sebalda
06.05.13, 12:51
Mój kolejny, od niedawna, problem związany z oficjalną wykładnią Kościoła: zagrożenia duchowe w postaci magii, wróżb, jogi, słoników na szczęście i innych groźnych zjawisk i praktyk. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale mam wrażenie, że dopiero od niedawna Kościół się uaktywnił w tej kwestii (to znaczy wiem, że na ten temat są informacje w Biblii, ale ostatnio o tym głośno w Kościele). Religii uczyłam się dawno, ale gdyby ksiądz coś o tym mówił, to na pewno w wywoływanie duchów bym się nie bawiła, a przyznam, że to robiłam, jak miałam lat naście. I teraz nie wiem, czy nie powinnam się po latach z tego wyspowiadać? Boże, tyle lat przystępowałam do Komunii św. z takim ciężkim grzechem na sumieniu?
A tak na poważnie. Kompletnie nie mogę się pogodzić z tymi wszystkimi zagrożeniami, z tym, że feng shui może mi zagrozić, że słonik i motylek to symbole zła. Albo taki jednorożec. O co w tym wszystkim chodzi? Pytałam syna, czy ich na religii o tym uczyli. Nie przypomina sobie. A biskupi bardzo się uaktywnili w tej kwestii. Dlaczego?
I najgorsza herezja: nie wierzę w egzorcyzmy. Co mam z tym fantem począć? Na siłę się przekonać? Spowiadać się z tego, że nie wierzę? Czy żyjemy w takich czasach, że tego typu problemy stały się nagle palące???