Radźcie dziewczyny i chłopaki bo już nie wiem czym karmić. Mam w domu kilkuletnie sterylizowane rodzeństwo, które z opcji jemy wszystko, lodówkę z kablem, dawaj jeszcze, przeszło w stan : NIEDOBRE, TRUJĄCE, CHYBASEKOBIETOŻARTUJESZ.... Nie mają nadwagi, wysterylizowane. Z suchą nie ma problemu /jeszcze/ jedzą Feringę, Concept for Life i Wild Feedom. Tu nie chodzi o kasę, na inne kręciły nosem. Mokre tylko Animonda von Feinsten i to zasadniczo koniec listy. Oczywiście tylko ze 4 smaki. Reszta jest radioaktywna. Zjedzą też Shebę, która jest ponoć nie najlepszą karmą. I raz dostały w prezencie Gourmeta w saszetkach...Jadły aż miło, ale hmmm ja mam wątpliwości. Wolę karmić dobrą karmą. Wypróbowałam z zooplusa mnóstwo mokrych i nic. Niedobre, fuj, ale że co...niby mam to jeść?

Tak, wpadłam na to, żeby karmić mięsem...Żeby jeszcze ktoś im wytłumaczył, że koty jedzą mięso. Akceptują tylko wieprzowinę i to w ilościach homeopatycznych. Więc? Lepiej karmić Shebą i Goumetem żeby jadły w ogóle jakąś mokrą? Zamknąć oczy i kupować whiskasa? Czy odpuścić i dawać tylko suche? Czy kot może tylko suche? Próbowałam prośby, groźby, szantażu...

i nic. Co radzicie?