monika.1977
06.02.06, 21:38
Moje problemy z tarczycą zaczęły się ok. 2,5 roku temu tj. 4 miesiące po
porodzie (urodziłam w maju 2003). Dostałam nagle wysokiej gorączki - 39,9,
która po kilku godzinach spadła do 35,6. Potem znowy wzrosła do prawie 40 i
znowu spadła - było tak przez dwa dni. Potem gorączka ustapiła. Po dwóch
tygodniach była powtórka z rozrywki. Zaniepokoiłam się. Mąż zawiózł mnie na
pogotowie (karmiłam piersią, 3 miesiące po porodzie)- była niedziela (jak na
złość gorączka pojawiała się od soboty), zbadali mnie pod kątem
ginekologicznym, zero badań. Dostałam pyralginę w czopku. W poniedziałek
poszłam do lekarza POZ. Pani doktor mnie wysłuchała i zleciła badania w tym.
m.in. TSH. WYnik TSH - 0,005, OB 81 i od razu skierowanie do endo. U endo
dostałam leki przeciwzapalne - piroxicam i letrox 100.Diagnoza podostre
zapalenie gruczołu tarczowego na skutek (prawdopodobnie) ciężkiego porodu (II
faza porodu trwała 2 g.45m. i zakończyła się cesarskim cięciem (jak sie
okazało malutki miał "plecak" z pępowiny, głowka wychodziła w czasie skurczu
a po skurczu się chowała). Zapomniałam dodać, iż przytyłam ok. 10 kg.
Podobno "rosłam" w oczach. Po 2 miesiącach leczenia - TSH 27,19, ATPO 236,6,
ft3-3,24, ft4-1,1, OB-28. Przez kilka miesięcy leczyłam się państwowo - bez
większego efektu,czułam się koszmarnie. Przez przypadek w czerwcu 2004 roku
trafiłam do innego endo,który jako pierwszy zrobił mi usg i sie załamał -
tarczyca zniszczona przez stan zapalny, złe leki - wyrok - leki do końca
życia, niedoczynność tarczycy, bez szansy na jej "uzdrowienie". Przepisał mi
novothyral 100. Po tym leku czułam się super, wyniki ok. Potem zmienił mi lek
na eutyrox 50 (nie było juz novothyralu). W grudniu 2004 roku stwierdziłam,
że jak wyniki są ok, to leki mi niepotrzebne. Przestałam je brać. Do maja
2005 schudłam 20 kg (m.in. ostra dieta). Kontrolne badania (maj 2005) ok.
Pewnego dnia we wrześniu, gdy jechałam samochodem do pracy zaczęło mi się
bardzo zawężac pole widzenia, bałam się zatrzymać, chyba cudem dojechałam do
pracy. Koledzy z pracy zawieżli mnie na pogotwie. W międzyczasie wzrok zaczął
wracać do normy, badania okulistyczne wyszły ok. Moim błędem było, że nie
powiedziałam na pogotowiu, że leczyłam się na niedoczynność, wspomniałam
tylko, że miałam 3 lata wcześniej hiperprolaktynomię (PRL wyjściowe ponad
2000) bałam się, że wzrok spowodowany jest gruczolakiem przysadki (na RM w
2001 roku było niejednorodne wzmocnienie bez zmian ogniskowych). Jednak po
tym zdarzeniu "przeprosiłam" się z endo. Oczywiście znowu leki, tym razem
eutyrox 100 a od grudnia 2005 (złe wyniki) dawka podwyższona na 5 dni po 100
i 2 dni po 125. W piatek i sobotę (3-4 luty b.r.)zaczęłam się bardzo źle czuć
(duszności, ucisk w mostku, niepokój, silne zawroty głowy). W niedzielę
odstawiłam lek i znalazłam m.in. wasze forum. Bardzo dużo się z niego
dowiedziałam, wiem, że przedawkowałam eutyrox(w sobotę rano zrobiłam badania
TSH - 0,39 (troche poniżej normy), w grudniu 2005 było 4,56 (na granicy
normy). Dzisiaj byłam u lekarza - zmniejszył dawkę do 6 dni po 100 i 1 dzień
125. Dziękuję wam, że mogę się "wypisać" na waszym forum. Jestem teraz sama -
mąż z synkiem wyjachali na parę dni (ja nie mogę wziąć urlopu) i mam ten
gorszy dzień. Dziękuję Wam, trochę się rozpisałam ale mam nadzieję, że
wybaczycie. Mam na imię Monika i niedługo skończę 29 lat.