Dodaj do ulubionych

Hashimotka w pracy ...ale jakiej?

16.01.13, 17:25
Witajcie Hashi - kobietkismile

Założyłam ten wątek, ponieważ jestem bardzo ciekawa i może też pomożemy innym Hashi znaleśc sie na rynku pracy który jak ognia boi sie sennych,wolnych,rozkojazonych pracowników.A niestety są tacy wsród nas...np. Ja w zeszłym roku zmieniłam zawód zdobyłam technika masazystę ale ze wzgledu na nieuregulowana dawkę thyro - mam wiekszosc objawów niedoczynnosci - brak sił, niechec do ludzi itd...i puki co nei widzę sie z tak ,,ciezko fizycznej " pracy..w zasadzie nie wiem w czym szukac pracy , i jakiej ?.
Piszcie kochane kim jesteście z zawodu i gdzie znaleźliście prace która w miarę wwspółgra z waszymi objawami niedoczynności....
Ps.Patrząc na ludzi pedzacych z falą zycia bardzo wysoką - serdecznie nie mam sił gonić z nimi...szkodasad
Obserwuj wątek
    • alva_alva Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 16.01.13, 20:00
      Wiem, że zaraz się wszyscy na mnie rzucą, ale czy nie lepiej jest porównać się do innych ludzi, którzy naprawdę mają na karku ciężkie choroby typu rak, SM, są na wózkach,a mimo to funkcjonują jakoś na tym rynku pracy?Hasi jest upierdliwe, ale bez przesady. Mnie branie pod uwagę innych chorób znacznie ułatwia codzienne funkcjonowanie, które też bywa mocno męczące, ale inni mają naprawdę gorzej i dają radę.W sumie to ja się cieszę, że mam to co mam, mimo, że nazbierało się tego sporo.
      • beata-opole Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 16.01.13, 21:24
        alva_alva napisała:

        > Wiem, że zaraz się wszyscy na mnie rzucą, ale czy nie lepiej jest porównać się
        > do innych ludzi, którzy naprawdę mają na karku ciężkie choroby typu rak, SM, są
        > na wózkach,a mimo to funkcjonują jakoś na tym rynku pracy?Hasi jest upierdliwe
        > , ale bez przesady. Mnie branie pod uwagę innych chorób znacznie ułatwia codzie
        > nne funkcjonowanie, które też bywa mocno męczące, ale inni mają naprawdę gorzej
        > i dają radę.W sumie to ja się cieszę, że mam to co mam, mimo, że nazbierało si
        > ę tego sporo.

        Tak powiem ci to pomaga...tylko te upierdliwe zawroty głowy bardzo utrudniaja np prace stojącą....albo smutny wyraz twarzy gdzie jak sie nie cieszysz jak głupek nonstop to kazdy mysli ze cos strasznego sie dzieje...a mi sie tylko nie chce zyc...albo aż....

        Ps.Oglądaliscie moze kiedyś film mowiacy o wpływie plastiku na hormony....?
        • alva_alva Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 16.01.13, 21:44
          Beato, jeśli nie chce ci się żyć, to masz raczej depresję, która pewnie się wysuwa na pierwszy plan, choć ona bywa związana bezpośrednio z Hasi. Może dobrze byłoby zajrzeć jeszcze do jakiegoś psychologa albo psychiatry, bo bez sensu jest się męczyć, a dawki tyroksyny trzeba oczywiście dobrze dobrać, bo bez tego trudno będzie się leczyło depresję.
          Przepraszam jeśli cię uraziłam, nie pisałaś nic o depresji, choć może można bylo się domyśleć nieco. Sama mam dużo więcej niż Hasi i w sumie to serio, ale Hasi to jest pikuś podług reszty niedoczynności które mam, a moje niedoczynności to jest pikuś podług innych ciężkich chorób,niepełnosprawności, które ludzie mają. Generalnie Hasi w ogóle nie wydaje mi się zbytnio problematyczne, o ile jest leczone, bo wiadomo, że bez leczenia nadejdzie katastrofa.
          • muktprega1 Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 16.01.13, 22:05
            alva_alva napisała:
            > Może dobrze b
            > yłoby zajrzeć jeszcze do jakiegoś psychologa albo psychiatry, bo bez sensu jest
            > się męczyć, a dawki tyroksyny trzeba oczywiście dobrze dobrać, bo bez tego tru
            > dno będzie się leczyło depresję.

