Dodaj do ulubionych

Złość konserwowana

14.08.09, 16:42
Bierze się z subiektywnego poczucia krzywdy, za którą nie nastąpiło
zadośćuczynienie. Gdy los go nie przyniósi, można poczuć się jego
samozwańczymi rękoma i całymi latami dążyć na wiele, często
niezwykle wysublimowanych sposobów, aby odpowiednio ukarać
domniemanego złoczyńcę, a w skrajnych wypadkach fizycznie go
zniszczyć.
Dla dotkniętego taką formą złości wybawienie z niej byłoby na wagę
złota. Pzwoliłoby wejść w normalność bez zaszłości z byłego
małżeństwa.
Obserwuj wątek
    • tricolour Widzę w Twojej tezie sprzeczność... 14.08.09, 16:50
      ... bo złośc nie konserwuje się sama, nie koserwuje jej także były
      małżonek - złośc koserwuje ten, który ją przeżywa.

      Wybawienie więc z niej "na wagę złota" to zwyczajne zajęcie się sobą.
      • ani.chybi Re: Widzę w Twojej tezie sprzeczność... 14.08.09, 17:00
        tricolour napisał:

        > ... bo złośc nie konserwuje się sama, nie koserwuje jej także były
        > małżonek - złośc koserwuje ten, który ją przeżywa.
        Dokładnie to miałam na myśli. Widać nie bardzo precyzyjnie ujęłam ją
        w słowach.
        > Wybawienie więc z niej "na wagę złota" to zwyczajne zajęcie się
        sobą.
        Wieloletnia terapia to także dla niektórych osób zwyczajność,
        potrzebna im tak jak chleb powszedni.
        Trudno jest znaleźć zadowolenie z życia, chorując na nienawiść.
        Pomijam satysfakcje patologiczne.
        Sama złość jest zakaźna, nigdy nie wiadomo gdzie i jakie znajdzie
        ujście.
    • undeadly Re: Złość konserwowana 14.08.09, 19:53
      Rozszerzyłem bym temat tego wątku.
      Nie koniecznie musi być to złość, choć zgodzę się że może być
      najczęstsze uczucie. Dodałbym żal do drugiej osoby, z własnego
      przykładu wiem jak potrafi zadławić i uniemożliwić normalne
      funkcjonowanie i tak jak piszesz ani.chybi o złosci, żal też jest
      wiecznie głodny może nie powoduje checi odwetu/zadośćuczynienia ale
      generuje ciągły ból, który mozna topić w alkoholu lub popaść w
      otępienie (dotyczy raczej facetów tak mi się wydaje).
      Dodalbym jeszcze tęsknotę za dawną połówką rozpad związku to nie
      reakcja nuklearna gdzie atomy dzielą tak samo i w tym samym czasie u
      jednych uczucia wygasają szybciej u innych nie ale prawie nigdy w
      tym samym tempie u obydwojga.
      W każdym razie w trakcie rozpadu związku i po rozwodzie jest w nas
      bateria uczuć i emocji a te nie znajdując ujścia pożerają nas od
      środka i swietnie się konserwują, tak własnie konserwują użyłaś
      dobrego słowa ani.chybi.
      • spokojnazawsze Re: Złość konserwowana 14.08.09, 23:49
        To wszystko prawda, co piszecie, ani.chybi,undeadly. Tyle tylko, że
        po okresie żałoby czyli opłakiwania związku, powinien przyjść czas
        odrodzenia. Wszystkiego tego co w nas jest najlepsze. Bo w okresie
        rozwodu i traumą związaną z nim niekoniecznie jesteśmy sobą.Często
        robimy z siebie ofiary, jak słusznie zauwazył/a? ani chybi, często w
        chęci odwetu robimy rzeczy głupie, złe, prymitywne. Do tego mamy
        prawo w tym trudnym okresie. Ale jeżeli to prawo przypisuje sobie
        ktoś na kolejne lata, dekady to jest to destrukcja.Dla osoby, która
        te uczucia żywi.
        • mola1971 Re: Złość konserwowana 15.08.09, 00:06
          Dla mnie sam temat to jakiś kosmos. Złość to złość. Wyzłoszczę się i idę dalej. A po co to kumulować? Kumulować to ja lubię w sobie pozytywne emocje a nie te złe.
          Zresztą sam temat jak dla mnie jest abstrakcyjny bo ja z tych co nigdy nikomu źle nie potrafią życzyć. Wkurzyć się, wykrzyczeć, wyładować - tak. Ale nie kumulować zła w sobie. Bo po co?
          • spokojnazawsze Re: Złość konserwowana 15.08.09, 01:19
            Mola ja też sobie zadaję sobie zawsze to pytanie: po co? Ale to, ze
            ja, Ty tak myślimy, wcale nie oznacza, że to standard.Choć bardzo
            bym tego czasami chciała. Znacznie więcej jest przypadków zatracenia
            się w swojej złości, bólu, rozpamiętywaniu, rozdrapywaniu
            przeszłości. Myślenia stereotyopami, kompleksów z powodu
            nieposiadania faceta, rozbitej rodziny, zamknięcia w swoim świecie
            wyimaginowanej krzywdy. A jednocześnie czekanie na pieknego księcia
            na białym rumaku. Calkowite błędne koło. Nawet Shrek na kulawym
            koniu nie przyjedzie, jeżeli więcej jest złości aniżeli pogody,
            jeżeli więcej jest poczucia klęski aniżeli chęci odrodzenia.Jeżeli
            emanujemy energią, pogodą ducha, optymizmem, spontanicznością to tym
            przyciągamy ludzi do siebie. Płci obojga, dzieci, starych sąsiadów.
            I wtedy jest szansa,że kiedyś pojawi sie książe na białym rumaku.
            Choć ja osobiście wolabym Shrekasmile))
            • undeadly Re: Złość konserwowana 15.08.09, 06:59
              Po upieram sie trochę przy swoim zdaniu i przy przy drugim członie
              tematu czyli konserwacji.
              Ja sie w swoich uczuciach i w w stałym myśleniu o swojej do ex
              zakonserwowałem.
              Po prostu jeszcze nie wyszedłem jeszcze z butów mojego byłego już
              małżeństwa.
              Miałem nadzieję, że odpuści mi szybciej ale co z tego, skoro mnie
              trzyma i gryzie,
              no może nie permanentnie ale regularnie i boleśnie.
              Chciałbym to wreszcie zakończyć i postawić kropkę nad i ale niestety
              do tej pory nie udaje mi sie to.
              Co to ze mną powoduje i co przez to robię to już zupełnie inna para
              kaloszy.
              A jeśli biega o Shreka to ja jako facet zdecydowanie wybieram.....
              Smoczycę wink
              • chybi1 Re: Złość konserwowana 15.08.09, 08:58
                undeadly napisał:

