anuszka_ha3.agh.edu.pl
21.04.13, 15:54
Nie wiem, czy się uda ten wątek, bo każdemu trudno uniknąć przywiązania do pewnych pojęć, wszyscy żyjemy zanurzeni w pewnych przekonaniach kulturowych. Ale przyszedł mi do głowy taki temat. Były tu już wątki o seksie, antykoncepcji, zwiazkach nieformalnych itd. Z jakiegoś powodu są to ważne sprawy z punktu widzenia religijnego. Ale pobawmy się w science-fiction. Z miarę możliwości bez emocji, jako czysty eksperyment myślowy: Czy można by sobie wyobrazić chrześcijaństwo, w którym sprawy seksu zupełnie nie są kwestiami religijnymi?
Czy byłoby możliwe chrześcijaństwo, w którym jedyny wymóg regulujący relacje seksualne byłby taki sam, jak dla wszelkich innych relacji - żeby nie krzywdzić drugiego? Chrześcijaństwo, w którym oprócz spełnienia tego wymogu byłoby poza tym wszystko jedno - kto z kim; w jakiej pozycji i wykorzystując jakie utensylia; czy dwuosobowo, czy wieloosobowo; czy wiele związków w życiu, czy tylko jeden; czy zabezpieczając się przed ciążą, czy nie; czy bezinteresownie, czy jako płatna usługa; czy z głębokiej obopólnej miłości, czy z obopólnej chęci do niezobowiązującej zabawy?
Jak myślicie?
Bo wydaje się, że chrześcijaństwo - a może religie w ogóle - mają założenie, że wiedzą lepiej od ludzi, co ich krzywdzi. Ale właśnie w dziedzinie relacji seksualnych, bo w innych dziedzinach raczej nie ma takiego założenia. Zastanawiam się, czy mógłby istnieć taki rodzaj chrześcijaństwa, który rozstrzyganie co kogo krzywdzi pozostawiłby w zupełności sumieniu ludzi?