pies_z_laki_2
27.12.12, 18:53
Czytałam już wątki na temat bezsenności, ale się były zarchiwizowały. Zaczynam więc nowy.
Od kilku tygodni słabo sypiam. Trudno mi zasnąć, krótko śpię, wiercę się i kręcę, budzę i razem wychodzi po kilka godzin niespokojnego snu dziennie, bliżej trzech niż ośmiu... Ani internistka, ani endo zupełnie to nie wzruszyło, "Od kiedy?", wpisała do karty miesiąc i to tyle. Żadnej porady, żadnego wyjaśnienia, nic...
Poszukałam więc i znalazłam Zespół opóźnionej fazy snuj. Ale to nie tłumaczy skrócenia snu, a tylko ew. przesunięcie. Szukam więc dalej.
Według Wiki (Bezsenność ) może występować w przebiegu takich chorób jak:
- choroby, w przebiegu których występuje ból
- zaburzenia krążeniowo-oddechowe
- schorzenia gruczołu krokowego, zapalenie dróg moczowych (związane z nocnym oddawaniem moczu)
- choroby tarczycy
- niewydolność wątroby i nerek
- uszkodzenia OUN
Czyli potwierdza się to, że brak snu ma jakiś związek z ch. Hashi. Ale jaki to jest związek? Co dokładnie powoduje, że z chorobami tarczycy przychodzi bezsenność? Może dzięki takiej wiedzy uda się z brakiem snu skutecznie powalczyć?
Ale jak z tym walczyć? Jak sobie z tym radzić? Podpowiedzi typu "weź psychotropy, bo masz depresję" odrzucam od razu. Nie mam nerwicy ani depresji, ani stresującego trybu życia. Mam Hashi i tyle.
Bezsenność nie ma związku (u mnie) z nieuregulowanymi hormonami, czy z nadczynnością polekową. Wyniki mam jak najbardziej w porządku.
Nie mam bezdechu nocnego, niewygodnego łóżka, kataru, astmy, nie jestem za mało albo za bardzo zmęczona, ciśnienie ok, tętno ok, nadnercza ok, nie mam specjalnie wielkich problemów, właściwie nie ma żadnej uchwytnej przyczyny, dla której nie mogę zasnąć, a i tak śpię 3-4 godziny i więcej mi nie trzeba... to u mnie nowość...
Do niedawna (całe dorosłe życie) byłam sową czyli nocnym markiem, ale jak już zasnęłam, to 8-10 godzin snu bywało za mało... a teraz g. 5,00-8,00 i wystarczy... zmieniło mi się wraz z diagnozą Hashi, może trochę później... i wkurza, bo sobie z tym nie radzę...
Persen? Melisa? Melatonina? Ponoć nawet stosując zioła i środki całkowicie naturalne i tak można się uzależnić, co oznacza systematyczną podwyżkę dawki / ostateczne osłabienie działania. Awaryjnie owszem, można, ale jeśli to jest bezsenność systemowa, to po jakimś czasie na wszystko już będę uodporniona, a sen i tak nie nadejdzie...
Co robić? Co robicie Wy, Hashimotki? Jak sobie radzicie z bezsennością? Z tłumaczeniem rodzinie, że ja nie "nie chcę zasnąć", tylko "nie mogę zasnąć"... Czy bezsenność się cofa, czy tak już będzie zawsze? Czy macie jakieś interesujące materiały źródłowe na ten temat?