            Daj Alva spokój z tym psychiatrą, już tyle przykładów było na ten temat, a przecież dziewczyna dopiero od 3 stycznia zaczęła tyroksynę od dawki 25 i na dodatek ma anemię, a Ty proponujesz coś, co kłóci się z rzeczywistością.
          • ant.ola Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 16.01.13, 22:56
            a ja dziś miałam kryzys,
            poszłam po leki antydepresyjnesad
            na wizytę do endo czekam a lęki mam tak okropne, że sama już nie dawałam rady.
            Czy źle zrobiłam - nie wiem, efekt i tak natychmianst nie wystąpi...czekam
            haszimotka w pracy? - to jest dopiero dramat.
          • nebiru Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 08:19
            Wybacz alva alva jesli sie mylę, ale ja coraz mniej wierze że Ty chorujesz na hashimoto lub na którakolwiek inna chorobe, która masz w opisie. Podejrzewam że jesteś studentka jakiejś medycyny czy farmacji i eksperymentujesz sobie na forach.
            Twoje rady przynajmniej pokąd dotycza hashi (bo o innych chorobach nie mam pojecia) mają się nijak do rzeczywistości. Byłam zombi z kilkanscie lat nieleczonym hashimoto, cierpiałam na różne bóle, zahaczyłam nawet o objawy stwardnienia rozsianego (miekkie nogi, brak wyczucia odległosci do podłoża i dziwne poruszanie się bo czlowiek nie steruje własnymi mięsniami, itd). Ty po prostu nie wiesz co to hashi i prezentujesz nam tylko przestarzałe poglady lekarzy z początków poznawania tej choroby i tyle.
            Nie doradzaj nikomu, bo mozesz zrobić mu krzywdę.
        • hashi-tess Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 16.01.13, 21:46
          beata-opole napisał(a):
          >
          >
          >
          > Ps.Oglądaliscie moze kiedyś film mowiacy o wpływie plastiku na hormony....?

          nie, wkleisz link?
          • rosteda Re: Do Alva_alva 16.01.13, 23:46
            Do Alva_alva
            "Wiem, że zaraz się wszyscy na mnie rzucą,"

            To co napisze nie jest "rzucaniem" sie na ciebie tylko wyjasnieniem ze nie wszyscy
            z Hashimoto maja tyle szczescia co ty. Powinnas byc wdzieczna losowi za to ze nie odczuwasz tej choroby i miec wiecej wyrozumialosci dla tych ktorzy twojego szczescia nie maja i kto wie czy kiedykolwiek go beda mieli.

            "ale czy nie lepiej jest porównać się do innych ludzi, którzy naprawdę mają na karku ciężkie choroby typu rak, SM, są na wózkach,a mimo to funkcjonują jakoś na tym rynku pracy?"

            Tak uwazasz?
            Ja uwazam jednak inaczej i to z wlasnego doswiadczenia.
            Z doswiadczenia innych polecam przeczytanie ci tego listu osoby ktora miala Basedowa, raka piersi i zmaga sie z Hashimoto.
            Jest po niemiecku ale mozna sobie go przetlumaczyc.
            www.schilddruesenguide.de/creson.html
            "Ich hatte seitdem auch Brustkrebs. Im Vergleich zu dem, was mir Hashimoto angetan hat, war der Krebs ein Zipperlein! Was ich seitdem durchmache, ist mit dem Begriff Zipperlein nicht mehr zu beschreiben."
            "Od tego czasu (od poczatku Hashimoto) mialam tez raka piersi. W porownaniu do tego, jak mi dokuczylo Hashimoto, rak byl drobnostka. Co ja od tego czasu przechodze (od poczatku Hashimoto), jest ta drobnostka okresleniem nie do opisania."

            "Hasi jest upierdliwe, ale bez przesady. Mnie branie pod uwagę innych chorób znacznie ułatwia codzienne funkcjonowanie, które też bywa mocno męczące, ale inni mają naprawdę gorzej i dają radę.W sumie to ja się cieszę, że mam to co mam, mimo, że nazbierało się tego sporo. "

            Oj ciesz sie, ciesz sie bo masz z czego.

