anka.gd
22.10.08, 18:30
Wczoraj mąż odebrał pozew z poczty,który leżał tam od zeszłej środy
i się wkurzył,delikatnie mówiąc.Zadzwonił do mnie i zaczął się
odgrażać i ubliżać.Pozew jest bez orzekania o winie i wniosłam go za
jego zgodą,głównie to on chciał rozwodu,a ja na to przystałam,bo nie
mieszkamy ze sobą prawie od roku i utrzymujemy znikome
kontakty.Wściekł się,bo wyznaczyłam konkretne dni,w których może się
spotykać z synem,aby nie zaburzać mojego i dziecka trybu życia.Syn
chodzi do szkoły,a ja pracuję.Do tej pory mógł się z nim widywać
kiedy chce,mógł dzwonić i kontaktować się na różne sposoby,ale
rzadko korzystał z tego prawa.Kontakty raczej były inicjowane przeze
mnie,to ja dzwoniłam do męża i prosiłam,żeby zabrał synka do
siebie,bo on za nim na pewno tęskni,mimo iż tego nie okazuje.A teraz
wielkie bumm.Wyzwiska,zastraszanie,itp.Co o tym wszystkim myśleć?
Rozprawę mam za 6 dni.Nie mam adwokata,myślałam,że wszystko
załatwimy ugodowo i znowu się pomyliłam.Czy poszukać adwokata na
pierwszą rozprawę czy się jeszcze wstrzymać?Co radzicie?