Witajcie.
Wróciłem dziś od lekarza i zielonym jak warzywo na wiosnę -
przyznaję się bez bicia

Ale zasmuciła mnie trochę sugestia
lekarza, że moje niekonczące się pasma udręki związanej z różnymi
bardzo czasem nieprzyjamnymi objawami, moga być wynikiem problemów z
tarczycą.
Hmm, okazuje się po przeczytaniu paru wątków z FAQ, że nie zawsze to
co mieści się w granicach normy, tą normą jest rzeczywiscie. To
dziwne, nie?
Moje wyniki przedstawiają się tak:
TSH - 0,727 (0,465-4,680)
FT4 - 0,83 (0,78-2,19)
FT3 - 3,71 (2,77-5,27)
Widać z nich, że wszystko jest zdecydowanie nisko, w granicach
kilkunastu %. Może poza FT3, które oscyluje w granicach 40%.
Znając dociekliwość forumowych bywalców i ich fachowość (heh, sam
uczęszczam czasem na "boreliozę"

), chciałbym Was zapytać jakie
macie zdanie na temat moich cyferek?
* Czy takie "stany" hormonów mogą powodować bardzo czasem
nieprzyjemne objawy neurologiczno-zmęczeniowe czy problemy ze
wzrokiem?
* Czy nalezaloby przedsięwziąć jakąkolwiek suplementację czy ustawić
leczenie?
Dodam, że w związku ze złym od 18 lat samopoczuciem jestem
przebadany od stóp do głowy i zdiagnozowany jestem i leczony w
kierunku boreliozy i mykoplazmozy z różnym skutkiem. Może w tarczycy
jest sedno sprawy w moim przypadku? Może poziomy hormonów
powodują "niemoc" wyleczenia tych chronicznych infekcji? A może
wręcz odwrotnie, infekcje te powodują zmiany poziomów hormonów i
jest to reakcja wtórna?
Mam nadzieję, że tymi pytaniami nie nadwyrężam Waszej gościnności :-
) Obiecuję, że jeśli okaze się, że będę się leczyć, szybko nadrobię
zaległości...