            "Beato, jeśli nie chce ci się żyć, to masz raczej depresję, która pewnie się wysuwa na pierwszy plan, choć ona bywa związana bezpośrednio z Hasi. Może dobrze byłoby zajrzeć jeszcze do jakiegoś psychologa albo psychiatry, bo bez sensu jest się męczyć, a dawki tyroksyny trzeba oczywiście dobrze dobrać, bo bez tego trudno będzie się leczyło depresję."

            Nie jest dobrze jak stare forumowiczki nowym polecaja wizyte u psychologa albo psychiatry.
            Przykre to.

            "Przepraszam jeśli cię uraziłam, nie pisałaś nic o depresji, choć może można bylo się domyśleć nieco."

            Taka znawczyni od depresji jestes ze z domyslu juz wiesz co to jest?

            "Sama mam dużo więcej niż Hasi i w sumie to serio, ale Hasi to jest pikuś podług reszty niedoczynności które mam, a moje niedoczynności to jest pikuś podług innych ciężkich chorób,niepełnosprawności, które ludzie mają. Generalnie Hasi w ogóle nie wydaje mi się zbytnio problematyczne, o ile jest leczone, bo wiadomo, że bez leczenia nadejdzie katastrofa."

            Dla mnie pikus to sa wszystkie choroby i operacje ktore mialam przed Hashimoto.
            A bylo tego troche.
            Jesli tobie sie wydaje ze Hashi nie jest problematyczne to raczej zachowaj to dla siebie i nie pisz nam tutaj na forum ze ktos ma sie leczyc u psychiatry bo wystarczy ze wiekszosc lekarzy to robi, tak samo nam nie wierzac jak ty.
            Forum jest po to aby sobie wspolnie pomagac a nie dobijac.

            • beata-opole Re: Do Alva_alva 17.01.13, 00:14
              Dziękuje Alva za te słowa, ja nie mam siły się bić o swoje i Puki co prosić o zrozumienie które myślałam że ze względu na taka a nie inna nasza ,,dziwna,,chorobę tu znajdę no bo gdzie już indziej.Bądźmy właśnie otucha dla siebie pomocą wsparciem.Bo jak widzicie same żadko gdzie traktują nas poważnie i mają dla nas czas. Ja sama jestem ofiara różnego rozpoznania 1.5roku prosiłam o jakieś badania bo czułam się fatalnie i właśnie lekarz poz tylko do psychiatry wysyłał dopóki w końcu nie dostał wyniku usg. Od 6lat mam stwierdzone Hashi wizyty na kasę 2 do roku tylko badanie Tsh jak normą to do domu i tabl.dawkę zaczęłam ustawiać dopiero z wami.wzięłam się za chorobę sama i jestem w rynku że wszystkie dolegliwości jakie miałam to są od tarczycy a już myślałam że to milion innych chorób.zwiększanie powoli dawkę toleruje ok.I chciałam podziękować dobrym trzon za wszelkie rady i czas poświęcony odpowiedziom mi dowiedziałam się dzięki wam więcej jak od lekarzy przez 6lat.DZIĘKUJE
            • alva_alva Re: Do Alva_alva 17.01.13, 09:34
              rosteda napisała:

              >
              > scy
              > z Hashimoto maja tyle szczescia co ty. Powinnas byc wdzieczna losowi za to ze n
              > ie odczuwasz tej choroby i miec wiecej wyrozumialosci dla tych ktorzy twojego s
              > zczescia nie maja i kto wie czy kiedykolwiek go beda mieli.

              Rostedo, odczuwam objawy Hasi, ale oprócz Hasi jestem na insulinie, mam padniętą przysadkę, która daje dużo cięższe objawy niż Hashimoto i im nie da się zapobiegać braniem hormonów czy leków, a do tego siadają mi nadnercza i braki kortyzolu przy insulinie jest naprawdę obecnie dużym problemem. Funkcjonuje mi się naprawdę ciężko, gdyż miewam wahania cukru z 300 na 30 w ciągu godziny np. na skutek wyjścia do sklepu pod blokiem.Najmniejszy ruch fizyczny powoduje drastyczne spadki cukru, spadki ciśnienia.Zaczyna mi dochodzić zatrucie wodne na skutek spadku sodu i niedoczynności przysadki,puchną mi płuca i mózg- to odczuwam najbardziej.Mam wieczne mdłości, w dusznych pomieszczeniach nie mogę oddychać, boli mnie głowa jak przejdę dłuższy kawałek. Poza tym mam wtórną i narastającą nadczynność przytarczyc ze względu na problemy z wchłanianiem wapnia i wit. D, objawy też mi się dają we znaki. Obecnie mam skierowanie do szpitala z tym wszystkim kolejny raz i czekam na termin, jak doczekam, w co wątpię. Generalnie bardzo się oszczędzam, bo się obawiam przełomu nadnerczowego przy większym wysiłku, stresie. Staram się jakoś funkcjonować tak, aby zapobiegać przede wszystkim częstym hipoglikemiom, które nawiedzają mnie także w nocy, a te na śnie są tym bardziej niebezpieczne, bo człowiek tego nie czuje i może nie wyłapać odpowiednio wcześnie.Hipoglikemie są o tyle niebezpieczne u mnie, że jest to stan zagrożenia dla organizmu, potrzeba kortyzolu, a mnie go zaczyna brakować. Po każdej hipo rzędu 40 i poniżej jestem trup.
              Jakoś z tym funkcjonuję, także na rynku pracy, choć przyznam, że jest coraz gorzej, ale się nie poddaję.Hashimoto wydaje mi się przy tym co właśnie mam naprawdę mało problemowe.
              Ale moja mama zmarła na raka i wiem co widziałam w szpitalach onkologicznych, hospicjach i u mojej mamy. Z rakiem jest wszystko dobrze, póki nie ma do śmierci tak ze trzy miesiące. Raka się nie czuje zbyt mocno, rak długo nie boli, gdyby nie jego leczenie, a Hashimoto się czuje dzień w dzień.Ale z Hasi można żyć, a z rakiem rzadko się człowiek wybrania z ramion śmierci i myślę, że każdy kto pisze, że Hasi mu tak dokucza, że wolałaby mieć raka, przechodzić chemię czy naświetlania i żyć dzień w dzień z oddechem śmierci na plecach, jest po prostu hipokrytą.

              Może czasem moje wypowiedzi wywołują jakieś poruszenie na tym forum, ale nie widzę przyczyny dla której nie można wyrazić swojego zdania wynikającego w sumie także z własnych doświadczeń.Zapewne jestem osobą silną psychicznie i nie każdy ma tej siły tyle co ja, ale myślę, że skupienie się wyłącznie na swoich dolegliwościach bez oglądania się na innych ludzi, którzy naprawdę mają gorzej, też nie jest dobre, bo to nie mobilizuje do działania jeśli chodzi o własne życie. Rozumiem, że autorka wątku ma depreche i pewnie ciężko jest jej się za siebie zabrać i się doprowadzić do porządku, ale nikt za nas tego nie zrobi jak sami tego nie zrobimy. Nie można usprawiedliwiać się Hasi i być biernym, bo to nie zmieni w naszym życiu nic na lepsze, od tego lepiej się nie poczujemy.Jeśli autorka wątku ma tak silną depresję , że nie da rady się wziąć za leczenie Hasi, to myślę, że być może jednak wizyta u psychiatry by pomogła, przynajmniej w przerwaniu tego błędnego koła.

              Niemiecki znam, jestem germanistą, a nie studentką medycyny Neribru.
    • arronia Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 01:09
      > Założyłam ten wątek, ponieważ jestem bardzo ciekawa i może też pomożemy innym
      > Hashi znaleśc sie na rynku pracy

      Pytanie: wyregulowanym Hashi czy niewyregulowanym?
      Póki się jest zombie w niedoczynności, to nie wiem, jaka praca byłaby "odpowiednia".
      Jak się w miarę poustawia tarczycę i inne wyniki - to zupełnie inna sprawa.

      Czy warto rozmawiać o nieleczonych/źle leczonych Hashimotkach na rynku pracy? Nie jestem pewna, czy o to chodzi.
      • beata-opole Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 09:02
        Generalnie nie rzadko jest tak że nawet przy uregulowanej dawce tabletek jednak pojawiają się często i nadal objawy choroby i najczęściej są to właśnie zmęczenie i apatia która jak wiadomo wróg pracy.I czy można ewentualnie pożalic szefowi w razie wu że mamy taka senna chorobę.
      • alva_alva Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 09:03
        arronia napisała:

        > Pytanie: wyregulowanym Hashi czy niewyregulowanym?
        > Czy warto rozmawiać o nieleczonych/źle leczonych Hashimotkach na rynku pracy? N
        > ie jestem pewna, czy o to chodzi.

        No właśnie. Oczywiste jest , że nie da się funkcjonować nigdzie jak się ma mocną niedoczynność, ale to się da leczyć jakoś na tyle, aby te objawy nie były tak dokuczliwe. Z żadną cięższą chorobą, która jest nieleczona nie da się funkcjonować ani na tynku pracy ani w innych opcjach, o tym wie każdy z nas.
        • bebelu Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 09:36
          beata_opole, bardzo dziękuję Ci za ten wątek, sama wielokrotnie rozmyślam( jak czuję się normalnie - ale nadal mam dni kiedy ból głowy i pustostan myślowy skutecznie mnie od tego odstraszają i wtedy jestem szczęśliwa, że mogę być w domu), co by tu dalej robić.
          Z wykształcenia jestem lektorem angielskiego - czyli super fucha dla wielu, niestety już nie dla mnie. Przed urodzeniem syna 6 lat temu zakończyłam ten etap i już pod koniec miałam prawdopodobnie objawy Hashimoto - bóle głowy, niechęć do wszystkiego, brak sił, senność, zapominanie słów -praca wiele mnie w tym czasie kosztowała i emocjonalnie i fizycznie -ponieważ pracowałam popołudniami a przed południami przygotowyałam zajęcia, ale na diagnozę o chorobie musiałam czekać kolejne trzy lata, jak już zasypiałam z synkiem w zabawie, tracąc kontakt z rzeczywistością (bardzo niebezpieczne).
          Po urodzeniu zajęłam się tłumaczeniami i przez około 4 lata, nawet w czasie trwania choroby pracowałam. Niestety chyba stres związany z częstymi przeziębieniami synka a co za tym idzie praca po nocach w samotności, żeby dotrzymać terminu doprowadziły do tego, że sama myśl o przełożeniu tekstu napawa mnie przerażeniem, nie wspomnę o błędach, które zdarzały mi się przez brak koncentracji i trudności w dobieraniu słów, koszmar.

          Na ten moment wiem, że potrzebuję pracy, której nie będę przynosić do domu i której jestem w stanie się bardzo poświęcić, ale nie wiem co mogłabym robić, znając bardzo dobrze tylko angielski. Do tego atmosfera musiałaby być dobra, ponieważ ja bardzo źle znoszę plotkarstwo i kopanie dołków, a powiedzcie mi gdzie tego nie masad. Hmm mało optymistycznie, ale na ten moment tak się z tym tematem czuję.
          Myślałam jeszcze o jakimś własnym biznesie, ale przecież tu stresów miałabym jeszcze więcej. Póki co zostaje więc w domu i staram się pozbyć bólów głowy, napięć - zawsze z pomocą forum, bez niego zamiast w miarę normalnie funkcjonować biegałabym tylko po lekarzach, którzy w moim przypadku tylko pogłębiali chorobę.
          • beata-opole Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 10:09
            Cieszę się że ten wątek przynosi pomoc,ukojenie ,poczucie zrozumienia którego tak bardzo mam brakuje.Szkoda tylko że np u mnie moja fajna młodość 20-30 upłynęła nijako sennie z samopoczuciem 80latki tylko dlatego że nikt nie potrafił mnie zdiagnozowac tych lat nikt mi nie wruci i ciekawe ile teraz lat minie zanim ustawie leczenie.ehh
            • agcerz Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 10:19
              Ja też jestem anglistą. Byłam wykładowcą akademickim, co mi odpowiadało ze względu na niewielkie obciążenie godzinowe. W wolnym czasie tłumaczyłam, czasem bardzo intensywnie. Takie łączenie dwóch zajęć odpowiadało mi bardzo. Potem miałam okazję zakosztować pracy w biurze (rok). Nigdy więcej! Jak napisała któraś z dziewczyn powyżej, atmosfera zawiści, plotki i układziki męczyły mnie potwornie. Najbardziej lubię pracę w domu, gdzie nie mam zbyt wielu bodźców. Jestem introwertyczką, co potęguje niektóre dolegliwości związane z Hashimoto. Teraz jestem za granicą i nie pracuję, co także jest dość przykre, bo warto mieć głowę zajętą czymś innym niż poziom hormonów i przeciwciał. Nie wiem, co będę robić po powrocie do Polski, chciałabym wrócić do zawodu - ale już się boję kontaktów z naszą służbą zdrowia sad.
            • muktprega1 Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 10:31
              Ja miałam również ok 10 lat niebytu i nie mogę sobie przypomnieć, co się wtedy działo w moim życiu? Jakby zostały wykradzione, za to pamiętam okropną niemoc, zmuszanie się do wstawania, stoczenie wewnętrznej walki o ubranie się, umycie, wyjście z domu do pracy. Oczywiście po mocnej kawie,a za trzy godziny drugiej, wtedy jakoś funkcjonowałam z trzęsącymi się rękami, na co moje koleżanki zwróciły uwagę z podejrzeniem o uzależnienie alkoholowe (no bo komu trzęsą się ręce?).
              Żyłam z dnia na dzień dosłownie siłą woli, ale mimo to próbowałam jakoś sobie pomagać, oczywiście wielu lekarzy różnej specjalizacji na czele z psychiatrą smile

