swoje praktyki wychowawcze i KAŻDA taka praktyka jest
                                              tak
                                              > samo dobra.


                                              O NIEEEEE !!!!
                                              NIE napisałam, że każda praktyka wychowawcza jest dobra.
                                              Napisałam: "Każdy ma swoją, ktora jemu i jego rodzinie pasuje. I tak
                                              ma być."

                                              Więc mam prośbę - przeczytaj dobrze zanim skomentujesz.
                                              • z_mazur Re: O rzesz!! 02.02.08, 18:22
                                                No dobrze, a jeśli ktoś ma praktykę wychowawczą która jemu pasuje, ale już reszcie rodziny niebardzo... smile))

                                                Np. "zamknijcie się, bo jak zaraz przyleję. Człowiek we własnym domu spokoju nie może mieć".

                                                To też jakaś praktyka wychowawcza i pewnie stosującemu ją rodzicowi pasuje. Do pewnego stopnia nawet bardzo skuteczna.
                                                • sylwiamich Re: O rzesz!! 02.02.08, 18:38
                                                  Z-mazur...co się dzieje?To nie Twój styl....
                                                  Mówię czasami zamknijcie się.Czasami..że spokoju nie ma we własnym
                                                  domu.A czasami nawet tak że uszy boląsmile)
                                                  Nie jestem idealną mamą.Nie chcę taką być...nie potrafię.Popełniam
                                                  błędy.Czasami moje dzieci mi je wytykają.Czasami sama się na tym
                                                  łapię i przepraszam.Bo błędów nie popełnia ten co nic nie robi.Czy
                                                  jestem złą matką...moje dzieci mnie osądzą...albo ich rodziny.Ty do
                                                  tego nie masz prawa.
                                                  • z_mazur Re: O rzesz!! 03.02.08, 05:09
                                                    Ciekaw jestem na jakiej podstawie odmawiasz mi prawa do oceny?
                                                    To czy Ty się zgadzasz z moją oceną, czy nie, to już Twoja sprawa.
                                                    Ale prawo do wyrażania opinii mamy wszyscy.

                                                    Po drugie, opisałem dosyć teoretyczną sytuację w sposób bardzo ogólny i tą teoretyczną sytuację oceniałem, na dodatek odpowiadając Chalsi. Nie wiem na jakiej podstawie wzięłaś to do siebie.
                                                  • sylwiamich Re: O rzesz!! 03.02.08, 08:48
                                                    A słyszałeś coś na temat asertywności? Czyli takim prezentowaniu
                                                    własnego zdania, aby nie urazić innych?O prezentacji własnego zdania
                                                    korzystając z komunikatu "ja", nie "ty".Bo to jest juz opinią.
                                                    Piszesz że moją sprawą jest to, czy się zgadzam z Twoją, czy
                                                    nie.Równocześnie nie dajesz mi prawa oceny Twojej oceny.
                                                    Twoja dość teoretyczna sytuacja przedstawiona w sposób ogólny będąca
                                                    oceną dość teoretycznej sytuacji....poczytaj co
                                                    napisałeś...teoretyzującsmile))).Czemu odpisałam na Twój post
                                                    skierowany do Chalsi?
                                                    1.To jet forum.Z założenia odpowiadać mogą wszyscy.I tym się różni
                                                    prywatna rozmowa dwojga ludzi od rozmowy na spotkaniu wieloosobowym.
                                                    2.Z tego samego powodu z jakiego zareagowała Chalsia, gdy Tri nazwał
                                                    kobiety cichodajkami.
                                                    Wg jego oceny...reagują cichodajki.Więc pewnie moje dzieci są
                                                    ofiarami przemocy domowej.Dość prosty system drobnego manipulanctwa
                                                    mający zapewnić sobie bezkarność w obrażaniu ludzi.
                                                    A ja mam w nosie.Nawet jeśli mam być posądzona o cichodajstwo, o
                                                    przemocowy system wychowawczy...zaprotestuję.
              • burza4 Re: O rzesz!! 30.01.08, 11:09
                Aron95 - przecież eks NIE PROSI o spotkanie ze swoim dzieckiem, a
                właśnie USTALA dogodny dla wszystkich termin. Technicznie nie da się
                tego inaczej załatwić jak zadając pytanie.

