moonnika1
13.06.10, 19:29
Chciałam podzielić się z Wami ostatnimi wydarzeniami w moim
życiu...rozwód...mąż stwierdził, że już nie chce być ze mną, że jest
nieszczęśliwy, że właściwie cały czas będąc ze mną (9lat) był
nieszczęśliwy, że zmarnowałam mu życie itp. epitety:( że jestem
bałaganiarą, nie zaspakajam jego potrzeb tak, jakby tego oczekiwał,
że jestem nudna, wiecznie niezadowolona, nie dbam o dom, jednym
słowem beznadziejna w każdej dziedzinie życia!!!No właśnie, dużo
ostatnio z nim o tym rozmawiałam (właściwie ja mówiłam, on słuchał -
i wypuszczał drugim uchem, mam takie wrażenie). Stwierdził, że
podejmie całkowitą decyzję do końca czerwca (on podejmie!), mamy
dziecko, więć dla niego warto cokolwiek ratować - tak mu mówiłam,
ale jakby jest głuchy na wszelkie argumenty - niby najbardziej
zależy mu na dziecku, a jednak...nie chce nawet spróbowauacja dziwna
trwa od 3 tygodni, razem mieszkamy, normalnie w zasadzie
funkcjonujemy, rozmawiamy, razem byliśmy teraz na weselu(ale nie
wyglądaliśmy na małżeństwo!)ja z dzieckiem pojechałam o 22 do domu,
a mąż został do rana, spał w hotelu. I nie rozumiem jego postawy.
Dałam sobie od tygodnia spokój z rozmowami na ten temat,
postanowiłam olać narazie temat. Ale pytałam go wczoraj (na
poprawinach zachowywał się jak obcy mi człowiek)więc zapytałam, czy
on chce się rozwieść, czy już wie, a on na to, że jeszcze nic nie
wie, że ma inne problemy na głowie i o tym nie myśli...Ja stałam się
w tej sytuacji ofiarą, bo to ja tak naprawdę ratuję cały czas to
małżeństwo, trochę nadskakuję mu, zachowuję się - tak myślę -
żenująco! Bo co, za tydzień, dwa on mi powie, że jednak się chce
rozejść, a ja głupia wariatka się starałam...Dlaczego to on ma
podejować decyzję, nie licząc się z moimi uczuciami...już nie mam
siły walczyć, a jednocześnie zależy mi żeby to małżeństwo
przetrwało, żeby jakoś się pozbierać i pójść na przód, a my stoimy w
miejscu...umówiłam się z psychologiem na rozmowę, więc może coś
zrozumiem, bo jak narazie to czuję się przez niego wykorzystywana i
jak ofiara, a on widzę to wykorzystuje, że mi dalej zależy na
ratowaniu tego związku...Nie chcem być ofiarą ale też chce aby
wszystko jednak się ułożyło, a wiem, że jak oleję wszystko i
przestanę walczyć o to małżeństwo to ono się rozpadnie:(:(