              > tych lat nikt mi nie wruci i ciekawe ile teraz lat minie zanim u
              > stawie leczenie.ehh

              Nic nie ma stałego w tym życiu, ale będziesz bogatsza o wiedzę, będziesz wiedziała jak sobie pomóc, a to jest bardzo dużo
              Pozdrówka serdeczne dla Wszystkich smile
              • ant.ola Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 15:09
                muktprega, ja mam tak teraz, coś okropnegosad
          • arronia Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 11:11
            Jak jestem ustawiona OK, to bywam korektorem/redaktorem.
            Jak mi się tarczyca słania, to sama potrzebowałabym korekty wink
            No ale to już mój obowiązek (względem siebie i świata), żeby pilnować tarczycy. I nie dać się np. trzymać na TSH 3,8, co przez jakiś czas, przy marnej lekarce, niestety miało miejsce...

            W pracy mam kilka hashimotek. Różne stanowiska, i twórcze, i kierownicze, i w kontakcie z klientami. Różne. Jeśli mówi się, że na Hashimoto może chorować nawet 20% kobiet, to przecież nie znaczy, że co piąta kobieta w kraju jest niezdatna do sensownej pracy smile

            >> Na ten moment wiem, że potrzebuję pracy, której nie będę przynosić do domu i której jestem w stanie się bardzo poświęcić

            Ponoć potrafi się fajnie udać połączenie zalet freelancerki z wychodzeniem "do pracy" przez wspólne biura, w których się tylko wynajmuje biurko. Nie wszędzie coś takiego jest, ale może warto się rozejrzeć?
    • pies_z_laki_2 Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 11:18
      Przy Hashi uważam, że dobra byłaby praca wymagająca wysiłku mentalnego, a nie fizycznego, bo sił możemy mieć niewiele. Ponoć Hashi wiąże się nawet z miastenią i syndromem ciągłego zmęczenia, a to na pewno nie pomaga aktywnie działać...

      Z drugiej strony brak koncentracji, zaniki pamięci, słabszy wzrok i słuch, kołatanie serca i związany z tym strach, zależność od codziennej tabletki (kto wie, kiedy się okaże że dawka jest za niska i nagle poczujemy się kiepsko...) i w ogóle to, że mamy chorobę przewlekłą i nieuleczalną nie wspiera naszej konkurencyjności na rynku pracy. No i nie do każdego zawodu, nie do każdej pracy się nadajemy...

      Do jakiej się nadajemy? W euthyreozie do niemal każdej, w niedoczynności do żadnej... Ale z czegoś żyć trzeba...

      Najlepiej jest pracować z ludźmi, którzy rozumieją, mogą nam pomóc, czy zastąpić, kiedy mamy gorszy dzień. Dobrze jest pracować latami w tej samej firmie, gdzie ludzie pamiętają nas sprzed choroby i wiedzą, że stać nas na więcej, ale teraz musimy lekko przyhamować.

      Czyli widzę szansę w poprawieniu organizacji pracy (żeby ogarnąć własne rozkojarzenie), w motywacji do lepszego ustawienia hormonów (czyli zrozumienia swojego organizmu i swojej choroby, i wzięcia sprawy w swoje ręce, zamiast zostawiać to w rękach lepszego albo często gorszego lekarza).