                Nie demonizujmy.
    • ivone7 Re: Porozwodowy savoir-vivre 30.01.08, 16:47
      doskonale Cie rozumiem...ja tez bym chciala zeby ex mnie informowal,
      jesli spozni sie z mloda o godzine z powrotem do domu..a nie ja gnam
      na leb na szyje, wychodze od znajomych, czy ze sklepu...i potem
      siedze i czekam i sie denerwuje...
      prosze od 2 lat (sic!), zeby choc sms-em powiadomil ze sie
      spozni..przeciez o godzinie 19 wie ze nie zdazy na 19,30...dlaczego
      ktos szanuje tylko swoj czas...a gdybym ja o godz 16,59 zadzwonila
      ze bedziemy gotowe o 18...albo gdyby nie bylo nas w domu...to wtedy
      bylabym oskarzona o utrudnianie kontaktu ojca z dzieckie...i kto wie
      czy sprawy w sadzie bym nie miala...
      a tak ogolnie...ja tez zapowiadam sie jak do kogos ide..nie
      chcialabym kogos zastac w walkach na glowie..ani w sytuacji
      klopotliwej..nawet swoich rodzicow uprzedzam...
    • gotyk123 Re: Porozwodowy savoir-vivre 01.02.08, 00:35
      To ja może krótko. Od rozwodu minęło kilka lat. U mnie sprawa jest
      prosta : Z A W S Z E przed spotkaniem z dzieckiem (10 lat) dzwonię
      do mojej eks. Na S P O K O J N I E ustalamy czy i kiedy mogę się z
      małym zobaczyć. Przyjeżdżam, rzucam "cześć" mojej eks i jej
      partnerowi i idę do syna lub zabieram go ze sobą. Cała filozofia. Po
      prostu : trzeba do sprawy podejść bez negatywnych emocji. Niestety,
      rzeczywistość jest taka, że jedna lub druga strona (lub obie naraz)
      próbuje GRAĆ dziećmi. A to po prostu blędna uliczka. Tyle.
      • e07 Re: Porozwodowy savoir-vivre 03.02.08, 12:10
        Dla mnie to też takie proste... być powinno sad
    • e07 Re: Porozwodowy savoir-vivre 03.02.08, 12:23
      Ależ ta dyskusja urosła przez kilka dni!
      Naszła mnie taka refleksja, że metody wychowawcze w kwestii wizyt
      domowych są w dużm stopniu zależne od śmiałości, otwartości
      rodzica/ów i ich stosunku do podemowania gości w ogóle. Są osoby,
      które szczerze nie przejmuja się czyjąś obecnością i robią "swoje",
      nawet jak gość przyszedł do nich. Takim osobom pewnie nie będzie
      robić różnicy, czy i kiedy pojawią się goście dzieci, z eksem
      włącznie. Dla innych gość, to gość - ktoś kto wymaga innego niż
      zwykłe traktowania, cokolwiek to miałoby znaczyć. Dla takich osób
      szansa na przygotowanie się do wizyty jest bezcenna. Ot i tyle.
      Ja tylko dodam, że czasem marzę, żeby znajomi moich dzieci czuli się
      w moim domu bardziej sztywno, choćby tylko na tyle, żeby faktycznie
      siedzieli w pokojach dzieci smile
      • cleopa Re: Porozwodowy savoir-vivre 07.02.08, 09:08
        Tu nie chodzi o smialośc,wredote czy inne takie...mam sytuacje
        podobna jak autorka watku. Corka z rozpedu traktuje ojca jakby
        domownika.Z exem mam w sumie dobre uklady ja mu nie ograniczam
        kontaktów i moja corak sama z z nim ustala kiedy maja sie
        spotkać .Wyjatek przed swiętami -żadam dokladnych ustaleń!
        Ale...Ja do niego do mieszkanie nie chodzę.Nie wiem jak zyje. jakie
        ma meble,sprzet czy mieszka sam ,czy ma czysto ,czy ma cvos
        nowego,remont...itp...On przylazi i widzi wszystko to że kupilam
        nowa lodowke i komputer . To ze robie remont np w lazience..
        Ostatni zajrzal przy takiej wizycie do pokoju w ktorym siedzxialam
        i zaczął sie ze mna przekłócac o pieniądze ,ze on daje alimenty na
        córke ...a nie na mnie!! Wkurwil mnie!!!
        Do tego dochodzi ze mam faceta..i co?? On bedzie nas nachodzil??
        Rozwiódl sie ze mna to niech trzyma dystans i nie bywa na moim
        terytorium. Nie chce!!Moje zycie,moje mieszkanie i juz! Ja go nie
        nachodze !
    • skrzydlate Re: Porozwodowy savoir-vivre 13.02.08, 17:14
      miałam to samo, musiałam skorzystać z pomocy negocjacyjnej Komitetu Ochrony Praw
      Dziecka, bo doszła do tego przemoc, przychodził kiedy chciał, siedział ile
      chciał. Potem to się zmieniło. Ustalaliśmy, w końcu zrozumiał, ze to jest już
      mój dom i fakt że przebywają w nim wspólne dzieci nie oznacza że może sobie tu
      wchodzić jak tylko mu w duszy zagra.. Mam wrażenie że to rodzaj przemocy, takie
      upokarzanie i pokazywanie - widzisz, widzisz, co teraz będzie, ja ci pokaże,
      nawet jeśli nieświadome to jednak...
    • prawdziwy-hermann Re: Porozwodowy savoir-vivre 13.02.08, 18:35
      przestan biadolic i zachowuj po ludzku,przeciez ten czlowiek
      odwiedza dzieci,a nie Ciebie,to dlaczego mialby pytac Ciebie o
      zgode.Wasze dzieci nie sa Twoja wlasnoscia i nie podporzadkuj
      swojego kalendarza towarzyskiego wizytom ojca.Jak widac jestes
      klasyczna egoistka,chcesz abys byla jedyna wyrocznia dla
      dzieci,ktoryc chce odwiedzic ojciec.Nie powinien sie Ciebie wogole
      pytac,tylko dzieci,pewnie jestes zazdrosna,ze ma dobry kontakt z
      nimi.Zal mi Cie.
      • burza4 Re: Porozwodowy savoir-vivre 13.02.08, 20:45
        prawdziwy-hermann napisała:

        > przestan biadolic i zachowuj po ludzku,przeciez ten czlowiek
        > odwiedza dzieci,a nie Ciebie,to dlaczego mialby pytac Ciebie o
        > zgode.

        cholera, a mi się wydawało zawsze, że cżłowiek choć ździebko obyty z
        kulturą powinien o swoich wizytach uprzedzać... no i dlaczego niby
        tatuś MUSI przychodzić do domu byłej żony? utrzymuje kontakt z
        dzieckiem, ale nigdzie nie jest napisane, że z tego względu może się
        pakować tam, gdzie go nikt nie prosi.

        Wasze dzieci nie sa Twoja wlasnoscia i nie podporzadkuj
        > swojego kalendarza towarzyskiego wizytom ojca.Jak widac jestes
        > klasyczna egoistka,chcesz abys byla jedyna wyrocznia dla
        > dzieci,ktoryc chce odwiedzic ojciec.Nie powinien sie Ciebie wogole
        > pytac,tylko dzieci,pewnie jestes zazdrosna,ze ma dobry kontakt z
        > nimi.Zal mi Cie.

        jakie to żałosne, po prostu żałosne... W końcu po to się ludzie
        rozwodzą, żeby nie być pod jednym dachem.
      • maza15 Re: prawdziwy-hermann 13.02.08, 21:11
        Żal mi Cię.
        Masz pojęcie o czym piszesz?
    • dyderko Re: Porozwodowy savoir-vivre 15.02.08, 14:26
      Nie wyobrażam sobie sytuacji że ja sobie maseczkę kładę na twarz a
      tu do domu wchodzi mój były, bo jego dziecko, jego mieszkanie, jego
      prawo... Ja wprawdzie byłego z dłuższym stażem nie mam, tym bardziej
      takiego z którym miałabym dzieci ale jeśli mam cały dzień, będąc we
      własnym domu, się pilnować by być ubraną, być uczesaną i na nogach
      to to nie jest mój dom! To tak samo jakbym nie licząc się ze
      zbliżającym się ważnym egzaminem dziecka urządzała nocami głośne
      imprezy, bo mam prawo! Albo nie licząc się z dorastającą córką
      wprowadziłabym znienacka znajomego, a ona w koszuli pęta się po domu
      bo przyspała... Mając jakichkolwiek domowników trzeba się liczyć z
      ich planami i zdaniem sprowadzając jakichkolwiek gości ktokolwiek by
      to nie był!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka