Dodaj do ulubionych

Czy Wy też się baliście?

26.07.08, 19:34
Podjeliśmy z mężem decyzję o rozwodzie, mamy 7 letnią córkę. Powód
tej tecyzji u męża i u mnie jest rózny. ON twierdzi, że ja dałam mu
nieźle popalic przez 10 lat, a ja podejrzewałam go od roku o zdradę.
I okazało się że miałam rację, nie była to 1 zdrada ale cały ciąg,
znalazłm u niego drugi telefon a w nim 3 tel do agencji towarzyskich
i 2 numery do dziewczyn na telefon, sprawdziłam to. Poza tym
znalazłam u niego pudełko z wiagrą a w nim tylko 7 tabletek a
fabrycznie pakowane są po 100. Jestem pewna że ze mną nie używał.
Często jeździ służbowo do niemiec, tam też ma panienkę. Ostatnio był
w ciągu alkoholowym (a nie pił już 16 lat) wyjechał na tydzień, pił
cały czas, podejrzewam że były też dziewczyny, mąż ma dużo kasy a
ona wszystko załatwia. Przed tym wyjazdem pojechałam do niego do
biura, on tam spał pijany, zastałam na stole trawkę, świece, zielona
bransoletkę, balsam do ciała dla kobiet i brak jednej tabletki
wiagry.Czyli miał panienkę w nocy. Po powrocie do domu, wytrzeźwiał,
chciałam od niego wytłumaczenie-odpowiedział, żę nie ma z czego się
tłumaczyć, więc powiedziałam mu co wiem, uśmiechnął się głupio i
zapytał co zamierzam, ja odpowiedziałam że w tej sytuacji rządam
rozwodu. Nawet nie zaprotestował. Więc teraz szukam mieszkania,
pracy, w tym tygodniu wyprowadzam się do innego miasta. Pozostał mi
samochód wart ok 45.000zł, będzie dawał co miesiąc 2000 na dziecko i
wpłaci mi na konto 15.000. Uważam że to mało za moje upokorzenia,
cierpienie i rozpad rodziny którą tak kocham. Żyłam z nim na bardzo
wysokim poziomie. Dlaczego mam kupować małej tansze zabawki? Dlatego
że on woli te pieniążki wydać na dziwki? Męża też mimo wszystko
kocham ale wiem że muszę odejść bo on nawet nie próbuje przeprosić,
wyjaśnić, zatrzymać mnie. Twierdzi, że ja sobie wszystko wymyśliłam,
jestem wredna, trzymałam go na smyczy, nie dawałam swobody. Prawda
jest taka,że zrobiłam się taka w ciągu 9 miesięcy, kiedy zaczęłam go
podejrzewać. Ale strasznie się boję nowego życia, życia bez męża,
boję się że nie dam rady sama bez niego bo to on wszystkim się
zajmował. Kocham go bardzo ale wiem że nie mam innego wyjścia niż
odejść. Brak mi powietrza w płucach na myśl o przyszłości. W sądzie
nic od niego nie wywalczę bo wszystko ma przepisane na kolegę od
interesów, nawet konto w banku, nic nie jest na niego. A ja nawet
nie wiem jak zabrać się za rozwód. Napiszcie mi że dobrze robię,
podtrzymajcie mnie na duchu, powiedzcie że sobie poradzę. Bo
strasznie się boję.
Obserwuj wątek
    • mary171 Re: Czy Wy też się baliście? 26.07.08, 19:43
      Robisz dobrze i wiesz o tym. Radę sobie dasz, bokiazdy z nas daje. Ja też
      zrobiłam sie zazdrosna jak zaczełam podświadoie wyczuwać zecos jest nie tak.
      Masz jakąś pracę? Wsparcie rodziny? Acha moj synek też ma 7 lat. Rozwód był w
      lutym, z eksem mam dbry kontakt,wrcil do tamtej a ja nie żałuję niczego (ani
      mażeństwa ani rozwodu )
      • anka262 Re: Czy Wy też się baliście? 26.07.08, 20:03
        Aż mnie korci, żeby napisać to, co chciałaby powiedzieć Ci ponad