      Ale jaka to miałaby być praca? Taka, gdzie można mieć wpływ na harmonogram dzienny. Czyli jaka?
    • devilyn Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 11:53
      Jesteś na początku drogi z haszi, a początki bywają ciężkie...ja zachorowałam bedąc studentką a lekrza badali tylko tsh...pamietam jak niemiłosiernie bolały mnie kości...mięśnie, tyłam z powietrza...okropieństwo..warczałam na innych, zero usmiechu ale...zachorwałam na coś innego (cięższy kaliber) i wtedy moje tsh sie rozszalało skakało z 11 do 3, 7 do 5 i tak w kółko i wtedy dostałam letrox big_grin walcz o siebie i o swoje samopoczucie. Badaj wyniki na swoja ręke bo na edno nie licz no chyba, że ... Nie daj sobie wmówić, że tyjesz od jedzenia albo, że jesteś zdrowa i masz iść do psychiatry... a jak usłyszysz, że taka Twoja uroda mów bezczelnie, że w medycynie takiego terminu nie ma. Amen.

      Pracuje w bardzo odpowiedzialnym zawodzie a za kilka tygodni zostanę mamą bliźniaczek big_grin
      • beata-opole Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 12:59
        Devilin - gratuluje ciąży...oby wszstko poszło dobrze.Dziekuje za słowa otuchy.Bede walczyła postaram sie , dzieki Wam mam wiecej siły , niewspominając o wiedzy nt Haszi...co oczywiscie wpłynie pozytywnie mam nadzieje za moje samopoczucie...smile
        • agcerz Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 13:17
          Od czasu zastrzyków z wit. B12 nie mam zaników pamięci i intelektualnie czuję się jak nowa. Ale fizycznie jest dość słabo, od listopada do grudnia miałam bardzo, bardzo silne bóle stawów (mam skierowanie na bad. przeciwciał w stronę reumatyzmu). Dzięki wyrównaniu wit. D (biorę teraz regularnie, zresztą mam bez recepty) minęły mi stany depresyjne. To plus, duży plus. Ale niestety nie jestem w stanie pracować 40h/tydzień, po prostu to wiem. Niektórzy pewnie nazwą mnie leniem, ale przestałam się nimi przejmować. Teraz myślę o zrobieniu nowych studiów, przekwalifikowaniu się. Ogólnie praca stanowi bardzo ważną część mojego życia, ale już wiem, że nie mogę z nią przesadzać.
          • beata-opole Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 14:55
            Ano własnie szczególnie jest problem z fizycznymi pracami ja przekwalifikowałam sie na masazystke no praca typowo siłowa ale nie wyobrażam sie w pracy w biurze (ciepło-nudno tylko podusia i lulu)....ale wlasnie z powodu braku siły nie wyobrazam sobie pracowac w nowym zawodzie no chyba ze w koncu po 10latach odzyje...i zaczne swiatło zyc i w koncu pracować....tylko zeby ludzie jeszc ze byli bardziej otwarci na nasza chorobe i wlasnie nie pierdzielil ze len ze nie rub a nie wysili sie zeby poznac co to za choroba i ze to jej wina nie nasza....bo nie chce nam sie my poprostu czasem nie mozemy noga ruszyc....swoja droga ciekawe czemu tak bardzo w tej chorobie siada siła mieśnia...??
            • natder Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 20:28
              Ja przez wiele lat nadczynności nie pracowałam wychowując dzieci, w zeszłym roku zdecydowałam się na usunięcie tarczycy, nie mając oczywiście bladego pojęcia jak się to skończy. Mam pracę, którą bardzo lubię i w całym przygotowaniu do zabiegu najtrudniej było mi poinformować o tym, co mnie czeka pracodawcę i współpracowników, nie mogłam pozwolić sobie na to, żeby zniknąć z pracy z dnia na dzień i nikomu nic o tym nie powiedzieć. Byłam wtedy już w dość dużej niedoczynności, strasznie przeżyłam rozmowę z szefem, do tego stopnia, że był przekonany, że to coś bardzo poważnego skoro płaczę jak dziecko wink Wróciłam do pracy 5 tyg. po zabiegu, w dużej niedoczynności, czułam się jak kosmitka, w dodatku zamknięta w gumowej piłce. Powoli wdrażałam się w obowiązki, sprawność umysłowa wracała wraz ze wzrostem poziomu hormonów - ale jak wiecie wszystkie, niestety wszystkim nam zdarzają się gorsze okresy. Czasem zastanawiam się, czy to, że nie osiągam takich sukcesów jak wcześniej jest związane z tym, że nie jestem już tak kreatywna jak w czasach nadczynności wink Minął rok od operacji, ciągle jestem w trakcie zapoznawania się z nową sytuacją, jestem aktualnie pierwszy raz na zwolnieniu lekarskim od czasu operacji - mam anemię i przez kilka dni będę brać zastrzyki z b12, mam też kilka konsultacji lekarskich na cito i badań do załatwienia i na to poświęcę tych kilka dni. Przyznam, że tak, niedoczynność pooperacyjna i wszystkie związane z nią "gratisy" mocno utrudniają mi czasem funkcjonowanie ale nie wiem, co by było gdybym nie pracowała. Cały czas dzięki tej pracy mam motywację by walczyć o siebie, by szukać informacji i rozwiązań. Naprawdę wiem, że wiele z was czuje się fatalnie, czasem mam takie zjazdy, że muszę popłakać w firmowej toalecie bo mam poczucie, że nie kontroluję swojego ciała i swojego umysłu. Wczoraj wyszłam z pracy i całe popołudnie zastanawiałam się, czy zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Kiedy wczoraj prawie zemdlałam bo uświadomiłam sobie, że właśnie chyba pocięłam w zniszczarce L-4 pracownika stwierdziłam, że dość, byłam dzielna ale chwilowo będzie lepiej jak jednak dam sobie kilka dni na ogarnięcie aktualnego zjazdu. Szukam informacji na forum, bo wiem, że muszę się pozbierać - po raz kolejny. Nie wiem, co byłoby, gdybym siedziała w domu, bo wtedy tylko kołdra na głowę i wieeeeelka paczka chusteczek wink Praca daje mi siłę, by walczyć z tym cholerstwem wink
              • beata-opole Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 20:35
                Bardzo miło natder że opisałaś swoją ,,historie - sytuację" jak to u Ciebie wygląda...praca pracą,ale jak na Hashi zapatrują - reagują pracodawcy gdy zasypiamy nad pracą a szef ma nam za zle ze lenimy sie, wolniej niż inni pracujemy..itd...czy ,,karteczka"od lekarza ze mamy Hashi i to tylko objawy choroby a nie nasza zła wola by wystarczyła?smile
                • natder Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 20:49
                  Beatko - nie sądzę, aby przyznawanie się do choroby u nas było dobrym pomysłem sad Ja mam szczęście bo pracuję w firmie zagranicznej i podejście do takich sytuacji jest inne. Na pewno widać po mnie, że nie jestem już takim wulkanem energii i dobrego humoru jak kiedyś ale jak dotąd nikt tego nie komentuje. W zagranicznym oddziale naszej firmy pracował chłopak z autyzmem - i tam jest normą, że ludzie się przyznają jeśli mają poważne schorzenia. W tym samym czasie kiedy operację miałam ja, taką samą operację przeszła koleżanka z Belgii, u nich są trochę inne standardy leczenia i wróciła do pracy po dwóch tygodniach a potem wylądowała w szpitalu z krwiakami.
                  Czasem, jak mam gorszy okres skupiam się tylko na tym co najważniejsze ale jak mam okres lepszy to staram się to na maxa wykorzystać. Chciałabym tylko, żebyście się nie bały szukać pracy i podejmować wyzwań - bo to naprawdę pozwala znaleźć w sobie motywację do walki z własnymi słabościami. Mimo to, że kiepsko się czuję, wstaję rano, myję głowę, maluję się a potem pierś do przodu i do roboty. Pomyślcie, ilu ludzi pracuje nie wiedząc, że mają Hashimoto albo inne schorzenia. Sama świadomość choroby nie powinna nas ograniczać, wręcz odwrotnie. Nawet jeśli dziś dzieje się źle to wiem o tym, że za chwilę będzie lepiej. Trzymajcie się, nie dajcie się paskudzie wink
                  • beata-opole Re: Hashimotka w pracy ...ale jakiej? 17.01.13, 22:06
                    Koleżanko pochwal się jak możesz jaka to firma przyjazna pracownikomsmileChoć fakt zagranicą jest inaczej jest dużo większa tolerancja.Dziękuje za twój post takich słów nam trzeba miód na nasza duszęsmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka