Będąc stałą uczestniczką forum uległam wrażeniu, że wszelkie działania skierowane ku poprawie naszego stanu i dążeniu do remisji, skupiły się niemal wyłącznie na poprawie funkcjonowania naszego ciała. Doskonale wiemy jakich suplementów nam trzeba nie mówiąc już o wchodzeniu w najgłębsze sfery przemian zachodzących w naszym organizmie, rozkładając to na czynniki pierwsze.
Wszystko fajnie

Wszak zdrowy sposób żywienia, suplementy i wyrównanie hormonów tyroksyną to podstawa. Tylko jakoś mało widzę tu poruszania tematów psyche w całej chorobie, nie mówiąc już o braniu ich pod uwagę gdy mowa o bezpośrednich przyczynach. Gdzieś tam gdy wypisuje się przyczyny, pada słowo „stres” , no ale kto nie ma stresu?
Czytałam wiele historii gdzie osoby z Hashimoto opowiadają jak niedługo przed wystąpieniem choroby przeżyły coś „wielkiego” – jakieś obciążenie – uraz, trauma, operacja, wypadek, czyjaś śmierć oraz ciąża (mowa tu obciązającym aspekcie emocjonalnym bo fizyczny/hormonalny to wiadomo) i inne. A inni mają za sobą ciężkie dzieciństwo i relacje z rodzicami w koncu cos pęka. Macie może jakieś swoje zdanie na ten temat?
Chodząc na terapię psych. pytałam psycholog (z długim stażem i niesamowitym doświadczeniem) jak wygląda statystyczna osoba z Hashimoto przychodząca na terapię (często z powodu depresji, nerwicy) – najczęściej jest to stosunkowo młoda kobieta, perfekcjonistka, zazwyczaj dobrze ubrana, zadbana, z niskim poczuciem wartości i dużymi ambicjami oraz oczekiwaniami wobec siebie, skupiona na sobie, często sfrustrowana niemożnoścą zrobienia tego, co chce robić, posiadająca męża/parnera o cechach uległości, zwykle traktującego ją jak księżniczkę - kurczę u mnie trafiła w 10
Potem zaczęłam drążyć, jestem daleka od filozofowania

ale wpadłam na medycynę chińską i przyczyny chorób. Jak ktos jest zainteresowany to polecam, emocje i cechy osobowości skałdające się na poszczególne choroby są niezwykłe, pojedyncze przykłady, skłonności do:
Anemii – brak zaangażowania w życie, niechęć i obojętność, brak wiary w siebie i myślenie typu: „nie dam rady” „jestem słaby” , często anemie wystepują w chorobach przewlekłych i są synonimem, że osoba jest słaba psych, nie ma siły „na życie”, poddała się
Wzdęć – konfrontacja z tym, czego nie potrafimy zaakceptować „strawić”, wewnętrzne napięcia, wywołane przez opór i postawę na nie, mała tolerancyjność
Cukrzycy – niezaspokojona potrzeba miłości, często nieuświadomiona, rozczarowanie, poczucie niedowartościowania, wezwanie do okazania miłości samemu sobie
Wypadania włosów – wyczerpanie, brak sił życiowych, zła dieta, notoryczne martwienie się o wszystko
Wiadomo, ze to nie jedyne przyczyny! Ale jako, ze człowiek składa się z ducha i ciała – to braki witamin mają takie samo znaczenie jak aspekty psychiczne.
Idąc tym tropem trafiłam na wspaniałego polskiego psychologa W. Eichelbergera , który mówi o psychoimmunologi. I twierdzi, ze choroby z autoagresji należa do psychosomatycznych. Również polecam.
Czasami widzę wpisy osób, które mają wyregulowaną tarczycę a jednak depresja/nerwica pozostała. Albo łykają duzo suplementów a anemia jest nadal. Może warto skłonic się ku sobie ale od tej drugiej strony? terapeutka mówiła o tarczycy, ze jest naszą tarczą - tu w przenośni - jesli zostaje niszczona tarcza obronna upada wszystko. Więc trzeba ją wzmacniać też od strony psyche.
Wszystko co piszę jest moim kolejnym krokiem ku poszukiwaniu zdrowia.
Zaprzestałam 8 miesięcznej terapii bo myślałam, że dam radę i mam nad sobą świetną kontolę (tyroksyna, dieta, trochę suplementów), że ogarniam wszystko czytając coraz to bardziej specjalistyczne opracowania, często anglojęzyczne…a jednak czuję coraz większy niepokój, niepewność. Psych. mi wbijała do głowy stale: by odnaleźć siebie, być dla siebie dobrym, karmić się z miłością (niekoniecznie pod nakazem diet), wyciszać się, nie drążyć choroby. No cóż, banały a nie jest to łatwe.
Dzień w którym dowiedziałam się o Hashi był dla mnie przełomem w zyciu, a to dlatego, ze wzmógł się lęk i kontrola nad sobą, zaczęły się poszukiwana w necie, sprzeczne informacje, wprowadzające chaos, nowe szokujące informacje, ze powinnam ‘’być otwarta” na choroby towarzyszące (uważam, ze nie bez przyczyny lekarze nie informują swoich chorych o strasznych diagnozach – psychika potrafi dobić) większośc osób „macha ręką” i zyje dalej ale i tak w podświadomości tli się zagrożenie o mogącej nadejść 2,3 chorobie auto. – dla mnie to pogłębianie autodestrukcji, czasem wiedziec mniej jest lepiej

A co ma przyjśc to przyjdzie, podobno i tak chorobom auto podobno nie da sie zapobiegać?
Wspomnę o blogu Ajwen .Biznes robiony na biednych, szukających pomocy ludziach. Pomieszanie z poplątaniem, nie mówię, ze wszystko źle…ale przestrzegam.
Mi w głowie dudni ten cytat:
„Historie lubią się powtarzać: zaczęło się od podwyższonych antyTPO i antyTG, które dla niektórych nic nie znaczą, nawet ANA dodatnie jakoś przechodzą bez echa, później jest jawne Hashimoto, następnie PCOS, wypadanie włosów, nadmiar włosów na twarzy, łuszczyca, łysienie plackowate, pokrzywka, depresja, problemy z jelitami i na końcu nowotwór”
Wszystko to gdy nie zastosuje się protokołu autoimmunologicznego i restrykcyjnej diety (Hashimoto to choroba Nieborów więc po co generować kolejne, dietą czasem bez wskazań?).
A gdzie walka ze stresem wynikającym już samego faktu posiadania choróbska?
Pewnie jest tam ziarno prawdy ale czy taka informacja jest niezbędna dla zwykle prostych ludzi, łaknących uspokojenia, delikatnego prowadzenia, zrozumienia?
Pisze o tym bo mowa o aspektach psychologicznych, emocjach…
Trochę długo ale chciałam się podzielić
Dbacie o psychikę na równi jak o ciało?
pozdr.