                > Miałem nadzieję, że odpuści mi szybciej ale co z tego, skoro mnie
                > trzyma i gryzie,
                > no może nie permanentnie ale regularnie i boleśnie.
                > Chciałbym to wreszcie zakończyć i postawić kropkę nad i ale
                niestety
                > do tej pory nie udaje mi sie to.
                Gdyby zagłębić się w archiwum, można znaleźć 100 sposobów i
                sposobików na łagodzenie przeżywania niechcianych stanów. Niektóre
                wydają się podejrzanie proste i oczywiste, dobrze dobrane do osoby
                przynoszą jednak ulgę.
                • undeadly Re: Złość konserwowana 15.08.09, 10:31
                  jestem tutaj dopiero 4 dzień uncertain
              • mola1971 Re: Złość konserwowana 15.08.09, 10:03
                undeadly napisał:
                > A jeśli biega o Shreka to ja jako facet zdecydowanie wybieram.....
                > Smoczycę wink

                Taaa... Wcale się jakoś nie dziwię wink Smoczyca z gromadką smoczo-osiołków zostaje w domu i się nimi opiekuje a pan osiołek z kumplem Shrekiem na poszukiwanie przygód wyrusza smile Każdy by tak chciał smile Szkoda tylko, że Smoczyc którym taki układ odpowiada brakuje smile Czy raczej na szczęście smile
                • undeadly Re: Złość konserwowana 15.08.09, 10:29
                  "Szkoda tylko, że Smoczyc którym taki układ odpowiada brakuje smile
                  Czy raczej na szczęście smile"
                  Szczerze powiem zdurniałem ??
                  Wybrałem smoczycę bo choć wielka i przerażają i krzywdę potrafi
                  zrobić to uroczą kobietą jest, znaczy się smoczycą jest
                  • mola1971 Re: Złość konserwowana 15.08.09, 12:06
                    Ależ my o tym samym piszemy smile Tylko ja z kobiecego a Ty z męskiego
                    punktu widzenia. Wielka Smoczyca to Matka Polka. Dziećmi się zajmie,
                    przytuli, gdy trzeba opieprzy. W każdym razie krzywdy nie zrobi. I
                    jak to Matka Polka niczego lub niewiele oczekuje w zamian.
                    Tyle tylko, że to gatunek na wymarciu niestety. Niestety dla
                    mężczyzn, stety dla kobiet. Bo Smoczyca jakkolwiek wielka i
                    przerażająca by nie była lubi mieć przy sobie Smoka. Bo po co jej
                    jakiś osiołek co ze Shrekiem przygód szuka? Ona potrzebuje Smoka,
                    który gdy trzeba ogniem zionie by obronić stado. A i owcę upoluje i
                    przyniesie do jaskini. W Smoku Smoczyca ma wsparcie. Smok daje jej
                    poczucie bezpieczeństwa.
                    • undeadly Re: Złość konserwowana 15.08.09, 12:40
                      Teraz to już zdurniałem do końca. Nie piszemy o tym samym. sad
                      Nijak smoczyca nie kojarzy mi się z Matką Polką. Wrażenie z
                      pierwszego filmu o Shreku było najsilniejsze, najpierw ryczy i pluje
                      ogniem, potem gdy ktoś dostrzega w niej piękno zmienia się i
                      rozkwita - koniec wrażeń i skojarzeń co dalej, tak mi już zostaje w
                      pamięci. To nie jest mój zakres Matrixa bym skojarzył osłosmoki jako
                      symbol przywiazania kobiety do pieleszy domowych gdy Shrek i Osioł
                      idą np. na wódkę. A do przejścia o myśleniu kto ma być partnerem
                      smoczycy i dlaczego oraz z kim się rzeczona smoczyca najpełniej
                      zrealizuje w życiu to ja potrzebuję chyba jeszcze miliarda lat
                      ewolucji.
          • chybi1 Re: Złość konserwowana 15.08.09, 08:46
            mola1971 napisała:

            > Złość to złość. Wyzłoszczę się i idę dalej.
            > A po co to kumulować? Kumulować to ja lubię w sobie pozytywne
            emocje a nie te
            > złe.
            Emocje nie podlegają sterowaniu w takim stopniu, jakbyśmy sobie tego
            życzyli. Często są nieuświadomione, zalegają w nas pod różnymi
            maskami. Dotrzeć do ich prawdziwego oblicza to jedno, zapanować nad
            ich dyktatem, skierowanym na zewnątrz to drugie, a wyzbycie się ich
            to trzecie - najtrudniejsze.
            Odnoszę wrażenie, że mówimy o trochę rożnych rzeczach; Ty o
            przelotnych stanach emocjonalnych, ja - o głębokich pokładach uczuć,
            tworzących klimat emocjonalny danej osoby. Różnica byłaby taka jak
            między strachem na widok bandziora a długofalowym lękiem przed
            utratą pracy.

            • mola1971 Re: Złość konserwowana 15.08.09, 10:07
              chybi1 napisała:
              > Odnoszę wrażenie, że mówimy o trochę rożnych rzeczach; Ty o
              > przelotnych stanach emocjonalnych, ja - o głębokich pokładach uczuć,
              > tworzących klimat emocjonalny danej osoby.

              Pewnie masz rację Chybi. Mogę się tylko wypowiadać o własnym klimacie
              emocjonalnym bo innym ludziom w głowach i sercach nie siedzę a mnie taki zły
              klimat jest po prostu nieznany.
            • undeadly Re: Złość konserwowana 15.08.09, 10:41
              chybi1 napisała:
              "ja - o głębokich pokładach uczuć, tworzących klimat emocjonalny
              danej osoby. Różnica byłaby taka jak między strachem na widok
              bandziora a długofalowym lękiem przed utratą pracy."

              Nie wiem jak u Ciebie ale po nazwaniu tego po imieniu i na głos, coś
              mi się w głowie rozjaśniło. Przynajmniej nazwałem stan w którym
              jestem.(nie to żebym nie miał świadomości tego stanu ale po nazwaniu
              jakos łatwiej) Identyfikacja wroga ma pomóć w jego zniszczeniu ?
              • chybi1 Re: Złość konserwowana 15.08.09, 15:36
                Oczywiście nazwane jest mniej przerażające, poddaje się
                racjonalizacji i łatwiej odsunąć je na pewien dystans.
                Wykonywałam kiedyś ćwiczenie pospołu z dokuczliwym, obezwładniającym
                mnie stanem psychicznym.
                Nazwałam go imieniem Depresja, nakazałam jej zajęcie miejsca w
                fotelu i zajęcie się sobą tak, aby mi nie utrudniała pracy. Sama
                zajęłam przystąpiłam do swoich zajęć.
                Wiem, że wygląda to niezbyt poważnie, ale podziałało.
                Nazwanie - racjonalizacja - dystans - ulga.
                • undeadly Re: Złość konserwowana 15.08.09, 18:21
                  Depresja znowu trudne słowo, słowo jak bomba atomowa.
                  Jest 18.10 i na szczęscie nie wylazło z żadnego kąta
                  wieczór może nie być taki lekki. Nie pamietam od kiedy
                  unikam mówienia tego słowa, wiem że istnieje, wiem że jest
                  ale unikam go. Próbowałem się z nim we własnej głowie
                  zaprzyjaźnić ale bez skutku oczywiscie - i tak jest dobrze.
                  Jak znowu to słowo przyjdzie gryźć to spróbuję je kopnąć.
                  • chybi1 Re: Złość konserwowana 15.08.09, 18:43
                    Każdy sposób jest dobry, jeśli skuteczny.
                    Osobiście unikam wyrazów wnoszących agresję, bo o mały kroczek leży
                    autoagresja.
                    • undeadly Re: Złość konserwowana 15.08.09, 19:34
                      Nie każdy, gorzała potrafiła mnie uodpornić (bez spijania się w
                      trupa), ale ile można pić ? Zwłaszcza że robiło się to wyłacznie
                      by nic nie czuć.
                      • chybi1 Re: Złość konserwowana 15.08.09, 19:54
                        Wydaje mi się, że w swoich uczuciach nie zaprowadziłeś podstawowych
                        porządków, stąd tak bardzo Cię dreczą. Może pomógłby Ci w tym
                        psycholog?
                        • undeadly Re: Złość konserwowana 15.08.09, 21:14
                          Własnie jestem w trakcie i pewnie dlatego tu trafiłem
                          a jesli chodzi środki znieczulające od jakiegoś czasu ich
                          nie stosuję. Stary ból został przykryty nowym a tu zadziałało
                          prawo nowosci.
                          • chybi1 Re: Złość konserwowana 15.08.09, 21:54
                            undeadly napisał:

                            > Stary ból został przykryty nowym a tu zadziałało
                            > prawo nowosci.
                            Nie wiem, czy Cię dobrze zrozumiałam, ale czasami trzeba się cofać w
                            czasie prawie do pieluch, aby w nowym kształcie wydobyć się na
                            powierzchnię.
                            • undeadly Re: Złość konserwowana 15.08.09, 23:22
                              W tym przypadku postawiłem sobie pytanie kiedy sie zaczeło psuć
                              na razie odpowiedzi do których doszedłem są zbyt prostackie aby
                              je wypowiadać na głos. Może czegoś nie zrozumiałem po drodze, może
                              coś zgubiłem a może zmieniłem się bardziej niż mi się wydawało.
                              Ale dzisiaj nie bedę już o tym myślał.
                              • chybi1 Re: Złość konserwowana 16.08.09, 09:37
                                Może dotknąłeś samej istoty prawdy. Bywa ona porażająco prostacka.smile
                  • chybi1 Re: Złość konserwowana 15.08.09, 18:55
                    undeadly napisał:

                    > wieczór może nie być taki lekki.
                    Zdarzało się, że czułam się jak uparty chomik w kołowrotku
                    nachalnych myśli i uczuć. Udawało mi się czasami wymknąć im poprzez
                    lekturę. Nie absorbował mnie czytany tekst i niewiele z niego
                    rozumialam, lecz zyskiwałam namiastkę spokoju.
                    • undeadly Re: Złość konserwowana 15.08.09, 19:37
                      Ja dłubałem coś przy komputerze aż robiła się odpowiednia godzina
                      i wreszcie mogłem iść spać i był nowy dzień. Dłubanie bywało mało
                      skuteczne ale fakt absorbowało głowę.
                      • chybi1 Re: Złość konserwowana 15.08.09, 19:55
                        Podobnie działa trzaskanie programami TV.smile
                        • undeadly Re: Złość konserwowana 15.08.09, 20:35
                          chybi1 napisała:

                          > Podobnie działa trzaskanie programami TV.smile

                          Komputer jest jednak lepszy wymaga większej aktywnosci od nas wink
                          • chybi1 Re: Złość konserwowana 15.08.09, 21:50
                            Na forum trudno być zbyt wylewnym, ale można pokusić się o przelanie
                            podłych stanów na "papier". Jeśli takie zapisy gromadzić i
                            analizować z perspektywy czasu, można uchwycić, na czym w istocie
                            rzeczy zasadza się dołowanie. A to zalążek diagnozy. Pytanie o
                            sposób leczenia dolegliwości pozostaje niestety otwarte.
                            • undeadly Re: Złość konserwowana 15.08.09, 23:29
                              chybi1 napisała:

                              > Na forum trudno być zbyt wylewnym

                              To zrozumiałe choć jestem tutaj dopiero 5 dzień,
                              coś już wygląda inaczej i jest to dobra zmiana.
        • zolta_iwulka Re: Złość konserwowana 15.08.09, 23:18
          spokojnazawsze napisała:

          > To wszystko prawda, co piszecie, ani.chybi,undeadly. Tyle tylko,
          że
          > po okresie żałoby czyli opłakiwania związku, powinien przyjść czas
          > odrodzenia. Wszystkiego tego co w nas jest najlepsze. Bo w okresie
          > rozwodu i traumą związaną z nim niekoniecznie jesteśmy sobą.Często
          > robimy z siebie ofiary, jak słusznie zauwazył/a? ani chybi, często
          w
          > chęci odwetu robimy rzeczy głupie, złe, prymitywne. Do tego mamy
          > prawo w tym trudnym okresie. Ale jeżeli to prawo przypisuje sobie
          > ktoś na kolejne lata, dekady to jest to destrukcja.Dla osoby,
          która
          > te uczucia żywi.

          A to prawo to chyba sami sobie dajemy, bo w realnym zyciu to nikt i
          mam tu na mysli: n_i_k_t poza nami samymi nam prawdziwego
          przyzwolenia na to nie daje. Powinnismy "wziac sie w garsc i nie
          utrudniac". Acha, i nie "tragizowac" (czy to z "Nigdy w zyciu"?)...i
          pozwolic jemu w spokoju odejsc do mlodszej...
          • undeadly Re: Złość konserwowana 15.08.09, 23:43
            zolta_iwulka napisała:

            > A to prawo to chyba sami sobie dajemy, bo w realnym zyciu to nikt
            i mam tu na mysli: n_i_k_t poza nami samymi nam prawdziwego
            > przyzwolenia na to nie daje. Powinnismy "wziac sie w garsc i nie
            > utrudniac". Acha, i nie "tragizowac" (czy to z "Nigdy w
            zyciu"?)...i pozwolic jemu w spokoju odejsc do mlodszej...

            Prawo mamy zawsze, co gdy go naużywamy i nie niepozwala nam to
            życ dalej choć trochę spokojniej ?
            • zolta_iwulka Re: Złość konserwowana 15.08.09, 23:55
              Ja chce, ucze sie zyc spokojniej. Ale czasem chce wyc do Ksiezyca...
              To on odszedl do innej, to on zmienil kraj pobytu, a to ja zostajac
              za granica sama z dzieckiem zdecydowalam sie na powrot do Polski. I
              dostaje teraz emaila od niego (wciaz pozostajacego w sobie tylko
              znanym miejscu, ale nie w Polsce) ze dziecko to nie zabawka i nie
              moge Go sobie tak przewozic z innego kraju do Polski... I badz tu
              madry czlowieku... nie konserwuje zlosci ale szlag mnie trafia.
              Kiedy to mu przejdzie?, piszecie tak duzo o obojetnosci, ja tez chce
              tam byc. Jak sie tam dostac? Prosze o rady.
              • undeadly Re: Złość konserwowana 16.08.09, 00:11
                zolta_iwulka napisała:

                Kiedy to mu przejdzie?

                mu czy mi, obydwie litery leżą obok siebie na klawiaturze ?
                Świadomie napisane czy literówka ?
                • zolta_iwulka Re: Złość konserwowana 16.08.09, 00:27
                  MU
                  bo to on mnie rani
                  Mi
                  bo ja czuje sie zraniona
                  Czyz mezczyna, ktory odszedl do mlodszej, ktory napisal swoj
                  scenariusz zakonczenia tego zwiazku, ktory mial przewage wiedzac, ze
                  chce sie ze zwiazku wycofac, ktory mial kochanke na podoredziu, aby
                  otarla mu lzy (?) nie powienien taplac sie teraz w szczesciu zamiast
                  dowalac ex zonie? Bo ja nie mam potrzeby dowalania jemu i nie robie
                  tego, a on - niby w szczesliwym (?) zwiazku wciaz po prawie roku to
                  robi? No i po co?
                  • undeadly Re: Złość konserwowana 16.08.09, 00:38
                    zolta_iwulka napisała:

                    > MU
                    > bo to on mnie rani
                    > Mi
                    > bo ja czuje sie zraniona

                    Kiedy
                    MU - przejdzie nie wiem, niestety
                    Mi - czyli tobie jak przestaniesz zwracać uwagę na jego uwagi.
                    Piszę jako facet, który od Rzeczposplitej dostał oficjalny papier,
                    że nie zna się na kobietach czyli dostał rozwód.
                    Nie jest tak, że rany zadaje ci facet, który jeszcze wywołuje w
                    tobie emocje ? Zastanawiałaś się jakie to emocje ? Jak je nazwać ?
                    A jak je nazwiesz (z imionami emocji zawsze trudna sprawa) to co te
                    emocję z tobą robią ?
              • chybi1 Re: Złość konserwowana 16.08.09, 09:40
                Najważniejsza rzecz to znormalizować wszelkie punkty styczne, w tym
                szeroko rozumiane kontakty z dzieckiem.
    • undeadly Re: Złość konserwowana 16.08.09, 00:04
      ani.chybi napisała:

      > Bierze się z subiektywnego poczucia krzywdy, za którą nie
      nastąpiło
      > zadośćuczynienie. Gdy los go nie przyniósi, można poczuć się jego
      > samozwańczymi rękoma i całymi latami dążyć na wiele, często
      > niezwykle wysublimowanych sposobów, aby odpowiednio ukarać
      > domniemanego złoczyńcę, a w skrajnych wypadkach fizycznie go
      > zniszczyć.
      > Dla dotkniętego taką formą złości wybawienie z niej byłoby na wagę
      > złota. Pzwoliłoby wejść w normalność bez zaszłości z byłego
      > małżeństwa.

      Przeczytałem raz jeszcze i zadałem sobie pytanie czy złość lub żal
      nie są tym większe im większe było uczucie/emocje/żal który
      wynieśliśmy z sobą po rozstaniu ?
      I przeoczyłem słowo zadośćuczynienie, coś nas wierci i męczy jeśli
      chodzi o byłego/byłą. Czy nie jest to przez to, że to nie my
      opowiedziliśmy koniec byłego historii dawnego zwiazku ?
      Stąd chyba blisko do żalu i złości ?
      • chybi1 Re: Złość konserwowana 16.08.09, 09:46
        undeadly napisał:

        > I przeoczyłem słowo zadośćuczynienie, coś nas wierci i męczy jeśli
        > chodzi o byłego/byłą. Czy nie jest to przez to, że to nie my
        > opowiedziliśmy koniec byłego historii dawnego zwiazku ?
        Nie ma tu korelacji, ponieważ negatywnych stanów przewlekłych
        doświadczają tak osoby odchodzące ze związku jak i porzucone. Sa one
        udziałem także zgodnie rozwiązujących małżeństwo.
        • undeadly Re: Złość konserwowana 16.08.09, 13:57
          chybi1 napisała:

          Nie ma tu korelacji, ponieważ negatywnych stanów przewlekłych
          doświadczają tak osoby odchodzące ze związku jak i porzucone. Sa one
          udziałem także zgodnie rozwiązujących małżeństwo.

          Czyli skupiłem się na sobie ale to chyba nie dziwne ?
          Proponujesz małe ćwiczenie z empatii i wczucie się w uczucia
          drugiej strony ? Ok facet odchodzi od żony dalsze bo bycie razem
          okazało się niemożliwe (przykład z własnego podwórka) teraz
          w ramach autoterapii przychodzi na tutaj, na to forum i zaczyna
          czytać posty.
          Nie dowie się raczej niczego ciekawego o sobie, znalazł się bowiem w
          kategorii byłych,
          źle wspominanych facetów. Prym tutaj wiodą kobiety
          ich żal i złość wydają się oczywiste i całkowicie uzasadnione.
          Trudno na podstawie tego (jeszcze nie przeczytałem wszystkiego)
          wypracować sobie własny krytyczny wizerunek (powiedzmy że dalej mnie
          ta nasza złość z tematu dusi) ale dowiaduję wtedy jednego posiłkując
          się postami z forum że Ex też odczuwa złość.
          Lepiej mi/nam z tym czy gorzej ?
          • zo_e Re: Złość konserwowana 16.08.09, 21:19
            jestem z natury wredną babą wiem o tym. Za często mam na języku to co w myśli
            winnno pozostać. Ex przez ostatni rok dawał mi sporo powodów do sączenia jadu,
            przyzna jednak, że się b. powstrzymywałam. Miałam okresy w nie tak dalekiej
            przeszłości, że roztrząsałam nadmiernie tzw. "powody rozkładu" tudzież
            analizowałam zlekceważone sytuacje aby teraz doszukać się w nich ukrytych
            znaczeń. Oczywiście marnowałam za wiele czasu na myślenie o exie i o tym jak
            marzę, żeby mu życie odpłaciło.. Jad się we mnie wzmagał i nienawiść. I w pewnym
            momencie, ja wredna zołza, poczułam się tym zmęczona. Już nie chcę zatruwać
            siebie nienawiścią i zazdrością..Przestaję konserwowaćsmile staram się, choć
            miewam nawrotysmile
          • solivago Re: Złość konserwowana 16.08.09, 21:50
            undeadly napisał:




            .......
            > ....źle wspominanych facetów. Prym tutaj wiodą kobiety
            > ich żal i złość wydają się oczywiste i całkowicie uzasadnione.

            Moim zdaniem, należałoby rozróżnić złe wspomnienia związane z rozstaniem od
            wspomnień dotyczących byłego/byłej. Przynajmniej dla mnie to dwie różne sprawy.
            Samo rozejście się i wszelkie okoliczności z tym związane faktycznie generują te
            złe emocje. Natomiast wspomnienia związane z człowiekiem. Żyłam w małżeństwie z
            moim byłym mężem wiele lat. Przeżyliśmy naprawdę wiele.Nie była to
            idylla...Jednak mnóstwo miłych rzeczy nam się zdarzyło. I to chcę pamiętać. I o
            tym właśnie opowiadam mojemu dziecku, kiedy siedzimy sami, w długie wieczory.
            Wydaje mi się, że mało jest byłych małżeństw, w których wszystko, od początku do
            końca, było tragiczne. Czy się mylę?? Poza tym (pewnie za to co powiem będę
            zlinczowana...)rzadko bywa tak, ze przyczyną rozkładu jest tylko i wyłącznie
            jedna strona.. Nawet jeśli jest to zdrada (a tak było w przypadku mojego
            małżeństwa..odszedł do innej) to jest to w związku przysłowiowy gwóźdź do
            trumny... Skutek wcześniej popełnionych błędów w związku. Zatem i żal i złość w
            stosunku do byłego/byłej nie jest tak do końca oczywiste i uzasadnione. A już
            inna bajką jest fakt niemożności zawrócenia wody, która przepłynęła pod mostem....
            • solivago Re: Złość konserwowana 16.08.09, 22:55
              Myślę jeszcze nad tym co napisałam wyżej o współwinie małżonków. Z jednej strony
              mam świadomość, że część winy za rozpad związku ponoszę ja. No nie czarujmy
              się...jeśli małzenstwo funkcjonuje prawidłowo we wszystkich płaszczyznach to
              żadna strona nie będzie szukała pocieszenia poza. Jest też drugi aspekt...nie
              jest wyjściem zmiana partnera bez podjęcia jakiejkolwiek próby rozwiązania
              problemów wewnątrz. Dychotomia... Zdaję sobię sprawę ze współwiny, ale za
              winnego ostatecznego rozpadu uważam mojego byłego. Bez złości jednak .....
              • tiny54 Re: Złość konserwowana 16.08.09, 23:10
                z winą po obu stronach nie do konca się zgadzam ,pewnie tak jest w wielu
                przypadkach ,ale czy jednakowo można winić właściciela domu ,że nie zabezpieczył
                domu ,i złodzieja ,że skorzystał z okazji ?
                Jesli nawet wina jest po obu stronach ,to można wspolnie sprobowac naprawić to
                co złe w związku ,lub rozstać się ,za to salwowanie się ucieczką ze zdradą w tle
                rodzi złość i poczucie krzywdy u porzuconej osoby.Czym innym jest konserwowanie
                złości ,taka emocja ,ktora pochłania mnostwo energii .
                Zaś co do winy po obu stronach ,być może nie w kategoriach winy da się spojrzeć
                na sprawę,jeśli winą jest brak doświadczenia ,brak chęci do wspołpracy jednej ze
                stron ,efekt piotrusia pana ,naturalne prawo do błądzenia ,za co trzeba
                zapłacić,niestety.
                • zolta_iwulka nie czuję się współwinna 17.08.09, 22:52
                  W 100% się z tym zgadzam, co napisała tiny54. Wiem, że zdania są
                  podzielone ne tym forum, co do winy i jak się ona rozkłada nieudanym
                  związku. Ja próbując od wielu miesięcy przeprowadzić autopsję
                  związku jakoś nie znajduję swojej winy i co więcej, zaczęło mnie to
                  nawet frustrować, bo po przeczytaniu wielu postów tutaj
                  wywnioskowałam, że poczucie "współwiny" jest niejako obowiązkowe
                  i "przyznanie się" jest etapem leczenia, bez tego ani rusz. Czasem w
                  życiu ktoś inny podejmuje za nas decyzję, która dotyczy żyć innych
                  ludzi, wielu ludzi czasem. I tak ci właśnie ludzie stają
                  się "zamieszani" w sprawę, np. zdrady, rozwodu itp. To nie oni
                  wybrali to zachowanie ale ich dotyczą konsekwencje. Datego "sprawcy"
                  powinni jednak za to zapłacić. Do tego mozemy użyć
                  możliwości "orzeczenia winy".
                  • kasiapfk Re: nie czuję się współwinna 18.08.09, 07:38
                    Iwulko, a może by to ująć w ten sposób:
                    Odpowiedzialność za rozpad związku jest po obu stronach.
                    Winnym jest jednak wyłącznie zdradzający.

                    Widzę tu róznicę między przyjęciem odpowiedzialnosci
                    a "niewinnością" strony porzucanej przez zdradzajacego/-jącą
                  • chybi1 Re: nie czuję się współwinna 18.08.09, 07:43
                    zolta_iwulka napisała:

                    > po przeczytaniu wielu postów tutaj
                    > wywnioskowałam, że poczucie "współwiny" jest niejako obowiązkowe
                    > i "przyznanie się" jest etapem leczenia, bez tego ani rusz.
                    Uznanie swojej winy nie jest konieczne, aby wywiklać się z
                    nieaktualnego związku, ale niewątpliwie ten proces ułatwia.
                    Podobnie rzecz się ma z wybaczeniem. Bez niego także można się
                    uwolnić.
                    Pomocnym bywa spojrzenie z boku, jak gdyby cudzymi oczyma, na
                    sytuację rozchodzącego się dwojga i odpowiedzenie sobie na pytanie,
                    jaką winę ponosi każde z małżonków, jaka jest niewybaczalna.
            • undeadly Re: Złość konserwowana 17.08.09, 00:04
              zo_e napisała:

              "Przestaję konserwowaćsmile staram się, choć miewam nawrotysmile"
              Jeśli tak mają wyglądać oznaki zdrowienia to piszę się na tę terapię,
              nawroty chyba łatwiej znieść niż stan ciągły.
              Ja jeśli chodzi moją ex jadu nie czuję, chyba nie umiałem sobie
              poradzić z tym, że w niej uczucia do mnie już wygasły (procentu
              swej/jej winy nie chcę wyliczać na razie) a moje uczucia do niej
              jeszcze gdzieś tam pałętały się samotnie.

              solivago napisała:
              "Wydaje mi się, że mało jest byłych małżeństw, w których wszystko,
              od początku do końca, było tragiczne. Czy się mylę??"
              Nie mylisz się, takie mam przekonanie, nawet jeśli dawny/a ex myślą
              inaczej.
              I wspomnienia związane z rozstaniem, zapamietane dobre chwile, winy
              moje/jej twoje/jego i wodę, która przepłyneła już pod mostem
              wszystko razem składa się na moje/twoje życie - może masz racje ?
              Trzeba pokawałkować to wszystko żeby nie zapiec się nie
              zakonserwować w stanie żalu/złości. Nie mozna unieść wszystkiego na
              raz, może należy pozbywać się tego po kawałku ?
          • chybi1 Re: Złość konserwowana 17.08.09, 08:10
            undeadly napisał:

            > Proponujesz małe ćwiczenie z empatii i wczucie się w uczucia
            > drugiej strony ?
            Nie, bo to niczemu dobremu nie służy. Kiedy wszystko już się
            dokonało, najlepiej dla byłego partnera i dla siebie jest zostawić
            go w spokoju, zachować tylko niezbędne kontakty.
            > facet odchodzi od żony dalsze bo bycie razem
            > okazało się niemożliwe (przykład z własnego podwórka) teraz
            > w ramach autoterapii przychodzi na tutaj, na to forum i zaczyna
            > czytać posty.
            > Nie dowie się raczej niczego ciekawego o sobie, znalazł się bowiem
            w
            > kategorii byłych,
            > źle wspominanych facetów.
            Do jakiej czy do żadnej forumowej kategorii zaliczysz własną osobę,
            zależy tylko od Ciebie.
            Jeśli forum nie tworzy okazji do zaczerpnięcia większych korzyści,
            na pewno jest sposobem na odreagowanie chociażby bólu, żalu i
            złości.
            > Prym tutaj wiodą kobiety
            ...
            > Ex też odczuwa złość.
            > Lepiej mi/nam z tym czy gorzej ?
            Zależy od Ciebie jak wykorzystasz tę informację. Koncentruj się na
            sobie. Ex należy przesuwać w przeszłość.
            • undeadly Re: Złość konserwowana 17.08.09, 16:08
              Dobrze powiedziane chybi1 czytając ten wątek kolejny raz
              uswiadomiłem sobie parę rzeczy - ja do tej pory wcale nie
              chciałem usuwać swojej byłej w przeszłość. Stąd konserwowałem
              w sobie wiele z tych emocji o których pisalismy wcześniej.
              Czy mnie to niczyło ? Raczej utrudniało normalne życie (cokolwiek
              przez to słowo rozumiemy).
              Co do Pań na forum to jedynie konstatacja faktu, nic wiecej.
              I tylko z jednym nie mogę się zgodzić jak mam zrozumieć
              drugiego człowieka bez choćby częściowej empatii ?
              • chybi1 Re: Złość konserwowana 17.08.09, 16:22
                undeadly napisał:

                > I tylko z jednym nie mogę się zgodzić jak mam zrozumieć
                > drugiego człowieka bez choćby częściowej empatii ?
                To oczywiście niemożliwe.smile
                Wychodzę z założenia, że po latach małżeństwa o ex wiesz już
                wszystko. Jest dla Ciebie raz na zawsze zapisaną kartą. Wracając w
                przeszłość, nie znajdziesz niczego, czego byś już wcześniej nie
                wiedział.
                Taki punkt ostatecznego uporządkowania osiąga się, niestety, dopiero
                po jakimś czasie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka