anuszka_ha3.agh.edu.pl
13.08.14, 07:37
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,16469482,Licealisci_wrocili_z_Liberii__gdzie_jest_epidemia.html#BoxSlotI3img
Jedna sprawa, to kwestia epidemii. Prawdopodobnie organizator wyprawy dowiedział się dopiero po powrocie, że choroba dotarła do Liberii. Co powinien zrobić? Zgłosić siebie i uczestników do jakiegoś Sanepidu na badania? Nie wiem, czy w ogóle są w Polsce procedury. Gdyby wszyscy wracający z Afryki lecieli na wszelki wypadek do lekarza, to byłoby bez sensu. Prawdopodobnie i tak przyjmuje się, że do lekarza należy się zgłosić dopiero, jeśli zaobsrwuje się podejrzane objawy. Więc nie wiem, czy wieszanie psów na tym księdzu jest słuszne. No chyba że dokładnie w miejscu gdzie byli ludzie zaczęli chorować. Bo z tekstu to nie wynika.
Mnie zaciekawiła natomiast druga sprawa. Licealiści w wakacje jadą do Afryki na misje. To jakaś nowa moda? Jeden internauta skomentował tak:
Liberia ma GDP per capita niecałych 500 USD rocznie.
Za cenę przelotu do Liberii i pobytu na miejscu każdego z tych "samarytan" pomagających biednym dzieciom, można było te każde z tych biednych dzieci liberyjskich utzrmymać przez ponad rok na średnim poziomie w tym kraju.