        połowa tego forum. Ale się powstrzymam...bo może przegnę, mam
        nadzieję ze ktoś mnie wyręczy. Np któryś z panów smile
        Każda i każdy z nas się bał i boi nadal. To strach jak cholera, bo
        chodzi o nasze dzieci. Tyle, że część z nas boi się co do gara jutro
        włoży, za co opłaci wynajem, żeby tylko dziecko nie zachorowało w
        tym miesiącu bo tatuś alimentów dał 250 zł, a nie o to czy zabawki
        będą z galerii czy z osiedlowego smyka.
        Ale cóż, współczujemy Ci, życzymy jak najlepszych rozwiąząń i jak
        najmniej problemów.
        • nicol.lublin Re: Czy Wy też się baliście? 26.07.08, 20:57
          a ja myślę, że czasem trudno nazwać to co siedzi w srodku i dlatego
          czasem jak już wyrzucimy coś z siebie jadąc na emocjach to wychodzi
          taki banał, że o kasę chodzi.
          ja chyba też miałam takie lęki (choć nie takie sumy - mąż płaci 500
          zł) bo po prostu inne trudno było nazwać.
          • alunea Re: Czy Wy też się baliście? 26.07.08, 21:16
            Źle mnie zrozumieliście, tu nie chodzi o pieniądze, mam 2 ręce i
            potrafię na siebie zarobić. Chodzi o to że nie wiem jak poradzić
            sobie bez jego obecności w tym moim nowym domu, który stworzę, bez
            jego opiekuńczych dłoni(jakie były kiedyś). Czym się zająć żeby nie
            myśleć co on robi w danej chwili, jak córce zająć popołudnie po
            powrocie ze szkoły, gdzie nikogo nie zna. Po prostu kocham bardzo
            tego gnoja i jednocześnie wiem że muszę zrobić ten krok. Patrzę na
            niego i nie rozumiem dlaczego okazał się takim potworem. Boję się o
            córkę, jak przeżyje tę traumę. Boję się tego nowego życia, skoku na
            głęboką wodę bez niego.
            • anka262 Re: Czy Wy też się baliście? 26.07.08, 21:46
              Najlepiej jakby córcia poszła tańczyć, spiewać, grać na zajęcia
              dodatkowe. Coś zespołowego. Tam szybko pozna dzieci, czas po szkole
              bedzie zorganizowany. Zaraz ją zaczną na urodziny zapraszać smilesmile
              o tym co on robi w danej chwili będziesz myśleć, to nieuniknione,
              tym bardziej, że kochasz. Przykro mi, ale mogę tylko tyle. Z
              upływem miesięcy dopiero będziesz myśleć coraz mniej. Ale na to
              potrzeba czasu, życia, tylko jednego. Jest jeszcze taka alternatywa,
              że możesz zostać, a wtedy go znienawidzisz, uwierz - znienawidzisz.
              Ja zostałam bo było mi żal, bo kochałam...teraz nienawidzę. Nie mogę
              patrzeć, słuchać - nienawidzę. Uwielbiam jak wychodzi i modlę się by
              jeszcze nie wracał. Ale tego nie polecam.
          • sbelatka Re: Czy Wy też się baliście? 27.07.08, 01:22
            suma wszystkich starchów...
            wtedy kiedy ja stanęłam przed koniecnzościa rozwiedzenia sie z exem
            i balam sie WSZYSTKIGO któras z kobiet naposala post o takim tytule
            i znalazłam w nim wszytskie strachy jakie szczerzyly do mnie kły...

            resume: wiekszośc z nas boi sie dokładnie tego samego

            wiekszośc już mi pzreszła smile
    • lampka_witoszowska Re: Czy Wy też się baliście? 26.07.08, 22:02
      witaj w klubie wystraszonych...
      dasz radę
      z córką rozmawiaj, duuużo i o osobistych sprawach, jak z
      przyjaciółką - ALE absolutnie bez zwierzen co sądzisz o jej ojcu!
      nie burz jej świata zrzucajac ojca z piedestału rodzica, a że świat
      jej runie, to bądź jak najbliżej jej

      tyle wiem
      i pisz tutaj o każdej dalszej wątpliwości, coś moze ktos podsunie,
      może sama pisząc ułożysz sobie sprawę... trzymaj się - i gratuluję
      odwagi smile masa kobiet zostaje - ze strachu własnie...
      a strach to paskudny doradca, nie słuchaj go
    • jumanji_7 Re: Czy Wy też się baliście? 27.07.08, 02:44
      alunea napisała:


      > ... Napiszcie mi że dobrze robię,
      > podtrzymajcie mnie na duchu, powiedzcie że sobie poradzę. Bo
      > strasznie się boję.

      Obawy masz słuszne, ciężko może być, tym bardziej, że on zarabia (pewna
      definicja mówi, że dopiero powyżej 25 tyś netto na miesiąc zaczyna się to tak
      zwać), a jest jak widać bardzo kreatywny, to i zadbał o swoją przyszłość, w
      razie Niemca nic nie ma i możesz mu nadmuchać, o ile na zdrowiu jeszcze nie
      podupadnie przez to co wyczyniasz? Dziś mamy takie czasy, że praktycznie
      wszystko i każdego można kupić, kwestia ceny... Ciekawe jak to dziecko zniesie,
      choć ma dopiero 7 latek, to zapewne bardzo w tym siedzi i maluje sobie obrazy,
      wizję przyszłości. Osobiście uważam, że już z nią powinnaś udać się do
      psychologa, ale ja Cię nie straszę, tylko chcę pomóc. Z doświadczenia wiadomym
      mi jest, że z każdej sytuacji zawsze co najmniej są dwa wyjścia, jedno już
      znasz, a mądrzy ludzie nie powinni pozwolić karmić się malinami i rozważać
      możliwości jakiegoś tam wybaczania, czy innego usrtojstwa, które tylko przeciwko
      nim może w przyszłości się odwrócić, co raczej nieuniknionym. To jest tylko moje
      zdanie i nikt z nim zgadzać się wcale nie musi. Wiem że zrobisz co uznasz za
      słuszne i nasze porady funta kłaków są warte. Ty wiesz najlepiej. Mała
      podpowiedź, stań przed lustrem i zapytaj tej najmądrzejszej osoby i zrób tak. smile))
      • alunea Re: Czy Wy też się baliście? 27.07.08, 07:22
        Straszne jest to, że on zabił we mnie poczucie wartości, czuję się
        nikim, wpaja mi twierdzenie, że nic nie widziałam, co ja tam wiem.
        Ale wiem też że gdybym złapała go wprost na dupie to powiedziałby że
        nic nie widziałam. Nie wiem już co jest prawdą a co może sobie
        ubzdurałam. W głębi serca wiem że robię dobrze.Widziałam te
        wszystkie sms-y, telefony, wiagrę, porzucił mnie i córkę na tydzień
        i bawił się z dziwkami po hotelach, tego nie da się wybaczyć bo
        można siebie znienawidzieć. Jest bardzo silny psychicznie, potrafi
        manipulować ludźmi ale to tylko taka skorupa. Zgadza się na
        rozsądnie zaproponowane przezemnie warunki rozstania, odnośnie
        pieniędzy się burzy. Muszę znaleźć pracę i stanąć na nogi, być znowu
        radosna dla mojej córki a wtedy wiem że pewnego dnia zapuka do moich
        drzwi, kiedy skończą się możliwości szybkich pieniędzy, kiedy już
        kuśka nawet pod wpływem wiagry mu nie stanie. Ale ja mu tych drzwi
        nie otworzę.
        • akacjax Re: Czy Wy też się baliście? 27.07.08, 08:43
          Nie wiń siebie, za jego winy.
          I mniej myśl o nim, więcej o sobie. Teraz czujesz się bardzo źle, poraniona, skrzywdzona-w takim stanie musisz zadbać o siebie sama, bo taka jest potrzeba i tylko sama najlepiej to zrobisz.
          Piszemu tu daj czasowi czas. Wiele osób (mnie tez to dotyczyło) ten zwrot zaskakuje, złości, bulwersuje itp. Ale tak jest. Emocje muszą się pogotować w tym kociołku, by odparowało, to, co się zuzyło i powatało nowe.
    • nangaparbat3 Re: Czy Wy też się baliście? 28.07.08, 06:57
      Troche Ci się dziwię jednak - skoro jesteś pewna, ze z Tobą wiagry uzywac nie
      musiał, a z panienkami jak najbardziej - jednak plus dla Ciebie, one powinny
      czuc się upokorzone, co to za profesjonalistki, ze chłopina wiagrą się musi
      posiłkowac, a z zoną może bez?
      MArtwic się masz czym: ciagi alkoholowe, wiagra, no i chyba jednak pewien stres
      zwiazany z pracą (tak sobie wyobrazam) - to szkodzi na zdrowie, zawał w wieku
      niezbyt podeszłym jest bardzo niebezpieczny - trzeba pomyslec o ubezpieczeniach,
      nie o tańszych czy drozszych zabawkach.
    • a.b1 ja mam nadzieję, że Ty... 28.07.08, 11:10
      nie wyceniasz swojego bólu i cierpienia?
      owszem każdy ma prawo do roszczeń
      ale w sytuacji kiedy wali się rodzina, to chyba takie roszczenia na
      samym końcu?
      piszesz, że jeszcze kochasz męża, to czemu z nim nie rozmawiasz?
      duma?
      piszesz też, że mąż Ci powiedział, ze dałaś mu mocno popalić, może
      warto się zastanowić co miał na myśli
      odpowiadając na pytanie, tak strasznie się bałam....dzień przed
      sprawą
      przemyślcie najpierw wszystko i zastanówcie się wspólnie co się
      popieprzyło, zanim zaczniecie piekiełko rozwodowe....
      być może jesteś osobą która dość materialnie postrzega świat, ale
      bardzo Cię prosze odstaw pieniądze na 4-5 miejsce na liście
      priorytetów i przemyślcie jeszcze raz wszystko
      • alunea Re: ja mam nadzieję, że Ty... 28.07.08, 11:54
        Na pierwszym miejscu jest u mnie rozpacz po rozpadzie rodziny.
        Dlaczego z nim nie próbuję rozmawiać? Ile razy mozna mówić do ściany
        i otrzymywać tylko ironiczny uśmiech, to on podjął decyzję. Mam
        prawo do roszczeń choćby dlatego że wina jest po jego stronie. Czym
        dałam mu popalić w ciągu roku? Zazrością, uzasadnionymi
        podejrzeniami. Ale walczyłam cały rok. W czasie gdy dzwoniłam
        wieczorami do niego z zapytaniem-co słychać kochanie, tęsknię itp-on
        siedział w wynajętym apartamencie z dziwką na telefon.
        Podejrzewałam ale nie miałam dowodów więc stres mnie zjadał. Teraz
        wszystko wiem a mimo to on twierdzi, że 10 lat małżeństwa jest do
        d... Każde małżeństwo ma spory, konfikty ale to nie jest powód do
        skoków w bok. Mojemu po prostu kasa odbiła do głowy. Mam prawo być
        już teraz materialistką, przez 10 lat byłam romantyczką, teraz
        zawalczę o byt dla córki i siebie. Sądzę, że każda by tak postąpiła.
        • nangaparbat3 Re: ja mam nadzieję, że Ty... 28.07.08, 12:33
          Ty lepiej idź do roboty.
        • jumanji_7 Re: ja mam nadzieję, że Ty... 28.07.08, 12:53
          alunea napisała:

          > ...Mam prawo do roszczeń choćby dlatego że wina
          > jest po jego stronie....

          Teoretycznie tak, ale to rozstrzygnie sąd zapewne i jaki będzie finał nie
          wiadomo, obyś tylko się nie zdziwiła jak też będziesz współwinną rozkładu. To
          co piszesz o exmałzu, nie dzieje się bez powodu, lepiej się tu przyznaj co
          takiego robiłaś, albo nie, że zaczął szukać i pożądać innego obiektu ???
          Podkreślasz tak tu mocno jego zainteresowania dziwkami, a może chcesz odwrócić
          uwagę od istoty sprawy, a może to było zupełnie odwrotnie, może Ty masz
          kochasia? Sorki, nie gniewaj się, że dopuszczam i taka możliwość, ale w życiu
          widzi się różne zespoły zachowań człowieka...?smile
        • a.b1 a wiesz 28.07.08, 12:56
          czemu pojawiły się te kochanki
          podpieram się statystykami
          tylko
          i wychodzi, że ok 10% facetów to sk.... którzy muszą zdradzać dla
          samego sportu
          reszta zdradzaczy to ci którzy widzieli problemy w domu ale nie
          umieli, nie mogli ich rozwiazać
          jeśli Twój mąż jest w tych 10%, to pewnie dowal mu czym się da....
          ale jeśli jest w tej większośći, to nie mogę się zgodzić, ze jest
          tylko jeden winowajca
          żeby było jasne, nie chce Ci dowalać, to moja chłodna ocena....
          latami wg Ciebie było wszystko ok, dziecko, dom, kasa, mąż...dla
          Ciebie super, a dla niego?
          ostatni rok pojawiają się kochanki, facet wraca do nałogów....nie
          daje Ci to do myślenia? on tak z dnia na dzień postanowił być wredny?
          hmmmmmmmmm i teraz stwierdzenie, że ma za to zapłacić, bo winny...
          nadal uważasz, ze tylko jedna osoba w waszym małżeństwie jest winna?
          mówisz, że rozmowy nic nie dają, bo ironiczny uśmiech
          wiesz, powiem Ci z włąsnego podwórka, mój ex też chciał "rozmawiać"
          ale jak poraz kolejny straciłam czas na jego pieprzenie, z którego
          nie wynikało nic, żadne wnioski, żadne rozwiazania od gadanie dla
          gadania, to też stosowałam metode ironicznego uśmiechu, bo po kiego
          diabła marnować czas i energie?
          • jumanji_7 Re: a wiesz 28.07.08, 13:05
            Chcę i mógłbym rzucać tu w nieskończoność przedziwne słowa, ale po co? Świadom
            jestem, zdecydowanej mniejszości tak na oko 1,5% nas tu porąbanych dupków,
            nieudaczników życiowych, którzy tylko na odległość mądrować się potrafią, a jak
            przyjdzie co do czego to jak zawsze, mucha nie siada ...wink
            • a.b1 jumanji 28.07.08, 13:07
              hmmmmmmm...wychodzi, że coś napisałam nie tak, ale uświadmom mi
              gdzie mamy problem
              wink
              • anka262 Re: 28.07.08, 17:41
                "sądzę, że każda by tak postąpiła..."
                a ja sądzę...że prawie każda poszła by do pracy, mamy tu dzieci w
                różnym wieku, nawet jeszcze nie narodzone i od żadnej nie
                przeczytałam, że na początek tysiąc, że tańsze zabawki absolutnie -
                sorki ale te zabawki wywaliły mnie z kapci. Każda kombinuje ale
                robi/daje dużo od siebie. A mając siedmiolatkę i to jedną w domu nie
                można za robotę się wziąć??
                To oczywiście jedna strona którą zauważyłam, bardzo Ci współczuję,
                m rzeczywiście nieźle sobie poczyna, upokorzył Cię masakrycznie i
                przykro mi, ale ta Twoja chłodna kalkulacja...hmm...rzeczywiście
                jakbym miała liczyć na dalsze "życie na wysokim poziomie", to chyba
                dalej bym za nim latała i pilnowała ile wiagry wziął, trawki spalił
                i alkoholu wypił, bo jak podupadnie chłopak na zdrowiu to co wtedy??
                Jeżeli nie zaczniesz zarabiać na siebie i dziecko??
                Z tymi ubezpieczeniami to strzał w dychę
                • alunea Re: 28.07.08, 18:09
                  Ludzie czytajcie posty ze zrozumieniem!
                  Przecież napisałam,że idę do pracy, mam 2 ręce i będę pracować!
                  Boli was to, że dostanę 2000 alimentów a inni mają po 200 lub 500 złotych?
                  Ja nie siedziałam w domu gdy on pracował, też miałam swoja pracę.
                  Tu chodzi o to, że on myśli że ja wyjdę z domu z dzieckiem i jedna walizka pod
                  pachą.
                  Zarobię na siebie ale chodzi o rozsądny podział finansów w trakcie rozwodu.
                  • anka262 Re: 28.07.08, 18:34
                    Boli nas??? Ani Twoje 2000, ani 5000, ani 10 000. chyba troszeczkę
                    Cie poniosło. Ja kupuję sandałki w obuwniczym, szynkę dla dzieci w
                    mięsnym, a zabawki w markecie albo czasem i na bazarze. I nic mnie
                    nie boli, bo dziewczynki się strasznie nimi cieszą. A jak się
                    świetnie bawią...najlepsze są domki dla lalek w pudełkach po
                    butach smile
                    pozdrawiam
                  • a.b1 Re: 29.07.08, 11:13
                    nie alimenty tez nie podniecaja, dzieci nie mam
                    mam teorie, że dziecko nie może cierpieć przez rozwód i skoro
                    chodziło do prywatnej szkoły to po rozwodzie ma chodzić dalej...
                    bardziej chodziło mi o to, jak mocno podkreślałaś, ze skoro jest
                    winny to ma TOBIE płacić a Ty 15000 i samochodem nie zadowolisz
                    się...
                    prawda jest taka, że to co wspólnie dorobiliście się PO ślubie jest
                    50/50 i jeśli masz do tego prawo (bo pamiętaj, czasami pewne rzeczy
                    nawet po ślubie, są tylko własnośćią jednej osoby np samochód
                    kupiony za nagrode w pracy albo pieniądze od rodziców)to walcz o to
                    i nikt złego słowa Ci nie powie, jednak dałaś wyraźnie do
                    zrozumienia, że za to jaki jest ma załacić Ci "odszkodowanie" za te
                    dziwki za zdrady.
                    Dziwki i zdrady, mogą być przydatne do orzekania winy ale nie do
                    podziału majatku...
                    z innej strony, dlaczego przy takich dochodach nie skonsultujesz się
                    z adwokatem, któremu jak na spowiedzi wszystko opowiesz i on jako
                    jedyny będzie miał pełny obraz tego co Ci się nalezy a co nie?
    • dzul1 Re: Czy Wy też się baliście? 28.07.08, 18:38
      Ludzie, czemu tak wsiedliscie na dziewczyne? Probuje sie wygadac,
      poszukac pomocy, jest w szoku po odkryciu zdrady, a wy uczepiliscie
      sie zabawek. Ja nie odebralam w ten sposob jej postu. Kazdy zyje na
      innym poziomie materialnym i z tego to poziomu postrzega
      rzeczywistosc. To takze wazny aspekt zycia, nie tylko dla matki ale
      i dla dziecka, ktoremu standard zycia sie pewnie pogorszy..

      Alunea, myslisz bardzo rozsadnie i logicznie oceniasz sytuacje,
      biorac pod uwage traume odkrycia jego obrzydliwych wyskokow.
      Oczywiscie wina zawsze lezy gdzies po srodku, ale na glebsze
      przemyslenia bedziesz jeszcze miec czas. Pozdrawiam i wspolczuje.
      Dasz rade.
      • nangaparbat3 Re: Czy Wy też się baliście? 28.07.08, 19:17
        Dlaczego wsiadlam? Ano dlatego, ze Alunea jednym tchem pisze, ze kocha męza, a
        potem zaraz:

        >> a wtedy wiem że pewnego dnia zapuka do moich
        drzwi, kiedy skończą się możliwości szybkich pieniędzy, kiedy już
        kuśka nawet pod wpływem wiagry mu nie stanie. Ale ja mu tych drzwi
        nie otworzę.

        Bo czytalam posty kobiet, ktore slyszały nagle od meżow, ze juz iich nie
        kochają, że kochaja inną, że ta inna jest w ciąży - i nie bylo w ich postach ani
        połowy tej nienawisci.
        a mysle sobie, ze odejscie do innej, ktora sie kocha, jest o wiele bardziej
        bolesne niz zabawy na wiagrze z profesjonalistkami. Ekscesy tego pana budza
        raczej politowanie niż grozę.

        I jeszcze: bo znam w zyciu zo najmniej dwa takie małzeństwa, gdzie mąz jest kurą
        znoszacą złote jaja, trzymana krótko przy nodze, zaharowana do ostatnich granic,
        z ktorej potrzebami, marzeniami, planami, małzonka, mowiac delikatnie, nie liczy
        się. Jeden z nich niedawno zone zdradził, ta wpadla w popłoch, rozpacz, depresje
        - ale jej siostra mówi: przecież ona wciąż go zdradzała. Nie o niego chodzi, ale
        o wszystko, co utraci w razie rozwodu.
        Drugi z nich zony chyba nigdy nie zdradzil i pewnie nie zdradzi, nie opusci, ma
        bardzo silne poczucie obowiazku, 46 lat i chorobe wieńcową.

        na tym forum wielokrotnie przypominalismy, ze zazwyczaj znamy tylko jedna
        historię, jednej osoby dramatu.
        A są co najmniej dwie.
        • zuza145 Re: Czy Wy też się baliście? 28.07.08, 19:24
          nanga- ale co ona winna że te znajome pary twoje mają tak jak mają?
          Ja rozumiem jedno- nie wolno uogólnbiać.
          A myślisz że wszystkie kobiety radzą sobie z poczuciem żalu?
          Nooooo- chyba jednak nie wsztskie.
          Ale chyba nie robią tego specjalnie nie?
          Te co w depresji mówią i robią róZności- raczej specjalnie tego nie
          robią?
          To pytanie czysto tepretyczne.
          Mnie generalnie to nie dziwi ludzkie postępowanie- czyli reakcje
          osób zdradzanych.
          wiem- wiem- jedni zasłużyli na zdrady a inni nie.
          Nie zmienia to faktu- że jedni sobie radzą a inni nie.
          • nangaparbat3 Re: Czy Wy też się baliście? 28.07.08, 19:38
            Zuza, kazdy tekst przekazuje pewne tresci wprost, inne są pod powierzchnia.
            Piszac o innych malzeństwach, pisalam o moich skojarzeniach - mogą byc mylne,
            mogą byc prawdziwe. Nie pretenduje do obiektywizmu, staram sie uczciwie
            wyjasnic, dlaczego napadam.
          • dzul1 Re: Czy Wy też się baliście? 28.07.08, 19:49
            Wlasnie, Nanga zdziwil mnie nieco twoj wczesniejszy post, bo lubie
            czytac twoje wpisy. Zgadzam sie, ze bardziej boli odejscie pod
            wplywem zakochania sie, niz zabawianie sie z panienkami. To pierwsze
            przerobilam na wlasnej skorze. Moze dlatego, ze wszystko u mnie dosc
            swieze, potrafie zrozumiec autorke watku, te hustawki nastroju, te
            slowa pelne nienawisci, niejednokrotnie wypowiedzialam w stosunku do
            swojego meza w emocjach slowa, ktorych dzis sie wstydze, ale u mnie
            co w sercu to na jezyku... Niestety.
          • dzul1 Re: Czy Wy też się baliście? 28.07.08, 19:53
            zuza145 napisała:
            > wiem- wiem- jedni zasłużyli na zdrady a inni nie.
            > Nie zmienia to faktu- że jedni sobie radzą a inni nie.

            Nawet nie, ze sobie nie radza, tylko taki maja w danym momencie
            sposob na walke z stresem, upokorzeniem, ponizeniem itp, itd.
            Lepiej wylac emocje, niz dusic je w sobie. Tzn. ja tak postepowalam
            i na tym etapie, na ktorym jest autorka, to mi pomoglo.
            • alunea Re: Czy Wy też się baliście? 28.07.08, 21:18
              kurczę, tu naprawdę nie chodzi o kasę. Ja nie mogę poradzić sobie
              ztym że mimo wszystko kocham go a on nie próbuje nawet naprawić tego
              co zrobił, rozmawiać.Ciężko jest tak spać obok niego nawet nie
              dotykając go a mieszkanie mam dopiero od 17 sierpnia. To prawda że
              wina jest po obu stronach, moja też-nie widziałam tego wcześniej
              ajki był dwulicowy. Ja go nie zdradzałam- był dla mnie
              najwspanialszym facetem a ja starałam się być tą jedyną. Cały czas
              zabigałam o jego uczucie, dawałam mu odczuć że jest tym jedynym ale
              nie obrastałam go jak bluszcz. Chociaż teraz jego prawda jest inna.
              Dziś w nocy probowałał mnie przytulać ale nie mogłam na to pozwolić,
              fakty za bardzo bolą.
              • akacjax Re: Czy Wy też się baliście? 28.07.08, 22:16
                Czy na pewno teraz jest właściwy czas na pdejmowanie zyciowych decyzji? Czy w takich emocjach można rozsądnie myśleć?
                Jestem zadnia, że powinniście pobyć osobno, Ty, by ochłonąć i utwierdzić się w swoich przekonaniach: rozwód, czy może kochasz go, a może to nie jest miłość tylko inna realacja błędnie zwana miłością?
                • zuza145 Re: Czy Wy też się baliście? 28.07.08, 22:29
                  no nie wiem- ale pamiętam etap- myślenie- on zawinił, dał ciała, i
                  żadnej skrychy- w kontekście- zadnych znaków że mu przykro, tylko
                  zwiał- jak zbrodzniarz z miejsca zbrodni, potem etap okopania się- i
                  w reakcji na konsekwentną obronę mojego zdania w temacie- atak .
                  Frontalny- poprzedzony straszeniem. I chyba się zdziwił- że nie
                  okazałam strachu- choć czułam- Matkooooooo- jaki wielki- i nadal
                  czuję- ale go oswajam.
                  Hm- zobaczę- jak się potoczy.
                  • andreas077 Re: Czy Wy też się baliście? 28.07.08, 22:47
                    Najbardziej mi się w tym wszystkim podoba samk fakt, że jak czegoś nie wiemy to
                    się pytamy i nie ważne kogo?smile
    • sbelatka Re: Czy Wy też się baliście? 28.07.08, 22:49
      Mówiąc szczerze tez nie bardzo rozumiem skąd ten atak na Ciebie..Bez
      względu na to jak bylo w waszym małżenstwie to ty zosatniesz z
      dzieckiem, ktorym sie trzeba opiekować. Co dzień, co godzinę.. I nie
      widze ani jednego powodu żeby ojciec nie łożyl na dziecko w stopniu
      dostosowanym do jego możliwości.
      A matka żeby o to nie miała prawa zadbac.

      I oczywiscie, ze chodzi o kasę.
      Jesli musimy - to sobie dajemy rade. Ale jesli akurat ex może płacic
      wysokie alimenty -to czemu miałby tego nie robic? W końcu to JEGO
      dziecko..
      Dlaczego MUSIMY sie zmagać ze światem? Dlaczego musimy własną
      piersią i rekami urobionymi po łokcie walczyć o godny byt naszych
      dzieci?
      Nie rozumiem...
      Dlaczego samotna matka - jesli ma takie mozliwości - nie może być
      CHOCIAZ spokojna o codziennośc?

      I wiesz alunea.. To jednak - w moim odczuciu - troche chodzi o to,
      ze te 2000 na 1 dziecko robią wrażenie...
      Na mnie robią...

      A co do tego czy dasz radę? dasz - bo wszystkie porzucone kobiety
      rade sobie dają. Nawet jesli sa w dramatycznie gorszej sytuacji niż
      Ty.
      Więc spoko....

      Niestety w obliczu ukrywania dochodów przez męża skazana jestes na
      polubowne dogadywanie sie z nim.
      Powodzenia
      • dzul1 Re: Czy Wy też się baliście? 29.07.08, 06:37
        Sbelatka, w pelni sie z toba zgadzam. Czy naprawde trzeba udowadniac
        calemu swiata swoje samodzielne mestwo, kiedy ojciec jest w stanie w
        stopniu zadowalajacym wypelnic obowiazek alimentayjny? Jesli przed
        rozstaniem alunea pracowala li tylko na waciki /bo nie wiemy jak
        bylo/, to sytuacja po rozwodzie nie musi sie drastycznie zmieniac.
        Ale-nie wkladajmy tej pary jeszcze do szeregu rozwodnikow.
        Moze sie uratuja, czego im w sumie zycze.
        I duzo sily dla autorki, bo jej bedzie potrzebna.
        • wojtekp67 Re: Czy Wy też się baliście? 29.07.08, 11:02
          Facet ma problem. Alkoholizm, prostytutki, narkotyki, no i ta
          nieszczęsna viagra. Co sie dzieje, ze facet siega po to wszystko?
          Zdrowy facet i viagra? Dlaczego on to robi. Cos chce sobie
          udowodnić?On Ciebie nie zdradza, on zdradza przede wszystkim siebie.
          I przy okazji niszczy wszytsko. ja tu widze pole dla psychologa,
          moze seksuologa.
          Kiedyś pewien dominikanin powiedział mi , ze przy ołtarzu
          przyrzekało sie na dobre i na złe. A to zle moze przybrać rózną
          postać, niekoniecznie kalectwo czy tradycyjną chorobe. Jesli w
          malzeństwie ,przez ileś lat sie układało, jesli kochasz to moze
          warto powalczyć, nie tylko o rodzine ale i o człowieka , z którym
          łaczyło/łączy Cie tyle uczucia. Nawet kosztem dumy. Bo moze za kilka
          miesiecy/lat zaćpa sie/zapije na śmieć/lub wykończy swoje serce
          viagrą a Ty nie bedziesz wiedzieć dlaczego.
          • kasiula_28 Re: Czy Wy też się baliście? 29.07.08, 11:25
            może i warto spróbować...nie wiem.. nie byłam i nie jestem w Twojej sytuacji,ale
            ja bym chyba nie potrafiła o tym zapomnieć... męczyło by mnie to i te ironiczne
            uśmieszki z jego strony...pewnie każdy z nas piszących tutaj w tym wątku patrzy
            trochę przez pryzmat siebie i swoich doświadczeń. Może nie mam racji,ale
            dlaczego masz poświęcać swoje życie dla niego? To przecież on podjął decyzję o
            piciu, o prostytutkach, o narkotykach i całej reszcie,czy on nie musi za nic
            odpowiadać?z tego co piszesz nie ma w nim żadnej skruchy,chęci naprawy,jedna
            osoba nic nie zdziała,choćby nie wiem jak bardzo się starała i chciała uratować
            małżeństwo i rodzinę,nawet kosztem własnej dumy...
    • alo.ne Re: Czy Wy też się baliście? 30.07.08, 20:44
      Przepraszam, może nie jestem sprawiedliwa. Ale czytając to co
      napisałaś mam wrażenie, że kochasz pieniądze męża, a nie Jego!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka