Witam, czytam Was od jakiegoś czasu i wiele się dzięki Wam dowiedziałam. Od
2001 roku jestem pod opieką endokrynologa - Usg zawsze pokazywało nieznaczną
nierówność echogeniczności, ale TSH zawsze trzymało się norm. O przeciwciała
i FT3 i FT4 nikt mnie nie pytał, a ja nie wiedziałam i istnieniu takich
badań. Zmieniłam lekarza. Wyniki z września tego roku: TSH 0,064 (0,4 - 4,0),
FT4 2,03 (0,8 - 1,9), przeciwciała AntyTG 205 (0 - 40), przeciwciała antyTPO
360 (37 - 145). Pani doktor zdjagnozowała to jako przewlekłe
autoimmunologiczne zapalenie tarczycy w fazie małej nadczynności. Miałam brać
Tyrozol 3 x 10 mg, Propranolol i witaminki i sylimarol by wspomóc wątrobę. Po
lekach czułam się okropnie, cisnienia fatalne, bóle gardła, bóle pleców i
kręgosłupa. Zmniejszyłyśmy dawki. Po miesiącu Tyrozolu TSH wyniosło 15,2 !!!
a FT4 0,86. Zgodnie z zaleceniem lekarza odstawiłam wszystko i mam czekać
miesiąc na powtórzenie badań. Jeżeli będą w normie, mam powtarzać je co
kwartał, jeśli nie, wrócę do tego paskudnego tyrozolu. Aż mi skóra cierpnie
ze strachu, że będę musiała przechodzić przez to jeszcze raz. Nie wiecie, do
kogo mozna składać zażalenia na tak wadliwie wykonaną tarczycę

? To tyle.
Pozdrawiam serdecznie.